Po rozwodzie i ......

24.07.06, 11:46
Jestem po rozwodzie od dwóch miesięcy. Do rozwodu doszło z mojej głupoty.
Standardowy przypadek poznałem ją zaiskrzyło i .... . I oprzytomniałem. Teraz
bardzo żałuje ponieważ kocham dalej moją żone i tęsknie za nią. Byliśmy
małżeństwem przez 10 lat. Myślałem że po rozwodzie będzie mi łatwiej nic z
tego tęsknota powróciła ze zdwojoną siłą. Włączyła sie dodatkowo myśl że już
nigdy nie będe z moją Kają. Ona jest teraz z innym. Nie wiem po co to pisze
być może dlatego żeby poczuć ulge. Być może dlatego żeby przestrzec tych
którzy stoją przed tą decyzją. Najpierw przemyślcie to dobrze i pogadajcie
naprawde warto może się uda. Ja żałuje i to bardzo cały czas czekam na telefon
od niej. Niech mi nikt nie mówi że życie toczy sie dalej owszem toczy się ale
to nie jest to. Życie w poczuciu winny że to ja to zepsułem jest straszne to
nie jest życie to istna męka.
    • phokara Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 11:55
      Ciekawy post... niejako hmmm... z drugiej strony. Tak sobie nawet pomyslalam, ze to moj Ex
      moglby cos takiego napisac, podobny scenariusz.
      A rozwodu chciales Ty czy zona?
      • majeczka2310 Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 11:58
        Hmmm, szkoda że mój tak nie myślał i nie mysli.... wiele bysmy przez to
        uniknęli.
        • phokara Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:01
          Szkoda..??? Majeczka, zapewniem Cie, ze nie ma czego zalowac. A z mysleniem to ma
          doprawdy niewiele wspolnego.
          • majeczka2310 Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:04
            wiesz, ja uważam, że rozwód to jednak, klęska i szkoda. Klęska dla mnie jako
            kobiety, żony, że to co chciałam stworzyć i tworzyłam w pocie czoła jednak
            legło w gruzach. Szkoda dzieci i 10 lat życia.
            • phokara Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:13
              Wiesz, ja tez uwazam, ze rozwod to porazka. Tez mi jest szkoda, ale mysle, ze kleska to by
              dopiero bylo przetrwac zycie na kleceniu czegos, co sie nijak nie chcialo poskladac w sensowna
              calosc. W pewien sposob mysle, ze rozwod jest kleska wyboru.
              Akurat ja nie zaluje lat, ktore spedzilam z moim wspanialym M. To byly dobre lata... i to jest moj
              (i jego) sukces, staram sie na to patrzec w taki sposob.

              A odnosnie opisywanej tu histrorii - pan sam napisal "rozwiodlem sie z glupoty". Nie mam
              zadnych danych, zeby w to nie wierzyc. I powiem wiecej - zlota mysl, ze "glupota nie boli"
              mozna sobie wsadzic w buty. Jak widac.
          • scriptus Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:09
            Ja to normalnie głupi jestem. Powinienem znaleźć sobie jakąś na boku i wtedy, po
            pierwsze, byłbym standartowy, po drugie, wiedziałbym, za co ma być ten rozwód.
            I, nie miałbym już żadnych wątpliwości.
            A właściwie, co za różnica? I tak głupi, i tak.
          • danlluz Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:11
            Jest takie powiedzenie "Mądry Polak po szkodzie". Ja żałuje bo skrzywdziłem ją i
            siebie. Siebie dlatego że nie pokocham nikogo tak mocno jak moją Kaje. Cały czas
            myśle oniej i żyje nadzieją że kiedyś to się zmieni. Pozytywny aspekt tej
            sytuacji jest taki że dostałem kopa i próbuje pokazać jej że warto. Chociaż ona
            niechce ze mną utrzymywać kontaktów.
            • phokara Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:18
              Jak jej probujesz pokazac, ze warto?
              Serio pytam, bo to bardzo roznie wyglada z jednej i drugiej strony.
              A w to, ze nie chce z Toba utrzymywac kontaktow to wierze i wcale sie temu nie dziwie. Tez nie
              chcialam, zas kazdy telefon od Exa wywolywal u mnie z miejsca odruch mocno oporowy.
              • danlluz Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:29
                Jak. Po pierwsze to zmiana otoczenia w którym przebywałem czyli koledzy itp
                (zawsze ją to denerwowało) Po drugie wzmocnienie sytuacji materialnej (budowa
                domu itp.) Po trzecie bycie konsekwentnym i budowanie pozycji osoby której można
                zaufać . Może to wyda się wam nie wiele ale dlamnie to duże zmiany. Będe na nią
                czekał chociaż miałbym z nią spędzić krótką chwile ale uważam że warto. Zrobię
                dla niej wszystko żeby ją odzyskać.
                • scriptus Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:37
                  Trzymam kciuki, żeby się udało, choć to trudne zadanie.
                  • danlluz Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:38
                    nie dziękuje
                • phokara Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:43
                  >Zrobie˛dla niej wszystko z˙eby ja˛ odzyskac´.

                  Nie wiem, czy widzisz pewien paradoks w tym zdaniu?
                  Jest to piekny mix pomiedzy - 'zrobie dla niej wszystko' + zrobie wszystko, aby ja odzyskac.
                  Musisz miec swiadomosc, ze moze z punktu widzenia tej kobiety, zrobienie dla niej wszystkiego
                  bedzie polegalo na nie robieniu niczego aby ja odzyskac. Nie chce Cie bynajmniej dolowac czy
                  zniechecac ale istnieje takie prawdopodobienstwo. Slyszalam dosc podobne teksty i stresowaly
                  mnie mocno, nie mowiac juz o irytacji, ktora mna telepala. W ogole sa to klimaty mocno
                  rozwalajace psychicznie.

                  Piosales, ze ta kobieta jest teraz z kims innym. Jesli ja naprawde tak bardzo kochasz, to
                  przelkniesz cierpienie wlasnego ego i bedziesz jej zyczyl szczescia - szczerze i
                  bezinteresownie, nie z 'nadzieja', ze moze jej sie nie uda i wtedy znowu bedziecie razem.
                  Natomiast cwiczenia w 'byciu konsekwentnym i budowanie pozycji osoby, ktorej mozna zaufac'
                  to sensowna inwestycja, nawet jesli nie przyniesie akurat takiego efektu, o jaki Ci chodzi.



      • danlluz Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 12:06
        Rozwód wyszedł odnas obojga.
    • kasiar74 Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 13:23
      rozwalają mnie takie teksty, człowieku a gdzie byłes kiedy zona potrzebowała
      ciebie i oczekiwała twojej lojalności? Nie wyszło ci z kochanką i nagle
      przypomniales sobie o zonce, czy może samotność doskwiera bo żona i kochanka
      się wypieły? Skoro jesteście po rozwodzie (chyba zapomiales co to znaczy) i
      skoro ona probuje sobie ułożyc zycie na nowo to co ty teraz chcesz jej pokazac
      i udowadniac? Może lepiej wysnuj wsnioski i lepiej nie krzywdź więcej kobiet
      • danlluz Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 13:33
        Wnioski wysnułem. Kochanka się na mnie nie wypieła. Krzywdziłbym ja gdybym był z
        nią i nie powiedział jej że kocham dalej swoją żone. Nie czuje się samotny. Wiem
        że dałem ciała ale to że nie jesteśmy razem ze sobą to jest efekt że nie
        potrafilismy rozmawiać wtedy ze sobą w tym trudnym okresie. To co zrobiłem jest
        złe. Zdradziłem swoją żone tylko raz i jest mi z tym bardzo trudno żyć. Moja
        żona była otoczona osobami które nie były mi życzliwe i to też się też
        przyczyniło do tego że nie jesteśmy razem. Bo oni z góry założyli że jestem zły
        niedobry. Gdybym miał szanse nie dopusciłbym żeby to sie zdarzyło ponownie.
        • mirlen ale szansy nie masz 24.07.06, 13:45
          Życie to nie gra, nie mamy po kilka istnień. I musimy ponosić konsekwencje
          swoich kroków. Pozwól swojej byłej żonie ułożyć sobie życie na nowo. A jeśli
          kiedyś oboje stwierdzicie, że chcecie być ze sobą (tak jak oboje doszliście do
          wniosku, że nie chcecie), to fajnie.
          • danlluz Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 13:55
            Cóż pozostaje mi tylko czekać
            • kruszynka301 Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 14:34
              Utrata zaufania jest rzeczą nieowracalną.

              Nigdy już nie wskrzesisz tego związku.

              No i masz bardzo mądrą eks żonę.
              • daleko_do_siebie Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 21:30
                Utrata zaufania nie jest rzeczą nieodwracalną. Zaufanie można odbudować, jeśli
                się bardzo chce, jeśli druga osoba wcześniej długo na nie zasługiwała, jeśli
                żałuje, że nas zawiodła - jeśli to był błąd. Gdybyśmy nie potrafili zaufać
                jeszcze raz - nikogo koło nas by nie było. Ideałów nie ma - każdy się potknie.
                Bycie ze sobą to nie stan harmonii idealnej. To suma naszych i cudzych sukcesów
                i porażek wypaczeń i wyprostowań.
                Jeśli facet pisze czystą prawdę - i był to jeden raz, natychmiast żałowany, to
                mądrej żony chyba nie miał.
                Nie sztuka tworzyć związek "do pierwszego razu". Czy to jakieś cholerne zawody
                sportowe - kto kogo złapie??
                • kruszynka301 Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 21:52
                  daleko_do_siebie napisała:

                  > Utrata zaufania nie jest rzeczą nieodwracalną. Zaufanie można odbudować

                  Nie, nie można - próbowałam.
                  W pewnym momencie został ze mnie wrak kobiety, która dostaje drgawek i histerii, w momecie, mąż spaźnia się o 10 minut - do takiego stanu można się doprowadzić, wyobrażając sobie go z kochanką.


                  To tak jak z saperem, który myli się tylko raz.

                  zgodzę się, że można wybaczyć, ale nigdy się nie zapomina.
                  • daleko_do_siebie Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 22:15
                    Piszemy o czymś innym. Ja o jednym błędzie, Ty chyba o sytuacji długotrwałej,
                    permanentnej. Ja o zrozumieniu tego błędu, prośbie o wybaczenie Ty o braku
                    zrozumienia, braku przyznania nawet. Ty pewnie o długim, bolesnym kryzysie, ja o
                    postawie obrażalskiej - biorę zabawki i idę.
                    Życie to nie pole minowe, wszyscy mylimy się wiele razy.
                    • scriptus Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 22:21
                      Zgadzam się z Daleko_do_siebie, zaufanie można odbudować, ale obie strony muszą
                      być na poziomie i tego chcieć. I oczywiście mam na myśli nie permanentny,
                      długotrwały proces niszczenia zaufania, ale jakieś krótkie potknięcie,
                      załamanie. Najlepsze, co można zrobić zawsze, to starać się wybaczyć, jednak,
                      każde wybaczenie jest coraz trudniejsze, aż być może przychodzi ten raz, kiedy
                      wybaczenie jest ponad nasze siły.
                      • daleko_do_siebie Re: ale szansy nie masz 24.07.06, 22:47
                        Wybaczam - bo z sobą włącznie nie spotkałam jeszcze nikogo kto nie potyka się,
                        nie popełnia błędów. Jeśli ich nie powtarza, jeśli nie rani celowo, albo tylko
                        dlatego, że raz się już udało.
                        Kurczę - życie nam jakoś stwardniało. Coraz mniej wrażliwości, uwagi skierowanej
                        na innych, coraz więcej zażartości, polowania na potknięcia, udowadniania sobie
                        samowystarczalności. I coraz więcej samotności.
    • der1974 Re: Po rozwodzie i ...... 24.07.06, 22:45
      Sorry ale ja nie rozumiem. To po co się rozwodzić było? Teraz refleksja naszła?
      Nie wyszło coś czy jak? Ty nie czekaj na telefon tylko się pogódź, że d...
      dałeś. I trzeba dalej żyć i można zapewniam Cię. Na telefon czekasz? Odbiło Ci
      czy jak? Myślę, że się niestety nie doczekasz. Twoje uczucia zostały objęte
      prekluzją, cokolwiek to znaczy... Trzeba ponosić konsekwencje swoich zachowań i
      tyle.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja