nolg
13.10.06, 19:28
Pare lat temu poznalam faceta. Szalenstwo od poczatku. Niesamowite
porozumienie, mnostwo ciepla, czulosci...Spotkalismy sie kilka razy po czym
wyszlo, ze jest jakas zona, z ktora co prawda nie mieszka od dawna...ale
jest. Nagle sie zaczal wycofywac...bez tlumaczen, wyjasnien. Nie naciskalam,
wiedzialam ze to trudne dla niego. Uslyszalam ze nie chce nic zaczynac dopoki
nie pozalatwia starych spraw. Rozumialam. Odsunelismy sie. Po jakims czasie
wrocil... Jednego dnia ze teskni, umawia sie na spotkania...potem nie
przychodzi...wraca steskniony. Cieszy sie jak dziecko na wszelkie oznaki
sympatii, czulosci...za chwile olewa, nie daje znaku zycia....
Po kilku miesiacach mialam dosc...przez nastepne 2 lata odezwalismy sie do
siebie moze 3 razy. Przez ten czas sie rozwiodl, zwiazal z kims...nie
odpowiedzial na pytanie czy to jest to czego potrzebuje... Jakis czas temu
odnowilismy kontakt wirt.-tel...nieprawdopodobnie cieply, mnostwo czulych
slow, niesamowite zrozumienie, wsparcie......jednoczesnie dajac sobie
olbrzymie wyrazy sympatii... potrafimy rozmawiac o wszystkim tylko nie o
sobie...kazda moja proba trafia w proznie...
Mam wrazenie ze rownie mocno jak go do mnie ciagnie on od tego ucieka...
Chce to rozumiec, bo przepadam za nim, ale boje sie ze szybciej dojde do
kolejnego momentu frustracji, kiedy bede miala dosc...