zazuzi12
29.09.06, 22:40
Przedstawię mój problem, bo jestem tu nowy z prośbą o rady. Rozwiodlem się z
żoną. Sąd z pewnych względów powierzył mi opiekę nad corkami(10 15 lat). Nie
zabraniam szczególnie kontaktow z matką, choć czasami wplywają na dziewczynki
destruktywnie. Widzę, że obie cierpią. Straciły poczucie bezpieczeństwa, choć
bardzo staram się stworzyć bezpieczny dom bez nowych kobiet, a nawet kolegow
od pilki i piwka. Prowadzę gospodarstwo domowe lepiej niż moja była. Nie
cierpimy niedostatku, bo godziwie zarabiam. A jednak exa wraz ze mną tworzyła
ochronny parasol, tak jest w odczuciu corek. Jak im to odtworzy/zastąpić?
Młodsza przechodzi burzliwą fazę upadku autorytetu matki. Jej wyskoki krylem
przd dziewczynkami w myśl poglądu, żeby nie miały wypaczonego obrazu matki-
wzoru do naśladowania. Teraz widzę, że pewnie nie było to dobre. Nie mogłem
dlużej tolerować wyczynow exy. Musialem się rozwieść. Jak pomóc małej? Szukam
punktow oparcia dla corek, jakichś kobiet do odniesienia, ale to wszystko nie
to. Jak wesprzeć dzieci w takiej sytuacji? Być może w swoich obawach jestem
przesadny, bo już się obawialem, że dziewczynki wkroczą na drogę matki, ale
widzą zło, które jej przyświeca. O tyle mi lżej. Jednak pozostają postawione
pytania. Jak tworzyć bezpieczeństwo, kiedy jestem jedynym odpowiedzialnym
rodzicem? Czy czekać cierpliwie, żeby mlodsza sama zrozumiala blędy matki,
czy jej w tym pomagać? Niektore już ocenia sama, ale są takie, ktore zdaje mi
się, bezkrytycznie powtarza. Proszę o odpowiedzi. To dla mnie niezmiernie
ważne.