czy też czasem macie poczucie...

14.06.06, 18:26
Przepraszam ,że zakładam same pesymizmem wiejące wątki, ale oddają one mój
stan ducha. Ostatnio cały czas mam poczucie, ze wszystko już za mną, nic
dobrego mnie nie spotka, a przyszłe życie będzie tylko pasmem smutku i
samotności. Po rozstaniu z mężem stałam się bardzo nieufna, unikam ludzi, a
jednocześnie brakuje mi towarzystwa i tu zaczyna się błędne koło.
W stosunku do wszystkich poznawanych facetów mam różne lęki, obawy i wahania-
sama już nie wiem czy urojone czy uzasadnione.
Ktoś też ma podobnie?
    • la.loba Re: czy też czasem macie poczucie... 14.06.06, 20:50
      dokładnie mam tak samo, a nie tylko podobnie. Marzę aby się wtulić w męskie
      ramiona - ale gdyby jakiś probował do mnie się zbliżyc to chyba bym laczkiem
      zatłukłam. Dlatego odpuściłam sobie kontakty damsko - męskie
      Pozdrawiam cieplutko
    • screen Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 07:48
      Asiu!
      WQiększość z nas przeżywa takie rozterki.
      Ja nie jestem z mężem prawie 4 lata, rozwiedziona od 1,5 roku.
      Przez moje życie w tym czasie "przewinął" się facet, zaangażowałam się
      uczuciowo, chociaż zarzekałam się, że już nigdy w życiu. No cóż... serce nie
      wybiera. Moje wybrało źle po raz kolejny, więc mogę już mówić o kolekcjiwink
      Teraz znów obiecuję sobie, że już nigdy ale wiem, że nie my o tym decydujemy.
      Na dzień dzisiejszy odgrzebuję kontakty z dawnymi szkolnymi koleżankami.
      Potrzebuje towarzystwa, żeby w domu nie zwariować. Okres zamykania się w
      czterech ścianach zostawiam za sobą, bo mam juz dosyć takiego życia.
      Wiem, że to trudne ale trzeba wychodzić do ludzi.
      • brzoza75 Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 11:23
        ja też tak mam, czasem nawet w duszy cieszę sie że coś nie wypaliło i
        rozchodzimy się , natomiast mam dużo znajomych i ta knaprawdę to oni mi pomagają
        przetrwać...
    • olewator Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 13:01
      Trzeba sie przełamać. Chyba tylko osoba o podobnych doswiadczeniach będzie cię w stanie zrozumieć.
    • berek_76 Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 13:41
      Uch, to będzie teraz porcja domorosłej psychoanalizy - także auto.

      Wydaje mi się, ze problem powstaje wtedy, kiedy mierzy sięjakość życia tym, z
      kim się jest w związku. Tzn z moich rozmaitych rozstanych i samodzielnych
      koleżanek, zazwyczaj także matek, te mają poczucie nieszczęścia i ogólnej
      klęski, które mają poczucie, że potrzebują faceta. I z jednej strony patrzą na
      każdego faceta jak na potencjalnego partnera w związku, z durgiej - nie ufają
      mu, z trzeciej - wymagają od razu wielkich uczuć i tak to się kręci. I poczucie,
      że "nigdy juz ich nic nie czeka" oznacza, że "nigdy już ich nie czeka udany
      związek z mężczyzną", a ponieważ chciałyby mieć udane życie (co u nich oznacza -
      udany związek), więc szukają tego faceta, kółko się powtarza...

      I wydaje mi się, że w tej sytuacji jedynym wyjściem jest poszukać sposobu, żeby
      wyłączyć wartościowanie życia poprzez to, czy faceta się ma, czy się nie ma. Nie
      wiem, jak to osiągnąć - każdy pewnie będzie miał inny sposób. Jednej (jednemu)
      pomoże psycholog, innej wystarczy uświadomienie sobie problemu.

      Mnie pomogło. Owszem - super jest mieć przy swim boku prawdziwego partnera. Kto
      wie, czy nie jest to jedna z najważniejszych kwestii szczęściogennych. Ale nie
      jedyna! Nie tylko partner determinuje wartośc i jakośc życia! Okreslają ją
      dzieci, przyjaciele, dokonania - a to wszystko akurat bez partnera jest również
      możliwe.

      Moje życie nie tylko nie stało się pasmem smutku i samotności - ja dopiero teraz
      widzę, ilu wspaniałych ludzi mnie otacza, ilu mam prawdziwych, niezwykłych
      przyjaciół, ile jeszcze nie czeka i ile mogę zrobić. I tego mi nie odbierze
      fakt, że jestem singlem. Pomijając kwestie psychologiczno związkowe, jedyne,
      czego mieć bez partnera nie mogę, to dzieci - i tego rzeczywiście mi szkoda, bo
      mnie strasznie ssie do jeszcze paru sztuk. Ale nic to - i te, które mam, są super big_grin

      Asia - przemysl sprawę. Przeanalizuj, co konkretnie Cię tak przygnębia i
      dlaczego. I powtarzam ofertę - jeśli ktoś potrzebuje pogadać, moje GG stoi
      otworem 4570033. Ja mam w tej chwili jakiś nadmiar entuzjazmu życiowego, chętnie
      się podzielę.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • der1974 Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 17:33
        Właśnie moja przygoda nauczyła mnie ważnej rzeczy. Uzależniłem się emocjonalnie od innej osoby i nie żyłem swoim życiem. Tylko reagowałem na emocje mojej żony. A teraz wydaje mi się, że warunkiem niezbędnym do zadowolenia z życia jest akceptacja samego siebie, radość z przebywania ze sobą, szukanie swoich uczuć i swojej wartości w sobie, bez oglądania się na innych. Nie jest to jedyny warunek oczywiście, ale bez ładu ze sobą żadnego szczęścia się nie osiągnie. I nie mam na myśli egoizmu, ale wyrzeczenia się swoistego cierpiętnictwa. Nie wiem czy to dobrze ująłem, bo sam do procesu dojścia do ładu się dopiero przygotowuję smile
        • a.niech.to Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 22:48
          Dorzucam, że ważne są źrodła drobnych radości, choćby najdziwniejsze. Należy je
          w sobie odkryć i (bez obrazy)korzystać.
      • a.niech.to Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 22:43
        Rozumiem, dlaczego robią zdjęcia dla samego Berka. Berek przyćmiłby Sfinksa.
        Nie piszę o wieku i urodzie, bo to oczywiste.
    • a.niech.to Re: czy też czasem macie poczucie... 15.06.06, 22:39
      U mnie jest akurat odwrotnie. Pomijam facetów, nie byłoby mi śpieszno. A
      zresztą ja mam to już za sobą. I dobrze.
      • ladyhawke12 Re: czy też czasem macie poczucie... 16.06.06, 11:30
        Asia nie bedzie tak źle pomalutku wygrzebiesz sie z pesymizmu. Ja po rozwodzie
        straciłam wszystkich znajomych, żony kolegów jawnie powiedziały że nie będą
        tolerowały mnie w towarzystwie, bo mogłabym uwieść ich mężów,to jakaś paronaja,
        ale miały swoje widzimisie. Koleżanki też uciekły żeby nie zapeszać swoich
        związków, i zostałam sama. I okazało sie że po długim okresie samotności, teraz
        nie jestem sama, pomału mam nowych znajomych, i kogoś bliskiego. Uda sie Tobie też.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja