Wychowywanie chłopców

28.09.05, 20:42
Tak czytam dzisiaj ostatnie wątki i głównie po tym o spokoju przyszło mi na
myśl, że to my, kobiety wychowujemy chłopców, dajemy im wszystko kosztem
siebie, własnych potrzeb i takie skutki - wielu mężczyzn cale zycie
pozostaje "w krótkich spodenkach", sądząc, ze wszystko im sie należy. Uczmy
chłopców odpowiedzialnosci, a rozpieszczajmy córki (no, powiedzmy do pewnego
wieku) - co Wy na to?
    • hela74 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:11
      jestem za, no ale ja mam tylko córkę smile
      • irenabk Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:14
        a ja tylko synka jedynego, na dodatek to jedyny mezczyzna, dla ktory prawdziwie
        i szczerze przezywal dzien mioch urodzin, dla innych to tylko uciazliwy klopot
        byl ....
        • irenabk Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:17
          Podpisuje sie oczywiscie pod tym, co napisalas, tylko to trudno czasem znalezc
          te granice, gdzie konczy sie potrzebne dziecku uczucie a gdzie zaczyna sie
          rozpieszczanie
      • samosia75 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:19
        Ja staram się jak mogę smile Mój trzylatek potrafi ładnie posprzątac i przynosi
        sam ścierke jak coś się rozleje. Pomaga mi wywieszać pranie, wyrzucać śmieci.
        Uczę go poczucią obowiązku.
        Nie chcę, żeby wyrósł na typ "pana i władcy" dookoła którego krząta się
        kobieta ...
        • buba77 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:26
          Ja juz mam duze dzieci i to dwoch chłopaków. I sa super w mojej ocenie,
          oczywiście i obym się nie myliła. Ale polecam: dużo zainteresowania i spedzania
          czasu razem w wieku do 6 lat (im mlodsze tym wiecej), a potem zajmowanie sie
          swoimi sprawami, praca, ;hobby, co sie da i ciagle duze zainteresowanie
          dzieckiem, ale nie wyreczanie, tylko stawianie stopnowo wymagan. Musza widzieć
          (zwlaszcza jedynacy), ze nie są oczkiem w glowie, a jedynie sa kochani. Ale
          rodzice maja swoj swiat. A najlepiej dzieciom robi, jak lubimy z nimi byc, gdy
          nie jest to wymuszone - lepiej rzadziej a szczerze i z prawdziwym
          zainteresowanie. Ale sie wymądrzam, ale juz nie wiem co sie dzieje na tym
          świecie z facetami? To jakis horror. Jakaś agresywna dzisiaj jestem, sorki.
        • buba77 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:29
          Samosiu, też tak robiłam i dzieci uwielbiaja pomagać, gotować z nami, sprzątać
          itd. Potem im to przechodzi, ale nie trzeba sie przejmować. To na pewno kiedys
          zaprocentuje odpowiednimi nawykami i tym, ze chcemy z nimi być (a wspólne
          robienie czegoś swiadczy, ze sa dla nas ważne, bez zbednych słów).
    • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:44
      tak tak rozpieszczajmy córkitongue_out
      dziś się dowiedziałem, że pewna panienka z drugiej klasy naszego gimnazjum
      zaszła w ciążę z kolegą z tej samej klasy, co prawda o połtorej glowy niższym,
      ale za to drugorocznymuncertain
      • samosia75 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:48
        a to łobuz z tego kolegi!!!!
        smile
        • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:50
          facet zrobił to czego od niego oczekiwanotongue_out
          z drugiej strony trochę się dziwię, że rodzić nie przyszedł z pretensjami do
          mnie, bo to ja gościa usadziłem na drugi rok w tej klasietongue_out może zostanę
          chrzestnym?
          • samosia75 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 21:56
            A może nawet za kilka miesiecy znajdzesz urocze zawiniątko pod drzwiami??
            Jak współodpowiedzialny??
            A dziewcze moze zostało napastowane...
            • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 22:38
              nie watpliwie.... w jej domu podobno i przez kilka dni z rzędu była
              napastowanabig_grin
              • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 22:39
                niewątpliwie oczywiście razem... spacja mi się kliknęłatongue_out
                • samosia75 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 22:50
                  To co się stało nie wynika raczej z "rozpieszczenia" tej uczennicy, tylko z
                  niskiego poziomu edukacji seksualnej w tej szkole! Wstyd Bezecny! Ta Twoim
                  podwórku takie rzeczy się dzieją! Po kim jak po kim, ale po Tobie nie
                  spodziewałam się tego... smile Biedne dzieci nie wiedzą "skąd się wzięły" na tym
                  świecie a nauczyciele jeszcze pretensje mają...
                  • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 23:44
                    nie dam się sprowokować:p za stary belfer jestemsmile
                    ciekaw jestem jakie jeszcze zadania dla szkoły przewidujesz:
                    nauka jedzenia nożem i widelcem? robienie siusiu do muszli? używania
                    przestarzałych zwrotów typu; proszę, dziękuję, przepraszam?tongue_out
                  • scriptus Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 23:47
                    Eeee, gdyby u Bezecnego był niski poziom edukacji seksualnej, to dzieciaki nie
                    umiałyby zmajstrować dzieciaka... nie wiedziałyby, jak się do tego zabrać. Może
                    przeciwnie, jest za wysoki poziom edukacji seksualnej, ale tej nieoficjalnej ?? sad
                    • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 00:07
                      deczko poważniej:

