po rozwodzie w zgodzie

27.01.06, 16:31
Czy komuś się udało?
Czy to tylko mit, bo czuę się juz przytłoczona - wkoło wiele rad,
bezwzględnych dla partnerstwa, a na wyjasnienie, że zalezy mi na zgodzie
słyszę, że to niemozliwe.

Komuś udało się?

pozdrawiam Cię, W, z nadzieja, że się uda smile
    • tricolour Jasne, że zgoda jest możliwa... 27.01.06, 19:10
      ... w takim rozumieniu, w jakim zgodni są obcy ludzie. Czyli osobne światy,
      które niewiele mają ze sobą wspólnego. Stąd wypływa zgoda - z oddzielnośći...

      No i z pewnością są rozwodnicy, którzy wręcz przyjaźnią się po rozwodzie, ale to
      już lekka przesada... smile
      • czekolada72 Re: Jasne, że zgoda jest możliwa... 27.01.06, 20:54
        Wszystko zalezy od okolicznosci w jakich rozwod nastapil, jakie poprzedzily
        rozwod, rozstanie. Takze od tego czy ma sie dzieci, wspolna firme, rodzinyczy
        utrzymuja kontakt wzajemnie ze soba, mieszka sioe obok siebie czy na drugim
        koncu swiata itd itp
        Ale najbardziej - okolicznosci!
        • dany.74 Re: Jasne, że zgoda jest możliwa... 30.01.06, 14:43
          Czytam Was od jakiegoś czasu, nigdy się nie odzywałem, ale dzisiaj...

          ...dokładnie się z Tobą zgadzam. Mój rozwód był - moge powiedzieć - w bardzo
          dobrej atmosferze. Kłótnie - były, ale dużo mniejsze niż wcześniej.
          Mieszkaliśmy ze sobą po rozwodzie jeszcze przez jakiś czas - bo takie były
          warunki. Teraz - ja jestem sam, ona ma szczęśliwą rodzinę tysiąc kilometrów
          stąd, ale dzwonimy do siebie dość często, rozmawiamy ze sobą... a gdybyśmy
          mogli to na pewno spotykalibyśmy się od czasu do czasu. Pogadać. Ciepło
          porozmawiać. Przyjaciółką jej nie nazwę, ale bardzo dobrą koleżanką tak. I to
          na pewno też dzięki temu, że absolutnie nic nas już nie łączy. I naszych rodzin
          także. Reasumując: jest możliwa. Wiem to na własnym przykładzie.
      • lwieje Re: Jasne, że zgoda jest możliwa... 28.01.06, 08:23
        czyli - dopóki emocje, wrze, dopóty nie?
    • nangaparbat3 Re: po rozwodzie w zgodzie 27.01.06, 21:53
      Nie napiszę, że nam się udało, ale że się staramy. Że się udało powiem na łożu
      smierci, kiedy juz nic sie więcej nie wydarzy. Bo nigdy się nie wie.
      Rozwód był pomysłem mego męża, ja przez rok walczyłam o to, żeby zostać razem,
      ale z jednocześnie rozwodziła się moja przyjaciółka, zobaczyłam jaka ruina
      zostaje z zycia jej i jej dzieci, i pomyslałam, ze lepiej się rozstac kiedy
      jeszcze mamy dla siebie jakieś ciepłe, dobre uczucia (a mieliśmy).
      Najdziwniejsze było, że nie dalismy sie wciągnąć w wojnę, do której zachęcali
      nas i rodzice, i przyjaciele. Ja broniłam przed ich atakiami meża, on mnie.
      Nie zgadzam się z Tri, że to może byc przyjaźń tylko jak z zupełnie obcą osobą -
      w koncu sie tę osobe kochało, przeżyło wspolnie chwile i bardzo trudne, i
      bardzo szczęśliwe - i jeszcze wpólne dziecko - to jak on moze byc dla mnie obcą
      osobą?
      Czasem myślę, że jesteśmy okropnymi dziwakami, bo wydaje mi się, że mamy z sobą
      lepsze relacje niż niejedno małżeństwo.
      Najtrudniejszą chwila było dla mnie kiedy się dowiedziałam, że on będzie miał
      dziecko - ale to była chwila, teraz cieszę się, ze córka ma siostrę, i wcale
      nie czuję, żeby mała była dla mnie kimś obcym - bo nie jest, bo jest siostrą
      mojej córki.
      ale uczciwie powiem, ze nie wiem, jak bedzie dalej. Chciałabym, zeby tak
      zostało, ale "life is brutal and full of zasadzkas" i nie mogę wiedzieć, co
      jeszcze sie wydarzy i jak sobie z tym poradzimy.
      • tricolour Relacje między byłymi małżonka są zawsze... 27.01.06, 22:15
        ... złożone i mocno poplątane. Nie da się tego ując jednym słowem - no chyba, że
        pozapominali o sobie.

        Ja swoją ex traktuje prawie jak obcą osobę, bo niczym w jej życiu sie nie
        interesuję. Nie moja sprawa i tyle.
        Ale jak czasem sie zobaczymy, to nie przechodzę obojętnie ze wzrokiem wlepionym
        w słup na przystanku, tylko rozmawiam, bo tematów jest troszkę... więc taka obca
        nie jest smile

        Kiedyś walczyliśmy na noże teraz dowiaduję się od wspólnych znajomych, że
        porządny ze mnie facet - to jeden z najmilszych komplementów jakie słyszałem w
        tym wieku (zresztą prawdziwy tongue_out), a tym cenniejszy, że od ex...

        Trudno to ująć w jednym zdaniu... ale ona jest obca... no bo jaka?
        • nangaparbat3 Re: Relacje między byłymi małżonka są zawsze... 27.01.06, 22:42
          Może - stara znajoma po pprostu?
          • tricolour Nie. 28.01.06, 13:12
            Do starych znajomych podchodzę mniej emocjonalnie.
      • lwieje Re: po rozwodzie w zgodzie 28.01.06, 08:29
        Dziekuję Tobie - wielka jesteś, radząc sobie z emocjami, u nas trochę inaczej -
        rozejście się to moja decyzja, mimo, iz druga strona się stara, bardzo trudno
        nie zacząć piekła gdy celna złośliwość ugodzi nas. A po 10 latach małżeństwa
        nie trudno zranic partnera - w końcu znamy się jak łyse konie.

        Widać trzeba próbować i uważnym być, troszczyć sie jeszcze mocniej niż o
        miłość :]
        • nangaparbat3 Re: po rozwodzie w zgodzie 28.01.06, 12:26
          lwieje napisała:

          > Dziekuję Tobie - wielka jesteś, radząc sobie z emocjami, u nas trochę
          inaczej -
          >
          > rozejście się to moja decyzja, mimo, iz druga strona się stara, bardzo trudno
          > nie zacząć piekła gdy celna złośliwość ugodzi nas. A po 10 latach małżeństwa
          > nie trudno zranic partnera - w końcu znamy się jak łyse konie.
          >
          > Widać trzeba próbować i uważnym być, troszczyć sie jeszcze mocniej niż o
          > miłość :]
          wiesz, ja myslę, ze miałam wielkie szczęście wybrać naprawde porządnego faceta -
          to może dziwne mówić tak o kimś kto mnie zostawił i nie rozumie, ze bez
          alimnetów nie starcza mi na zycie (w koncu spłaca co do grosza, ale zawsze z
          opóxnieniem) - a jednak. Jestem przekonana, że tak samo jak oboje jestesmy
          odpowiedzialni (choć nie w sensie winy) za to, że nam sie rozpadło, oboje
          zapracowalismy na to, żeby teraz było naprawdę przyzwoicie.
          No i przyjaciele - chcieli kiedys wysłuchiwać mnie godzinami, to pomagało
          rozładować emocje, potem już nie czułam potrzeby wyzłośliwiania się.
        • wat_er Re: po rozwodzie w zgodzie 29.01.06, 17:51
          ...za 2 m-ce będzie 12 lat...

          może wobec tego rozważ, czy nie lepiej jeszcze raz spróbować zadbać o miłość...

          koronny argument za: z sześciu istniejących w najbliższej rodzinie relacji tylko jedna wymaga przebudowy (właściwie raczej odbudowy; do tego zdaje się mieć istotny wpływ na jakość pozostałych pięciu...)

          pozdrawiam Cię również smile

          • tricolour A co to za koronny argument? 29.01.06, 21:34
            To chyba argument przeciw skoro jedna rodzinna relacja ma ISTOTNY wpływ na
            pozostałe pięć.

            Pozostałe pięc jest takie chwiejne? To co to za relacje?
            • wat_er Re: A co to za koronny argument? 30.01.06, 09:40
              słowo wyjaśnienia smile
              1. rodzina 2 + 2 (12 i 8 lat)
              2. nie "ma ISTOTNY", tylko "zdaje się mieć istotny"

              pominąłem też istniejące silne relacje pozarodzinne...

              pozdr.
              • lwieje Re: A co to za koronny argument? 30.01.06, 12:57
                Cokolwiek napiszę, zbyt emocjonalne będzie - ale czytam wasze wypowiedzi i na
                mój problem te, czuję, jest tu miejsce.
                Dla części osób małżeństwo to kontrakt - uczucia nie są ważne, liczy się
                podtrzymanie schematu. Może. Ale co, jeśli przypęta się depresja, która
                pozbawia radości życia i motywacji?
                I prośby o zmiany, ignorowane?
                I zimno z sypialni płynące?
                I brak wspólnych wakacji przez naście lat?

                Jestem teraz złą kobietą, ale promieniującą szczęściem i wolą życia.
                Egoistyczną - ale mającą większą cierpliwość do dzieci i do innych.
                Uśmiechniętą
                optymistyczną
                szczęśliwą
                Odkąd wyszłam z depresji, czuję się na siłach żyć.

                Przykro mi, że mój mąż musiał przez ostatnie lata znosić towarzystwo
                nieatrakcyjnej, sfrustrowanej kobiety, jaką byłam.
                Przykro mi, że jego życie seksualne legło w gruzach z powodu nieatrakcyjnej
                małżonki.

                ALE:
                wcale mi nie przykro, że przełamałam ten impas, że - w momencie, kiedy mąż
                odmawiał poddania się terapii małżeńskiej, w kółko powtarzając - jest ok -
                kopnęłam się w tłusty tyłek i zaczęłam walczyć o siebie i skorzystałam z pomocy
                faceta, dla którego - nawet wtedy - byłam warta grzechu.

                Wcale mi nie przykro, że jestem szczęśliwa, mimo poczucia klęski - bo miało być
                do końca życia.

                To nie stało się z dnia na dzień, ale w końcu się stało - przestałam kochać
                faceta, który mnie przestał przytulać. Ale cenię, chcę w zgodzie żyć, i nie
                mogę wrócić - bo wiem, jaki piekłem jest życie obok kogoś, dla kogo nie
                jesteśmy atrakcyjni/ciekawi. To poniża.

                Pop... jestem, czy ktoś jednak rozumie?

                Tyle o mnie, dołączająca do grona...i co dalej?

                • phokara Re: A co to za koronny argument? 30.01.06, 14:06
                  > Dla cze˛s´ci osób ma?z˙en´stwo to kontrakt - uczucia nie sa˛ waz˙ne, liczy sie˛
                  > podtrzymanie schematu.

                  Nie ma obowiazku zycia wedlug schematu. To zazwyczaj malo szczesliwe zycie, ja w kazdym
                  razie nie jestem obowiazkowa z natury, wiec swietnie rozumiem, co piszesz.
                  Malo kto jest w stanie dobrze funkcjonowac w lodowie emocjonalnej. To nie dziala w dwie strony
                  i jest zwyklym 'odrabianiem' zycia, coraz bardziej frustrujacym zreszta.

                  Egoizm jest ZDROWY. Zreszta mysle, ze to juz sama odkrylas - bo wrocil Ci usmiech i
                  optymizm, jak sama napisalas. I tego sie trzymaj. Nie widze tez zadnego powodu zeby Ci bylo
                  przykro z tego powodu, ze jestes szczesliwa... to by byla jakas totalna abstrakcja.

                  A ze malzenstwo nie wyszlo? Coz, nie wszystko nam musi w zyciu wychodzic. Mysle, ze
                  prawdziwa kleska jest dopiero wtedy, gdy godzimy sie na to 'nie wychodzi' do konca zycia.
                  Znaczy sie na tkwienie w chlodni za wszelka cene. Moim zdaniem to jest dopiero pomylka i
                  tandeta.

                  Dobrze, ze zawalczylas o siebie. I mam nadzieje, ze badziesz miala teraz w sobie tyle sily,
                  zeby walczyc o cos 'dalej'. I zycze Ci zeby to byly swieze truskawki - a nie mrozone.

                  > Pop... jestem, czy ktos´ jednak rozumie?
                  No wiesz, ja rozumiem.... ale ja pewnie jestem pop...., hahaha.

                  Trzymaj sie cieplo.



                  • nangaparbat3 Re: A co to za koronny argument? 30.01.06, 19:37
                    To ja też jestem pop, a niektóre Twoje, Lwije, słowa to jakby moje własne
              • tricolour Po tak wyczerpującym wyjaśnieniu.... 30.01.06, 19:19
                ... "wszystko" stało sie jaśniejsze.

                Poczekam jednak z sześćset postów zanim coś napiszę na temat Twoich
                przemysleń... gdzie między "ma istotny" a "zdaje się mieć istotny" jest
                zasadnicza róznica, a reszta pominięta jest milczeniem...
                • kornikuno Re: Po rozwodzie w zgodzie........ 30.01.06, 22:15
                  ....tak wygladal watek...przed skreceniemsmile

                  Mozna albo i nie...zalezy od osob bioracych udzial ...w rozwodzie....
                  tzn 2 osoby, czy cala(e) rodziny...

                  Moja sytuacja mowi mi, ze jest to mozliwe....

                  Pozdrawiam
                  IzaBella
                  PS
                  od dluzszego czasu milczaca/nie bywajaca na necie z przyczyn
                  prozaicznych...praca!
                • wat_er Re: Po tak wyczerpującym wyjaśnieniu.... 31.01.06, 09:57
                  smile nie czekaj, nie warto, zanim doliczysz się tych 600 postów, będzie dawno po wszystkim...

                  jak widać, mam skłonność do czepiania się słów - pewnie to też jeden z powodów, że się nie udało...

                  żeby było jeszcze "jaśniej":
                  - właściwie wątek mógłby się nazywać: "czy możliwa jest zgoda przed rozwodem, którego jedna strona nie chce?"
                  - jesteśmy jak na razie w nieformalnej separacji, pozostając małżeństwem jedynie "na papierze";
                  - jeszcze jakiś czas temu czułem, że nie ma sytuacji nie do naprawienia - lektura tego forum skutecznie sprowadziła mnie "na ziemię" wink

                  ...i jeszcze - gdzieś przeczytane: "Gdzie pojawia się sarkazm, tam kończy się rozmowa"

                  pozdrawiam

Inne wątki na temat:
Pełna wersja