majeczka2310
26.06.06, 09:57
Prosze o wypowiedź tatusiów! Jak to postrzegają u siebie? Zadaję to pytanie,
bo mój jeszcze mąż a ojciec swoich dzieci zdaje się nie ma chyba obowiązku
dawać się widywać swoim dzieciom, natomiat jeśli chodzi o prawo do tego to
bardzo się tego domaga. Ja ze swojej strony bardzo chętnie zgadzam się na
wszelkie kontakty o każdej porze dnia i na ile chce godzin i ile chce razy w
tygodniu, pod takim jednak warunkiem, żeby mnie uprzedził w jakim konkretnie
dniu i o której będzie i na jak długo bierze dzieci, on nie wywiązuje się z
danego słowa i poprostu nie przychodzi do nich, nie dzwoni z wytłumaczeniem,
dopiero ja się muszę dopytwać czy bedzie czy nie. Zawsze jest coś
ważniejszego do zrobienia (czyt. koledzy w tle rozmowy telef., samochód,
praca itp. itd.), natomiast jesli ja z dziewczynkami mam inne plany np. w
weekend, ma do mnie pretensje że mu utrudniam kontakty z dziećmi, po czym
oczywiście albo nie przychodzi wcale albo np. na godzinę. Jak mam z nim
postępować? Nie wiem, może on wyobraża sobie że tak jak kiedys tak i teraz
mamy siedzieć murem w domu i czekać na szanownego tatę kiedy raczy się
zjawić?
Ze względu na wiek dzieci (są malutkie) oraz ich przywiązanie do taty, pomimo
moich rozczarowań związanych z jeszcze mężem, postanowiliśmy RAZEM że nasze
rozstanie będzie pokojowe i bez zbędnych przepychanek. Jednak najgorsze w tym
wszystkim jest to, że dzieci się dopytują gdzie jest tata, kiedy przyjdzie,
jak jakiś stuk w domu to od razu TATA IDZIE! A już najbardziej to jak na
obcego mężczynę wołaja TATA! A tata gdzie? nie wiadomo? Serce mi się wtedy
rozrywa na strzępy , bo mimo całej sytuacji między nami i jego deklaracji
rzadko kiedy się u nich zjawia!
Co robić? dać do sądu o "przymusowe" widzenia, olać jak on nas (w sumie je)
olewa, wyprowadzić się i nie podać nikomu adresu?!
Mama moja stwierdziła że najlepiej znaleźć nowego tatusia, ale.... cudów
robić ta ja nie umiem.