Moja eks, czasem kobieta :)

09.11.06, 15:41
Dzisiaj miałem sprawę o alimenty.
W sumie nie do końca rozumiem o co chodziło eks z wniesieniem tej sprawy.
Alimenty płaciłem i to w wyższych kwotach niż się umówiliśmy. Ale jak to
stwierdziła, chciała to mieć prawnie uregulowane. Potrafię to zrozumieć.
Jednak w momencie gdy składała pozew uzbierało się między nami trochę
negatywnych emocji i chyba stąd ten pomysł z pozwem. Trochę szkoda, bo
mogliśmy się dogadać i spisać umowę cywilno-prawną, obyłoby się bez kosztów
adwokata i sądowych, które oczywiście ja muszę pokryć (spróbujcie wygrać
sprawę o alimenty smile ).

Przed sprawą pogadaliśmy jeszcze przez telefon i zaproponowała mi
podwiezienie do sądu (moim jeszcze w sumie samochodem) smile, potem podwiozła
mnie do domu. W sądzie skończyło się na ugodzie. W sumie na moich warunkach,
wydaj mi się, że rozsądnych. Eks sama potem przyznała, że mieszanie do tego
sądu i adwokata było niepotrzebne i stwierdziła, że pokryje koszty adwokata,
a ja sądowe. W sumie to całkiem miło z jej strony. smile
Ogólnie dogadaliśmy się, że ja przygotuję pozew rozwodowy (bez orzekania o
winie), a ona go złoży w sądzie. W sprawie majątku też w końcu jakiś
konsensus. Pełna współpraca i porozumienie, prawie jak w szczęśliwej
rodzinie. smile
    • libra22 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 15:46
      Miłosmile
      ( parafrazując: "Eks też człowiek"wink
    • libra22 no tak 09.11.06, 15:48
      Przepraszam, ale dopiero wpadłam na forum i to był pierwszy watek, który
      zobaczyłam i przeczytała (kusząco jeden wpis tylko miał), a teraz patrzę, że i
      pudełeczko ma podobny w nazwie wątek. Więc ja tamtego jeszcze nie czytałam i
      odnosiłam się tylko do chłopaka z mazur.
    • pudeleczko_75 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 15:53
      może dzis dzień dobroci dla eksówsmile
      pozdarwiam, jak to miło czytać to nasze SUPER forum.
      • libra22 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 15:59
        Ja ostatnio wpędzam się we frustracje. Choć eks człowiek: miło gadamy, zgadza
        się na wiele spraw, kasę daje. Ale czuję się zostawiona sama z synem i z
        róznymi problemami. A dzięki wam otrzepuję się z tych frustracji.
        Za co niniejszym dziękujęsmile
    • misbaskerwill Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 17:34
      Zazdroszczę. Ja jeszcze nie potrafię tak powiedzieć. Ze względów obiektywnych.
      Im dalej to się ciągnie, tym gorsze mam o niej mniemanie.
      Choćby dlatego, że moja sprawa - _bez orzekania o winie_ - zyskała kolejnych
      świadków (już jest ich 4).
      A wszystko po to, by udowodnić, że jestem złym człowiekiem (co zapewne ma
      umniejszyć jej winę, uzasadnić zdradę?), i odciąć mnie kompletnie od syna (tzn.
      widzenia tylko w jej obecności i za jej zgodą).

      Naprawdę zastanawiam się, czy nie dać sobie spokój i zgodzić się na jej warunki
      w zamian za zakończenie rozwodu w tym dziesięcioleciu. Nawet gdybym wygrał, ona
      i tak nigdy nie pozwoli, bym mógł mieć normalne kontakty z synem (bez jej
      pozwolenia i nadzoru), niezależnie ile sądów ją pouczy czy obłoży grzywną.
      Bo to zła kobieta jest...

      Wybaczcie za pesymizm. Z utratą żony się pogodziłem, nie wiem natomiast czy
      powinienem też pogodzić się z utratą dziecka...
      • scriptus Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 17:56
        MISIU!!! Nie poddawaj się. To Twój syn, Twoje dziecko, nie gódź się ze stratą.
        Bo rezygnacja oznacza stratę, jak nie będziesz miał właściwych kontaktów, to ona
        tak dzieciaka przerobi, że za kilka lat możesz o nim zapomnieć. A wydaje mi się,
        że Ci na nim zależy.
        Znajdź coś, na czy jej zależy i postaw sprawę na ostrzu noża, możesz się nawet
        nie zgodzić na rozwód, jeżeli nie umożliwi Ci normalnych kontaktów, przecież to
        ona tworzy nowy związek, więc jej bardziej zależy na rozwodzie.
        • misbaskerwill Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 19:12
          Dzięki Scriwink, nie chcę się poddawać, ale obawiam się, że po rozwodzie żona
          zechce mnie "ukarać" za to, że walczyłem i jeszcze mocniej ograniczy moje
          kontakty. Z drugiej strony - i tak źle, i tak niedobrze.

          O ile wiem, nie tworzy nowego związku - inaczej nie byłaby tak pochłonięta
          próbami dokopania mi, a rozwód uzyskałbym pewnie w 1 rozprawie...
          Być może, wręcz przeciwnie - jej zależy na pozostaniu "żoną", bo rozwódka to tak
          brzydko brzmi i trochę wstyd przed księdzem... Choć i tak tłumaczy, że to ja
          żądałem rozwodu, a ona mnie kocha (bo inaczej to nie po katolicku).
      • 1madzia Re: Co tam 4 świadków 09.11.06, 18:15
        Misiu pamiętaj, że masz nas... ze 40 świadków, którzy potwierdzą Twoją
        szlachetność i zmiażdżą zło Twojej jeszcze_nie_eks.

        Bądź niezłomny, może Twoja nieugiętość zmęczy przeciwnika.
        • misbaskerwill Re: Co tam 4 świadków 09.11.06, 19:14
          > Misiu pamiętaj, że masz nas... ze 40 świadków

          Dziękiwink Ale 40 to chyba było rozbójników... Choć, jak żona się rozkręci, to i
          taka cyfra mnie nie zdziwismile.
          • crazysoma Re: Co tam 4 świadków 09.11.06, 19:27
            A pamietasz Misiu, ze my, silna ekipa SKS mamy isc z Toba do Sadu, w stosownym
            czasie...
            • misbaskerwill Re: Co tam 4 świadków 09.11.06, 19:42
              > A pamietasz Misiu, ze my, silna ekipa SKS mamy isc z Toba do Sadu, w stosownym
              > czasie...
              Dziękuję za przypomnieniesmile
              Mając tak silną ekipę, nie warto się zawczasu poddawać.
              Nie mogę się doczekać "stosownego czasu".
              W każdym razie, zostało jeszcze sporo czasu. Zobaczę, jak to wszystko się
              potoczy. Znając żonę, dużo się jeszcze wydarzy przed następną rozprawą...
              • nangaparbat3 Re: Co tam 4 świadków 09.11.06, 21:05
                Cześć, Misiu,
                tak poważnie - ja bym odpusciła, jeśli chodzi jej o to, byś się z synem
                spotykal pod jej nadzorem, ale bedziesz mógł go regularnie widywać -
                zgodzilabym sie.
                Bo to ona ma zakladnika, takie są fakty i nawet najlepsze checi nas tu
                wszystkich tego nie zmienią.
                A tak - za jakiś czas pewnie jej sie znudzi nadzorowanie, zresztą czas płynie
                predko, dzieci szybko rosną, i zanim sie obejrzyć jakiekolwiek nadzorowanie
                bedzie pozbawione racji bytu.
                Zone masz przedziwną, z tego co piszesz, to trochę zła, troche szalona sie
                wydaje, i chyba nie za madra, zdaje mi sie, ze pojście z nią na udry nie
                skończy sie dobrze.
                Pozdrawiam serdecznie
                N.
                • misbaskerwill Re: Odpuścić?! 10.11.06, 19:24
                  nangaparbat3 napisała:
                  > tak poważnie - ja bym odpusciła, jeśli chodzi jej o to, byś się z synem
                  > spotykal pod jej nadzorem, ale bedziesz mógł go regularnie widywać -
                  > zgodzilabym sie.
                  > Bo to ona ma zakladnika, takie są fakty i nawet najlepsze checi nas tu
                  > wszystkich tego nie zmienią.

                  Dziękuję, Nanga - trafiłaś w sedno. Z jednej strony wiem, że jak będę dalej
                  walczyć o kontakty, to ucierpią na tym wszyscy (tzn. moje kontakty z dzieckiem
                  będą nerwowe, zwłaszcza przed ostatecznym orzeczeniem, potem też różnie).
                  Jak odpuszczę - czuję, że kontakty będą ograniczane, a ja nie będę miał nic do
                  powiedzenia (bo przecież sam się wycofałem).
                  Choć zawsze mogę wybrać drogę pośrednią - poprosić o dodatkowy termin w tygodniu
                  (walczę - co śmieszne - o spotkania raz w tygodniu, ale żonie to i tak "nie
                  pozwala ułożyć sobie życia", czy cokolwiek innego, skoro widzę dziecko max dwa
                  razy w miesiącu). Oficjalnie we wniosku stwierdziła, że nie utrudnia mi
                  kontaktów, ale nie chce, bym miał samodzielne kontakty, ze względu na stan
                  zdrowia dziecka. I nawet pani psychiatra ma jej w tym pomóc, świadcząc (o
                  dziecku czy też przeciwko mnie? Tylko jak, skoro mnie dwa razy w życiu widziała
                  - i musiałem jej jeszcze zapłacić za wizytę - "konsultację" - tylko po to, by
                  dowiedzieć się, co się dzieje z moim dzieckiem).

                  Wiem, że ma sens wrzucić na luz i odpuścić.
                  Ale scyzoryk w kieszeni się otwiera, patrząc jak wielką machinę żona uruchomiła
                  tylko po to, bym nie mógł być nawet raz na 3 tygodnie weekendowym ojcem...

                  P.S. O zabezpieczenie alimentów nie wniosła... Czyli niby taki zły jestem i w
                  ogóle, ale o to się nie martwi? Nie wątpię, że tu mnie też jeszcze zdąży zaskoczyćwink
                  • nangaparbat3 Re: Odpuścić?! 10.11.06, 20:36
                    No dobrze, a czy dziecku rzeczywiście coś jest?
                    • misbaskerwill Re: Odpuścić?! 10.11.06, 21:21
                      nangaparbat3 napisała:
                      > No dobrze, a czy dziecku rzeczywiście coś jest?

                      Pytanie za 1000 punktów. Tak naprawdę, nie wiem, w tym sęk.

                      Napiszę Ci na priva więcej, sprawa została bardzo zagmatwana i utajniona przez
                      małżonkę, stąd moje wątpliwości.
      • tricolour "Bo to zła kobieta jest"... 09.11.06, 19:48
        ... tez tak twierdziłem podczas rozwodu kiedy sprawy wyglądały strasznie. Teraz,
        po 10 latach, jest inaczej.
        Żona moja była jest całkiem miła (pod warunkiem, że widzimy sie nie częściej,
        jak co kwartał), a ona twierdzi (sama mi to powiedziała), że zrobiłem sie jakiś
        porządny... No w zyciu bym sie tego po niej nie spodziewał i jakoś mi "dziwnie"
        z takim epitetem.

        Może i Ty zmienisz zdanie.
        • crazysoma Re: "Bo to zła kobieta jest"... 09.11.06, 21:09
          Bo my z Pho mamy zgodna teorie, ze zdarza sie, ze ludzie tak na siebie
          dzialaja, ze wzajemnie generuja niedobre cechy i zachowania. I pewnie, w tym
          samym czasie, kiedy Ty twierdziles, ze Twoja (byla) zona jest zla kobieta, ona
          to samo myslala o Tobie... To co by bylo dalej, strach pomyslec.

          > że zrobiłem sie jakiś porządny...
          Hmmm. Moze nabrales cech kobiecych.

          p.s. Pho mi pozwolila napisac to ostatnie zdanie smile))
          • phokara Re: "Bo to zła kobieta jest"... 09.11.06, 22:22
            Tak, my z Crazy mamy w ogole wiele zgodnych teorii na przerozne tematy, zreszta
            zweryfikowanych w praktyce. No nie wszystkie przez nas, oczywiscie. Gdybysmy na
            przyklad cos madrego pisaly o transwestytach lub transatlantykach to
            niekoniecznie oznacza, ze same cos mialysmy z tym wspolnego. Zwykla obserwacja
            obyczajowa. haha.

            > p.s. Pho mi pozwolila napisac to ostatnie zdanie smile))
            a tam zaraz... tylko Cie troszeczku zdopingowalam.
            I tak opowiesc o rozbijaniu kotletow i lamaniu tipsow jest the best!
            • crazysoma Re: "Bo to zła kobieta jest"... 09.11.06, 23:13
              >Gdybysmy na przyklad cos madrego pisaly o transwestytach lub transatlantykach
              to niekoniecznie oznacza, ze same cos mialysmy z tym wspolnego

              Ale jakbysmy pisaly cos o żulach, meliniarkach i homelesach to ja mialam cos
              wspolnego z tym tematem. Impreza przebierana j.w. Pokaze Ci kiedys zdjecia, nie
              uwierzysz, ze mozna tak wygladac.

              > I tak opowiesc o rozbijaniu kotletow i lamaniu tipsow jest the best!
              Ale najgorsze jest to, ze sprawdzilam po raz szosty i znowu mam to samo -
              niepohamowany, konwulsyjny atak smiechu w polowie... I znowu, kiedy doszlam
              do "Pa" zobaczylam charakterystyczne odrzucenie do tylu, dlugich, blond wlosow,
              dlonia uzbrojona w tipsowe paznokietki, siegniecie po torebunie i oddalenie sie
              z "miejsca wypadku" w rozowej, dzierganej na szydelku sukience. Przy wtorze
              brzeczacych bransoletek i trzepoczacych rzes.
              Ja wiem, ze sie teraz narazam, no wiem, (co ja poradze na to, ze moja
              wyobraznia jest troche chora) ale musialam to napisac, no musialam...
              • phokara Re: "Bo to zła kobieta jest"... 09.11.06, 23:28
                Jeszcze klipsy. Koniecznie duze, plastikowe klipsy. I tipsy z wzorkami. Takie
                tipsy to musza sie koszmarnie niszczyc, jak sie rabie te kotlety. A klipsy
                wiecznie spadaja z uszu, zwlaszcza jak mocniej zawieje i 'pancerna fala' zleci
                na uszy. Powaga. Jeszcze mysle, ze rysunek brwi winien byc zdecydowany i
                pociagniety gruba czarna krecha, taka, ze 'nie ma przebacz'. A do tego (dla
                rownowagi) buzia w ciup i poziomkowy blyszczyk na ustach. No mowie Ci... A
                teraz pora sie udac na solarke i troche popracowac nad depilacja. Bo gebe to
                sie wieczorem ogoli, ale co z nogami? Chociaz wlasciwie obfite owlosienie lydek
                przebijajace przez cienkie ponczoszki nie jest zle. Powiem wiecej - jest
                swieeeeeeetne. Nie mogeeee. Ide spac. Jak mi sie to przysni to nie wiem co
                bedzie. Placz przez sen.
                • crazysoma Re: "Bo to zła kobieta jest"... 09.11.06, 23:38
                  Tak, usteczka w blyszczace i lepkie serduszko, najlepiej jakby kompletnie sie
                  nie trzymaly zarysow biologicznych ust, tylko zahaczaly o skore. Tak z cm. Tę z
                  zarostem. A rzesy, a rzesy... nie...
                  Koniec.
                  p. s. Wiesz, ze jak nam sie zdarzy zawitac kiedys do tego pieknego miasta na W
                  to utoniemy w fontannie? Ty tam nie jedz 18, ja Cie prosze.
                  Tak, idziemy spac - Ty placzesz, ja mam czkawke. Paaaaaaa.
    • 1madzia Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 21:40
      Dziwnie się układa, że nasi eksi są najlepszymi mężami w parze z innymi
      kobietami a wredne byłe żony najcudowniejszymi żonami dla obcych facetów.

      Skoro nie racjonalizm, to może jakieś różdżkarstwo byłoby skuteczniejsze.
      • phokara Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 22:24
        > Dziwnie się układa, że nasi eksi są najlepszymi mężami w parze z innymi
        > kobietami a wredne byłe żony najcudowniejszymi żonami dla obcych facetów.
        Ale tak wlasnie sie dzieje.
        Wyglosze nawet obrazoburcza teorie, ze nie ma ludzi z gruntu zlych. Staja sie
        tacy przy kims. Na szczescie w odwrotna strone tez to dziala.
        • crazysoma Re: Moja eks, czasem kobieta :) 09.11.06, 22:51
          Bo wiesz dlaczego - my (w sensie ogolnoludzkim) sie zmieniamy (w cyklach albo
          bez, z przyczyn, albo z przemyslen lub postanowien, albo zrzadzen losu). Osoba
          z ktora w danym momencie jestesmy tez sie moze zmieniac, albo nie, (albo jest
          odwrotnie osoba sie zmienia a my nie) i moze sie okazac, ze wraz z ta zmiana
          zmieniamy ludzki sklad otoczenia. Bo tamten stary nam nie pasuje zanadto.
          Przewartosciowujemy nasze myslenie, albo wracamy do korzeni, bo z kims tam
          nasze wartosci i my strasznie sie popsuly.
          I moze sie okazac, ze to, co drazni i jest glownym tematem do klotni, pani X z
          panem Y, nam kompletnie nie przeszkadza. A wszelkie slabosci, ktore draznia
          pania X nas rozczulaja i pomagamy panu Y w pokonaniu ich, albo prostu na inne
          rzeczy zwracamy uwage i dlatego nam przebywanie z panem Y sprawia radosc a pani
          X bedac z panem Y obmysla plan morderstwa doskonalego...
    • der1974 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 03:20
      Dzień dobroci dla eksów trwa nadal. Moja podobno też rozsądnie się zachowała w
      kwestii odpowiedzi na pozew. Tak mówi, a skoro mówi to trzeba to sprawdzić smile
      I ciągle naiwnie wierzę, że można się porozumieć jakoś, jak w szczęśliwej
      rodzinie big_grinDDD
      • z_mazur Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 07:46
        > Tak mówi, a skoro mówi to trzeba to sprawdzić smile

        Skąd ja to znam. smile
        Ufaj, ale sprawdź. Ja juz jednak nie ufam więc sprawdzenie to podstawa.
        Fajnie jednak, że przynajmniej coś człowiek czasem usłyszy.,

        BTW Der co ty robisz o takiej godzinie on line????
    • julka1800 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 09:16
      ważne: czy powiedzialeś jej o tym? o tym ze cieszy Cie takie podejście do
      sprawy.

      mam nadzieje ze tak, a nie tylko napisales nam na forum

      smile
      Pozdrawiam
      • z_mazur Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 09:27
        Oczywiście, że powiedziałem.
        Usłyszałem w rewanżu też parę ciepłych słów.
        W tej chwili dla mnie brzmią one jeszcze fałszywie, ale może kiedyś... smile
        • julka1800 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 09:30
          to dobrze ze powiedziales,

          bo czasami slyszę jak ktos opowiada milo o swojej EX czy swoim EX osobie
          trzeciej a nie mowi tego wprost osobie zainteresowanej


          • z_mazur Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 09:37
            Wiesz miło to chyba jeszcze trochę na wyrost.
            Ważne, że już nie "niemiło".

            Gdzieś tam głęboko nadal jednak jest sporo emocji.
            • julka1800 Re: Moja eks, czasem kobieta :) 10.11.06, 10:13
              oczywiscie
              "milo" to troche na wyrost ale nie znalazlam innego slowa
Inne wątki na temat:
Pełna wersja