widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo!

26.06.06, 09:57
Prosze o wypowiedź tatusiów! Jak to postrzegają u siebie? Zadaję to pytanie,
bo mój jeszcze mąż a ojciec swoich dzieci zdaje się nie ma chyba obowiązku
dawać się widywać swoim dzieciom, natomiat jeśli chodzi o prawo do tego to
bardzo się tego domaga. Ja ze swojej strony bardzo chętnie zgadzam się na
wszelkie kontakty o każdej porze dnia i na ile chce godzin i ile chce razy w
tygodniu, pod takim jednak warunkiem, żeby mnie uprzedził w jakim konkretnie
dniu i o której będzie i na jak długo bierze dzieci, on nie wywiązuje się z
danego słowa i poprostu nie przychodzi do nich, nie dzwoni z wytłumaczeniem,
dopiero ja się muszę dopytwać czy bedzie czy nie. Zawsze jest coś
ważniejszego do zrobienia (czyt. koledzy w tle rozmowy telef., samochód,
praca itp. itd.), natomiast jesli ja z dziewczynkami mam inne plany np. w
weekend, ma do mnie pretensje że mu utrudniam kontakty z dziećmi, po czym
oczywiście albo nie przychodzi wcale albo np. na godzinę. Jak mam z nim
postępować? Nie wiem, może on wyobraża sobie że tak jak kiedys tak i teraz
mamy siedzieć murem w domu i czekać na szanownego tatę kiedy raczy się
zjawić?
Ze względu na wiek dzieci (są malutkie) oraz ich przywiązanie do taty, pomimo
moich rozczarowań związanych z jeszcze mężem, postanowiliśmy RAZEM że nasze
rozstanie będzie pokojowe i bez zbędnych przepychanek. Jednak najgorsze w tym
wszystkim jest to, że dzieci się dopytują gdzie jest tata, kiedy przyjdzie,
jak jakiś stuk w domu to od razu TATA IDZIE! A już najbardziej to jak na
obcego mężczynę wołaja TATA! A tata gdzie? nie wiadomo? Serce mi się wtedy
rozrywa na strzępy , bo mimo całej sytuacji między nami i jego deklaracji
rzadko kiedy się u nich zjawia!
Co robić? dać do sądu o "przymusowe" widzenia, olać jak on nas (w sumie je)
olewa, wyprowadzić się i nie podać nikomu adresu?!
Mama moja stwierdziła że najlepiej znaleźć nowego tatusia, ale.... cudów
robić ta ja nie umiem.
    • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 26.06.06, 11:08
      Zadajesz pytaniua tak oczywiste, że aż boli.
      Oczywiście, że z posiadaniem dzieci wiążą się zarówno obowiązki, jak i prawa.
      Utrzymywanie dzieci, to obowiązek, niemniej jednak nie ma większej przyjemności,
      niż zdrowemu, najedzonemu i dobrze ubranemu dziecku coś podarować i widzieć
      radość. Czyli, utrzymać na odpowiednim poziomie to obowiązek, a dorzucić coś
      górką, to prawo.
      Spotykanie się z dziećmi, to prawo, prawem jest je wychowywać, uczestniczyć w
      ich wychowywaniu, bo pewnych rzeczy mężczyźni nie potrafią zrobić. Nie potrafią
      urodzić, nakarmić piersią, chociaż chyba każdy mężczyzna przy braku kobiety jest
      w stanie pielęgnować noworodka, to jednak lepiej to robią kobiety. Jednak nikt
      lepiej od taty nie nauczy małego dziecka grać w piłkę, jeździć na rowerze,
      budować w piasku na plaży budowli, gier i rywalizacji.... Obowiązki wychowawcze
      taty przewidują także wdrożenie dziecka do określonych norm i zachowań w
      społeczeństwie. Oczywiście, w braku taty mama zastąpi, są miliony ludzi
      wychowanych w rodzinach dysfunkcyjnych.
      Obowiązkiem ojca jest wypełnić określone funkcje wychowawcze, czyli musi
      dzieciom poświęcić określoną ilość czasu. Dzieci jednak odwzajemniają się
      przecudowną dziecięcą miłością, do tego ojciec ma prawo, ma prawo wziąć dziecko
      na kolana i przytulić, ma prawo widzieć i cieszyć się, jak rośnie, cieszyć się z
      sukcesów szkolnych i pozaszkolnych dzieci, ma również prawo do towarzystwa
      dzieci podczas wypraw i wycieczek.
      Jeżeli któryś facet nie umie skorzystać ze swoich praw, jego duża strata, jednak
      kobietom nie wolno tych praw próbować naruszać. Jeżeli któryś facet nie wypełnia
      swoich obowiązków, jak utrzymanie dziecka, są od tego sądy, komornicy, etc.
      Jeżeli któryś nie wykonuje swego udziału w wychowaniu, nie dzieje się nic, poza
      tym, że wyrządza wielką krzywdę swoim dzieciom.
      • chalsia Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 26.06.06, 11:54
        a guzik tam - widywanie się z dziećmi, zajmowanie się nimi etc to nie tylko
        PRAWO ojca ale i jego OBOWIĄZEK wobec dzieci.

        Co bym zrobiła na miejscu autorki? Nadal robiła swoje. Czyli zyla swoim i
        dzieci życiem, realizowała swoje plany i nie przejmowała się opinią.
        Olbrzymia ilosc eksów tak ma, ze uwaza, że matka powinna w domu z dziecmi
        czekać aż szanowny tatuś się znienacka zjawi. I jeszcze się z tego cieszyć
        powinna, ze łaskawie wpadł był.
        Wymaganie od ojca by się zapowiedział a potem dotrzymał terminu i czasu z
        dziećmo tow wogóle absolutne minimum. Kulturalny człowiek jak idzie kogoś
        odwiedzić to własnie tak robi - umawia się za wczasu, a potem punktualnie się
        zjawia.
        A to, ze on twierdzi, ze mu utrudniasz kontakty, bo akurat na konkretny
        wewekend masz plany, ale on wcześniej nie powiadomił, ze akurat ten sam czas mu
        odpowiada - to po prostu chamstwo i egoizm. Niestety jego zachowanie w tym
        względzie raczej się nie zmieni. Co robić - robić swoje, czyli jechać na swój
        weekend a ojcu zaproponowac inny - KONKRETNY termin.
        Chalsia
        • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 27.06.06, 15:19
          Przecież napisałem, że obowiązek, połączony z wieloma przyjemnościami, a także
          prawo, ograniczane często przez głupie kobiety. Napisałem z premedytacją -
          głupie kobiety, bo czy mądrą można nazwać kobietę, która ogranicza dostęp ojcu
          do jego dziecka??
          A to, że wielu ojców nie wypełnia swoich obowiązków, to całkiem odrębna sprawa.
          Godne potępienia. Jak również fakt, że niepoważnie traktują swoje byłe małżonki
          i nie umawiają się, lub nie dotrzymują terminów. Choć to też może działać w
          drugą stronę, stwierdzenie, żeby porzyszedł w piątek o 12, ani minuty wcześniej,
          ani minuty później, inne terminy odpadają, to te ż pewnego rodzaju utrudnienie.
          Moim zdaniem najlepiej ustalić stałe terminy, jeżeli matka się upiera, że
          dziecko z nią ma mieszkać przez cały tydzień, tata powinien móc zabierać
          dziecko we wszystkie weekendy, także w te przedłużone. I wtwedy nie ma problemu
          z umawianiem się, dokładnie wiadomo, co, kto, kiedy. To i tak niesprawiedliwe,
          bo dni wolnych jest mniej, niż pracujących, ale, niech już tam będzie, w
          pracujące dni ojciec ma mniej czasu, bo musi pracować, więc może lepiej, jak się
          właśnie wtedy matka dziećmi zajmie. Coś za coś, Panie będą je miały dłużej w dni
          powszednie, a panowie krócej, ale za to w weekendy, kiedy się mogą dziećmi zająć
          bez ograniczeń, i tak wyjdzie na to samo, bo w końcu dzieci na ogół chodzą w dni
          powszednie do szkoły. Tyle tylko, że niektóre drogie Panie mają problem, co one
          będą w weekend robić, bez dzieci się będą nudzić... proszę bardzo, mogą pojechać
          razem na wycieczkę smile, albo niech się czymś zajmą, mogą mieć czas na zajęcia
          własne. W końcu to tylko dwa, trzy, najwyżej cztery dni w tygodniu. Nie mówcie,
          że wartościowy człowiek nie potrafi sobie zająć wolnego czasu i będzie się nudził smile
          Zresztą, jeśli o mnie chodzi, jestem otwarty na wszelkie propozycje, może być w
          tygodniu, a żona w weekendy, nie dopuściłbym tylko opuszczenia dzieci, za łeb
          bym przywlókł (przesadzam trochę, kto mnie zna, to wie, że przemoc jest mi
          obca), gdyby się nie chciała spotkać z dzieckiem, a dziecko miałoby spotkanie. Z
          tym, że u nas nie ma zagrożenia, żeby któreś z rodziców nie chciało być z
          dzieckiem smile
          • chalsia Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 27.06.06, 23:22
            > z umawianiem się, dokładnie wiadomo, co, kto, kiedy. To i tak niesprawiedliwe,
            > bo dni wolnych jest mniej, niż pracujących, ale, niech już tam będzie, w
            > pracujące dni ojciec ma mniej czasu, bo musi pracować, więc może lepiej, jak
            > się
            > właśnie wtedy matka dziećmi zajmie. Coś za coś, Panie będą je miały dłużej w
            > dni
            > powszednie, a panowie krócej, ale za to w weekendy, kiedy się mogą dziećmi
            >zająć
            > bez ograniczeń, i tak wyjdzie na to samo, bo w końcu dzieci na ogół chodzą w
            dn
            > i
            > powszednie do szkoły

            no kurza stopa, chyba kpina (plus cholerny męski szowinizm).

            Matki TEŻ PRACUJA i w dni robocze również niezbyt wiele czasu w związku z tym
            mają z dziecmi. I one również (i to nie z obawy przed nudą, ale dokładnie z
            takich samych powodów jak podane powyżej dla ojców) chcą spędzać weekendy z
            dziećmi.I dlatego powyższa "propozycja" jest nie do przyjęcia.

            Jedyne OK rozwiązanie to by ojciec nie tylko brał dzieci na weekendy do siebie
            (ale nie na każdy - ale co drugi albo np. w parzyste) oraz zajmował się
            dzieckiem także w ciągu tygodnia np. w ustalone popołudnia po pracy.

            Chalsia
            • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 07:19
              smile) Chałsia, z Tobą negocjować zasady spotykania się z dziećmi, to byłaby
              przyjemność...
              Co drugi weekend powiadasz ?? I co drugi dzień roboczy ??
              Jeśli o mnie chodzi, mogę przyznać, że to sprawiedliwy pomysł, trudno Ci nie
              przyznać racji, jednak moje dzieci na to nie pójdą, bo to ja z nimi spędzam
              większość czasu, śniadanka, kolacyjki robi zawsze tatuś, często też obiadki, do
              kościółka w niedzielę idzie tatuś, na wycieczki i do kina tatuś, fakt o ubranka
              dba mamusia, popierze, poprasuje, pokupuje, nie wszystko tatuś potrafi dobrze
              zrobić, jednak dzieci nie zrozumiałyby, że teraz, to właśnie ma być taki
              kociokwik, pół dziecka bierze mamusia, a pół dziecka jest własnością tatusia. I
              dlaczego co drugi weekend, co drugi dzień dziecko ma być głodne, bo mamusia lubi
              pospać... itd, itp.
              smile))
      • majeczka2310 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 26.06.06, 12:03
        Chyba się nie zrozumielismy!
        Uważasz, że nieutrudniać kontaktów ojciec-dziecko to czekanie do upadłego w
        domu, może się zjawi w końcu, bo sobie przypomni o dzieciach. A ja, moje plany,
        zamiary, chęci dzieci? Czy do końca życia bedę miała przykazane siedzieć i
        czekać? Dobrej woli mi zarzucić nie mozna, że nie chce, utrudniam, nie
        pozwalam, ale... przecież jesli się cos powie, umówi to chyba trezba dotrzymac
        danego słowa, albo przynajmniej w porę odwołać, a nie tak w zawieszeniu, niech
        sobie czekają. Dla mnie to trochę wyrachowanie a może nawet złośliwość, dajmy
        na to wczoraj, ukrop wielki, szanowny tatus posiadacz (?) sporego auta, znaku
        zycia o sobie nie daje bo może mamie przyszłoby do głowy z dziećmi nad wodę
        jechać?! I tak sobie weekend upłynął z mamusią, tata miał być najpierw w
        czwartek, znaku życia do późnego wieczora nie dał, w końcu sama zadzwoniłam,
        okazało się że nie może (tylko tyle odpowiedzi) cześć i rozłączył się, w piątek
        rano zadzwonił, że chce przyjść w piątek, po południu ja ok, przyjdź, mam
        troche pracy w domu, to mi bardzo na rękę, że małe nie będą mi marudziły, nic
        echo tatusia, sobota niedziela nawet nie zadzwonił żeby spytac czy zdrowe, nic!
        A dzisiaj rano, co? telefon czy może przyjść do dzieci, tylko nie wie dokładnie
        w jaki dzień, najlepiej niech chyba my do niego pojedziemy, tylko gdzie?
        A co do komorników, sądów itp spraw bez tego się chyba nie ominie.
        A wiesz łopatologii to nie musisz wykładać, sama wiem co jest obowiązkiem a co
        prawem. Moją intencją było jak Wy szanowni tatusiowe do tego podchodzicie, czy
        jeśli matki Waszych dzieci nie utrudniają a wręcz czasami nalegaja na spotkania
        z dziećmi to jesteście do ich dyspozycji (oczywiście różne sytuacje losowo-
        życiowe rozumiem)? Czy pomagacie w wychowywaniu dzieci, ale nie tak, że wezmę
        na lody czy do kina, tylko tak naprawdę, chodzicie z dziećmi do lekarza,
        kąpiecie, czytacie książki, normalnie tak jakbyscie byli domownikami a
        nie "dochodzącymi" Oczywiście w ramach możliwości!
        Bo ojciec moich dzieci niestety do niczego się nie poczuwa, najlepiej żeby były
        czyste, ubrane, umyte, najedzone i w dobrym humorze, bo jak nie to kręci nosem
        że dużo ma obowiązków i nie daje rady!
        • kruszynka301 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 26.06.06, 12:19
          chyba najlepiej raz na zawsze ustalić termin wizyty - u nas jest w co drugą
          sobotę. Córeczka o tym wie, eks również, ja też staram się nie wyjeżdżać -
          oczywiście, czasami coś wypada, jednej lub drugiej stronie, ale nigdy nie było
          z tym problemu.
          Eks czasem przychodzi z synkiem, czasem idzie z córeczką do swojej rodziny -
          obywa się bez zgrzytów.

          A ja mam wolne przedpołudnie.
    • misbaskerwill Re: widzenia z dziećmi-obowiązek i prawo! 26.06.06, 12:42
      Wiadomo, ze i jedno i drugi.
      To pieknie brzmi, jak matka zgadza sie o "kazdej porze dnia i nocy" na wizyty
      tatusia.
      Moja tez tak do tej pory mowila - ale jak jej podsunalem projekt ugody, to
      okazalo sie, ze nie do konca... Dwa stale terminy w tygodniu to stanowczo za
      duzo - laskawie zgodzila sie na jeden w weekend, wszystkie pozostale tylko po
      uprzednim umowieniu. No i oczywiscie mamy "wspolnie wychowywac" dziecko, ale
      wszelkie decyzje bedzie podejmowac samasmile. No i jeszcze tylko mam jej znalezc
      mieszkanko ze stalym meldunkiem i minimalnym czynszem, a najlepiej oddac swoje,
      bo po co mi samemu takie duze mieszkaniesmile
      To ona wtedy moze sie zastanowi by cos podpisac. Jak myslicie, warto?smile
      • majeczka2310 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek i prawo! 26.06.06, 12:58
        nooo aż taka dobra nie jestem, żeby w nocy także, zresztą marny byłby z tego
        pożytek bo o 21.30 wszystkie śpimy. No chyba że chciałby w ramach akcji
        wychowywanie, posprzątać po dzieciach, poprać im ubranka i wyprasować na
        jutro....
        Chyba ja też muszę coś poczytać o ugodzie, może tym coś więcej uzyskam niż
        dobrą wolą.
        • kasiamasia A bo co ludzie powiedza! 27.06.06, 20:10
          Ja juz nasluchalam sie roznych historii........
          W sadzie "chcial" miec wplyw na wszystko zwiazane
          z wychowaniem naszego syn ale: Tutaj zaczynaja sie schody:
          1. mial brac malego na weekendy (wtedy maly 11 lat) umawial sie na 10 rano
          zjawial sie o 1 po poludniu
          2. mial go odwiezc o 5 po poludniu, a dzwonil (lub zmuszal do dzwonienia
          dziecko), o 5.40 ze sie spoznia....
          3. Chcial odbierac mlodego ze szkoly w srody po poludniu (inaczej mlody jezdzil
          specjalnym autobusem do domu), A moj Ex dzwonil do mnie (kiedy juz powinien
          odbierac dziecko) ze on to dzisiaj nie moze. Albo jeszcze lepiej dziecko
          dzwoni, ze czeka juz 40 min i co on powinien zrobic bo ojca ani sladu.
          Ja oczywiscie pracuje, i nie moge wyjsc ot tak na zawolanie co druga srode bo
          exowi cos wypadlo.
          4. Ciuchy oczywiscie zawdze ladnie zapakowane, czyste, ale tylko w tamta strone
          5. Jezeli dziecko ma zaproszenie na urodziny w Ojca weekend, ja musze
          przygotowac prezent.............
          6. Jak mlody jest z ojcem , ten nigdy nie pyta o to czy lekcje zrobione do
          szkoly
          7. Jak jest w szkole- syn odpowiada ze dobrze- ojciec ngdy nie zadaje wiecej
          pytan, nigdy nie pyta o zaintresowania
          8. Bardzo czesto jest nieosiagalny dniami- nie odpowiada na swojej komorce,
          zostawiane wiadomosci i prosby o kontakt ignoruje: jego komorka,
          jego praca, e-mail
          .............
          Tak bierze go do swojego nowego domu i pozwala mu tam siedziec po 14-16 godzin
          ma internacie u siebie, tak nakarmi go..........i przywiezie do domu
          Czy to jest w jaki sposob powinny wygladac oddzialywania Ojca z 15 letnim synem?
          • kruszynka301 Re: A bo co ludzie powiedza! 27.06.06, 20:46
            Tak bierze go do swojego nowego domu i pozwala mu tam siedziec po 14-16 godzin
            > ma internacie u siebie, tak nakarmi go..........i przywiezie do domu
            > Czy to jest w jaki sposob powinny wygladac oddzialywania Ojca z 15 letnim
            synem

            obawiam się, że jest to ta forma spędzania czasu, którą młode 15-letnie tygrysy lubią najbardziejwink.
      • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek i prawo! 28.06.06, 07:29
        sad( Jeden termin w tygodniu?? To kobiecy szowinizm. Zacznij te negocjacje od
        drugiej strony, powiedz, że możesz ewentualnie nie przychodzić do dziecka raz w
        tygodniu, albo jeden dzień w co drugi weekend, a nie, że mas zprawo widzieć
        swoje dziecko raz w tygodniu, (to prawie jak widzenia w więzieniu)... wtedy może
        Ci się uda wynegocjowac cos sensownego, np 50/50% tongue_out
        Zobacz, zacząłem z Chałsią negocjować zasady i już bliscy jesteśmy kompromisu,
        żadne z nas nie sprzeda swoich dzieci w weekendy smile)))
    • der1974 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 27.06.06, 23:32
      Obowiązek. Ja staram się oddzielić sprawę dzieci od relacji z żoną. Umówiliśmy
      się na moje kontakty 2x w tygodniu, w tym w co drugi weekend. Byłem u
      psychologa, który wyjaśnił mi, że czas z dziećmi nie ma być świętem dla nich
      ale także spełnianiem obowiązków typu lekcje, posprzątanie pokoju itp. Nie wiem
      jak to będzie, bo to dopiero przede mną. Ale postaram się. Na pewno nie jest to
      łatwa sprawa dla mężczyzny, ale łaski się dzieciom nie robi. Ja cały czas listę
      sobie uzupełniam, co będę z nimi robił, kiedy będą ze mną. Jednak do tej pory
      bez problemów sobie z nimi radziłem, więc nie widzę powodu, żeby w przyszłości
      miało być inaczej.

      A co do sprawy poruszonej w temacie postu - jak nie chce się spotykać z dziećmi
      to go nie zmusisz raczej. I to jego problem jest.
      • chalsia Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 00:17
        > to go nie zmusisz raczej. I to jego problem jest.

        no niestety nie tylko jego. Dzieci także. I matki (choć w dużo mniejszym
        stopniu) też - bo żal jej dzieci a także czasami z powodów organizacyjnych lub
        z poczucia całkowitego obarczenia odpowiedzialnością za decyzje związane z
        wychowaniem/zdrowiem etc. dzieci.
        Chalsia
        • ladyhawke12 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 08:00
          A co jeśli kontakty z dziećmi ogranicza exa obecna kobieta, i on zamiast z
          dzieckiem gadać, przez pół godzinyprzez telefon, przeprasza ją, że jest z
          dzieckiem i to jeszcze przy nim.
      • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 08:10
        E, tam, pokój dziecka ma być posprzątany, i umawiamy się z dzieckiem, że nie
        interesuje mnie kiedy i jak . Może przyjść koleżanka, lub sąsiadka i posprzątać,
        bałaganu byc nie może. Chyba dziecko nie ma wyjścia i musi samo. (odmalować, to
        jednak ja będę musiał, zrobimy to "razem z synem", ale kurzy nie wycieram).
        Lekcje, wiadoma sprawa, też mają być zrobione, wszystko ma byc nauczone, potem
        siadamy, wyjaśniamy, czego nie rozumie, douczamy się, co nienauczone, tak jak
        trzeba poprawiamy błedy, dziecko musi być samodzielne. A reszta czasu, to
        święto, spacer, wspólna zabawa, wycieczka do lasu, itd.
        • majeczka2310 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 10:02
          No i kolejny raz zrobił nas w balona!!! Szkoda że młodszej córce nie dałam na
          imię Tradycja smile
          Mój jeszcze mąż nie poczuwa się ABSOLUTNIE do niczego! Pewnego razu młodsza
          córka miała problemy żołądkowe, sobota, do szpitala daleko, a co zrobić ze
          starszą jak jednak przyjdzie do tego szpitala dotrzeć! Co mówi powiadomiony
          ojciec! Że akurat trochę źle się czuje i nie może przyjechać!
          Jeszcze jeden przykład, proszę bardzo! Po 4 nieudanych próbach dotarcia do
          dziewczynek, gdy mu wyjaśniłam, ze to nie mnie robi na złóść tylko dziecim,
          stwierdzenie: gówno mnie to obchodzi! bez komentarza, prawda?
          A dzieci sa naprawdę małe, bo jedna ma 3,5 a druga 1,5 i ja też ciężko pracuję
          na nie, w sumie w domu mnie nie ma ok. 10 godzin, a do tego prace domowe same
          się nie robią, prawda? I fakt, czasami czuję się osaczona i przybita wszystkimi
          tymi sprawami które są tylko i wyłącznie na moich barkach. A jeszcze mąż: wolny
          niezależny 35 kawaler, bez zobowiązań, rachunków i rat do zapłacenia, bez
          brudnych pieluch i tylko światła w lodówce. Za to z pilotem i telewizorem tylko
          dla siebie.
          • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 11:56
            Nie chcę Cię dołować, współczuję trudnej sytuacji, ale ciśnie mi się pytanie...
            to po co mu te dzieci??
            Dlaczego zdecydował się spłodzić córeczki, których teraz nie kocha ??
            Przecież to kompletna bzdura, tacy ludzie nie powinni mieć dzieci w ogóle.
            I to jeszcze córeczki, które zwykle są tatusiowymi skarbami, nie znam ojca,
            który by nie rozpieszczał córek sad, włącznie z tym, że w nastoletnim wieku mocno
            pilnuje, żeby byle kto nie zrobił jej z brzuszka balonika big_grinDDDDD.
            A z takiej zaniedbanej córki zaniedbanej matki wyrośnie wredna baba, która nie
            umie ani kochać, ani być kochaną, bo, zresztą, gdzie się ma tego nauczyć,
            rozwiedzie się w trymiga i wyhoduje dalsze nieszczęśliwe dzieci w rozbitej
            rodzinie. To chyba staje się potem staje się dziedziczne.
            Majeczko, musisz to przezwyciężyć i znaleźć im nowego, kochającego tatusia.
            • majeczka2310 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 12:41
              Wiesz faktycznie mnie zdołowałeś tym ciągiem statystyczno-genetyczno-rodzinnym,
              ja nie pochodzę z rozbitej rodziny, a swoim dzieciom daję całą siebie i wbrew
              pozorom nie zieję nienawiścią nawet do jeszcze-męża.
              A dlaczego spłodził- cóż to pytanie zadaję sobie po każdej rozmowie z nim. Po
              prostu zmienił się facet i tyle. A może to ja się zmieniłam a on tego nie
              zaakceptował. Nie wiem!
              Co do nowego tatusia, hmmm, np. moja mama też jest tego zdania, że lepiej
              znależć dzieciakom nowego tatusia, ale.... kto by mnie chciał, trzydziecha na
              karku, niemowlak i przedszkolak w dorobku, a jeszcze zdezelowany ale jeźdżący
              maluch, no pomyśl sam. W dodatku żadna modelka ze mnie...
              • scriptus Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 15:02
                Majeczko, przepraszam, nie chciałem Cię zdołować, spróbuję pocieszyć, faceci
                przeważnie wcale nie przepadają za modelkami, przeważnie wolą konkretne kobietki
                z krwi i kości. Panienka second hand, czyli z rynku wtórnego jest w cenie, w sam
                raz dla jakiegoś czterdziestaka po przejściach, który ma dość samotności i nie
                leci tylko na kasę. Gdybym ja był wolny, to rozglądałbym się dokładnie za taką.
                Stare panny odpadają w przedbiegach, jeśli ich nikt nie chciał, to na pewno mają
                jakiś feler smile), mówi się, że mają wredny charakter, nie ma sensu tego badać na
                własnej skórze. (Ufff, mam nadzieję, że tego forum stare panny nie czytają, bo
                zaraz któraś mnie poda do trybunału stanu cywilnego za dyskryminację smile))
    • andre57 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 09:56
      W moim przypadku było inaczej. Córki były bite nawet za rozmawianie za mną na
      ulicy. spotykalismy sie ukradkiem za smietnikami żeby Damski Komitet Doradczy
      nie widział. wniosłem do Sądu 7 spraw o prawo widywania się z dziećmi lub
      respektowanie ustaleń sądowych. Pani miała to w tyłku. U Ciebie jest sytuacja
      odwrotna.
      Przez lata nauczyłaś męża, nie liczyć się z Tobą. Jego lekceważenie nie jest
      nową jakością lecz dalszym ciągiem. Prawdopodobnie jesteście w I fazie okresu
      porozwodowego (jest ich IV wg klasyfikacji Inst. Psych. w Poznaniu). Jest to
      etap ostrej jeszcze walki psychologicznej i złośliwości po którejś ze stron.
      Facet jest typem rodzica dla którego dzieci nigdy nie będą kimś najważniejszym.
      Jemu chodzi o trzymanie Ciebie w szachu, w worku uzależnienia. I to mu wychodzi.

      Zaczęliścoe oboje nową organizację życia. Wg nowych reguł i relacji.Zrozum
      to.To jest teraz nie wasz, ale Twoje życie do którego on ma pewien dostęp - w
      płaszczyźnie dzieci tylko. Ale nie moze to byc nadal życie podporządkowane
      wyłącznie jego organizacji czasu. Trochę więcej stanowczości, kobieto i mniej
      podatności na presję werbalną.Pokaż, że z Twoim czasem i organizacją też trzeba
      się liczyć. Inaczej umęczysz się gorzej niż w małżeństwie (z którego zresztą
      psychicznie jeszcze nie wyszliście).
      • majeczka2310 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 28.06.06, 10:08
        Andre a skąd Ty to wszystko wiesz?!
        Masz 100% rację, ja to wiem, tylko powiedz mi jak mam to egzekwować, jak
        postepować, bo z jednej strony chę dobrze a z drugiej nie wychodzi. I proszę
        napisz jakie są dalsze etapy życia porozwodowego.
        No i co z tą podatnością werbalną? Qurcze, ale mi anrenalinę podniosłeś (tak
        pozytywnie oczywiście)!!!

        andre57 napisał:

        > W moim przypadku było inaczej. Córki były bite nawet za rozmawianie za mną na
        > ulicy. spotykalismy sie ukradkiem za smietnikami żeby Damski Komitet Doradczy
        > nie widział. wniosłem do Sądu 7 spraw o prawo widywania się z dziećmi lub
        > respektowanie ustaleń sądowych. Pani miała to w tyłku. U Ciebie jest sytuacja
        > odwrotna.
        > Przez lata nauczyłaś męża, nie liczyć się z Tobą. Jego lekceważenie nie jest
        > nową jakością lecz dalszym ciągiem. Prawdopodobnie jesteście w I fazie okresu
        > porozwodowego (jest ich IV wg klasyfikacji Inst. Psych. w Poznaniu). Jest to
        > etap ostrej jeszcze walki psychologicznej i złośliwości po którejś ze stron.
        > Facet jest typem rodzica dla którego dzieci nigdy nie będą kimś
        najważniejszym.
        >
        > Jemu chodzi o trzymanie Ciebie w szachu, w worku uzależnienia. I to mu
        wychodzi
        > .
        >
        > Zaczęliścoe oboje nową organizację życia. Wg nowych reguł i relacji.Zrozum
        > to.To jest teraz nie wasz, ale Twoje życie do którego on ma pewien dostęp - w
        > płaszczyźnie dzieci tylko. Ale nie moze to byc nadal życie podporządkowane
        > wyłącznie jego organizacji czasu. Trochę więcej stanowczości, kobieto i mniej
        > podatności na presję werbalną.Pokaż, że z Twoim czasem i organizacją też
        trzeba
        >
        > się liczyć. Inaczej umęczysz się gorzej niż w małżeństwie (z którego zresztą
        > psychicznie jeszcze nie wyszliście).
    • maheda Moja Mała pojechała do Tatusia... 28.06.06, 13:10
      ... w zeszłą sobotę - na tydzień.
      Wczoraj dzwoniła do nas, że tęskni już do domu i pytała, kiedy wróci.
      Tatuś chodzi do pracy, a Mała zostaje z Nexti i małym braciszkiem (niecały roczek).
      No owszem, z Tatą codziennie się widzi, ale Ona myślała, że jedzie do Taty na
      wakacje... A wylądowała zasadniczo u Nexti, zajmując się trochę maluchem w ciągu
      dnia.
    • skorpionka76 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 05.07.06, 03:11
      majeczka 2310 ja miałam bardzo podobną sytuacje>Skąd jestes . Pozdrawiam
      • majeczka2310 Re: widzenia z dziećmi-obowiązek czy prawo! 05.07.06, 10:16
        ze Śląska, konretnie Będzin.
Pełna wersja