berek_76
17.12.05, 22:26
Po kolejnej rozmowie z nadal-mężem. Znowu totalny brak zrozumienia. Moje
argumenty trafiają w próżnię. To, co mówię zawsze jest interpretowane jako
oskarżenie. Generalna konkluzja jest taka, że moje oceny nie są słuszne.
Słuszne są jego oceny, bo tylko on ma prawo oceniać siebie.
Nie mam już siły. Może to też ta grypa, ale po raz kolejny zadaję sobie
pytanie, jak długo można się starać? Jak długo mozna zyć w zawieszeniu, w
idiotycznej nadziei, że coś do niego dotrze, że zrozumie, o co mi chodzi?
Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy... W środku. Bo na zewnątrz
przecież musze być opanowana, spokojna, rozsądna.
Kolejna porażka. Znowu ta szyba. Niewidzialna. Dźwiękoszczelna.
I tam są wszyscy. A naprzeciw...
-----------------------
Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)