nie daję już rady :(((

23.06.06, 10:10
Dziś mój szanowny jeszcze mąż zdołował mnie dokumentnie. Fakt, byłam głupia,
bo powiedziałam mu, że go kocham. A on do mnie, że kocha swoją niunię i nie
obchodzi go to, co czuję. I prowadza się z nią po mieście nie zastanawiając
się nad niczym. Czy ktoś może nagle stać się tak bezgranicznie podły???
    • misbaskerwill Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 10:13
      no to niech Ci przyśle parę fotek, może Pani Sędzi się spodobają jako para i da
      Ci szybciej rozwód (np. z orzekaniem o winie)...
      Podły tylko wyrządzoną podłość zrozumie. Wiem, że i tak niepodłym ciężko się
      przestawić, ale to chyba ten jedyny raz w życiu, kiedy nie możesz dać się
      kompletnie przejechać...
    • phokara Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 10:15
      To gnoj do kwadratu, bezgranicznie durny...
      Nie dawaj sie takiemu dolowac...
      No i fakt - przyznaje Ci racje - bylas glupia mowiac mu, ze go kochasz. Na ta kategorie dziala
      niestety coz z gruntu odwrotnego.
      Trzymaj sie.
    • der1974 Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 10:23
      Następnym razem go podpuść i nagraj na dyktafon. Na pewno się przyda.
      Informacje zbieraj - nie zaszkodzi.

      A z tym mówieniem że się kocha. Niby to głupie bo tylko nakręca takiego
      wampira, ale człowiek, który kocha ciągle się łudzi. Niemniej jednak należy z
      tym skończyć, bo akurat mówienie prawdy o swoich uczuciach w tej sytuacji jest
      niedobre.

      Nie stał się "nagle" podły - to taka kategoria ludzi, którzy zawsze tacy byli i
      już.
      • phokara Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 10:39
        > A z tym mówieniem z˙e sie˛ kocha. Niby to g?upie bo tylko nakre˛ca takiego
        > wampira, ale cz?owiek, który kocha cia˛gle sie˛ ?udzi.

        W pelni sie zgadzam. Tylko dla wlasnego dobra trzeba wiedziec, kiedy przestac to powtarzac i
        nie stac zalosnym. Inaczej mowiac - kiedy trzeba ratowac wlasna godnosc. To smutne, bo w
        milosci nie powinno sie kalkulowac, ale tak dziwnie urzadzony jest ten swiat, ze druga strona nie
        bardzo sie wzrusza nasza szczeroscia, a wrecz czesto perfidnie ja wykorzystuje.
        • 13monique_n Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 11:09
          phokara napisała:
          Tylko dla wlasnego dobra trzeba wiedziec, kiedy przestac t
          > o powtarzac i
          > nie stac zalosnym. Inaczej mowiac - kiedy trzeba ratowac wlasna godnosc.
          Wlasnie tak. Tylko za najwieksza nawet cene warto jest byc wyprostowanym i nie
          jeczacym. Kochac, bo milosc nie mija, nawet kiedy jestesmy skrzywdzeni, ale
          kochac takze - a moze PRZEDE WSZYSTKIM - siebie. Nawet jesli niczego nie
          odzyskasz, to nie stracisz tego, na czym odbudujesz swoja sile. (Jak wlasnie
          rozmawialysmy o tym przed chwila z Pho smile

          • phokara Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 13:19
            > kochac takze - a moze PRZEDE WSZYSTKIM - siebie. Nawet jesli niczego nie
            > odzyskasz, to nie stracisz tego, na czym odbudujesz swoja sile. (Jak wlasnie
            > rozmawialysmy o tym przed chwila z Pho smile

            Pewnie, ze trzeba kochac siebie. To chyba jedyny 'gwarantowany' przypadek, ze milosc moze
            byc w pelni odwzajemniona i w dodatku do grobowej deski.
    • la.loba Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 10:47
      Nie, nie byłaś głupia mówiąc swojemu mężowi że go kochasz, bo to nie jest
      głupie. Natomiast jego zachowanie było głupie, bo jezeli nawet cie nie kocha to
      powinien szanować twoje uczucia. On zachował się jak gówniarz po prostu.
      Pozdrawiam cię słonecznie
    • mirlen dzięki za dobre słowa 23.06.06, 10:56
      Ostatni raz powiedziałam mu coś takiego. W tej chwili zachowuje się jak
      człowiek wyzuty z wszelkich uczuć i zasad. I wcale takiego nie kocham! Kocham
      piękne wspomnienia. A i to one coraz bardziej blakną w świetle rzeczywistości.
      • kruszynka301 Re: dzięki za dobre słowa 23.06.06, 11:06
        W tej chwili zachowuje się jak
        > człowiek wyzuty z wszelkich uczuć i zasad

        Nie, zachowuje się jak zakochany debilwink.
        Też to przerabiałam, i po czasie zrozumiałam, że oni to mają klapki na oczach,
        no i oczywiście nie mają sobie nic do zarzucenia.

        Piękne wspomnienia zostaw, tak samo jak zdjęcia, bo przecież kiedyś była wam
        dobrze ze sobą. Ale najlepiej zacząć go uważać jak zmarłego, bo w pewnym sensie
        człowiek którego znałaś, odszedł bezpowrotnie, a na jego miejcu pojawił się
        bezrozumny facet.
        Kiedy eks przychodzi do mojej córeczki, to nie poznaję go nawet po sposobie
        bycia, ubieraniu się, nie mówiąc o wysławianiu. Jednym słowem - obcy człowiek.
    • kruszynka301 Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 11:01
      Moim zdaniem to nie wychodzi jego podłość, tylko bezgraniczny kretynizm
      zakochanego faceta.
      Jedynym sensownym zachowaniem w takim przypadku jest totalne lekceważenie
      delikwenta, i zajęcie się sobą.
      Mówienie czemuś takiemu, że się go kocha, jest delikatnie mówiąc nierozsądne.

      • phokara Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 11:09
        Moim zdaniem to szampon i odzywka w jednym znaczy i podlosc i kretynizm.
        Gadanie do podlego kretyna wel skretynialego padalca w rzeczy samej wydaje sie malo
        rozsadne. I tak nie trafia.

        ps. Miriam ... dobrze kombinujesz: kochasz nie tego faceta ale piekne wspomnienie o nim i stan,
        w jakim bylas kiedys u jego boku. To wazne, zeby zdac sobie z tego sprawe. Zeby pojsc dalej.
        • phokara Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 11:10
          haha, wiedzialam ze cos mi sie pochrzanilo z tym nickiem.
      • maga_luisa Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 15:54
        Myślę dokładnie tak samo.
    • maheda Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 11:28
      Rozum rozumem, a serce swoje. Ja Cię doskonale rozumiem - przypuszczalnie też
      powiedziałabym takiemu padalcowi, że go kocham, gdybym go kochała i była jego
      żoną - mając nadzieję, że coś w nim drgnie.
      Co więcej - są szanse, że on się za jakiś czas ocknie i stwierdzi, że tylko
      Ciebie kochał zawsze i nie wie, co mu do głowy strzeliło. A wtedy życie zamieni
      Ci się w czeski film tudzież telenowelę brazylijską.
      Macie dziecko/dzieci?
      • mirlen Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 11:32
        Nie mamy dzieci. W tym roku poroniłam. Jednak to już było w trakcie trwania
        romasu, o czym dowiedziałam się dopiero teraz. Przez wiele miesięcy kłamał
        patrząc mi prosto w oczy.
        Opamiętanie przyjdzie, ale to już będzie po wszystkim.
        • maheda Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 11:45
          no tak, już pytałam i już odpowiadałaś, zatoki zatykają mi chyba mózgownicę uncertain////
          Słuchaj, nie daj się, słońce. Musicie mieszkać razem? Dobrze może by Ci zrobiło,
          gdyby się albo on wyprowadził, albo Ty? Przynajmniej na tydzień-dwa?
          • mirlen nie mieszkamy razem 23.06.06, 11:58
            Wyprowadził sie ponad tydzień temu. Ale zostało nam parę spraw do wyjaśnienia i
            każdy kontakt z nim pokazuje jego prawdziwe oblicze.
            • maheda Re: nie mieszkamy razem 23.06.06, 13:21
              Współczuję. Ale to w takim razie już niedługo... Siły życzę i przytulam krzepiąco.
    • verita75 Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 12:08
      Głupek. Po co ci gada takie rzeczy? Moze ją sobie kochać ale chyba nie musi od
      razu tak deptać Twoich uczuć. W końcu Ciebie też kochał i co nagle jak im
      klapki na oczy najdą to zamiast miłości przychodzi okrucieństwo?
      Nie zrozumiem tego nigdy. Moge rozumieć, ze ktoś przestał kochać, ludzkie
      niestety. Ale czy od razu trzeba się zeszmacać?
      Ja niestety również widze obok siebie innego, obcego człowieka. Kocham kogoś
      kogo już nie ma. Tak jak już tu stwierdzono ten kogo kochałam umarł. Tylko nie
      mam ochoty na wdowią żałobę.

      Ale wiesz co, może w końcu coś takiego da ci siłę. Ja długo walczyłam, nawet
      nie wiedząc z czym (nie sądziłam, że zdradza), płakałam, cierpiałam, czekałam.
      I nagle coś we mnie pękło. Więc może każdy z nas ma jakąś wewnętrzną granicę
      cierpienia po przejściu której będzie już lepiej? Tego Ci życzę. Sobie zresztą
      też.
      • mirlen Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 12:14
        Ja też walczyłam długo. Przeszłam koszmar, o którym nawet nie chcę myśleć. Też
        płakałam i słyszałam - nie histeryzuj, nic się niedzieje, czekałam nocami i
        słuchałam o kolegach, którzy nagle potrzebują pomocy, cierpiałam tak bardzo, że
        chciałam umrzeć.
        Nie umarłam.
        W tzw. międzyczasie poroniłam moje wyczekane, a jego przypadkowe (o czym
        dowiedziałam sie już w ciąży) dziecko. Podniosłam się. Podniosę się i z tego.
        Zwłaszcza gdy nie będę musiała już mieć z nim żadnego kontaktu.
        Też życzę ci dużo sił. Przed nami jeszcze piękne chwile. Musimy tylko przejść
        przez tą doline cienia.
        • verita75 Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 13:00
          Czy oni mają jakieś poradniki z kłamstwmi???
          Mój też mi opowiadał o kolegach, którzy potrzebują jego pomocy! I ja jeszcze
          miałam wyrzuty sumienia, że zachowuję się jak egoistka, bo mi się nie podoba,
          że znika na noc a tu jego kolega cierpi i ma problem! Wiesz doszło nawet do
          tego, że na imię jednego z tych biednych kolegów reagowałam wręcz organicznie,
          nie znając go nie lubiłam.
          W ostatnich miesiącach wszystko we mnie krzyczało, że coś jest nie tak. Czasem
          przychodziły myśli o zdradzie. I pytałam. A on czule i z miłościa patrząc mi w
          oczy zarzekał się, że nigdy w życiu, nie czuje takiej potrzeby i że tylko ja...
          • phokara Re: nie daje˛ juz˙ rady :((( 23.06.06, 13:18
            > Czy oni maja˛ jakies´ poradniki z k?amstwmi???

            hahaha... nie poradniki tylko jeden i ten sam. W dodatku napisany przez jakiegos tlumoka bez
            grama polotu i kreatywnosci. Zenada...
            • tricolour Zara, zara... 25.06.06, 11:51
              .. poradnik jest OK. Babki lecą na te bzdury aż miło patrzeć. Byle kit się
              wciśnie, a już wierzą jak w Ewangelię.
              Nie jest potrzebny polot, bo za skomplikowanych figur nie zrozumiecie. Jest
              silna potrzeba powiedzenia rzeczy prostej jak cep, a wtedy kłamstwo jest brane
              za prawdę. Jeżeli facet znika na całe noce, nie wraca nachlany, pobity, wraca z
              pieniędzmi, to oczywistym jest, że o żadnej zdradzie mowy nie ma. Po prostu
              KOLEGA PROSIŁ O POMOC. W nocy.

              Pedał, złodziej, czy co?
              tongue_outP
              • mirlen Re: Zara, zara... 25.06.06, 22:14
                Masz rację. Miłość przytępia umysł.
                Ale jeżeli ktoś jest przyjacielem przez 15 lat i bezgranicznie mu się ufa,
                bardzo trudno zaakceptować fakt, że kłamie. Dlatego starałam się wierzyć w te
                marne kłamstwa, byle kity. Możesz to nazwać głupotą albo naiwnością. Płacę
                teraz bardzo wysoką cenę. Ale z drugiej strony to jest tylko taka odroczona
                płatność...
                • daleko_do_siebie Re: Zara, zara... 25.06.06, 22:24
                  Jeżeli sie ufa przez 15 lat, bez zawodu - to ufa się nadal. Nie ma przepisu, że
                  należy przestać! No dobra, przestaję, bo minęło 14 lat i 7 miesięcy. Koniec, od
                  dziś sprawdzam....
                  Czy gdybyś zorientowała się wcześniej to cierpiałabyś mniej?
                  Jedyne co mi przychodzi do głowy to osławiony kryzys wieku średniego - czyli od
                  40-tki nie ufamy?
                  • kruszynka301 Re: Zara, zara... 25.06.06, 22:29
                    edyne co mi przychodzi do głowy to osławiony kryzys wieku średniego - czyli od
                    > 40-tki nie ufamy?

                    może dorzucę - od 40-stki i przed 30-stkąwink).
                  • mirlen Re: Zara, zara... 25.06.06, 22:34
                    Nie cierpiałabym mniej - napisałam, że to była taka odroczona płatność.
                    U mojego męża to raczej kryzys przed 30...
                    • verita75 Re: Zara, zara... 26.06.06, 07:57
                      Mirlen, ja widzę, że te nasze historie są bardzo podobne. Też kryzys sprzed 30,
                      też prawie 15 lat zaufania, przyjaźni, "dobrej" miłości.
                      I ja ufająca bezgranicznie przez wszystkie lata. Do tego stopnia, że i w takie
                      bzdury niby wierzyłam. Niby, bo przecież wtedy zaczęły pomału spadać klapki z
                      oczu. Ale i tak długo winiłam siebie, że jakaś paranoja mnie ogarnia.
                      Bo bardzo ciężko uwierzyć, że człowiek, z którym się tyle czasu żyło w
                      przyjaźni nagle stał się kimś innym.
                      • der1974 Re: Zara, zara... 26.06.06, 08:57
                        Mnie też czasem się wydaje, że jakiś obłęd to jest co mnie dotyczy. Ale wtedy
                        przypominam sobie o faktach i spada mi kamień z serca.
                        • mirlen Re: Zara, zara... 26.06.06, 09:02
                          Qrcze, a mi nie spada...
                          Muszę mu chyba pomóc i walnąć się w głupi łeb wink
                        • verita75 Re: Zara, zara... 26.06.06, 10:39
                          Mnie niestety na razie ten kamień, a raczej głaz, przygniata. I bardzo
                          chciałabym mieć już tę fazę za sobą ale póki co to ciężko mi uwierzyć, że może
                          być lepiej.
              • crazysoma Re: Zara, zara... 26.06.06, 08:39
                ".. poradnik jest OK. Babki lecą na te bzdury aż miło patrzeć. Byle kit się
                wciśnie, a już wierzą jak w Ewangelię."
                - brzmi jakbys z autopsji znal smile
                "Nie jest potrzebny polot, bo za skomplikowanych figur nie zrozumiecie. Jest
                silna potrzeba powiedzenia rzeczy prostej jak cep, a wtedy kłamstwo jest brane
                za prawdę."
                - nie zrozumiemy bo trudno, bedac mimo wszystko zaspanym, zrozumiec jakies
                mamrotanie (mimo, ze trzezwy) pod nosem faceta, ktory wraca o 5 rano do domu
                - wracajacy delikwent jest po raz kolejny zaskoczony - ze ona cholera jasna
                znowu czeka, a przeciez powinna spac!!! - w chwili zaskoczenia, kiedy przede
                wszystkim chce sie ukryc prawde, (na dodatek baba stoi i czeka z siekierami w
                czach) gada sie cokolwiek, nie patrzac na tresc oswiadczenia
                - istnieje cos takiego jak intuicja, na dodatek skierowana na kogos kogo znamy
                x lat, nie do konca prawda jest, ze wierzymy w te klamstwa
                - jak ktos gada cepowato znaczy, ze cepem jest, co potwierdza sie jednoznacznie
                w sytuacji wymagajacej raczej wyrafinowanych klamstw.

                pozdrawiam
          • maheda Re: nie daję już rady :((( 23.06.06, 13:21
            jak można w ten sposób?!... nie mieści mi się to jakoś w głowie i oby nigdy się
            nie zmieściło... sad
            Trzymajcie się ciepło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja