Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobiet

14.10.05, 11:54
Jako osoba lubująca się w ksiązkach o "ciężkiej atmosferze" w bergmanowskim
stylu, zaskoczyłam się bardzo, gdy wybrałam sobie w empiku książke
pt "Początek" Catherine Dunne. Polecam bardzo, gdyż opowiada historię kobiety
podobnej do nas. Nas, znaczy kobiet porzuconych przez mężą, pozostawionych z
dziecmi, mogących liczyć tylko na siebie. Książkę czyta się lekko i
przyjemnie. Tym bardziej, ze koniec jest optymistyczny.
Ba, tak bardzo historia głownej bohaterki jest bliska mojej historii, ze całą
książkę pokreśliłam ołówkiem, wybierając fragmenty odpowiadające uczuciom i
nastrojom, jaki towarzyszyły mi, kiedy ja przezywałam moje rozstanie z mężem.
Może zresztą dam mężowi tę książkę (wlaśnie ten pokreślony egzemplarz)na
gwiazdkę, zeby mógł wyobrazic sobie jak to jest byc porzuconą. W sumie
dlaczego ma nie wiedziec co mi zrobił?
    • akacjax Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 12:00
      W sumie, czy zrozumie?
      Pozdrawiam!
    • scriptus Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 12:00
      Kvi, myślisz, że ci nieodpowiedzialni partnerzy nie zdają sobie sprawy z tego,
      jaką krzywdę robią ??
      Może i nie, wtedy ta książka, to dobry pomysł.
      • kvinna1 Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 12:57
        Tak naprawde nie wiem, czy zdają sobie sprawę, czy nie. Moj mąż powiedział mi
        otwarcie, ze woli nie zastanawiać się nad tym, co ja czuję. Może taka lektura
        trochę otworzyłaby mu oczy... W sumie dla naszego małżeństwa nie ma to
        znaczenia, ale jeśli powstrzyma to męża przed nieświadomym zadawaniem bólu
        innym, i uchroni potencjalne przyszłe "ofiary jego nie zastanawiania się nad
        uczuciami innych", to chyba warto.
        • bellima Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 13:05
          kvinna1 napisała:

          > powstrzyma to męża przed nieświadomym zadawaniem bólu
          > innym, i uchroni potencjalne przyszłe "ofiary jego nie zastanawiania się nad
          > uczuciami innych",


          hmmm... wątpię.
          u nich zbyt czesto obowiazuje wyparcie negatywnych mysli i checi refleksji nad
          wlasnym postepowaniem, jako taka samoobrona..
          ma uznac ze zle zrobil? ze skrzywdzil? ze potraktowal podle kolejna kobiete? po
          co? zeby sie gorzej poczul? jemu dobrze z tym brakiem refleksji. ma sobie
          strzelac samobója? wink
          • kvinna1 Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 13:41
            W sumie troche naiwne to mojemyslenie. Ale skoro juz książkę mam, i juz ją
            przeczytałam, a na Wigilię i tak zaproszę męża, dla dzieci innej opcji nie ma,
            to przynajmniej zaoszczedze na prezenciewink To tak poł zartem. A powaznie,
            mysle, ze czasem sobie nie uswaiadamiają, bo nikt im nie zwraca na to uwagi. W
            koncu kropla drąży skałę...
            • bellima Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 14:36
              ja się juz wyleczyłam z misyjnoscismile))
              i z wiary ze ten czlowiek jest na pewno lepszy niz jego uczynki.
              tak jakos do mnie dotarlo ze uroczy exio przede mną - w czasie mnie - i po mnie
              ciagle jest taki sam bo autorefleksja zruinowala by mu całe dotychczasowe
              życiesmile) i nastepczyn tez nie uchronie jesli same sie chronic nie bedawink

              teraz sobie śpiewam "nie zmienie swiata nie zmienie, nie mam zadnych złudzeń"

              ale przynajmniej teraz "uwage" zwracam kazdemu podobnemu jasno i bez ogrodek smilep
    • julka1800 Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 12:25
      wczoraj bylam w empiku i oglądalam ksiązki Grassa o ktorych kiedys wspomniala
      Hela, zatrzymalam sie przy Cyfrowej Twierdzy D Brown, ostatecznie zakupilam
      ksiązke .... dla mojego dziecka smile)
      • brzoza75 Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 14.10.05, 14:54
        Brown jest the best jeśli chodzi o sensację tego roku.
        A jesli chodzi o uświadamianie męża..hm... ktos mi powiedział ostatnio nie moze
        być Pani psychoterapeutą, psychologiem dla niego, musi Pani zacząć myśleć o
        sobie a nie o nim...choć chciałabym znać odpowiedź na pytanie czy tylko ja tego
        doświadczyłam i czy ktos inny doświadczy..?
    • tricolour Myślicie, że... 14.10.05, 14:55
      ... nas naprawde interesują przeżycia byłych kobiet? Mnie nie interesują i taką
      książkę postawiłbym na półce i nie zagladał. Może kiedyś...

      A czy Was interesują przeżycia byłych facetów?
      • bellima Re: Myślicie, że... 14.10.05, 14:58
        tricolour napisał:

        > A czy Was interesują przeżycia byłych facetów?

        he.. jesli to my ich rzucamy... to zapewne juz przed rzuceniem nas ich przezycia
        niespecjalnie obchodza smile
        • julka1800 Re: Myślicie, że... 14.10.05, 15:05
          dokładnie tak
          Myslisz tri ze choć przez chwile zastanowiłabym sie nad tym co robie gdybym to
          ja zostawiała .... i była facetem

          nieeeeeeeeee
          • tricolour Nie o to chodzi... 14.10.05, 15:30
            ... chodzi o to, że np ja zostałem zostawiony... i mnie troszkę bolało... kilka
            lat. A potem przestało.

            Teraz to mnie nie interesuje nawet to czy ex ma co jeść...

            smile
            • julka1800 Re: Nie o to chodzi... 14.10.05, 15:58
              Myślę ze Kvinna napisał to bo bardzo przezywa to co sie dzieje z jej zwiazkiem,
              jest to żywe i ciągle trwa, no i boli.
              Ty tez przyznajesz ze bolało wtedy, czas wygoił rany, pomogła tez pewnie nowa
              kobieta.
              Moze Kvinna tez za jakis czas powie: nic mnie nie obchodzi co sie dzieje z Ex.
              Może.

              Sorry Kvinno ze zabrałam glos ale znikam od kompa na weekend a chcialam
              wyjasnic o co mi chodzilo.

              Tri,
              jestem pod wrazeniem Twojej łagodności dziś, myślałam ze jak zwykle stanowczo i
              rzeczowo bedziesz bronil swego zdania a tu... mamy do czynienie z łagodna formą
              trójkoorowego obiektu męskiego smile)

              pozdrawiam smile)
              • tricolour A może przypadkiem... 14.10.05, 18:41
                ... odgadłaś sens mojego nicka? Że nie tylko białe i czarne?

                Że najfajniejsza jest szarość...

                ????
                smile))
                • julka1800 Re: Juz dawno 17.10.05, 11:04
                  odkryłam ze Twoja stanowczość zasadnoczość rzeczowość to tylko na forum
                  private jestes ... ciach ugryzlam sie w jezyk

                  smile))
      • nangaparbat3 Re: Myślicie, że... 14.10.05, 17:00
        tricolour napisał:

        > ... nas naprawde interesują przeżycia byłych kobiet? Mnie nie interesują i
        taką
        >
        > książkę postawiłbym na półce i nie zagladał. Może kiedyś...
        >
        Nie, naprawdę, ja nie myslę. Myslę, że dla wiekszości mężczyzn w ogóle myslenie
        o przeżyciach innych ludzi jest czymś zgoła absurdalnym. No chyba ze chodzi o
        kobietę, o której względy aktualnie zabiegają...
        Znam natomiast wielu panów, którzy sądzą, że kobieta ma zajmować się ich
        przeżyciami - wszystko jedno - była, aktualna, niedoszła.
        • tricolour Jak zwykle na każde uogólnienie... 14.10.05, 18:50
          ... należy patrzeć z przymrużeniem oka... dlatego Ci odpowiem smile)

          Rzeczywiście nie myslę o przeżyciach innych ludzi, bo jestem inżynierem, a nie
          psychologiem. Nie wierzę, że ktoś przy zdrowych zmysłach zastanawia się nad
          innymi ludźmi jeżeli ci ludzie nie są mu do czegoś potrzebni.
          Zwykle zajmuję się swoimi sprawami, co jest zjawiskiem zdrowym i sensownym.
          Przez swoje sprawy rozumiem także relacje z innymi, ze znajomymi, przyjaciółmi,
          klientami przez co mój egoizm nie jest aż tak wielki.

          Co do panów, którzy chcą być hołubieni przez stada kobiet... no cóz... są pewnie
          kobiety, które chcą być adorowane przez niezliczone rzesze mężczyzn...

          smile))
          • nangaparbat3 Re: Jak zwykle na każde uogólnienie... 15.10.05, 00:03
            tricolour napisał:

            > ... należy patrzeć z przymrużeniem oka... dlatego Ci odpowiem smile)

            mam świadomość, że to uogólnienie, dlatego napisałam "większość mężczyzn", a
            nie "mężczyźni".
            >
            > Rzeczywiście nie myslę o przeżyciach innych ludzi, bo jestem inżynierem, a nie
            > psychologiem. Nie wierzę, że ktoś przy zdrowych zmysłach zastanawia się nad
            > innymi ludźmi jeżeli ci ludzie nie są mu do czegoś potrzebni.

            Nie sądziłam, ze to aż tak sad
            > Zwykle zajmuję się swoimi sprawami, co jest zjawiskiem zdrowym i sensownym.
            > Przez swoje sprawy rozumiem także relacje z innymi, ze znajomymi,
            przyjaciółmi,
            > klientami przez co mój egoizm nie jest aż tak wielki.
            >
            > Co do panów, którzy chcą być hołubieni przez stada kobiet... no cóz... są
            pewni
            > e
            > kobiety, które chcą być adorowane przez niezliczone rzesze mężczyzn...
            >
            > smile))
            Nie chodziło mi o stada, tylko o różne relacje. smile
            • tricolour No pewnie... 15.10.05, 00:09
              Co mnie obchodzi ta Zuzia z przeciwka, o której wiem tyle, że nawet nie wiem,
              czy ma na imię Zuzia...

              smile
    • thomaspawel Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 15.10.05, 22:04
      nie ma porzuconych kobiet...są tylko porzuceni mężczyźni...
      • phokara Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 17.10.05, 11:48
        > nie ma porzuconych kobiet...sa˛ tylko porzuceni me˛z˙czyz´ni...

        Coz za awangardowa teoria. No, no... Prosze przeprowadzic dowod logiczny vel rachunek
        zdania. Inaczej, zakladam, ze jestes dla siebie calym swiatem i stad owo twierdzenie.
        • bezecnymen Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 17.10.05, 12:14
          uwielbiam takie, takie nosmile niepodważalne, jednoznaczne i apodyktyczne
          twierdzeniabig_grin
          to ma podobny wydźwięk jak:
          wszystkiemu winne baby!
          oraz
          faceci to świnie!
          a z logiką to ma raczej niewiele wspólnego bo życie społeczne pełne jest
          nielogicznych zjawisk, w dodatku gdy teoria ma setki wyjątków jest teorią
          bzdurną i nadaje się raczej do bezecnych żarcików, a nie do dyskusjismile
          • phokara Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 17.10.05, 12:23
            Ach, ale ja, jak to rasowa kobieta (porzucona zreszta... cholera, wiec moze wcale nie jestem
            kobieta) uwieeeeeeeelbiam takie nie-logiczne, acz liryczne dyskusje. Bez wyjatkow.
            • bezecnymen Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 17.10.05, 15:06
              skoro tak to wypada współczuć temu tam jakmutam, że związał się z niepewnego
              gatunku osobnikiem wyglądającym na kobietę, który go pogonił od domowego
              ogniska i cieplutkiego łóżeczkatongue_out
              • an72 Pho...svp 17.10.05, 15:17
                zajmnij sie chorym sumieniem mojej siostry...najlepiej amputuj je, bo sie
                zameczy...ja juz nie moge, przekonuje ja od wczoraj...i nie slysze
                efektow...najchetniej tylek bym jej skopala, ale niestety nie mam fizycznych
                mozliwosci, a wirtualnie sie niestety nie da..zrob to za mnie jak ja zobaczysz
    • sun_woman Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 17:46
      generalnie nienawidze ani czytania o tym, co mnie aktualnie boli, ani ogladania
      tego w filmach. najczęściej jeszcze z głupawym happy endem. rozdrapywanie ran
      na własne zyczenie. zgodnie z tą zasada przez ostatnie parę lat ta tematyka dla
      mnie nie istniała.
      ale może są osoby, którym taka terapia pomaga...
      a pomaga???
      • bursztynowe Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 18:02
        czasami pomaga... uzmysławia, że nie my pierwsi... i zapewne nie ostatni... że
        inni dali sobie radę.. itp...

        że to co nas dotknęło może niekoniecznie było takie złe jak się pozornie
        wydaje...

        można rozebrać swój ból na czynniki pierwsze, obejrzeć pod mikroskopem...
        podelektować się i... wyrzucić...
        show must go on....
        • sun_woman Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 18:13
          bursztynowe napisał:

          > czasami pomaga... uzmysławia, że nie my pierwsi... i zapewne nie ostatni...
          że
          > inni dali sobie radę.. itp...

          pozwolę sobie zauwazyć, że to wiadomo i bez czytania o tym.
          >
          > że to co nas dotknęło może niekoniecznie było takie złe jak się pozornie
          > wydaje...

          i to też.
          >
          > można rozebrać swój ból na czynniki pierwsze, obejrzeć pod mikroskopem...
          > podelektować się i... wyrzucić...
          > show must go on....

          coż, widać mozna i tak. a można tylko swój ból przeanalizować z samym sobą. w
          sumie nieważna droga, ważne efekty smile
          • bursztynowe Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 18:16
            wiesz, czasami cierpienie przesłania racjonalne myślenie... nie jest tak łatwno
            złapać pion, zauważyć to co oczywiste...
            wszystko zależy od konstrukcji psychicznej delikwenta/tki


            a jak Ty sobie radzisz w takiej sytuacji?
            • sun_woman Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 18:20
              bursztynowe napisał:

              >
              > a jak Ty sobie radzisz w takiej sytuacji?
              >

              a)analiza problemu
              b)zajęcia w celu odwrócenia uwagi od tematu
              smile)
              • bursztynowe Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 18:22
                smile)))
                ale nie każdy to potrafi...
                • sun_woman Re: Lektura "na pocieszenie" dla porzuconych kobi 25.10.05, 18:24
                  bursztynowe napisał:

                  > smile)))
                  > ale nie każdy to potrafi...
                  >

                  praktyka czyni mistrza wink
                  (czytaj: smutna koniecznosć wykształciła we mnie te umiejetność)
    • nangaparbat3 a to ja sie wtrącę 25.10.05, 22:11
      >
      > a jak Ty sobie radzisz w takiej sytuacji?
      >

      a)analiza problemu
      b)zajęcia w celu odwrócenia uwagi od tematu
      smile)

      Bo analiza problemu - OK, ale potem, jak juz "przeboli". Odwrócenie uwagi?
      Nawet wobec własnego dziecka nie uznawałam tej metody, i to kiedy było małe.
      JAk boli, ma boleć. Jak boli, trzeba przepłakać, może nie spać, może nie jeść,
      pozwolić sobie na cierpienie. Nie oszukiwać go, nie oszukiwać samej siebie.
      Najdłużej to trwało tydzień. Ale przez tydzień nie jadłam (dosłownie) i prawie
      nie spałam - kiedy zasypiałam, śniło mi się to, co się stało, budziłam się, i
      okazywało sie, że to nie sen.
      Ale po tym tygodniu poczułam, że odrastają mi skrzydła.
      Wtedy mogłam analizować. Zająć się innymi sprawami - nie dla odwrócenia uwagi,
      dlatego, że na nowo zobaczyłam, jakie są pasjonujace i ważne.
      • sun_woman a to ja uzupełnię ;) 25.10.05, 23:22
        nangaparbat3 napisała:

        > >
        > > a jak Ty sobie radzisz w takiej sytuacji?
        > >
        >
        > a)analiza problemu
        > b)zajęcia w celu odwrócenia uwagi od tematu
        > smile)

        temat: moje małżeństwo to ruina.
        a) analiza problemu połaczona z cierpieniem oraz dawaniem temu upustu na typowe
        dla mnie sposoby (jakie, to juz moja sprawa wink)
        b) w momentach względnej równowagi (czyli, gdy byłam w stanie nie rozmyslać
        dlaczego, dlaczego, dlaczego...) zajęcia w celu odwrócenia uwagi od tematu.

        z perspektywy czasu nawet jestem w stanie z tego żartować...
        • nangaparbat3 Re: a to ja uzupełnię ;) 25.10.05, 23:42
          A to co innego.
          Żarty popieram. Czasem ratowały mi życie - jak już nic innego nie pozostaje,
          zawsze jeszcze jest humorystyczny aspekt sytuacji. Niestety PRAWIE każdej.sad
          • bursztynowe Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 08:34
            Tylko po co analizować?
            Kiedyś wydawało mi się to kluczem sukcesu, ale teraz coraz bardziej uważam, że
            to główne nieszczęście.
            Bo tak trudno wyłączyć analizę, działa zawsze i wszędzie (i gdy jest dobrze i
            gdy źle), kombinuje i doszukuje się niewiadomo czego. A skutki są jakie są...
            • sun_woman Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 11:48
              bursztynowe napisał:

              > Tylko po co analizować?

              po to, żeby wnioski wyciągać? wink


              > Bo tak trudno wyłączyć analizę, działa zawsze i wszędzie (i gdy jest dobrze
              i
              > gdy źle), kombinuje i doszukuje się niewiadomo czego. A skutki są jakie są...
              >
              >
              trochę racja smile ale to takie 'skrzywienie porozwodowe' wink
              • bursztynowe Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 12:34
                mam na myśli okres przed-rozwodowy. Po - chyba warto pomyśleć, poanalizować,
                wyciągnąć stosowne wnioski, zanotować je i przylepić na lodówce, a na koniec,
                walnąc pięścią w stół i powiedzieć "koniec analizowania". Teraz JA. Jestem tego
                warta, itp
                • nangaparbat3 Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 15:27
                  bursztynowe napisał:

                  > mam na myśli okres przed-rozwodowy. Po - chyba warto pomyśleć, poanalizować,
                  > wyciągnąć stosowne wnioski, zanotować je i przylepić na lodówce, a na koniec,
                  > walnąc pięścią w stół i powiedzieć "koniec analizowania". Teraz JA. Jestem
                  tego
                  >
                  > warta, itp
                  >

                  A wiesz, po rozwodzie mój najważniejszy wniosek był może taki: dopiero jak sama
                  haruje od switu do nocy rozumiem wiele realcji meża, które wcześniej wydawały
                  mi sie złośliwe i wymierzone przeciwko mnie. Teraz już wiem - i jest za późno.
                  >
                • sun_woman Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 16:55
                  bursztynowe napisał:

                  > przylepić na lodówce, a na koniec,
                  >>

                  ze wzgledu na treść wieszanie na lodówce niewskazane (dzieci) wink
              • nangaparbat3 Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 15:25
                E, nie. To nie odejście od analizy jest skrzywieniem, na odwrot.
                • bursztynowe Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 15:29
                  skąd ten wniosek?
                  • nangaparbat3 Re: a to ja uzupełnię ;) 26.10.05, 21:46
                    bursztynowe napisał:

                    > skąd ten wniosek?
                    >
                    >
                    Ale ktory? Jakoś sie pogubiłam w tych drzewkach smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja