czytam i czytam :-)

27.05.06, 19:05
Witam. Dzisiaj wszedłem na to forum i czytam z zapartym tchem. Myślałem, że tylko mnie dotykają problemy rozwodowe smile. A jako że tak nie jest (o czym doskonale wiem wykonując swoją pracę zawodową) to napiszę parę zdań. U mnie sytuacja wygląda tak, że z żoną jestem 11 lat po ślubie. Mamy dwie kilkuletnie córki. Tkwimy w kryzysie od jakiegoś półtora roku. Problemy zaczęły się kiedy odszedłem z dużej firmy w której razem pracowaliśmy. Zacząłem własną działalność. Z początku szło mi z trudem teraz jest bardzo OK. Żona została i w zasadzie nieustająco pnie się do góry. W efekcie interesuje ją wyłącznie kariera zawodowa, a rodzina średnio. Uważa, że jest mądra, wspaniała i piękna a wszyscy wokół to jak mawia "debile". Ze mnie zrobiła sobie poligon doświadczalny i dokładnie deprecjonuje wszystko co robię i co osiągam. Od roku intensywnie walczyłem o małżeństwo. Wszelkie moje starania łącznie z terapią na nic (bo p. psycholog się nie zna). Wydawało mi się niemożliwym, aby żona położyła całe małżeństwo i rodzinę na szalę z karierą zawodową. Więc zacząłem ją kontrolować. Oczywiście przyczyna kryzysu jest dość prozaiczna czyli kolega z pracy. Wiadomo kłamstwa, zaprzeczenia itd itp. A pytałem wyłącznie o fakty, które znałem z kontroli. Na szczęście już jestem odarty ze złudzeń. Jestem po etapie przepłakania tego związku (co miało miejsce jesienią ubiegłego roku). Zacząłem dbać o siebie i żyć swoim życiem (odchudzanie, rower, dobra relacja z dziećmi). Bezwzględnie polecam to każdemu. Niemniej jednak zapytałem ją w zeszłym tygodniu o co chodzi z tym wszystkim i dlaczego mnie okłamywała. No więc zaczęło się szantażowanie, że się powiesi albo otruje, zaczęła pić łącznie z braniem dzieci na pijacką imprezę i wyłączeniem telefonu. W środę siedliśmy do stołu i pytam czy może jakąś prawdę powiedzieć bo to była jej mocna strona jednak w tym związku (parę lat temu również przyznała się do romansu i jakoś to ułożyliśmy). Więc mówi, że mnie nie kocha i że chce odejść. Jakież było jej zdziwienie albo może wściekłość kiedy powiedziałem jej, że szanuję jej decyzję. Poprosiłem o merytoryczną rozmowę o zakończeniu małżeństwa (co z dziećmi, jak im powiedzieć, co z alimentami itp). Starsznie się wściekała, usłyszałem wiele niemiłych słów, ale w kontaktach z nią dążę do meritum jednak. Oczywiście nie ukrywam, że miałem (i może mam) nadzieję, że się przyzna do błędu, że wyrazi jakieś poczucie winy. Usłyszałem, że kupuje mieszkanie. OK. Postanowiłem pomóc jej znaleźć bo chcę wiedzieć, w jakich warunkach mają mieszkać córki. Mniej więcej coś ustaliliśmy. Szkoda mi tych lat, ale czuję ulgę, że się z tego wyplątuję. Półtora roku zmarnowałem na jakieś walki, rozpaczanie, żal, a ona tylko śmiała się z moich uczuć. Nie żałuję tego, bo mam poczucie, że ratowałem to małżeństwo. Teraz się niby kończy. No właśnie niby. Otóż małżonka po tym wszystkim dzisiaj miała jechać do swoich rodziców o tym porozmawiać. I wychodząc z domu spytała, czy jeszcze spróbujemy, stwierdziła, że jednak wydaje się jej że mnie kocha. Ja powiedziałem, że nie widzę takiej możliwości. Aczkolwiek pewnie, że nadzieja we mnie jest, ale mam poczucie, że to tylko gra z jej strony. Zastanwiam się czy jest możliwe, że chciała do końca mnie załatwić i zostawić z poczuciem winy, że chciała usłyszeć mój płacz i błagania, aby nie odchodziła? Czy chciała mnie upokorzyć do końca, aby wygodnie przy mnie żyć i ułożyć życie według swojego scenariusza (imprezy, spotkania z panem i mąż wycierający smarki w domu)? Nie wiem, ciekaw jestem co o tym myślicie? Tak naprawdę boję się, że wróci i zacznie mnie przepraszać i prosić o jakąś szansę. A ja jej kompletnie nie ufam i czuję, że dalsze życie z nią nie ma sensu. Mam jednak obawę czy nie będzie to próba przerzucenia na mnie odpowiedzialności i winy za rozkład małżeństwa.
    • 1madzia Re: czytam i czytam :-) 27.05.06, 22:26
      Ratować małżeństwo zawsze warto, szczególnie gdy macie dzieci. Sądzę, że
      postawa żony byłaby dla Ciebie przekonywująca wtedy, gdybyście sobie
      określili "warunki" tego procesu naprawczego, wcześniej przedstawiając własne
      oczekiwania wobec siebie, np. 1. terapia u psychologa, 2. czas pracy żony i
      bytności w domu, 3. zmiana stosunku żony do Ciebie i Twojej pracy (to tylko
      przykłady, zbyt ogólne zresztą). Oczywiście nie piszę o tym, czego życzyłaby
      sobie Twoja żona, gdyż nie wynika to z postu, a na pewno ona też ma potrzeby
      zmiany z Twojej strony.
      Przestrzeganie określonych wspólnie zasad wymaga wysiłku i tym samym może być
      dowodem, że stronom zależy na utrzymaniu związku.
      Brak chęci na podjęcie takiego trudu też jest odpowiedzią...

      Pozdrawiam smile
    • 13monique_n Re: czytam i czytam :-) 27.05.06, 23:04
      Niewiele moge stwierdzic z cala pewnoscia, ale jesli opisales bez upiekszania
      to, przez co przeszedles, to slusznie juz zonie nie wierzysz. Jest jakis limit
      "drugich szans", nawet kiedy sa dzieci. Jak juz na tym forum zupelnie niedawno
      Phokara napisala "...potem to juz jest frajerstwo".
      Zatem, to nie ma znaczenia, czy zona bedzie usilowala na Ciebie przerzucic
      odpowiedzialnosc za rozklad malzenstwa. Ty wiesz, co zrobiles. I fakty swiadcza
      na Twoja korzysc. W razie czego, tymi faktami moglbys sie posluzyc. Nic innego
      nie ma znaczenia.
      Trzymaj sie. Milo sie czyta taka trzezwa ocene sytuacji, przyznanie sie do
      emocji, a jednak pozbawione jadu wypalajacego dziury w podlodze. Pozdrawiam. smile))
    • tricolour Witaj, 28.05.06, 02:17
      Rzadko pisują tu faceci, a szczerze jeszcze rzadziej. Jeżeli szukasz tu
      wsparcia, to moim zadaniem podziękuj żonie za wspólne życie i rozpocznij proces
      rozwodowy. Jeżeli zależy jej na małżeństwie, to COŚ zrobi. Co, nie wiadomo i to
      nie Ty masz wiedzieć i robić...
      W żadne zapewnienia bym nie wierzył, bo zdradzający mają wielką łatwość
      składania deklaracji bez pokrycia.
      • kurka_wodna2 Witaj, 28.05.06, 06:30
        Proponuję włożyć jej takie same buciki jakie Tobie wcisnęła i niech potańczy o
        WAsz związek przynajmniej półtora roczku...
        Nie daj się manipulować,wbijać w poczucie winy.Proponuję książkę SZANTAŻ
        Emocjonalny;ja wiele spraw ujrzałam właśnie dzięki tej pozycji.

        Może coś zrozumie,a jeśli nie zechce-to fora...
    • lemonna Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 10:00
      bardzo ci wspolczuje, z tego co piszesz twoja zona stala sie dominujaca, alo
      przynajniej gra taka zeby zakryc swoje grzeszki. nie jest to na pewno dla ciebie
      latwe, tym bardziej ze pewnie po rozwodze opieke nad dziecmi to ona bedzie
      miala. imo wszystko mysle ze musisz walczyc o siebie tutaj i juz nie dawac sie
      pimiatac. kazdy jest warty szczescia, niech teraz ona o nie powalczy.
      • crazysoma Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 14:24
        Witaj.
        Znam takiego jednego "frajera" (to sie odnosi do wypowiedzi phokary)co dal nie
        druga, nie trzecia a bodajze piata szanse. A to naprawde bardzo inteligentny,
        dowcipny, cieply i w ogole fajny facet jest. Wiec dlaczego jest frajerem? Bo
        jest swiecie przekonany ze zona jest jego druga polowka? Bo ma swietne relacje
        z corka (z synem takie sobie)i nie chce byc dla niej weekendowym tatusiem? Bo
        sie boi cos zrobic ze swoim zyciem? Bo naprawde kocha te pania i jest w stanie
        wybaczyc wszystko? Bo wierzy, ze sie ulozy, bo wierzy w nich?
        Po dosc dlugim okresie "sypania sie" i jasnych komunikatow z jej strony - "nie
        jestesmy juz razem", cos sie wydarzylo tylko w Jego zyciu. Po raz pierwszy
        odkad sa razem... A ona? Nagle doznala szoku - ze znalazla sie osoba, kobieta,
        ktora zobaczyla w Nim zupelnie kogos innego, niz widzi ona. Kochanke mogl miec
        owszem nawet codziennie inna, wszak ona tez miala kochankow (z ostatnim nie
        poszlo po jej mysli) ale zeby kochanke, bratnia dusze i przyjaciela w jednym???
        Na dodatek kobiete? O nie, nie, chwileczke - on jest moj nie oddam smile)) I
        przypomniala sobie ze jest jego zona...

        Pytasz o co chodzi Twojej zonie? Ja na przyklad nie wiem. Moze Ona dziala na
        zasadzie psa ogrodnika? Albo nagle zobaczyla ze "masz jaja" - sory smilei ze
        potrafisz zyc swoim zyciem albo ze za duzo straci jak sie z Toba rozwiedzie?
        (darmowa opiekunka, na dodatek dobrze znana do dzieci) A moze stwierdzila, ze
        nie wyobraza sobie zycia bez... Ciebie? Moze przypomniala sobie ze jest Twoja
        zona? A moze zobaczyla ze Ty naprawde juz nie chcesz dawac kolejnej szansy i
        postanowila zawalczyc o Ciebie? No ja nie wiem...

        Czy to wstyd byc wielokrotnym frajerem, dawac nastepna szanse kiedy sa np.
        dzieci, kiedy sie kochalo, a moze i wciaz kocha? Niektorzy powiedza, ze tak
        inni, ze nie. Czasami tyle sie juz wydarzy niefajnego, ze niektorzy mowia stop
        a inni w tej samej sytuacji zapadaja na amnezje i sa szczesliwi ze znowu
        sie "uklada".
        Ale jakos tak to jest, ze nie za bardzo "szanujemy" tych, ktorzy usuwaja nam
        pylek sprzed nog, idac tylko nasza droga...
        Przychylam sie do opinii niech teraz Twoja Zona wykona jakis ruch.
        Pozdrawiam.

        • 13monique_n Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 17:23
          Ja nie mowie, ani tym bardziej Pho, ze to wstyd byc frajerem. Ja mowie, ze sa
          granice dawania szans. Moim zdaniem - podwojna szansa wystarczy.
          Za wiele widzialam, ile nieszczescia wyniknelo z szansy razy n. Na bardzo
          bliskim przykladzie. Bo zeby nas partner szanowal, powinnismy sie przede
          wszystkim sami szanowac.
          Ja sama w swoim czasie nie myslalam, ze bede umiala przezyc zdrade i dac szanse>
          Przezylam. Warto bylo sprobowac. Zmierzylam sie z zyciem. Wygralam, chociaz
          inaczej niz myslalam.
          Der1974 ten wybor jest tylko i wylacznie Twoj, tylko i wylacznie Ty zyjesz teraz
          dzien po dniu przy swojej zonie, albo zyc bedziesz, kiedy sie rozstaniecie.
          Brzmisz jak rozsadny facet, wiec jestem przekonana, ze z tej proby wyjdziesz
          zwyciesko. Chociaz pewnie jeszcze oprocze tego okresu rozpaczy z jesieni
          zeszlego roku nie raz poczujesz bol i zal. Ale juz nie jatrzacy sie, czysty.
          Zdrowiej. Pozdrawiam (bo sie nie boje smile) ).Monique
          • crazysoma Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 17:33
            Napisalam ze "frajer to do wypowiedzi Phokary" zeby Der1974 nie pomyslal ze o
            nim mowie ze jest frajerem. Nie mowilam, ze Wy mowicie, ze to wstyd byc
            frajerem. Nawiazalam w ten sposob do tematu "frajerostwa".
            Ale mysle ze jesli ktos wciaz i wciaz daje szanse to nie z milosci ale ze
            strachu ze jesli tym razem nie da tej szansy to bedzie musial sie zmierzyc z
            zyciem.
            pozdrawiam hehe smile))
            • 13monique_n Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 18:20
              > Ale mysle ze jesli ktos wciaz i wciaz daje szanse to nie z milosci ale ze
              > strachu ze jesli tym razem nie da tej szansy to bedzie musial sie zmierzyc z
              > zyciem.
              Mozesz miec zdumiewajaco duzo racji w tym stwierdzeniu. Dlatego moze wierze, ze
              jedna "druga" szansa to akurat tyle, ile trzeba, aby podjac probe porozumienia.
              I tyle dwojgu CHCACYM ludziom wystarcza.
              A z dzisiejszej perspektywy - mierzenie sie z zyciem moze byc i jest naprawde
              piekne. To, co przezylam uswiadamia mi to ze szczegolna sila.
              > pozdrawiam hehe smile))
              Ja tez pozdrawiam smile))))) hehehe z szeeeeerokim usmiechem
    • berek_76 Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 13:44
      > I wychodząc z domu spytała, czy jeszcze spróbujemy, stwierdziła, że jednak
      > wydaje się jej że mnie kocha.

      Uwielbiam takie teksty..

      Na to, co siękomu wydaje, nie mamy żadnego wpływu. Jeśli macie cos razem
      budować, muszą być po temu podstawy w zachowaniu żony. Są? A jesli nie ma, to
      dlaczego?
      Jesli żona "kocha Cię" i zamierza dlaej "próbować", to IMHO wymaga precyzyjnego
      określenia, na czym ma polegac to próbowanie i czym rzeczona miłośc ma się wyrażać.

      Ale jeśli mam być szczera, to jakoś średnio wierzę w sens tego... Próbuj, dopóki
      Ty widzisz sens. A rozumiem Cię doskonale, bo właściwie jestem w bardzo podobnym
      układzie...

      Trzymajmy się smile



      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • tk_s Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 14:55
      Wydaje mi się, że co najmniej dwie szanse już jej dałeś. Szanse przerzucenia
      winy na Twoją stronę są raczej mizerne, biorąc pod uwagę jej dotychczasowe
      wyczyny. Zrobisz jak uważasz, ale trzymałbym się od niej z daleka i nie ulegał
      szantażowi emocjonalnemu. Jedyne co warto zrobić to zadbać o widywanie się z
      dziećmi.
      --------------------------------------------------------
      Wszyscy jesteśmy trochę odchyleni. Bać się należy tych normalnych... (Jack
      Carter)
      --------------------------------------------------------
    • mija17 Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 19:01
      Witam Czytam Wasze wypowiedzi i dochodzę do wniosku że kazdy z nas nic innego
      nie pragnie jak być szczęśliwym u boku drgiej osoby. Dokonujemy wyboru tej
      jedynej lub jedynego a po czasie okazuje sie że los nie byl dla nas łaskawy.
      Patrzyliśmy na ukochanego/ ukochaną sercem i okazalo sie ze byliśmy niewidomi bo
      nie dostrzegalismy istotnych róznic miedzy sobą.
      Ja wlasnie jestem tą ktora patrzyła sercem na ukochanego i nie dostrzegalam jego
      osobowości, despotycznej nie do wytrzymania.
    • der1974 Re: czytam i czytam :-) 28.05.06, 20:39
      Strasznie dziękuję za wsparcie. Nie spodziewałem się. Jak ochłonę to napiszę co dalej.
      • misbaskerwill Re: trzymaj się... 29.05.06, 13:29
        Bardzo dużo przeszedłeś. Trwało to chyba wystarczająco długo, by faktycznie nie
        dawać żonie "dziewięćdziesiątej szansy"smile)).

        A jej wściekłość, gdy w końcu przestałeś ją błagać... To typowy syndrom psa
        ogrodnika (był tu taki wątek, bodajże "Czy wasz facet...").

        Bo w jej planie miałeś być nieszczęśliwym nieudacznikiem i do końca życia kochać
        ją i skomleć o choćby dobre słowo... Bo ona taka piękna i wielka jest.

        Nie martw się. Jak dalej będziesz twardy, ona szybko zobaczy, jak bardzo się
        myliła. Jak widzisz, nawet najdrobniejszy szczegół, świadczący o tym, że jednak
        taka "wyjątkowa" nie jest, kompletnie wytrąca takie osoby z równowagi.

        Najmądrzejsza, najpiękniejsza - moja żona też taka była (no prawie, szczęśliwie
        jeszcze nie zdążyła awansować). A teraz już "wie jaką egoistką była"...
        I to zaledwie po paru miesiącach, jak oświadczyłem o rozwodzie. Ona ma kiepską
        sytuację, więc może dlatego tak szybko to do niej doszło (mieszkanie nie jest
        jej, nie zarabia za dużo). I tak myślałem, że usłyszę to za jakieś 20 latsmile))

        Do Twojej to pewnie dojdzie znacznie później - ale nie martw się, ZAWSZE w końcu
        dochodzi (czasem dopiero przed śmiercią). Nie my pierwsi, nie my ostatni. I już
        parę podobnych historii od bardziej doświadczonych ludzi słyszałem. Stąd ta pewność.
        • to.ja.kas Re: trzymaj się... 29.05.06, 13:32
          Miś gorzkniejesz...szkoda. Robi się z Ciebie Niedzwiedz Zły, a nie Miś sad((
          Ale ... chyba się z Toba musze zgodzic, ze w tym przypadku tak to moze wygladac.
          • misbaskerwill Re: trudne dni... 29.05.06, 13:39
            ...widać misie też je mająsmile)))
            A zgorzknienie wynika ze względności rzeczy i niepewności jutra...
            ...zdałem sobie sprawę, że jeszcze nie mam bladego pojęcia, jak wkrótce ma
            wyglądać moje życiesad((

            Zacznę żonie szukać "apartamentu", może nie jest jednak tak źle z tymi cenami,
            jak usiłuje mnie przekonaćsmile W każdym razie, przynajmniej może to nowe hobby
            podniesie mnie trochę na duchusmile)
            • to.ja.kas Re: trudne dni... 29.05.06, 13:42
              Twoje zycie bedzie tak wyglądac i będzie na tyle satysfakcjonujące na ile sam
              sobie na to pozwolisz. I wierz mi, że przeszłam falę zgorzknienia po swoim
              małżeństwie. Nie pomaga byc szczęśliwym.
        • misbaskerwill Re: pies ogrodnika 29.05.06, 13:33
          To był wątek "Sposób na mężczyznę"...
          Nie tak drastyczny jak Twój przypadek, ale diagnoza podobnasmile))

          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=24087&w=41810371
    • der1974 Re: czytam i czytam :-) 29.05.06, 15:19
      Dokładnie jest tak, że pozostaje na tym etapie walka o godność. Dlatego nie
      pokażę jej swoih słabości i polecam to absolutnie każdemu. Odchodzący
      (zdradzający) małżonek tylko czeka, aby Ci dołożyć jak okażesz się słaby czy co
      gorsza zapłakany. Moje małżeństwo jest skończone. Łudziłem się, czekałem, że
      niby jakiś cud. Żona dzisiaj ogląda mieszkanie i zapewne je kupi. Jest
      konsekwentna w swoich decyzjach. Oświadcza że nie kocha, że odchodzi, że nie
      chce trwać dla dzieci. OK. Przykre to jest dla mnie ale takie są po prostu
      fakty. I mimo całego smutku nie mogę z nimi polemizować. Nie ukrywam, że boję
      się przyszłości. Nie wiem jak będzie wyglądało moje samotne życie, ale musze to
      traktować jako szansę. Jak długo was gryzło to wszystko po zakończeniu związków?
      • 13monique_n Re: czytam i czytam :-) 29.05.06, 15:34
        > Dokładnie jest tak, że pozostaje na tym etapie walka o godność. Dlatego nie
        > pokażę jej swoih słabości i polecam to absolutnie każdemu.
        Bardzo slusznie. Z czasem nawet poczujesz satysfakcje, ze Ci tak dobrze idzie smile))
        > konsekwentna w swoich decyzjach. Oświadcza że nie kocha, że odchodzi, że nie
        > chce trwać dla dzieci. OK.
        To bardzo niemile, ale uczciwe. Sam zobaczysz, ze wyjdzie Ci to na zdrowie. Rany
        latwiej sie zabliznia bez przedluzania agonii.
        >Nie ukrywam, że boję
        > się przyszłości. Nie wiem jak będzie wyglądało moje samotne życie, ale musze
        to traktować jako szansę.
        Bo to jest szansa. Perfidna, bo dana " w zamian" za cos, co tworzylismy z mysla
        o calym zyciu (ja tak mialam). Trzeba, warto koniecznie - wykorzystac ta szanse.
        nawiasem mowiac - zycie w pojedynke (no, w moim wypadku z dziecmi, ale one
        regularnie wyjezdzaja do swego ojca, wiec wtedy jestem sama) jest inspirujace,
        pomaga sie uporzadkowac, daje czas na ochloniecie i dostosowanie sie do nowego
        zycia. Kilka razy to.ja.kas pisala o tym, jak bardzo pelne to zycie moze byc.
        >Jak długo was gryzło to wszystko po zakończeniu związków
        Mnie gryzlo, kiedy moje malzenstwo umieralo, juz bez udzialu "osob trzecich". I
        bolalo, mysle, ze okolo roku. Tyle potrafie wyodrebnic w czasie. Pewnie i
        wczesniej, i teraz byly takie chwile. Trzymaj sie.
    • der1974 Re: czytam i czytam :-) 31.05.06, 08:35
      Wczoraj się wszystko we mnie przełamało i pękło. Doznałem pewności, że nie chcę
      z nią być dłużej. Jasno i wyraźnie to powiedziałem. Że to koniec, że to również
      moja decyzja, że nie chcę żadnego powrotu. Że ma mi oddać samochód ("ale nie
      mam jeszcze służbowego" - odpowiedź: "To Twój problem"). Byłem silny, stanowczy
      i właściwie bez emocji. Co się stało? Płacz, rzucanie talerzami o ścianę,
      proszenie czy może się do mnie przytulić. Czuję, że chyba powstaję jako
      mężczyzna. Że dojrzałem do tego. Ale muszę być ostrożny i uważny, bo wiem, że
      zrobi wszystko, żeby mnie usidlić. Chyba jest nieco zdenerwowana i
      rozczarowana. Ja cholera nie mogę ukryć satysfakcji smile
      • 1madzia Re: "Niech moc będzie z Tobą..." 31.05.06, 08:54
        Pozdrawiam.
        • brzoza75 ... 31.05.06, 09:21
          jak czytam to coraz mniej rozumiem kobiety...
          • sinsi Re: ... 31.05.06, 09:45
            to nie od płci zależy.... są charaktery i charakterki w damskim i męskim wydaniusmile
      • misbaskerwill Re: wiem, że to chamskie... 31.05.06, 10:28
        ...ale muszę coś powiedzieć:

        "A NIE MÓWIŁEM!!!!!!!!!!!!!!"

        Mamy dokładnie ten sam model w domusmile)))
        Żebyś wiedział, jak ciężko się go pozbyć...
      • 13monique_n Re: czytam i czytam :-) 31.05.06, 10:29
        Wiesz co, trzymaj sie mocno. Trwaj w postanowieniu.
        jestem kobieta (hehe, nie mam co do tego watpliwosci), ale nie pojme najpierw
        kopniecia faceta w d..., a potem, jak on mi powie, ze rzeczywiscie to nie ma
        sensu i mnie nie chce, to rzucanie talerzami, sceny i prosba o przytulenie sie
        (sic!!!). Ja chyba na pewno jestem nienormalna. Ani nie szantazowalam Exa "zmien
        sie, bo inaczej rozwod", ani mu nie zaluje tego, ze natychmiast po naszym
        rozstaniu zagescilo sie od wielbicielek wokol niego. Co wiecej, bardzo mnie to
        cieszy, bo on uwielbia byc wielbiony i jest wtedy spokojnieszy - takze w naszych
        rozmowach, ktore stopniowo koncza nasze wspolne sprawy.
        Swoja droga, moj Ex, jak mi rzucil w twarz, ze "rozwodzimy sie, bo Ty jestes do
        niczego", to tez mial jakies "czulosciowe oczekiwania". Nie rozumiem tego.
        Rozwod i czulosc ida w parze? Bycie blondynka to nie tylko kolor wlosow, ale
        takze stan umyslu big_grinDDD
        Pozdrawiam der1974. jestes na dobrej drodze. Staniesz na nogi, a slonce za
        chwile wyjdzie zza chmur.
      • misbaskerwill Re: przestroga... 31.05.06, 10:32
        > proszenie czy może się do mnie przytulić. Czuję, że chyba powstaję jako
        > mężczyzna. Że dojrzałem do tego. Ale muszę być ostrożny i uważny, bo wiem, że
        > zrobi wszystko, żeby mnie usidlić.

        Tak - musisz teraz być bardzo twardy i uważać. Niestety, masz rację - być może
        "zrobi wszystko" - będzie chciała się przytulać, przymilać, wskakiwać do łóżka, etc.
        Jeśli na pewno podjąłeś decyzję - wytrwaj w niej.
        Pamiętaj - będzie to baaaaaaaaaaardzo trudne!!!!
        • brzoza75 Re: przestroga... 31.05.06, 13:02
          ja miałam chyba sporo szczęścia, że po prostu się wyprowadził, na ulicy było mi
          łatwiej uciec od błagań i przeprosin,codziennych kontaktów, tak naprawdę dla
          Cibie to dopiero początek , trzymaj się wiele przed Tobą.
      • berek_76 Re: czytam i czytam :-) 31.05.06, 13:25
        Trzymaj się smile
        Bądź ostrożny i nie daj się robić w konia. Za węgłem czekają na Ciebie jeszcze:
        - poczucie winy (to Ty mnie do tego zmusiłeś)
        - poczucie obowiązku (jesteś za mnie odpowiedzialny)
        - szantaż (coś sobie zrobię)
        - groźby (to ja ci teraz pokażę)...
        Arsenał jest przeogromny. Ale dasz sobie radę. To poczucie satysfakcji, chociaż
        może niepiękne etycznie, bardzo pomaga smile I pomaga, kiedy wykroisz sobie kawałek
        własnego życia, takiego, do którego ona nie ma klucza i za którym będziesz się
        mógł w razie czego schować.

        Bo jak dla mnie, w pierwszym okresie po rozstaniu najgorsze bło to, że on sobie
        już miał jakieś własne, oddzielne ode mnie życie, na które ja nie miałam żadnego
        wpływu, a ja nie miałam nic własnego - wszystkie wspomnienia, plany, wszystko
        wiązało się z nim i on mógł tym manipulować jak chciał.

        A potem wyjechałam na wakacje i wróciłam stamtąd z poczuciem, że przecież to
        jest MOJE życie, od niego niezależne, że to JA będę decydowała, jakie ono jest.
        Baaaardzo pomogło.

        Czego i Tobie życzę i w ogóle wszystkiego dobrego smile


        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • hayet1 do der 1974 31.05.06, 14:00
          ...chyba jestem twoja zonąsadsadsadsadsad
          • brzoza75 nie sądzę 31.05.06, 14:41
            znam kilka takich "powalonych" kobiet ...
    • der1974 Re: czytam i czytam :-) 01.06.06, 09:14
      Nawet jeśli to moja żona to nic nie znaczy smile Tym bardziej tylko mnie to
      utwierdza w słuszności decyzji o rozstaniu. Zrobiłem taki SWAT tego małżeństwa.
      I jestem przekonany, że życie w samotności jest lepsze niż kontynuacja tego
      małżeństwa. A najbardziej mnie cieszy to, że w końcu czuję się mężczyzną. I
      kompletnie nie rozumiem, czemu tego nie czułem od dawien dawna? Jestem naprawdę
      atrakcyjnym facetem, na pozimie, mam swoją małą bo małą ale firmę, jest we mnie
      sporo ciepła i emocji i chyba jednak dobroć. Myślę, że ona musiała to zabijać,
      żeby ze mną jakoś funkcjonować. I skutecznie się je udało ... ale nie do
      końca smile.
      • crazysoma Re: czytam i czytam :-) 02.06.06, 08:58
        "I jestem przekonany, że życie w samotności jest lepsze niż kontynuacja tego
        małżeństwa."
        - Tak, tak, tak smile)) Tylko, ze zanim dojdziesz do 99% pewnosci, ze tak jest i
        tylko 1 % watpliwosci mozesz miec etapy "zwrotow" akcji, niepewnosci czy aby na
        pewno sluszna podjales decyzje (glownie z powodu dzieci - co jest lepsze dla
        nich?).
        Od dnia wczorajszego wiem na pewno (i to sie juz nigdy nie zmieni), ze lepiej
        byc "samemu" niz w beznadziejnym, glupim malzenstwie w ktorym nie dostajemy tak
        naprawde nic. W ktorym nawet jakbys wszedl ma makalu on i tak powie to nic
        takiego. W ktorym tak naprawde nic nie znaczysz dla tego kogos - matka zona i
        kochanka w jednym a on nawet dziekuje nie powiedzial. Ktos inny gdyby dostal
        1/3 tego co dajesz nosilby na rekach... Ale nie uslyszysz tego bo nic nie
        obchodzisz tego czlowieka i chyba tylko strach "co ludzie powiedza" trzymal go
        przy tobie. Mam absolutna pewnosc, ze dobrze zrobilam (dla siebie), ze nie
        zgodzilam sie na opcje - "odejde za 10 lat teraz nie chce, zostane z toba ale
        nie zrezygnuje z "tamtej pani". JA jestem przekonana, ze jesli ktos nie chce
        byc tylko z nami trzeba mu otworzyc szeroko drzwi i powiedziec idz - oddaje ci
        twoja wolnosc (zeby nie wiem jak bolalo).
        Juz mam pewnosc, ze JA nie chce byc z tym facetem bo juz wiem, ze JA i on to
        zupelnie dwa rozne swiaty. I nie boje sie powiedziec, ze przez te dwa lata
        przekonalam sie, ze ja jestem z tego lepszego... To w sumie "smieszne" wybralam
        go bo naprawde chcialam byc z nim zawsze dzis patrze na niego i wiem jak
        strasznie duzo stracilam z siebie bo wybralam wlasnie jego.
        Ale tak to jest jak sie nie slucha wlasnego ciala - ono doskonale wie co dla
        nas jest dobre.
        Trzymaj sie a jakby cos to zawsze pomaga zimny prysznic smile

        pozdrawiam
        • der1974 Re: czytam i czytam :-) 02.06.06, 22:36
          Jak czytam co napisałaś to mogę stwierdzić że jestem w bardzo podobnej sytuacji. Dzisiaj duże zwroty akcji. Kupiła mieszkanie i dostała nowy samochód służbowy którym mnie epatowała. Połykałem tę żabę i doszedłem do wniosku, że to tylko strzały w moje ego i nic ważnego poza tym. A potem siedziałem na 5-godzinnym spotkaniu i zrobiłem sobie takie zestawienie za i przeciw ewentualnej kontynuacji małżeństwa z nią (tak potencjalnie). Wyszła mi cała strona drobnym maczkiem przeciw. Więc humor się mi mocno poprawił, że jednak odchodzi. I co się stało wieczorem? W końcu mi dała dziką rozkosz! Zadzwoniła, że wierzy w naszą miłość (co za cynizm!). No to jej powiedziałem że może przyjąć jako pewnik, że powrotu nie będzie. Zatkało ją i zakończyła rozmowę. A myślałem, że już nic nie może mi dać miłego smile
          • marcepanna ))))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))))))))) 03.06.06, 00:07
            Cha cha cha cha cha cha cha cha
            Konam ze smiechu
            Faktycznie, kobieta jest w szoku kiedy jej wlasny smark podskakuje nagle

            Ogolnie we wszystkim masz racje, tylko co bedzie dalej? Zona to kobieta dla
            ktorej drugi czlowiek sie nie liczy, w swoim mniemaniu zastapi jednego smarka
            drugim smarkiem i jeszcze sobie wmowi ze z drugim to dopiero jest szczesliwa
            (ja tutaj stawiam nawet swoja cnote ze drugi smark to bedzie mlody wiekiem
            smark)
            Co bedzie dalej tzn z dziecmi? Musisz ja jakos podejsc, zebys nie mial problemu
            w kontaktach z corkami
            Moze uda ci sie ja pochlebstwami przekonac do tzw modelu przyjacielskiego
            rozstania a wtedy to corki bedziesz mial w nieogrniczonym dostepie a nawet jak
            wyjedzie na wakacje ze smarkiem no 2 to ci psa podrzuci

            pozdrawiam

            • der1974 Re: ))))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))) 03.06.06, 00:16
              Nawet jak pojedzie i podrzuci mi córki to tylko będę zadowolony! Muszę budować kontakty z dzieciakami. A ona niech sobie robi co zechce. Guzik mnie to obchodzi. Ja będę żył własnym życiem, bo to jest najważniejsze. Uwolnić się i iść dalej do przodu. Pewnie, że nie jest mi łatwo ale tego się będę trzymał. Nie ma innego wyjścia.
            • marcepanna Re: ))))))))))))))))))))))))))))))))) ))))))))))) 03.06.06, 00:19
              To z psem jest autentyczne
              ps. i nie wierz misiom baskerwisiom, Twoja Zona awansowala w firmie a czlowiek
              jest tyle wart na ile wycenia go rynek, wiec w jej mniemaniu jest cenna- uwazaj
              bo to moze byc trudny i twardy przeciwnik, czyli zupelnie inny niz Zona Misia

              Misiu Pysiu Baskerwisiu, nie kazda kobieta ma taki ciasny rozumek jak Twoja
              Zona, ktora przybiegla w podskokach i na kolanach do mEza, Ten Okaz jest
              samowystarczalny finansowo i jak bedzie chciala Misia Baskerwisia na smarka nr
              2 to zagwizda sobie w twoim kierunku, spokojnie
    • der1974 Re: czytam i czytam :-) 03.06.06, 12:11
      Na ile rynek wycenia moją żonę to dokładnie nie wiadomo. Bo pracę dostała
      niejako dzięki mnie, a dalsze awanse to nie mam takiego przekonania, że są
      związane z jej kompetencjami. Tak czy owak im lepiej się jej będzie powodzić to
      uważam tym lepiej dla mnie (alimenty, marudzenie o pieniądze).
      • marcepanna Re: czytam i czytam :-) 03.06.06, 12:20
        Oczywiscie ze tak! Zabezpiecz swoje interesy finansowe, w koncu to pieniadze
        twoich corek i pozegluj dalej, czego zycze
    • farrukh2 Re: czytam i czytam :-) 05.06.06, 11:39
      Witaj. Jestem pelna szacunku dla Ciebie.Jesli chodzi o kroki jakie z Twojej
      strony szly w kierunku naprawy tego malzenstwa. Niestety , sam sobie
      odpowiadasz na najwazniejsze pytania. Widze, ze intuicyjnie wyczuwasz, ze z tej
      maki chleba juz nie bedzie. Skup sie na dziewczynkach, na ich uczuciach.
      Zakoncz ten chory zwiazek, bo jesli kobieta w zwiazku ma wieksze "jaja", nic z
      tego nigdy juz nie bedzie. Ona Ciebie nie szanuje, i daje tego dowody na
      kazdym kroku. Twoje corki wychowane w takim ukladzie powiela kiedys taki
      zwiazek i skazesz je na byc moze zycie w podobnym ukladzie ,jaki masz dzis Ty.
      Daj szanse sobie i im.
      Zycze, zebys spotkal kiedys kobiete, ktora doceni Twoje niewatpliwe walory.
      Nie slodze tutaj Tobie, mam swojego Ukochanego. Tylko on wlasnie byl w takim
      zwiazku, jak Ty. Dlatego rozumiem Cie bardziej, niz myslisz.
      Ale dzisiaj najwazniejsze sa dziewczynki, mysle, ze ktos z rodziny, dobry
      mecenas, poradnia z dobrym psychologiem... Jest wiele osob ,ktore pomoga
      przejsc przez rozwod i pomoc w tym problemie.
      Powodzenia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja