mirlen 31.10.06, 20:42 8 lat temu byłam szczęśliwą panną młodą... Uwierzycie, że dziś pierwszy raz od rozwodu widziałam mojego byłego??? Całkiem przypadkiem na stacji benzynowej. Nie ujawniłam się Ale tak naprawdę zrobiło mi się strasznie smutno... Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
13monique_n Re: trochę mi smutno... 31.10.06, 22:24 mirlen napisała: > 8 lat temu byłam szczęśliwą panną młodą... Mirlen, to ludzkie - ten Twój smutek. To znaczy, że czujesz. I tylko czas pomoże Ci czuć coraz słabiej. Ale czuć będziesz długo. Tylko za chwilę poczujesz też radość i ulgę wielką, i odkryjesz wszystko od nowa. Nieco odarte ze złudzeń, ale ciągle piękne. Daj sobie czas. Pisz tutaj, albo rób cos jeszcze, co Ciebie cieszy. trzymaj się. Odpowiedz Link
libra22 Re: trochę mi smutno... 01.11.06, 14:18 Myślałam, że dość szybko uporałam się - dzięki przyjaciołom i krótkiej terapii - z odejściem męża. I ogólnie tak chyba jest. Ale są chwile, gdy mi smutno, gdy jestem zła na niego, że tak zrobił, gdy chce mi się popłakać. Np dziś wyciągałam dokumenty do rozwodu: akt ślubu, akt urodzenia syna... Dzis też taki dzień nastrajający..... Odpowiedz Link
tricolour Nie ma jak to sobie dokopać... 01.11.06, 14:25 ... tak z czystej sympatii i bezinteresownie... ) Odpowiedz Link
13monique_n Re: Nie ma jak to sobie dokopać... 01.11.06, 17:48 Wiesz Tri, bo jak się odbijać, to niektórzy muszą z samego dna. Taki styl. Odpowiedz Link
crazysoma Re: Nie ma jak to sobie dokopać... 01.11.06, 18:03 Albo dopiero jak poczuja bol pupy. Odpowiedz Link
13monique_n Re: Nie ma jak to sobie dokopać... 01.11.06, 18:09 No, bol pupy jest skuteczny DDD Mnie zachecil do nauki hamowania miesniami nog jednak (na nartach), a nie upadkiem na tylek - technicznie latwiejszym DDDDD Odpowiedz Link
quomo Re: trochę mi smutno... 03.11.06, 19:34 Dlaczego było Ci smutno? Przecież dopiero teraz żyjesz pełnią życia! Nikt Cię nie strofuje, nie musisz ciągle spoglądać na zegarek i starać się mu "dogodzić". Wreszcie możesz nadrobić zaległości towarzyskie. On pewnie trzymał Cię ciągle pod kluczem i na świat nie wypuszczał. Żadnych spotkań, imprez, znajomych. Pranie, gotowanie, prasowanie, sprzątanie... Koniec! Teraz możesz być naprawdę szczęśliwa! Dobrze, że nie żyjesz już z tym potworem. On Cię tylko ograniczał. 3maj się! Powodzenia! Odpowiedz Link
mirlen Re: trochę mi smutno... 03.11.06, 22:03 Dlatego, że tak po prostu go kochałam... Być może tak, jak kocha się tylko raz w życiu. I nie da się tych 8 lat wymazac z pamięci. Nigdy nie żyłam z potoworem. Wyobraź sobie, że mam uczucia. Odpowiedz Link
quomo Re: trochę mi smutno... 06.11.06, 16:53 Nie twierdzę że nie masz uczuć. Ale z jednej strony piszesz, że wreszcie jesteś szczęśliwa (kiedy byłaś ze swoim ex podobno też byłaś, ale po tym co piszesz widzę, że się myliłaś. Miłość chyba naprawdę jest ślepa :p), a z drugiej użalasz się nad sobą. Masz rację, ośmiu "szczęśliwych" lat nie da się wymazać z pamięci. A może spojrzeć na to w ten sposób: z nim było fajnie, ale teraz, bez niego jest duuużo lepiej! Robisz więcej, niż robiliście razem. Nikt i nic Cię nie ogranicza! Bo pomyślę, że chciałabyś być z nim znowu Twój ex chyba naprawdę nie był Ciebie wart. Bo napewno jesteś FANTASTYCZNĄ dziewczyną, a on tak Cię potraktował. 3maj się ciepło i powodzenia! Odpowiedz Link
mirlen Re: trochę mi smutno... 06.11.06, 19:42 Po pierwsze - czytasz wybiórczo moje wypowiedzi. Nie użalam się nad sobą - piszę o tym, co w danym momencie czuję. Po drugie - zajrzyj na priva. Odpowiedz Link
quomo Re: trochę mi smutno... 07.11.06, 16:36 Widzisz, pokusiłem się na przeczytanie chyba wszystkich Twoich wypowiedzi. I dlatego tak napisałem. A na priva też zajrzałem. Bo co, że niby nie odpisałem? Może troche za długo się zbierałem, a może nie chciałaś, żebym odpisywał... Odpowiedz Link