nangaparbat3
26.05.06, 01:14
crazysoma napisała w innym watku:
Rozumiem ze Twoje dziecko tryska takim samym optymizmem jak Ty? Tak samo jest
pogodzone z losem juz_dziecka_z_rozbitej_rodziny i tak samo szczesliwe z
powodu
nowego zycia?
tak, jestem zlosliwa...
pozdrawiam
Zaczne od dygresji - zauwazyłam, ze posty konczące się pozdrowieniami z
reguły należą do tych bardziej złośliwych i agresywnych.
A teraz ad meritum:
przyjęlo sie uważać, że dzieci z rozbitych rodzin sa nieszczęsliwe. Mało
tego, uważa się (na przykład w szkolach, przedszkolach) , że jesli rodzina
jest pełna, to dziecko nie ma w domu problemów. Sama też dalam sie w takie
myślenie wciagnąć i najpierw stawałam na glowie,
żeby dla dziecka zachować nasze małżeństwo, a po rozstaniu pełna byłam
poczucia winy.
Dopiero rok po tym, jak mąż się wyprowadził, odwazyłam sie spytać
dziewięcioletniej wowczas corki, czy bardzo jest na nas zła, że tak się stało.
"No co ty! Zła to ja byłam, kiedy się kłóciliscie - chciałam wtedy uciec z
domu. Teraz jest dobrze."
Minęły lata i corka zdania nie zmieniła. Oczywiscie nie bez znaczenia jest
fakt, ze ma ze swoim tatą regularny, częsty i dobry kontakt.
Chciałam jednak podkreslić, że mysmy się nawet nie kłócili - my tylko nie
umielismy sie z sobą porozumieć i zyliśmy w ciągłym napięciu. I własnie to,
dla postronnych niemal niedostrzegalne, było dla dziecka tak trudne do
zniesienia.
Z biegiem lat dochodze do wniosku, ze istotą dojrzewania jest uwalnianie się
od stereotypów, od tego, co "wiadomo". Można być szczęśliwą w rozbitej
rodzinie i nieszczęśliwą w pełnej - wszystko zależy od naszych konkretnych
wyborow, nic nie jest z gory przesądzone.