Chcesz rozbić taflę szkła...

17.12.05, 22:26
Po kolejnej rozmowie z nadal-mężem. Znowu totalny brak zrozumienia. Moje
argumenty trafiają w próżnię. To, co mówię zawsze jest interpretowane jako
oskarżenie. Generalna konkluzja jest taka, że moje oceny nie są słuszne.
Słuszne są jego oceny, bo tylko on ma prawo oceniać siebie.

Nie mam już siły. Może to też ta grypa, ale po raz kolejny zadaję sobie
pytanie, jak długo można się starać? Jak długo mozna zyć w zawieszeniu, w
idiotycznej nadziei, że coś do niego dotrze, że zrozumie, o co mi chodzi?

Krzyczę, krzyczę, krzyczę, krzyczę wniebogłosy... W środku. Bo na zewnątrz
przecież musze być opanowana, spokojna, rozsądna.
Kolejna porażka. Znowu ta szyba. Niewidzialna. Dźwiękoszczelna.
I tam są wszyscy. A naprzeciw...

-----------------------
Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • maheda Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 17.12.05, 22:39
      Współczuję sad
      Znam tę taflę, znam brak możliwości porozumienia się... to jest okropne, ten
      brak miłości sad
      Na szczęście mam to już za sobą. Z pozytywnym efektem dla całej trójki.
      Trzymaj się ciepło, bardzo mocno.
    • marta.sama Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 17.12.05, 23:26
      ... tafla szkła...
      nie jesteś sama w tym psychicznym piekle.
      choć to nie pociesza w pierwszej chwili, ale nie ma innej drogi, nie ma
      "skrótów". Po prostu musisz to przejść. Jak ktoś powiedział "daj czasowi czas".
    • zwierciadlo0 Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 18.12.05, 10:54
      Tak, dokladnie, od tegos ie zaczyna, ale potem to juz idzie jak lawa. Zlosc,
      gniew, obojetnosc na koncu. Ja nawet wstyd sie przyznac, ale w swojej
      bezsilnosci, trzasnelam drzwiami od lazienki celowo, zeby rozbic szybe.
      Tlumaczylam sobie, ze teraz to:
      1. napewno juz bede nieszczesliwa - powod sie znalazl - lustro czy szyba...
      2. On wreszcie odejdzie od tego cholernego komputera i zrobic cos dla Nas -
      wstawi szybe
      3. zwroci uwage co sie tu dzieje, nie bedzie milczal.
      Wstyd mi teraz, ale...
      Teraz nie walczylabym tak drastycznie, nie mam sily, zapadlam sie w sobie,
      zasnelam i czekam nie wiem na co. Stracilam wiare w Nas jakis czas temu i nie
      potrafilam sie z tym pogodzic, ruszyc z miejscasad
    • maggie11 Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 18.12.05, 11:05
      Berku kochany. Znam Twoja historie. Mysle o Tobie ostatnio czesto. Bo Twoja
      historia jest jeszcze smutniejsza od mojej. Wydaje mi sie, ze wiem co czujesz.
      Nie potrafie wyrzucic meza z siebie mimo tego co mi zrobil.
      Nie potrafie przestac myslec ze dla mnie "razem" ciagle oznacza z nim.
      I ten okres swiateczny taki ciezki ... Jeszcze nigdy nie bylo mi tak zle.
      Musimy sie jakos trzymac, tylko dlaczego to jest takie trudne?
      I nawet nie ma czasu, zeby poszukac miejsca, w ktorym moznaby pokrzyczec glosno
      ale tak, zeby nikt nie slyszal.

    • ak70 Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 20.12.05, 08:44
      Ja co prawda nie znam Twoje historii, ale - podobnie jak moje przedmówczynie -
      wiem co czujesz! Też mówiłam jak do ściany, wielokrotnie rozbijałam sobie nos
      (i serce i duszę) o to szkło... I u mnie dzieci - choc nie tak małe jak u
      Ciebie, choc to chyba gorzej, bo więcej rozumieją - patrzyły jak oddalamy sie
      od siebie, jak stajemy sie obcy, jak prawie ze soba nie rozmawiamy, tylko sie
      kłócimy. Rozstaliśmy się... minęło trochę czasu - dla mnie jak wieki - ale
      teraz rozmawiamy. Moje argumenty zaczynają do niego trafiać (lub przynajmniej
      takie robi wrażenie), zaczyna się zmieniać relacja między nami. Już nie tylko
      mnie zależy, ale też jemu zaczyna. Co z tego w efekcie wyniknie - nie wiem...
      bardzo sie boje kolejnego rozczarowania, ale jeszcze bardziej tego co przeżyją
      dzieci jeśli nam nie wyjdzie. Narazie mieszkamy osobno i jest ok, ale co będzie
      kiedy dzieci znów zaczną mu "przeszkadzać" przy telewizji? Kiedy trzeba będzie
      małego wykąpać, a ze starszym poodrabiać lekcje? Nie wiem...
      Trzymaj sie kochana, nie jesteś sama! Wszystkie tu mamy swoje historie i
      wszystkie leczymy tu nasze rany. Rozumiemy się i wspieramy, a to bardzo dużo
      znaczy. Pozdrawiam i ściskam!!
    • berek_76 Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 20.12.05, 20:46
      Dzięki, dziewczyny kochane.

      Najgorsze jest to, że ja widzę brak złej woli. To nie jest celowe czynienie
      krzywdy. Znacznie gorzej - to jest totalne niezrozumienie. Jak pomieszanie
      języków w wieży Babel - do tej pory rozumieliśmy się bez trudu, a teraz nagle
      nic, ani słowa.

      Ale to nic, 3mamy się - 3 baby smile

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • maggie11 Re: Chcesz rozbić taflę szkła... 20.12.05, 22:02
        berek_76 napisała:

        > do tej pory rozumieliśmy się bez trudu, a teraz nagle
        > nic, ani słowa.
        >
        To chyba czesto wlasnie tak wyglada sad((((((
Inne wątki na temat:
Pełna wersja