Jak rozumieć... (do facetów)

09.12.05, 23:01
Witajcie znowu..., jesteście ostatnią deską ratunku w sprawie zrozumienia
(może nie zrozumienia, ale przynajmniej narysowania schematu myślenia - no
wiecie tak od punktu wyjścia przez punkt jakiś tam przejściowy do punktu wyjścia).
Żyję sobie spokojnie (w miarę) z moją trójką dzieci w mieszkaniu na kredyt
(niestety wspólnym). Mieszkanie jest niewygodne ze względu na to, że 1)dzieci
potrzebują większych pokoi, 2) ja potrzebuję mniejszego pokoju. Chcę sprzedać
mieszkanie, ale do tego potrzebna jest zgoda mojego ex. I on się zgadza co do
celów sprzedaży, ale nowe mieszkanie też musimy kupić razem. ????
Ludzie!!! O co chodzi???
    • tricolour Nie wiadomo, o co chodzi... 09.12.05, 23:53
      ... ale zastanówmy się:

      Wiemy, że mieszkanie jest wspólne. Wynika z tego, że facet uważa się za
      współwłaściciela - może ma nawet do tego prawo.

      Więc skoro chcesz sprzedać mieszkanie, to należałoby oddać właściwą część
      pieniędzy exowi - jeżeli ma do tego prawo. A jak nie część pieniędzy, to gość
      chce partycypować w części nowego lokum...

      Może o to chodzi.
      • szarafela1 Re: Nie wiadomo, o co chodzi... 10.12.05, 18:36
        Oczywiscie,on jest wspólwłascicielem połowy mieszkania.Musi dostac ekwiwalent
        za swoją połowę.A ty musisz pomiescic się z trojką dzieci w swojej połoweczce,
        bo dzieci nie są wspolwłascicielami .Ech sprawiedliwosc!!!Mnie tez czeka
        podział .Ja z dziecmi w jednej połoweczce, moj luby w drugiej.Sam , a moze nie
        sam....
    • bursztynowe Re: Jak rozumieć... (do facetów) 12.12.05, 17:13
      a czy ten eks jest też formalnie eks?
      czy jedynie moralnie?
    • maheda Re: Jak rozumieć... (do facetów) 12.12.05, 17:19
      Możecie sprzedać mieszkanie, a pieniądze podzielić po połowie (mieszkanie jest
      Waszą wspólną własnością, jak rozumiem).
      Za otrzymane pieniądze oboje możecie kupić sobie oddzielne mieszkania na kredyt.
      Nikt nie każe Wam kupować jednego, wspólnego mieszkania.
      • tricolour Wydaje mi się, że jest taka chęć... 12.12.05, 17:59
        ... by facet zostawił mieszkanie byłej żonie z dziećmi. I to jest bardzo fajna
        chęć - nawet może pożądana dla dobra żony i dzieci.

        Niewielu na to stać w sensie czysto ekonomicznym...

        Druga sprawa to taka, że nie po to bierze się rozwód, by robić tak drogie
        prezenty exom.

        smile
        • szarafela1 Re: Wydaje mi się, że jest taka chęć... 12.12.05, 23:20
          a dzieciom?
          • tricolour Dla dzieci... 13.12.05, 17:14
            ... są alimenty.
            Mieszkanie jest dla byłej żony i dzieci (albo odwrotnie - żadna różnica)
        • joasia69 Re: Wydaje mi się, że jest taka chęć... 13.12.05, 12:41
          To nie żonie się zostawia mieszkanie. Nie dla żony sa pieniądze pochodzące z
          alimentów. Nie z dziećmi bierze się rozwód! Szkoda tylko, że tak niewielu
          facetów tak myśli.
          • bursztynowe modelowy przykład filozofii Kalego. 13.12.05, 17:17
            to (była) żona dysponuje alimentami i wydaje je wedługf swojego widzimisie, beż
            żadnej kontroli, czy te pieniądze aby rzeczywiście idą na dzieci...
            tak jakby ojciec nie mógł sam kupić dziecku tego czy owego, sam zapłacić za
            przedszkole, szkołe i inne. Nie. Nie, przynajmniej wg polskich sądów.
            • julka1800 Re: modelowy przykład filozofii Kalego. 13.12.05, 17:50
              bursztynowe napisał:

              to (była) żona dysponuje alimentami i wydaje je wedługf swojego widzimisie, beż

              żadnej kontroli, czy te pieniądze aby rzeczywiście idą na dzieci...
              tak jakby ojciec nie mógł sam kupić dziecku tego czy owego, sam zapłacić za
              przedszkole, szkołe i inne. Nie. Nie, przynajmniej wg polskich sądów.


              ojciec moze i ma prawo, tylko przewaznie NIE CHCE, bo po co skoro ktoś moze to
              zrobic za niego
              i pewnie niejeden by sie zdziwił ile takie dziecko kosztuje dodając kazde 10 zł
              wydane na dziecko do kupy
              • tricolour Pewnie też bym się zdziwił... 13.12.05, 17:54
                ... ile kosztuje dziecko.

                Problem w tym, że NIGDY nie dostałem nawet próby stosownego wyliczenia. NIGDY
                nie powiedziano mi na co są potrzebne pieniądze.

                Teraz mało to mnie interesuje, bo córka dzwoni sama i prosi o ekstra kasę (tą
                poza stałymi alimentami) i informuje mnie o celu wydatków...
                • julka1800 Re: Pewnie też bym się zdziwił... 15.12.05, 15:41
                  Tri liczyłeś na to ze była zona przedstawi Ci wyliczenie w postaci pliku .xls?

                  sam nie byles w stanie wydumac ile kosztował dziecko w tamtym wieku i czasie?

                  A moze NIDGY nie zapytaleś?

                  • tricolour Jasne, że... 15.12.05, 17:19
                    ... trudno mi było wydumać ile kosztuje utrzymanie dziecka, skoro nie wydaję na
                    dziecko. Dlatego pytałem swego czasu Was, licząc na podpowiedź.
                    Przelewałem wówczas 500zł miesięcznie i kwota ta wydawała mi sie trochę za mała,
                    a za podstawę wziąłem swoje wyobrażenia.
                    Moja była żona podczas jednej z rozmów w ułamku sekudny stwierdziła, że powinna
                    dostwać 1000zł. I ja to rozumiem... bo dlaczego nie?

                    Oczywiście, że liczyłem na stosowne wyliczenie, a może nawet na plik .xls ze
                    względu na przejrzystość. Chyba sobie nie wyobrażasz, że będę przelewał
                    pieniądze na "potrzeby" wzięte z sufitu. Albo wyssane z palca.
                    • julka1800 Re: Jasne, że... 16.12.05, 10:19
                      Tri ?
                      mozesz wyliczyć ile miesiecznie wydawales na siebie w 2005 i ile bedzie wydawał
                      miesiecznie w 2006 r?
                      • tricolour Oczywiście... 16.12.05, 11:02
                        ... mogę Ci powiedzieć ile wydałem na cokolwiek w KAŻDYM miesiącu. Wiem, że taka
                        skrupulatność jest niecodzienna. Bierze sie ona z tego, że najzwyczajniej bardzo
                        dobrze zarabiam i nie chcę marnotrawić pieniędzy na byle głupstwa.
                        Żeby tak było, to trzeba sprawdzić na co idzie kasa.

                        I jak sobie kupuję magnetofon na urodziny za 2500 Euro to trzeba wiedzieć czy
                        mnie na to stać i czy nie burzę domowego budżetu... czyli plik xls jest mile
                        widziany.

                        smile)
                        • julka1800 Re: Oczywiście... 16.12.05, 16:32
                          gdybym była hmmm .... napisałabym:
                          skoro dobrze zarabiasz jak sam twierdzisz to chyba nie byloby uszczerbkiem dla
                          twojego budzetu oplacanie alimentow w kwocie 1000 zl. Jesli a kwoty alimentow
                          twoja byla zaoszczedzilaby na lepsze wyjazdy wakacjyjne dziecka lub lepszą
                          szkole czy kursy niemialbys jej chyba za zle.
                          Wtedy moglaby za jakis do ciebie zadzwonic i pochwalic sie osiagnieciami
                          waszego dziecka smile) tak jak ty kiedys dzwoniles chwaląc sie swoimi

                          ale ponieważ jestem po firmowej wigilii i w nastroju przedświątecznym
                          napiszę: Wesołych Świąt !!
                          • tricolour Spodziewałem sie takiego postu i spieszę... 16.12.05, 21:26
                            ... z odpowiedzią.

                            Oczywiście, że alimenty 1000zł nie spowodowałyby katastrofy, ale nie o to chodzi.
                            Bo ja mam płacic wedle potrzeb dziecka, a nie według swoich możliwości.

                            Jeżeli trudno Ci to zrozumieć, to daj na tacę w niedziele 500zł. Daj - przecież
                            z głodu nie umrzesz...
                            • julka1800 Re: Spodziewałem sie takiego postu i spieszę... 19.12.05, 10:09
                              wiesz co Tri, naprawde chciała z tobą popisac sobie tu na forum, ale po
                              ostatnim zdaniu jakie napisałeś powyżej daruje sobie
                            • akacjax Re: Spodziewałem sie takiego postu i spieszę... 19.12.05, 10:46
                              Moje dzieci mają odwagę głośno myśleć o swoich dodatkowych potrzebach, gdy wiedzą, że jest na to, a że od tatusia nie dostaną, to muszą być pewni, ze mam na to dość kasy. Inaczej cicho siedzą....i z tego powodu jestem zdana na samotne wymyślanie ich potrzeb(poza oczywistymi).
          • tricolour Jest tak: 13.12.05, 17:20
            Mieszkanie zostawia sie i żonie, i dzieciom.
            Alimenty są dla dzieci.
            Rozwód bierze się z żoną.

            Skoro tak jest, to z byłą żoną nic nie łączy i swoją częścią majątku (tutaj
            mieszkania) można rozporządzać jak się chce.
            Można zwyczajnie wziąć dla siebie, bo ma się do tego PRAWO. Można też podarować
            jeżeli się CHCE.

            I to chyba koniec moich przemyśleń na ten temat. Dodam tylko od siebie, że
            mieszkanie było moje przed ślubem i po rozwodzie żona musiała sobie szukać
            nowego na własną rękę... Decyzja, aby odejść ode mnie miała konsekwencje
            mieszkania na "ulicy".
            • maheda Re: Jest tak: 13.12.05, 17:41
              > nowego na własną rękę... Decyzja, aby odejść ode mnie miała konsekwencje
              > mieszkania na "ulicy".

              Widać wolała mieszkać "na ulicy", niż z Tobą.
              • tricolour Może tak było... 13.12.05, 17:45
                Taką podjęła decyzję, a przyczyn nie znasz.
                • maheda Re: Może tak było... 13.12.05, 17:47
                  smile To oczywiste, że nie znam.
                  Nie znam ani Ciebie, ani Twojej Eks.
            • julka1800 Re: Jest tak: 13.12.05, 17:53
              tricolour napisał:

              Mieszkanie zostawia sie i żonie, i dzieciom.
              Alimenty są dla dzieci.
              Rozwód bierze się z żoną.


              mała poprawka Tri
              mieszkanie dzieli sie po rowno miedzy dzieci /w zaleznosci ile ich jest/ meza i
              zone
              ta osoba ktora zostaje z dziecmi lub jednym z nich dostaje swoją czesc i czesc
              dzieci lub dziecka z ktorym zostaje

              trudno dzielic mieszkanie na pol po rowno gdy kobieta zostaje z np. 3 dzieci, a
              mezczyzna sam
              • julka1800 Re: ps 13.12.05, 17:54
                ale to wszystko oczywiście gdy mieszkanie bylo ich wspolną wlasnoscia i
                dorabiali sie go razem
              • tricolour Trudno dzielić mieszkanie na pół... 13.12.05, 18:02
                ... gdy facet zostaje z trójką dzieci, a kobieta sama...

                Tylko, że ja o takim przypadku nie słyszałem. A powinno być ich chyba sporo, prawda?

                No przecież nie wydałyście się WSZYSTKIE za narkomanów, kryminalistów,
                alkoholików itp tałatajstwo...

                tongue_out
                • gotyma Re: Trudno dzielić mieszkanie na pół... 14.12.05, 16:50
                  musze sie tu wtracic.
                  znam:
                  1 przypadek, gdy sad uznal, ze dziecko zostaje z ojcem (matka alimentow nie
                  placi, choc sad nakazal)
                  1 przypadek, gdy dzieci (2 szt) po calej awanturze rozwodowej same sie
                  przeniosly do ojca (matka alimentow nie placi, bo po przenosinach dzieci jakos
                  ta sprawa do sadu ponownie nie trafila) i jego nowej zony i ja kochaja tez
                  i.. 1 perfidny przypadek, kiedy to matka sama dzieci po jakims tam czasie
                  dzieci podrzucila bylemu mezowi, a o alimenty na te dzieci (tez 2 szt) wciaz
                  wola, ba wrzeszczy

                  tak wiec panowie sa wsrod kobiet tzw. czarne owce, moze to wam troszke humory
                  poprawi jak bedziecie pieniazki matkom swoich dzieci wysylac

                  ps. ja nie dostaje alimentow od exa
                  • tricolour Ja osobiście lubię... 14.12.05, 21:32
                    ... wysyłac pieniądze córce; o zepsutym humorze mowy więc nie ma.

                    Homor psuł sie kiedyś na samą myśl o byłej żonie... tongue_outPP

    • movisz Re: Jak rozumieć... (do facetów) 15.12.05, 01:48
      bursztynowe 13.12.05, 17:17 + odpowiedz
      to (była) żona dysponuje alimentami i wydaje je wedługf swojego widzimisie, beż
      żadnej kontroli, czy te pieniądze aby rzeczywiście idą na dzieci...
      tak jakby ojciec nie mógł sam kupić dziecku tego czy owego, sam zapłacić za
      przedszkole, szkołe i inne. Nie. Nie, przynajmniej wg polskich sądów.

      .....ale absurd. Co za roznica czy ojciec zaplaci alimenty a matka zaplaci za
      przedszkole. To chyba te same pieniadze? A jak nie bedzie mial nakazu przez sad
      to nie bedzie placil. Taka jest ich mentalnosc. A sady polskie sa za bardzo
      tolerancyjne w stosunku do ojcow. Miejmy nadzieje, ze to sie zmieni.



      tricolour 13.12.05, 17:54 + odpowiedz
      ... ile kosztuje dziecko.

      Problem w tym, że NIGDY nie dostałem nawet próby stosownego wyliczenia. NIGDY
      nie powiedziano mi na co są potrzebne pieniądze.

      Jak nie wiesz ile kosztuje dziecko to przez miesiac notuj ile wydajesz na
      siebie i dodaj jeszcze troche (bo przeciez ty nie potrzebujesz na przybory
      szkolne i nie wyrastasz z rzeczy czyli oszczedzasz i nie potrzebne ci sa
      dodatkowe zajecia tak jak potrzebne sa dzieciom). Bedziesz mial odpowiedz.

      A to narzekanie na to co exy robia z ich (pozal sie Boze ochlapami) pieniedzmi
      sprowadza sie do jednego. Checia dalszego ich kontrolowania i trafia ich ze
      guzik z petelka moga z tym zrobic.
      Po to wlasnie sa alimenty.
      A jak nadal im zle to calkowicie popieram oddanie dzieci ojcom na wychowanie.
      Bedzie dla nich taniej.
      • volvox2 Re: Jak rozumieć... (do facetów) 15.12.05, 18:58
        > A jak nie bedzie mial nakazu przez sad
        > to nie bedzie placil. Taka jest ich mentalnosc. A sady polskie sa za bardzo
        > tolerancyjne w stosunku do ojcow. Miejmy nadzieje, ze to sie zmieni.

        > Jak nie wiesz ile kosztuje dziecko to przez miesiac notuj ile wydajesz na
        > siebie i dodaj jeszcze troche (bo przeciez ty nie potrzebujesz na przybory
        > szkolne i nie wyrastasz z rzeczy czyli oszczedzasz i nie potrzebne ci sa
        > dodatkowe zajecia tak jak potrzebne sa dzieciom). Bedziesz mial odpowiedz.
        >
        > A to narzekanie na to co exy robia z ich (pozal sie Boze ochlapami)
        pieniedzmi
        > sprowadza sie do jednego. Checia dalszego ich kontrolowania i trafia ich ze
        > guzik z petelka moga z tym zrobic.
        > Po to wlasnie sa alimenty.

        Z Twojej wypowiedzi wyłania się Twój ideał ex-męza:
        - pracujący do upadłego dużo zarabiający osioł
        - mało wydajacy na siebie (najlepiej niech je na promocjach w marketach
        lub u Brata Alberta a śpi w schroniskach dla bezdomnych)
        - niech regularnie wpłaca duże alimenty na Twoje konto i niech
        nie interesuje się na co je wydasz (kaska, kaska, moja kaska)
        - i niech to będzie jedyny jego udział w życiu wspólnych dzieci


        > A jak nadal im zle to calkowicie popieram oddanie dzieci ojcom na wychowanie.
        > Bedzie dla nich taniej.

        I tutaj zgadzam się z Tobą całkowicie, niech ojcowie też mają szansę
        wychowywania dzieci. Jak ma być równouprawnienie to tutaj też. Zobaczymy wtedy
        ile mamusiek bedzie przeliczało swoją miłość do dzieci na alimenty.

        To że dzieci po rozwodzie nie zostają z ojcem ma dwie przyczyny:
        - sfeminizowane i spróchniałe kadry w sądach rodzinnych
        - obawy kobiet - "a co ludzie powiedzą, że dzieci nie są z matką"

        • maheda Re: Jak rozumieć... (do facetów) 15.12.05, 19:40
          Jeszcze jest trzecia przyczyna - ojcowie nie kochają swoich dzieci.
          Niestety, tak też bywa sad
          Patrz ojcowie dzieci: mojego, Brzozy i Czekolady sad
          • volvox2 Re: Jak rozumieć... (do facetów) 15.12.05, 20:27
            No tak z przykrością muszę się z tobą zgodzić sad
            Jednak jak można być takim .... tego nie moge zrozumieć.
            • tricolour To można zrozumieć... 15.12.05, 20:41
              ... kiedy dopuści sie taką możliwość, że facet traktuje żone i dziecko "jako jedno".

              I dopóki są razem we trójkę (lub więcej), to rzeczywiście tworzą rodzinę. Kiedy
              się rozejdą, to ROZEJDĄ.
              Miłośc ojcowska jest inna. Nie można powiedzieć, że jej nie ma. Jest INNA.
              • porucznikk Re: To można zrozumieć... 15.12.05, 21:12
                Sąd żonie powierzył córkę, gdyż sama tak wybrała. Jest już prawie dorosła. Będę
                czekał, nie mówię że bezczynnie. Pomogę jej wejść w życie na ile potrafię, na
                ile będzie mnie stać.
                por.
                • gotyma Re: To można zrozumieć... 16.12.05, 09:12
                  no dobra! alimenty alimentami. sad zazwyczaj przyznaje dzieci kobietom, bo to
                  ta milosc macierzynska, bo dzieciom niby lepiej itp.
                  ale gdyby sie tak teoretycznie zastanowic nad tym i spojrzec z innej strony.
                  dzieci zaostaja przy matce i koniec z wolnoscia, szczegolnie jak dzieci male, a
                  do szczetu jestesmy uziemiemione jak sie nie ma rodzinki do pomocy przy sobie,
                  jakies babci czy cioci.
                  wstajesz kobiko rano i zzaczyna sie rozped machiny... sniadanko, bo dzieci
                  (sama dla siebie bys pewnie dopiero w pracy zrobila)... szybko trzeba
                  odprowadizc lub odwiesc do przedszkola, czy szkoly...w miedzy czasie trzeba psa
                  wyprowadzic, pomyslec co wieczorem na obiad, moze cos kupic po drodze... i
                  pedem do pracy na piechote, smierdzacym tramwajem, zapchanym autobusem, a
                  niektore szczesciary samochodem i to jeszcze tak kombinuj by w korek sie nie
                  wladowac... w pracy musisz dac z siebie wszysko, by przypadkowo do glowy
                  szefowi nie przyszlo, by cie zwolnil, bo co wtedy? z alimentow od exa nie
                  przezyjesz, a co z kredytami ktore na bank masz? a martwisz sie w miedzy
                  czasie, bo twoje malenstwo, ktore jeszzcze nie ma nawet 10 lat odgrzewa sobie
                  obiad przygotowany wczoraj i boze, zeby sie tylko nie poparzylo. a w ogole
                  dlaczego go jeszcze nie ma w domu, juz powinien byc, a tu ciemno za oknem...
                  rany do kogo tu zadzwonic, gdzie on jest?!! potem pedem do domu, twoje drugie
                  dziecko, a moze i trzecie jako jedno z ostatnich odbierane z przeczkola, rany
                  szybko obiad na jutro, znow pies, zebranie w szkole, znow jakas skladka, oj a
                  tu trzeba przy lekcjach pomoc, ale za chwile, jeszcze zdaze pralke wstawic,
                  kurczaki! znow nie mam w lodowce sokow i papieru toaletowego zabraklo, dobra
                  dzis bedza reczniki papierowe, moze jutro z pracy wyskocze na pol godziny i
                  zakupy zrobie... wzywaja do urzedu papierki sprawdzic, moze w nastepnym
                  tygodniu jakos cos wymysle i tez urwe sie z pracy, moze szef nie zauwazy. no
                  dobra a teraz dzieci juz kolacja, kapiel i spac, jeszcze pozbieram zabawki, o
                  jejku te pare szklanek umyje, zeby rano tego nie robic, trzeba wyprasowac te
                  bluzki, juz nie mam sily pojde w pogniecionej, poczytam sobie w pizamce, ooo
                  ale te pranie co w pralce to trzeba powiesic, to jeszcze moze cos bedzie w
                  telewizji, dla relaksu, cholercia juz po polnocy nie ma co wlaczac tego tv,
                  zeby tylko nie zapomniec budzika nastawic... tylko zeby dzieci sie wyspaly i
                  bron boze zeby chore nie byly, to taki moj paciez na dobranoc...kiedy bedzie
                  weekend? moze odpoczne... i ciekawe czy ex w tym miesiacu przysle jakies
                  alimenty?
                  moj nie.
                  • julka1800 Re: To można zrozumieć... 16.12.05, 10:16
                    BRAVO !!!!!!!
                    Gotymo, swietnie to opisalas smile
                    • gotyma Re: To można zrozumieć... 16.12.05, 10:29
                      niestey autopsja.
                      tylko braknie wtedy czasu na kochanie tych dzieci....
                  • porucznikk Re: To można zrozumieć... 16.12.05, 12:36
                    gotyma napisała:

                    > ale gdyby sie tak teoretycznie zastanowic nad tym i spojrzec z innej strony.
                    > dzieci zaostaja przy matce i koniec z wolnoscia, szczegolnie jak dzieci male, a
                    >
                    > do szczetu jestesmy uziemiemione jak sie nie ma rodzinki do pomocy przy sobie,
                    > jakies babci czy cioci.
                    Musicie robić swoje i czekać, aż dzieci się pożenią, wyjdą z domu, a Wy w nim z
                    ogromną pustką, bo teraz komu? Nie wolno siebie zagubić, porucznik pilnował
                    granicy.Dzis ma czyste sumienie, a nawet pewne sukcesy, choć jak to facet, leżał
                    bykiem przed telewizorem.
                    por.
                    • maheda Re: To można zrozumieć... 16.12.05, 22:50
                      Jak leżał bykiem przed TV, to żona miała dodatkową osobę do obsłużenia, a nie
                      pilnowacza granicy.
                      A co do tej pustki, o której mówisz - wszystko zależy od stosunku do dzieci.
                      Jeśli są wychowywane na samodzielne, to matka rzadko trzyma je przy sobie do
                      u***śmiechniętej śmierci - raczej cieszy się, jak wychodzą z domu.
                      Wiem po mojej Mamie.
          • julka1800 Re: do Mahedy 16.12.05, 10:17
            maheda napisała:

            > Jeszcze jest trzecia przyczyna - ojcowie nie kochają swoich dzieci.
            > Niestety, tak też bywa sad
            > Patrz ojcowie dzieci: mojego, Brzozy i Czekolady sad


            nie Mahedo,
            Ci ojcowie kochają ... tylko inaczej
            • maheda Re: do Mahedy 16.12.05, 22:42
              Tak, inaczej. Sposób tej miłości sformułował ze smutkiem mój teść (czyli własny
              ojciec mojego Eks) - "czemu nie możesz zrozumieć, że dziecko to nie zwierzątko
              do wytresowania?"
    • marta.sama Re: Jak rozumieć... (do facetów) 16.12.05, 19:29
      Przepraszam, nie wyjaśniłam dokładnie i zniknęłam z przyczyn obiektywnych.
      Otóż ja NIE napisałam, że nie rozumiem sytuacji: ja żądam żeby mi oddał
      mieszkanie a on nie chce.
      Mieszkanie jest na kredyt,który spłacam sama - niewiele na razie spłacony. Ja
      chcę sprzedać mieszkanie, spłacić do końca kredyt, a to co zostanie podzielić na
      PÓŁ (nawet nie na 5). Potem chcę zaciągnąć nowy kredyt na nowe mieszkanie dla
      mnie i dzieci, sama, bez wirtualnego współwłaściciela. I właśnie tego nie
      rozumiem, że on za jedyne możliwe rozwiązanie uważa tak dziwny układ, że nowe
      mieszkanie znowu kupimy razem. I co, za kilkanaście lat, jak już będzie spłacone
      będzie się domagał połowy? Ktoś powiedział, że może chce zostawić sobie jakąś
      furtkę do powrotu, kiedy nowe nie wypali - ale to już byłby chyba objaw choroby
      umysłowej.
      • kasiar74 Re: Jak rozumieć... (do facetów) 16.12.05, 22:08
        ex nie ma takiego prawa
        a to co proponuje jest po prostu chore
        nie baw sie z nim, zrob co zamierzasz, sprzedaj mieskzanie, podziel kase a o
        kupno innego mieszkanie nie muisz sie juz go pytac o zdanie
        on juz wybrał, a oddajac ci wolnośc dał również możliwość podejmowania decyzji
        bez niego
        • marta.sama Re: Jak rozumieć... (do facetów) 16.12.05, 22:43
          I właśnie w tym problem, że nie mogę sprzedać mieszkania bez jego zgody jako
          współwłaściciela. To, że podpisze się na umowie sprzedaży, albo udzieli
          notarialnego pełnomocnictwa (do jednorazowej czynności sprzedaży) jest
          uzależnione od jego warunków. A wg niego (tak rozumiem) tym warunkiem jest
          kupienie nowego mieszkania dla mnie i dzieci na zasadzie współwłasności z JUŻ
          OBCYM CZŁOWIEKIEM. Prawnie obcym na 100 %, emocjonalnie obcym na 99,9999 %.

          Oczywiście mogę iść do sądu z żądaniem podziału majątku. Ale:
          1. muszę zapłacić dużo pieniędzy, których nie mam.
          2. niby mogę pożyczyć, ale po co się ciągać po sądach, których mamy dość
          (przynajmniej ja)skoro możemy sami dojść do tych samych wniosków co sąd.
          3. Mogę wyłożyć więcej (pożyczonych) pieniędzy i wygrać sprawę o zniesienie
          współwłasności i przyznanie mi pełnych praw do mieszkania, które stanowi dom
          rodzinny naszych dzieci, a wtedy on będzie musiał zwrócić mi dodatkowo koszty
          mojego adwokata.

          I wyjdę na zero (finansowo) TYLKO, K... , PO CO?

          I tak nie jest ważne kto wygra, bo wszyscy przegrali...
          • kasiar74 Re: Jak rozumieć... (do facetów) 16.12.05, 23:49
            może spiszcie np. notarialnie umowę(może po prostu przy sprzedazy) w której ze
            sprzedazy mieszkania on dostaje jakąs część. Jemu najwyraźniej chodzi o kase i
            zabezpieczenie. Nie ma prawa wymagać od ciebie żebys kupowala z nim cokolwiek
            na wspołwłasnosc, to niedorzeczne. No chyba, że przestaje mu się układac z nowa
            panią i boi się że większe mieszkanie pomiesci twojego nowego partnera?
          • kasiar74 Re: Jak rozumieć... (do facetów) 16.12.05, 23:50
            może w agencji nieruchomości ci powiedzą czy jest taka możliwość? Wtedy
            kupujący płąci i tobie i jemu zgodnie z umową
          • gotyma Re: Jak rozumieć... (do facetów) 17.12.05, 09:13
            Martus kochana, moj ex w ostatnich podrygach, ajk juz widzial, ze mam zamiary zupelnie inne niz on sobie wymyslil, kombinowal jak tylko mogl w niby dobrej wierze. dla patrzacych z boku wygladalo to tak: on sie tak stara i tak bardzo chce sie rozejsc z honorem, a ta idiotka ma fochy. najpierw probonowal mi zamieszkanie w jwgo domu, gdzie on nie bedzie wcale przychodzil, ale wszystko bedzie na niego, po namyslke wybral sobie jeszcze pokoik, w ktorym "bedzie czasem sie zatrzymywal" . na noje natychmiastowe nie, po dlugim gledzeniu zmienil front. jak chce sobie kupic mieszkanie, to on je wybierze, bo ja napewno zle to zrobie, i chce by mieszkanie nie bylo na mnie. kolejne nie przynioslo rezultal pomyslu dolozenia sie do mieszkania, itd, itd pomyslow bylo coniemiara. a ja tylko mowilam nie, a jak mocno byl dokuczliwy, to odpowiadalam ze pomysle. a robilam swoje. pozamykalam wszystkie furtki i wspolne jakie kolwiek sprawy. odcielam sie, zrobilam kilka ruchow zabezpieczajacych mnie przed exem i jego ewentualna zemsta. A teraz mam spokoj, mieszkanie na siebie, wszystkie potrzebne sprawy na siebie, z exem mnie juz nic nie laczy. wiem za co place, wiec co ludzie ode mnie chce i co ja moge wymagac od innych, jak mam miec zal to moge tylko do siebie. ex jeszcze w ostatnim porywie, oczywiscie w akcie desperacji, nie widzac mieszkania (bo wstepu chwala bogu nie ma) ocenil je na forum publicznym jako fatalne, moj wybor "do dupy", a tak ogolnie to sobie petle na szyje zalozylam tym kredytem. byc moze ale jestem wolna jako czlowiek! marta jak jestes zdecydowana, to walcz o siebie, nie daj manipulowac soba, teraz chlop ma takie dobre pomysly, ale problem bedziesz miala Ty.
Pełna wersja