odrobina nadziei...

07.11.05, 22:03
Przeczytałam kilka listów i naszła mnie nadzieja,że nie jestem sama...Jestem
w trakcie rozwodu, a małżeństwem byliśmy zaledwie 15 miesięcy.Decyzja była
przemyślana i słuszna!!!Każdy dzien minie o tym przekonuje, mąż okazał się
czlowiekiem nieodpowiedzialnym i niedojrzałym, nawt mu nie zalezało na naszym
związku. z kolei jego ojciec mnie prześladuje, chodzi po moim mieście i
rozpowiada bzdury na mój temat, psując mi opinię. Obraża mnie jako kobietę,
matkę i pracownika ( był również u mojego dyrektora). Ta rodzinka jest
psychiczna, zastraszają mnie i nie wiem, co mam robić????Chciałsm
kulturalnego rozwodu, ale to co oni wyprawiają to parodia.Nie wiem do kogo
mam się zwrócić, nie chcę się z nimi procesować, ąle oni nie mogą zniszczyć
mojego życia....POMÓŻCIE!!!
    • gotyma Re: odrobina nadziei... 08.11.05, 00:25
      trudno cos poradzic... ale to zwykly objaw. moj ex do dzis jezdzi po rodzince i
      znajomych, bruzdzi na calego. ale teraz to juz niewiele mu to daje, bo oni mnie
      przeciez znaja i wiedza jaka jestem. a ja? nie reaguje na zaczepki, zbywam
      milczeniem, czasem smiechem. kiedys mu sie znudzi smile

      trzymaj, sie kochana. ciezki czas cie czeka, alr potem odetchniesz
      • bezecnymen Re: odrobina nadziei... 08.11.05, 08:26
        cóż...plotki mają długasne odnóża i nie da się wszystkich poobcinać, jednak nie
        poddawaj się i w tych środowiskach, w których bywasz, np. w pracy, staraj się
        zachować godną postawę.... nie tłumacz się broń Boże, ale nie daj po sobie
        poznać, jak bardzo Cie to dotyka
        tam gdzie trzeba musisz sprawę wyjaśnić, np w kadrach, by prawie-ex nie miał
        dostepu do twoich danych, w księgowości odnośnie zarobków itd itp
        • gotyma Re: odrobina nadziei... 08.11.05, 08:29
          bezecny dobrze radzi
          • bezecnymen Re: odrobina nadziei... 08.11.05, 08:36
            dobre rady to tylko rady... sam troszkę doświadczyłem tego miodu podczas mojego
            rozwodu, na szczęście po...przestało mnie to obchodzićsmile
            niemniej nie zazdoszczę nikomu takich przeżyćuncertain
        • tamii1 Re: odrobina nadziei... 09.11.05, 11:37
          Dziękuję za dobre rady!!! Powiem szczerze,że jest to trudne, ponieważ muszę
          walczyć z prawie-eks mężem i jego psychicznym ojcem.Staram się to ignorować,
          ale to jest coraz trudiejsze, ponieważ teść chodzi, gdzie tylko może i to mnie
          przeraża, zwłaszca,że mówi nieprawdę!!!!Wiem,że w moin środowisku ludzie mnie
          znają, ale oni nie mają honoru!!Zastanawiam się nad interwencją policji, może
          dzielnicowy mógły mu dać ostrzeżenie, bo nie chcę się z nim procesować o
          zniesławienie.
          • brzoza75 Re: odrobina nadziei... 09.11.05, 12:47
            rozmowa z dzielnicowym jest dobrym pomysłem, ja jestem w stałym kontakcie i
            zawsze służy mi poradą i pomocą, mam nadzieję że Ty też takiego masz u siebie,
            trzymaj się!
Pełna wersja