Kobieta jak wino...

17.04.06, 15:55
czym starsza, tym lepsza? W Internecie przeczytałam, że jedna z uczestniczek
programu "Chcę być piękna" (czy coś w tym stylu) w wieku 44 lat wychodzi za
mąż za faceta (?), młodzieńca (?), chłopczyka (?), który liczy sobie już 25
wiosen. Myślałam, że zrywanie niedojrzałych owoców jest przywilejem mężczyzn.
Czy pan młody jest ślepawy, czy panna nie-młoda ma ponętną...inteligencję lub
konto w banku? Czy ja jestem zgorzkniała, czy może jej zazdroszczę?
Ot, taki kubeł zimnej wody w ten lany poniedziałek...
    • brzoza75 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 19:51
      ja widziałam ta parę i nie wiem czy masz czego zazdrościć...miłość to jedno ale
      niedojrzałość to drugie...
      • 1madzia Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 19:54
        Czy dobrze zrozumiałam, że pan młody niegodny zainteresowania, czy związek z
        taaaaką rozpiętością czaso-przestrzeni?
        • brzoza75 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 19:57
          rozpiętość czasoprzestrzeni smile ale wyjątki się zdarzają i to może być ten
          wyjąteksmile
        • libra22 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 19:59
          Mając sama 37 lat oczywiście chętnie zgodzę się, że "tym lepsza"smile
          Ale to zupełnie abstrahując od sytuacji opisanej.
          • 1madzia Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 20:10
            też podzielam Wasze zdanie, że z czasem zyskujemy nie tylko zmarszczki ale i
            czaru wewnętrznego (jakoś trzeba podnieść sobie samoocenę) ale na związek z
            dużo młodszym nie zdecydowałabym się. Ze strachu...
            • sylwiamich Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 20:29
              Ja z wiekiem wzbudzam coraz większe zainteresowanie panów
              • scriptus Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 20:53
                Dziewczynki śliczne i kochane, przypominam, Lem umarł, a wraz znim mrzonki o
                królewiczach z innej cywilizacji ......

                Ale, jak chcecie, śnijcie... faceci na rynku facetów nie zmienili się ani trochę
                pod wpływem Lema.
    • scriptus Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 20:41
      Młody nie jest ślepawy, tylko głupawy
      W moim wieku już się wie, że nie warto szukać kobiety... Lepszy jest święty spokój


      Żadna Baba nic nie gada, robi się, co się chce, choć dalej nie wiem, po co....
      • 1madzia Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 20:56
        Rozumiem Twoje rozczarowanie kobietami, ale chyba przyznasz, że były chwile
        szczęśliwe w Twoim związku i dla tych chwil człowiek (kobieta czy mężczyzna)
        szuka kolejnych znajomości, wierząc, że może tym razem się uda. Poza tym z
        biegiem czasu łagodniejemy i mądrzej "obchodzimy się" z nowymi związkami. Ale
        oczywiście nie można budować na piasku...np. na 19 latach różnicy. No,
        przynajmniej moim skromnym zdaniem...
        • kruszynka301 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 21:47
          Też na związki z dużą różnicą wieku patrzę sceptycznie - ale to nie zmienia faktu, że takie związki były, są i będą, niektóre z nich nawet bardzo szczęśliwe.

          Co do tego, czy kobieta jest jak wino - hmm, im jestem starsza, tym więcej mam propozycji, więc coś w tym jest. A męża też mam młodszego (co prawda o rok), ale po rozwodzie przysiegłam sobie, że następny mąż to będzie również rozwodnikiem i będzie starszy ode mnie.... Życie jednak płata figle - nie dość że kawaler, nie dość że młodszy, to jescze jedynakwink).
          • scriptus Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 21:54
            Kruszynko, szczęścia życzę...
            ja już nie wierzę w żadne związki, ani z małą, ani z dużą różnicą... my z żoną
            jesteśmy niemal równolatkami, a jednak pochodzimy z zupełnie innych światów,
            chociaż oboje mieszczanie.... z tego samego miasta ponad ...set tysięcy
            miesazkańców.... nie ma recepty, wiocha górą sad
            • kruszynka301 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:08
              Scriptusie, to, że jeden związek nam się nie udał, nie znaczy, że następny nie będzie szczęśliwy - do tego doszłam już ładnych kilka lat temu.
              Z pierwszym mężem faktycznie pochodziliśmy z dwóch różnych światów (no i nie udało się), więc teraz obecnego, pomna wcześniejszych niepowodzeń, wybierałam staranniej.

              Ja jestem straszną egoistką, i dlatego nie mam skrupułów w dążeniu do własnego szczęścia, dlatego tak łatwo mi przyszło zbudowanie nowego związku. O dziwo, wszyscy wokół mnie (łącznie z eksem) są z tego bardzo zadowoleni.
        • scriptus Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:05
          Nie szukam żadnych kolejnych znajomości,
          Nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek "dopuszczę" na bliską odległość jakąkolwiek
          kobietę, za bardzo boli...
          Lubię kobiety, jednak jestem żonaty. Nawet, jeśli dojdzie do rozwodu, to ja już
          nie umiem budować nowych związków. Kobieta chyba nie jest mi już potrzebna do
          przeżycia ( dzieci już mam, prasować koszule umie hipermarket, gotować umiem
          sam...) Nie uznaję rozwodów i poligamii, jednak strasznie lubię przytulać i być
          przytulanym, to ostatnie, to pewnie zawsze będzie moją niespełnioną obsesją....
          • kruszynka301 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:26
            Scriptusie, nigdy nie mów nigdy. Każdy z nas, rozwodników, lub kandydatów do rozwodu, musi przejść pewne etapy - tego nie da się przeskoczyć - od skrajnego pesymizmu, nienawiści, rozżalenia, do polubienia samotności, następnym etapem są przyjaielskie spotkania, aż trafi się na kogoś, z kim będzie się czuło wolnym, swobodnym, będzie się czuło, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

            Co do rozwodów i poligamii - mnie bardzo "pomógł" przyjaciel po seminarium, mówiąc mi (byłam świeżo po odejściu eksa, z kilkumiesięczną córeczką, kompletnie załamana), że teraz "żaden PRAWDZIWY katolik mnie nie zechce". Strasznie się wkurzyłam, w jednej chwili ujrzałam całe zakłamanie, kłamstwo "prawdziwych" katolików - w tym samym dniu zerwałam z Kościołem. Było mi o wiele łatwiej przejść przez rozstanie, a później szukanie kolejnego męża - miałam wówczas 26 lat, i nie mogłam znieść wizji samotności po grób, jaką mi naświetił ten przyjaciel. Dodatkowo dowiedziałam się o możliwości unieważnienia mojego małżeństwa za odpowiednie pieniądze - to już był ostateczny koniec moich skrupółów.
            • 374.4w Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:34
              >
              > a później szukanie kolejnego męża - miałam wówczas 26 lat, i ni
              > e mogłam znieść wizji samotności po grób,

              jak się szuka męża? taki miałaś plan?
              ja myślałam, i nadak myślę, że on znajdzie sie lub nie
              O naiwności ludzka, spadam stąd.
              • daleko_do_siebie Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:41
                Nienormalna?? To przyjdzie albo nie. A na dziś trzeba żyć po swojemu - nie
                zamykając sie na przyszłość, choć to czasem truuuudne. Normalna jesteś, zaręczam
              • kruszynka301 Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:50
                ja to jak się szuka męża? Po prostu wybiera się z tłumu chętnychwink.

                • tricolour Dokładnie tak! 17.04.06, 22:57
                  Niektórzy (np. ja) dają nawet ogłoszenia ze zdjęciem mordki, żeby potencjalna
                  żona wystraszyła sie od razu, a nie podczas nocy poślubnej...
            • scriptus Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:37
              Mi nie wystarczy formalne rozwiązanie małżeństwa za pieniądze w kościele lub
              poza nim.
              Mi już żadna kobieta nie urodzi dzieci, za stary jestem, żeby przyjąć
              odpowiedzialność za ich wychowanie. Chociaż mam mniej dzieci, niż chciałbym mieć
              .....
              Mojej żonie już nikt nie narobi dzieci, za stara jest na ich rodzenie. Ona nie
              chce ze mną być... może potrafi znaleźć sobie kogoś lepszego, albo woli być
              sama. Ja chcę mieć swój dom... swoją kobietę, którą bym przytulał, mam dzieci i
              wnuki, które kocham. Nie chcę i nie umiem być sam. Zgubiłem się. Nie wiem, co
              dalej. Źle mi i smutno. Życzenia Wesołych Świąt mnie ranią sad((((
              • daleko_do_siebie Re: Kobieta jak wino... 17.04.06, 22:47
                Dzieci masz i będziesz miał przecież - nie znikną z Twojego życia jeśli ich z
                niego nie wyrzucisz. Ale dzici nie dla siebie mamy, pójdą swoją drogą. A Ty
                pomyśl o swoim życiu. Chcesz je mieć u boku kogoś komu już nic od Ciebie nie
                trzeba?? A jeśli możesz coś dać - i coś dostać w zamiam? Albo przynajmniej mieć
                siebie dla siebie?
              • tachazit Re: Kobieta jak wino... 18.04.06, 14:38
                Obuduj się w swojej twierdzy, będzie Ci tam najwygodniej.
            • tricolour A dlaczego zerwałaś z Kościołem? 17.04.06, 22:38
              Bo trafił sie jakis niedouczony przyjaciel?
              Ja ostatnio zatankowałem lewe paliwo i samochód trafił do serwisu, ale nie
              rezygnuję z jazdy...

              smile)
              • kruszynka301 Re: A dlaczego zerwałaś z Kościołem? 17.04.06, 22:48
                Przyjaciel (po 3 latach seminarium) otworzył mi oczy.
                Miałam do wyboru - albo zostać katoliczką i być do końca życia sama, albo zostać ateistą i mieć nadzieję, że nie będę sama. Innego wyjścia nie widzę, przecież reguły Kościoła są jasne "aż do śmierci".
                • tricolour Możesz byc katoliczką... 17.04.06, 22:53
                  ... i mieć drugiego męża. Tracisz prawo do rozgrzeszenia i komunii, ale to już
                  wszystkie szykany. Małżeństwa niesakramentalne maja nawet własne duszpasterstwa.

                  Nie rozumiem skąd radykalny pomysł, żeby od jednego grzechu zostać nagle ateistą.
                  • kruszynka301 Re: Możesz byc katoliczką... 17.04.06, 23:01
                    Oprócz tego, co wymieniłeś, zostaje jeszcze przekonanie katolickiej rodziny przyszłego męża do rozwódki - i mały problem, że automatycznie on też traci prawo do sakramentów - to jest nie do przeskoczenia, białe małżeństwo mi się nie uśmiecha.
                    Mój mąż jest ateistą (i to od kilku pokoleń), więc byłam bardzo dobrze przyjęta przez jego rodzinę. Poza tym, kiedy się patrzy z boku, troszeczkę inaczej widać naszych rodzimych katolików.W każdym bądź razie lepiej się czuję w tej sytuacji jako ateistka, niż gdybym była nieprzyjmującą sakramentów katoliczką.

                    Poza tym, doświadczyłeś kiedyś takiego uczucia, kiedy stoi się samotnie na mszy podczas Świąt, kiedy wszyscy ludzie idą do Komunii, a Ty stoisz jak kołek i nie możesz tego zroić? To strasznie boli.
                    • tricolour Pewnej rzeczy nie rozumiem... 17.04.06, 23:13
                      ... ale może przez złe skojarzenia. Wydawało mi się, że ateiści twierdzą, że
                      Boga nie ma. Nie ma i już.

                      Z Twojego postu wynika, że lepiej jest jak Boga nie ma, bo tak wygodniej żyć. A
                      to co innego od zdania, że Boga nie ma, nie było i nie bedzie. Mówiąc inaczej
                      Twój ateizm jest efektem chęci wygodniejszego życia ("lepiej się czuję w tej
                      sytuacji jako ateistka, niż gdybym była nieprzyjmującą sakramentów katoliczką").
                      Stawiam pytanie, czy to ateizm?

                      Stanowisko męża jest mi jasne i spójne skoro ateizm jest pokoleniowy, a nie na
                      zawołanie, bo tak wygodniej.

                      W żadnym wypadku nikogo nie potepiam.
                      • kruszynka301 Re: Pewnej rzeczy nie rozumiem... 17.04.06, 23:38
                        Wiesz co? sama nie wiem.
                        Oczywiście, łatwiej jest mi nie chodzić do Kościoła i nie być sensacją (niestety, małe miasteczko), tym bardziej, że eks z żoną stoją przed samym ołtarzem....

                        staram się żyć zgodnie z własnym sumieniem, nie krzywdzić nikogo. Nie zastanawim się, czy jest Bóg, czy go nie ma.....
                        Nie wiem, jaka jest dokładnie definicja ateizmu, i co odróżnia (w zachowaniu) katolika od ateisty.
                        Patrząc na rodziny ateistów i katolików, to ci pierwsi (z mojego punktu widzenia) są bardziej tolerancyjni.
                        Innych różnic naprawdę nie widzę.

                        Wiekszość moich znajomych (rówieśników) do Kościoła wcale nie chodzi - czy to są katolicy? Mówią o sobie, że są, ale niepraktykujący..... ja nie rozumiem takiego zwrotu.

                        Czułam się w pewien sposób odrzucona przez Kosciół - kiedyś miałam taką sytuację - jedliśmy obiad w ogrodzie, przyszli do nas Zielonoświątkowcy. Kiedy po kilku minutach mówienia dali mi wreszcie przyjść do słowa, wystarczyło im powiedzieć, że jestem rozwódką - odeszli w tym samym momencie. Kiedy mąż odszedł ode mnie, chciałam porozmawiać z księżmi - niestety, kiedy zaczynałam drążyć temat, kierowali mnie do kogoś innego. Zrezygnowałam więc z jakiegokolwiek dialogu.

                        To jest absurdalne, ale dla Kościoła rozwodnicy są niżsi rangą niż samotni z dzieckiem - co ostatni mają szansę na sakramenty, rozwodnik w powtórnym związku - już nie (oprócz ostatniego namaszczenia, ale to marna pociecha).
                        • tricolour Też tego doświadczyłem... 17.04.06, 23:44
                          ... tego odrzucenia. Teraz, kiedy niektórzy wiedzą, że staram sie o nieważność
                          małżeństwa, to patrzą na mnie jak na świętokradcę. Jakbym im Boga kradł.
                          Ale tak zachowuje sie ta prymitywniejsza część wierzących i - niestety -
                          duchowieństwa. Dla nich rozwód, to jak zaraza i dlatego uciekają. Wytykaja
                          palcami i jak syfiastego. Małe miasteczko pewnie sprzyja takim zachowaniom, a i
                          duże sa niczego sobie.

                          Nie przejmuję się tym, bo mam własne zdanie, a Katolicy-niepraktykujący to dla
                          mnie najgorszy gatunek. Lenie i obłudnicy.
                          • to.ja.kas Re: Też tego doświadczyłem... 18.04.06, 11:18
                            Scri... proszę. Przestań płakać, uśmiechnij się i do cholery
                            • to.ja.kas Re: Też tego doświadczyłem... 18.04.06, 11:22
                              ...przepraszam ucięło mi post smile))

                              Sam sobie robisz kuku. I mam wrażenie, że tym masochizmem chciałbyś pokazać
                              wszystkim jaki jesteś porządny facet.
                              Może i jesteś? Nie wiem, nie znam Cie. Jesli jest tak jak mówisz, to jesteś
                              porządny. Tylko co z tego?!?!?! Doceń siebie, pomysl o sobie, przestan kolejny
                              raz mazać sie za kobietą która ani tego nie doceni, ani chce. Wex się w garść i
                              zacznij żyć!
                              Tym swoim nieszczesciem , użalaniem się i utrzymywaniem tego stanu rzeczy
                              robisz wiecej krzywdy dzieciom. Nic dzieciom nie sprawia wiekszego szczescia
                              niz szczescie ich rodziców. Ja to wiem.I jako matka i jako córka (od razu
                              mówię, że nie mam na myśli patologii jakowys).
                              • libra22 Re: Też tego doświadczyłem... 18.04.06, 12:04
                                Czasem są dni, kiedy tylko się ryczy i mówi rzeczy od rzeczy, użala nad sobą -
                                ale tak własnie się czuje. Kiedyś to przechodzi. Na szczęście.
                                Choć wydaje mi się, że dopóki scriptus będzie w takim związku, w jakim jest,
                                nic się nie zmieni. Obym nie miała racji.
                                Masz rację kas z tymi dziećmi - widzę to po moim synu. Odkąd ja jestem spokojna
                                i on jest szczęśliwszy, choć bez ojca na co dzień.
                              • phokara Przestanmy nawracac Scriptusa... 18.04.06, 12:14
                                ... przeciez nie ma obowiazku 'szczesliwego' zycia. Chce sie dreczyc? Niech sie dreczy. Niech
                                sie poswieca 'ku chwale'. Piec lat, albo pietnascie, kultywujac filozofie pt "zycie jest ciezkie, a
                                potem sie umiera". Po co ma 'zaczac zyc' skoro on w to w ogole nie wierzy? Nie to nie.
                                Wolna wola.
                                Na pomnik pomnik bohatera poleglego smiercia meczenska na polu malzenstwa, bym raczej nie
                                liczyla.

                                Nie pisze tu po to, zeby sie wyzyc na cierpiacym bohaterze i mu dokopac. Nie bede go tez
                                pocieszac, bo to nie dziala w zaden sposob. Zreszta jakos mi go nie szkoda. Szkoda mi jego
                                zony - tez niby zlej, niedobrej i nieczulej kobiety, ktora jakoby nie umie DOCENIC wysilkow i
                                POSWIECENIA drugiej strony... a gigantyczne poczucie winy ja z pewnoscia przybija, jak
                                gwozdz do trumny. Jej zachowanie moze byc zwykla reakcja obronna, na chora manipulacje
                                emocjonalna, ktorej chce czy nie jest poddawana dzien po dniu przez swojego porzadnego
                                meza, ktory bedzie sie jej trzymal, jak rzep, chocby nie wiem, co sie dzialo.

                                (co do dzieci, to w ogole nie komentuje, zreszta to.ja.kas. napisala komentarz, pod ktorym sie
                                podpisuje obiema lapkami)

                                Moze po prostu niech Scri nie 'zaczyna zyc' tylko niech da zyc innym. Wystarczy.






                                • tachazit Re: Przestanmy nawracac Scriptusa... 18.04.06, 14:43
                                  Spotkałam ostatnio na swojej drodze faceta, który żyje jak scriptus, i też lubi
                                  się przytulać, a tę potrzebę zapewnia sobie będąc kłamcą doskonałym. Tak się
                                  zagonił w budowaniu swojej twierdzy, że aż sam siebie oszukał. Więc może
                                  faktycznie lepiej by było, by tacy ludzie cierpieli we własnych kątach i dali
                                  spokój innym.

                                  > Moze po prostu niech Scri nie 'zaczyna zyc' tylko niech da zyc innym.
                                  Wystarczy

Pełna wersja