taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wakacje

29.06.06, 12:53
Gdyby, podkreślam gdyby, komus zdażyła się, hmm, miła noc, wiadomo, urlop,
gorąco, miły wieczór itd. itp. to nie będąc jeszcze całkowicie po rozwodzie
ale praktycznie samemu od przynajmniej kilku miesięcy, to byłaby to zdrada
czy nie?
Tak jakoś mnie naszła taka myślsmile
    • brzoza75 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 29.06.06, 13:00
      zdrada w duchu kościoła i prawa wink

      a reszta według sumienia smile)
      • misbaskerwill Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 29.06.06, 15:13
        brzoza75 napisała:
        > zdrada w duchu kościoła i prawa wink

        a więc pełnowartościowa zdrada...ale tylko zasad.
        Przecież tak naprawdę nie można zdradzić człowieka, któremu obiecało się już
        jedynie rozwód.
        Chyba, że tamten w cuda wierzy, w każdym razie - moim zdaniem to już nie jego
        sprawa. Jego sprawa już tylko w sądzie czekasmile
        • brzoza75 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 29.06.06, 17:29
          wiesz ja pół roku temu usłyszałam, że do końca życia będę żoną,mimo że wierzący
          za bardzo nie był ... na szczeście się wyleczył z tego
          • misbaskerwill Re: póki śmierć nas nie rozłączy... 30.06.06, 11:09
            >wiesz ja pół roku temu usłyszałam, że do końca życia będę żoną,mimo że
            >wierzący za bardzo nie był ... na szczeście się wyleczył z tego

            ...ja też to słyszę, też mnie straszy, że "do końca" będzie moją żoną i ba,
            nawet innego już nie będzie szukać (szkoda tylko, że już wcześniej "jakoś"
            znalazła).

            Jest kat., i się z tego nie wyleczy, a gacha na pewno znajdzie - będzie się
            nazywał przyjacielem, co by nie byłosmile) Choć myślę, że bardzo szybko sama zgłosi
            się wtedy do biskupa. Bo ja już w tym jej ustępować nie będę - niech też wie, co
            człowiek czuję w takiej sytuacji...
    • kasiar74 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 29.06.06, 13:12
      niesmile))))baw sie dobrze
      • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 29.06.06, 13:23
        nie no ja nie, tylko tak pytam, gdyby cos mi kiedyś odbiło.
        • daleko_do_siebie Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 29.06.06, 21:19
          Jak Ci to końca odbije to raczej będzie Ci wszystko jedno.
          Jak nie odbije do końca - to nie warto
    • tricolour Oczywiście, że zdrada... 29.06.06, 21:22
      ... już sam fakt, że zadajesz pytanie jest wystarczającym dowodem, że uważasz
      takie zachowanie za niewłaściwe.
      Osoby twierdzące, ze to nie jest zdrada, muszą być strasznie wygłodniałe... że
      łakomią się na noc z niewiadomo z kim...
    • z_mazur Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 09:36
      Ciekawy dylemat.

      To co napisali już wszyscy. W świetle prawa tak.
      A w świetle sumienia to już każdy wie najlpiej sam, tu nie ma reguł.
      Pełny relatywizm morlany.

      A ja kto wygląda w przypadku orzeczonej separacji. Nadal jesteśmy zobowiązani
      prawem do wierności??

      Tak swoją drogą ciekawe myśli Ci chodzą po głowie.
      • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 09:52
        No właśnie. W świetle prawa - jeszcze żona, w poczuciu morlanym z mężem
        absolutnie mnie już nic nie łączy.
        Mówisz, dziwne myśli. Akurat zadałam pytanie o jednej miłej nocy, ale gdyby
        zdarzyło się że na jednej by się nie skończyło tylko np. na całym życiu to
        zmieniłoby to jakoś poczucie moralnego kaca?
        A poza tym że jestem sama, to jestem jeszcze normalną kobietą... a urlop tuż
        tuż i nie wiadomo co się zdarzy?!
        P.S. do świetych ascetów też nie należę (jeszcze)! a może powinnam wg niektórych
      • ladyhawke12 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 09:54
        Moim zdaniem nie była by to zdrada, jeśli ludzie są w trakcie rozwodu, razem nie
        mieszkają. Nie ma co tu mieszac sumienia dlatego ze ustalo pozycie i nie ma
        przeslaniek do tego ze wroci, to dlaczego nalezy sie zamknac i cierpiec, w imie
        czego, watpie zeby wspolmazonek mial takie dylematy.
        • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 10:07
          Właśnie! A co jak spotkamy na swojej drodze kogoś na kim nam zacznie bardzo
          zależeć! Przecież zdradza się nie tylko fizucznie, również a może głównie
          uczuciowo!
          W sumie to czy przed rozwodem czy po to jesteśmy już wolni i bez zobowiązań do
          eksów.
          • z_mazur Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 10:18
            Majeczko nie wiem na ile teoretyzujesz?
            Ale niestety wszystko ma jednak swoje konsekwencje.
            Mój kumpel będąc w trakcie rozwodu wdał się właśnie w taki poważniejszy związek.
            I miało to dla niego o tyle konsekwencje, że wniosokował o rozwód z orzekaniem
            winy żony (ewidentna zdrada z dowodami i świadkami) jednak sąd orzekł winę
            obustronną ponieważ on wdając się w inny związek nie wykazał zdaniem sądu
            wystarczającej staranności w walce o małżeństwo.
        • z_mazur Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 10:13
          No to wyobraź sobie, że moja żona ma takie dylematy tzn właściwie miała.
          Ponieważ jestem juz w separacji 8 miesiecy i od samego poczatku żona powtarza
          konsekwentnie, że nie widzi żadnych szans na ewentualną naprawę relacji.
          Ostatnio zdarzyło mi się spotkać parę razy z różnymi kobietami na luźnych
          niezobowiązujacych spotkaniach. Informacja dotarła do mojej żony (nie ma to
          jak "życzliwi" znajomi). Tych spoktań jakoś specjalnie nie ukrywałem ale też
          się nie chwaliłem.

          No i wyobraźcie sobie moje zaskoczenie jak przy jakimś spotkaniu żona z płaczem
          stwierdziła, że nie spodziewała się tego po mnie. I zrozum tu kobiety.
          Co innego mówią, co innego myślą, a jeszcze co innego robią.

          Najlepsze jest to, że usłyszałem potem, że teraz to ona już naprawdę sobie nie
          wyobraża nas razem.
          uncertain
          • ladyhawke12 z_mazur 30.06.06, 10:20
            To nie jest konsekwentna, ale wczesniej jak o tym nie wiedziales to sie
            spotykales i nie widziales w tym nic zlego, nie pisz w ten sposob, jak robisz
            innaczej, zastanawiam sie czy to jest z Twoje strony moralne.

            P.S.
            napisalam na meil gazetowy
            • z_mazur Re: z_mazur 30.06.06, 10:42
              No mam z tym trochę konflikt wewnętrzny ale chyba podobnie jak każdy porzucony.
              I to niezależnie czy w małżeństwie czy w nieformalnym związku.
              Z jednej strony tlą się w Tobie uczuczia, no bo przecież skoro zostałeś
              porzucony czyli nie Ty podejmowałeś decyzję to jednak te uczucia na pewno
              jeszcze są.
              No i teraz konsekwentna postawa tej drugiej strony "nie chcę już z Tobą być".
              Po pewnym czasie oswajasz się z tą myślą mimo że uczcia jeszcze się tlą i teraz
              stajesz na rozdrożu. Czy być wiernym tym uczuciom, które w zasadzie są bez
              sensu i ich pielęgnowanie grozi zamknięciem się w sobie w poczuciu odrzucenia?
              Czy mimo tych uczuć powiedzieć sobie trudno, nie zmuszę kogoś do miłości więc
              czas ruszyć dalej.
              Czy jest sens czekać pierw, aż to uczucie całkiem wygaśnie? A może ono tak do
              końca nigdy nie wygaśnie? I co do końca życia mam pielęgnować uczucie do osoby,
              która je świadomie kierowana swoimi przekonaniami odrzuciła? Na prawdę w tej
              chwili nie znam odpowiedzi na to pytanie.
              Fakt, że w trakcie tych spotkań miałem delikatne ukłucie poczucia winy. Hmmm
              Jeszcze momentami czuję się trochę zagubiony.
              • majeczka2310 Re: z_mazur 30.06.06, 10:51
                Decyzja o rozstaniu w sumie była w naszym przypadku obopulna, więc nie jestem
                ani porzuconą ani rzucającą. Chociaż wg mnie to on w głównej mierze przyczynił
                się do rozpadu naszego związku. To była tzw. kropka nad i. Jego aktualne
                zachowanie wobec mnie i dzieci to osobna kwestia.
                Powiem Ci, że takie zawieszenie w próżni moze Ci się kiedyś odbić czkawką, bo
                co zrobisz/poczujesz/powiesz gdy Twoja żona pierwsza sobie znajdzie kogoś.
                Wydaję mi się, że powinienieś też postawić kropkę nad i bo to chyba tylko
                kwestia czasu. A po co Ci to. A ponoć każda potwora znajdzie swego amatora smile
                A dlaczego Twoja żona chce nadal tkwić w tym zawieszeniu, wydaję mi się że
                skoro z niej taka zimna ryba to chyba lepiej by było dla niej gdybyście
                mieszkali osobno?
                • z_mazur Re: z_mazur 30.06.06, 11:36
                  Ale my włąsnie mieszkamy osobno.

                  Ja do rozwodu nie dążę bo w środku mi coś mówi że jeszcze jest cień szansy.

                  A dlaczego ona nie skakłada pozwu? Jak twierdzi bo jej nie zależy, a poza tym w
                  tej chwili szkoda jej na to pieniędzy.

                  Co do znajdowania kogoś, hmmmmmm. Nie wiem czy dla mnie nie byłoby to lepsze.
                  Taka sytuacja jak jest ciagle budzi nadzieje, a tak byłby to sygnał, że to
                  jednak już koniec.
              • ladyhawke12 Re: z_mazur 30.06.06, 11:35
                Nikt nie powiedzial ze bedzie latwo, ja staram sie nie oceniac nikogo, kazdy z
                nas postepuje jak chce, i puki nie rani innych to nikomu nic do tego. Jestem
                osoba konsekwetna, i staram sie trzezwo patrzyc na swiat, polowy waszych
                dylematow nie mam, poniewaz skoro cos zdecydowalam to ide tym torem, to moja
                techniczna ( meska)natura, ale jestem kobieta i cierpialam odrzucenie i
                upokorzenie, plakalam, ale nigdy o nic nie poprosilam, choc decyzje podja exza
                mnie i za siebie, od kiedy powiedzialam ze sie zgadzam zeby odszedl, staram sie
                nie okazowyc tego ze cierpialam.
                • majeczka2310 Re: z_mazur 30.06.06, 11:42
                  No to ja już Ciebie nie rozumiem? Skoro nadal ją kochasz to weź się chłopie w
                  garść stań na rzęsach i działaj w tej materii, działaj na szeroką skalę!!!
                  Pokaż gest, zrób coś spontanicznego, nawet jesli ona trochę oponuje, pokonaj
                  nudę, rutynę. Nie wiem ale zrób cos.
                  Mój związek rozpadł się między innymi dlatego że nic nie robiliśmy.
                  Ps. a iel to już latek minęło od sakrakmentalnego "tak", bo u nas 10 i ostatnia.
                  A propos, na jutro miałam zaplanowaną Wisłę Malinkę z młodymi! I co widzicie za
                  oknem! K....a mac! Ja to mam pecha!
                  • ladyhawke12 Majeczka 30.06.06, 11:47
                    W Krakowie leje i jest chlodno, ale usmiecham sie do Ciebie sliczniascie,
                    przytulam cieplutko.
                    • majeczka2310 Re: Majeczka 30.06.06, 12:00
                      Dzieki!
                      Mnie to by się teraz przydał porządny góral albo szaman co by te chmurzyska
                      jakos odegnał! Nie znasz jakiegoś spod samiutkich Tater?
                      Bo ja już spakowana jestem....
                      • ladyhawke12 Re: Majeczka 30.06.06, 12:17
                        Znam paru gorali, niestety zonaci sa, szamana nie znam buuu
                        • majeczka2310 Re: Majeczka 30.06.06, 12:23
                          ach, źle mnie zrozumiałaś, ja chcę tylko żeby pogodę mi na weekend
                          przepowiedział!
                          I żeby fastum wczesniej nie zasmarował smile
                          • ladyhawke12 Re: Majeczka 30.06.06, 12:44
                            Ale gorale porywczy sa, jak pikna kobiteke zobacza to ech..
                            a pogoda podobna ma byc ladna
                            • majeczka2310 Re: Majeczka 30.06.06, 12:46
                              no to już wiesz skąd ten temat smile))))
                              • ladyhawke12 Re: Majeczka 30.06.06, 12:48
                                uhmm wiem
          • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 10:27
            Widzisz, ja z moim jeszcze mężem już od 7 miesięcy nie mieszkam. relacje między
            nami należą do raczej chłodnych, ponieważ to mąż olał nas jako swoją jakby nie
            było rodzinę (chodzi głównie o dzieci). Co on porabia w czasie wolnym od
            wszelakich zajęć nie wiem i wiedzieć nie chcę. Szanse na odbudowanie
            czegokolwiek są zerowe.
            To w takiej sytuacji, gdybym powtarzam gdybym, poznała kogoś interesującego to
            miałabym się wahać pomiędzy jakimiś względami sentymentalnymi do jeszcze męża
            czy szansą na coś nowego może lepszego z kimś nowym.
            Trochę prowokacyjnie napisałam "miła noc", ponieważ każdy z nas jest w innej
            sytuacji i w innej fazie "bycia samotnym". Jeśli chodzi o mnie to nic takiego
            nie wchodzi narazie w grę, bo jeszcze nie dojrzałam do czegokolwiek
            (kogokolwiek) nowego w moim życiu. Ale nigdy nie mów nigdy...
            A swoją drogą to ta Twoja "żona" to chyba jest jak pies ogrodnika sad
            • phokara Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ wa 30.06.06, 11:54
              Co to sa wzgledy sentymentalne? I czy owym wzgledom sentymentalnym stanie sie cos
              strasznego po "milej nocy" z nowym panem? Raczej watpie.
              Sama napisalas, ze szanse na odbudowanie czegokolwiek z mezem sa zerowe. Zestawiajac to
              z szansa na cos lepszego i nowego - niby blisko zera (haha) ale jednak ciut wiecej, to raczej
              prosto przeprowadzic rachunek zyskow i strat.
              • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 11:58
                te względy sentymentalne to 10 lat małżeństwa, 3 lata narzyczeństwa, to tak
                jedną krechą nie da się przekreslić. Oczywiście w głowie. Poza tym to wiesz,
                chodzi mi w tych sentymentach o strikte "techniczne" sprawy...
                • phokara Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 12:45
                  Tak to zrozumialam, wiec dobrze. Sentyment najczesciej dotyczy przestrzeni czasowej z calym
                  bogactwem 'wrazen', ktore z niej bierzemy. To naturalne. Choc jest to bez watpienia - czas
                  przeszly DOKONANY. I koniec. Wchodzac w nastepny zwiazek robisz przestrzen dla nowych
                  odczuc i wrazen, ktore z czasem przemienia sie na nowe 'wzgledy sentymentalne'.

                  ps.
                  ale przyznam sie bez bicia, ze stricte 'technicznych' spraw to juz nie lapie.
                  • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 12:48
                    no to już jest temat na prywatne rozmowy. Jak mam Ci to wytłumaczyć w sposób
                    delikatny a jednocześnie dosłowny?
                    • ladyhawke12 Majeczka 30.06.06, 12:59
                      Moze po drodze odwiedzisz Kraków
                      • majeczka2310 Re: Majeczka 30.06.06, 13:05
                        Bardzo dziękuję za zaproszenie, ale jest kilka ale:
                        1 ale: jedziemy do Wisły więc Kraków niestety nie po drodze
                        2 ale: niestety tym razem jedziemy pociągiem (chociaż 1 młoda to już się nie
                        może doczekać na taką frajdę! pierwszy raz w życiu gdziekolwiek jedzie
                        pociągiem).
                        3 ale: serdecznie zapraszam we wrześniu (wcześniej oczywiście też) do Będzina.
                        Oczywiście mnie można na wszystko namówić, chociaż nie wiem jakbyście znieśli
                        frywolne zachowanie 2 młodej smile) może Smok by co poradził na nią smile))
                        • ladyhawke12 Re: Majeczka 30.06.06, 13:25
                          Do frywolnych zachowan, przyzwyczajona nie ma z tym problemu, a w bedzinie jak
                          bede to dam wczesniej znac
                          • majeczka2310 Re: Majeczka 30.06.06, 13:28
                            trzymam mocno za słowo!
                            bo tak naprawdę to z Cumulusa do mnie do domu to już rzucik beretem!
                            Po lini prostej jakieś 500m.
                            • ladyhawke12 Re: Majeczka 30.06.06, 13:32
                              Napewno dam znac, problem tylko jest z tym kiedy dostane zlecenie.
                              • majeczka2310 Re: Majeczka 30.06.06, 13:48
                                możesz przyjechać bez zlecenia od firmy za to z zaproszeniem ode mnie czyli Agi
                                Mai i Oli. A jeśli lubisz muzykę irlandzką/celtycką to za niedługo u nas na
                                błoniach będzie festiwal.
                                • ladyhawke12 Re: Majeczka 03.07.06, 12:50
                                  Majka lubie taka muzyke niestey sie nie wyrwe nie ma mowy, mam urwanie glowy w
                                  pracy i domku. z zaproszenia skozystam kiedys napewno i chetnie
                                  • majeczka2310 Re: Majeczka 03.07.06, 13:32
                                    ach, przesada, kobieto, wyluzuj. no daj się namówić. Plisssss, widzisz te łapki
                                    jak u pieska i merdający ogonek smile
                    • phokara Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 13:11
                      > no to juz˙ jest temat na prywatne rozmowy. Jak mam Ci to wyt?umaczyc´ w sposób
                      > delikatny a jednoczes´nie dos?owny?

                      Nie umiem odpowiedziec na to pytanie.
                      A wierze, ze jak zaczniesz tlumaczyc 'nalobkolo' to i tak nie zrozumiem. Tylko sie zdoluje, ze
                      niekumata jestem czy cos...
                      • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 13:15
                        no to może ja coś namieszałam.
                        Wykreśl sentymentalne a dopisz fizyczne kontakty na gruncie damsko-męskim
                        • to.ja.kas Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 13:47
                          No teraz majeczka ja juz zupełnie nie rozumiem, a watek obserwuję z ciekawoscia.
                          Wal prosto z mostu. Wszyscy dorosli.
                          W czym problem????
                          • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 13:58
                            Qurcze teraz to ja już sama nie wiem :0
                            Generalnie o to czy faktycznie nie będąc w związku ze ślubnym/ą od kilku
                            dobrych miesięcy to wyrzuty sumienia być powinny czy też nie przy poznaniu
                            jakiegoś pana/pani? Przy założeniu że związku naprawić się nie da.
                            A jeśli już to jak przełumaczyć sobie, przemóc w sobie ten "pierwszy raz"? Jak
                            pozwolić komuś na to by zbliżył się w tak intymny sposób? I jak zacząć mieć na
                            to ochotę. Ufff! Ale mnie wyspowiadałaś.
                            • to.ja.kas Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 14:03
                              Majeczkasmile))
                              No wiec cos Ci powiem, jak zjawi sie TEN KTOŚ to jakby wszystkie Twoje dylematy
                              i tak o kant tyłka potłuc bo wtedy juz nie beda miały znaczenia.
                              Teraz masz, bo TEN KTOŚ jescze nie zjawił sie na linii horyzontu.
                              Martwic sie o to nie ma sensu - wierz mi.

                              Co to znaczy "czy powinnaś mieć wyrzuty sumienia?". A co siła bedziesz tego
                              kogoś do łózka ciągnąć??? Ostre zabawy s/m wbrew woli uskuteczniac???
                              A jak tych wyrzutów miec nie bedziesz, to co????
                              Siła wzbudzac bedziesz?
                              Męża którego tak naprawdę nie masz obrazisz?
                              A jesteś pewna, że on w celibacie zyje?
                              Zdaj się na emocje i kobieca intuicję. To robi najlepiej.
                              Nic na siłe.
                              • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 14:11
                                no niby masz rację i ja to wiem, ale... chyba za duzo porywów serca to z siebie
                                wykrzesać nie mogę. Albo jeszcze albo już!
                                • to.ja.kas Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 14:15
                                  Majeczka.....jeszcze....wierz mi, ze jeszcze smile
                                  Tez myslałam tak jak Ty, a potem zjawił sie ON i dylematy.....jakie
                                  dylematy ???? smile
                                • kruszynka301 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 14:29
                                  ej, majeczka - nie masz się o co martwićwink.
                                  Uwierz, na początku to może nie ma porywów serca (bo te wymagają jednak czasu),
                                  ale porywy pożadania - i owszemwink.
                                  Kiedy poznałam mojego obecnego, to naprawdę nie miałam czasu zastanawiać się
                                  nad sensem i moralnością.
                                  Nie miałam nawet takich dylematów jak Ty, bo wogóle wykluczałam związek z
                                  facetem, chociaż spotykałam się z wieloma, ale raczej na gruncie kawiarniano-
                                  towarzyskim, dalej nie chciałam brnąć.
                                  Do czasu.
                                  Kiedy poznałam wreszcie tego jedynego w pewną sobotę, we wtorek omawialiśmy już
                                  wyjazd na wczasywink.
                                  Tak więc - naprawdę nie ma co się martwić na zapas. Co ma być, to będziewink.
                                  • kornikuno Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w kon´cu sa˛ w 30.06.06, 14:44
                                    smile)))))))))
                                    na mysl o jakimkolwiek zwiazku skora cierpla....
                                    do czasu....
                                    No, ale MMZ to ostro musial ze mna walczyc.....obydwoje jestesmy z tzw.
                                    odzyskuwink on z calym bagazem dobrobytu ( sam wychowywal 2 dzieci....ich mama
                                    zyje i ma sie dobrze....), ja z "obciazeniem" porzucenia przez ojca...i "schiza"
                                    pt.mezczyzna czyli eks malzonek....
                                    Samo zycie!
                                    Pozdrawiam
                                    IzaBella
    • der1974 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 30.06.06, 22:15
      Jeśli doszło do trwałego rozkładu pożycia to o jakiej zdradzie mowa? Małżonek, tym bardziej porzucony, nie ma obowiązku czekać na formalny rozwód, żeby wiązać się z kimś innym. W moim przekonaniu to nie byłaby zdrada. Moja małżonka powiedziała mi, że nie jest moją kobietą. Więc niby czemu miałbym się czuć zdradzany albo czuć, że zdradzam? Skoro dorośli ludzie mówią sobie rób co chcesz, to zdrady nie ma. No chyba, że ktoś uważa - jak ja zdradzam to jest ok, ale jak moja żona to beee.
      • majeczka2310 Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 03.07.06, 13:35
        ja też a.d. 1974 a konkretnie styczeń, ale na temat:
        no tak masz oczywiście rację, tylko te więzy małżeńskie.... i chyba jednak jak
        ktoś napisał wcześniej dualizm paranoiczny... ach ciężko mi....
    • akacjax Re: taka hipotetyczna sytuacja- no w końcu są wak 03.07.06, 14:03
      A gdyby tak kupić dom dzień przed wyrokiem rozwodowym-o co do tego na pewno nie ma nikt watpliwości, że jest wspólnysmile
      (z założeniem, że nie było wcześniej rozdzielności majątkowej)

      Do uprawomocnienia się wyroku różne dziwne rzeczy mogą go oddalić-np. smierć jednego z małżonków...

      A zdrada-zawsze jest kwestią sumienia.
    • sinsi Pytanie zasadnicze 03.07.06, 14:17
      czy Twój jeszcze-małżonek na pewno wie, że juz z nim nie jesteś i się
      rozwodzicie?smile

      Pytanie wywodzi się stąd, że znam trochę osób, które będąc "w rodzinie" ,
      uważają się za samotne i prawie rozwiedzione... Albo dochodzą do wniosku, że w
      małżeństwie już "wszystko umarło" , i tym samym dają sobie prawo do angażowania
      się w nowego partnera, ...tylko że zapomninają dotychczasowemu partnerowi
      wspomnieć, że między nimi "już wszystko umarło"..
      Czyli pytanie- czy długoletni związek się kończy wtedy gdy ja uznam, że juz go
      nie chcę? czy jak ustalimy z współmałżonkiem, że się rozstajemy?
      • majeczka2310 Re: Pytanie zasadnicze 03.07.06, 14:36
        no skoro sam na własne życzenie się wyprowadził, to chyba wie że ze związku nic
        nie będzie. I to w grudniu więc już pół roku minęło. Jeszcze mężem jest również
        z tego powodu, że ja nie mam kasy na załozenie sprawy o rozwód, ponieważ jestem
        głównym i jedynym sponsorem siebie i 2 dzieci plus niania, więc dopóki nie
        rozwiąże sprawy alimentacyjnej na takie sprawy po prostu nie mam kasy. Z kolei
        on nie podejmuje żadnej pracy, nie ma nawet na lody dla dzieci a co dopiero na
        rozwód. I tylko dlatego to się jeszcze ciągnie. Mam nadzieję że we wrześniu
        (odejdzie mi niania) jak młode pójdą do przedszkola to stanę na nogi finansowo
        i postawię kropkę nad i.
        • alabama8 Re: Pytanie zasadnicze 12.07.06, 13:56
          majeczka2310,
          zorientuj się jak to jest ze zwalnianiem z kosztów sądowych przy rozwodzie.
          A może ktoś z forum ci podpowie. Posiadanie rozwodu da ci wymierne korzyści
          materialne: rozliczanie pita z dziećmi, pierwszeństwo przy przyjęciach do
          przedszkola. Na dłuższą metę opłaca się uregulować swój status.
          Ja też nie miałam kasy na rozwód więc zaczełam od sprawy alimentacyjnej.
          Sprytny adwokat mojego sprytnego męża doradził mu złożenia sprawy rozwodowej co
          opóźni rozpatrzenie alimentacyjnej bo postępowania zostaną połączone w jedno.
          W rezultacie to mąż zapłacił za pozew rozwodowy, sprawa alimentacyna się nie
          odwlekła bo na rozprawie zasądzono tymczasowe zabezpieczenie alimentacyjne, ale
          z rozwodem bujam się do dziś. Jeśli uda mi się go zakończyć w tym roku to już
          przy kolejnym picie (2006) będę mogła rozliczać się jako samotna.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja