spinnka1
16.05.06, 14:29
rozwodze sie. z mezem jestesmy bardzo zgodni,co do warunkow rozdzialu majatku
i sposobu rozstania. zero orzekania o winie (maz mnie bil, wyzywal, nie
wspieral psychicznie podczas choroby matki,a ja zdradzilam go zakochujac sie
w kobiecie). Tyle, ze mamy dziecko i nie wiem,jak postapic w kwestii
alimentow. W domu nei ma awantur (na razie mieszkamy razem), ustalilismy,ze
majatek zabiera on, a mnei zostawia dobytek w wynajetym,acz wlasnorecznie
urzadzonym mieszkaniu. Tylko nie wiem,co zrobic z alimentami. Ja zarabiam 1
500 zl, a maz 10 tys zl i zgodzilam sie na alimenty 800 zl miesiecznie. Nie
chce wojowania i popsucia dobrych stosunkow z przyszlym exem,ale obawiam sie,
ze jego deklaracje,ze bedzie partycypowal we wszystkich dodatkowych kosztach
zwiazanych z dzieckiem (poza alimentami)sa bez pokrycia. Co bedzie,jak pozna
inna kobiete? czy walczyc jednak w sadzie o alimenty, czy odpuscic i zachowac
dobre konakty z mezem. Nie ma szans na dogadanie sie ,co do kwestii wysokosci
alimentow - slowo sie rzeklo i maz nie chce dawac wiecej kasy miesiecznie niz
te 800 zl. Poradzcie,czy warto isc w zaparte.