przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę?

20.06.06, 12:54
Poczytuję to forum od jakiegoś czasu.
W tej chwili klamka zapadła. Z wielkiej miłości zostały wielkie łzy... Łzy
moje, bo mój najukochańczy mąż znalazł sobie inną. W Waszych historiach
odnajduję fragmenty swojej. Jestem dopiero na początku drogi i strasznie się
boję tego, co będzie dalej.
No to się ujawniłam wink
    • ladyhawke12 Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 13:05
      Przytulam mocno.
      • crazysoma Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 13:14
        ja tez przytulam i strasznie Ci wspolczuje bo ten poczatek jest okropny.
        moze Ci co juz maja 3/4 drogi za soba powinni stworzyc "dekalog"
        dla "poczatkujacych". bo ja na swoim przykladzie wiem, ze szalejace emocje to
        jedno ale do tego dochodza takie "zwykle" problemy, o ktorych nie myslalam
        bedac zona.

        pozdrawiam
        • julka1800 Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 13:15
          ja juz PO, dawnoooooo


          pozdrawiam
        • nicky7 Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 13:45
          crazysoma, to jest chyba bardzo dobry pomysl wink

          samo czytanie forum uspokaja i pozwala uwierzyc, ze mozna to przezyc, co, wbrew
          pozorom nie jest oczywiste... czekam na dekalog wink

        • misbaskerwill Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 14:55
          > ja tez przytulam i strasznie Ci wspolczuje bo ten poczatek jest okropny.
          > moze Ci co juz maja 3/4 drogi za soba powinni stworzyc "dekalog"
          > dla "poczatkujacych".

          Ja jestem w 1/4 drogi... i wydaje mi się, że żaden "dekalog/poradnik" i tak by
          mi nie pomógł uniknąć tych wszystkich błędów wynikających z przypływu emocji...
          Kwestie formalne - jak najbardziej.
          Podstawowe zasady (typu "nie daj się znowu nabrać") - może by pomogły, ale przez
          ww. emocje i tak końcowy skutek byłby średni... Takie jest przynajmniej moje
          zdaniesmile
          • nicky7 Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 15:09
            wiesz, dla mnie forum stalo sie czyms w rodzaju takiego 'dekalogu'

            dlatego czytam, slucham i staram sie stosowac zalecenia tych, ktorzy sa dalej.
            nie twierdze, ze zawsze wychodzi wink ale pomaga czasem stanac na nogi po kolejnym
            zalamaniu
    • scriptus Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 13:49
      Witaj
    • z_mazur Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 13:49
      Na dobry początek polecam lekturę: "Kiedy partner odchodzi" autorka bodajże
      Wolf. Można tą pozycję dostać w necie. To naprawdę dobry krok na początek.
      Pomaga sobie pewne rzeczy poukładac w głowie. Poza tym daje dobre rady jak
      przetrwać najtrudniejsze chwile przy jak najmniejszych szkodach i
      konsekwencjach dla siebie. Dlatego warto po nią sięgnąć bo potem człowiek sobie
      pluje w brodę że mógłsięzachowac inaczej i inaczej postąpić.
      Najlepiej się uczyć na czyichś doświadczeniach.
      Ksiązka jest o tyle dobra że jej autorka (psycholog zresztą) sama przeżyła
      porzucenie i to się czuje podczas lektury. Nie ma w tej książce mentorstwa, i
      czuje się, że autorka wie o czym pisze bo sama to przeszła.

      Pozdrawiam
      i życzę dużo siły.
      Może to mało pocieszajace, ale z każdym mijającym dniem zbliżasz się do wyjścia
      z tego kryzysu.
    • phokara Re: przyjmiecie do swojego grona zagubiona˛ istote 20.06.06, 14:15
      Witaj Mirlen... istoto zagubiona... nie, zagubiony to jest Twoj maz.
      Ty jestes istota rozwalona. Ale nic sie nie martw - to sie leczy. A tacy co sie latwo gubia i
      notorycznie trafiaja pod nie swoj adres, to dopiero maja problem, zeby sie odnalezc. Bo zagubic
      sie jest jednak duzo prosciej i przyjemniej.
      Troche zartuje, ale tylko troche - zreszta to najlepszy dowod na to, ze od rozwodu sie nie umiera
      a nawet nie traci poczucia humoru. No w kazdym razie - nie na zawsze.

      ps.
      Z wielkiej milosci wielkie lzy... albo maly deszcz.

    • maheda Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 14:44
      Nic nie piszesz o dzieciach - zostałaś sama, czy z dzieckiem/dziećmi?
    • la.loba Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 14:51
      witaj, ja również jestem "świeża" tyle że rozwód jest już w trakcie. Łzy z
      czasem obezchną , chociaż mi się jeszcze czasem "szklą" się oczy, ale poczucia
      humoru nic we mnie nie zabije tak jak wiary w to że bedzie dobrze- inaczej może
      ale dobrze
    • mirlen Dziękuję 20.06.06, 15:36
      Chciałabym, żeby to już było za rok... Ale może straciłabym wtedy jakieś piękne
      chwile? Staram się trzymać, pracuję, żyję. Ale 8 wspólnych lat, a 16 znajomości
      nie da się przetrawić i wydalić w ciągu tygodni.
      Dzieci nie mamy, w tym roku poroniłam.
      • maheda Re: Dziękuję 20.06.06, 15:41
        sad((( współczuję bardzo. Tym cięższa jest niewątpliwie strata męża.
        Przytulam Cię ciepło.
      • nicky7 Re: Dziękuję 20.06.06, 15:45
        podczas tego roku duzo sie wydarzy, i choc bedzie ciezko a moze wlasnie dlatego,
        niektore dobre momenty zostana Ci w sercu na bardzo dlugo.
        uśmiecham się do Ciebie wink
        • majka035 Re: Dziękuję 20.06.06, 21:44
          Witam, jestem 13 lat po ślubie.Uważalismy się za zgodne małżeństwo.Rok temu mąż
          wyjechał do pracy za granicą. Mieliśmy wspólne plany, ja miałam z córką
          dojechać, przerwałam studia, całe szczęście , że nie złożyłam wypowiedzenia w
          pracy.Ale mąż zaczął wymyślać, że nie może nas zabrać, bo ciężko, brak
          mieszkania, układał sobie plany, ale nas w nich nie było.Przestał się
          interesować nami i jak sobie tutaj w Polsce radzimyPieniądze przysyłał od czasu
          do czasu.Zaczęłam go straszyć rozwodem, ale nie reagował, wręcz się
          śmiał.Stwierdził, że skoro ja chce rozwodu to wynocha, że mieszkanie jest jego
          (jest wspólne)itp.itd.Ale cały czas krzyczy, że mi nie da rozwodu, bo mnie
          kocha, zabije się jak to zrobi, nie widzi świata poza mną.Dzięki jego kłamstwom
          odwrócili się ode mnie moi i jego rodzice.Nie wytrzymałam i złożyłam rozwód, w
          sierpniu mam pierwszą rozprawę.Wpadł w panikę, zaczyna walczyć, choć niektórzy
          z Was wyśmialiby tą walkę.Wpaja we mnie poczucie winy za ten rozpad.Siadło mi
          serce-nerwica, chodzę do psychiatry, na terapię indywidualną do psychologa.Nie
          wiem jak to wytrzymam.
    • naemi Re: przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 16:39
      tak naprawdę w zyciu nic nie jest pewne,bo wszystko jest mozliwe.
      • kurka_wodna2 przyjmiecie do swojego grona zagubioną istotę 20.06.06, 22:21
        Witaj
        Może spróbujesz poczytać, proponuję na początek zwykłą ksiązkę.Jednak
        utwierdziła mnie w przekonaniu o słuszności mojej drogi. To "Jak tak można"
        L.Schlessinger.

        A potem to nie próbuj zrozumieć-ja po roku coraz mniej rozumiem rozwiązując
        ludzką logiką .Zapewne należałoby spojrzeć na moje ostatnie lata ze zdradzaczem
        okiem towarzyszki podwórkowego opierzonego playboya. Skończył podobnie-oskubany
        smile)
        a jeszcze nadal próbuje sprawdzać swoje wdzięki...

        Potem może poznasz "Jak kochać trudnego mężczyznę"Nancy Good, potem "Nie pozwól
        sobą manipulować w miłości" Isabelle Nazare-Aga.
        Ważna też jest "Szantaż emocjonalny" S.Forward

        Weź się za siebie zaczynając od poszanowania siebie i swych
        potrzeb,marzeń,płacz-może przepłuczesz emocje.
        Trzymaj się-żaden chłopisko nie jest wart zmarnowanego życia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja