no i tak..chyba zaczynam nowe zycie..

15.10.05, 19:46
ale czy mi z tym tak bardzo dobrze?.. dzisiaj podle.. umiem cieszyc sie
wolnoscią, samotnoscia ..lubie byc sama.. tylko jesli juz miałam tak
poukładane przez 4 lata, ze w tygodniu sama a w weekend tam.. pani na
włosciach.. lepiej czy gorzej.. w wiekszej lub mniejszej zgodzie z mezem..ale
jednak jakos tak samo..w sensie rytmu.. w ubiegłym tygodniu wyrwałam sie z
tego rytmu.. poszłam na koncert.. w tym tygodniu juz nie miałam po co wracac
na włosci.. i co teraz?
nie wiem.. po prostu nie wiem..co dalej..zawsze mowiłam, ze chce stawiac
granice.. najpierw małe jakies zwyciestwa.. potem wieksze, jak chocby ten
koncert.. w moim małzenstwie to sie nie udaje.. jesli rozdzielimy konto..to
juz bedzie poczatek separacji....niby moze byc.. tylko czemu podle sie czuje....
    • hela74 A czemu masz rozdzielać konto? 15.10.05, 19:57
      Bo nie rozumiem
      • hanuka50 Re: A czemu masz rozdzielać konto? 16.10.05, 10:34
        hela74 napisała:

        > Bo nie rozumiem
        bo to poczatek separacji..w tej chwili jest wspolne, jesli postanowimy to trzeba
        rozdzielic.. rozumiesz?
        • hela74 Re: A czemu masz rozdzielać konto? 16.10.05, 19:13
          Rozumiem, że skutkiem separacji jest rozdzielenie konta, a nie odwrotnie.
          Przykro mi ze względu na Ciebiesad
    • thomaspawel Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 15.10.05, 22:02
      trzeba zrozumieć że rozwód to straszna rana dla ducha pod warukiem że się
      chociaż przez chwilę kochało...ale jak się już rozwodzić to lepiej zostawić
      cały worek wspomnień za sobą
      • czekolada72 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 16.10.05, 00:09
        Pewnie, tylko co zrobic z dzieckiem, tez zostawic? Nie da sie
      • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 16.10.05, 10:33
        thomaspawel napisał:

        > trzeba zrozumieć że rozwód to straszna rana dla ducha pod warukiem że się
        > chociaż przez chwilę kochało...ale jak się już rozwodzić to lepiej zostawić
        > cały worek wspomnień za sobą
        wiśtawio..smile łatwo powiedziec..
        masz oczywiscie racje..ale co to zmienia ze teraz siedze tutaj zamiast ech..
        nie ma co mowic..
        • thomaspawel Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 16.10.05, 18:23
          zamiast siedzieć rusz swoją...wyobraźnię i zajmij się tym co lubisz
          najbardziej.
          Właśnie jest o czym mówić bo takie żale nikomu nie pomogą a najmniej Tobie.
          • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 17.10.05, 17:13
            homaspawel napisał:

            > zamiast siedzieć rusz swoją...wyobraźnię i zajmij się tym co lubisz
            > najbardziej.
            > Właśnie jest o czym mówić bo takie żale nikomu nie pomogą a najmniej Tobie.

            smile swoją.. wyobraźnie ruszam ciagle..) nawet nie zdajesz sobie sprawy jak
            bardzo i własnie o to toczą sie boje..wczoraj było mi kiepsko wiec czasem warto
            sie wyzalic chocby tutaj skoro nie ma meskiego ramienia blisko..smile))
            coby sie na nim wypłakac..smile
            dobra..
            moj problem jest taki, ze stałam sie pazerna na zycie.. i mojemu małzonkowi to
            nie pasi.. chciałby miec zonke u swojego boku a nie zeby gdzies fruwała i
            ruszała swoja...wyobraźnie.. kumasz?
            i tylko tyle
            a ja jeszcze nie wiem co chce z tym zrobic i dlatego moje dylematy....
        • thomaspawel Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 16.10.05, 18:25
          a co do dziecka to ja bardzo chętnie przytulę jakiekolwiek pozbawione wspólnoty
          mamy i taty razem.
          • czekolada72 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 16.10.05, 19:06
            chyba zimno mnie otepilo i nie rozumiem, moze jasniej??
          • ak70 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 18.10.05, 12:13
            To możesz przytulić moich dwóch chłopaków, bo ich to czeka za tydzień...
            Starszy psioczy na ojca, mówi, że go nie cierpi (na co tatuś sobie niewątpliwie
            zapracował), ale wiem, że bardzo to przeżywa.
    • julka1800 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 17.10.05, 11:24
      pytanie: czego chcesz?
      chcesz separacji? chcesz podzialu wszystkiego? rozwodu?

      zastanow sie
      • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 17.10.05, 17:22
        julka1800 napisała:

        > pytanie: czego chcesz?
        > chcesz separacji? chcesz podzialu wszystkiego? rozwodu?
        >
        > zastanow sie

        julka.. nie chce rozwodu.. nie chce podziału, nie chce separacji.. chce stawiac
        granice, chce, zeby druga połowa zaczeła szanowac moje dazenie do
        niezaleznosci.. nie chce byc podległa jak do tej pory.. chce isc sama.. miec
        swoich przyjaciól miec to czego nigdy nie miałam.. kawałek swojego zycia.. bez
        kontroli i braku zaufania..
        zawsze mowie ze zeby byc razem to trzeba byc czasem osobno.. szkopuł w tym ze
        odkryłam to dosyc późno i trudno zmieniac czyjesz przyzwyczajenia.. ja jestem w
        21, moj mąz w 20 wieku.. nic na to nie umiem zrobic.. tylko wypłakiwac sie
        tutaj czasem.. to tez lzej..
        kiedy mowiłam na terapii ze chce stawiac granice a nie rozwodzic sie.. to
        terapeutka robiła nade mna krzyz.. bo to jest trudniejsze niz separacja i
        rozwod.. itd.. to jest ciagła walka...niby to wiem.. i jestem na to
        przygotowana..ale boli..czasem boli...
        • phokara Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 17.10.05, 18:25
          W zyciu nie mozna miec wszystkiego. Taka prawda - i wcale nie "smutna" prawda. Jak sie juz
          czlowiek zaprzyjazni z ta mysla, od razu jest mu jakos tak szczesliwiej...

          Wiec zdecyduj sie na cos. Z konsekwencjami tej decyzji. Bo druga strona nie musi
          dostosowywac sie do Twojej nowej wizji zycia. Nie ma takiego obowiazku. Moze to zrobic...
          ale... raczej przyzwyczajona do Twojej, jak to nazywasz "podleglosci" bedzie sie czula
          wyprowadzona w pole. I nie ma tu niczyjej winy. Tak, jak Ty masz prawo cos w swoim zyciu
          zmienic, tak On ma prawo tego nie akceptowac.

          Nie wiem, jaka jest "rownowaga" sil po obu stronach. Wiec nie wiem czy warto sie szarpac.
          Czasem warto, czasem nie. No coz, taki lajf.
          • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 18.10.05, 17:29
            phokara napisała:
            W zyciu nie mozna miec wszystkiego.

            mądre słowa..a podstawą zwiazku jest kompromis..moja historia jest taka.. ze to
            zawsze ja godziłam sie na jego niegodziwosci.. wszystkie te lata, które bylismy
            z sobą..teraz wiem, ze tak musiało byc bo byłam w zamknietym kregu.. pewno do
            tej pory bym w nim była, gdyby nie dobrowolna separacja czyli gdybym nie
            przekonała sie jak mi dobrze zyc bez niego..oczywiscie on ma prawo nie zgadzac
            sie.. jak najbardziej i ja mu tego prawa nie odbiore dlatego pokornie odbieram
            kolejne razy.. za niesubordynacje..jestem po terapii wiec mi łatwiej bo wiem, ze
            on ma prawo ale tez wiem ze ja mam prawo.. a podstawą zwiazku jest kompromis..
            tego u nas brakuje.. jesli dalej bedzie sie to tak toczyc to niechybnie
            zdecyduje sie na cos..
            najłatwiej byłoby podjac decyzje o separacji..jaki luzik..)
            jednak wstrzymuje mnie cos.. wszystkie te lata naszego małzenstwa..były dobre
            chwile i były bardzo, bardzo złe.. jedno drugim sie jakos
            rekompensowało..swoisty kompromis?..smile
            tylko zrozum foczko..))
            ja nie miałam kolezanek, ja nie miałam swojego zycia, swoich zainteresowan,
            swoich pasji..wszystko co robilismy, robilismy razem, zawsze razem.. z róznymi
            tego konsekwencjami ale cholernie razem.. ja nawet nie wiem czy umiałabym
            sama..smile) teraz sie przekonałam, ze ja nie jestem taka durna.. ze ja umiem cos
            osiagnac, ze ja chce..))ze ja jestem wartosciowym człowiekiem .. i teraz on chce
            mnie wpedzic w ten sam kokonik kobietki przy mezu.. to sie juz nie uda, po
            prostu nie!! i tutaj jest zgrzyt..
            najłatwiej byłoby byc w separacji.. jaki luzik...))
            bycie razem bedzie albo kompromisem albo go nie bedzie...
            czy rozumiesz mnie juz troszeczke..
            w mojej sytuacji terapeutka prawidłowo obawiała sie.. ze bedzie trudniej niz
            gdybym wzieła rozwód...
            moje przepoczwarzanie sie w motyla z poczwarki trwa juz jakis czas.. przez ten
            cały czas tocza sie boje o moja niezaleznosc...
            czasem mam dosyc a czasem dostaje skrzydeł w uporze...)
            • 13monique_n Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 20.10.05, 14:10
              a podstawą zwiazku jest kompromis..
              Wiesz, Hanuka, jak czesto sie cos takiego przytrafia...
              > sie.. jak najbardziej i ja mu tego prawa nie odbiore dlatego pokornie odbieram
              > kolejne razy.. za niesubordynacje..
              Boze... jakbym siebie czasem slyszala. Ale moje razy zaczynaja sie wreszcie
              konczyc. Kolejne kroki bola, bo zamykamy za soba utrate zludzen i dobre rzeczy,
              jakie nam sie przytrafily, ale czas jest ruszyc do przodu, bo jak mowi jedna
              madra czarownica, moze sie okazac ze "mnie juz nie ma"...
              >wszystkie te lata naszego małzenstwa..były dobre
              > chwile i były bardzo, bardzo złe.. jedno drugim sie jakos
              > rekompensowało..swoisty kompromis?..smile
              Byly. Rekompensowalo. Ale juz sie przestalo rekompensowac. Przedluzanie moze Cie
              bolec, wiesz?
              Trzymam zacisniete kciuki. Rzeczywiscie stworzenie wlasnego srodowiska i swiata
              pomoze. POmaga. Ludzie pomagaja. Ich usmiech, ale tez ich klopoty i smutki.
              Trzymaj sie Hanuka
              • phokara Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 20.10.05, 14:17
                >bo jak mowi jedna madra czarownica, moze sie okazac ze "mnie juz nie ma"...

                glupia, kochana, glupia!!!
                • 13monique_n Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 20.10.05, 15:18
                  phokara napisała:

                  > >bo jak mowi jedna madra czarownica, moze sie okazac ze "mnie juz nie ma"..
                  > .
                  >
                  > glupia, kochana, glupia!!!
                  za to jaka kobieca! I madra w tej glupocie big_grinDDD
              • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 24.10.05, 19:27
                13monique_n napisała:

                > a podstawą zwiazku jest kompromis..
                > Wiesz, Hanuka, jak czesto sie cos takiego przytrafia...
                > > sie.. jak najbardziej i ja mu tego prawa nie odbiore dlatego pokornie odb
                > ieram
                > > kolejne razy.. za niesubordynacje..
                > Boze... jakbym siebie czasem slyszala. Ale moje razy zaczynaja sie wreszcie
                > konczyc. Kolejne kroki bola, bo zamykamy za soba utrate zludzen i dobre rzeczy,
                > jakie nam sie przytrafily, ale czas jest ruszyc do przodu, bo jak mowi jedna
                > madra czarownica, moze sie okazac ze "mnie juz nie ma"...
                > >wszystkie te lata naszego małzenstwa..były dobre
                > > chwile i były bardzo, bardzo złe.. jedno drugim sie jakos
                > > rekompensowało..swoisty kompromis?..smile
                > Byly. Rekompensowalo. Ale juz sie przestalo rekompensowac. Przedluzanie moze Ci
                > e
                > bolec, wiesz?
                > Trzymam zacisniete kciuki. Rzeczywiscie stworzenie wlasnego srodowiska i swiata
                > pomoze. POmaga. Ludzie pomagaja. Ich usmiech, ale tez ich klopoty i smutki.
                > Trzymaj sie Hanuka

                dziekuje moniko za zrozumienie.. teraz powiem tylko to.. po 13 latach podjełam
                znów trud zrobienia prawa jazdy.. wtedy nie zaliczyłam po drugim podejsciu..
                m.in. dlatego ze maz stwierdził ze ja sie po prostu do tego nie nadaje.. i ja
                oczywiscie mu łatwo uwierzyłam.. wystarczyło mi uwolnic sie od niego zebym sama
                dojrzała do decyzji spróbowania raz jeszcze.. na to oczywiscie aplauzu tez nie
                ma.. ale teraz to mi juz niepotrzebne.. teraz podejmuje własne decyzje.. i nie
                bede miała jego wsparcia.. trudno poszukam chocby tutaj..)))
                długa jest droga do tego by zaczac wierzyc w siebie..
    • akacjax Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 17.10.05, 18:57
      Dlaczego:nie miałaś po co wracać?
      Czy to już było tak na ostrzu, że ta jedna kropla przelała czarę?
      Nowe jest straszne, bo nieznane. Wolimy stare życie, choćby z problemami, ale znanymi..tkwiłam w takim układzie lata!!! Bez sensu-to już wszystko mogło być za mną....!
      Z drugiej strony jeżeli wyłamanie się ze stereotypu było takim problemem, to jak wyglądaja inne tematy, pewnie też nieróżowo?
      • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 18.10.05, 17:39
        akacjax napisała:

        > Dlaczego:nie miałaś po co wracać?
        > Czy to już było tak na ostrzu, że ta jedna kropla przelała czarę?
        > Nowe jest straszne, bo nieznane. Wolimy stare życie, choćby z problemami, ale z
        > nanymi..tkwiłam w takim układzie lata!!! Bez sensu-to już wszystko mogło być za
        > mną....!
        > Z drugiej strony jeżeli wyłamanie się ze stereotypu było takim problemem, to ja
        > k wyglądaja inne tematy, pewnie też nieróżowo?


        akacjuszko moja..))wakacjuszka.. była kiedys taka powiesc..)) o kobiecie, Polce
        w Ameryce..)))ale oczywiscie nie o tym chciałam..
        ty mnie jakby bardziej rozumiesz bo to przeszłas..)
        nie miałam po co wracac bo to była kropla.. na teraz jest takie hasło.. "ty
        wolna kobieto".. z sarkazmem, ze przeciez nie jestem a tak chce zyc..)))
        on czuje sie poza nawiasem.. tak.. i to rozumiem tylko czy dlatego ze to
        rozumiem mam zrezygnowac z siebie?..dla jakiej ideii.. aha, dla kompromisu..
        dla mnie byłoby jasne takie cos
        nie mozemy isc razem wiec raz ty raz ja.. to jest dla mnie kompromis.. a nie ze
        ja zrezygnuje zeby była zgoda cisza i pieknie kwitło małzenskie pozycie..))
        tak było.. ale nie jest i nie da sie odwrócic..
        inne tematy, jesli myslisz o tych, co ja je mam na mysli, wygladaja czarno!!..smile)


        • akacjax Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 18.10.05, 18:41
          bardzo trudno mysleć o sobie, gdy się nie myślało latami, no cóż, popełniamy takie błędy. Ale czas wyjść z kokonu, rozprostować skrzydła.
          Bywa, że po latach dorastamy do zdolności wyznaczania granic, bo bez tych nawet małżeństwo nie jest dobre.
          Kompromisy są dobre na chwilę lepiej szukać takiej nici porozumienia, gdy zadowolone są obie strony i nie maja poczucia ustepstwa, czy rezygnacji z czegos swojego. Gdy szuka sie takiego rozwiązania, które wszystkim pasuje. To trudne, ale możliwe, to rodzaj ideału, do którego powinno się dążyć. Tylko do tanga trzeba dwojga.
          I nie może być tak, że jedna strona ciągle rezygnuja, a wtedy druga udaje, że jest kwitnąco w związku. Bo to zabijanie na raty.
          Oj, czuję jak Ci ciężko. Mnie było łatwiej podjąć decyzję, bo to on przelał kroplę goryczy.
          • hanuka50 Re: no i tak..chyba zaczynam nowe zycie.. 19.10.05, 20:03
            akacjax napisała:

            Bo to zabijanie na raty.
            > Oj, czuję jak Ci ciężko. Mnie było łatwiej podjąć decyzję, bo to on przelał kro
            > plę goryczy.

            madre to co napisałas..
            u mnie jest tak ze to niby on jest ten dobry bo buduje ten dom a ja jestem ta
            zła bo siedze sobie tutaj wygodnie.. tylko ze ja tutaj pracuje w koncu tez na
            ten dom.. okazuje sie ze to sie nie liczy
            wiem tylko jedno ze nie to jest przyczyna chłodu emocjonalnego ze budujemy dom
            i jestesmy w dobrowolnej separacji tylko to ze nie było uczuc w tym małzenstwie
            od dawna
            ta separacja pomogła mi tylko otworzyc oczy.. z konsekwencjami róznymi.. bo i
            bolesne to jest.. ale otwarła....



Inne wątki na temat:
Pełna wersja