                      ostatnio przedstawiłem rodzicom w mojej klasie propozycję szkolenia dziewcząt w
                      samobadaniu piersi na co wymagana jest pisemna zgoda rodziców na stosownym
                      formularzu.... zebranie było 2 tygodnie temu, a ja nadal nie mam zgody od
                      prawie polowy rodziców... sądzę, że to wazniejsza umiejętnośc niż nauka
                      zakładania prezerwatywy, stosowania środków plemnikobójczych itp
                      a na głupotę nie pomoże żaden system edukacyjnysmile
                      wracając do rozpieszczania córek... uważam że ta akurat jest klasycznym tego
                      przykładem, bo czy dziewczę, zdyscyplinowane (przez rodziców!!!! w gimnazjum
                      jest na to za późno:/),rozliczane z nałozonych obowiązków mogłoby sobie
                      pozwolić, by nie chodzić na lekcje i uprawiać sex w domu gdy mama (niepracująca
                      zawodowo) wychodzi na zakupy a córuchna zostaje w domu z kolegą, bo źle się
                      czuje a rzeczony przyniósł jej zeszyty?
                      a wystarczyłoby chocby lekko zapytać czego sie teraz uczycie z biologii i
                      zajrzeć do zeszytów kolesia, o ile w ogóle je przyniósł ze sobą......
                      • movisz Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 01:20
                        A ja jednak uwazam, ze wazniejsza jest nauka (cytuje)...nauka
                        > zakładania prezerwatywy, stosowania środków plemnikobójczych itp
                        anizeli ...samobadanie piersi w wieku 16 lat.
                        Jak widac ze zdazenia w twojej klasie jest wieksze prawdopodobienstwo wsrod
                        dziewczat zajsc w ciaze anizeli miec guza na piersi.
                        • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 07:52
                          to, że akurat w mojej szkole taki sie pojawił przypadek nie znaczy, że to
                          przypadki częste, czy bardziej częste... nie wiem, czy uda mi sie znaleźć
                          statystyki przedstawiające ilość ciąży u nieletnich i porównać z ilością
                          nowotworów piersi, ale odnoszę wrażenie, że tych drugich jest znacznie więcej,
                          w dodatku...... etamsad
                          dałem się jednak sprowokowactongue_out a to nie jest forum z działu edukacjasmile
                          ja tylko uważam, że dziewczę było rozpieszczone a właściwie rozpuszczone i
                          wobec tego się puściłobig_grin
                          • akacjax Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 08:36
                            Takie rzucanie się w każde ramiona (choć ogólnie teraz dziewczyny są znacznie
                            mniej grzeczne, niż dawniej) to objaw niedowartościowania z domu. CZyli
                            problemów w związku rodziców..czyli prawie temat na nasze forumsad
                            Niestety gimnazajlistki zachodzą w ciążę...
                          • anja_pl Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 09:32
                            bezecnymen napisał:

                            [ciach]
                            > ja tylko uważam, że dziewczę było rozpieszczone a właściwie rozpuszczone i
                            > wobec tego się puściłobig_grin

                            a chłopak to niewinny ?

                            proszą pana od seksu czyli WOSIA, mam pytanie: jak to jest, dziewczyny same
                            zachodzą w ciążę, bo się puszczają klamki albo jakiego innego trzymadła ?

                            jesli tak, to ja nieuświadomiona jestem sad( może jakieś korepetycje mi są
                            potrzebne... ;P

                            ale badanie piersi jest bardzo ważne, może niech zaczną dziewczyny, które już
                            mają taką zgodę i przykład zadziała,
                            • bezecnymen Aniu:) 29.09.05, 14:37
                              ja kolesia wcale nie rozgrzeszam z odpowiedzialności za to co zrobił do spółki
                              z koleżankąsmile opisany przeze mnie przykład był odpowiedzią na propozycję by
                              poluzować wychowanie dziewcząt, gdyby ktoś napisał, by łagodniej wychowywać
                              synów, dostarczę stosownych przykładówsmile
                              • akacjax Re: Aniu:) 29.09.05, 16:05
                                Myślę, że nie powinno się rozumieć użytego słowa "rozpieszczać" w sensie
                                pozwalać na wszystko, tylko nauczyć by nie brać wszystkiego na siebie.
                                Generalnie w pewien sposób dotyczy to obu płci, tylko jakoś większość kobiet tu
                                piszących miała takie cechy( i skutkiem rozwód bo z ex nie dało się ...) i stąd
                                nasze stanowiskosmile
                                Oczywiście nie piszą tu kobiety, którym było wygodnie w małżeństwie, ale dla
                                bliżej niesprecyzowanego kaprysu postanowiły zostawić mężów i wystąpily o
                                rozwód. Oni oczywiście jako dobre ludziki tego im nie utrudniali.
                                • bezecnymen Re: Aniu:) 29.09.05, 16:39
                                  zapomniałas Akacjo o jednej naszej koleżancesmile, która miała wygodne małżeństwo
                                  i dla dość blisko sprecyzowanego kaprysu postanowiła się rozwieśćsmile
                                  • akacjax Nie zapomniałam 29.09.05, 22:43
                                    Ona miała romans...przed rozwodem.
                                    • bezecnymen Re: Nie zapomniałam 29.09.05, 22:47
                                      czy romans (a to raczej nie jest wielka miłośc...chyba) nie jest kaprysem?
                                      • akacjax Re: Nie zapomniałam 29.09.05, 22:52
                                        wydaje mi się, że kobieta idzie do łóżka z innym, gdy w małżeństwie coś nie
                                        gra, może coś niewytłumaczalnego...
                                        Pomijam skrajności, demony niewyżyte, sycylijskie ognie...
                                        • bezecnymen Re: Nie zapomniałam 29.09.05, 22:58
                                          i podobnie robi facet idąc do łóżka z inną kobietą, bo w jego małżeństwie też
                                          coś nie gra....pomijam niewyżyte sexualnie jednostki rasputinów etctongue_out
                                          • irenabk Re: Nie zapomniałam 29.09.05, 23:09
                                            Nie znam chyba zwiazku, w ktorym wszystko gra ... a nie wszysctkie(cy) z tego
                                            powodu ida do lozka. Aby rozwiazac ten spor nalezaloby przeprowadzic badania,
                                            ktore wykazalyby ktora plec czesciej to robi bez wczesniejszego podejmowania
                                            prob naprawiania tego co nie gra.
                                            • bezecnymen Re: Nie zapomniałam 29.09.05, 23:51
                                              wydawać by się mogło, że faceci robią to znacznie częściej..tylko z kim? bo
                                              przecież nie idą do łóżka z facetami... widocznie nie umieją lub nie chcą robić
                                              z tego tajemnicy
                                              • akacjax Re: Nie zapomniałam 30.09.05, 00:08
                                                A może skaczący w bok panowie niekoniecznie robią to w wyniku domowych
                                                sytuacji, ale po części z natury? Może trafiają na sfrustrowane domowo
                                                kobietki, a może polują na wolne? Stąd nierówności w liczeniu?

                                                Żarty na bok. Na pewno tu na forum nie jesteśmy reprezentacją rozwodników,
                                                raczej jedną z ich części...
                                                Mało tu tych drugich stron. Nie napisze taki jak mój ex, bo musiałby ciągle
                                                kłamac by sie wybielić i nie wypaść na diabła wcielonego. A czasem myślę, że
                                                taki w nim siedzi.
                                                • irenabk Re: Nie zapomniałam 02.10.05, 18:11
                                                  Mysle, ze nie chodzi tutaj nam o rozroznianie na te lepsze i gorsze polowy,
                                                  winnych i niewinnych. Nie mamy zamiaru tez jakichs feministycznych pogladow tu
                                                  rozglaszac. Wszyscy doskonale zdajemmy sobie sprawe, ze kazdy popelnia bledy.
                                                  Mam jednak wrazenie, na podstawie doswiadczen wlasnyc i znajomych, ze mezczyzni
                                                  w sytuacjach problemowych predzej czesciej wybieraja droge ucieczki (np do
                                                  kochanki lub (i) w swiat iluzji) albo zamiany na lepszy model. Byc moze ma to
                                                  zwiazek z wychowywaniem chlopakow, czyli od punktu wyjscia dyskusji??
                                                  • tricolour Linia podziału biegnie dokładnie w połowie... 02.10.05, 18:19
                                                    ... Twojego postu: w pierszej części piszesz, że nie chcesz rozróżniać na lepsze
                                                    i gorsze połowy, a w drugiej, że mężczyźni częściej wybierają drogę ucieczki, co
                                                    chyba nie zalicza do lepszej połowy.

                                                    Zaprzeczasz sama sobie. Zamierzone?
                                                  • irenabk Re: Linia podziału biegnie dokładnie w połowie... 02.10.05, 18:37
                                                    Precyzuje zatem: Nie chce dzielic i nie dziele. Opisalam jedynie wlasne
                                                    wrazenia, majac swiadomosc, ze nie sa to obiektywne spostrzezenia. Mam pewien
                                                    dysonans i chcialabym poglebic temat.
                                                  • irenabk Re: Linia podziału biegnie dokładnie w połowie... 02.10.05, 18:50
                                                    Inaczej mowiac chce wierzyc, ze linie podzialow w tych sprawach biegna
                                                    dokladnie w polowie... Jednakze moje doswiadczenia i spostrzezenia zaburzaja mi
                                                    te proporcje. Probuje wiec rozstrzygnac, czy moje "probka statystyczna" jest
                                                    niodopwiednio reprezentatywna, czy tez sa inne przyczyny ..
                                                  • tricolour A co z tego... 02.10.05, 18:55
                                                    ... bedzie, gdy wyjdzie, że faceci niszczą związki trzy razy częściej od kobiet?

                                                    NIC NIE WYNIKNIE ponieważ średnia nie działa na pojedyncze przypadki.
                                                  • irenabk Re: A co z tego... 02.10.05, 20:07
                                                    hihih i masz calkowita racje!!
                                                  • irenabk Re: A co z tego... 02.10.05, 20:10
                                                    Wazne, ze sa chociaz pojedyncze przypadki, ktore mysla i dzialaja podobnie
                                                  • bezecnymen Re: A co z tego... 02.10.05, 20:49
                                                    gdy wyjdzie, że faceci niszczą związki trzy razy częściej od kobiet.......
                                                    równie dobrze można wyciągnąć wniosek, że faceci są trzykrotnie bardziej
                                                    odważni by wyjść z nieudanego związkutongue_out
                                                    nie żyje statystyka!!!
                                                  • irenabk Re: A co z tego... 02.10.05, 21:09
                                                    Ano mozna ... pod warunkiem, ze rzeczywiscie wychodza a nie niszcza dwoch
                                                    kobiet jednoczesnie - zony formalnej i zaocznej.
                                                  • irenabk Re: A co z tego... 02.10.05, 21:13
                                                    P.S. Takich co wychodza odwaznie odpowiednio wczesnie, rzeczywiscie cenie.
                              • nangaparbat3 Re: Aniu:) 29.09.05, 18:33
                                bezecnymen napisał:

                                > ja kolesia wcale nie rozgrzeszam z odpowiedzialności za to co zrobił do
                                spółki
                                > z koleżankąsmile opisany przeze mnie przykład był odpowiedzią na propozycję by
                                > poluzować wychowanie dziewcząt, gdyby ktoś napisał, by łagodniej wychowywać
                                > synów, dostarczę stosownych przykładówsmile

                                a niekoniecznie, by poluzować, powiedziane było, by rozpieszczać. Ja to
                                rozumiem nie tyle, by rozpiszczać, ale by wypieścić - bo dziewczynki (nawet te
                                duże, z liceum) bardzo potrzebują akceptacji i czułości. A czy nie
                                zauwazyliście, jak łatwo ludziom wytykać błędy, a jak rzadko mówimy im, ze coś
                                robia dobrze, że są dobrzy, etc.? A juz dzieciom... No, Bezecny, nie
                                wiedziałam, że jesteś belfrem - w szkole to dopiero można sie napatrzeć i
                                nasłuchać.
                                • bezecnymen Re: Aniu:) 29.09.05, 18:41
                                  zabrnęliśmy tak daleko w temat, że chyba bez słownika się nie obejdzietongue_out dla
                                  mnie rozpieszczanie i pieszczenie to dwa odrębne pojęcia: rozpieszczanie
                                  rozumiem jako pozwalanie na wszystko, nie nakładanie obowiązków, spełnianie
                                  zachcianek, wyręczanie nawet przy myciu zębówtongue_out
                                  pieszczenie to okazywanie czułości, przytulanie, głaskanie itp
                                  • nangaparbat3 Re: Aniu:) 29.09.05, 18:49
                                    No tak.
                                    Dla mnie rozpiesza sie dziecko, kiedy tak naprawdę nie jest sie spokojnym,
                                    pewnym siebie w roli rodzica, kiedy ma sie poczucie winy i pozwala na zbyt
                                    wiele.
                                    A ktoś "wypieszczony" to dla mnie ktos, kto dostał bardzo dużo akceptacji,
                                    ciepła, czułości, i moze je teraz dawać innym.
                                    Ja tez pracuje w szkole. Czasem spotykam takie "wypieszczone" dzieci - maja w
                                    sobie coś takiego, ze po prostu czlowiek cieszy sie, ze są na świecie.
                                    Ale zaraz mysle o tych, których nikt nie wypiescił - to nie ich wina. A
                                    tamtych - zadna zasługa.
                                    • irenabk Re: Aniu:) 29.09.05, 22:58
                                      Masz racje, w takich sytuacjach, w jakich wiekszosc z nas sie znajduje to wazny
                                      problem, to poczucie winy, niepokoj, rozchwianie emocjonalne. To rzeczywiscie
                                      powoduje, ze probujemy zrekompensowac dziecku cos, czego mu zabraklo z
                                      niezawinionych przez niego 9i na ogol przez nas) powodów. Trudno w takiej
                                      sytuacji madrze okreslic granice rozpieszczania, dopieszczania i wypieszczania
                      • nangaparbat3 Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 18:26
                        > wracając do rozpieszczania córek... uważam że ta akurat jest klasycznym tego
                        > przykładem,

                        a tu sie akurat mylisz, bo to wiadomo - wcześnie zaczynają życie seksualne te
                        dziewczynki, ktore nie czuły sie kochane przez matkę dość. Probuja nadrobić, no
                        coż, kończy sie to własciwie zawsze fatalnie, choc nie zawsze ciążą.
                        • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 18:32
                          moim zdaniem, gdyby czuły się niekochane przez mamę to zostałyby lesbijkamismile
                          może to tata kochał inaczej?
                          żarty na bok: gdybyś posłuchała tej mamy w rozmowie z wychowawczynią o
                          problemach córeczki, gdy usprawiedliwiała ewidentne wagary swgo ''oczka w
                          głowie'', texty w stylu; to takie dobre dziecko, we wszystkim mi pomaga... nie
                          miałabyś wątpliwości o jakie błędy wychowawcze chodzi...
                          • nangaparbat3 Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 18:37
                            Czy tylko niedobre dziewczynki chodzą z chłopcami do łóżka? Tylko takie, co nie
                            pomagają mamie?
                            A tak serio - to nie jest mój wymysł, takie rzeczy sie bada, sprawdza,
                            oczywiscie zdarzaja sie wyjatki od reguły, zawsze.
                            A do tego - matka w domu nastolatki/nastolatka - to przeklenstwo. Sama niedawno
                            rozmawiałam z matką, która broniła córki jak lwica, ale to nic nie znaczy, bo
                            wiem od dawna, że matka córki nie szanuje, nie opiekuje się nią, sama jest
                            okropnie infantylna i nie jest dla córki żadnym oparciem. Ale jak trzeba -
                            deklamuje Bog wie co.
                            • bezecnymen Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 18:48
                              z chłopcami do łóżka chodzą te dobre....w łóżkutongue_outtongue_outtongue_out z innymi chłopaki
                              załatwiają rzecz całą na klatce schodowejbig_grin
                              zresztą... dajmy spokój dyskusji, która do niczego nie prowadzi, po ponad 20
                              latach pracy w zawodzie mam belferski węchtongue_out
                              moje zdanie jest takie: dzieci bez względu na płeć należy pieścić ale nie daj
                              Boże rozpieszczać!
    • joasia69 Re: Wychowywanie chłopców 28.09.05, 22:04
      a ja mam parkę smile
      starszy facet, młodsza kobieta
      maja obowiązki i pomagają...nie zawsze może chętnie, ale jednak.
      ulgi czasami są, czasami coś dodatkowego do zrobienia.
      Myśle, że daleko mojemu synowi do rozpieszczonego mamisynka i niech tak
      zostanie.

      FAjni są smile
    • akacjax Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 08:52
      Mam dwóch synów. Na ich wychowaniu zaważyły:
      1. geny (każdy ma inny charakter)
      2. sytuacja domowa
      3. traktowanie ich przez ojca (osobiście uważam, że obu traktowałam z należytą
      miłością, uwagą i szacunkiem-być może z tego powodu obaj chcą być ze mną)
      4. Wynikające z powyższego reakcje na środowisko, sposób wybierania znajomych
      itp.

      Strszy syn był bardziej przez ojca wyróżniany, miał więcej kontaktów z ojcem
      również z powodu swojej otwartości-sam potrafił zagadać do ojca, poprosić go o
      coś.
      Młodszy sam dość zamknięty, słabo znosił krytykownie przez ojca, przez co
      zamykał się bardziej i trudniej było odnieść sukces niż załapać się na kolejną
      porażkę(syndrom błędnego koła).

      Chciałabym by moje dzieci umiały powiedzieć o swoich radościach i problemach
      osobie, z którą kiedyś się zwiążą. Bo ja wiem wszystko, po ich gestach,
      spojrzeniu itd.(To moje powiedzonko: KGB wie dużo, a ja wszystko.-to tak na
      wyrost...ale działało). Ale tego nie umie odczytać nawet ich ojciec, a co
      dopiero osoba obca.
      Moje dzieci potrafią wiele zrobić w domu(no zapewne niektóre rzeczy słabo-ale
      nie zarzuci mi nikt, że mamusia nie nauczyła, wyręczała...), ale znając cudowną
      zdolność panów do wyczekiwania: "może ktoś za mnie to zrobi"...wiem, że takie
      próby podejmą.
      Niemniej jednak mam dylemat, czy udało mi się nauczyć ich by umieli wyważyć na
      ile dbać by nie zranić drugiego nie zapominając też o sobie.
      Bo niby to serce lepsze właśnie, które siebie skaleczyć da, niż inne zadraśnie,
      ale.....wiecie co mam na myśli.
      • anja_pl Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 09:37
        akacjax napisała:

        [ciach]
        > Niemniej jednak mam dylemat, czy udało mi się nauczyć ich by umieli wyważyć
        na
        > ile dbać by nie zranić drugiego nie zapominając też o sobie.
        > Bo niby to serce lepsze właśnie, które siebie skaleczyć da, niż inne
        zadraśnie,
        >
        > ale.....wiecie co mam na myśli.

        wiem, i mam te same obawy, chcę by moje dzieciaki nie przechodziły tego co ja...



    • bursztynowe Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 10:33
      Dzieci uczą się poprzez przykład... nie poprzez kazanie, trucie i smędzenie...

      Jeśli jesteś gospodynią domową, której celem życia jest zaspokajanie WYŁĄCZNIE
      potrzeb innych, nie dziw się że córka powieli ten schemat...
      Nie inaczej jest z chłopcami...
    • pchelka Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 10:55
      A ja mam dwóch synów, dorastających.
      I zadnych z nimi kłopotów wychowawczych, no, moze "drobnej kosmetyki" wymagaja.
      To wszystko osiągnęłam cudzymi rękami.
      Rękami moich partnerów, tatusia i wujka, których moim dzieciom zafundowałam.
      Obaj dali mocne argumenty, jakim być nie należy.
      Dzięki im za to.
      • akacjax Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 12:02
        Kiedy dawno temu poznałam mojego m. jawił mi się jako człowiek inny od swojego
        ojca. Wydawał się rozumieć jego błędy. Chciał ich uniknąć. Tak myślałam, ale w
        życiu okazało się, że z czasem zaczęły górować chyba geny. Zaczął myśleć jak
        on, nawet więcej czasu zaczął z nim spędzać, bo wygodne życie wzięło górę.
        I właśnie mając takie doświadczenie boję się, czy nie odezwą sie geny w moich
        synach. Więcej martwi mnie młodszy, bo ma nawet podobne reakcje jak ojciec. I
        podobnie słabą relację z ojcem jak miał jego ojciec ze swoim. Do tego nie widzę
        w swoim (czy jego )otoczeniu małżeństw wzorcowych. Wszędzie coś nie tak.
        Do tego syn ma kolegów z takich byle jakich małżeństw jak moje, bo takie dzieci
        łatwiej się rozumieją. I tu mam problem, jak pokazać, że tak być nie musi?

        Liczę, że pierwsza lekcja to moja reakcja. Nie zgadzam się na taką sytuację,
        rozstanie...szkoda, że późno, ale niech wie, że tak nie można traktować żony.
        A co to da na przyszłość? Nie wiem.
        Był moment gdy byłam i ojcem i matka dla niego. To ja musiałam i zabraniać i
        pozwalać zdobywać świat. To złe. Jestem świadoma tego teraz. Pozostaje mieć
        nadzieję, że gdy przeminie niespokojny jego wiek dojrzewania, gdy uspokoi sie
        sytuacja domowa, to i on dozna olśnieniasmile
        • pchelka Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 12:15
          No ładnie,
          podniosłaś mnie na duchu wink
          Mój młodszy syn (15) powiedział pewnego dnia, ze nigdy się nie ozeni, bo w
          zyciu nie widział normalnego małżeństwa.
          Aaaa i jeszcze dodał, ze będzie do mnie co tydzień, w niedzielę, przychodził z
          inną dziewczyna.
          Na moje pytanie "po co?" odpowiedział, ze na obiad wink
          Nie będę cytować swojej odpowiedzi, ale była jednoznacznie negatywna.
          Ten sam osobnik wymyślił, że gdyby wygrał w totka, to się każe zamrozić i
          odmrozić dopiero na emeryturze.
          Myslałam, ze go zagnę, że musi mieć wypracowane lata. On na to, ze bedzie jako
          eksponat w muzeum smile
          Pociesza mnie jednak, ze do własnych wypowiedzi posiada spory dystans.
          Wogóle często łapię się na tym, ze mają dystans większy niz ja i momentami
          wydają mi się madrzejsi od kury.
          • buba77 Re: Wychowywanie chłopców 29.09.05, 19:29
            To właśnie miałam na myśli, ze chłopców często traktujemy "ulgowo", pobłażamy,
            bo kochamy ich czasami bardziej niż córki. Wprawdzei sama mam synów, ale
            obserwuję często taki mechanizm wokół siebie. Od córek więcej wymagamy, no i
            dajemy im przykład "poświęcania sie"
            Druga sprawa, to fakt odchodzenia od siebie, raniąc najbliższych, zwłaszcza
            dzieci. Ale to chyba sie zdarza i kobietom i mężczyznom. Taki syndrom czasu: po
            co się męczyc, docierać z kims przez wiele lat, kto nam w końcu i tak
            spowszednieje. Łatwiej przeżyć fascynację z kimś nowym.
            Nie znam statystyk, ale moze jednak mezczyźni cześciej odchodza, bo... liczą na
            nowy, lepszy związek (nowa żona często wygrywa ze "starą" przede wszystkim
            swoją młodością, a kobiety tez lubia sie wiazać z "ustawionymi" już i
            dojrzałymi męzczyznami). Dla kobiet rodzina na ogół ważniejsza. Zdecydowanie
            widze sprzecznosc interesów, jeżeli facet nie widzi wartości w trwałej rodzinie.
            Więc chyba rodziny będą się coraz częściej rozpadać.
          • akacjax Re: Wychowywanie chłopców 30.09.05, 08:15
            Mam nadzieję, że tak nie będzie.
            Bo nie dodałam, że ważna jest w tym wszystkim postawa matki. Jeżeli ona reaguje
            i wychodzi z toksycznych związków...synowie widzą, że taka postawa się niopłaca.
            U mnie teściowa pozostała w toksycznym związku do końca. To pokazywało, że nie
            ma reakcji, a więc hulaj dusza...
            Poza tym zapewne Twoi synowie mają Twoje dobre geny i one przygłuszą ewentualne
            nędzne od ojcasmile
            U mnie jeden gołym okiem widać natura moja, drugi żywcem skóra z ojca
            zdjęta...oj, to jest wyzwanie...by mu pokazać normalny świat.
      • tricolour Do Pchełki 30.09.05, 00:17
        Jeżeli dobrze zrozumiałem uważasz, że negatywne zachowanie twoich partnerów
        nauczyło synów jakimi nie maja być.

        Mam prawie pewność, że to mylne wrażenie. Najczęściej jest tak, że dzieci
        powielają zachowania rodziców bez względu na to, czy sa negatywne, czy pozytywne.
        • pchelka do tricolour :) 30.09.05, 11:22
          Wiem, że powielają.
          Sama powielałam, nie wiedząc o tym.
          Odkąd wiem, pilnuję się, żeby tego nie robić, co nie znaczy, że
          zawsze mi się to udaje.
          Ale zauwazyłam, że moje dzieci są madrzejsze ode mnie, tak intuicyjnie.
          I widza, że ich ojciec sobie zycia 10 lat po rozwodzie nie ułozył i do nich
          skarży się na zależność od rodziców.
          I pamiętają, że ich matka obrywała na ich oczach i to oni wcześniej ode mnie
          zauwazyli, że to facet, z którym się wychowywali ma problem....
          Poza tym rozmawiam z nimi o zachowaniach swoich, ich, o zyciu.
          Wiem, że nie ma recepty i że ja im zycia nie ulożę, ale jak każdy, staram się.
          Ze mną nikt nie rozmawiał, jak sobie dawać radę, tylko, jak ustępować...
          • buba77 Re: do tricolour i pchełki 30.09.05, 14:15
            Wydaje mi się, że nie do końca powielają, czy powielamy. Ja bardzo sie staram,
            aby nie zachowywać sie jak moja mama - dość trudno mi to czasami przychodzi,
            ale żyję jednak zupełnie inaczej. To może pewne wartości wynosimy z domu i
            realizujemy jako swoje w życiu dorosłym. A przynajmniej te, których sobie nie
            do końca uświadamiamy, które tkwią głębiej. Te wzory dotyczą różnych rzeczy i
            niektóre wręcz odrzucamy. Ja np. poświęcałam dzieciom dużo uwagi, w
            przeciwieństwie do moich rodziców (ach, jak zapamietałm, że mi tego
            brakowało!), natomiast nie zapanowałam już nad pewnym poczuciem osamotnienia -
            nie wiem czy to dobre słowo - które wyniosłam z domu i teraz, gdy dzieci duże,
            wolę być sama, sama robić różne rzeczy, często każdy siedzi u siebie w pokoju,
            nie ma u nas wspólnego spędzania czasu (staram sie tylko sporo z nimi
            rozmawiać) i tego mi brakuje, ale nie potrafie tego zmienić.
            • nangaparbat3 Re: do tricolour i pchełki 30.09.05, 15:38
              u nas też mało wspólnego spedzania czasu, córka zdeczydowanie woli przebywac we
              wspolnym pokoju niz w swoim własnym, ale kazda z nas raczej zajmuje sie wtedy
              swoimi sprawami, jednak przerywanymi co jakos czas rozmową, żartem, czułoscią.
              U mnie w rodzinie bardzo pielegnowano "wspólność", a do mnie zawsze mama i
              babcia miały pretensje,, "że sie izoluję".
              Więc widzisz, z niby innych domow wyszłysmy, a jakoś jest podobnie.

              Ktos ma taka sygnaturkę: w swiecie mułow nie ma regułów.
              • pchelka Re: do tricolour i pchełki 30.09.05, 17:44
                A ja myślę, że to normalne, ze kazdy ma swoje zycie.
                Problem w tym, zeby nie zatracić proporcji i nie stracić kontaktu zupełnie.
                Czasem kontakt może być lepszy, gdy kazdy siedzi w swoim pokoju i te chwile,
                gdy z niego wyjdzie, maja jakaś wartość, niz gdy wszyscy siedzą wspólnie i nie
                bardzo wiedzą o czym ze sobą rozmawiać.
                Poza "jak było w szkole" - jak w tej reklamówce programu antynarkotykowego.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja