Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje

01.05.06, 01:07
Myślałam naprawdę, ze nic mnie juz nie zdzwi, ale jednak. Po dwóch miesiącach
od rozstania wreszcie spotkałam mojego exa- okazało się, że on mnie już zna-
spojrzał na mnie pustym niewidzącym wzrokiem u dał, że mnie nie widzi.

Co z tymi facetami jest? Ani sie nie kłóciliśmy, ani nie zrobiłam mu zadnej
specjamnej krzywdy i przykrosci, a tu taka niespodzianka.

Przeżyliśmy ze soba 10 lat, a teraz na ulicy nie będziemy się rozponawać?

Omajgod, to bez sensu.
    • sylwiamich Re: Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje 01.05.06, 06:47
      Żyłaś 10 lat z debilem. Taka prawda zawsze szokuje.
    • anka611 Re: Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje 01.05.06, 08:06
      normalne. moj ex jeszcze przed rozwodem wpadal do domu, ani be, ani me ani
      kukuryku, jakby mnie nie bylo w pomieszczeniu, tylko szedl prosto do
      dziecka.dlugo bylam ofiara w tym zwiazku. ponad 10 lat stazu.
      • azb11 Re: Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje 01.05.06, 10:52
        Mój zachowuje się bardzo podobnie. Wchodzi do domu (do dzieci) traktujac mnie
        jak powietrze. Nawet nie spojrzy w moja strone.Minęło prawie 11 lat i jeszcze 4
        przed ślubem.Żenada
        • afryka75 Re: Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje 01.05.06, 12:52
          No właśnie- żenada. Brak kultury i dziecinne zachowanie
          To jest totalnie bez sensu. Nie wiedziałam, że to tak będzie, że z
          człowiekiem, z którym przecież miałam tak wiele wspólnego będziemy mijać się na
          ulicy jakbyśmy się po raz pierwszy widzieli.
          Ale to też jest dodatkowy element, dzięki któremu człowiek mniej żałuje, że to
          się rozpadło.
          Ale osłupienie pozostaje.
          • to.ja.kas Re: Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje 01.05.06, 21:45
            Afryka, a może on rzeczywiście Cie nie widzial? Kilka razy byłam posądzona o
            ignorancję,zupełnie niesłusznie.Czasem jak sie człowiek zamyśli..
            Jeśli Ty masz rację to on taki burak, że Twoje szczęście, że poszedł
            • afryka75 Re: Myślałam, że nic mnie już nie zszokuje 01.05.06, 23:13
              Widział, widział- mijał mnie na chodniku ramie w ramię, na mój widok wykrzywił
              swe szlachetne oblicze i odwrócił je w druga stronę.
              Postąpił tak już dwukrotnie, cobym nie miała wątpliwości wink
              • 1madzia Re: Popracuj nad refleksem 01.05.06, 23:20
                i jak go wcześniej zobaczysz to wykrzyknij: oj. gdzieś już pana widziałam...?!
                smile))
                • scriptus Re: Popracuj nad refleksem 02.05.06, 01:19
                  Madzia, jakbyś wyjęła mi to z ust smile
                  Jeżeli wieloletni przyjaciel, kimś takim jest chyba małżonek, udaje, że Cię nie
                  zna, to chyba jest śmiertelnie obrażony... Śmiertelne obrażanie się, to chyba
                  zabawa przedszkolaków, oraz nastoletnich panienek, niegodna dorosłego mężczyzny.
                  Ośmieszyć takiego nie zawadzi smile. Popieram.
                  • annuulla8 Re: Popracuj nad refleksem 02.05.06, 09:46
                    Ja też sądziłam, że mnie już nic nie zdziwi a tu niespodzianka. Kilka dni temu
                    znalazłam zgłoszenie mojego męża na stronie wirtualnych randek. Patrzyłam na ta
                    i nie mogłam uwierzyć w to jak mój mąż ze zdjęciem oficjalnie szuka kobiety do
                    związku jako wolny mężczyzna. To był dla mnie szczyt upkorzenia i szok.
                    • kurka_wodna2 Do Afryka75 02.05.06, 11:23

                      Witaj,wydaje mi się-ale tak zachowują się ludzie niezdystansowani do sytuacji.
                      Chyba go coś boli,ale nie myslę o zębach smile
                    • kurka_wodna2 z deszczu pod rynnę 02.05.06, 11:25
                      Zamienił stryjek siekierkę na kijek?
                      Może,Afryko to go spotkało?
                      • ladyhawke12 Re: z deszczu pod rynnę 02.05.06, 12:00
                        Afryka no coz jego problem, i jego brak dobrego wychowania, moj ex musi sie
                        czasami odzywac do mnie, hi pisze smsy aby nie gadac, bo sad nakazal mu
                        ustalanie ze mna spotkan z dzieckiem, jak wychodze razem z synem a on stoi i na
                        niego czeka tez mnie nie widzi, jetem wtedy przezroczysta, i co i nic, z takimi
                        nie warto sie zadawac i tyle.
                        • to.ja.kas Re: z deszczu pod rynnę 02.05.06, 20:11
                          Afryka kij mu w oko. Mój eks małzonek jakby mnie spotkał na ulicy tez by
                          mnie "nie zauważył". Jestem tego pewna. Nie żałuje, bo duzo się nauczyłam, dał
                          mi piękną, mądrą córkę, poznalam w nowych okolicznościach prawdziwych
                          przyjaciół, dorosłam.
                          Pomimo zycia z szaleńcem po podsumowaniu same plusy. Czego i Tobie życzę.b
    • tricolour A jakie miałaś oczekiwania od exa? 03.05.06, 17:41
      Że przystanie, zapyta o Twój los?

      Mógłby taki zrobić. Może też jednak nie robić nic...
      • maheda Wydawało mi się, że zasady dobrego wychowania 03.05.06, 17:47
        wymagają, żeby osobę sobie znaną, pozdrowić na ulicy - ot, zwykłe "cześć", czy
        "dzień dobry", bez żadnego zatrzymywania się przecież!
        Kłanianie się znajomym na ulicy to przejaw dobrego wychowania.
        Ten facet to prostak.
        • agash4 Re: Wydawało mi się, że zasady dobrego wychowania 03.05.06, 18:42
          Moj eksio miewal wahania, ale pozdrawial mnie na ulicy grzecznosciowo.
          Natomiast byla tesciowa i siostra meza unosza wyzej brody .. traktowanie
          a'la "powietrze" /kilkakrotnie mijalam te Panie na ulicy/ i udaja ze .... no
          wlasnie nie wiem, co demonstruja i komu?
        • tricolour Prostak... to uproszczenie. 03.05.06, 20:39
          Sam kilka razy widząc byłą żonę w markecie unikałem spotkania, by właśnie nie
          musieć mówić jakichś kretyńskich pozdrowienień, na które wcale nie miałem
          ochoty, a które byłyby wymagane przez tzw. dobre wychowanie.
          Nie mam zamiaru mówić komuś "dzień dobry" kiedy życzę mu skręcenia karku, bo
          będzie to objaw obłudy, a nie kindersztuby. Może lepiej nic nie mówić? A może
          dobre wychowanie nakazuje mówienie prawdy i pozdrowienie "niech Cię jasna
          cholera weźmie" będzie odebrane jako przejaw prawdomówności i odwagi?

          smile)
          • afryka75 Re: Prostak... to uproszczenie. 04.05.06, 00:18
            Bez sensu- skoro już spotkanie jest nieuniknione, i za poźno jest, by zawrócić,
            i mijamy się bezpośrednio, to glupio jest udawać , że się nie znamy.

            Poza tym tak- myślę, ze włąsciwe jest nawet zapytanie co umnie, co u niego. W
            końcu nie kłóciliśmy się nigdy zbyt drastycznie, nie biliśmy, nic specjalnie
            strasznego w trakcie trwania małżeństwa się nie wydarzyło, więc uwazam jego
            zachowaie za bardzo nie na miejscu.

            Ale moze moje myślenie to typowo kobiece myślenie- najwyraźniej faceci czują
            inaczej wink
            • anka611 co robić?. 04.05.06, 05:59
              ja się zachowuję jeszcze gorzej-zawsze ryczę jak go widzę i przychodzi po
              dziecko nie mogę się opanować. co robić? wszyscy mi mówią, że się nie
              pogodziłam. ale to cholernie długo trwa.
            • tricolour A jaka jest intencja pytania "Co u ciebie"? 04.05.06, 17:29
              Bo jeżeli pytanie jest tylko dla poddierżenia razgawora, to można sobie darować
              takie, a zadać inne, ciekawsze np. o plony buraka cukrowego - jeżeli kogoś to
              interesuje. Albo jeszcze inne...

              Jeżeli pytanie "Co u ciebie" jest celowe, to można bezczelnie odpowiedzieć "A co
              to cie obchodzi" i będzie to bardzo sensowna odpowiedź, bo nie po to brało się
              rozwód, by opowiadać eksom szczegóły prywatnego życia.

              Konkludując: można ze sobą rozmawiać jeżeli chcą tego OBIE strony. Jeżeli któraś
              nie chce, to tej drugiej nic do tego. Nie ma się o co obrażać czy żalić.
              • agash4 Re: A jaka jest intencja pytania "Co u ciebie"? 04.05.06, 17:54
                ja tak sobie mysle, ze kazdy skrzywdzony ma zal i moze jeszcze odczuwa bol. Ale
                na zwykle :"Dzien dobry" uwazam powinno byc stac ludzi. Ja mieszkam teraz poza
                Polska i tutaj wszyscy mowia to siebie "Dzien dobry" i do tego sie usmiechaja.
                Zauwazylam, ze nawet kilkunastosekundowa stycznosc z usmiechem i zyczliwoscia
                oraz mozliwosc jej zademonstrowania poprawia wszystkim samopoczucie, nawet
                obdarowujacym. Jesli nosimy w sobie zal i uraze i pielegnujemy to w sobie to
                jest to jad, ktory przede wszystkim nas samych zatruwa.
              • afryka75 Re: A jaka jest intencja pytania "Co u ciebie"? 04.05.06, 18:50
                tricolour napisał:

                > Bo jeżeli pytanie jest tylko dla poddierżenia razgawora, to można sobie
                darować
                > takie, a zadać inne, ciekawsze np. o plony buraka cukrowego - jeżeli kogoś to
                > interesuje. Albo jeszcze inne...
                >
                > Jeżeli pytanie "Co u ciebie" jest celowe, to można bezczelnie odpowiedzieć "A
                c
                > o
                > to cie obchodzi" i będzie to bardzo sensowna odpowiedź, bo nie po to brało się
                > rozwód, by opowiadać eksom szczegóły prywatnego życia.
                >
                > Konkludując: można ze sobą rozmawiać jeżeli chcą tego OBIE strony. Jeżeli
                która
                > ś
                > nie chce, to tej drugiej nic do tego. Nie ma się o co obrażać czy żalić.

                Oczywiście ja osobiście nie mam nic przeciwko pytniu "co u ciebie". No bo
                własciwie czemu nie. Ja rozwód traktuję jako niemożnośc bycia razem, a nie jako
                śmierć i zerwanie kontaktów. To pytanie jest bardzo zdawkowe, a jednak mnie
                osobiście na pewno będzie interesowało, co u mojego exa- bo pomimo wszystko
                niegdy nie będzie dla mnie kimś obcym
                Zupełnie nie rozumiem Ciebie, Trikolour. Jełsi mój ex nie chce ze mną
                rozmawiac, to ok, ale jeśli udaje, że mnie widzi pierwszy raz na oczy, po tym
                jak przez 10 lat byliśmy dla siebie bliskimi ludźmi, to jest to niekulturalne i
                dziecinne. I Twoje argumenty zupełnie nie przemawiają do mnie, tylko szokują.
                Choć ciekawie jest przeczytać, co masz w tej kwestii do powiedzenia- to dla
                mnie inny świat, warto wiedzieć, ze są ludziem, dla których tak zupełne
                odcięcie się od przeszłości to norma.
                • to.ja.kas Re: A jaka jest intencja pytania "Co u ciebie"? 04.05.06, 18:55
                  Afryka, Twój były zachował sie własne jak burak cukrowy.
                  na pytanie "co słychac?" jesli nie chce sie wdawac w szczegóły zawsze mozna
                  odpowiedziec takim samym zdawokwym 'wszystko ok".
                  Dla mnie tez niepojety jest punkt widzenia Twojego męza i Tri.
                  Iles lat zycia i potem mijamy sie jak obcy.
                  Gdzie szacunek do tego co było?Do tego co nas łączyło?
                  Nie wiem, może ja niedzisiejsza jestem?
                  • tricolour Dziewczyny! 04.05.06, 19:02
                    Wy ciągle żyjecie jeszcze z eksami, interesujecie sie co u nich słychać. Macie
                    oczekiwania, że jak Was spotkają, to z Wami pogadają...

                    A życie bywa inne. Mój punkt widzenia nie jest jedyny słuszny i można spotkac
                    małżeństwa po rozwodzie, które sie przyjaźnią. Sa tez takie, które wcale ze sobą
                    nie gadają i też jest dobrze.
                    Nie podobają mi sie epitety pod adresem eksa, który zachował sie jak chciał
                    wobec byłej żony, z którą teraz go NIC nie łączy. NIC to jest nic.
                    • afryka75 Nie, Tricolour! 04.05.06, 19:04
                      Nie, nie. I tu się mylisz.

                      Łączy ich z nami wspólna przeszłość. To nie jest nic.
                      • tricolour To zależy od punktu widzenia... 04.05.06, 19:07
                        ... i rzeczywiście można żyć przeszłością, spotykac sie z eksem i mieć chęć na
                        wspólne pogaduszki. Nie ma w tym nic złego.

                        Można też odciąć sie od przeszłości. Nie ma tym nic złego.
                        • afryka75 Re: To zależy od punktu widzenia... 04.05.06, 20:11
                          Odciąć się- tak, ale nie można spowodować,ze przeszłość nie istnieje.
                          I w tym tkwi róznica.
                          Ten wątek mówi nie o pogaduszakch, lecz o kulturalnym przywitaniu się, a to
                          jest różnica.
                          • tricolour Nie ma sensu gadanie o tych spotkaniach... 04.05.06, 20:22
                            ... witaniach, przeszłościach. Oczekujesz, że exmąz bedzie witał sie z Tobą, a
                            on nie realizuje Twoich potrzeb. Być może jest prostakiem, burakiem i czymś jeszcze.

                            Koniec tematu.

                            • afryka75 Re: Nie ma sensu gadanie o tych spotkaniach... 04.05.06, 20:29
                              Niczego od niego nie oczekuję. Dzwiwi mnie jedynie jego postępowanie.
                              A co do epitetów, to zauważ, że ani razu w tym wątku nie użyłam co do exa
                              żadnego z tych określeń, które wymieniasz.

                              Tak, koniec tematu, masz rację.
                              • tricolour Ty nie mówiłaś... 04.05.06, 20:33
                                ... ale inne Panie, które emocjonalnie podchodzą do cudzych spraw już się
                                nakręciły i obelgi poleciały...

                                smile)
                                • afryka75 Tricolour 04.05.06, 21:36
                                  Miał być koniec tematu, ale jeszcze kilka słów:
                                  w jednym masz rację, i doszło to do mnie teraz- faktycznie- po rozstaniu nie
                                  można mieć żadnych oczekiwań odnośnie zachowań exa. To, co on robi, to jego
                                  wybór. I moja aprobata, bądź jej brak, nic tu nie mają do rzeczy.
                                  Pozdrawiam Cię smile
          • maheda Re: Prostak... to uproszczenie. 04.05.06, 20:27
            Jak sam napisałeś - unikałeś spotkania, żeby nie musieć się pozdrawiać - więc
            też jesteś widać zdania, że człowiek względnie dobrze wychowany spotykając
            osobę, którą zna - powinien się jej ukłonić.
            Czym innym jest unikanie - i gdyby mąż Afryki wszedł czym prędzej do dowolnego
            sklepu czy choćby bramy udając, że Afryki nie widzi - byłoby to zgoła co innego,
            niż strojenie min na widok byłej żony.
            • tricolour Oczywiście... unikałem... 04.05.06, 20:31
              ... bo potrafię sobie wyobrazic własne zakłopotanie gdybym ją spotkał. Może też
              bym stroił głupie miny? A może bym powiedział pięknie "Dzień dobry" i "szmato"
              dodał w duchu.

              Może głupia mina nie jest najgorsza...
              • afryka75 Re: Oczywiście... unikałem... 04.05.06, 20:34
                To straszne, co piszesz, Tri. Serio.
                Nie mieści się to zwyczajnie w moim wyobrażeniu norm społecznych.
                • tricolour Na całe szczęście normy społeczne... 04.05.06, 20:36
                  ... nie zaglądają w głąb duszy smile)
                  • afryka75 Re: Na całe szczęście normy społeczne... 04.05.06, 20:38
                    Niby tak, tu się z Tobą zgadzam, ale czy w takiej sytuacji zachowuje się
                    jeszcze szacunek do siebie samego?
                    Skoro stan duszy uniemożliwia kulturalne i NORMALNE zachowanie się?
                    • tricolour Ja normalnie na eksżonę... 04.05.06, 20:41
                      ... zacząłem reagować z sześć lat po rozwodzie. Żeby było smieszniej ona
                      ostatnio zachowuje się gorzej... może ma jakieś problemy...

                      Nie ma co tak łatwo osądzać ludzi.
                      • agash4 Re: Ja normalnie na eksżonę... 05.05.06, 15:52
                        Ja uwazam, ze jesli czegokolwiek oczekujecie od eksow (np klaniania sie, pytan
                        grzecznosciowych) czegokolwiek, oznacza to ze chcecie jeszcze zarzucac sieci na
                        bylego. Jesli on pomija wasze istnienie, nie daje wam zadnej szansy. I to was
                        rusza. Czasem chodzi o zemste, odegranie, ponizenie, czasem flirt z eksem itd.
                        Tricolor wydaje sie logiczny w argumentach. Ja sobie ustalilam warunek, w dniu
                        w ktorym nic nie bedzie mnie interesowalo zwiazane z zyciem eksa, jestem od
                        niego wyleczona. I uwierzcie bylam brutalnie szczera przed soba i robilam
                        rachunki sumienia. Nie oklamujcie samych siebie, badzcie szczerzy przed soba i
                        dajcie sobie szanse.
                        • to.ja.kas Re: Ja normalnie na eksżonę... 05.05.06, 15:57
                          Przesadzasz. Ja przyjaznie sie z moim eksem. I ani nie mam wobec niego złych
                          zamiarów, ani nawet flirt mi w głowe. Lubimy sie.
                          I tyle.
                          W koncu cos nas łączyło. I nie był to tylko sex, ale tez przyjazn i sympatia i
                          szacunek.
                          Afryce tez chodziło o cos innego. O ludzkie "dzien dobry". Tyle mowi sie nawet
                          obcemu wsiadajac do windy.
                          • tricolour Owszem, wchodząc do windy mówimy... 05.05.06, 16:58
                            ... "dzień dobry". I jak ktoś nam nie odpowie, to co wtedy?

                            No - ja nic nie robię. W każdym razie nie jest to powód by pisać "Co z tymi
                            facetami jest? Ani sie nie kłóciliśmy, ani nie zrobiłam mu zadnej specjalnej
                            krzywdy i przykrosci, a tu taka niespodzianka".

                            smile)
                            • to.ja.kas Re: Owszem, wchodząc do windy mówimy... 05.05.06, 17:02
                              ale w duszy można sobie powiedzieć pewnie "ty buraku cukrowy".
                              Wybacz Tri, ale z obcym w windzie zazwyczaj mniej nas łączy niz z byłym męzem.
                              Mnie moja mama uczyła mówić "dzień dobry", "dziękuję", "przepraszam", "do
                              widzenia" i inne tzw. magiczne słowa.
                              I tego bede sie trzymac.
                              • tricolour Twoja mama dała Ci dobrą szkołę... 05.05.06, 19:14
                                ... Nie podejrzewam jej jednak, by nauczyła Cie też WYMAGAĆ, by inne osoby też
                                umiały to, co Ty.
                                A już zupełnie nie pasuje mi do maminej szkoły dodawanie (nawet w myslach) "ty
                                buraku cukrowy". Mam podejrzenie, że Twoja mama nauczyła Cię, że ludzie są
                                różni, a ich różnorodność nie jest podstawą do obraźliwych ocen.

                                tongue_out
          • berek_76 Re: Prostak... to uproszczenie. 05.05.06, 22:01
            > ...pozdrowienie "niech Cię jasna cholera weźmie" będzie odebrane jako przejaw
            > prawdomówności i odwagi?

            Eee tam, to przecież tak jakbyś powiedział "weź się za siebie" big_grin big_grin big_grin

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • brzoza75 moje 08.05.06, 08:52
              ja niestety unikałabym kontaktu gdybym spotkała
              ponieważ wiem czego mogłabym się spodziewać kolejnych
              gróźb etc.,w sądzie nie patrzyłam nawet nie mogłam, unikałam wzroku...
              gdyby nie to że była ze mną przyjaciółka pewnie bym się poryczała...
              • agash4 Re: moje 08.05.06, 15:37
                Ktos tak napisal, a ja sie przyjaznie bo przeszlosc NAS LACZY. Ale po co prosic
                i moze i dostawac jakies ochlapy w postaci niby przyjazni od czlowieka, ktory
                tak oszukal? Oszukal raz, moze i drugi. Jasne wybaczac trzeba. Ale ja bylam
                oszukiwana. A to ze mojego eksa stac na sympatie i slodkie slowa wobec wielu
                osob, hm.. co z tego ze zawsze byl mily i uprzejmy jesli zazwyczaj go nie bylo,
                jesli bedac slodkim i symaptycznym swoimi wyborami zabijal mnie zaciagal
                kredyty o ktorych nie wiedzialam, ukrywal grywa w hazard? Jak w nocy, kiedy
                rodzilam nasze dziecko (wieczor) musial jeszcze jechac i przespac sie z
                kochanka bo to bylo przyjemniejsze dla niego niz wspieranie mnie? Jest uwazany
                za bardzo milego i przystojnego czlowieka i juz sporo kobiet sie zlapalo na to.
                Klaniamy sie sobie oczywiscie na ulicy. Ale ja juz nie wierze w ani jedno
                slowo, ktore wychodzi z jego ust. Z jego ust wychodza tylko "slodziutkie zmije"
                i zwyczajnie owijaja sie wokol szyi rozmowcy i ostatecznie go zabijaja.
          • rotszyld Re: Prostak... to uproszczenie. 12.05.06, 12:22
            obłuda jest rowniez oczekiwanie na "czesc jak sie masz byla żono" jak sie faceta
            w skarpetkach puscilo i reglamentuje mu czas przebywania z wlasnymi dziecmi.
            • afryka75 No pewnie, ze tak, ale 13.05.06, 00:09
              w moim przypadku to on odszedł bo po raz kolejny się zakochał. Mógł zabrać
              wszystko, nie czepiałam się go, nie utrudniałam.
              Więc po co zachowywać się jak dziecko z przedszkola?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja