Prawdziwi ojcowie...

24.10.05, 19:36
... po rozwodzie.

Jak powinni wyglądać "prawdziwi" ojcowie po rozwodzie?

W opinii Pań powinni zachowywać sie tak samo jak przed rozstaniem!
Powinni być czuli, troskliwi i opiekuńczy dla dzieci. Powinni utrzymywać swoje
dziecko, dbać o rozwój i wykształcenie. Zabierać na wyjazdy, weekendy i
wakacje, teatry, kina, zjeżdżalnie.
Zdaniem Pań prawdziwi ojcowie powinni się nie zmienić, ale to utopia.
Ta utopia to oczekiwanie, że rewolucja w związku nie zmieni relacji w rodzinie.
Może "prawdziwy" ojciec to nie taki z Waszych wyobrażeń, ale ten z krwi i kości?

Doświadczenie uczy, że alimenty, to często jedyna rzecz, która łączy dziecko z
ojcem. Kiedy dziecko dorosnie, to samo podejmie decyzję, czy poznać ojca
lepiej, czy zupełnie go olać.
    • czekolada72 Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 19:46
      To taki ojciec ktory np nie informuje starszego dziecka, ze nie moze przyjsc na
      jego rozpoczecie szkoly, bo idzie na rozpoczecie przedszkola kolejnego dziecka

      To taki, ktory interesuje sie jego lekcjami, jego nauka - ktory np na zmiane z
      matka chadza na wywiadowki

      To taki, ktory w czasie choroby zainteresuje sie chorym dzieckiem, zapyta o
      zdrowie, leczenie, odwiedzi - nie zas poinformuje, ze odwoluje wizyty, bo
      zarazi siebie i nowe dziecko

      To taki, ktory chociaz sporadycznie zawiezie, a chociazby odwiezie, na zajecie
      i z , a nie ryknie, ze nie bedzie robil za taksowkarza

      To taki, ktory spotka sie z dzieckiem, kiedy ono prosi o spotkanie, a nie
      odmowi, bo ma wazniejsze sprawy, ktore odwoluje, bo tak jest wskazane ze
      wzgledu na kolejne dziecko

      .....

      Prawdziwy ojciec, to ojciec, ktory zna swoje dziecko i nim sie interesuje.

      Taki ojciec powinien utrzymywac kontakt z dzieckiem, a nie z byla zona (czy
      partnerka, kochanka wsio ryba kim byla dla niego matka dziecka) i dla dobra
      dziecka powinien wspoldzialac z matka w kwestii wychowania, zdrowia, rozwoju itp

      to tyle, bo musze wracac do przepytywania z zakresu biologii 1 gimnazjum smile
      • akacjax Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 20:16
        Dla mnie ideał to ten, który rozwodzi się z matką dziecka, a nie z dzieckiem.
        Ojciec moich dzieci stwierdził, że płaci alimenty, to znaczy spełnia swój obowiązek.
        Dlaczego nagle przestał być ojcem? Może to stało się wcześniej, zatrzymał się na pewnym etapie. Nie umiał wyobrazić sobie, że ma synów nastolatków-może on jest wiecznym nastolatkiem?
        (Hej! Czekoladko, myślę, że nawet gdybyście zostali razem, on nie miałby dla córki czasu, po prostu....)
        I nie mówcie, że nieodpowiedzialnego wzięłam za męża....do czasu gdy dzieci mogły zostać same, od dnia mojego powrotu do pracy po macierzyńskim na zmianę zajmowaliśmy się kompeksowo dziećmi-gdy on był z nimi , ja pracowałam-on odpowiadał, za: zupki, kupki, lekarzy, zabawy, pranie, prasowanie itd.Gdy on pracował ja- i tak przez lata.
        • czekolada72 Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 20:28
          Wiesz, to jest chyba ciut inaczej - panienka go baaaardzi zaangazowala w
          zajmowanie sie ich dzieckiem, bo sobie wrocila do pracy, a on ma w miare
          ruchomy czas pracy. I teraz tamtym dzieckiem MUSI sie zajmowac, a naszym
          zajmowal sie JAK CHCIAŁ, KIEDY CHCIAŁ, O ILE CHCIAŁ. A potem mu umknelo, ze
          dziecko mu uroslo, i to nie jest 2 letni maluszek....
          A do tego dochodzi to : 1. ze on wie zwe dokopac mi moze tylko "przez" Mala
          2. panienka trzyma go krotko za mordke, dostala rozwod, nie musi dluzej udawac,
          wiec koniec zabawy
          • akacjax Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 20:35
            No tak...prawdziwi to oni chyba są tylko z zestawu genów...
            A czytałam gdzieś na forum jak ta druga pisze cyt. przybliżony: "kupiliśmy mieszkanie tu a tu by mój m. mógł być blisko swojego dziecka z pierwszego małżeństwa, wiem, że on tam ma dziecko-ono jest ważne, jest trudno czasem pogodzić wszystko, ale staramy się..."
            To jest to, co byłoby piękne, no, nie musi bliko zamieszkać, może daleko...byle choć próbował być ojcem!
            • czekolada72 Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 20:37
              Nie chodzi o to, zeby jechal z drugiego kranca miasta, wsi, Europu, zeby
              przytulic na dobranoc!
              Chodzi o to, zeby okazal zainteresowanie, pamiec, jakas chec w kierunku
              utrzymania iezi/relacji ojciec - dziecko. Zeby nie podkreslal "poniewaz mam
              nowa rodzine, to nie zawracaj mi tylka, o ile nie jestes potrzebne do
              nianczenia dziecka i robiena porzadkow"
    • tricolour Nie zrozumiały, niestety. 24.10.05, 20:40
      Prawdziwy ojciec, to nie ten wymyslony, o którym piszecie. Prawdziwy to taki,
      jakiego MACIE.
      Przecież najczęściej nie interesuje się dzieckiem po rozwodzie, a Wy oczekujecie
      nie wiadomno czego...
      • czekolada72 Re: Nie zrozumiały, niestety. 24.10.05, 20:44
        Bo my, Tricolorku miły, głupie i naiwne smile)
      • akacjax Re: Nie zrozumiały, niestety. 24.10.05, 21:09
        To po co to zdanie: jak powinni?....
        U mnie tylko może wyszło szydło z worka...tylko to nie mój ojciec, ale moich synów...i im miesza w kształtowaniu się.
        Tylko na starość będzie chciał z tytułu jałumużny zwanej alimentami-opieki, wsparcia itd. nawet opieka społeczna mu w egzekwowaniu tego pomoże...a dziś odmawia wsparcia synom!!
      • nangaparbat3 Re: Nie zrozumiały, niestety. 24.10.05, 21:15
        tricolour napisał:

        > Prawdziwy ojciec, to nie ten wymyslony, o którym piszecie. Prawdziwy to taki,
        > jakiego MACIE.
        > Przecież najczęściej nie interesuje się dzieckiem po rozwodzie

        A niekoniecznie wcale. Ojciec mego dziecka chyba nawet więcej czasu poswięca mu
        po rozwodzie, co tez wynika z faktu, ze był zawsze bardzo zapracowany, ale
        przecież nie tylko. Zalezy mu na kontakcie z dzieckiem, choc mieszkamy osobno
        juz 6 lat, choc od roku ma jeszcze jedno, maleńkie.
      • berek_76 Re: Nie zrozumiały, niestety. 24.10.05, 22:06
        To, że się takiego, a nie innego ojca ma, to nie znaczy, że taki własnie być
        powinien. patrząc z drugiej strony - matka, która leje kablem od żelazka, tez
        jest prawdziwa. tylko czy dobra? To, ze normą jest olewanie przez rozwiedzionych
        tatusiów ich obowiązków rodzicielskich, to nie znaczy, że te normę nalezy
        zaakceptować.

        A pomysł, żeby dziecko decydowało, czy ojca chce znać, czy nie, uważam już za
        skrajnie idiotyczny. Dziecko decyzję i tak podejmie samo. Sęk w tym, że jesli
        ktoś już został rodzicem, to nie ma najmniejszego prawa podejmować decyzji, czy
        chce znać swoje dziecko - ma psi obowiązek je znać i dbac o nie, bo to on
        powołał je na świat.

        Co dotyczy obu płci, ofkors.
        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • bezecnymen protestuję 25.10.05, 07:06
          przeciwko mieszaniu psich i ojcowskich obowiązków!!
          jeśli jednak koniecznie trzeba to porównanie wydaje mi się niestosowne, bo pies
          ma naturalny obowiązek dostarczać pożywienie dla szczeniąt, czyli cos w rodzaju
          alimentów i na tym praktycznie się jego obowiązki kończą, resztę, a więc
          wychowanie bierze na siebie matka szczeniąt...
    • scriptus Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 21:59
      tricolour napisał:

      > ... po rozwodzie.
      >

      > Doświadczenie uczy, że alimenty, to często jedyna rzecz, która łączy dziecko z
      > ojcem. Kiedy dziecko dorosnie, to samo podejmie decyzję, czy poznać ojca
      > lepiej, czy zupełnie go olać.

      Dziecko nie musi czekać , aż dorośnie, żeby podejmować decyzję, czy lepiej
      poznać prawdziwego ojca, bo go zna. Prawdziwy ojciec, to ktoś najbliższy, kogo
      dziecko zna, kocha, ufa mu i tęskni, gdy taty nie ma, kilka dni. To taki ojciec,
      z którym dziecko ma wspólne sprawy, chce z nim wspólnie spędzać czas, bo to
      fajne i zwraca się do niego ze swoimi problemami. I prawdziwy ojciec nigdy nie
      zbagatelizuje tych spraw i problemów swojego dziecka i nie okaże braku
      zainteresowania.
      • czekolada72 Re: Prawdziwi ojcowie... 24.10.05, 22:52
        scriptus napisał:


        > Prawdziwy ojciec, to ktoś najbliższy, kogo
        > dziecko zna, kocha, ufa mu i tęskni, gdy taty nie ma, kilka dni. To taki
        ojciec,
        > z którym dziecko ma wspólne sprawy, chce z nim wspólnie spędzać czas, bo to
        > fajne i zwraca się do niego ze swoimi problemami. I prawdziwy ojciec nigdy nie
        > zbagatelizuje tych spraw i problemów swojego dziecka i nie okaże braku
        > zainteresowania.
        >
        >
        o to, to - nic dodac nic ujac!
    • tricolour To w takim razie... 24.10.05, 23:05
      ... oczekiwania rozmijają się z rzeczywistością.

      No i co z tym mozna zrobić? Tylko żalić się?
      • gotyma Re: To w takim razie... 25.10.05, 08:52
        oj tri, jak ja Cie lubie... nie zmieniaj sie smile
        jakie zalic? czy wiekszosc kobitek na tym forum tylko sie zali? nie, zakasa
        rekawy i zmaga sie z zyciem, a ze czasem komus nerwy puszcza i nie ma sil...

      • scriptus Re: To w takim razie... 25.10.05, 08:56
        Tri, żalenie się nic nie da. Nie wystarczy oczekiwać, że dziecko przyjdzie ze
        swoimi problemami. Nie wystarczy sie żalić, że przyszliśmy z doskonałym
        pomysłem, a dziecko ma własne plany. Nie wystarczy wysłać pieniądze na
        utrzymanie dziecka. Dziecku trzeba dać siebie. Dziecku potrzebny jest ktoś, kto
        z nim codziennie porozmawia, kto pochwali osiągnięcia, skrytykuje (tak,
        SKRYTYKUJE) niewłaściwe poglądy, czy postawy, zabierze do kina, a także da na
        kino z koleżanką, nawet, jak koleżanka nie w naszym typie (pociesz się, pierwsze
        koty za płoty wink))). Dziecko trzeba obronić, kiedy ma kłopoty, zawsze. Nieważne,
        czy to koledzy, czy dorośli... Wtedy dziecko zawsze przyjdzie ze swoim
        problemem. Nigdy jednak nie należy podważać autorytetu np nauczycieli, nawet,
        jak dokuczaja dziecku niesłusznie. Nie wolno też okryć go kloszem, lepiej
        doradzić, jak ma sam rozwiązać jakiś problem, niż robić to za niego.
        Ale na to, drogi Tri, trzeba być z dzieckiem codziennie, lub niemal codziennie.
        Nie trzeba długo, dwie, trzy godzinki wystarczy, plus, raz w tygodniu,
        niedziela, lub sobota. Albo chociaż pół... to realne nawet dla bardzo zajętego
        ojca, nawet po rozwodzie.
        • scriptus Re: To w takim razie... 25.10.05, 08:58
          W końcu własne dzieci, to osoby najbliższe, takie pozostają, nawet, gdy do
          najbliższych przestaje należeć żona.
        • sun_woman "Dziecku trzeba dać siebie" 25.10.05, 09:28
          zgadzam sie ze scriptusem, z wyjątkiem tego tekstu o niepodważaniu autorytetu
          (jakiego? przecież nie posiada go osoba, która dziecko gnębi) nauczycieli,
          nawet jesli dziecku niesłusznie dokuczają. otóż dziecko jest na pierwszym
          miejscu, a nie nauczyciel. i dziecku trzeba wierzyć, a nie dorosłej osobie,
          nauczyciel, czy inny, obojętne.
          • czekolada72 Re: "Dziecku trzeba dać siebie" 25.10.05, 10:30
            I nie mozna wlasnego dziecka wysmiac, ponizyc, skrytykowac - zwlaszcza przed
            jego kolegami, ukochanymi, wlasna panienka, nawet jezeli panienka tego
            oczekuje.
            Ja wiem, ze taki tatus jest niekiedy miedzy mlotem i kowadlem, ale - sorry za
            ewentualna obraze - jak mial jaja kiedy zdradzal i zakladal nowa rodzine, to
            niechze teraz ma i nie robi sie takim extrapantoflarzem kiedy chodzi o wlasne
            dziecko!
            Do tego dochodza "drobne" roznice miedzy wychowaniem syna a corki - z synem
            moze wedka albo playboy, a z dziewuszka moze pochwala tipsów, albo raczej
            zauwazenie ich i nie narazanie na ich polamanie wink) albo pomoc w doborze ramki
            na zdjecie kolejnego amanta?
            O drobiazgu w sensie pomocy w nauce, lekcjach, zainteresowaniu co to dziecko
            chce w zyciu osiagnac - to juz nawet nie wspominam

            Tak, to wszystko marzenia scietej glowy, tak jak kiedys sie mazylo o
            szczesliwym malzenstwie, rodzinie... a to szara rzeczywistosc
          • bezecnymen Re: "Dziecku trzeba wierzyć zawsze" 25.10.05, 14:06
            zgadzam sie całkowicie
            nawet wtedy gdy kłamie, wyłudza pieniądze na wyimaginowane składki,kradnie z
            szatni kurtki by je opylić kolegom za 1/5 ceny itp
            PS. proszę tego nie odczytać jako text obrażonego belfra, tylko jako głos
            osoby, która codziennie...podkreślam...codziennie styka się z przejawami
            naginania prawdy przez dzieci, szczególnie wobec rodziców
            • sun_woman Re: "Dziecku trzeba wierzyć zawsze" 25.10.05, 14:15
              wiedziałam, że tu sie wkopałam, ale tekst już poszedł i mi się nie chciało
              korygować, poczekałam (słusznie) na riposte wink)
              chodziło mi o to, aby jako rodzic, a nawet inny nauczyciel, Z GÓRY nie
              zakładać, że ktoś tylko z racji zawodu ZAWSZE ma rację (albo autorytet ha ha).
              (pozdr kolegę po fachu smile)
              • bezecnymen Re: "Dziecku trzeba wierzyć zawsze" 25.10.05, 14:19
                pozdrowionka dla kolezankismile
                ja się na autorytet nie nadaję, zwłaszcza moralnytongue_out
                i podważyć mię można z użyciem niewielkiej dźwigni jednostronnejbig_grin
                • sun_woman rotfl/nt 25.10.05, 14:20
      • kasiar74 Tri twoje poglądy... eeeh 25.10.05, 13:57
        Mam wrażenie, że zaczynasz się chełpić tym, że płacisz tylko alimenty i na tym
        koniec
        Nie zawsze tak jest, nie wmawiaj sobie tego, tak się często zdarza i to jest złe
        Relacja z dzieckiem nie będzie taka sama to jasne, ale można ją stworzyć na
        innych warunkach, ale jeszcze trzeba chcieć
        Jak się nie chce, jak nie zależy, jak człowiek liczy się tylko z własnymi
        odczuciami to sobie odpuści tak jak ty
        Ja wiem na pewno, że nie związałabym się z mężczyzną, który zapomniał o swoim
        dziecku po rozwodzie
        Dziecko jest dzieckiem, to ty jesteś dorosły i jesteś odpowiedzialny za
        budowanie relacji z nim
        twoja córka wychowuje się bez ojca, jesteś z tego dumny ze tak często
        podnosisz ten temat?
        Zazdroszczę ci twojego bezmyślnego zadowolenia ze swoich poczynań i podjętych
        decyzji
        • brzoza75 Re: Tri twoje poglądy... eeeh 25.10.05, 14:03
          dołaczam się do Kasi...
          a od siebie ...prawdziwy ojciec to taki, który nie rzuca słów na wiatr i oprócz
          praw o których zawsze dużo krzyczy, myśli równiez o obowiązkach.
          • bezecnymen Re: Tri twoje poglądy... eeeh 25.10.05, 14:10
            myśli równiez o obowiązkach....
            wystarczy że myśli? no to ja się przyznam, że bardzo dużo myślę...tongue_out
            • brzoza75 Re: Tri twoje poglądy... eeeh 25.10.05, 15:00
              trąci mi tu solidarnością ...a myślenie boli Cię chyba co?tongue_outPP
              • bezecnymen Re: Tri twoje poglądy... eeeh 25.10.05, 16:33
                ja zwykle solidaryzuję się z tymi, którzy maję rację, płeć tu nie ma wiekszego
                znaczenia,a w tym wątku absolutnie nie wyraziłem poparcia dla kogokolwieksmile
                myślenie mnie nie boli, bo zdecydowanie nie lubię cierpieć i na pewno bym się
                ograniczał w obciążaniu mózgu tak bolesnym zajęciemtongue_out
        • tricolour Kiedyś pisałem o kobiecej inteligencji... 25.10.05, 14:13
          Zdanie "Zazdroszczę ci twojego bezmyślnego zadowolenia ze swoich poczynań i
          podjętych decyzji" pozostawiam bez komentarza bowiem bardzo niewiele piszę o sobie.

          Wnioski wysnuwa się z wiedzy, a nie wyobrażeń...
          • kasiar74 inteligencja nie odróżnia płci n/tx 25.10.05, 15:22
            • brzoza75 Re: inteligencja nie odróżnia płci n/tx 25.10.05, 15:27
              a może właśnie o to chodziło Panom? obudzić lwiece?wink
              • bellima Re: inteligencja nie odróżnia płci n/tx 25.10.05, 15:30
                raczej gdzies złozyć sumienia wyrzut
                • kasiar74 Re: inteligencja nie odróżnia płci n/tx 25.10.05, 15:42
                  o ile go w ogóle ma
                  • tricolour O kim piszesz tak bezosobowo? 25.10.05, 19:03
                    O swoim ex??

                    tongue_out

                    No bo chyba nie o mnie.
                    • kasiar74 Re: O kim piszesz tak bezosobowo? 25.10.05, 20:50
                      wypowiedź wcześniejsza była bezosobowa, ja się tylko do niej odniosłam
                      póki co nie mam Exa choć może być różnie, zycie pisze dziwne scenariusze
    • 13monique_n Re: Prawdziwi ojcowie... 25.10.05, 15:03
      > W opinii Pań powinni zachowywać sie tak samo jak przed rozstaniem!
      Tri, no, prosze.... bez uogolniania. Ja tez jestem pani, za chwile moj rozwod
      stanie sie faktem. Jaki bedzie moj ex jako ojciec po rozwodzie? Nie wiem. Taki,
      jaki zdecyduje sie byc. On sam i tylko on. Ja wiem, ze nie bede ograniczac w
      zaden sposob jego kontaktow z dziecmi, ale to on je bedzie budowal. Nie ja. Ja
      dopilnuje, zeby nie przelewac/wyrazac moich ewentualnych zalow, zreszta - o co?
      do kogo? - w malzenstwie trzeba dwojga.

      > Może "prawdziwy" ojciec to nie taki z Waszych wyobrażeń, ale ten z krwi i kości
      > ?
      Na pewno Tri, na pewno to jest ten "z krwi i kosci". Jest i bedzie ich ojcem.
      Oby jak najlepszym, ale to juz nie ja bede o tym decydowac.
      zatrzymujac dzieci przy sobie sila rzeczy biore na siebie wiecej czasochlonnych
      obowiazkow, ale to mi nie zrobi kolosalnej roznicy.
      pozdrawiam.
      • akacjax Re: Prawdziwi ojcowie... 25.10.05, 15:21
        Moje dzieci mają ojca jakiego mają, być może gdy straci ich z oczu nie będzie to nic ważnego dla niego. Być może niewidywanie go będzie radością dla dzieci...być może.
        Wiem, jaki potrafił być przykry dla nich zwłaszcza od czasu alimentów, którą to sprawę sam wywołał niedokładając do domu.
        I nie jest dla niego wytłumaczeniem-daję kasę to wystarczy...bo to tylko fragment bycia ojcem. Przypuszczam, że gdyby sytuacja powstała 10 lat temu, to być może poza przekazem nie miałby z synami kontaktu...bo po co.
        A ja pchałabym te taczki dalej.

        Wałkowaliśmy temat pieniędzy i relacji z ojcem po rozwodzie jakiś czas temu. Tri zapomniałeś? Czy może zdarzyło się coś w Twoim życiu, że chciałeś ponownie o tym pogadać? Jeżeli nie, to jaki cel miał ten wątek?
        Gdzie jego ewentualna lekkość, przewrotność, ironia?
        Wiesz, że pewne tematy budzą w nas-lwice! I trudno wyskoczyć z angielskim humorem.
        • tricolour A o czy mam gadać? 25.10.05, 19:11
          Z Wami trudno gadać rzeczowo.

          Jak sie poruszy sprawy alimentów, relacji ojciec-dziecko, to dostaje się po ryju
          nawet jeśli jest się obcą osobą i nie się nic wspólnego z Waszym życiem.

          Lecą epitety, aluzje (a to jest forma agresji). Nie mam sensu dyskutować z
          ludźmi, którzy tak łatwo wiążą swoje nieszczęścia z byle gościem z forum, ktory
          ma odmienne zdanie.

          Jak napiszę słowo "alimenty" to od razu dostanę w łeb od tych Pań, które guzik
          dostają od swoich ex, tak jakbym był winny skąpstwa tych drani.
          Czy chcę pogadać o alimentach? Z Wami? Nie chcę, bo sprawa jest ustalona i
          załatwiona ku zadowoleniu byłej żony i córki.
          Miałem się tym chwalić? Nie, bo do głowy mi nie przyszło chwalić się z
          wywiązywania z obowiązków.

          Emocje czasem odbierają Wam rzeczowość.

          smile
          • akacjax Re: A o czy mam gadać? 25.10.05, 20:03
            A co to znaczy rzeczowo? Zwłaszcza na forum?
            CZy rzeczowo to jest: moi synowie dostaja po 400zł od ojca na moje konto, starszemu przelewam na jego, o wydatkach młodszego po części ja decyduję.

            Czy rzeczowo to pytanie-dlaczego mój niby-ex nie chciał opieki nad młodszym? Dlaczego ciagle mieszka u mnie gratis?
            To wszyscy wiedzą, o czy dyskutować?
            Wszystkie decyzje i zadania musze wykonać sama. Na forum mogę pogadać, bo mam teraz nadmiar czasu. I tyle. O wszystkim i nie biorę do siebie nawet gdy ktoś napisze, że jestem dziwna, bo gościa nie wywalę.

            napisałeś:
            Lecą epitety, aluzje (a to jest forma agresji). Nie mam sensu dyskutować z
            > ludźmi, którzy tak łatwo wiążą swoje nieszczęścia z byle gościem z forum, ktory
            > ma odmienne zdanie.

            A co zrobić z gościem, który raz mówi byśmy opierali się na swoich doświadczeniach w dyskusji, a zaraz potem nie chce brać udziału w rzeczowej dyskusji bo teza, którą stawia nie jest w efekcie tezą..a gdyby przypadkiem dotyczyła jego to w ogóle lepiej by jej nie było.

            Nie chcesz gadac o alimentach, a o innych aspektach ojcostwa...też nie pasuje.

            A co może powinnam napisać: ojciec moich dzieci dał nam spokój, ja z synami decyduję o wszystkim, on daje wolną rękę, zero kontaktów poza tym, że widzimy go każdego dnia. I może powinnam chwalić to zachowanie. Tylko przypominam drobiazg: rozwód dotyczy małżństwa, które nawet można unieważnić. Rodzicem jest się na zawsze, nawet gdy papiery inaczej mówią. Geny nie kłamią.
            Pozostaje pytanie-jakim rodzicem.

            Oraz drugie, co chciałeś bysmy napisali pod inicjującym wątek postem. To, że pytam byc może wg Ciebie znaczy, żem nieinteligentna, ale Twoja opinia o mnie nieistotna dla mnie.
            • tricolour Eeee.... 25.10.05, 20:24
              ... jakaś przepychanka... nie interesuje mnie.

              natomiast intersuje mnie CO ZROBIŁAŚ by sie pozbyc męża z domu. Intersuje mnie
              CZY ZAMIARZASZ stwierdzać nieważnośc małżeństwa, skoro mozna to udowodnić.
              INTERESOWAŁO (w maju) czy 500 na dziecko na dziecko to wystarczy, czy nie.
              Dostałem po łbie, że płacę za mało więc prawie podwoiłem alimenty.

              To są ważne kwestie, które mnie intersują. A nie jakieś wycieczki, że jestem
              "bezmyślnie zadowolony" (fakt, że nie od Ciebie).

              Prawdą jest, że jestem zadowolony, czego wszystkim życzę.
              smile))
              • kasiar74 Re: Eeee.... 25.10.05, 20:56
                samozadowolenie wprost bije z twoich wypowiedzi, bucha z monitora, a moją tezę
                dotyczacą genezy tego zadowolenia podtrzymuję
                • tricolour Ależ ja jestem zadowolony! 25.10.05, 21:21
                  Nie udaje dobrego humoru smile)

              • akacjax Re: Eeee.... 25.10.05, 21:10
                Czekam na papiery z sądu, podejmę rozmowę, teraz nie ma ona sensu, bo bez tych papierów nikt mu nie sprzeda mieszkania póki ma mnie w dowodziesmile
                Ale prawo jest takie, że jeżeli on nie zechce się wynieść sam, to muszę eksmisję lub wskazać lokal inny dla niego.
                Od razu widać, że samowyniesienie byłoby dla mnie najprostsze. Tym bardziej, że wtedy nie zakładam sprawy o podział majatku, bo przecież mieszkania do grobu nie zabierze, a jakiś tam % dzieciom ew. się po nim zostanie.

                Nie zamierzam unieważnić małżeństwa.
                To małżeństwo zostało zawarte, są dzieci, nie chcę udawać, że tego nie było, albo te prawie 20 lat byłam w...nie wiem.. niemałżeństwie?
                Może i znalazłyby się przesłanki, ale na chwilę obecną mam wiele innych problemów, no i póki co nie wiążę się z nikim.
                Poza tym w mojej rodzinie ktoś przechodzi ten proces-wikła on rodzinę, mocno stresuje, nie dziękuję.

                Pomijam drobiazg, że ja mam separację, a ta do unieważ. jest niewystarczająca. (Zawiera rozkład, a nie zawiera jego trwałości-chociaż pewnie mogłam o rozwód wystąpić, ale to jest dla mnie wystarczające, szybsze i tańsze).

                A na jakim etapie uniważnienia jesteś? Masz za sobą pierwszą instancję, czy jak to się tam zwie?

                Tylko dlaczego piszę o tym w wątku-prawdziwi ojcowie?
                • tricolour Etap unieważnienia... 25.10.05, 21:24
                  ... jest nijaki.

                  Sąd wydał dekret oddalający pozew... z braku podstaw.

                  Znalazłem najlepszą kacelarie w Polsce, przedstawiłem swój punkt widzenia,
                  zgodziłem sie na warunki finansowe kacelarii, która przyjęła sprawę.
                  Za najwyżej miesiąc proces rusza, ale nie tak, jak sobie mały Waldzio wyobrażał,
                  ale z wykorzystaniem pełnej asysty prawnej...

                  Wiadomo, że los jest nieznany. Dla mnie ważne jest też CO i JAK zrobiłem...
          • kasiar74 Re: A o czy mam gadać? 25.10.05, 20:58
            poza osobami które "zaciesniają" więzy w realu, wszyscy jesteśmy sobie obcy,
            więc po co ci wiedzieć, czemu te obce kobiety które zostały same z trudami
            wychowania dzieci tak się dziwią że nie mają wsparcia od ich ojców?
    • kasiar74 Tri 25.10.05, 15:38
      a mi przypomina się opowieść jednej z pań której małżonek po rozwodzie sam
      podejmował próby kontaktu z córką, żona nie chciała go widzieć nawet w
      drzwiach, więc tatuś odbierał dziecko na dole i tak było co tydzień. TEraz
      córka jest dorosła i ma dobry kontakt z ojcem, który o to zadbał, a mógł po
      prostu stwierdzić że nie bedzie jeżdzić do domu gdzie nie otiwera się przed nim
      drzwi. Ten ojciec nie poszedł na łatwiznę i chciał uczestniczyc w zyciu swojego
      dziecka. Jeśli nie chce się tego to jakim się jest człowiekiem?
      Wstyd mi za ojców którzy po rozwodzie zostawiają również swoje dzieci.
      • bezecnymen Re: Tri 25.10.05, 16:28
        naprawdę Kasiu? ja tam za innych się nie wstydzę, swoich relacji z synem tez
        nie muszęsmile
        a Tri... jak to on, odkąd zaczął robić za ciemną stronę mocy, całkiem nieźle
        się spisujetongue_out
        • kasiar74 Re: Tri 25.10.05, 20:47
          tak już mam, jak Mandaryna wyła w Sopocie to też mało się nie schowałam ze
          wstydu za nią pod stołem
          a Tri, cóż najwyraźniej na mnie działa, jak widze co wypisuje to nieraz mi
          porządnie ciśnienie podskoczy
      • tricolour Nie za bardzo rozumiem... 25.10.05, 19:23
        ... czy ta opowieśc ma dotyczyć mnie, czy jest tak ogólnie.

        Bo jak ma dotyczyć mnie, to z radością informuję, że nie dotyczy.
        • kasiar74 Re: Nie za bardzo rozumiem... 25.10.05, 20:48
          to było pod rozwagę, do przemyślenia, że tak też można
    • bellima żescie sie doczepili 26.10.05, 08:49
      Tri sie chciał pochwalic, że jednak z własnej i khy nieprzymuszonej woli
      podwyższył alimenty na dziecko, czuje sie w związku z tym dobrym ojcem, a była
      rodzina już mniejszym wilkiem na niego patrzy, czyli tzw pelna sielanka nastała.
      Wiec ten zalew szczescia ktory właśnie go opanował musial przekazac na forum,
      i to w takiej formie by kobiety, które po rozstaniu z exem usiłują często w
      osamotnieniu zostapić dziecku i matkę i ojca- by te kobiety załapały w końcu, że
      "prawdziwy ojciec" to tylko taki co nie uchyla się od alimentów i dość. ,
      a taki który po rozstaniu jeszcze sie dzieckiem zajmuje - jest dla dziecka
      czuły,troskliwy,opiekuńczy-to rzadko spotykany w przyrodzie unikat, biały
      kruk,utopia.
      Ciekawe co na to dzieci.
      • scriptus Re: żescie sie doczepili 26.10.05, 15:14
        bellima napisała:

        > Ciekawe co na to dzieci.

        Dzieci, wiadomo, jedyne rozumne istoty w całym towarzystwie, nie przejmują się
        obiegową opinią, że tatuś czuły i opiekuńczy, to unikat, tylko jedne kochają
        swoich ojców, inne ich unikają, chyba częściej kochają niż unikają ... i Bóg
        jeden raczy wiedzieć, dlaczego.
      • tricolour Ale psycholog... :PPP 27.10.05, 07:44
        ... a ja nie wiedziałem, że gdy sie chwalę, to wciągam w intrygę 10 osób i dwa
        dni...

        Już wiem.

        smile))
        • bellima Re: Ale psycholog... :PPP 27.10.05, 08:28
          no dobra, nastepnym razem postawie ci diagnoze od razu jak zalozysz watek.
          ale założyłam że chcesz sobie pogadac, a ze czasem wielkoduszna bywam to docen
          ze dopiero po dwoch dniach opinie podsumowującą wyraziłam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja