Jak mężczyzna widzi kobietę?

30.06.06, 13:07
Po ostatniej rozmowie z moim ciągle_jeszcze_mężem ręce mi opadły. Powiedział
on bowiem, że, cytuję, "żadne z jego przewidywań się nie sprawdziło". A
przewidywania były takie, że ja sobie nie dam sama rady.

No nie sprawdziły się, fakt. Dałam sobie.

I tylko zachodzę w głowę, dlaczego on sięspodziewał czegoś takiego? Kiedy się
poznaliśmy, od roku żyłam na własny rachunek, zarabiałam pieniądze,
studiowałam, mieszkałam we własnym mieszkaniu i ogólnie prowadziłam dorosłe
życie. Z ręką w gipsie przemeblowałam całą chałupę łacznie z przesuwaniem
fortepianu. Krótko mówiąc - jakie ten człowiek miał przesłanki, żeby
spodziewać się po mnie totalnej niezaradności życiowej?

A teraz wygląda na to, że on OCZEKIWAŁ ode mnie tej niezaradności. Że to mu
jest najbardziej solą w oku, że ja mogę żyć bez niego. Mnie się zawsze
wydawało, że to plus, że jestem z nim nie dlatego, że musze, tylko dlatego, że
chcę. Otóż nie! Ja powinnam bez niego zginąć marnie.

Panowie kochani, wyjaśnijcie mi - czy Wam rzeczywiście poprawia samopoczucie,
jeśli Wasza kobieta bez Was nie potrafi obliczyć procentu, pomalować ściany i
załatwić sprawy w urzędzie?


PS. Dla ułatwienia dodam, ze ZAWSZE podziwiałam i doceniałam to, co mój mąż
potrafi robić albo robi lepiej niż ja. Jest świetnym kierowcą, zna się na
mnóstwie spraw, jest silnym i sprawym facetem i to naprawdę nie tak, że ja
uważam, ze wszystko robię lepiej niż on uncertain

-----------------------
Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
    • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 13:22
      No coz, kochana, to powazny problem - bo teraz jego meskie ego stoi w kacie i robi buuuuu....
      Proste - odbierasz mu blogi mit heroizmu. Mit jest okresleniem jak najbardziej na miejscu ale
      wszyscy kochamy wspaniale mity na temat nas samych wiec trudno sie dziwic.

      W ogole glupia sprawa, ze nie zginelas bez niego. Moim zdaniem okazalas sie niezwykle
      niewdzieczna kobieta. Powaga. I nie ma tu nic do rzeczy, ze nawet bedac z nim radzilas sobie
      swietnie, ba, nawet fortepian posuwalas jedna lapa... wiadoma sprawa jest bowiem, ze nawet
      jesli on Ci w tym fizycznie nie pomagal, to Cie mocno wspieral duchowo, haha... znaczy sie
      mogl sobie wymyslic, ze to on ten fortepian przesuwal Twoja jedna reka.

      Troche sie nabijam, ale nie do konca. Tez mialam zginac juz dawno, dawno temu bez mojego
      wspanialego mezczyzny, ktory jest mocno zdziwiony i zniesmaczony faktem, ze tak sie nie
      stalo. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, ze zrobilam to z czystej, kobiecej perfidii.
      Oczywiscie.


      • ladyhawke12 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 13:31
        Wprawdzie nie jestem facetem, ale z samymi facetami pracuje juz pare ladnych
        latek i slucham co oni wygaduja. I to jest tak ze zazucaja kobietkom ze nie
        wiedza czego chca, a jest odwrotnie, jakbys byla nieporadna, to by mial
        pretensje ze gwozdzia bez niego nie wbijesz, jak wbijesz i nie poczekasz na
        niego lub jego konsultacje to uwaza ze nie jest Ci potrzebny. Jak w lozku ktoras
        jest otwarta na jego pomysly to ten sie zamiast cieszyc pyta sie czy aby napewno
        go nie zdradza bo co ona taka chetna, jak sie nie zgadza to znajdyje inna ktora
        sie zgodzi no i masz tu babo placek. Przykladow moglabym mnozyc...
        • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 13:44
          No patrzcie, moj eks ma dokładnie tak samo.
          Ja tez naleze do tych niewdziecznych co to nie tylko nie zginęła, ale sobie
          poradziła i jakas tam swoja małą kariere robi. Swinia jestem i tyle. Nie
          spełniłam jego otatniego zyczenia by zginac marnie bez jego watpliwej jakosci
          pomocy, a przeciez wiadomo, ze miałam obowiazek to ostatnie zyczenie spełnić.
          No i jak tu z taką zyc???smile
          • bet66 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 13:48
            kas, nie opowidaj , ze jesteś taka dzielna, bo na "zdradzonych kontra "
            chwalisz się, ze cię faceci sponsoruja.
            • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 13:52
              bet jedno słowo - sa tu osoby ktore pisza rowniez tam i chyba nikt nic takiego
              poza toba nie wyczytał.
              Ale twoje omamy i paranoje mało mnnie obchodza. Inne osoby usilnie prosze o nie
              odpowiadanie jej na ta zaczepke.
              Z gory dziekuje.
              • bet66 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:01
                no przeciez Artur spłacił ci kredyt, a ty mu pieniędzy nie zwróciłaś.
                • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:06
                  Artur jest kimś bardzo mi bliskim do tej pory. Gdyby Artur widział co tu
                  piszesz to na ciebie mimo, zes taka szlachetna jestes napluc by nie chciał bo
                  by sie brzydził. To człowiek ktorego poziomu, uczuc i dobroci i naszej
                  przyjazni nie zrozumiesz bo jestes bet za głupia, za prosta i za bardzo zła.
                  Wierz mi nie chciałabys go spotkać i z nim porozmawiac bo pewnie bardzo
                  nieprzyjemne rzeczy w bardzo kulturalny sposob na swoj temat bys usłyszała.
                  • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:09
                    Kasiu, nie odpisuj juz tej pani bardzo Cie prosze. Bo szkoda nie tylko nerwow, ale i watku. Fajny
                    jest.
                    • bet66 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:13
                      a kogo ty phokara bronisz? dwulicowej , fałszywej baby, która tu słodzi, udaje
                      niewiniontką, a prawdziwe oblicze pokazuje na zdradzonych kontra kochanki,
                      oczywiście opluwając zdradzone zony.
                • bet66 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:07
                  a twoje kasiu wyliczenia, ze 120 zł miesięcznie to niewiele, aby dawać
                  kochance, bo 50 zł kosztuje numerek u prostytuki, a kochanka przeciez więcej
                  daje numerków , niż 2 w miesiacu.
              • kornikuno Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:19
                Nie bardzo wiem jak ONI widza kobiety.....
                Moj (ex) ojciec tez powiedzial mojemu Mamutkowi lat temu 40+ , ze bez niego
                zginie itd.itp.....
                Oczywiscie slowa bez pokrycia......
                Pisze ex ojciec, bo jak mozna pisac o facecie, ktory zniknal na lat....40+?????
                I sobie przypomina teraz na...starosc?
                Ja jestem ta wredna corka, ktora cale zycie zabiegala o jego uczucie...i w
                ktoryms tam ciezkim momencie mojego zycia, powiedzialam: DOSYC!
                Nie bede zabiegala ani o milosc ojca ani o milosc ex malzonka....
                Koniec!

                Lepsza samotnosc niz zycie bylejakie....
                Bylo trudno, bo na pomoc nie moglam liczyc nie mieszkajac w kraju...i tez balam
                sie cholernie....i poszlo latwiej niz to sobie wyobrazalam...
                Prawda jest, ze dzieci nie mam....przynajmniej nie powielilam tak do konca
                historii zycia mojego Mamutka.....

                Lepsza kazda decyzja niz jej brak!
                Po prostu
                Pozdrawiam
                IzaBella
        • 13monique_n Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 18:03
          Jesoooooo, ladyhawk, podobne wnioski niedawno wysnulysmy z kolezanka, kiedy
          omawialysmy, co jej facetowi wlasciwie jest - a byl "jakis dziwny".
          Mam wrazenie, ze panowie chca miec 2 w 1 tongue_outPP Czyli bezradna, nieporadna, wijaca
          sie jak bluszcz, slodka idiotke z wydmuszka zamiast mozgu, ale jednoczesnie ma
          byc silna, sprawna, wysportowana, seksowna, samodzielna, czytajaca ze
          zrozumieniem instrukcje montowania plyty glownej - uffffffffffffff..... chyba
          tez jestem wredna... big_grinDDD I dobrze.
    • majeczka2310 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 14:09
      a mnie się coś zdaje, że Panowie to chcieli by tak:
      w domu-super gospodynia
      w łóżku-super kochanka
      gdzieś z nim-super modelka
      itd itd
      jednakże szara rzeczywistość jest taka że my bez nich sobie rewelacyjnie dajemy
      radę, w dodatku czasami jeszcze więcej zarabiamy, i oczywiście jestesmy super-
      gospodyniami, mamami, kobietami ale ...dla innych facetów. A nasi byli-to tylko
      zdechłe koty na nas potrafią wieszać i oczerniać. A tak naprawdę to bez nas
      zginęliby marnie. I tu paradoks - jak już są to jedyne co umieją dobrze robić
      to pstrykać pilotem po kanałach - tudzież myszką lub enterem- i ty babo rób
      sobie sama co ci do (najlepiej) bląd główki przyjdzie! A jak juz bez niego - to
      jak ta bląd baba przefarbowana wreszcie na czarno (albo odwrotnie- ja akurat
      prawie na bląd) sobie świetnie radzi nawet z naprawą pralki (też ja akurat) to
      jest straszne dla szanownych panów! Normalnie obraza majestatu Jaśnie Pana!
      • to.ja.kas Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 14:12
        Majeczka, gwoli sprawiedliwości oni radza sobie bez nas, my bez nich. Jedni
        lepiej inni gorzej. Mój nie rozwinął sie nic ponad to co wrednie opusciłam
        kilka lat temu. Ale tez nie zginął. Moja perfidia jest wieksza, bo
        ja "Wylatałam nad poziom" bez zgody szanownego ksieciasmile
        • majeczka2310 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 14:18
          no mój, o ile wiem, to ma się wręcz lepiej, mieszka pod bezpiecznymi
          skrzydełkami mamusi, rachunków, rat, pustej lodówki i nieprzespanych nocy nie
          ma (przynajmniej przez dzieci). Nawet przytył ostatnio, w przeciwnieństwie do
          mnie. Ale mnie parę kilo mniej to tylko na plus.
          • to.ja.kas Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 14:23
            Mój tez przytyła jak go widziałam ostatni raz ale to było jeszcze w trakcie
            rozwodu. Tez mamusia karmiła i dbała, no ale to w koncu jej jedyny syn. Ja na
            szczescie nie utyłam, aczkolwiek pare kilo zamierzam zrzucic i na diecie jestem
            o czym wredne forumowe warszawianki nie wzieły pod uwage i na wódkę idziemy do
            restauracji sad((( Zemszcze sie smile))

            A wracajac do tematu to bolało go najbardziej chyba nie to, ze nie zginęłam,
            ale to, że zaczęłam się w końcu śmiac . Ten śmiech i radość nasza ich boli.
            • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:29
              >Ten s´miech i rados´c´ nasza ich boli.

              Wiesz co Kasiu, to skoro ich TO boli... to mnie to wcale nie boli.



            • majeczka2310 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 14:38
              a mojego to też boli, że się śmieję, mam jakieś życie towarzyskie, nawet
              wyobraźcie sobie że zauważył że u fryzjera byłam :0
              Ale najbardziej boli to że nie pozwalam sie ponizać i każdą próbę chamskiego
              zachowania w stosunku do mojej osoby gaszę albo końcem rozmowy albo
              kategorycznym opuszczeniem mojego mieszkania. Skutkuje.
          • brzoza75 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 14:31
            ja byłam taka, więcej zarabiałam , bardziej wykształcona, zaradna, kazdy urząd
            to bułka z masłem, nawet o urodzinach rodziców jego przypominałam,
            organizowałam wyjazdy, wakacje, etc. Wiem że mogło to być solą w oku ale jednak
            nie kiwnął palcem aby to zmienić, poza tym jeśli dlatego było jak było to tylko
            bardziej mnie utwierdza w decyzji.
      • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:27
        Mysle, ze to nie do konca tak...
        Ani z nas rasowe anioly ani z nich totalne cieniasy.

        Akurat moj Ex nie skakal pilotem po kanalach i choc (fakt) mial wybitna awersje do prac
        domowych (ja zreszta tez) to posiadal talenty w innych dziedzinach, dla mnie wazniejszych. W
        koncu jakbym chciala miec w domu wszystkie zarowki sprawne, to bym sie zwiazala z
        elektrykiem... no i jak on by chcial miec w domu swietna kucharke to by sie z pewnoscia nie
        zwiazal ze mna. haha.

        A tak serio, mysle ze w tym watku zastanawiajace jest zupelnie cos innego. Nie rozumiem
        dlaczego mezczyzna, ktory odchodzi - mysli w taki sposob. Czego to jest efektem? Bo na logike
        to zamiast sie dziwic, ze oto "ona sobie radzi" co poniekad w pewien sposob zdziera z niego
        jakas czesc wyrzutow sumienia (tak mysle) - powieniem sie cieszyc, ze tak jest. Ja bym sie
        cieszyla i trzymala kciuki, ze 'oby tak dalej'... I tego wlasnie nie lapie.
        U mnie chyba najwiekszy wstrzas u Exa nastapil, gdy powiedzialam, ze go juz nie kocham. Ja
        tego nie rozumiem, ale cos tak czuje, ze to problem z tym cholernym meskim ego wlasnie. No
        bo jak to "zawsze kochala i juz nie kocha. Jak to - MNIE nie kocha, przeciez ja taaaaki fajny
        jestem". Ale byc moze to tez efekt 'rozchwiania' emocjonalnego czyli odwieczny syndrom "a
        moze jednak wroce" jak mi sie cos odwidzi. No i latwiej jest myslec, ze wroce bo bede jej
        POTRZEBNY. A tu guzik. No i jest problem.


        • kornikuno Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:35
          Phosmile
          dokladnie tez tak odbieram....no bo jak to?
          Radzi sobie? jakim prawem?wink
          Ech!
          No coz, czlowiek uczy sie cale zycie..i glupim umiera!

          Pozdrawiam
          IzaBella
          • brzoza75 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:38
            tak bo słowa nie kocham godzi w męskie ego, znaczy się nie akceptuję już jego
            umięśnionej sylwetki wink))
            • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:41
              pies ganiał sylwetke umiesniona czy nie, meskie ego cierpi troche niżej niz
              umieśnione bary smile)))
            • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:46
              > tak bo s?owa nie kocham godzi w me˛skie ego, znaczy sie˛ nie akceptuje˛ juz˙ jego
              > umie˛s´nionej sylwetki wink))

              haha... ladne.

              Wiesz ale tak serio to to jest strasznie smutne.
              Bo to jest tak, ze slowo "nie kocham" w tym wypadku oznacza, ze JUZ nie kocham bo sie
              'odkochalam' za cos. Za cos, co zrobil dajac mi tym samym prawo sadu, iz ten oto moj
              wspanialy mezczyzna nie ma jaj. No a jak ich nie ma to co mi po najpiekniej umiesnionej
              sylwetce? Nic, moze se ta sylwetke dalej szlifowac na Nexi.
              • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:51
                No i ta swiadomosc tego, ze w Twoich oczach on nie ma jaj, jego psychicznie
                kastruje....
                • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:55
                  Cholera... na to nie wpadlam.
                  No tak, to musi byc dla niego bolesne.
                  Ale i tak powinien sie cieszyc, ze jest to tylko psychiczna kastracja. Moglo byc gorzej.
                  • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 14:56
                    ano mogło, na kolejnego drania jakby sie trafił czeka w szufladzie sekator smile))
                    • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:00
                      Sekator powiadasz? MAM!
                      • brzoza75 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:11
                        tak ale skąd wiadomo czy da się odciąć może będzi etak malutki że nie da rady?;-
                        )

                        a co do szlifowania to jestem pewna, że prędzej czy później będzie owszem ale
                        szlifował na niej swoje mięśnie wink
                        • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:59
                          > tak ale ska˛d wiadomo czy da sie˛ odcia˛c´ moz˙e be˛dzi etak malutki z˙e nie da rady?;

                          Brzoza, spadlam z krzesla ze smiechu!

                          Ale jak bedzie TAK malutki, ze sekator nie da rady, to raczej nie bedzie ZA CO ucinac... bo niby
                          z kim zdrada? Z biedronka???
              • gotyma Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:11
                Ha, ha, ha
                moj ex mial tak jakby kolejne fazy:
                1. jak to, juz nie walcze o niego?
                2. jak to, wyprowadzilam sie?
                3. jak to, nie chce z nim miec kontaku i pytac o zdanie?
                4. jak to, kupilam mieszkanie i on nic o tym nie wie?
                5. jak to, nie chce alimentow?
                6. jak to, zyje i nie gine z glodu, ile w takim razie zarabiam?
                7. jak to, nic mnie nie obchodzi co z nim?

                kazda z tych faz mila odbicie w przepytywaniu rodziny, dzieci, przyjaciol i ewentualne prowokacje, do
                zmiany mojego zachowania, wyjatkowo dlugo to trwalo... ale w koncu moje uparte milczenie i brak
                reakcji doprowadzil do tego, ze mam w koncu swiety spokoj.

                tylko nie rozumiem jednego:w wiekszosci wypadkow oni odchodza i chca bysmy do konca zycia nimi
                sie interesowaly i chycialy ich wsparcia? chyba powinni chciec bysmy o nich jak najszybciej zapomnialy?
                cos tu nie tak!


                • to.ja.kas Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:13
                  Spróbuj cos chcieć zaraz sie okaże, że wcale nie chca nic dac.
                  Bo cały pic polega na tym, ze Ty masz cos od niego chciec a on bedzie miał
                  przyjemność w odmawianiu Ci tego smile
                  • bet66 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:37
                    to.ja.kas napisała:
                    > Spróbuj cos chcieć zaraz sie okaże, że wcale nie chca nic dac.
                    > Bo cały pic polega na tym, ze Ty masz cos od niego chciec a on bedzie miał
                    > przyjemność w odmawianiu Ci tego smile


                    ależ kas, ty dobrze wiesz, jak naciągać facetów na forsę, udając biedną ,
                    nieszczęśliwą rozwódkę.
                • brzoza75 Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:14
                  Gotyma i tu wracamy do jednego stwierdzenia będącego kwintesencją punktów
                  PIES OGRODNIKA I TYLE smile
                  • gotyma Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:16
                    eee i takim ogrodnikom sekator na szczescie smile
                • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:30
                  No wlasnie tez uwazam, ze cos tu jest nie tak...
                  Facet znajduje sobie Nexie, rozumiem wiec, ze cos mu w obecnym zwiazku nie pasowalo i ze
                  szuka sobie 'lepszej wizji zycia'... osad etyczny pomine, to to nie temat watku. No i ok - podaza
                  za ta swoja szczesliwa wizja, zona go nie trzyma na sile (bo wierzy, ze 'nic na sile), nie robi
                  scen, nie histeryzuje - nie przy ludziach w kazdym razie, zaciska zeby i stara sie jakos
                  wygrzebac z dola, odcinajac sie przy okazji od owego mezczyzny (bo boli wspomnienie na
                  sama mysl, wiec co by bylo 'na widok') i wspolnego srodowiska. I wtedy zaczyna sie karuzela...
                  telefony, maile, sledztwo wsrod znajomych ... etc. Po co?
                  Im bardziej ona sie oddala i zapomina tym on robi wiecej, zeby jej o sobie przypomniec. Chora
                  sprawa.
                  I szczerze wspolczuje nastepczyni, ktora jest teraz u jego boku. To musi byc kanal.
                  • gotyma Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:41
                    tak, ale bywa tez inaczej... moj kolega z pracy, siedzi o 1,5 m ode mnie (boze jakby wiedzial, ze pisze o
                    nim!). druga zona i kolejna dwojka dzieci, szczesliwy i zadowolona, bo ta druga zona bardzo fajna jest i
                    kochana, wiem, bo znam. ale niestety jak zmora w horroru, ta pierwsza wydzwania, ciagle cos chce i
                    ciawgle czegos potrzebuje, a ponoc ma tam juz swojego narzeczonego i w dodaku majetnego. szkoda
                    mi mojego kolegi, bo strasznie szarpie go ta zmora.
                    tu wlasnie chcialam powiedziec, ze nie tylko mezczyzni sa bleeee...
                    • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 15:53
                      Takie zachowanie jest cecha osobowosci a nie plci. W pelni sie zgadzam. Co nie zmienia faktu,
                      ze dalej nie rozumiem. Ale przeciez nie wszystko trzeba rozumiec. Po prostu jedni maja
                      tendencje do komplikowania sobie zycia a inni do zycia, nawet jesli jest to zycie z
                      komplikacjami. I tyle.
                      • brzoza75 o tak 30.06.06, 15:59
                        Ale przeciez nie wszystko trzeba rozumiec. Po prostu jed
                        > ni maja
                        > tendencje do komplikowania sobie zycia a inni do zycia, nawet jesli jest to
                        zyc
                        > ie z
                        > komplikacjami. I tyle.
                        DOKŁADNIE TAK WŁASNIE JEST PODPISUJĘ SIĘ RĘKOMA I NOGAMI smile
                        • phokara Re: o tak 30.06.06, 16:01
                          Tylko nie wypusc z rak sekatora! Tak na wszelki...
                          • brzoza75 Re: o tak 30.06.06, 19:37
                            jak taki malutki to już dawno wypuściłam z rąkwink skubany odrastawink)))
                    • kornikuno Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 16:01
                      PHOsmile)))
                      strzelilas w dziesiatkewink
                      Wlasnie, pomimo, ze krok nalezal do mnie, on nadal wydzwania i dopytuje
                      sie..:jak to zyjesz we Francji? a praca...a twoj dom?...
                      No, prawda jest , ze nie ma odwagi zapytac sie :z kim?wink
                      Pozdrawiam
                      IzaBella
                      PS
                      dzwoni tylko jak mu jest potrzebna pomoc...w jego robocie....zgrozasad(((
                      a i w dniu urodzin...smieszne bo nigdy nie pamietal.....
                      • phokara Re: Jak me˛z˙czyzna widzi kobiete˛? 30.06.06, 16:05
                        No wiesz, moj pamietal... ale takich bukieciorow kwiecia jak PO, to ja od niego w zyciu nie
                        dostawalam.
                        Nie, oni nie sa normalni...
    • tricolour To ja jakiś dziwny jestem... 30.06.06, 17:49
      ... bo mnie była żona nie interesuje. Z rok temu napisałem nawet, że nie
      interesuje mnie czy w ogóle ma co jeść, za co mnie skrytykowano...

      Niech sobie radzi jak najlepiej, zarabia miliony i bzyka tak, jak lubi.

      smile
      • phokara Re: To ja jakis´ dziwny jestem... 30.06.06, 17:52
        Pewnie, ze jestes dziwny. Dlatego pytalysmy, czy masz brata. haha...
        • tricolour Bez przesady... 30.06.06, 17:59
          ... znormalniałem gdy poznałem Kogoś. Wcześniej bywało różnie....
          • phokara Re: Bez przesady... 30.06.06, 18:10
            To bylo BEZ przesady, za to Z humorem.

            ps.
            A skoro jest tak, jak napisales, to nalezy sprostowac: nie jestes dziwny tylko typowy. I to jest no
            moze nie tyle komplement, co zgoda na to, ze tak wlasnie powinno byc. Czasem, jak sie kogos
            poznaje to sie glupieje a czasem sie 'madrzeje'. Poniewaz madrzenie (w odroznieniu od
            madrzenie sie) mi nie grozi to mam nadzieje, ze teraz trafie na kogos, przy kim zglupieje do
            reszty. Zawsze lepiej byc durnym aniolem niz madra jedza.
            I tym optymistycznym akcentem zycze wszystkim milego weekendu.


    • der1974 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 22:01
      Pytacie jak mężczyzna widzi kobietę a potem jedziecie bez opamiętania po całym rodzie męskim smile. To chyba nie do końca fair. Ja nie potrafiłem się odnaleźć w małżeństwie, chyba nie dojrzałem do tego i teraz zaczynam to rozumieć. Ale życzę swojej małżonce jak najlepiej. Żeby robiła karierę, żeby sobie życie ułożyła z facetem, który będzie w niej widział kobietę, jak to ona mawia. Nie widzę powodu źle jej życzyć, czy porównywać się z nią. Dość było rywalizacji w czasie małżeństwa. Jeśli jej będzie dobrze, nie będzie mi zawracać głowy swoimi frustracjami. I wcale nie boli to mojego ego, jak bardzo byście chciały w to nie wierzyć. Mężczyzna, który buduje swoje ego na bazie, nie wiem jak to nazwać, uległości żony, kobiety, jest idiotą. Poczucie własnej wartości mężczyzna powinien opierać o inne kryteria, o pracę, o swoją atrakcyjność, o samorozwój, a nie uzależniać swojego samopoczucia od tego jak zachowuje się kobieta. Ja mogę jechać do niego (partnera żony) do domu i skrobać tam do drzwi, żeby realizować swoje kontakty z dziećmi. Ja chcę tylko żyć swoim życiem, rozwijać je jak najlepiej umiem i tyle.
      • daleko_do_siebie Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 30.06.06, 22:37
        Upraszczasz to trochę. A i one nie bez winy.
        Piszą przecież z doświadczenia. To one były sprawdzane - już po rozwodzie, to
        one dostawały te kwiaty od Ex.
        W naszej kulturce jest trochę tak, że mężczyzna zobowiązany jest do "opieki i
        troski". I jeśli to spełnia - czuje się wartościowy. Ona jest słaba - i do tej
        opieki ma prawo. Dobrze jeśli kończy się to TYLKO rozwodem i jego zdumieniem, że
        jednak nie był aż tak konieczny do życia (do miłości był...). Gorzej, jeśli jego
        już w tym związku nie ma, ale udaje mu się to ukryć. Jest z nią "dla dobra jej i
        dzieci". Tylko jej o to dobro nie pyta! Miesiące, lata, kiedy ona myśli, że
        tylko jest trudno, że minie, a on dawno gdzie indziej - z wieńcem męczennika.
        Jeśli koniec jest szybki i czysty w miarę - one powoli stają na nogi. I
        potwierdzenie tego w oczach Ex, jego zdumienie, jego obraza dodają im tylko
        pewności, że to "naprawdę". To trochę działa na zasadzie "ja mu jeszcze pokażę".
        A i Ty racji nie masz. Nie chodzi tylko o nasz rozwój, nie jestesmy maszynami.
        Ten rozwój polega i na samorozwoju i na pogłębieniu relacji z tym, kto ważny w
        życiu. Czy to też nie etap "ja jej jeszcze pokażę"??
        • gotyma Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 06:56
          dobrze mowicie chlopaki!!! (mam nadzieje, ze nie pomylilam sie i daleko... to chlop smile)
          trzeba przyznac, ze duzo prawdy jest w waszych wypowiedziach.

          jest jeszcze jeden aspekt, ktory przynajmniej u mnie dziala mocno i pewnie u niejednej kobitki
          jest tak samo.ex sie dziwi, ze nie daze do destrukcji...
          ja wcale nie chce ani ex ani nikomu innemu pokazywac co potrafie. wcale nie chce byc dzielna i
          samodzielna, twardo stac na nogach - zostalam do tego zmuszona, nie mialam wyjscia.
          przyznam sie, na swoj sposob jest mi z tym dobrze, nawet bardzo, bylam juz tak wymeczona,
          ze teraz nie moge nacieszyc sie spokojem.

          choc tam, gdzies daleko w zakamarku mojej duszy marze, by znalazl sie taki jeden, kto sie mna
          zaopiekuje, kto bedzie stal przy mnie w trudnych chwilach i ja przy nim tez. i ktos kto sie
          zajmie tymi wszystkimi wstretnymi sprawami urzedowymi, a ja zajme sie tym co lubie
          najbardziej... i ktos z kim pojade na wakacje smile
          wiem, straszne i egoistyczne, ale nie umiem sie pozbyc tego marzenia...

          • daleko_do_siebie Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 12:47
            Czy ktoś widział, żebym zmieniła płeć w ostatnich dniach?? Bo ja cholera nie
            pamiętam...
            Nic się nie stało.
            Mam zawód, o którym mówią męski, pracuję w męskim gronie. Czasem widzę "z obu
            stron" - jak jedni/jedne drugich nijak nie rozumieją i co z tego wynika. Mnie
            się już "pomieszało" do tego stopnia, że nareszcie w każdym widzę jedynie
            człowieka - niezależnie od płci rzeczonej jednostki.
        • der1974 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 09:20
          Częściowo to może być taki etap, ale przecież ja mam pełną świadomość, że mau
          pracuje wyłącznie nad tym żeby z przyjacielem zaczynać wspólne życie. Więc na
          mnie nie patrzy w ogóle. Ja chcę to robić dla siebie, bo żyłem jej życiem
          dotychczas. Trzeba gonić stracone lata.
          • akacjax Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 10:11
            Chociaż nie ma kontaktów bezpośrednich z exem, to jak na dłoni widze jego myśli i sprawdzanie-czy sobie radzę. A ponieważ ja sobie radzę, bo zaswsze radziałam, to jego szpila idzie w stronę: czy radzą sobie dzieci, które mniej lub więcej mieszkają ze mną.
            Co więcej teraz ich niepowodzenia służą do jego pseudo-triumfu-że mnie coś się nie powiodło(chore,czyż nie?). Więcej podobnie patrzy jego matka na mnie-szuka pól na których poległam-i nie ważne z czym idę do przodu, gdy zacięłam się na pewnym etapie remontu-to widziałam jej pseudosatysfakcje-no widzisz-nie wszystko się da...(złośliwostka, która mało na szczęście mnie obeszła-ale to teraz a dawniej by chyba bolało).

            I też zaczęłam się zastanawiać skąd to się bierze. I myśle, że po części z ewolucji, zwłaszcza ewolucji duszy i psychiki.
            Od ilu lat nastapiła zmiana pozycji kobiety? Czym te 100,200, czy nawet tysiąc lat są wobec ewolucji? Po prostu nasze psychiki nie dorastaja tak szybko jak wymagałby tego czas i aktualny sposób życia.

            W mężczyznach wielokrotnie odzywa się pierwotny instynkt-ja utrzymuję-jestem ojcem, a Ty matką i domową kobietą. A tu rzeczywistość inna-raz bo kobieta ma tyle mocy, że mogłaby urodzić wiele dzieci, ale on by na nich nie zarobił-i ta jedna pętla się zamyka.
            Druga, że kobiecie dostarczono obraz świata (i na całe nasze szczęściesmile, który kiedyś był udziałem głównie mężczyzn, a gdy ona nie musi być tyle zajeta dziećmi-ma niewykorzystane moce...świat staje się otworem.

            Nie zrozumcie mnie źle-nie odbieram nikomu prawa do decydowania o sobie, opisuję sytuację patrząc z pozycji neutralnego obserwatora.
            Dla mnie to poniekąd wyjaśnia dlaczego na pewne pytania nie znamy odpowiedzi, dlaczego w pewnych sytuacjach zachowujemy się niepewnie, czasem beznadziejnie-nasza psychika nie ma tego w swoich doświadczeniach i bywa ogłupiała.
        • phokara Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 10:00
          W pelni sie zgadzam. Nie musze miec mezczyzny do 'opieki i troski' nad
          cieknacym kranem, bo ten rodzaj heroizmu to mi zapewni hydraulik. Nie wymagam
          takiego poswiecenia od mojego mezczyzny natomiast wymagam od niego sily w
          podejmowaniu decyzji i ponoszenia konsekwencji owych decyzji. I tu jest
          problem, duzo wiekszy niz przepalona zarowka. Bo cholera trzeba sie jasno
          okreslic i wykonac zdecydowany ruch, na co akurat moj rycerz w ogole nie mial
          sily ani pomyslu. Bujajac sie spory szmat czasu sam ze soba przy okazji robil
          innym z zycia diabelski mlyn, zapewne majac nadzieje, ze ktos w koncu sam z
          niego zeskoczy. Co sie zreszta stalo, bo ile w koncu mozna sie bujac. I tez
          klopot, bo on by chyba chcial jeszcze. Pisze 'chyba' bo na pytanie czego chce
          konsekwentnie odpowiadal 'nie wiem'. I byla to jedyna konsekwencja, jaka
          wykazal, co pozwala mi z czystym sumieniem twierdzic, ze jest cieniasem i
          dzieciakiem a nie facetem. Zas cale to zamieszanie z ochota na zmiane zycia, co
          ja naprawde jestem w stanie zrozumiec i uszanowac, jesli jest wynikiem meskiej
          decyzji ze wszelkimi konsekwencjami nie okazalo sie w jego przypadku zadnym
          'rozwojem' a jedynie 'niedorozwojem'. Czego zreszta w dalszym ciagu dowodza
          jego chore dzialania - bo z jednej strony jest straszny napor na powrot, z
          drugiej zas Nexia u boku, ktora zapewne ma byc podpora dla jego wiecznego
          rozchwiania i robienia buuuu. No ktos tego musi sluchac, zeby byl aplauz. To
          jest po prostu zenujace i nienormalne. Czy to jest meskie? Pytanie retoryczne.

    • berek_76 Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 09:34
      Mądre rzeczy tu mówicie, chociaż miejscami wrednowate wink Nie chcę się powtarzać,
      więc napiszę tylko o tym, o czym jeszcze nie było.

      Myślę, że wbrew pozorom kobiecie, nawet takiej klasycznej typu puch marny,
      łatwiej jest przeżyć po rozstaniu, jesli ma dzieci. Po prostu w takiej sytuacji
      nie ma opcji "poddam się". ja nie umiem sobie wyobrazić, co bym zrobiła i jak
      sięzachowała zwłaszcza na początku tego roller-coastera, gdyby nie świaodmość,
      że dzieci.

      Bo to sięfajnie mówi "nie dam sobie rady". To znaczy co? Takiej opcji nie było.
      A facet, myślę, nie potrafi tego zrozumieć, dopóki - co się rzadko zdarza - nie
      zostanie sam tą "częścią" swoich dzieci, nieoddzielną. I myślę, że to jest takie
      trochę błędne koło - z jednej strony facet szuka w ew. niepowodzeniu życiowym
      swojej żony dowodu na to, że jednak on był jej potrzebny, że ona bez niego jest
      niczym, ale z drugiej strony stawia ją w sytuacji, w której ona po prostu nie ma
      wyjścia i musi sobie dać radę smile Bo niestety, nie umiera się tak łatwo.

      Poza tym IMHO jest to wszystko wynikiem chorego myślenia "żeby byc mężczyzną,
      muszę być LEPSZY od swojej kobiety". Silniejszy fizycznie, to jeszcze od biedy
      wink Ale co to znaczy "lepszy"? W czym lepszy? We wszystkim jak leci? To to what a
      fucking pity, a rodzeniu dzieci na przykład i tak byle idiotka będzie lepsza od
      Einsteina big_grin I chyba na tym polega problem. Faceci jakoś często granicę z
      "lepszy w pewnych kwestiach" przesuwają na "generalnie lepszy".

      I nawet im nie przyjdzie do głowy, że nieumiejętnośc wbicia gwoździa może nie
      tylko nie być problemem, ale wręcz przeciwnie. Bo a) moge się nauczyć wbijać, b)
      mogę nie wbijac, tylko wymyślić 15 innych bezgwoździowych rozwiązań; c) mogę
      pprosić o wbicie miłego sąsiada i jeszcze oprócz gwoździa mieć przyjemność z
      kontaktu z kimś, kto nie będzie demonstrował, że wbiciem tego gwoździa mnie od
      siebie uzależnia.

      A Egretta (KTÓRĄ PROSZĘ O ZAMIESZCZENIE TU TEGO, CO MI NAPISAŁA NA PRIVA, BO
      INACZEJ SAMA TO ZROBIĘ!), podsumowała to tym, że jest to wszystko wynikiem
      niskiej samooceny. Że jak jest niska, to wtedy trzeba ją sobie poprawiać kosztem
      innych. Bo jak ktoś ma wysoką, to guzik go obchodzi, czy inni sa lepsi, czy
      gorsi. A jak niską, to dla zdrowia potrzebuje obok siebie kogoś, kto jest
      JESZCZE GORSZY.

      I teraz mój wniosek - w dużej mierze, podejrzewam, jest to kwestia
      równouprawnienia i emancypacji. De facto, praktycznie, przeciętny mężczyzna od
      przeciętnej kobiety jest "lepszy" w tym, że jest silniejszy. Całą resztę - typu
      płci mózgu wink - dosyć dobrze się nadrabia edukacją, przepisami o
      równouprawnienia i takimi tam. Dawniej facet miał poczucie wartości przez to, że
      jego rola polegała na wykorzystywaniu siły i związanych z tym aspektów. Kobiety
      tego nie robiły, więc był podział ról i facet na swoim polu miał tę niezbędną
      przewagę, potrzebną do bycia potrzebnym.

      Po czym się wyemancypowałyśmy i pokazałyśmy, że:
      - umiemy robić to samo, i to dobrze,
      - umiemy też robić inne rzeczy, a oni nie (rodzić dzieci, znaczy)
      - siła to w dzisiejszych czasach już nie jest podstawą bytu.
      I udowodniłysmy, prosze wyoskiego sądu, że świetnie sobie damy bez nich radę. Co
      po tysiącach lat ustawiania równowagi w położeniu takim, ze jednak mężczyzna
      JEST potrzebny, musiało zadziałać strasznie ogłupiająco.

      Wniosek - bolesny - myśmy ich sobie same wykastrowały. sad

      PS. ja nie mówię, że emancypacja jest czymś złym smile prosty problem braku
      równowagi pomiędzy biologią i instynktami a cywilizacją i wzorcami społecznymi.
      trudno to wyważyć. A przecież w świecie ozywionym jest od cholery gatunków, w
      których płcie spotykają się na 10 minut przyjemnej seksualnej rozrywki, a poza
      tym doskonale sobie radzą bez siebie.

      -----------------------
      Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
      • phokara Re: Jak mężczyzna widzi kobietę? 01.07.06, 10:19
        Swiete slowa, czapki z glow za ten wpis.

        > Wniosek - bolesny - myśmy ich sobie same wykastrowały. sad

        Bolesny ale sluszny. I teraz zastanowmy sie chwile nad naszymi wiecznymi
        'drugimi szansami', ktore im dajemy, nad budowaniem meskiego ego, na
        podwalinach, ktorych nie ma nad wmawianiem im tego, ze sa niezastapieni i ze
        'sama sobie nie dam rady'.
        Potem placzemy, ze nie ma cholera prawdziwych facetow...
    • tricolour Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać... 01.07.06, 11:06
      ... bo ci sami faceci, dla innych kobiet, bywają wspaniałymi partnerami. Bo ci
      sami faceci, z nieudanych zwiazków, mogą być wspaniałymi partnerami dla Was,
      czego strasznie pragniecie, co czuć z postów. No chyba, że chcecie starych
      kawalerów - proszę bardzo.

      Obwiniajcie dalej swoich nieudanych facetów za wszelkie zło w Waszych związkach,
      a zostaniecie same do końca życia. Ta nieumiejętność krytycznego spojrzenia na
      SIEBIE nie ułatwia budowania konkretów.
      • crazysoma Re: Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać.. 01.07.06, 12:07
        No smile podejrzewam, ze owo chrzanienie wynika z faktu, ze gdzies tam chcemy
        miec satysfakcje - no prosze tak sobie swietnie radzimy bez Niego - na pewno
        choc w 1 procencie zaluje, ze nas zostawil.
        A ja np. od poczatku zdaje sobie sprawe, ze eks nie zaluje, ze odszedl. Ma
        okresy wahan, zaczyna dostrzegac co mial tu, czego nie ma tam, widzi jakie
        powinien poniesc konsekwencje ale nie ma ochoty itd. Ale generalnie NIE ZALUJE.
        Kiedy poszedl, naturalnym odruchem u mnie byla chec dowiedzenia sie dlaczego on
        nie zaluje, a ja przez dluuugi czas zalowalam, ze nie jestesmy razem.
        Zgadzam sie, ze ci sami faceci tkwiacy latami w nieudanych zwiazkach (kobiety
        tez) rozkwitaja w nowych. Ale to nie znaczy, ze sie zmieniaja DLA nowej czy tez
        POD wplywem tej nowej osoby. To znaczy, ze ta/ten nowy/nowa dostrzega w nich
        wartosci, ktorych stare osoby juz nie widza, albo, z jakiegos powodu nie chca
        juz widziec. Jesli dostrzegaja te wartosci, na ktore same zwracaja uwage, to
        znaczy, ze po prostu do siebie pasuja.
        O ile latwiej sie zyje, jesli na swiecie jest choc jedna osoba, ktora wierzy w
        Ciebie...

        pozdrawiam
        • kasiar74 Re: Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać.. 01.07.06, 13:00
          wiesz mnie juz nie interesuje jak on sobie bedzie radzil dalej, jak bedzie
          szczesliwy z kims innym to nawet lepij dla naszego dzicka jak bedzie miec
          szczesliwego ojca, to chyba zalezy od tego jak mentalnie sie podchodzi do
          sprawy, teraz egoistycznie interesuje mnie moj wlasny los, nie jego
      • berek_76 Re: Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać.. 01.07.06, 18:08
        > ... bo ci sami faceci, dla innych kobiet, bywają wspaniałymi partnerami. Bo ci
        > sami faceci, z nieudanych zwiazków, mogą być wspaniałymi partnerami dla Was,
        > czego strasznie pragniecie, co czuć z postów. No chyba, że chcecie starych
        > kawalerów - proszę bardzo.
        >
        > Obwiniajcie dalej swoich nieudanych facetów za wszelkie zło w Waszych związkach
        > ,
        > a zostaniecie same do końca życia. Ta nieumiejętność krytycznego spojrzenia na
        > SIEBIE nie ułatwia budowania konkretów.

        Tri, polecam czytanie ze zrozumieniem. Tzn tych postów, w których nie chodzi o
        wyzłośliwianie się.

        Ja na przykład wcale nie winię mężczyzn za taki stan rzeczy. Uważam po prostu,
        że społeczeństwo działa tu w idiotyczną stronę, jakoś tam sprzeczną z naturą, i
        faceci (kobiety też, ale wątek nie o tym) są w tym zgniatani jak w kleszczach.
        przez tysiące lat kształtowali się do pewnej szczególnej opiekuńczej roli, po
        czym znienacka cywilizacja włączyła rolom społecznym dopalacz i kobiety nie
        tylko stały się samowystarczalne, ale jeszcze uważają, że to jedyny sposób. Może
        i mają rację. Ale efekt jest taki, że taka nowoczesnie ukształtowana kobieta -
        czyli ta męsko-żeńska hybryda społeczna - naprawdę do niczego nie potrzebuje
        mężczyzny. Zwłaszcza na stałe. I jeśli nie zdając sobie z tego sprawy zwiąże się
        z tradycyjnie, czyli zwierzchniczo-opiekuńczo ukształtowanym facetem, to obie
        strony będą się czuły oszukane.

        Facet, bo chciałby, żeby kobieta była od niego zależna. Wtedy dopiero czuje się
        wazny i potrzebny (nie mówię, że KAŻDY - tylko ten model standardowy). Kobieta -
        model nowoczesny - bookazuje się, że do związku popchnęła ją, że tak pomiem,
        fizjologiczna potrzeba wiązania się z kimś w parę, ale na dobrą sprawę nie
        bardzo wiaodmo, do czego ten ktoś miałby służyć. A obie strony mają poczucie, że
        do czegoś jednak powinien.

        Uprzedzając pytanie - sądzę, że podobnie jest pomiędzy nowoczesnym modelem
        mężczyzny i staroświeckim kobiety, ale nie mam tych doświadczeń, więc się nie
        wypowiadam.

        A jeszcze w dodatku staroświecki model mężczyzny ma o tyle gorzej, że zewsząd
        jest bombardowany informacją, że dobra kobieta to ta nowoczesna. W rezultacie
        tej nowoczesnej też by chciał i jak ma tradycyjną, to go wkurza, że nie jest
        nowoczesna, a jak ma nowoczesną, to model jest niekompatybilny.

        Więc poradź mi, Tri, co ja właściwie powinnam zrobić? Skoro ewidentnie brak
        satysfakcji mojego męża wynikał (i nadal wynika) z tego, że ja nie jestem od
        niego zależna? Że dopiero, gdybym ja nie mogła bez niego działać, wtedy czułby
        się wartościowy?
        Uzaleznić się od niego,wbrew swoim przekonaniom, wbrew instynktowi
        samozachowawczemu, bez gwarancji, że to przyniesie sukces?
        Udawać?

        Czy może to właśnie jest ten przypadek, kiedy rzeczywiście nie było szansy na
        udany związek?

        Nie wiem. Próbuję to zrozumieć.
        -----------------------
        Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
        • chalsia Re: Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać.. 02.07.06, 00:48
          u mnie chyba było podobnie - wiedział, że jestem od niego całkowicie
          niezależna. I to wyszło przy rozstaniu -odchodząc stwierdził, że sobie (jak
          zwykle) poradzę.
          Chalsia
          • der1974 Re: Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać.. 02.07.06, 00:52
            A ja jeszcze raz powtórzę, że nie zamierzam się martwić o żonę, tylko troszczyć o siebie. Jak spełnię obowiązki wobec dzieci, jak ja sobie poradzę finansowo (bo jednak miała bardzo duży wkład, uczciwie mówiąc nie przypuszczałem że tak duży), jak będę przeżywał swoje emocje itd. A żonie niech się wiedzie jak najlepiej. No co ja bym niby z tego miał, gdyby sobie nie poradziła? Same problemy.
            • akacjax Re: Chrzanicie, drogie Panie, aż przykro czytać.. 02.07.06, 19:01
              der1974-gdyby Twoja żona sobie nie poradziła, to być może miałbyś z tego obowiązek pomocy jej?

              Nie wiem jaki był twój wyrok rozwodowy, ale w moim (no cóż separacja ma jednak drobne różnice)jak byk pisze, że mamy sobie wzajemnie pomagać.
              Oczywiście ja nie chcę pomocy, bo nie potrzebuje, ale czekanie na mój upadek-może jest po to by mi pomóc?

              Dziewczyny, oni po prostu chcieliby, a nie mają powodów by nam pomóc wink



        • tricolour Wiesz, nie za bardzo rozumiem, o co chodzi... 02.07.06, 01:24
          ... Bo z Twego postu wynika, że wcale nie znałas faceta za którego wychodziłas
          za mąż. Wniosek ten wyciągam stąd, że nidzie nie piszesz, że czujesz sie
          oszukana i mąz jest kim innym po ślubie.

          Czy Twój facet dawał Ci sygnały przed slubem, że potrzebuje Twojej zależności?
          Jak to się stało, że jego potrzeby tak bardzo minęły się z Twoimi standardami?

          Opis modeli staroświeckich, nowoczesnych nie ma tu nic do rzeczy, bo ja mam swój
          własny świat i jeśli on odpowiada mojej partnerce, to dobrze. Jeżeli nie
          odpowiada, to też dobrze, bo wiem, że partnerka nie ta, co trzeba. Ważne jest,
          by nie udawać kogoś innego, reagować na rzeczy nieodpowiadające nam itp. Może
          sami nie daliście sobie szansy na udany związek, bo Twój facet krył potrzebę
          totalnej dominacji, a Ty udawałaś, że nie widzisz, że on coś ukrywa.
          • berek_76 Re: Wiesz, nie za bardzo rozumiem, o co chodzi... 03.07.06, 01:22
            Nigy nie widziałam w nim potrzeby totalnej dominacji. I tak, czuję się oszukana
            - nie dlatego, że on stał się kimś innym, chociaż teraz widzę, jak mało o nim
            widziałam. Czuję się oszukana, bo znaliśmy się przed ślubem trzy lata, a mimo to
            teraz słysze wyrzuty z powodu cech, które miałam zawsze.

            I tak sobie myślę, że on nie myślał. Naprawdę nie myślał o tym, czym jest ślub,
            jak poważne jest to zobowiązanie, jakie niesie ze sobą konsekwencje. I to mnie boli.

            Oboje chyba byliśmy za mało świadomi, biorąc ten ślub. Tyle, że on uznał, ze to
            jest wystarczający powód, żeby się z niego wypisać. A ja ciągle nie umiem tak
            myśleć i chociaż myślałam, że juz się przyzwyczaiłam do tej myśli, to jednak ten
            pozew, który mi dzisiaj pokazał, na nowo otworzył wszystko, co już się zdążyło
            zabliźnić. Strasznie boli.

            -----------------------
            Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
            • gotyma zasady :) 03.07.06, 11:03

              Panowie, uszczęśliwienie kobiety jest bardzo proste, podaję zasady...


              A. Należy tylko być:

              1. przyjacielem
              2. partnerem
              3. kochankiem
              4. bratem
              5. ojcem
              6. nauczycielem
              7. wychowawcą
              8. spowiednikiem
              9. powiernikiem
              10. kucharzem
              11. mechanikiem
              12. monterem
              13. elektrykiem
              14. szoferem
              15. tragarzem
              16. sprzątaczką
              17. stewardem
              18. hydraulikiem
              19. stolarzem
              20. modelem
              21. architektem wnętrz
              22. seksuologiem
              23. psychologiem
              24. psychiatrą
              25. psychoterapeutą.

              B. Ważne też są inne cechy. Należy być:

              1. sympatycznym
              2. wysportowanym ale
              3. inteligentnym ale
              4. silnym
              5. kulturalnym ale
              6. twardym ale
              7. łagodnym
              8. czułym ale
              9. zdecydowanym ale
              10. romantycznym ale
              11. męskim
              12. dowcipnym i
              13. wesołym ale
              14. poważnym i
              15. dystyngowanym
              16. odważnym ale
              17. misiem ale
              18. energicznym
              19. zapobiegawczym
              20. kreatywnym
              21. pomysłowym
              22. zdolnym ale
              23. skromnym i
              24. wyrozumiałym
              25. eleganckim ale
              26. stanowczym
              27. ciepłym ale
              28. zimnym ale
              29. namiętnym
              30. tolerancyjnym ale
              31. zasadniczym i
              32. honorowym i
              33. szlachetnym ale
              34. praktycznym i
              35. pragmatycznym
              36. praworządnym ale
              37. gotowym zrobić dla niej wszystko [np. skok na bank] czyli
              38. zdesperowanym [z miłości] ale
              39. opanowanym
              40. szarmanckim ale
              41. stałym i
              42. wiernym
              43. uważnym ale
              44. rozmarzonym ale
              45. ambitnym
              46. godnym zaufania i
              47. szacunku
              48. gotowym do poświęceń i, przede wszystkim,
              49. wypłacalnym.


              C. Jednocześnie musi mężczyzna uważać na to, aby:

              a) nie był zazdrosny, a jednak zainteresowany
              b) dobrze rozumiał się ze swoją rodziną, nie poświęcał jej jednak
              więcej
              czasu niż danej kobiecie
              c) pozostawił kobiecie swobodę, ale okazywał troskę i zainteresowanie
              gdzie
              była i co robiła
              d) ubierał się w garnitur, ale był gotów przenosić ją na rękach przez
              błoto
              po kolana i wchodzić do domu przez balkon, gdy ona zapomni kluczy, lub
              gonić, dogonić i pobić złodzieja, który wyrwał jej torebkę, w której
              przecież miała tak niezbędne do życia lusterko i szminkę.


              D. Ważne jest aby nie zapominać jej:

              1. urodzin
              2. imienin
              3. daty ślubu
              4. daty pierwszego pocałunku
              5. okresu
              6. wizyty u stomatologa
              7. rocznic
              8. urodzin jej najlepszej przyjaciółki i ulubionej cioci.


              Niestety, nawet najbardziej doskonałe wykonanie powyższych zaleceń nie
              gwarantuje pełnego sukcesu. Kobieta mogłaby się bowiem czuć zmęczona
              obecnością w jej życiu idealnego mężczyzny oraz poczuć się zdominowaną
              przez niego i uciec z pierwszym lepszym menelem z gitarą, którego
              napotka.


              A teraz druga strona medalu. Uszczęśliwić mężczyznę jest zadaniem
              daleko
              trudniejszym, ponieważ mężczyzna potrzebuje:

              1. seksu i
              2. jedzenia


              Większość kobiet jest oczywiście tak wygórowanymi męskimi potrzebami
              mocno
              przeciążona. Zaspokojenie tych potrzeb przerasta siły naszych pań.
              Wniosek :
              Harmonijne współżycie można łatwo osiągnąć, pod warunkiem, że mężczyźni
              wreszcie zrozumieją, iż muszą nieco ograniczyć swoje zapędy i pohamować
              swoją roszczeniową postawę!
              • gotyma i jeszcze to... 03.07.06, 11:17
                wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,60935,3457896.html#
              • tricolour Mnie by bardziej interesowało... 03.07.06, 16:41
                ... nie to jaki ja mam być, bo to jaki jestem jest już zdefiniowane i trudno
                zmienialne. Mnie interesuje, czy to jaki jestem którejś odpowiada.

                I te wszystkie teksty kobiet o tym jacy mają być faceci traktuję jako żart albo
                objaw niedojrzałości. Serio traktuję teksty kobiet o kobietach, które są dowodem
                samoświadomości.
                • berek_76 Re: Mnie by bardziej interesowało... 03.07.06, 17:10
                  Wiesz, Tri, ja niedawno spotkałam się ze swoim kolegą, takim, co to go do tej
                  pory znała tylko z netu. I wspólnie doszliśmy do wniosku, że recepta na udany
                  związek jest bardzo prosta:
                  1. Znaleźć kogoś, z kim się chce i z kim można robić jak najwięcej z tego, co robimy
                  2. I żeby ten ktoś rozumiał, jeśli chce się coś tam robić jednak samemu

                  Oczywiście, w drugą stronę to też musi działać.


                  Ja nie wierzę w sytuację, w której kotś zienia się radykalnie z miłości do
                  kogoś. Ale wierzę, że dwie nawet bardzo różne osoby mogą się dogadać, jak żyć
                  wspólnie, pod warunkiem że tego chcą. I nie polega to na zmianie, tylko na
                  zrozumieniu drugiej strony.

                  -----------------------
                  Berek, mama Żaby (11.06.2002) i Dasi (19.03.2005)
                  • kruszynka301 Re: Mnie by bardziej interesowało... 03.07.06, 18:31
                    "Ale wierzę, że dwie nawet bardzo różne osoby mogą się dogadać, jak żyć
                    > wspólnie, pod warunkiem że tego chcą. I nie polega to na zmianie, tylko na
                    > zrozumieniu drugiej strony."

                    A ja już w to nie wierzę. Byliśmy różni z eksem, jednak potrafiliśmy się dogadać, potrafiliśmy wspólnie żyć 8 lat, rozumieliśmy drugą stroną, po czym.... on poznał idealnie dopasowaną do niego koleżankę w pracy. I po związku.
                    Wspólne zrozumienie siebie nawzajem to dużo, ale na dłuższą metę nie zdaje egzaminu.
                    Powinno się mieć wspólne zainteresowania, hobby, podobne priorytety, podobny ideał spędzania czasu.
                    Inaczej prędzej czy później dochodzi do szarpaniny, lub, jak w moim wypadku, doznaje się olśnienia, że z inną osobą może być dużo lepiej.
                    • daleko_do_siebie Re: Mnie by bardziej interesowało... 03.07.06, 21:25
                      Tylko, że tak też może być nie tak smile). Niedawno rozpadło się małżeństwo mojej
                      koleżanki. Tak bardzo dopasowane. Wspóne zainteresowania, hobby, podobne
                      poglądy, sposób reagowania.
                      I co? Po 10-ciu wspólnych latach on doszedł do wniosku, ża dalej już nie. Że
                      nudno jest, że "ona mnie już niczym nie zaskoczy, nie podrażni, nie postawi
                      wyzwania. Nie pokłócimy się, nie pogodzimy"
                      Jakoś nie ma recept - znam szczęśliwych niedogranych, szczęśliwych dogranych i
                      nieszczęśliwych w obu wariantach.




                      • akacjax Re: Mnie by bardziej interesowało... 04.07.06, 09:13
                        Gdyby były proste recepty....przede wszystkim ludzie chcą ciągle nowych wyzwań, zaskoczeń, atrakcji..w małżeństwie, a chyba nie umieja żyć codziennym szaro-nudnawo-monotonnym życiem. Nie mamy jednakowej hierarchi wartości i od tego się zaczyna rozzzzbieżność, która przechodzi w rozzzzzstanie, rozzzzwód....
                        Tri chciałby tekstów kobiet o kobietachsmile
                        Przecież już napisano, ze nie można nas zrozumieć, gdy się nie chce założyć, że takie po prostu jesteśmy-nieodgadnione.
                        To zamieszanie, które jest w nas, jest niezbednę byśmy mogły spełnić swoja rolę i wypełnić swoje życie żarem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja