z_mazur
09.11.06, 15:41
Dzisiaj miałem sprawę o alimenty.
W sumie nie do końca rozumiem o co chodziło eks z wniesieniem tej sprawy.
Alimenty płaciłem i to w wyższych kwotach niż się umówiliśmy. Ale jak to
stwierdziła, chciała to mieć prawnie uregulowane. Potrafię to zrozumieć.
Jednak w momencie gdy składała pozew uzbierało się między nami trochę
negatywnych emocji i chyba stąd ten pomysł z pozwem. Trochę szkoda, bo
mogliśmy się dogadać i spisać umowę cywilno-prawną, obyłoby się bez kosztów
adwokata i sądowych, które oczywiście ja muszę pokryć (spróbujcie wygrać
sprawę o alimenty

).
Przed sprawą pogadaliśmy jeszcze przez telefon i zaproponowała mi
podwiezienie do sądu (moim jeszcze w sumie samochodem)

, potem podwiozła
mnie do domu. W sądzie skończyło się na ugodzie. W sumie na moich warunkach,
wydaj mi się, że rozsądnych. Eks sama potem przyznała, że mieszanie do tego
sądu i adwokata było niepotrzebne i stwierdziła, że pokryje koszty adwokata,
a ja sądowe. W sumie to całkiem miło z jej strony.

Ogólnie dogadaliśmy się, że ja przygotuję pozew rozwodowy (bez orzekania o
winie), a ona go złoży w sądzie. W sprawie majątku też w końcu jakiś
konsensus. Pełna współpraca i porozumienie, prawie jak w szczęśliwej
rodzinie.