walczyc o alimenty, czy nie?

16.05.06, 14:29
rozwodze sie. z mezem jestesmy bardzo zgodni,co do warunkow rozdzialu majatku
i sposobu rozstania. zero orzekania o winie (maz mnie bil, wyzywal, nie
wspieral psychicznie podczas choroby matki,a ja zdradzilam go zakochujac sie
w kobiecie). Tyle, ze mamy dziecko i nie wiem,jak postapic w kwestii
alimentow. W domu nei ma awantur (na razie mieszkamy razem), ustalilismy,ze
majatek zabiera on, a mnei zostawia dobytek w wynajetym,acz wlasnorecznie
urzadzonym mieszkaniu. Tylko nie wiem,co zrobic z alimentami. Ja zarabiam 1
500 zl, a maz 10 tys zl i zgodzilam sie na alimenty 800 zl miesiecznie. Nie
chce wojowania i popsucia dobrych stosunkow z przyszlym exem,ale obawiam sie,
ze jego deklaracje,ze bedzie partycypowal we wszystkich dodatkowych kosztach
zwiazanych z dzieckiem (poza alimentami)sa bez pokrycia. Co bedzie,jak pozna
inna kobiete? czy walczyc jednak w sadzie o alimenty, czy odpuscic i zachowac
dobre konakty z mezem. Nie ma szans na dogadanie sie ,co do kwestii wysokosci
alimentow - slowo sie rzeklo i maz nie chce dawac wiecej kasy miesiecznie niz
te 800 zl. Poradzcie,czy warto isc w zaparte.
    • brzoza75 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 16.05.06, 14:37
      spinnko najpierw sąd musi zasądzić alimenty w takiej wysokości i będzie to
      oznaczało, że zaróno Ty jak i Twój mąż płacicie 800 złotych co daje w sumie
      1600 na wasze dziecko , dla sądu może to być wystarczająca kwota.
      • kruszynka301 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 16.05.06, 15:48
        Brzozo, w praktyce sąd zatwierdza taką wysokość alimentów, na jaką zgodzili się
        byli małżonkowie (my ustaliliśmy 300 zł).
        Nie wiem, w jakim wieku jest dziecko, ale 800 zł wydaje mi się wystarczającą
        kwotą na utrzymanie dziecka - nadmieniam, że piszę o przeciętnych warunkach,
        żeby nikt zaraz nie zaczął wyliczać, ile wydaje na swoje.
        • brzoza75 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 16.05.06, 20:07
          wiem Kruszynko ale chciałam uświadomić wielkość 1600 to prawie druga pensja...
          trochę dużo
    • 13monique_n Spinnko... 16.05.06, 15:56
      ... polecam, skoro rozstajecie sie w porozumieniu, raczej forme notarialnego
      oswiadczenia zlozonego przez meza, co do wysokosci alimentow. Zamiast sadowej
      decyzji. Uprosci to tez sprawe sadowa.
    • misbaskerwill Re: walczyc o alimenty, czy nie? 16.05.06, 17:23
      niestety, 800 zł to jest całkiem niezła kwota na jedno dziecko.
      A kwotę, jak powiedziano wyżej, liczy się wg wymagań dziecka, a nie jedynie
      zarobków męża. To nie ma być kara za to, że ośmielił się rozwieśćsmile)))

      Jeśli udowodnisz, że dziecko jest chore lub wymaga dodatkowych świadczeń (jakaś
      psychoterapia, nie wiem co jeszcze) to sąd może podwyższyć alimenty.
      Inaczej - ciesz się, wiele kobiet nawet tych 300 zł nie otrzymuje od mężów, bo
      "firma ma złe wyniki", a jeżdżą nowym BMW zarejestrowanym na kochankęsmile
    • tricolour A ja mam pytanie... 16.05.06, 18:03
      ... skąd ta pewnośc, że to mąz ma płcic Tobie alimenty, a nie na odwrót?

      Czy teraz sądy przyznają opiekę nad dzieckiem biseksualistom? Może mąż dostanie
      dziecko do opieki jako osoba o takiej orientacji seksualnej, która daje większe
      szanse na właściwe wychowanie dziecka, a wtedy Ty bedziesz musiała płacić alimenty.
      Rozumiem, że wtedy bedziesz z ochotą płaciła 800zł.

      • brzoza75 Re: A ja mam pytanie... 16.05.06, 20:11
        Tri nie wiem jak u nas ale w Stanach ten numer by nie przeszedł
        nie wiem czy ktoś z was oglądał film wczoraj powtórkę z niedzieli , w Stanch
        zabrali kobiecie dziecko bo sama wychowywala a mały chodził do szkoły a potem z
        opiekunką i w świetlicy zostawał , koszmar,mąż miał druga żonę która oczywiście
        miała dwoje własnych i im przyznano opiekę bo ona nie pracowała...
        uf czasem się ciesze że mieszkam w Polsce, ale nie zawsze żeby mnie tu nikt nie
        chciał nie zlinczować wink
        • tricolour Bo w Stanach jest specjalny urząd... 16.05.06, 20:17
          ... CPS (Children Protect Service), który zajmuje sie sprawami dzieci. Widać
          doszli do wniosku, że dla dobra dziecka lepiej miec rodzinę niż siedzieć z obcą
          opiekunką i w świetlicy.

          Co Ty uważasz za koszmar?
          • tricolour Sprostowanie... 16.05.06, 21:25
            Nie CPS tylko CSS. Children Service Society.
          • brzoza75 koszmar 17.05.06, 08:32
            jak to co uważam za koszmar? to że pracująca mama to nic złego i dziecku
            krzywda się nie dzieje, jeśli ma dobra opiekę podczas gdy kobieta pracuje,
            zabranie matce dziecka tylko dlatego, że zarabia na utrzymanie ich dwojga to
            przegięcie.
            • tricolour To chyba nie o to chodzi... 17.05.06, 09:27
              ... żeby pracująca matka nie stanowiła "niczego złego" albo by dziecku "krzywda
              się nie działa".

              Widać w USA ważniejsze jest dobro rozumiane jako DOBRO, a nie brak złego lub
              krzywd. Pewnie z tego powodu doszli do wniosku, że dziecku bedzie lepiej z
              ojcem i jego nową rodziną.
              • brzoza75 jednak 17.05.06, 10:08
                nie wiem Tri, nie zagłębiam się bardziej, wystarczy mi to, że dla mnie to jest
                nie do zaakceptowania.
                • scriptus Re: jednak 17.05.06, 11:05
                  Jeżeli uznajemy równouprawnienie, to także w prawie do opieki nad dziećmi. Nie
                  widzę zatem nic dziwnego, że prawo do opieki nad dziećmi przyznano ojcu, jeżeli
                  ten ma lepsze warunki do ich wychowania.
                  Jeżeli jednak nie uznamy równouprawnienia mężczyzn i kobiet w kwestii prawa do
                  wychowywania dzieci, to pozwolę sobie zauważyć, że inne kwestie też mogą
                  podlegać odmiennym regulacjom. Pierwsza z brzegu, prawo do równego
                  wynagrodzenia, czy pracy w ogóle. Jakieś logiczne uzasadnienie zawsze się
                  znajdzie. Jak Ci się to podoba?
                • tricolour I to jest ta różnica. 17.05.06, 11:30
                  Bo konsekwencją rozwodu jest także problem, co zrobić z dziećmi. Ty zakładasz,
                  że zostaja przy matce i w głowie sie nie mieści, że może być inaczej. Jednak
                  inni widzą, że takie schematyczne podejście nie zawsze jest dobre dla dziecka.
                  Zauważ, że podczas rozwodu dobro dziecka jest gwałcone, bo rodzina sie rozpada,
                  a rodzice nie są w stanie niczego zbudować. Może ten obowiązek musi spaść na
                  jakąś instytucję, która ma doświadczenie?

                  Dla Ciebie nie do zaakceptowania jest, że dziecko dostaje ojciec, a dziecko nie
                  może zaakceptować rozwodu w ogóle. Kto jest bardziej poszkodowany? Moim zdaniem
                  maluch, bo jest zupełnie bezbronny, a rodzice mają go w dupie w imię swojego
                  egoistycznego rozwodu (najczęściej).
                  • scriptus Re: I to jest ta różnica. 17.05.06, 11:44
                    Dokładnie tak, racja Tri.
                    Dla dziecka większym problemem jest rozwód jako taki i strata pełnego kontaktu z
                    jednym z rodziców, matką, albo ojcem. Ważne zatem jest obiektywne zbadanie, kto
                    zapewni dziecku podczas codziennego kontaktu lepsze warunki wychowawcze
                    (materialne, to tylko sprawa alimentów), a nie automatycznie zakładać, że dzieci
                    zostają przy matce. Drugie wyjście, to zamiast fundować dzieciom weekendowego
                    tatusia, czy mamusię, zapewnić dłuższe okresy, tydzień, miesiąc, kiedy dzieci
                    mieszkają raz z mamą, raz z tatą. To rozwiązanie ma również swoje wady, dzieci
                    nie wiedzą wtedy, gdzie jest ich dom, jednak w przypadku rozwodu nie ma
                    rozwiązań bez wad. I tak najlepszym rozwiązaniem dla dziecka zawsze jest pełna
                    rodzina, no może z wyjątkiem rzeczywiście patologicznych zachowań jednego, lub
                    obojga małżonków, przemoc, alkoholizm itd. Mam jednak nadzieję, że to ułamki
                    procentów wszystkich rozwodowych sytuacji, choć, jak się nad tym głębiej
                    zastanowić, to wszystko, co doprowadza do rozwodu i sam rozwód, to już niestety
                    rodzaj patologii.
                    • tricolour Ciekawe, co na to nasze koleżanki... 17.05.06, 11:54
                      ... które po rozwodzie zostałyby "prześwietlone" pod kątem możliwości wychowania
                      dziecka. Ktoś by zbadał wszystkie możliwości (lokalowe, finansowe,
                      psychologiczne, perspektyw rozwoju dziecka) i zdecydował o wychowaniu.
                      W naszych dzisiejszych realich to niemożliwe, ale sytuacja się zmienia, ilość
                      rozwodów rośnie i rośnie też świadomość.

                      Piszesz o dłuższych kontaktach dziecka z rodzicami (tydzień, miesiąc). W takiej
                      sytuacji alimenty płaciliby oboje, sobie nawzajem w zależności kto teraz
                      wychowuje. To też byłoby dobre.
                      • brzoza75 Re: Ciekawe, co na to nasze koleżanki... 17.05.06, 12:12
                        ja od razu Ci powiem, że nie boję się takiej lustracji smile
                      • kruszynka301 Re: Ciekawe, co na to nasze koleżanki... 17.05.06, 12:12
                        zgadzam się co do tego, że nie powinno automatycznie przysądzać dziecka matce,
                        ale nie tylko aspekty lokalowe i finansowe się liczą, co chyba jest dla każdego
                        oczywiste.
                        Jednak Tri, skoro już pytasz, to akurat ja miałam (i mam) nadal lepsze
                        możliwości zarówno lokalowe, finansowe, jak i perspektywy rozwoju. O warunkach
                        psychologicznych się nie będę wypowiadaćwink.


                        Jednak nie potrafię zaakceptować systemu "tydzien u mamy, tydzień u taty" -
                        wydaje mi się nienaturalny, w przypadku mojej córeczki byłby powodem
                        niepotrzebnych stresów, nie mówiąc już o tym, że mniej więcej po dwóch
                        godzinach bije się z przyrodnimi braćmi, później oglądają i komentują siniaki i
                        ranywink.
                      • scriptus Re: Ciekawe, co na to nasze koleżanki... 17.05.06, 14:41
                        Jest jeszcze inny pozytyw, oboje bardzo by się starali o dzieci, zapewniali by
                        im najlepszą możliwą opiekę, bo dzieci rosną i za jakiś czas mogą powiedzieć -
                        wolimy być u tatusia / mamusi, bo tam mamy lepiej. Alimenty, to w tej sytuacji
                        tylko kwestia wyrównawcza, powinna płacić tylko ta osoba, która ma więcej
                        środków, na zapewnienie równej możliwości materialnej opieki u drugiego
                        eksmałżonka, kwotę w wysokości różnicy ewentualnych alimentów. Jednak ten minus,
                        rozdwojenie jaźni i brak własnego domu u dzieci, jest bardzo poważny.
                    • brzoza75 tri srci 17.05.06, 12:08
                      Błąd mój zapewne albo różnica pomiędzy nami w zrozumieniu się, otóż ja
                      napisałam tylko co myślę i co jest moim spostrzeżeniem, refleksją, nie miałam
                      na myśli wzbudzania od razu burzy pod tytułem równouprawnienie i prawo dziecka
                      do ojca, popatrzyłam na to przez swój pryzmat. Ja naprawdę wiem to o czym
                      piszecie i niestety ale robienie z mojej refleksji wywodu ogólnego nie ma
                      sensu, gdyż należę do tych ułamków procentów, które wymienił Scri. Nie
                      powierzyłam bym dziecka jak również ono nie zostałoby powierzone przez sąd
                      eksowi.
                      • tricolour To bardzo fajnie, że masz warunki... 17.05.06, 12:31
                        ... odpowiednie dla dziecka i siebie. Jak facet nie umie zadbać, to cholera z
                        nim. Chodziło mi tylko o to, by nie było automatyzmu przy opiece malucha, po
                        rozwodzie. Żeby "przy matce" nie oznaczało decyzyjnego standardu, ale żeby był
                        wybór.

                        Inna rzecz, że zycie weryfikuje nasze rozmyślania i niestety okazuje się, że
                        "przy matce" to - w większości wypadków - konieczność.
                        • brzoza75 Re: To bardzo fajnie, że masz warunki... 17.05.06, 12:40
                          tak Tri i powiem Ci, że bardzo się bałam, ponieważ straszył mnie że ucieknie
                          zabierze etc.,bez sądu po prostu porwie, ale życie zweryfikowało jego plany a
                          na pytanie sędziny gdzie jest miejsce dziecka, odpowiedział bez zastanawiania
                          tak oczywiście przy matce, ja wiem że są czasem takie sytuacje że naprawdę
                          lepiej aby tata wychowywał dziecko i zdarzają się i takie wyroki z tym, że przy
                          mocnej argumentacji.
                      • scriptus Re: tri srci 17.05.06, 14:33
                        To jest oczywiste, każde z nas widzi sprawę przez pryzmat swoich doświadczeń.
                        Przyznasz jednak, że taki automatyzm, czy stereotyp jest bardzo mocny, na tyle
                        mocny, że przez wiele kobiet, w tym moją żonę uznawany za oczywistość, do tego
                        stopnia, że przed jakimś czasem usłyszałem, że nie chce już ze mną być, żebym
                        się wyprowadził. Aha, i jeszcze, że dobrze by było, żebym załatwił rozwód, bo
                        jeżdżę po mieście i mogę sprawy załatwiać "przy okazji". Na pytanie, dlaczego,
                        jeżeli chce rozstania, sama się nie wyprowadzi, odpowiedź brzmiała, gdzie ona z
                        dziećmi miałaby się podziać... przynajmniej szczerze powiedziane, i że wiadomo,
                        że każdy sąd zawsze pozostawia dzieci przy matkach. Ja nie chcę rozstania, a
                        dzieci też nie mają ochoty się nigdzie wyprowadzać. Jedyną osobą, która chce
                        zmian, jest ona, więc, niech ona, na własną odpowiedzialność tych zmian
                        dokonuje. W końcu jest dorosła.

                        Brzoza, przepraszam, bo może Cię uraziłem tym ułamkiem procenta, naprawdę nie
                        wiem, ile jest patologicznych rodzin, ja osobiście, poza Tobą nie mam
                        świadomości, żebym znał kogoś z takiej rodziny, stąd moje wewnętrzne przekonanie
                        o marginalności zjawiska. Co zapewne nie pokrywa się z prawdą. Jednak z
                        optymistycznym przekonaniem, że wszyscy ludzie w otoczeniu są porządni, a
                        margines jest na marginesie, jest łatwiej...... Patrząc na Ciebie, ładną,
                        sympatyczną i inteligentną osobę nie da się powiedzieć, że miałaś problemy z
                        "patologicznym" mężem.
                        • brzoza75 SCRI AŻ MI GŁUPIO.... 18.05.06, 09:25
                          bosze aż nie wiem co mam powiedzieć....za komplement rzecz jasnasmile
                          nie przepraszaj sama łapię się na tym jak bardzo wrażliwa to dla mnie
                          kwestia,czy zjawisko marginalne może albo nie każdy o tym mówi,kobiety ukrywają
                          takie sprawy, czy patrząc na mnie nie powiedziałbyś...hm...to już za mną , rok
                          temu wyglądałam inaczej już nie umiałam tego ukrywać, kazda maska kiedyś opada,
                          ja na marginesie mam nadzieję że Twoja żona kiedyś się zmieni, moze zmieni to
                          złe słowo ale zrozumie
                          • scriptus Re: SCRI AŻ MI GŁUPIO.... 18.05.06, 11:44
                            Brzózko, każdy ma jakieś swoje urazy. Wiem, że częściej to mężczyźni są
                            patologiczni, a kobiety lepiej się opiekują dziećmi. Jednak dobrze jest, jeżeli
                            dziećmi opiekują się zarówno ojcowie, jak i matki, lepiej jest, jak ojcowie chcą
                            to robić. Ja chcę i kocham swoje dzieci. Wiem też z własnego doświadczenia, jak
                            smakuje rozłąka i jak się tęskni do rodziny, do dzieci.
                            Na mnie przed jakimś czasem była wywarta presja: "złożę o rozwód, zabiorę dzieci
                            i wyjadę..." dlatego mam alergię na ten automatyzm "przydzielania" przez sądy
                            rodzinne dzieci wyłącznie matkom po rozwodzie i fobię, że mogę utracić dziecko.
                            Nie jestem prawnikiem, boję się prawnych procedur, kosztownych i długotrwałych,
                            polski wymiar sprawiedliwości skutecznie zapracował sobie na opinię, że nie
                            służy ochronie wszystkich obywateli, a jedynie prawników, cwaniaczków i bogaczy.
                            Na szczęście moje potomstwo nie da się już zapakować w walizkę i wywieźć, bo
                            jest za duże i zbyt asertywne, może skutecznie powiedzieć "nie". Niemniej kilka
                            lat temu naprawdę się bałem, że mogę wrócić do pustego domu i nie wiedzieć, czy
                            szukać dzieci w Austrii, czy w Australii...
                            • brzoza75 ... 18.05.06, 11:53
                              doskonale Cię rozumiem, bardzo cieszę się, że dzieci Twoje mają takiego tatę
                              który o nich myśli i tak bardzo kocha, jak również że nie są juz tak małe i nie
                              dadzą soba manipulować.
    • nangaparbat3 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 16.05.06, 23:50
      Walczyć chyba nie warto, ale nie daj sobie wmowić, że skoro jacys faceci
      wymiguja się od płacenia, Wy macie zadowolić się byle czym. O alimentach duzo
      jest na forum "macochy" - ktos tam pisał, ze wcale rodzice nie muszą łożyć "po
      równo", bo ten, z kim mieszka dziecko, ma swoj wkład w opieke o wiele większy
      (ergo: mniejsze możliwości zarobkowania, to zresztą oczywiste).
      Mysmy się z exem umowili na 700, a on chyba mniej zarabia od Twojego. W sądzie
      pytali nas o dochody i o stałe wydatki, ex na pytanie o dochody nie był
      uprzejmy odpowiedzieć, co chyba nie zrobiło dobrego wrażenia, w każdym razie
      sąd zatwierdził to, cośmy ustalili.
      Zdecydowanie popieram pomysł ulozenia sobie z Exem jak najlepszych relacji -
      wszystkim to wychodzi na dobre.
    • spinnka1 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 18.05.06, 12:19
      no wiec dzis razem zlozylismy pozew. tzn ja napisalam mezowi pozew, w ktorym
      wykazalam,jakie ze mnie podla zolza, po czym pojechalismy razem i zgodnie
      zlozylismy go w sadzie. Ani slowa prania brudow i winy meza w pozie. ja winna.
      mea culpa. Potem poszlismy na wysmienita kawe do kafejki i rozeszlismy sie do
      pracy. ugodowo dzielimy majatek i alimenty ustalilismy na poziomie 800 zl. Czy
      jest szansa,ze rozwod otrzymamy na pierwszej sprawie? oboje chcemy powiedziec,
      ze sie nie kochamy,a ja planuje w sytuacji podbramkowej sklamac, ze mam juz
      kogos innego. Nie wiem,czy to mozliwe, ale ja i przyszly ex wcale sie nie
      klocimy,a nasze stosunki sa lepsze niz kiedykolwiek. do tego jeszcze na razie
      mieszkamy wspolnie,ale juz niedlugo. Moze to kwestia mojego pogodzenia sie z
      losem przyszlej rozwodki... jestem szczesliwa - az wstyd sie przyznac
      • brzoza75 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 18.05.06, 12:30
        jest duża szansa, ale po co kłamać?
      • crazysoma Re: walczyc o alimenty, czy nie? 18.05.06, 13:50
        Rozumiem ze Twoje dziecko tryska takim samym optymizmem jak Ty? Tak samo jest
        pogodzone z losem juz_dziecka_z_rozbitej_rodziny i tak samo szczesliwe z powodu
        nowego zycia?
        tak, jestem zlosliwa...
        pozdrawiam
        • 13monique_n Moze (z duza doza prawdopodobienstwa)... 18.05.06, 14:41
          ... dziecko nie jest szczesliwe, bo rodzice sie rozstaja. Jednak jest
          szczesliwsze (szczescie w nieszczesciu), ze rozstaja sie w zgodzie i bez prania
          brudow, wieszania na sobie psow i tym podobnych ...."rozrywek". Ze nie zieja
          jadem, wstretem i nienawiscia. A moze na przyszlosc zrozumie, ze ludzie moga sie
          ze soba calkowicie nie zgadzac, a jednak okazywac minimum szacunku, nawet jesli
          ktoras ze stron czuje sie czasem skrzywdzona. Ambitne zadanie. Fakt.
        • spinnka1 Re: walczyc o alimenty, czy nie? 18.05.06, 14:41
          strzal w pysk dla mnie,tak?

          nie , moje dziecko nie tryska optymizmem,ale na pewno lepiej sie czuje w
          towarzystwie szanujacych sie i spokojnych rodzicow niz skaczacych sobie do oczu
          rozwscieczonych bykow.
          Czy to jakas wyzsza ideologia zostac z mezem,ktory cie zbil na oczach dziecka w
          imie dobra tego dziecka???
          jesli tak, to tkwij,tam gdzie sbyla. ja uciekam.
          • tricolour Myślałaś, że to forum to taka grzeczna... 18.05.06, 16:46
            ... grupka ludzików, którzy głaskają po główce każdego, kto sie rozwodzi?

            Piszesz, że jesteś szczęśliwa w sytuacji największego dramatu czyli coś jest nie
            tak. Piszesz o skaczących bykach - o sobie na równi z mężem. Piszesz o
            skłonnościach biseksualnych.

            Pogódź się z negatywną oceną niektórych swoich zachowań.
            • kornikuno Re: Alimenty...... 18.05.06, 19:04
              Z Twojego opisu wynika, ze o nic nie musisz walczyc...
              Wiec ?
              Alimenty sa dla Waszego dziecka...obojetnie z kim bedzie...
              Prawde mowiac nie bardzo rozumiem Twoje pytanie...skoro tacy zgodni jestescie...
              Pozdrawiam
              IzaBella
          • crazysoma Re: walczyc o alimenty, czy nie? 18.05.06, 19:51
            W zyciu nikogo nie uderzylam w twarz wiec tym bardziej nie "strzelam" w "pysk"
            kobiety...
            Tlumaczyc sie nie mam zamiaru istnieje w tym kraju wolnosc slowa.
            Zauwazam pewien zgrzyt w Twoich wypowiedziach - najpierw mowisz o biciu i
            skaczacych rozwscieczonych bykach a teraz sielanka i szacunek. Zdecyduj sie, bo
            skoro tak cudownie sie dogadalas z mezem to po co ta histeria w pierwszym
            poscie?
            A z tym sklamaniem ze masz kogos uwazaj bo z takim sadem to nigdy nic nie
            wiadomo szczegolnie jak jest dziecko (przypuszczam ze male) jeszcze sie moze
            okazac ze dostaniecie rozwod z winy - Twojej, czego Ci oczywiscie nie zycze.
            A "tkwic tam gdzie bylam" nie potrafie bo nie jestem az tak rozbita (ba
            szczerze mowiac to wcale nie jestem smile)
            pozdrawiam i zycze powodzenia na nowej drodze zycia przede wszystkim dla
            dziecka
            • kornikuno Re: walczyc o alimenty, czy nie? 18.05.06, 21:58
              Crazysoma,
              to moze byc wszystko na zasadzie.... pani opowiedziala bajke...
              Prawda jest, ze kazde slowa ...i czyny...!
              Kazdy tutaj zwolniony jest z jakiejkolwiek odpowiedzialnosci...
              poza moralnasmile))
              Ech! dlugo pisac!
              IzaBella
Inne wątki na temat:
Pełna wersja