nie chce jej stracic, tak mi smutno...............

19.01.06, 10:57
czesc wszystkim.

ja 38 lat ona 36.
17 lat malzenstwa. 2 synow 16 i 4.....

jestem typem lojalnym, przywiazanym i wrazliwym.
rodzina byla dla mnie zawsze najwazniejsza...

ona dosc oschla nie okazujaca za duzo uczuc ale starajaca sie o nas.
duzo klotni, ja, ze mi nie okazuje uczuc i nie liczy sie ze mna.
ona ze jej ograniczam swobode, nie wychodze na spacery i do znajomych tak czesto jakby chciala, ze ja stresuje...

i oto wrocila z wakacji, nie dopoznania...wygladalo ze sie poprostu w kims zakochala... bardzo mocno....
znalazlem kilka jej notatek z goracym wyznawanie uczuc do innego...

przestalem dla niej istniec...
jestem zalamany...totalnie
ona nic nie mowi na ten temat a ja codziennie umieram lezac kolo niej i wiem ze ona kocha juz innego, nawet sie juz nie przytulamy...
wstaje o 3-4 rano i chodze po domu do 7 czujac ze zaraz zwariuje...

zycze jej dobrze, nasza milosc wygasla juz dawno, zostalo przywiazanie
ale nie moge sie pogodzic ze miala by odejsc...nie widze zycia poza nia...
zawsze wierzylem ze sie na nowo odnajdziemy...
...

chce mi sie wyc...
wpadam w depresje coraz glebsza...


    • ak70 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.01.06, 11:50
      Trzymaj się... jakoś... wiem, jakie to trudne, kiedy najbliższa Ci osoba nagle
      przestaje sie Tobą interesować i żyje "obok".. wiem dokładnie...
      Może są jeszcze jakies szanse? Może to chwilowe zauroczenie? Moze to tylko chęć
      odmiany? Może to nie zaszło jeszcze za daleko? Może...
      Płacz, ale nie upadaj... Nie dosypiaj, ale nie poddawaj się... Znoś ból, ale
      czekaj... czas leczy rany... nawet te najgłębsze... wierz w to, że jeszcze nie
      wszystko stracone... jutro też jest dzień. Powodzenia!
    • julka1800 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.01.06, 12:48
      współczuje...
      nie przekreslałabym jednak wszystkiego
      piszesz ze Wasza miłość wygasła juz dawno, walczyłeś o nią? widziales ze ona
      walczyła? czy oboje opuściliscie ręce w niemym geście bezradności?
      piszesz
      "ona nic nie mowi na ten temat a ja codziennie umieram lezac kolo niej i wiem
      ze ona kocha juz innego, nawet sie juz nie
      przytulamy..."

      Ona jest najprawdopodobniej zauroczona, a nie "kocha" jak napisałes

      po latach trwania w marazmie z Tobą spotkała Kogoś i jest tym Kimś zauroczona
    • frankhestain Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.01.06, 18:18
      "jestem typem lojalnym, przywiazanym i wrazliwym.
      > rodzina byla dla mnie zawsze najwazniejsza.."


      tak najczesciej twierdz najwieksze świry ktore przesladuja rodzine
      • phokara Frankhestain.......... 20.01.06, 11:09
        ... skoro tak lubisz lakoniczne i glupie komentarze - sugeruje zmienic nick na kretyn.
        Brzmi krocej.




        frankhestain napisa?:

        > "jestem typem lojalnym, przywiazanym i wrazliwym.
        > > rodzina byla dla mnie zawsze najwazniejsza.."

        > tak najczesciej twierdz najwieksze s´wiry ktore przesladuja rodzine

        • porucznikk Re: Frankhestain.......... 20.01.06, 11:57
          phokara napisała:

          > ... skoro tak lubisz lakoniczne i glupie komentarze - sugeruje zmienic nick na
          > kretyn.
          > Brzmi krocej
          A może _kretyn_ pasuje właśnie do Ciebie? W komentarzu Fran jest baaardzo wiele
          prawdy a że brzydka, nalażało ją przykryć ładnymi słowami.
          por.
          >
          >
          >
          >
          > frankhestain napisa?:
          >
          > > "jestem typem lojalnym, przywiazanym i wrazliwym.
          > > > rodzina byla dla mnie zawsze najwazniejsza.."
          >
          > > tak najczesciej twierdz najwieksze s´wiry ktore przesladuja rodzine
          >
          • 13monique_n Re: Frankhestain.......... 20.01.06, 12:48
            porucznikk napisał:

            > A może _kretyn_ pasuje właśnie do Ciebie? W komentarzu Fran jest baaardzo wiele
            > prawdy
            Tak??? jestes pewien? a z czyjego osadu ta prawda? Twojego? Frankhestain? no,
            ba... mamy patent na wszelka mozliwa madrosc i wiedze, a jednak czegos brak...
            a że brzydka, nalażało ją przykryć ładnymi słowami.
            czyzbys moze Ty sie poczuwal? ale wiesz, wystarczy, bo zaraz niepotrzebnie
            przeszlabym do wycieczki osobistej, zbednej. Monique
            • porucznikk Re: Frankhestain.......... 20.01.06, 14:21
              Gadasz za szybko i za dużo. Nie chce mi się Ciebie słuchać, tym bardziej odpowiadać.
              por.
              • 13monique_n Re: Frankhestain.......... 20.01.06, 14:56
                porucznikk napisał:

                > Gadasz za szybko i za dużo. Nie chce mi się Ciebie słuchać, tym bardziej odpowi
                > adać.
                > por.
                big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                Monique
                • porucznikk Re: Frankhestain.......... 20.01.06, 15:03
                  13monique_n napisała:

                  > big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                  Do tego masz ręce utytlane w mące. Fee
                  por.
                  • phokara Monique, a fe.......... 20.01.06, 15:43
                    przestan wreszcie lepic te pierogi i wytrzep lapki z maki... hahaha
                    i nie gadaj za duzo, a juz zwlaszcza za madrze, tylko przytakuj.

                    I stan na bacznosc, co Ty, nie wiesz, jak sie na musztrze zachowywac? Ex nie nauczyl? Oj,
                    kobieto...


                    kretynka (bo przeciez nie blondyn)


                    > > big_grinDDDDDDDDDDDDDDDDDD
                    > Do tego masz re˛ce utytlane w ma˛ce. Fee
                    > por.

                    • phokara Re: Monique, a fe.......... 20.01.06, 15:46

                      Ale nie martw sie tym, ze za szybko gadasz. To tylko niektorzy nie maga nadazyc. Ale to
                      przeciez nie Twoj problem.
                      • 13monique_n Re: Monique, a fe.......... 20.01.06, 16:02
                        Yes, Sir!
                        Pierozki mam pycha. Ale jak przyjade, to zrobie tez u Ciebie, a cosmile)))
                        a t u t a j b e d e p i s a c p o w o l i, b o j u z w i e m, z e n
                        i e k t o r z y w o l n o c z y t a j a big_grinDDD ale to nie moj problem.
                        A lekcje Exia odrobilam znowu - hehehe.... i jest mi cuuuudownie.
                    • 13monique_n Re: Monique, a fe.......... 20.01.06, 16:07
                      wlasciwie mialam napisac

                      Ay, ay, Sir (or madam)!!!

                      (stoje wyprezona na bacznosc wciagajac brzuszek i wznoszac brode do gory - setka
                      pompek przynosi efekty... a i salutuje - do pustej glowy big_grinDD, bo jakze inaczej)

        • frankhestain Re: Frankhestain.......... 20.01.06, 18:29
          phokara napisała:

          > ... skoro tak lubisz lakoniczne i glupie komentarze - sugeruje zmienic nick na
          > kretyn.
          > Brzmi krocej.
          >
          > zazdroscisz bo sama tak nie potrafisz
          >
          >
          > frankhestain napisa?:
          >
          > > "jestem typem lojalnym, przywiazanym i wrazliwym.
          > > > rodzina byla dla mnie zawsze najwazniejsza.."
          >
          > > tak najczesciej twierdz najwieksze s´wiry ktore przesladuja rodzine
          >
    • 13monique_n Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.01.06, 08:28
      > zycze jej dobrze, nasza milosc wygasla juz dawno, zostalo przywiazanie
      > ale nie moge sie pogodzic ze miala by odejsc...nie widze zycia poza nia...
      > zawsze wierzylem ze sie na nowo odnajdziemy...
      > ...
      >
      > chce mi sie wyc...
      > wpadam w depresje coraz glebsza...

      Powiem z perspektywy osoby, która podjela walke o malzenstwo - wygrana na tamtym
      etapie. Ale malzenstwo rozpadlo sie - czegos zabraklo i chyba to byly pewne
      kluczowe podobienstwa i chociaz jedna wspolna pasja... zreszta...
      A moze to bylo jednak ciagle szukanie przygod przez Exa? (o czym dowieduje sie
      teraz, kiedy juz za chwile dokumenty pojda do sadu o rozwod bez orzekania o winie).
      Zastanow sie, zanim ogarnie Cie depresja (zal jest zrozumialy), czego oczekujesz
      od zwiazku, od zony i co mozesz zaproponowac... i co jest szczerze wykonalne.
      Trzymaj sie cieplo, bo nigdy nie wiesz, co dobrego Cie jeszcze czeka w zyciu.
    • porucznikk Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.01.06, 15:10
      zbys38 napisał:

      > zycze jej dobrze, nasza milosc wygasla juz dawno, zostalo przywiazanie
      > ale nie moge sie pogodzic ze miala by odejsc...nie widze zycia poza nia...
      > zawsze wierzylem ze sie na nowo odnajdziemy...

      Jeśli ją kochasz, to oddaj jej wolność.
      Bądź facet i pomóż jej odejść.
      por.
    • hp2005 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 21.01.06, 23:41
      jest tylko jedno wyjście, braciszku - kopnij ją szybko w 4 litery. wierzaj mi -
      nie ma innego sposobu, abyś mógł znów popatrzeć w lustro. zanieś pozew do sądu,
      zanim ona to zrobi. a potem znajdź sobie inną kobietę. nie ma innej drogi.
    • nangaparbat3 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 21.01.06, 23:59
      jeśli rzeczywiście od dłuższego czasu budzisz sie o 3-4, to bardzo mozliwe, ze
      naprawde masz depresję, dobrze by było skonsultować sie z lekarzem, depresje
      się leczy prochami stosunkowo łatwo.
      A z zakochaniem może byc róznie, ono przychodzi i odchodzi, trudno przewidzieć,
      co bedzie dalej. Wydaje mi się, ze w kazdym małżeństwie zdarzaja sie takie
      fascynacje kimś innym, najczęściej zresztą pozostajace na zawsze w sferze
      marzeń, i nic z nich nie wynika.
    • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 22.01.06, 05:08
      Dziekuje wszystkim za wsparcie...
      to naprawde pomaga spojrzec z innej perspektywy...dzieki jeszcze raz...


      ak70   19.01.06, 11:50  + odpowiedz

      "Trzymaj się... jakoś... wiem, jakie to trudne, kiedy najbliższa Ci osoba nagle
      przestaje sie Tobą interesować i żyje "obok".. wiem dokładnie...
      Może są jeszcze jakies szanse? Może to chwilowe zauroczenie? Moze to tylko chęć
      odmiany? Może to nie zaszło jeszcze za daleko? Może..."

      Jezu... kompletnie niewiem co robic, zaplatalem sie w swoje sidla...
      Wiem ze jest ten inny ktoremu co wieczor przyrzeka wszystko ( niedlugo maja wyjechac razem na kilka tygodni z grupa ludzi, ona niby na holiday...)

      Wiem o tym wszystkim, ... staram sie dawac jej b. duzo uczucia teraz..
      ona powoli jakby zaczyna mnie dostrzegac na nowo...
      i potem co wieczor nastepne wyslane slowa przywiazania dla innego...

      jak noz w serce...., noc w noc, dzien w dzien staram sie jej pokazac ze jest dla mnie wazna BO JEST!!!

      zwariuje...
      ona sprzedaje co dziennie w wysylanych do niego zdjeciach, siebie i moich synow...

      zawsze robilismy duzo zdjec... ale teraz kiedy mnie prosi zebym jej zrobil zdjecie z dziecmi w domu czy na okolo domu....
      WYJE W SRODKU!!!.... robie i mysle BOZE to przeciez wszystko dla tego innego...

      i nie mam sil sie przyznac ze wiem o nim bo czuje ze to by zrujnowalo nas,
      musielibysmy wybierac... a dla niej wybor wydaje sie oczywisty...

      jest ze mna tylko do wyjazdu ( za 2 miesiace)... potem juz nic nie wiem...

      obecnie wszystkie moje starania wydaja sie przechodzic obok niej...
      ona zyje tylko czekanie zeby go zobaczy i byc z nim przez miesiac...

      ..." hej mezu, zrob mi zdjecia z naszym synkiem jak obejmujemy drzewo..."

      A ja wyje.... wewnetrznie... i robie.... i jakbym ich sprzedawal obcemu czlowiekowi...

      dzieki za odzew...




      • ak70 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 23.01.06, 08:59
        Pisz... pisz... jak najwięcej... wyrzucaj to z siebie, żebyc miał siłę budzic
        sie co rano i wstawać... pisz do niej listy, pisz w nich co czujesz... zacznij
        zdobywać ją na nowo... napisałeś, że zaczęła Cie dostrzegać - to już dużo.
        Niech ona też robi Ci zdjęcia z dziećmi... niech dzieci zrobią Wam wspólne
        zdjęcie... bo to może ostatnie Wasze wspólne (wiem, jestem brutalna, ale to też
        musisz wziąć pod uwagę, albo będziecie mieli je razem, albo zostanie Ci na
        pamiątkę). Dlaczego pozwalasz jej wyjechać? Nie możesz sie sprzeciwić? Ona
        jedzie sama czy z dziećmi?
        Dla mnie jedynym wyjściem była rozmowa, mówienie o uczuciach, ale nie o
        oczekiwaniach, bo to wywołuje poczucie winy i działa jak płachta na byka.
        Powiedz jej co jeszcze chcesz jej dać, kim jest dla Ciebie ona i dzieci, staraj
        sie ją zaskakiwać najczęściej jak można... cholera! dlaczehgo faceci zaczynają
        doceniac to co mają dopiero wtedy jak to tracą??!!
        Powodzenia, trzymaj się!!
        • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 23.01.06, 11:49
          > Pisz... pisz... jak najwięcej... wyrzucaj to z siebie, żebyc miał siłę budzic
          > sie co rano i wstawać...

          dzieki AK70

          minal weekend...
           
           
          w czwartek mylem jej plec... potem ona mi...
          sidzielismy potem na podlodze na pufach po ciemku...
          ja, placzac, przepraszalem ja za wszystko i zyczylem jej szczescia....
           
          ona widzac moj stan zaczyna tracic swoja zyciowa radosc... czy o to chodzilo? NIE!
           
          rano w piatek zerwalem jej kwiatka i jej dalem, tulilismy sie ...
          wyslalem pozytywny email z radosnym wierszykiem....
           

          email bez odpowiedzi.
          kwiatek znalazlem wyschniety w aucie...   sadsadsad.... to symbolizuje wiele
          nie istnieje juz tak naprawde dla niej....
           
          codziennie, codziennie pisze mu jak czeka jak marzy jak sie beda tulic, calowac, i spac razem...
          codziennie, codziennie, codziennie, codziennie.......... JEZU!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 
           
          w sobote pyta sie mnie czemu mysle z ona chce ode mnie odejsc!!!!! sugerujac ze nie chce....
          daje mi przypadkiem te male okruszki nadzieji, zaczynam sie wtedy ludzic....
           
          "czekam na ciebie, nie moge zyc bez ciebie, mysle tylko o tobie, caluje cie mocno i przytulam cie mocno...moje Kochanie"....
          nie, to nie do mnie... to jej slowa do niego!!!!!!!!!!!!!!!!!   codziennie, codziennie!!!!!!!!!!!!!
           
          dalej sie ludzisz???dalej masz nadzieje????
          ona juz od ciebie dawno odeszla ....... ale ja walcze, walcze...
           
          sobota basen... pocalowalismy sie 2 razy (jak fajnie) , potulilismy sie..."zachochales sie znowu?"
          i znowu cos we mnie odzywa i znowu zaczynam sie ludzic...
           

          spedzam wieczor z dobrym kolega duzo mu mowie ( ale o nim ani slowa)
          mowi.. "walcz, walcz o nia...."
          niedziela, tulimy sie znowu...
          nie odpycha mnie, przygarnia, zacheca do przytulenia...
          i tule sie, glaszcze jej reke, ramiona, caluje oczy i uszy...
          jestem mily, spokojny, czuly, rodzinny, zgodny.
          jestem dobry dla naszych synow...
           
           
          ona wysyla mu zdjecia....jedno z nich jak jest w stringach....widac polowe plecow pupe i nogi
          I znowu jakbym dostal w twarz, z calej sily....JEZUUUUU!!!!!!!!!!!!!!!!!!  
          napalaja sie na siebie coraz bardziej, coraz fizyczniej...
          ona z cala swiadomoscia jedzie sie tam z nim calowac, tulic, KOCHAC!!!!!....zaraz zwariuje!!!
           
          a ja co? staram sie zatamowac lawine? lawine ich uczucia?
           
          mowi ze moze pojedzie tylko raz i jej sie ten dziwny kraj (on) odwidzi, zeby sie tak nie martwic.
          widzi ze robie sie chory i mnie poprostu pociesza jak starego znajomego???
           
          wieczorem spontanicznie jedziemy do znajomych piwo i ziemniaki...
          chce zapalic papierosa, pyta nmie o pozwolenie...
          "kochanie, ja nic nie mam do powiedzenia..."
           "masz, masz!"   znowu daje mi jakas nadzieje... jak czlowiekowi? czy jak mezowi?
          "przeklulas sobie juz pepek?"
          "nie, mowiles ze nie chcesz..." slowa otuchy dla chorego czlowieka? czy jednak cos tam sie tli?
           
          zludzenia.
          "czekam na ciebie, nie moge zyc bez ciebie, mysle tylko o tobie, caluje cie mocno i przytulam cie mocno...moje Kochanie"....
          ona to pisze codziennie...
          zludzenia.
           
          co mi zostalo???
          trzymac sie tych smiesznych zludzen, tych okruszkow ludzkich odruchow i czekac.
          majac nadzieje ze co?
          ze jednemu z nich sie odwidzi? po tych setkach czulych i prywatnych do granic listow?
          Ona oddaje mu sie cala i tylko pyta go czy ja chce.
          A on, pewnie ze chce i bedzie kochac i tulic i calowac do konca zycia...
          jaka jest szansa ze im to przejdzie?
          Tam w gorach, na wakacjach, wsrod pieknych krajobrazow bez dzieci i rodziny....
           
           nie moge pracowac, nie moge sie skupic, zabijam sie sam roztrzasajac w nieskonczonosc co robic?
          ale codziennie sie ludze od nowa ze moze juz tak mocno nie czeka, nie pragnie, ze zaczyna dostrzegac mnie, naszych synow i nasze zycie tutaj......
           
          zludzenia.
          "czekam na ciebie, nie moge zyc bez ciebie, mysle tylko o tobie, caluje cie mocno i przytulam cie mocno...moje Kochanie"....
          codziennie... 2 razy dziennie...   3 razy dziennie...
          "kazda mysla jestem z toba, kazda sekunda, nie moge sie doczekac, wysycham tu bez ciebie...."
          "badzmy juz razem, zestarzejmy sie razem,..."
           
          zludzenia.


          JEZU!!!!!!!!!!!!!
          • ak70 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 23.01.06, 13:52
            Och jak ja to znam!! Twoje słowa, to jakby wyrwane ze mnie.. Doskonale wiem co
            czujesz... choć mój JeszczeMąż nie ma nikogo... ale odszedł, wyprowadził się...
            mówi, że potrzebuje czasu... niby rozmawia, ale nie rozumie... cały czas daje
            mi nadzieję... ale ja wiem, że to złudzenie... on po prostu boi się powiedzieć
            mi, że to koniec... boi się, że zrobię coś co spowoduje, że będzie czuł się
            winny do końca życia... tak, jestem w takim dołku, choć mamy dzieci... juz raz
            próbowałam odebrac sobie życie... czy to jest szantaż z mojej strony? tak, z
            pewnością... ale czy warto? bo jeśli on się waha jedynie ze strachu? to czy to
            ma jeszcze sens?...
            Eeech, żebyś ty wiedział jak ja dobrze wiem co czujesz... że cos zepsułeś, cos
            wspaniałego, że teraz już jest za póxno i możesz tylko wyć z bólu... że już nic
            sie nie da zrobić, że chcesz mieć czarodziejską różdżke i cofnąć czas... wiem,
            wiem!! Czujesz się jakby ktoś wyrywał Ci serce...

            Jeśli ona tak sie zachowuje, to może nie ma nikogo, a te smsy i zdjęcia to
            podpucha, żebyś przejrzał na oczy? A może z drugiej strony udaje dobrą żonę,
            aby zatrzec ślady? Twój syn jest juz duży (16 lat, czy dobrze pamiętam?) może
            porozmawiaj z nim o tym? Jeśli w jego obecności zachowuje sie podobnie to może
            świadczyc, że faktycznie kogoś ma... ale jeśli jest przy nim taka jak zawsze,
            to może po prostu specjalnie przy Tobie tak robi, bo brakuje jej Waszych
            dawnych relacji?
            Pisz... PISZ... to Cię odpręży i odciąży... poza tym czasem warto popatrzeć na
            własne uczucia spisane na kartce papieru lub ekranie monitora...
            Jestem tu... nie zapominaj o tym...
            • anula36 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 24.01.06, 23:06
              tak... genialnia rada.. zapytac 16 letniego syna " czy mamusia zachowuje sie
              przy tobie jakby miala kochanka" i w ogole wciaganie nastoletnich dzieci w
              konflikty w zwiazku.

              Ciekawe skad kochany mezus tak dobrze tresc kospondencji zony?

              Jak dla mnie studiowanie takiej korespondencji i zachowywanie pozorow ze nic
              sie nie stalo jest nawet nei tyle przyzwoleniem co wpychaniem zony w ramiona
              tego drugiego.
              Nie reaguje= juz mu nie zalezy. Nie moze tak pomyslec?
              • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 00:36
                Jak dla mnie studiowanie takiej korespondencji i zachowywanie pozorow ze nic
                > sie nie stalo jest nawet nei tyle przyzwoleniem co wpychaniem zony w ramiona
                > tego drugiego.


                pisalem wczesniej....Czuje ze jak jej powiem ze wiem, to jakbym postawil nas
                przed ostatecznym wyborem... a w tej sytuacji to bedzie oznaczalo jej
                odejscie...
                Dla mnie jest to niewyobrazalne....


                > Nie reaguje= juz mu nie zalezy. Nie moze tak pomyslec?

                reaguje....
                uczuciem, czuloscia, przywiazaniem, staram sie dbac o nia i ja rozweselac...

                zludzenia.

                • anula36 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 00:41
                  wbrew pozorom nie jest to taki oczywisty wybor.
                  Z tamtym lacza ja wspomnienia z wakcji z toba 17 lat zycia i dzieci.
                  Z tego co piszesz ten drugi jest obcokrajowcem- nie jest tak prosto spalic
                  mosty i wyjechac zwlaszcza ze dzieci sa nieletnie i na ich ew. wyjazd musisz
                  wyrazic zgode.
                  Slabi rzadko wygrywaja.
                • joanna591 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 23:44
                  można udawać,ze nic się nie wie,tylko po co,zeby ratować to co już nie jest do
                  uratowania.Jeśli nawet do Ciebie wróci i tak w głębi serca zostanie zadra.To
                  jak resztki z pańskiego stołu.
                • joanna591 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 23:52
                  zbys38 napisał:

                  > >
                  >
                  > pisalem wczesniej....Czuje ze jak jej powiem ze wiem, to jakbym postawil nas
                  > przed ostatecznym wyborem... a w tej sytuacji to bedzie oznaczalo jej
                  > odejscie...
                  > Dla mnie jest to niewyobrazalne....

                  Mozna udawać,że nic się nie wie,tylko po co,zeby ratować to co nie
                  istnieje,pisałeś wcześniej,że pozostało tylko przywiązanie,.Nawet jeśli wróci
                  to w Twoim sercu zawsze będzie żal i podejrzenia,że sytuacja może się powtórzyć.
                  Zastanów się więc czy warto,skoro miłość przminęła
                  >
                  >
                  > > Nie reaguje= juz mu nie zalezy. Nie moze tak pomyslec?
                  >
                  > reaguje....
                  > uczuciem, czuloscia, przywiazaniem, staram sie dbac o nia i ja rozweselac...
                  >
                  > zludzenia.
                  >
            • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 00:51
              > Jeśli ona tak sie zachowuje, to może nie ma nikogo, a te smsy i zdjęcia to
              > podpucha, żebyś przejrzał na oczy? A może z drugiej strony udaje dobrą żonę,
              > aby zatrzec ślady?


              niestety ma kogos... i jest to tak realne jak tylko moze byc....
              ona powoli wciaga w ten krag swoje siostry i przyjaciolki...
              powoli dajac im do zrozumienia ze jest ktos inny, ktos bardzo wazny, wazniejszy
              niz wszystko inne na swiecie...
              a one to akceptuja... dwa rozwalone malzenstwa z dziecmi (on tez ma zone i
              dwoje dzieci)

              jade do pracy i wyje w aucie proszac o jakas pomoc...

              te okruchy uczuc ktore dostaje od niej - to udawanie...
              a wiec czekam...czekam...
              codziennie dostaje w twarz jej wyznaniami do niego...
              codziennie jestem czuly i kochany...
              zwariuje....

              i czekam... jeszcze prawie dwa miesiace..potem oni jeden miesiac razem...
              potem wroci....potem kilka dni/tygodni obserwacji/poznawania sie
              i potem....
              JEZU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

              > Pisz... PISZ... to Cię odpręży i odciąży... poza tym czasem warto popatrzeć
              na
              > własne uczucia spisane na kartce papieru lub ekranie monitora...
              > Jestem tu... nie zapominaj o tym...

              dzieki AK

              Przestalem dla niej istniec... nie moge sie z tym pogodzic...




              • ak70 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 08:33
                Spokojnie... Myślę, że anula ma racje mówiąc, ze z nim łączy ją jeden miesiąc,
                a z toba 17 lat i dwoje dzieci...
                Bądź dobrym mężem, a przede wszystkim dobrym ojcem... dzieci też będą miały cos
                do powiedzenia, zwłaszcza, że są na tyle duże, aby rozumiec co sie dzieje (nie
                zgadzam sie z anulą, że wciąganie 16latka w wasze relacje jest złym pomysłem -
                to juz nie jest dziecko i z pewnością nie jest ślepy - nie chodzi mi jednak o
                to, aby stawiać go przed wyborem po czyjej stronie sie opowiada) - nawet
                czterolatki wyczuwają instynktownie atmosferę.
                Nie myśl o tym bez przerwy bo Cię to wyniszcza.. nie bedziesz miał siły na
                walkę.. może taka Cię czeka po jej powrocie... a może dobrze, że jedzie? Może
                codzienne przebywanie z nim sprawi, że "ideał sięgnie bruku"? Może przy nim
                zatęskni za czymś/kimś co zna, co jest przewidywalne? Znajdzie u niego
                potwierdzenie swojej atrakcyjności, tego, że jeszcze działa na facetów - a
                potem po prostu wróci? Bo wie, że ją przyjmiesz... bo wie, że ją kochasz...
                Trzymaj się...
              • 13monique_n Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.01.06, 08:56
                > Przestalem dla niej istniec... nie moge sie z tym pogodzic...
                Tego nie wiesz na pewno....

                Zajrzyj na poczte gazetowa. I trzymaj sie.
                • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 26.01.06, 06:06

                  Dzieki Monique za list....

                  ona szukala juz "kogos kto by ja kochal" przez ostatnie 2 lata...
                  Odkrylem to niedawno, przegladajac jej notatki, zaniepokojony jej zachowaniem..
                  Wlasciwie motyw "odejscia" pojawial sie u nas dosc czesto... z obydwu stron jako argument na
                  zmiane zachowania partnera...
                  jak pisalem, walczylem zawsze o jej uczucia do mnie, zeby dawala mi te male dowody ze to "budowanie naszego domu" ma sens...
                  JEZU!!! jak tak patrze wstecz to wszystko robilem z mysla o nas...lepiej czy gorzej,

                  wyszedlem dzisiaj znowu szybciej z pracy... nie moge sie wogule skupic

                  na razie dla niej nie istnieje...
                  ona zyje tylko tym wyjazdem
                  cokolwiek bym nie robil
                  teraz
                  (a robie jak nigdy...)
                  i .... planuja juz wspolna przyszlosc...
                  ja jestem tylko balastem ktory trzeba gdzies zgubic.
                  znam ich emaile gdyz ona uzywa naszego starego passwordu

                  On mieszka w Polsce my daleko, daleko....
                  codziennie obiecuje sobie ze juz nie otworze bo mnie to literalnie zabija..

                  I codziennie dosteje nastepny noz w serce i ... milcze i staram sie jak moge...


                  zbys
                  • 13monique_n Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 26.01.06, 08:30
                    > Dzieki Monique za list....
                    Nie ma za co smile Wolalabym, zeby sie nie przydawal.

                    > ona szukala juz "kogos kto by ja kochal" przez ostatnie 2 lata...
                    Osszzzzzzz, przepraszam, ale tego nie pojme nigdy. Byc z kims, do kogo sie nic
                    nie czuje (mam na mysli Twoja zone), ale nie odchodzic zanim sie sobie nie
                    umosci nowego zwiazku? brrrrrrrrrrrrrrr....

                    > Wlasciwie motyw "odejscia" pojawial sie u nas dosc czesto... z obydwu stron jak
                    > o argument na
                    > zmiane zachowania partnera...
                    Hmmmmm..... coz, moze Exio tez zamierzal mnie postraszyc, ale widac
                    "przefajnowal"...
                    Wiesz, moge z cala pewnoscia potwierdzic jedno - obudz w sobie dume, przeczytaj,
                    co napisala Pho.... czasem ciezko sie takie rzeczy czyta, ale warto. Stan prosto
                    i dumnie. Jesli nie uratujesz Waszego malzenstwa, to na pewno uratujesz swoja
                    godnosc, a to Ci pozwoli sie odrodzic. Na tej planecie tez jest zycie, chociaz
                    kiedy kogos tracimy w taki sposob, trudno nam w to uwierzyc... Uwierz smile)) Warto.

                    > znam ich emaile gdyz ona uzywa naszego starego passwordu
                    NIe czytaj, zapomnij ten cholerny password. Znajdz sobie cos do robienia,
                    pisania, czytania, sluchania.... zmecz sie do spodu (pomaga).

                    > I codziennie dosteje nastepny noz w serce i ... milcze i staram sie jak moge...
                    Staraj sie, ale bez akcentow rozpaczy, bez schylania glowy, bez przepraszania
                    "za to, ze zyje".... Dobrze, spokojnie, cieplo i.... (uwierz) DUMNIE....

                    Pozdrawiam, monique

              • phokara Druga strona medalu.......... 25.01.06, 10:46
                Posluchaj Zbys, i staraj sie nie podejsc do tego, co napisze w miare spokojnie i przemyslec
                temat, bo wypowiem sie tu (do bolu) szczerze oczywiscie zakladajac, ze moge sie mylic.
                Ale moge sie tez nie mylic, hmmm i bym sie przez moment zatrzymala na moich
                przemysleniach.

                Powiedz mi CO masz do zaoferowania swojej zonie, nie jako cierpliwy (i cierpiacy) maz ale jako
                FACET. Czy masz jakis pomysl na dzialanie inne niz robienie jej zdjec dla kochanka i mizianie
                po glowce? Jak daleko jestes w stanie sie posunac w rujnowaniu wlasnej godnosci? Wiesz, ze
                byc moze rujnujesz ja wlasnie takze w oczach kobiety, ktora kochasz? Nieodwracalnie.

                Nie bede oceniac skad sie wzial kochanek i co nia kierowalo bo to w tej chwili rzecz
                drugorzedna. Ale powiem Ci, ze gdybym to ja byla na miejscu tej zony, to im bardziej bys
                przymykal oczy na to, co robie, im bardziej bys byl cierpliwy, slepy i czuly WIEDZAC o sytuacji
                - tym bardziej by mnie fascynowal kochanek. Niejako reakcja naturalna. I bardzo kobieca wbrew
                pozorom.

                Nie bardzo rozumiem czemu ma sluzyc az tak wielka uleglosc, brak dzialan a moze raczej
                dzialania zenujace (chocby to robienie zdjec dla pana amoranta). Myslisz, ze co? Ze zona to
                doceni? Wzruszy sie Twoja bezbrzezna szlachetnoscia i cierpliwoscia? Ze jak jej sie znudzi
                kochanek to wroci do Ciebie (mentalnie) i bedzie jedna wielka sielanka? Bardzo watpie, choc Ci
                tego zycze. Ale jakos nie wierze w ten scenariusz ani troche. Bo w moich oczach bys sie
                totalnie przekreslil jako facet, nie potrafilabym Cie szanowac, podziwiac i kochac. Bo wlazenie
                komus na glowe bez zadnych reakcji jest zapewniam Cie malo fascynujace na dluzsza mete, i
                doprawdy malo znam kobiet, ktore kochaja pluszowe misie, ktore mrucza niezaleznie od tego,
                czy sie je przytula czy robi w balona.

                Przepraszam, jesli napisalam za ostro, ale mialo byc ostro, bo jak dotad wszyscy Cie tu klepia
                po pleckach, wiec nie czuje sie w obowiazku pocieszac Cie i pisac, ze wszystko sie ulozy, jak
                bedziesz dalej taki "czuly i troskliwy" i slepy. Byc moze racje maja przedmowczynie, a ja sie
                myle. Ale chcialam Ci uswiadomic jak to MOZE wygladac z drugiej strony.

                > codziennie dostaje w twarz jej wyznaniami do niego...
                > codziennie jestem czuly i kochany...

                To chyba najlepiej obrazuje o czym mowie. Codziennie dostajesz w pysk i udajesz, ze jest
                wszystko ok. Nie chcialabym byc z takim "mezczyzna". Cudzyslow uzyty swiadomie.

                pozdrawiam
                p.

                • anula36 Re: Druga strona medalu.......... 25.01.06, 11:49
                  mam te same odczucia- bycie z kims kim sie gardzi i kogo nie szanuje ( a ona
                  jego nei szanuje skoro rozpuszcza opowiesci o romansie w swiat i publicznie
                  przyprawia rogi) jest upokorzeniem dla obojga.
                  Co to znaczy miesiac z nim? Gdyby wiedziala ze po takiej ekapadzie nei ma
                  powrotu do domu i do Ciebie to by sie tak racza na nia nie pchala, ale ty jej
                  pewnie odwieziesz walizki na dworzec i powiesz "baw sie dobrze kochanie".
                  Coz bawcie sie dobrze oboje - przy takim stanie mentalnym i najdluzsze posty na
                  forum nei pomoga.
                  • zbys38 Re: Druga strona medalu.......... 27.01.06, 12:50
                    >ale ty jej
                    > pewnie odwieziesz walizki na dworzec i powiesz "baw sie dobrze kochanie".

                    dobre, mocne...

                    dzieki kochani za tych kilka slow otuchy i kilka dobrych kopow w tylek!

                    no coz , dziele sie relacjami dalej...
                    na dzisiaj wyglada ze chce sie mocno wyprowadzic z domu...
                    odczuwa wine za romans gdy jestesmy pod jednym dachem...
                    jak zamieszkamy osobno - "Kochanie wynies sie na jakis czas, potrzebujemy od siebie odpoczac..."
                    to bedzie bardziej moralnie rozgrzeszona... dobra dziewczyna....
                    tylko jest maly problem... ja nie chce sie wyniesc ... co za swinia ze mnie...
                    JEZU!!! jak dobrze spojrzec na chwile z boku i sie z siebie posmiac...

                    ale uwaga, zaraz zanurzanie....

                    poczytalem troche Wasze forum i jest ono jednak cholernie smutne...
                    i ja jak najbardziej do tego smutku dodaje...
                    chodzi mi jednak o to ze bycie w separacji, czy na drodze do rozwodu, a potem walka samotna czy z dziecmi o przetrwanie... to strasznie przygnebiajace doswiadczenie...

                    lata leczenia ran...
                    NIe chce... nie chce... nie chce... byc na tej strasznej drodze...
                    choc jak piszecie po latach pojawia sie swiatelko...
                    JEZU!!! jak dobrze ze was znalazlem, teraz wiem ze trzeba walczyc...DUMNIE... jak mi pozadzily zyczliwe i doswiadczone osoby...

                    w tym momencie oddaje sie caly dla niej... po latach asekuracji , walki o wygrana,
                    krzycze "mylilem sie, rozumiem ze jestesmy rozni i nie moge CIe naginac do swojej wizji.."

                    jestesmy wolni i mamy wybor...tak mi mowilas i zaczynam to rozumiec...

                    dzieki AK, Monika i kochani inni walczacy o oddech... teraz jestem z wami i od was dostalem troche energi
                    dzieki za internet i anonimowe rozmowy z podobnie cierpiacymi ludzmi...

                    ...............
                    ...................
                    .........................

                    i to wszystko dlatego ze dostalem znowu okruch nadzieji... juz nawet nie pocalunek czy przytulenie...

                    dostalem usmiech....
                    ..............................
                    .................................
                    siedze w czarnej dziurze i macham do was wszytkich, kochanyzh a nie kochanych ...
                    i lacze sie z wami i .....
                    .................................


                    dostalem usmiech....
                    ..............................

                    • 13monique_n Re: Druga strona medalu.......... 27.01.06, 13:15

                      > dobre, mocne...
                      Zbyszek, gosciu - masz poczucie humoru, nie widzisz? To jest Twoja deska
                      ratunku. Pomaga.

                      > to bedzie bardziej moralnie rozgrzeszona... dobra dziewczyna....
                      > tylko jest maly problem... ja nie chce sie wyniesc ... co za swinia ze mnie...
                      > JEZU!!! jak dobrze spojrzec na chwile z boku i sie z siebie posmiac...
                      Posmiej sie i usztywnij kark. Nie musisz stac pochylony w oczekiwaniu na wyrok.
                      Wybierz forme przyjmowania wiesci, forme walki o Twoja zone, jesli zdecydujesz
                      sie walke podjac.
                      Ja ciagle na nowo czytam rozne wpisy i po namysle potwierdzam - facet musi byc
                      dumny i czuly, ale chyba wlasnie w tej kolejnosci. Wiesz dlaczego mysle, ze w
                      przypadku Twojej zony te kolejnosc nalezaloby wziac pod uwage - zdanie "jestesmy
                      wolni (i rozni) i mamy wybor..."

                      > poczytalem troche Wasze forum i jest ono jednak cholernie smutne...
                      Czy ja wiem? Smutne? hmmmmmm..... ja smutek przezylam, zanim tutaj zaczelam
                      pisac. Wtedy juz wiedzialam na czym stoje... i teraz bywam zafrasowana, albo
                      czasem zasmucona, ale mniej mi smutno, niz kiedy bylam samotna, a nie sama...

                      > to strasznie przygnebiajace doswiad
                      > czenie...
                      Chyba nie, przynajmniej nie dla mnie. Zyje, sprawnie i do przodu. Kiedy mam cos
                      do zrobienia, to nie rozpamietuje smile))

                      > lata leczenia ran...
                      nie zawsze lata, wierz mi, nie zawsze. Lata byc moze, jesli mowimy o
                      zaangazowaniu sie w nowy zwiazek. Wiecej pokory jest we mnie na pewno, ale tez
                      wiecej pogody i bezinteresownego usmiechu.
                      > NIe chce... nie chce... nie chce... byc na tej strasznej drodze...
                      NIe chciej, ale sie do teego przygotuj. Miej kilka mozliwosci przeanalizowanych
                      pt. "a co, jesli..." (najczarniejsze scenariusze TEZ MUSISZ ROZWAZYC)

                      > jak dobrze ze was znalazlem,
                      smile))) Mnie tez to wielokrotnie przychodzilo do glowy.


                      > dostalem usmiech....
                      Uciesz sie nim, ale nie daj odwrocic uwagi. Pilnuj swoich sil, bo zwyczajnie ich
                      teraz potrzebujesz.
                      I powiem Ci jedno, usmiech od osob prawdziwie zyczliwych moze Ci pomoc nawet
                      bardziej - rozejrzyj sie wokol. Na pewno sie znajda tacy, ktorzy Cie wespra. Bo
                      Ty musisz stac prosto. Tylko w tej pozycji mozliwa jest rozmowa partnerow.
                      Trzymaj sie i pamietaj - zawsze mozesz napisac. smile Monique
                      • ak70 Re: Druga strona medalu.......... 27.01.06, 14:27
                        Zgadzam się... zgadzam! Monika mądrze pisze, dziewczyny, które huknęły
                        Cię "lekko w tył" też... ja nie potrafiłam spojrzeć na to z tej strony, bo sama
                        jestem w dołku... i czekam... na cud... dzięki, że takie wypowiedzi
                        sprowadzające na ziemię tez się tu znajdują smile
                        Zaczynam w Twoich wypowiedziach znajdować nutkę pogodzenia sie z losem, nutkę
                        próby innego spojrzenia, wreszcie nutkę przyszłości... ale może to tylko moje
                        odczucie. Wnioskuje to po fakcie, że nas dostrzegłeś wink Do tej pory
                        wywnętrzałeś się (okropne słowo!smile, biadoliłeś i płakałeś - teraz dostrzegłeś,
                        że nie jesteś sam... że są inni ludzie, którzy pobłądzili jak Ty... że oni też
                        przeżyli lub przeżywają podobne dylematy..
                        Tak trzymać! Głowa do góry i "wpieriod"!!! smile)
                    • zbys38 Re: Druga strona medalu.......... 28.01.06, 11:54
                      hej ,

                      jedziemy z tym koksem dalej...

                      odkrywam powolutku ze zyje w dwoch swiatach...
                      swiat realny, w ktorym "my" juz nie istniejemy...
                      i swiat ten drugi... w ktorym codziennie budzi sie nadzieja...
                      ona mi ja daje, "dlaczego myslisz ze z nami koniec?" itd. itp...

                      i tak to sie zaczyna krecic.

                      chyba pisze na zlym watku... rozwod? jaki rozwod!
                      jestesmy szczesliwym malzenstwem!
                      no moze tylko zgodnym...
                      no dobra, nie udanym...
                      ale jeszcze malzenstwem...

                      (przy okazji sorry za bledy ortograficzne... lata za granica i nikly kontakt ze slowem pisanym...) ale co tam!

                      "pisz pisz"
                      no to pisze pisze...

                      zaczynam p o w o l u t k u patrzec w swoja samotna przyszlosc i nie jest tak zupelnie zle...

                      podzielimy skromny majatek i....
                      rzuce prace, pojade w cholere do innego miasta lub kraju...
                      przetrwam tam jakis czas... moze zalapie raka...
                      i spokojnie, naprawde spokojnie oddam sie refleksjom o przemijaniu..
                      po czym spokojnie odejde...
                      (mam nadzieje ze to sie nie bedzie liczylo jako odebranie sobie zycia)

                      a zreszta kogo to obchodzi.
                      Swietny plan nie? co myslicie...

                      A moze sie zacpac na smierc..
                      czy zapic ...latami, wytrwale, spokojnie i z DUMA!
                      w sumie juz teraz to robie... ale za dlugo to trwa...
                      pieprzona samsara...
                      odrodze sie potem jako jakis zawszony karaluch
                      ktorego wnuk zony exa przygladzi kapciem...no potem to juz kamien na wieki...

                      hehe
                      Zycie jest piekne, nie ma co.

                      Ja piernicze, zamiast sie rozpisywac o codziennych nozach w sercu
                      (no coz , smutna rzeczywistosc)

                      to pieprze cos trzy po trzy...

                      godzimy sie z losem Zbysiu i tak ma byc smilesmilesmile

                      Dzieki Ci anonimowy internecie i WAM, anonimowi, kochani, internauci.






                      • anula36 Re: Druga strona medalu.......... 28.01.06, 12:08
                        rozumiem ze kontakt z dziecmi Cie nie interesuje.
                        Cos mi sie zdaje ze myslenie o tym co przezywa ktos inny poza Toba jakos nei
                        miesci sie w twoim pojmowaniu swiata.
                        • zbys38 Re: Druga strona medalu.......... 31.01.06, 06:25
                          > rozumiem ze kontakt z dziecmi Cie nie interesuje.


                          Prosze, nie pisz tak...

                          Teraz nic nie wiem, nic nie rozumiem, jestem jak nad przepascia...
                          Dzien po dniu , godzina po godzinie, minuta po minucie roztrzasam wszystko w
                          nieskonczonosc...
                          bylem u lekarza i u psychiatry, dostalem prochy co mi odcinaja mozg...

                          wszystkie moje "algorytmy" koncza sie wynikiem...
                          "daj Jej odejsc, daj Jej byc szczesliwa"
                          Ale cale moje jestestwo broni sie przed tym...
                          Wyjechalem z domu na kilka dni do "samotni", gdzie jestem sam ze soba
                          (Ona to popierala...)
                          I wiem ze powinienem dac jej odejsc...
                          I wiem ze nie moge zyc bez Niej...

                          I gdzie nie jade to widze miejsca ktore odwiedzalismy razem i WYJE!!!
                          Czuje ze sie wkoncu nazre tych prochow tak dobrze zeby juz wystarczylo...

                          Bede w tej "samotni" jeszcze kilka dni.. (mam zwolnienie z pracy)
                          Jestem w totalnej rozsypce.
                          Czy sa tu jescze inni faceci co przez to przechodza??? dajcie znac...
                          Nigdy nie myslalem ze to bedzie takie straszne... wariuje z rozpaczy...

                          Ale tez zaczynam juz widziec swoje bledy i te wszystkie chwile ktore Nam
                          zawalilem... przez ta nasza cholerna walke i dume...

                          to juz 4 tygodnie tak trwa...
                          ile jeszcze ? przeciez mozna sie fizycznie i psychicznie wykonczyc
                          • ak70 Re: Druga strona medalu.......... 08.02.06, 12:41
                            Powitaj mnie w klubie... niestety... ja też juz nie mam szans... jest młodsza,
                            pewnie ładniejsza, zgrabniejsza... nie obciążona dziedzicznie... po co mu stary
                            przechodzony model...
                            • zbys38 Re: Druga strona medalu.......... 10.02.06, 02:52
                              > Powitaj mnie w klubie... niestety... ja też juz nie mam szans...

                              Kochana moja AK...
                              Tak mi przykro ... chcialbym Cie jakos wesprzec... nie znajduje slow...

                              Jestem po probie samobojstwa... tabletki...probowalem, tak bardzo sie balem ale to zrobilem...
                              odratowala mnie policja znalezli mnie w mojej samotni. Nie byl to krzyk o ratunek, naprawde chcialem odejsc...
                              Siedze teraz w zakladzie psychiatrycznym, czasami moge korzystac a inernetu...

                              Jestem na anty depresantach, posiedze jeszcze z tydzien moze dwa...
                              Poznalem tu ciekawych ludzi... mialem duzo rozmow z psychiatrami i psychologami,

                              Dzisiaj byla tu moja zona na godzinnej rozmowie z psychiatra.
                              Ona oficjalnie nie wie o tym co chcialem zrobic, poprosilem lekarzy o wersje z naduzyciem alkoholu...

                              Ale ci ludzie ktorych poznalem i te rozmowy co odbylem powolutku daja mi swiatelko....

                              AK, polecam goraco wizyte u psychiatry lub psychologa...daja nadzieje...

                              Sciskam Cie mocno, nie jestes sama...
                              Przytulam sie do Ciebie mocno...
                              nie patrzmy sobie w oczy ale wyplaczmy sie z calych sil na caly glos...

                              pozdrawiam Was kochanych a nie kochanych...
                              • ak70 Re: Druga strona medalu.......... 10.02.06, 10:12
                                Dzięki Zbys... wczoraj odbylam kolejną wypruwającą ze mnie żyły rozmowę... o
                                niej... powiedział, że ją kocha... ja mu na to, że to nie miłość tylko
                                zauroczenie... ona podobno też go kocha... ja myślę, że ona po prostu go
                                potrzebuje... jest w trakcie rozwodu, nie chce zostać sama z dzieckiem... czemu
                                musiała trafić właśnie na mojego męża????!! I czy jest człowiekiem wartościowym
                                skoro koniecznie chce go oderwac od rodziny i - jeszcze małych - dzieci??!
                                Modlę sie za nią aby okazała sie mądrą i dojrzałą osobą... ale niestety obawiam
                                się, że kiedy przeżywa rozwód (choć podobno chciała sie uwolnic od męża
                                zazdrośnika) nie potrafi myśleć nieegoistycznie...
                                Tak mi strasznie źle... Zbyś... tez mam ochote zrobic to co ty... jak się
                                powstrzymać??!
                                • tricolour No to róbcie... 10.02.06, 10:17
                                  ... nie piszcie tylko róbcie. Na co czekać?
                                  • ak70 Re: No to róbcie... 10.02.06, 12:06
                                    Tri... wiem, że jesteś wściekły o takie gadanie... ale na nic więcej narazie
                                    mnie nie stać... i przytul mnie zamiast się wkurzać, co??
                                    • tricolour A wiesz co by się stało... 10.02.06, 15:57
                                      ... gdybym Cie przytulił? No nie zostawiłbym tego przytulania tak przyjemnie
                                      zaczętego...

                                      smile)
                                      • ak70 Re: A wiesz co by się stało... 10.02.06, 17:34
                                        No widzisz... udało Ci się wywołać usmiech wśród potoków łez... czy to nie
                                        osiągnięcie? smile)
                                        • tricolour Serio? 10.02.06, 17:54
                                          W takim razie poczekaj chwilę, a znajdzie się ktoś, kto zobaczy Twój usmiech.
                                          Pół świata, to faceci...
                                          • ak70 Re: Serio? 13.02.06, 07:45
                                            Tri... choć często zgryźliwy - jestes fajnym facetem... smile**
                • frankhestain Re: Druga strona medalu.......... 28.01.06, 08:26
                  sugeruje zmienic nik na

                  ciotka dobra rada

                  takiego steku infantylnych bzdur nie slyszalem od dawna
                  • tricolour Sugeruję... 28.01.06, 13:16
                    ... powiedzieć coś o sobie albo milczeć.

                    Udzielanie anonimowych dobrych rad w ukryciu, zza monitora jest wyrazem tchórzostwa.

                    tongue_out
                    • 13monique_n Re: Sugeruję... 28.01.06, 16:39
                      tricolour napisał:

                      > ... powiedzieć coś o sobie albo milczeć.
                      >
                      > Udzielanie anonimowych dobrych rad w ukryciu, zza monitora jest wyrazem tchórzo
                      > stwa.
                      >
                      > tongue_out
                      Dzieki, Tri.... nie bylo Twoim zamiarem wywolanie u mnie usmiechu, wiec
                      mimowolna zasluga tym cenniejsza. Dlatego tak dobrze mieszka sie we Wroclawiu,
                      wink)))).
                      • anula36 Re: Sugeruję... 28.01.06, 16:45
                        jakich anonimowych??
                        mnie to nawet na zdjeciu mozna zobaczyc.
                        Pozdrawiam z Krakowawink
                        • 13monique_n Re: Sugeruję... 28.01.06, 18:04
                          Anula, to na pewno (!!!) nie do Ciebie wink. Pozdrawiam
    • tricolour Ale lipa, drodzy Państwo... 10.02.06, 10:20
      ... nasz biedny Zbyś siedzi w zakładzie psychiatrycznym i w środku nocy o godz 2
      korzysta z Netu. Widział ktoś net w szpitalu? I to o drugiej w nocy?

      Jak ktoś chce się litować nad nim, to proszę.... jego sprawa.
      • undyna Re: Ale lipa, drodzy Państwo... 10.02.06, 19:06
        ja widziałam, nosa zadzierasz aż przykro czytać
        • undyna Re: Ale lipa, drodzy Państwo... 10.02.06, 19:10
          doczytałam, faktycznie - masz rację, po pierwsze pacjenci nie korzystają z
          internetu w szpitalu, a tym bardziej w nocy
          • anja_pl chyba nie doczytaliście 10.02.06, 20:27
            nasz znajomy nie mieszka w Polsce, róznice czasowe pozwalają na takie posty, z
            po zatym, jeżeli u nas nie ma internetu w szpitalu, to nie zmaczy, że gdzie
            iondziej go nie ma....
            • undyna Re: chyba nie doczytaliście 10.02.06, 20:41
              witaj Anju, myślę, że i u nas są szpitale, w których jest internet dla
              pacjentów choćby prywatne, ale nie w nocy, jednak biorąc pod uwagę różnicę
              czasową i inny kraj, w którym może być inaczej... nie wiedziałam, że On nie
              mieszka w Polscesmile
              • nangaparbat3 Re: chyba nie doczytaliście 11.02.06, 21:29
                Kiedys byłam w szpitalu i nie mogłam spać nocami. Co prawda było to tylko
                połoznictwo, a internetu wtedy w szpitalach nie było na pewno, ale zycie kwitło.
                Zupełnie by mnie nie zdziwiła sytuacja, w ktorej pielegniarka czy lekarz
                pozwala skorzystać z netu cierpięcemu na bezsenność pacjentowi.
                • tricolour A do tego w szpitalu psychiatrycznym... 11.02.06, 23:45
                  ... i to po próbie samobójczej?

                  Może te nowoczesne środki terapeutyczne łączą psychotropy (kolega Zbyś bierze)
                  oraz swobodny dostęp do różnych treści w Necie. Może to jest możliwe, ale jakies
                  mało prawdopodobne...

                  Kurcze... garść antydepresantów i dawaaaj porno-strony... ale jazda smile)
                  • anja_pl Re: A do tego w szpitalu psychiatrycznym... 12.02.06, 21:33
                    tricolour napisał:
                    > Kurcze... garść antydepresantów i dawaaaj porno-strony... ale jazda smile)


                    Ty tri zawsze znajdziesz pozytywy ;D;D;D
                  • zbys38 Re: A do tego w szpitalu psychiatrycznym... 13.02.06, 02:32
                    > Może te nowoczesne środki terapeutyczne łączą psychotropy (kolega Zbyś bierze)
                    > oraz swobodny dostęp do różnych treści w Necie. Może to jest możliwe, ale jakie
                    > s
                    > mało prawdopodobne...

                    tri...
                    tu gdzie mieszkam tak jest...
                    szpital ma biblioteke a w niej limitowany internet...

                    > Kurcze... garść antydepresantów i dawaaaj porno-strony... ale jazda smile)

                    porno stron nie prubowalem ale mysle ze maja jakies filtry chyba...

                    dzisiaj mialem rozmowe...
                    ja, moja zona, psychiatra i kobieta od "spraw rodzinnych"
                    no to sie nasluchalem....
                    jestem zbyt roztrzesiony zeby cos wiecej teraz napisac

                    AK koniecznie zrob sobie wizyte u specjalisty to jedyny ratunek!

                    Tri... jesli nie wierzysz w to co tu probuje pisac, prosze nie czytaj.

                    pozdrawiam Was kochanych a nie kochanych...
                    • blask.fantastyczny No to sobie nagrabiles 13.02.06, 05:45
                      Sam sobie podstawiles noge i wyladowales w szufladce z napisem "Niepoczytalny".
                      Jeszcze jeden argument przeciw Tobie dla zony.
                      • zbys38 Re: No to sobie nagrabiles 14.02.06, 06:44
                        < wyladowales w szufladce z napisem "Niepoczytalny".

                        z napisem "Depresja".
                        Ona przechodzila pourodzeniowa depresje i mowi ze rozumie moj stan i ja teraz moge zrozumiec jak Ona sie czula...

                        ach... spedzilem godziny, godziny roztrzasajac z psychiatrami, psychologami wszysko od urodzenia... kazda mozliwa rana zostala otwarta, cale 38 lat stanelo jak zywe...
                        boze jaki czlowiek jest glupi i ile trzeba sie nacierpiec zeby dojsc do najprostszych prawd...
                        nie wiem jak to wszystko sie skonczy (a wlasciwie dobrze wiem, psycholog z 30 latami stazu w sprawach klopotow malzenskich
                        mi to ladnie wszystko wytlumaczyl smile

                        Czy tu mozna klac???
                        Niech to szlag trafi, moj rozum rozumie co sie stanie i dlaczego i co powinienem robic
                        ale moje serce krzyczy NIEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!



                        Jestem juz w domu (mam zwolnienie do konca tygodnia).
                        Taki pobyt daje inna perespektywe na swoje problemy...
                        i choc nadal siedze w czarnej dziurze, to jak pomysle co inni maja sad((

                        AK, duza buzka, to swiatelko chyba naprawde istnieje

                        pozdrawiam
                    • ak70 Re: A do tego w szpitalu psychiatrycznym... 13.02.06, 07:49
                      Zbyś... UDAŁO MI SIĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!
                      Wizyta u specjalisty od DDA jest konieczna, myślę, że terapia też. Pewnie
                      terapia rodzinna-małżeńska przyda nam sie również... całe morze pracy przed
                      nami, ale warto!!
                      Juhuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!
                      Trzymam za Ciebie kciuki... nie daj się!! Jeśli widzisz światełko w tunelu
                      walcz!
    • jakuboff Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 17.02.06, 22:30
      czesc

      Strasznie smutne to co napisałeś...Nie bardzo wiem jak Ci pomóc.Pomodle się za
      Ciebie.Musisz wierzyć że wszystko się zmieni.Naprawdę.I bardz się o to modlić.I
      nie przestawać wierzyć.

      Życie potrafi być tak przewrotne jak sobie nie zdajemy sprawy.

      Napisz czasem gdybyś chciał pogadać

      pozdrawiam

      Łukasz
      • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.02.06, 15:29
        > Napisz czasem gdybyś chciał pogadać
        >
        > pozdrawiam
        >
        > Łukasz

        Dzieki Lukasz...
        Patrzac z perespektywy kilku dni po szpitalu i tych wszystkich rozmowach,
        i tych wszystkich poznanych fantastycznych ludzi pelnych radosci wewnetrznej i spokoju i ufnosci...
        Zmieniam sie!!!
        Godze sie!!!
        To codzienne powtarzanie przed lustrem ze Jej juz nie ma,
        zacznij kochac siebie bo tylko wtedy mozesz uczciwie kochac innych,
        i ten powolny spokoj ktory na mnie splywa...
        czyzby to te prochy???
        jezeli tak to tez dobrze...

        Lukasz, dzieki jeszcze raz... to swiatelko istnieje...
        i choc ten BOL jest ciagle jeszcze przytlaczajacy, p o w o l i staje na nogi.

        Patrzylem sie jak moj synek zasypia i myslalem "Boze, jaki to cudowny widok..."

        Jeszcze 3 tygodnie do ich wyjazdu...
        Kochane panie, rozwazam zadac Jej pytanie w stylu "czy jedziesz mnie tam zdradzac?"
        (wiem ze tak)
        jaka to moze sprowokowac reakcje u kobiety?
        Czy jest sens pytac o oczywistosc?
        Czy jest mozliwe ze jak przyjdzie co do czego to sie jednak zastanowi, gdy to pytanie zadam???

        pozdrawiam Was kochani...
        • jah111 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.02.06, 16:06
          Witaj!
          Dopiero co przeczytałem cały wątek, przyznać musze, że mnie wzięło. Dlaczego? Bo przeszedłem przez to wszystko. Pewnie , szczegóły były inne, ale te same uczucia. I wiesz co? Mimo tych "doświadczeń" nie odważyłbym się nikomu radzić. Wiem jak łatwo muwi się pewne rzeczy, gdy w danej chwili "to" nas nie dotyczy i jak bardzo - czasem nawet irytujące są takie rady, może dlatego, że prawdziwe. Jest takie powiedzenie: najedzony nigdy nie zrozumie głodnego.
          Pozdrawiam Cię, nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym byś dojrzał światełko w tunelu.
          Ja nie miałem tego szczęścia.
          Trzymaj się.
          • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.02.06, 01:04
            > przeczytałem cały wątek,przyznać musze, że mnie wzięło. Dlaczego?
            > Bo przeszedłem przez to wszystko.

            Czesc Jah.
            Ja piernicze Jah, nawet nie wiesz jak sie ciesze ze mnie rozumiesz...
            Z drugiej strony jest mi cholernie przykro ze musiales przez to pieklo przejsc...

            > Pozdrawiam Cię, nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym byś dojrzał światełko w tu
            > nelu.

            Wiesz, gdy pisze o tym swiatelku to juz chyba mysle o tym zeby to po prostu przezyc, zeby tylko przezyc, nic wiecej.
            Staram sie jak moge zeby juz NIC nie oczekiwac, od zony tez...
            Jestem dalej dla niej dobry, wyrozumialy i pelen dobroci, ale poprostu staram sie juz NIC nie oczekiwac...

            To swiatelko ktore czasami gdzies daleko migocze to nadzieja ze odnajde sens zycia na nowo.

            > Ja nie miałem tego szczęścia.
            Moglbys prosze wyjasnic, jesli masz ochote?

            pozdrawiam Cie mocno
        • poor_kitty Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.02.06, 17:32
          Dlaczego Ty jeszcze nie porozmawiales z nia uczciwie? Ze wiesz o jej zamiarach.
          Odraczanie wyroku niczego nie zmieni. Lepiej stanac wobec rzeczywistosci
          wczesniej niz pozniej. A ja widze, ze ani Twoja zona ani Ty nie potraficie tego.
          Byc moze jasne postawienie sprawy daloby Wam szanse na probe "rewitalizacji"
          tego zwiazku.
          Z moich doswiadczen wynika, ze pytanie zony o to czy zamierza Ciebie zdradzac
          jest zlym pytaniem. Ona odbierze to jako wulgarna zaczepke. Bo jest na etapie
          wczesnego zauroczenia. Dla niej nie bedzie to "zdrada", nawet jesli to zrobi.
          Dla niej bedzie to wiernosc .... swojemu uczuciu.
          • joanna591 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.02.06, 17:56
            Właśnie,dlaczego do tej pory udajesz,że nic nie wiesz,pytałam o to wcześniej.
            Dlaczego?Boisz się tego co możesz usłyszeć? Lepsza nieprzyjemna prawda niż
            udawanie i złudzenia.
    • yar-pen Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.02.06, 20:51
      z doswiadczenia - chyba już nic z tego.nie ma na co czekać.sytuacja zbliżona do
      mojej.któregos dnia okazuje sie ze nie jestes dla niej najwazniejsza osoba na
      swiecie.co robić? mnie pomogło wzmocnienie poczucia własnej wartosci.zacząłem
      dbac o siebie,troche nie duzych inwestycji - jakis kurs dawno odkladanego
      angielskiego, troche wyjść na piłkę, upragniony od wielu lat wyjazd na narty.
      wszystko to na co miałem ochotę juz duzo wcześniej ale wciaż odkladałem bo
      wiadomo - rodzina.inne priorytety. podjecie decyzji o rozwodzie zajeło mi 5
      lat.załuje że tak długo.juz jesteśmy po.udało sie bez darcia szat.można z tym
      zyć.warto popatrzec rano w lutro i nie zobaczyc tylko przegranego faceta. nie
      zapomnij o sobie
    • grazynatom Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.02.06, 09:12
      Wiem jak jest ci ciężko. Życzę ci, żeby tobie się w tym małżeństwie ułożyło.
      Może jest to chwilowe zauroczenie twojej żony. W obecnej chwili napewno chodzi
      ci bardzej o dzieci niż o żone. Wiesz mi, że można walczyć o kogoś z "nałogami"
      tj. alkohol czy narkotyki - "choć też jest bardzo ciężko". Ale nie można
      walczyć z "miłością" oczywiście jeśli twoja żona się zakochała , tą walkę
      przegrasz. Dlatego patrz się przed siebie, nie oglądaj się za siebie "że może
      coś jeszcze uda się odbudować". Wyjdź popatrz jaki świat jest piękny a napewno
      odnajdziesz taką kobietę na jaką zasługujesz. Nie na taką oschłą jaką jest
      twoja żona, dużo kobiet ma w sobie dużo ciepła i miłość, którą potrafią okazać,
      w przeciwieństwie do twojej obecnej żony.
      • ak70 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.02.06, 11:04
        Nie zgadzam się, że jesli się zakochała to walkę przegrasz - mój mąż też
        twierdził, że sie zakochał, ale ja uważam, że to nie miłość tylko zauroczenie i
        fascynacja kimś innym... po kilkunastu latach małżeństwa jest dość trudno
        zaskoczyć partnera czymś nowym, jakąś postawą czy zachowaniem, a inna osoba
        zaskakuje samym faktem "inności" - i to powoduje zadurzenie i zainteresowanie
        nazywane szumnie miłością... ale to stan który mija... zbyś, trzymaj się! ale
        zgadzam się, że musisz teraz walczyć, postawic wszystko na jedną kartę tak jak
        ja to zrobiłam i wygrałam! Chodziłam, prosiłam, słałam smsy, dzwoniłam, pisałam
        maile, listy... nawet rozmawiałam o niej... i został! Tobie też się uda -
        uciekaj z tego psychiatryka i walcz! Powodzenia!
    • emde74 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.02.06, 09:54
      jesteś z nią jeszcze więc RÓB COŚ! kwiaty, kino, spacery, wycieczka, perfumy,
      coś szalonego - a nie tylko myślenie! człowieku - od myślenia to jeszcze się
      nic nie zadziało! ja jestem przed rozwodem, bo zdradziłam męża, który o mnie
      NIE WALCZYŁ! A ty masz szansę! nie bądź CIAPĄ!!!!! M.
    • issa6 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.02.06, 12:43
      A ja rozumiem Cię, dlaczego nie działasz. Jesteś w szoku, jak sparaliżowany.
      Poza tym tak strasznie się boisz zrobić fałszywy krok.
      Jednak z tą miłością może nie być wszystko takie oczywiste. Przecież nie wiesz,
      co naprawdę myśli tamten facet, tylko to, co pisze Twojej żonie. Jaka jest jego
      sytuacja - czy on też zdecyduje się rozbić rodzinę? Co mówi swojej żonie?
      Obawiam się, że nic i raczej nie zamierza. Mężczyźni strasznie się boją
      nieznanego, zaryzykować związek z kimś innym, nawet kiedy czują, że z żoną nie
      łączy ich miłość. To nie tylko kwestia uczuć, ale także dzieci, finansów,
      przeprowadzki. Potrzeba strasznej odwagi, żeby zaczynać życie od nowa. Wiem o
      takich, którzy z tego powodu rzucali kochanki, chociaż czuli do nich miłość. To
      nie takie proste.
      Uważam, że powinieneś jej powiedzieć - nie chcę, żebyś jechała na ten urlop.
      Powiedz, że wiesz. Musisz! Nie czekaj tylko na jej działanie, musisz postawić
      sprawę jasno. Kocham Cię i chcę być z Tobą. Stwórz jej dylemat, rozterkę. Nawet
      jeśli pojedzie, nie będzie jej tam przyjemnie, jeśli będzie miała świadomość,
      że ty wiesz, a ona mimo to robi to z tamtym mężczyzną i może właśnie traci
      rodzinę. Bądź stanowczy, a jednocześnie mów, że Ci na niej zależy. To da Ci
      siłę. Zobaczysz.
      • joanna591 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.02.06, 15:06
        mam takie samo zdanie jak issa6,musi jej powiedzieć,że wie,dlaczego tego nie
        zrobił do tej pory.
        • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 25.02.06, 01:03
          > mam takie samo zdanie jak issa6,musi jej powiedzieć,że wie,dlaczego tego nie
          > zrobił do tej pory.

          Witam Was!

          Zyje zludzeniami... ale coraz mniejszymi...
          Po naszych z zona kilku rozmowach Ona juz wie ze ja wiem....to niewiele zmienia...
          Ona jest zakochana!... Z tym nie sposob walczyc...
          Caly Jej mozg, cale cialo, cala dusza jest przyklejona do Niego.
          Ja juz po prostu nie istnieje...

          Kochane Panie... jak to jest???
          Normalnie jak jakis narkotyk... odcina caly mozg kobiecie...
          Co ja moge zrobic by zaistniec znowu w Jej zyciu?

          Pozdrawiam Was wszystkich...
          Zbys
          • issa6 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 27.02.06, 01:14
            A co z nim? Pytałam Cię o niego, ale nie odpowiedziałeś. Czy on też oszalał i
            chce zaczynać życie od nowa? Dowiedz się tego. To na razie fasycynacja, nie
            miłość. Nie wszystko jeszcze stracone. To może minąć nagle, a przebudzenie
            potrafi być bolesne dla zakochanych. Teraz dowiedz się, co z nim.
          • ak70 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 27.02.06, 07:43
            Ona nie jest zakochana! Ona jest zafascynowana! Zaślepiona! Tego stanu nie
            można nazwać miłością, bo miłość wymaga czasu i dojrzewania. Jeszcze masz
            szansę - ja też walczyłam, wygrałam bitwę, zamierzam tez wygraż wojnę. Też
            mówił, że się zakochał, chciał z nią być, spędził upojny weekend... też wysyłał
            smsy, co wieczór rozmawiał godzinami na GG...
            Ale mam swoja szansę... póki co to jest MOJE 5 minut nie jej... i nie zamierzam
            ich zmarnować...
            Nie daj się... walcz! Rzuć na szalę wszystko: wasze dobre wspólne wspomnienia,
            chwile rozkoszy, plany, marzenia, dobro dzieci... i nie wiem co jeszcze.
            Powodzenia!
            • woman-in-love Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 27.02.06, 10:00
              A ja powiem: nie rób nic. Dokładnie nic. Przeczekaj, ale nie w nieskończoność.
              Jakakolwiek (Twoja) aktywność w tej sprawie zwróci sie przeciw Tobie. Zachowaj
              klasę. Nie interesuj się "zakochaną". Wyznacz sobie jakąs graniczną datę - i
              jesli tamci będą wciąż zauroczeni - odejdż z godnością. Prawdopodobnie i tak
              będziesz musiał, ale przynajmniej zachowasz szacunek dla samego siebie.
              • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 28.02.06, 10:12
                issa6   27.02.06, 01:14  + odpowiedz

                >A co z nim? Pytałam Cię o niego, ale nie odpowiedziałeś.

                On...........
                Odpowiedzialny...
                Rozczarowany w swoim malrzenstwie...
                2 corki...
                Czekajacy na milosc...
                Wydaje sie bardzo porzadny czlowiek...

                Dostal milosc.. troche sie obawia...Ale jest "caly" dla mojej zony...
                za 2 tygodnie wyjezdzaja...

                Prochy pomagaja, mysli samobojcze duzo rzadsze, zaczynam sie smiac w dziwnych momentach...

                Codziennie moja zone tule,
                Codziennie moja zone glaszcze po wlosach i rekach,
                Codziennie mojej zonia pokazuje ze przeciez jest nam dobrze...

                obled....
                Wiele rozmow...
                Ona chce do polski,
                Ja mowie swietnie, na pol roku na rok??? rzucam prace i jedziemy
                w koncu co to wszystko ma za znaczenie bez nich???


                ak70   27.02.06, 07:43  + odpowiedz

                >Ona nie jest zakochana! Ona jest zafascynowana! Zaślepiona!

                Tak bardzo chcialbym w to wierzyc, chyba jednak jest inaczej
                AK, zostalo mi czekac... na Jej powrot... w polowie Kwietnia...

                Bez sensu to wszystko...

                Tri... mozesz teraz wskoczyc na mnie...naublizac mi ile wlezie...
                rozkladam rece szeroko... zamykam oczy... staram sie nieoczekiwac NIC



                Kochani ludzie...
                jezeli macie szanse... jezeli to swiatelko w waszych pokreconych zwiazkach
                ciagle jeszcze sie pali...
                WALCZCIE, ...prosze Was... jezeli nie,... roznoszacy wszystko BOL...
                the horror...
                the horror...


                  woman-in-love   27.02.06, 10:00  + odpowiedz

                >A ja powiem: nie rób nic. Dokładnie nic. Przeczekaj, ale nie w nieskończoność.
                >Jakakolwiek (Twoja) aktywność w tej sprawie zwróci sie przeciw Tobie.

                Choc czuje ze to nie jest prawda, "nie rob nic...",
                to zaczynam ulegac temu nastrojowi...

                Pozdrawiam Was wszystkich... z tej cholernej "czarnej dziury"


                • issa6 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 02.03.06, 23:01
                  Czuję, że jesteś pod ogromnym wpływem swojej żony. Jakbyś nie myślał
                  samodzielnie, to jakiś rodzaju transu, pewnie wywołanego szokiem związanym z
                  tym, co się ostatnio wydarzyło.
                  Zacznij mysleć. Proszę Cię. Nie możesz jej głaskać po włosach i rękach!!! To
                  znaczy chcę Ci powiedzieć, że życie wymaga teraz od Ciebie, żebyś walczył.
                  Rozumiesz? Obudź się! Zbyszek! Kiedy jesteś takim potulnym, rozżalonym misiem,
                  ona czuje się pewnie. Wie, że cokolwiek zrobi, będziesz na nią czekał. Za
                  chwilę sam się zakochasz "w tamtym porządnym człowieku". Przecież ty patrzysz
                  na świat jej oczami. Z prostej psychologii - zachowujesz się jak dziecko, które
                  odepchnęła matka. Jesteś teraz dzieckiem, bezradnym, słabym dzieckiem. Próba
                  samobójcza jest tego przykładem, chcesz sie wycofać. A musisz stać się
                  dorosłym, bądź mężczyzną. Musisz stworzyć swojej żonie sytuację niepewności,
                  rozterki. Zawalczyć. Powiedz, że nie zgadzasz się na ten wyjazd. Że to nie
                  takie proste. Że kładzie na szali wasz związek, dzieci. Niech to do niej
                  dotrze! Pojedź do niego i z nim porozmawiaj, to mu musi dać do myślenia. On nie
                  jest lepszy od Ciebie! Niech Ta zła siła, która Cię niszczy od wewnątrz wyjdzie
                  na zewnątrz. Spożytkuj tę rozpacz na działanie. Nie bój się. Tak chciałabym,
                  żeby Ci się udało. Ale musisz być silny, być mężczyzną. Może Twoja żona na to
                  czeka, nawet nieświadomie, żebyś udowodnił jej, że potrafisz o nią walczyć.
                  • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 11:29
                    Z prostej psychologii - zachowujesz się jak dziecko, które
                    > odepchnęła matka. Jesteś teraz dzieckiem, bezradnym, słabym dzieckiem. Próba
                    > samobójcza jest tego przykładem, chcesz sie wycofać.


                    Issa... kobieto ty moja.....


                    Wyjechali... 2 dni temu..... polowa moich klopotow sie skonczyla
                    Jestem tu z dwujka dzieci i radzimy sobie jakos...

                    Hej faceci... czy mozna kobiete wywalic z glowy???
                    Jej zapach... wyglad... stroj... wlosy... majtki...
                    Czy mozna kobiete wywalic z glowy... ile lat?????? ja piernicze...

                    Wyjechala... siedzi z Nim w hotelu.;... co ja
                    • jarkoni Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 13:41
                      Zbys38 przeczytałem wszystko dokładnie..Czy masz mail pt nick+ gazeta.pl??
                      Napiszę do Ciebie..Aaaaaa bracie Tri i Lady P. tylko proszę bez komentarzy, że
                      niby dwóch użalających się spotkało i będą się wzajemnie głaskać po główkach i
                      poklepywać po plecach smile
                      • anja_pl Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 14:04
                        jarkoni napisał:

                        >...i będą się wzajemnie głaskać po główkach i
                        > poklepywać po plecach smile

                        a będziecie ? ;-P
                        • jarkoni Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 14:10
                          anja_pl napisała:

                          > jarkoni napisał:
                          >
                          > >...i będą się wzajemnie głaskać po główkach i
                          > > poklepywać po plecach smile
                          >
                          > a będziecie ? ;-P

                          Nie będziemy, przynajmniej mam taką nadzieję...
                          No chyba, że zbys okaże się atrakcyjną kobietą, to kto wie...smile
                          • scriptus Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 15:52
                            Poczytałem, poczytałem, (jakoś mi przedtem umknął ten wątek) i nasuwa mi się
                            komentarz rodem ze stopki Mindsailor - wszyscy jesteśmy wariatami....
                            Trzymaj się Zbyś i walcz.
                            • jarkoni Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 16:00
                              Scriptusie przyznaj szczerze, że poczytałeś jedynie dlatego, że ja poczytałem i
                              przesunąłem wątek na samą górę...smile Jednak się czasem na coś przydaję..hih
                              • scriptus Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 18.03.06, 16:25
                                Pewnie, gdybyś nie poczytał, przeoczyłbym to, też miałem przerwę w czytaniu forum smile
                      • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 19.03.06, 23:43
                        > Zbys38 przeczytałem wszystko dokładnie..Czy masz mail pt nick+ gazeta.pl??
                        > Napiszę do Ciebie..

                        Dzieki Jarkoni...

                        Pisz prosze na

                        frazy001@hotmail.com

                        gazetowego emaila wlasciwie nie urzywam...

                        Zbyszek


                        • jarkoni Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.03.06, 00:04
                          Zbyszek dzięki za adres,jutro napiszę, a Ty daj znać co się teraz u Ciebie
                          dzieje...I trzymaj się
                          • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 02.04.06, 06:52
                            jarkoni napisał:
                            > Zbyszek dzięki za adres,jutro napiszę, a Ty daj znać co się teraz u Ciebie
                            > dzieje...I trzymaj się


                            Co sie dzieje?

                            Zostalem z dziecmi, na miesiac ... to juz ktorys raz wiec wszystko ok.
                            Najgorsze kiedy moj prawie 5 latek zaczyna plakac za mama...
                            Ostatnio po prostu nie wytrzymalem i zaczelem plakac razem z Nim...

                            od razu sie uspokoil ...hej, moze to jest jakas metoda?...

                            No coz kochani... wzielem sie ostro za najlepszego przyjaciela
                            smutasow... alkohol...

                            wszystko jest kulturalnie i w zgodzie z zaleceniami Cioci...
                            dzieci najedzone, umyte, polozone spac i... jedziemy...

                            Jak nie jestem z dziecmi lub nie pracuje... to mysle tylko o Niej...
                            a wlasciwie o Nich...

                            I powiem Wam ze nie wiem co szybciej zabija ...
                            alcohol... czy myslenie o Nich...

                            Oczywiscie na Jej powrot ( za 2 tygodnie ) bede swiezy, pachnacy
                            i, jak dam rade, czarujacy...

                            Drogie Panie... prosze o porade...

                            Rzucam to pytanie daleko w kosmos...

                            "Jak...jak...jak... zrobic zeby ukochana osobe....
                            kochac... po prostu kochac...
                            i o niczym nie myslec, na nic nie liczyc,
                            niczego sie nie spodziewiac w zamian...'

                            Zono moja kochana... gdzie jestes?... czemu tam jestes???
                            Czekamy tu na Ciebie tak mocno.. tak mocno ...
                            za az nie wypowiem .... no bo nie wypowiem...


                            Jarkoni... przyloz lape...
                            niech to wszystko szlag trafi...
                            bys








                            • ba_mala Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 02.04.06, 07:14
                              Drogi Zbyszku....
                              Twoja milosc do zony jest taka piekna....siedze tu i placze po przeczytaniu
                              Twoich postow.
                              W zasadzie, to nie nie wiem, co Ci poradzic...
                              Jezeli kochasz ja tak bardzo to walcz, ale prosze Ci nie uciekaj w alkohol-to
                              pomaga zaledwie na chwile.
                              Zycze Ci, zeby wszystko dobrze sie skonczylo,i zebys juz nigdy w zyciu nie
                              cierpial,bo sadzac z Twoich wypowiedzi,jestes bardzo wrazliwym i dobrym
                              czlowiekiem.

                              Trzymaj sie cieplo,i badz dzielny
    • wpunkciewyjscia Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 20.03.06, 20:27
      smutne...

      a ja mam podobnie.. nieco
      bo nie mam dzieci, jestem duzo mlodszy i ona (chyba) nie ma nikogo.

      ale tak samo kocham ja nad zycie a ona juz mnie nie. ja nie widze swiata bez
      niej a ona zdecydowanie bezemnie.

      musisz sie zebrac w kupe aby powiedziec jej zegnaj sad niestety.
      • libra22 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 02.04.06, 10:32
        Ja nie będę nic radzić w sprawie żony, bo...nie uratowałam swojego małżeństwa,
        więc "ekspert" ze mnie żaden.

        Ale nie płacz przy synku. Powiedz, jak Cie zapyta, że też jest ci smutno, że
        mama wyjechała (nie skłamiesz), ale że oboje kochacie go mocno. Dzieci świetnie
        wyczuwają, że coś jest nie tak między rodzicami.
        Ja okłamywałam w pewnym momencie syna i to źle się na nim odbiło.
        Ale mi terapeutka mówiła, że płakać przy dziecku to niekoniecznie, bo wtedy
        dziecko traci grunt pod nogami, skoro rodzic - opoka - się rozkleja. Dziecko
        czuje się wtedy bardzo zagubione. Z obserwacji wiem, że jeszcze gorzej na
        rozpad małżenstwa reagują nastolatki.
        Jeśli nie chodzisz sam ze sobą na terapię ( a takie wrażenie odnosłam ) to idź
        choćby po poradę, jak i co można powiedzieć dzieciom w tej sytuacji.

        Uważaj z alkoholem
        • zbys38 Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 03.05.06, 12:16
          Czesc

          minal miesiac jak ostatnio pisalem....

          Zamyka sie rozdzial...
          Ona wyjezdza na rok do Polski... z moim synkiem.

          Ta 4-o miesieczna walka wykonczyla mnie, juz nie moge, niech juz jedzie...
          Ja zostaje ze starszym synem.
          Robilem co moglem by Nas ratowac... wszystko na nic.

          Te antydepresanty chyba jednak dzialaja, uspokajam sie powoli, a moze juz po prostu glowa wiecej nie przyjmuje i wlaczaja sie mechanizmy samozachowawcze...

          Trzymajcie sie dobrzy ludzie i wszystkiego dobrego.
          Zbys
          • 1madzia Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 03.05.06, 13:23
            Życzę Ci wytrwałości i wiele sił...choćby ze względu na syna, z którym
            zostajesz.
            • to.ja.kas Re: nie chce jej stracic, tak mi smutno.......... 04.05.06, 10:21
              Zbys, teraz weź się za siebie.Masz rok. Rok na to by być wspaniałym ojcem, rok
              na to by uporządkować swoje małżeństwo i swoje zycie, rok na to by popatrzeć na
              siebie i zastanowic się czego chcesz i jak to osiagnąć. Czego chcesz poza nią,
              co cieszy, co sprawia, że krew zaczyna szybciej krążyć?
              Wyjdź do ludzi. Idź gdzieś z synem. POznaj nowych znajomych, odwiedź starych.
              Napisz do kogoś dłuuuugi list. Idź na basen (to rewelacyjnie pomaga)i uwierz,
              że jeszcze tyle rzeczy zdarzyć się w zyciu może. Rzeczy wspaniałych.

              A swoją drogą zostawia na rok swoje drugie dziecko?
              Tego nie jestem w stanie pojąć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja