ojcowie, co o tym myślicie?

24.08.06, 22:10
Na forum "macochy" znalazłam takie coś. Napisała macocha elf28.Nie daję
linku, bo to cały długi bardzo wątek, jak ktoś chce, to prywatne
    • misbaskerwill Re: ojcowie, co o tym myślicie? 25.08.06, 15:23
      Taaaaa, pamiętam, że jakiś klasyk mawiał, że bardzo lubi dzieci... zwłaszcza na
      śniadaniesmile
      Ale to na szczęście jest karalne, a porównanie do lwów zjadających dzieci
      świadczy tylko o tym, że to co wypisują w bajkach i baśniach (choćby kochani
      bracia G.) o macochach jest prawdą.
      Widać też, że ta pani nie posiada własnych dzieci, bo nigdy takiej bzdury nie
      odważyłaby się napisać... Bo co? Czy powiedziała by własnemu dziecku - "oto Twój
      nowy tatuś, zje Cię dziś na kolację, bo mu przeszkadzasz"???

      Ale wiem, że chodzi o konkrety - alimenty.
      Cóż - wiedziały gały co brały - a wzięła faceta z dzieckiem, który ojcem będzie
      zawsze i kropka. Nawet gdyby żona utrudniała mu na wszelkie sposoby kontakty z
      dzieckiem - jego podstawowym, "psim" obowiązkiem jest pomaganie dziecku choćby w
      ten sposób. Mówię to jako ojciec - mimo, że wiem już, że żona złamała wszystkie
      postanowienia ugody, że jestem przez to znowu stratny finanosowo - ale, bez
      postanowienia sądu, dalej będę płacić alimenty takie, jak uzgodniliśmy.
      Być może to jedyny sposób w tej chwili, by pokazać, że, mimo krytycznej sytuacji
      rodzinnej, kocham swoje dziecko i chcę je jakoś wspierać.
      A co żona zrobi z tymi pieniędzmi - to już jej sprawa. Co by nie robiła - i tak
      pośrednio będzie to wsparcie dla dziecka.
      • zonka77 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 25.08.06, 16:35
        > Ale to na szczęście jest karalne, a porównanie do lwów zjadających dzieci
        Witam wszystkich na forum bo pierwszy raz się odzywam tutaj.

        > świadczy tylko o tym, że to co wypisują w bajkach i baśniach (choćby kochani
        > bracia G.) o macochach jest prawdą.

        Wypraszam sobie. Naprawdę. To mnie już wkurza. Ktoś zamieści jakiś fragment
        czyjejś wypowiedzi (zresztą dla mnie napisanej pół żartem) i już komentarz że
        macochy są "be"
        misbaskerwill - dla Twojej widomości - jestem macochą, nikogo nie zjadam ani ja
        ani mój M, o dziecko dbają wszyscy, pasierbicę lubię i nic do niej negatywnego
        nie mam i takich macoch jak ja jest dużo - również na forum macochy. Nos mi nie
        urósł i nie zakrzywił się w hak od kiedy wyszłam za dzieciatego chłopa, nie
        nauczyłam się też latać na miotle. Nie dręczę też pasierbicy klęczeniem na grochu
        Wyobrażasz sobie?


        pozdrawiam
        • nangaparbat3 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 25.08.06, 17:38
          Zonka, nie zlość się. To jest CAŁA wypowiedź.
          Musiałam się odwołać do kogoś "z zewnątrz", bo triumwirat z "macoch" dowalił mi
          na tyle, ze chciałam wiedzieć, czy tak zupełnie się mylę.
          Macochy są rożne, niepotrzebnie bierzesz to do siebie.
          Ja sama (czy dokładniej moja corka) mam super macochę i często o tym piszę.
        • misbaskerwill Re: ojcowie, co o tym myślicie? 25.08.06, 17:55
          Przepraszam, że zraniłem Twoje uczucia.
          Powinienem powiedzieć, że baśnie braci G. nie są wyssane z palca - wynikają z
          wnikliwej obserwacji rzeczywistości... i przykład podany wyżej jest kolejnym na
          to dowodem...
          Ale to wie każde dziecko w podstawówce, więc wybaczcie za "odkrycie" - nie
          jestem humanistą, choć bywam humanitarny... ostatnio kupiłem nawet kaszankę dla
          zameldowanego inaczej. Ale nie był to Hubert - zresztą tamten jest zameldowany.
          I mówił nadwyraz elegancką polszczyzną. Apolitycznie, mimo, że głodny był.
          • misbaskerwill P.S. 25.08.06, 18:02
            I masz rację - generalizowanie to częsty błąd, ale bardzo krzywdzący...
            Więc przepraszam 99% procent macoch, które są normalnymi ludźmi, lecz mają nieco
            bardziej skomplikowane życie - dokładnie tak jak ja. W końcu - jeśli jakimś
            cudem odnalazłbym kiedyś wybrankę serca (nie, tak nie bywajetsmile) - też bidulka
            stałaby się macochą... I musiałbym bacznie obserwować, czy jej się nos nie
            krzywismile))

            A co do generalizacji - nie każdy, kto dostał Nobla, służył w Waffen SS.
            Nie każdy, kto służył w Waffen SS, był wstrętnym homofobem i mordercą.
            Ale to tak na marginesie, zresztą przy weekendzie te moje "złote myśli" są coraz
            niższych lotów...
            Przepraszam - czas na logoutsmile
            • zonka77 Re: P.S. 25.08.06, 21:29
              >W końcu - jeśli jakimś
              > cudem odnalazłbym kiedyś wybrankę serca (nie, tak nie bywajetsmile) - też bidulka
              > stałaby się macochą... I musiałbym bacznie obserwować, czy jej się nos nie
              > krzywismile))

              noo, jeśli Ci się to uda to sam zobaczysz jakie to bywa skomplikowane ;P
              Osobiście uważam jednak że całkiem możliwe jest ułożenie życia dobrze dla
              wszystkich nawet w skomplikowanych okolicznościach. Trzeba się tylko postarać no
              i wszyscy muszą chcieć co bywa trudne.

              A jeśli trafisz na po prostu dobrego człowieka to szczerze myślę że nos się jej
              nie zakrzywi chociaż będziesz miał duzo roboty bo co tu ukrywać - to będzie
              głównie Twoje zadanie żeby poukładać sprawy tak aby było dobrze. Pozatym myślę
              że musi zawsze minąć trochę czasu zanim wszyscy się przyzwyczają i odnajdą w
              swoich rolach, nawet w "niegarbatych" związkach bywa różnie i trzeba się dogadać
              i wypracować wspólny front, a co dopiero kiedy w grę wchodzi ex, dzieci, facet i
              next i moze dziecko faceta i next - to JEST skomplikowane po prostu i już.

              Co do mnie to mam nadzieję że za parę lat moja pasierbica jak dorośnie powie że
              ma fajną macochę i zawsze będzie się do mnie odnosiła tak jak teraz (i zawsze do
              tej pory)Mam tez nadzieję że nasza córka i córka M będą potrafiły być siostrami
              całe życie i będą miały siebie
        • tricolour Do Zonki. 25.08.06, 19:53
          Bardzo łatwo napisac jakmim sie nie jest. Dam Ci przykład: nie jestem
          złodziejem, mordercą, nie latam na miotle ani kosturze.

          Jaki zatem jestem?

          tongue_outP
          • buba77 Re: Ojcowie, co o tym myślicie 26.08.06, 00:12
            bajki bajkami, ja nie jestem ojcem, jestem mamą, która zawsze chciała mieć
            więcej dziecismile
            a co do natury, to mi się wydaje, ze to lwy zabijają młode spłodzone przez
            innego samca, bo chcą mieć pewność swojego ojcostwa i przekazania swoich genów,
            a lwice nie martwią się czy przekazują swoje geny i wychowują wspólnie małe z
            innymi lwicami (jeżeli żyja w stadzie, bo chyba niezawsze tak jest).
        • bszalacha Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 02:56
          Bo często są.Jesteś nielicznym wyjatkiem,który/jak to wyjatek/potwierdza
          regułę.Ciekawe,czy masz własne dzieci.Jesli takjest,że one obchodzą Cie
          naprawde,to powinnaś otworzyc poradnię dla rodzin rekonstruowanych.Mogę to
          zrobić razem z toba.Mam przygotowanie psycol.i terapeut.Pozdrawiam.Mozesz do
          mnie napisać.Jestem z Rzeszowa
          • zonka77 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 18:52
            > Bo często są.Jesteś nielicznym wyjatkiem,który/jak to wyjatek/potwierdza
            > regułę.Ciekawe,czy masz własne dzieci.Jesli takjest,że one obchodzą Cie
            > naprawde,to powinnaś otworzyc poradnię dla rodzin rekonstruowanych.Mogę to
            > zrobić razem z toba.Mam przygotowanie psycol.i terapeut.Pozdrawiam.Mozesz do
            > mnie napisać.Jestem z Rzeszowa

            czy to było do mnie? Jeśli tak to mam dziecko, mamy córkę z mężem czyli
            przyrodnią siostrę dla mojej pasierbicy (bardzo się dziewczyny fajnie dogadują
            jak na razie)
            Co do bycia nielicznym wyjątkiem (jeśli ten powyższy post byl do mnie) to uważam
            że to bzdura smile
            Co do poradni - jest ich już sporo - nie raz korzystałam z porad psychologa
            rodzinnego i to mi wyszło na zdrowie smile

            A jeśli nie zrozumiałam i to nie był post do mnie to przepraszam smile
        • agash4 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 20:32
          zonka, a kto Ci powiedzial, ze jestes krysztalowa, bo nie katujesz cudzego
          dziecka? Ta Twoja pasierbica miala dom, miala mame i tate. Ty tam przyczepilas
          sie jak piate kolo i udajesz swieta? Bez przesady nie ma czym sie chwalic.
          Wyobrazam sobie, ze samopoczucie masz dobre, bo wydaje Ci sie ze
          jestes "lepsza" (tylko w czym?) od poprzedniej zony Twojego faceta i ta
          swiadomosc dodaje Ci skrzydel, jak przypuszczam. No i radze ostroznosc, bo
          jesli na jakis problem w zwiazku Twoj maz zareaguje podobnie jak poprzednio?
          Tyle ze Ty wowczas bedziesz juz w innej roli, raczej przegranej ... Ale to
          tylko tak sobie gdybam, nie zywie zadnej agresji, dyskutujemy. Pozdrawiam
          • zonka77 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 20:48
            tiaaaaa
            Dla Twojej wiadomości: poznałam męża kiedy już się z żoną rozstał, a ona miała
            faceta i niespecjalnie się wpychałam gdziekolwiek. Poznałam exię bardzo szybko i
            była do mnie bardzo pozytywnie nastawiona, gratulowała M wyboru i sama zajęta
            była swoim związkiem (z innym zonatym i dzieciatym facetem zresztą ale jej nie
            oceniam bo wiem że mój M kryształem nie był i oboje sobie nieźle dokopali)

            Ale dobrze że to napisałaś, to idealnie pokazuje jaki jest stereotyp, wszyscy z
            góry zakładają że to ja byłam przyczyną rozpadu małżeństwa i to mnie wkurza - że
            muszę zawsze się bronić tyklko dla tego że mój M ma dziecko smile
            Kryształowa to ja bynajmniej nie jestem, zajęło mi dużo czasu ułożenie sobie w
            głowie wszystkiego i zajęło nam sporo czasu dotarcie się z mężem, i to nie na
            gruncie macochowania a po prostu życia razem.
            Problemów mieliśmy bardzo dużo i śmiem twierdzić że mój mąż się stara bardzo
            właśnie m in dlatego że raz się już przekonał jak jest kiedy się ludzie nie
            starają i to była bolesna lekcja.
            I wcale nie uważam że jestem lepsza od poprzedniej żony (skąd u licha taki
            wniosek??)

            moja pasierbica miała mamę i tatę osobno plus jeszcze przyjaciela mamy kiedy ja
            poznałam męża uncertain

            Jeśli chodzi o niekatowanie to napisałam o nieklęczeniu na grochu z ironią i żartem!
            Staram się i tyle - i jest dobrze - nie mam po co udawać świętej, po prostu
            mówię że może być dobrze (bo u mnie jest)
      • bszalacha Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 02:50
        Jesteś wspaniały!!!Przyznam,że też byłam przerazona poprzednim listem,pisanym
        jakby w stanie psychozy.Otóz tak sie sklada,ze jestem od dawna "samotną
        matka",dzieci juz dorosłe,ale problem ten sam.Dopiero niedawno/50.../dojrzalam
        do ew.nowego zwiazku,bo wiem,ze umialabym pogodzic ogien z wodą.Podobałam sie
        mezczyznom,oni mnie tez,ale to już sa wielowątkowe problemy i co prawda wiem na
        pewno,ze...MOŻNA mieć bezkolizyjny nowy zwiazek,jednak musi byc BARDZO
        SWIADOMY.Mozna się wiele nauczyć z teorii Berta Hellingera/odsyłam/,którego
        ustawienia rodzinne staly sie ostatnio hitem w tzw.popularnej
        psychologii.Czlowiek ma swoje bardzo osobiste poczucie wiezi i
        przynalezności,ktorego w zadnej rodzinie zastepczej nie traci,a co najwyzej
        zaczyna reagować neurotycznie na wszelkie próby manipulacji w tym
        obszarze.Myslę jednak,że jesli nie próbuje sie siłowo wchodzić na
        terytorium "mama","tata"a jedynie godzic się na nowy rodzaj relacji-nie dzieje
        sie zadne zło.Nikt nikomu nie zabiera,nie zazdrosci,nie rywalizuje.Cóż.Niewielu
        z nas to potrafi.
        • a.niech.to Re: ojcowie, co o tym myślicie? 27.08.06, 22:12
          bszalacha napisała:

          > można się wiele nauczyć z teorii Berta Hellingera/odsyłam/,którego
          > ustawienia rodzinne staly sie ostatnio hitem w tzw.popularnej
          > psychologii.
          Dzięki sprymityzowanej wersji teorii zrozumiałam, że nie mogę być dalej żoną
          exa.
          > Myslę jednak,że jesli nie próbuje sie siłowo wchodzić na
          > terytorium "mama","tata"a jedynie godzic się na nowy rodzaj relacji-nie
          dzieje
          > sie zadne zło.Nikt nikomu nie zabiera,nie zazdrosci,nie
          rywalizuje.Cóż.Niewielu
          >
          > z nas to potrafi.
          Zstanawiałam się nad tym w związku ze zmianami w mojej rodzinie. Wydaje mi się
          całkiem możliwe wypracować sobie pozycję nexy z pełnym szacunkiem dla
          rzeczywistej mamy. To trochę jak bycie dobrą teściową z poczuciem, że właściwa
          mama zawsze będzie pierwsza i tak dokładnie ma być. Jednak musi być to trudne
          niesłychanie, bo w życiu nie widzę pozytywnych relacji, są dzieci moje, twoje i
          nasze i odpowiednio skompilowani rodzice. Masakra, jak dla mnie nie do pojęcia,
          nie mówiąc o przyjęciu.
    • kurka_wodna2 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 20:19
      Nie jestem ojcem,pozwolisz jednak na moją wypowiedź

      Macocha bedzie często taka,na ile pozwoli jej ojciec opuszczonych przez niego
      dzieci,jej poczucie wrażliwości,kultura osobista,poczucie winy, poczucie zwykłej
      ludzkiej życzliwości do małego człowieczka.

      Nikt mi nie powie,że rodzic opuszczający dom dla innej miłości kocha swoje
      dzieci,że pragnie ich dobra,że rozumie ich rozpacz,że bierze ich pod uwagę w
      swoim życiu.
      To jego uczucia tylko się liczą,to jego pragnienia mają być zaspokojone,to on ma
      być szczęśliwy i dowartościowany,to jemu należy się śmietanka z życia, to on ma
      zlizać wszystkie soki i zebrać wszystkie zyski z każdej sytuacji.
      Jesteśmy ludźmi a więc takie dorabianie ideologii do potrzeb jest bardzo
      czytelne,proste i jasne. Nie potrzeba zrzucać swego poczucia dyskomfortu na
      exie,one blokując spotkania dzieci z ojcem chronią je przed następnymi urazami
      wynikającymi z odrzucenia,odepchnięcia,ustawienia daaaaleko za nast d...ają.
      • zonka77 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 26.08.06, 20:37
        poczucie winy??

        > Nikt mi nie powie,że rodzic opuszczający dom dla innej miłości kocha swoje
        > dzieci,że pragnie ich dobra,że rozumie ich rozpacz,że bierze ich pod uwagę w
        > swoim życiu.

        no i kolejny stereotyp sad
        Dlaczego u licha zakładasz że większość lub wszystkie(????) macochy to kobiety
        dla których mąż opuścił żonę????
        Ja więcej na forum macochy chyba widzę tych które swoich partnerów/mężów poznały
        PO rozwodzie/rozstaniu
        Tak było i w moim przypadku.
        • nangaparbat3 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 27.08.06, 00:00
          Wiesz co, na 4 znane mi dobrze rozbite malżenstwa jedno (akurat moje wlasne)
          rozpadlo sie bez udziału Next (były maż poznał ją pare lat po naszym
          rozstaniu), w jednym przypadku zona zostawiła meża dla innego, w dwoch -
          meżowie zostawili żony dla innych (w tym jeden dla znaczaco mlodszej). I na
          moje wyczucie i znajomość ludzi tak to się własnie rozkłada. A na forum część
          macoch po prostu sie tym nie chwali. Ale tez na tym forum pojawił się
          termin "katalizator rozpadu związku", w niektórych przypadkach jak najbardziej
          adekwatny, w innych - gruby eufemizm.
          Wydaje mi sie też, ze jest taka prawidłowość - im bardziej przyszła next
          przyczyniła sie do rozpadu związku, tym gorzej traktuje pasierbów. Rozumiem, ze
          w Twoim przypadku ta zasada się sprawdza smile
          • agash4 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 27.08.06, 18:24
            dziekuje Ci za wyjasnienie i mam nadzieje ze nie urazilam Cie. Naturalnie nie
            skreslam ludzi z powodu ich wyborow, tym bardziej jesli nie znam genezy ich
            powstania. nongapart zaczela o statystyce, wiec pociagne temat: w moim
            otoczeniu, ludzie ktorych znam osobiscie lub z rodziny obecnej lub bylej, w tym
            takze i moj przypadek: na 9 przypadkow zdrad w zwiazkach i porzucania partnerow
            w 7-miu zrobili to mezczyzni, 2 przypadki to kobiety zdradzily (przy czym byla
            to matka i corka). Tak wiec 77% faceci zdradzili. Moj zwiazek akurat trafil na
            kochanke "z zasadami", ktora dociekala czy moj maz ma zone, czy sie rozwodzimy
            i ostatecznie ona do mnie dotarla z opowiescia ich poltorarocznej upojnej
            historii i nie po to zeby mnie wykonczyc, tylko dociec prawdy. Najwiecej mialam
            do zarzucenia juz eks-mezowi w kwestii zdrady. Tobie zonka zycze powodzenia i
            wydaje mi sie ze szacunek i sympatia dzieciom sie nalezy, nawet cudzym, weic
            pochwalam Twoja postawe w tej kwesti!
            • a.niech.to Re: ojcowie, co o tym myślicie? 27.08.06, 22:20
              agash4 napisała:

              > wydaje mi sie ze szacunek i sympatia dzieciom sie nalezy, nawet cudzym,
              Znów zdzieram gardło: wszystkie dzieci są nasze, a najbardziej muszą być o tym
              przekonane nie nasze. Nasze świetnie o tym wiedzą, a przynajmniej powinny.
              Trudne, rzadkie, ale wykonalne. Mogę służyć przykładem.
              • nangaparbat3 Re: ojcowie, co o tym myślicie? 27.08.06, 22:30
                Podobno moja prababcia zawsze stawała w czasie konfliktow po stronie zięcia,
                mowiąc: z własną córką zawsze sie jakos dogadam.
                • a.niech.to Re: ojcowie, co o tym myślicie? 28.08.06, 07:54
                  Twoja prababcia miała sporo życiowej mądrości, wyczucia i rozeznania w
                  konfliktowej sytuacji. Rozumiem, że legendę rodzinną należy traktować z
                  przymrużeniem oka, bo jest granica, której nie wolno przekroczyć - poza nią
                  własny dzieciak czułby się odrzucony, oszukany, pominięty, zastąpiony w
                  matczynym sercu przez kogoś innego. Konsekwencje byłyby oczywiste, choć
                  zróżnicowane.
                  Sprawiedliwie musi być, a przynajmniej tak, jak nam się wydaje, że jest
                  sprawiedliwie. Najważniejszym pytaniem jest zapewne, jak ją czynić ową
                  sprawiedliwość? Jeśli w stosunku do rodzonych można sobie pozwolić na
                  swobodniejsze formy, które są znane od lat i akceptowane, to zwracając się do
                  przyszywanych dzieci, trzeba ogromnie uważać na swobodne środki expresji.
                  Własne łączy z nami silna więź naturalna, a z ichnimi trzeba ją budować w
                  oparciu o wzajemną akceptację osób i zaistniałej sytuacji. Wydaje mi się to tak
                  szalenie trudne, że współczuję wszystkim, którzy przyjęli na siebie taki
                  obowiązek.
                  Ciągle teoretyzuję na temat dzieci i niby sporo wiem, rozumiem, potrafię, a
                  jednak tak trudno mi przychodzi realizacja linii, którą dość jasno widzę przed
                  dziećmi i sobą. Nie wiem, czy odzywają się moje perfekcjonistyczne zapędy, czy
                  postępuję błędnie wbrew sobie, bo ... . Jeśli ktoś musi być silny, to z
                  pewnością ja. Bez poczucia bezpieczeństwa niezwykle trudno jest żyć. Dzieci na
                  ten moment to moje największe zmartwienie. Boję się. Zafundowałam im nielichy
                  pasztet - można by tak powiedzieć i całkowicie dociążyć mnie poczuciem winy,
                  przed którym i tak ustawicznie się bronię, bo ... .
Pełna wersja