Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam...

14.11.06, 22:24
Temat postu uwazam z absolutnie prawdziwy. Jestem przed rozwodem, zona z
naszym synkiem juz sie wyprowadzila. Bylismy ze soba siedem lat, w tym
cztery przed slubem. Kiedys bylo super, chyba nigdy mi nie bedzie dobrze z
inna kobieta. Ale sie skonczylo - po slubie zaczela sie gehenna. Zona
chciala zrobic ze mnie kure domowa, bo robilem juz wszystko, tylko nie
gotowalem, bo nie umiem. Powoli mialem dosc. Ona wiecznie zmeczona. Seks?
Nie, zmeczenie, no i ten permanentny bol glowy... Odseparowala mnie od mojej
bardzo nielicznej rodziny. Bardzo cierpialem, pojawily sie klotnie, ba -
karczemne awantury. Zdradzic nie chcialem i nie potrafilem.

Mysle sobie: po co chciala slubu? Kochala mnie? Taaak, bardzo w to chcialem
wierzyc, ale jakos teraz, kiedy mam wiecej czasu, pytam sam siebie: Dlaczego
nigdy tego nie okazywala milosci, dlaczego nie nazywala mnie jakos
piesczotliwie, tak jak ja do niej mowilem, dlaczego... dlaczego... Upadek
jest bolesny. Doszedlem do wniosku - jedynego mozliwego - bo nie
podejrzewam, ze wyszla za maz z wyrachowania. Zwiazala sie ze mna, bo jej
zaimponowalem. Nie, nie, nie uwazam sie za przystojniaka czy niewiadomo
kogo, ale przy niej prezentowalem dosc wysoki standard: staranne
wyksztalcenie, super praca, dwa mieszkania w W-wie, ekstra samochod, zero
dlugow. Ona nie miala nic - niewyksztalcona i biedna. Powiecie: co z tego
ze biedna. Niby nic, ale okazalo sie, ze moglo to miec wplyw na jej
podejscie do mnie. Niedlugo przed slubem pozyczylem jej troche pieniedzy,
zeby kupila, a raczej troche urzadzila, male mieszkanko, prawie cale na
kredyt.

Nie kochala mnie. Nigdy juz nie uwierze zadnej kobiecie. Po tym, co mnie
spotkalo, jest to niemozliwe. Najchetniej zaczalbym traktowac kobiety
przedmiotowo, ale nigdy tego nie zrobilem i wiem, ze nie potrafie.
Uswiadamiam sobie, jak bardzo brakowalo mi zwyklego przytulenia, bliskosci,
szeptow. No, seksu tez, ale na pewno nie tylko, i chyba nie przede
wszystkim. Nie przypominam sobie, zebysmy sie kiedys po slubie kochali z jej
inicjatywy.

To tyle wspomnien. Dzis szarpie sie ze mna o pieniadze. Zgodzilismy sie na
dosc wysokie alimenty dla synka (troche ponizej 2k PLN), podzielilsmy
pieniadze z funduszu inwestycyjnego na pol, a ona jeszcze chce samochod na
pol (zaproponowalem jej troche mniej) i oskarza mnie, ze czyszcze konto a jej
sie nalezy. Do tej pory wszystko bylo praktycznie na jej warunkach, ale
teraz mowie: Dosc!

Czuje sie wykorzystany i oszukany przez moja zone. Teraz pewnie jest
szczesliwa: bedzie miala opieke nad dzieckiem (a jest mozliwe inne
rozwiazanie w tym naszym zacofanym kraju?), no i bedzie na nie dostawac
wiecej, niz sama zarabia. Nie wspomne juz o kwotach, ktore ode mnie dostala
i jeszcze dostanie. Dodam, ze nigdy niczego nie docenila - ani mojej pracy w
domu, ani komfortu, ktory staralem sie nam zapewnic - zawsze, a szczegolnie
kiedy bylo juz b. zle, miala postawe wybitnie roszczeniowa.

Czy myslicie, ze sie "odkochala"? Dodam tylko, ze mimo wszystko odrzucam
mozliwosc, ze robila wszystko z wyrachowania.

Eech, nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam...
    • crazysoma Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 14.11.06, 22:43
      A ja pamietam inna piosenke.

      "Jak zwykle znów nie robisz nic
      Gazete czytasz cały dzień
      Łaskawie czasem obiad zjesz
      Po domu snujesz sie jak cień
      Ty z kolegami wolisz pić
      Niż z moja mamą ciasto piec
      I zamiast dzieckiem zająć się
      Musiałeś znowu wyjść na mecz

      To nie jest miłość lecz ja kocham cie
      Nie jestem świnia choć ty tego chcesz...
      REF:Facet to świnia
      Mówisz,że ty o tym wiesz
      Choć ja sie staram jak moge
      Przez całe życie słyszę ten tekst

      Ty w telewizor gapisz sie
      a do kościoła chodzisz sam
      i nigdy nie przytulisz mnie
      w łazience znowu cieknie kran
      gdy w nocy czujesz sie jak lew
      to obręcz ściska moją skroń
      no kiedy wreszcie puścisz mnie
      migrena to najlepsza broń

      to nie jest miłość...
      REF:Facet to świnia...

      o samochodach mówisz wciąż
      do dziewczyn ślinisz sie jak pies
      to zycie zmarnowałeś mi
      od kogo jest ten sms?
      i chociaz oszukujesz mnie
      ja lubie twój szelmowski smiech
      bez ciebie byłby nudny świat
      bo facet to jest dobra rzecz..

      Big Cyc
      smile)))))
      • mag_a Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 21.11.06, 08:42
        No widzisz, a ja mam dokładnie taką samą sytuacje tylko że z mężczyzną.. wiec
        może zmiana tematu? Nie wwierz nigdy mężczyźnie?
    • kurka_wodna2 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 14.11.06, 22:53
      Gdzieeee teeeeee chłopy wpawdziwi tacy

      Zazdroszczę...jej; Twojej byłej.
      Zazdrość podobno brzydka rzecz, ale moje nieboże to miało i ...
      też było źle...
    • 13monique_n Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 14.11.06, 23:01
      Nie wierz stereotypom. Bo szkoda będzie, byś tracąc małżeństwo i złudzenia,
      stracił także nadzieję na przyszłość. Pobądź z nami, przebolej, a z czasem (no,
      tak, tak, to truizm, ale nie ma innego lekarstwa) odkryjesz, że na pytanie "i
      co dalej" - odpowiesz "życie" i usmiechniesz się z całego serca. smile Trzymaj się.
    • phokara Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 14.11.06, 23:03
      Zaczne 'lajtowo' to skoncze tasakiem. Tak sobie wymyslilam...
      Podobno jest taka teoria, ze co 7 lat czlowiek (w sensie i kobieta tez)
      przechodzi przez tzw 'zyciowy lejek' w wyniku czego, jak twierdza niektorzy z
      forum - zmieniaja im sie wszystkie komorki - i te cielesne - i te szare, jesli
      ktos w posiadaniu. Cos moze jest na rzeczy w owej teorii, bo ja tez nie dalam
      rady tej 'magicznej siodemce'. No dobrze, to tak na rozgrzewke walnelam taka
      slowna gre wstepna.
      To teraz tak.
      Ja nie wiem czy ona Cie kochala, czy wydala sie za Ciebie z przyczyn bardzo
      prozaicznych - z takim pytaniem to mozna sie udac do wrozki. Natomiast
      zastanawiajaca jest teoria, ze zostala Twoja zona bo jej zaimponowales. To moze
      byc sluszny wniosek, pokusze sie nawet o stwierdzenie, ze jak sie z kims wiaze
      to najczesciej ten ktos nam imponuje i to calkiem naturalna rzecz. Tylko tak
      sobie mysle, ze jesli dosc latwo dales sie jej sprowadzic do roli koguta
      domowego (wylaczajac kulinaria) to ona mogla dosc latwo stwierdzic, ze juz jej
      nie imponujesz w takim wlasnie wydaniu. Klasyczna proba sil. Ty do niej slodko
      i czule 'pitu-pitu' a ona zero okazywania uczuc i zero czulosci. Reglamentacja
      sexu sie zalicza do tej litanii rowniez. Nie bede pisac banalow, ze
      odseparowanie Cie od TWOJEJ rodziny to bardzo brzydka rzecz... ale zapytam -
      dlaczego sie dales odizolowac? No dlaczego? A gdzie byl wtedy facet? Facet -
      nie maz cierpiacy bardzo z powodow fochow swojej ksiezniczki? Bo wiesz, na
      chimeryczne krolewny bardzo dobrze dziala typ niezlomnego rycerza. Juz w
      bajkach o tym pisali. No i fakt, ze byly tez bajki o niejakich kopciuszkach,
      ktore z nedzy trafialy do ociekajacego mlekiem i miodem palacu. Oczywiscie te
      kopciuszki byly skromne i szlachetne, ale to jednak nie bez powodu nazywamy
      takie scenariusze bajkami.
      Skracajac cala rzecz - moze za bardzo dales wejsc swojej damie na glowe. To
      ciut za wysoko dla damy serca. Naprawde. Pisze to z punktu widzenia o
      odczuwania kobiety - co oczywiscie sprawia, ze mozesz mi nie uwierzyc. Ale
      naprawde staram sie dawac Ci dobre rady, z wrodzonego humanitaryzmu.

      I cos najwazniejszego. Mozesz zalozyc, ze nigdy z nikim juz Ci nie bedzie tak
      dobrze (haha... brzmi to jednak jak zart w kontekscie calej opowiesci, ale
      niech bedzie). Mozesz sobie przyjac jedyna sluszna teorie, ze wszystkie kobiety
      sa wyrachowane i perfidne i kazda Cie przerobi na pasztet, jak juz oskubie z
      pieniedzy i zludzen. To jest Twoje prawo wyboru. I sobie zrobisz, co bedziesz
      chcial w koncu jestes duzym chlopcem. Tylko takie myslenie walnie wylacznie w
      Ciebie, w nikogo innego. To bedzie tylko Twoja gorycz i Twoja obraza na swiat,
      kobiety i uczucia. Po Twojej zonie to pewnie splynie i po wszystkich innych
      tez, bo w koncu kazdy ma tylko jedno swoje zycie i nim sie powienien zajac.
      Mozesz takze wygrzebac sie z tego dola, otrzepac tylek i pojsc dalej nie
      trzymajac tak kurczowo garbu Twoich zlych doswiadczen, bo Ci w koncu zacznie
      mocno ciazyc. Zycie jest rozne i nieprzywidywalne. Wlasciwie z kobietami jest
      podobnie. I to skadinad pozytywny wniosek na zakonczenie.

      ps.
      To wlasciwie dosc dziwne, ze ja Ci odpisuje na ten post. W koncu po
      doswiadczeniach z moim Exem powinnam zalozyc, ze wszyscy faceci to zlamasy i
      kretyni i szkoda czasu na takie wywody. Hmmm... no coz, moze ja to jeszcze
      przemysle.
      • phokara ps2. 14.11.06, 23:13
        >Temat postu uwazam z absolutnie prawdziwy.

        Absolutu to bym jednak do tego nie mieszala.
        Ewentualnie mieszala z absolutem.
      • z_mazur Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 14.11.06, 23:52
        Muszę się zgodzić z Pho.
        Przestałeś być facetem, a niestety (a może stety) kobieta potrzebuje mężczyzny.
        Ty stałeś się, jak to Pho z charakterystyczną dla niej fantazją określiła,
        kogutem domowym, a kobiety nie cenią sobie takich zwierzątek domowych.
        Doszła do wniosku, że to czego jej dostarczasz czyli głównie pieniędze i tak
        będziesz jej dostarczał w postaci alimentów na dziecko więc stałeś się zbędny
        jako mężczyzna. Tylko że tym mężczyzną przestałeś być trochę na własne życzenie.
        Nie chodzi o to żebyś teraz zaczął wszystkie kobiety traktować w sposób
        wyrachowany, ale jeśli nie zmienisz trochę swojego do nich podejścia to
        najprawdopodobniej wpakujesz się w kolejny podobny związek. Mężczyzna musi
        dawać kobiecie oparcie i poczucie bezpieczeństwa, ale jednocześnie musi być
        niezależny, bo to własnie ta niezależność działa na kobiety.
        • phokara Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 14.11.06, 23:58
          >a kobiety nie cenią sobie takich zwierzątek domowych.

          Zalezy jakich. Ja mialam lwa ale potem jakos strasznie mi spsial choc niby
          wywodzil sie z kotowatych. Paranoja. Bo psy niby kocham ale skundlonego lwa, w
          sensie - wielki ryk w wydaniu pinczera, to jakos niekoniecznie.
          Ale wniosek poprawny. Zgadzam sie z chlopakiem z Mazur. To jest az podejrzane,
          ze my sie tak ostatnio zgadzamy. Kto by pomyslal, ze doczekamy takiej
          sielanki??? Powtorze panu zalozycielowi postu - zycie jest nieprzewidywalne. Na
          cale szczescie zreszta.
    • nangaparbat3 teraz ja - ciotka figo (fago) 15.11.06, 09:02
      Nie jestem specjalistka w tępieniu trolli, ani nawet mi za bardzo nie
      przeszkadzają, w końcu i tak wszystko tu jest tworem sztucznym. Ale tym,
      ktorych trolle naprawde gniewają, radzilabym ostrozność.
      • scriptus Re: teraz ja - ciotka figo (fago) 15.11.06, 09:18
        Ciotka, spoko, na razie jest OK smile
        • nangaparbat3 no nie bedę kruszyc kopii 15.11.06, 10:01
          scriptus napisał:

          > Ciotka, spoko, na razie jest OK smile
          >

          Moze masz rację, Scri. We mnie sie to wrażenie pojawilo w momencie, kiedy
          przeczytalam wpis Wujka z innego watku - jakby dwie rozne osoby pisaly. Ale
          moze to reakcja na stres sad

          To w takim razie na poważnie, Wujku:

          Po porodzie wielu kobietom libido ogranicza sie do minimum, zwlaszcza jesli
          karmią piersią. Hormony, i tyle.
          Kobieta ma ochotę na seks wtedy, kiedy czuje sie akceptowana - a nic nie
          wskazuje na to, ze Ty akceptowaleś kiedykolwiek żonę jako osobę - wszędzie
          piszesz o brakach w jej wyksztalceniu i niedoskonalości polszczyzny.
          Nic tak nie rujnuje zwiazku jak praca w domu, wiem, przerabiałam, Ex ma wolny
          zawód, a nas wtedy nie byo stac na pracownię.
          Jak sie zarabia kilka srednich krajowych, to sie komuś placi za sprzątanie -
          ten ktoś bedzie szcześliwy jak zarobi na jedzenie dla dzieci, a Ty nie czujesz
          sie kura domową (czy nawet kogutem, co szczegolnie nie zmienia sytuacji, chyba
          ze jestes Francuzem). W ogole w ostatnich czasach ze zdumieniem przygladam sie
          parom, gdzie zona absolutnie nie musi zarabiać, w zwiażku z czym siedzi w domu
          wykonujac pracę gosposi. W dawnych czasach takie zamozne panie mialy za punkt
          honoru zajmować sie czymś pozytecznym. To mogla byc działalność charytatywna,
          ale tez prowadzenie salonu literackiego, czy chocby pisanie wierszy albo
          malowanie obrazów. teraz gotuja i sprzątają. Oczywiscie kazdy robi co chce, nie
          ma sprawy, tylko co pozostanie za 15 lat, kiedy dzieci sie usamodzielnią, a mąż
          w pełnym kryzysie wieku sredniego odejdzie do mlodszej (czy licznych
          mlodszych)?
      • misbaskerwill Re: teraz ja 15.11.06, 09:41
        Dlaczego tak od razu troll?wink

        W sumie miałem coś podobnego. I też nie umiałem gotowaćwink.
        No ja może nie byłem aż taki święty jak Wujekwink, do tego żonę znałem znacznie
        krócej przed ślubem.
        Jakbym z nią mieszkał przez 4 lata, pewnie bym nie popełnił tego błęduwink

        Dlatego twierdzę, że mogłeś przypuszczać, co Cię czeka po ślubie...
        Źli ludzie nie potrafią aż tak dobrze ukrywać swojego charakteru, choć zakochany
        człowiek tego dostrzec nie chce.

        I przyłączę się do tego co napisał Z_mazur. "Kobietę trzeba trzymać krótko", jak
        powiedział mi kiedyś pewien policjant. Prymitywne, a słusznewink.

        Cóż wujek - napiszę jeszcze, tak jak mi kiedyś napisano:

        Te wysokie alimenty i pomoc wszelaka, to mają być dowody bezwarunkowej miłości?
        A może konkurujesz z kochankiem? wink

        Prawo jest prawem i nie zwalaj na zacofanie. Wiadomo, że facet prawie nie ma
        szans na opiekę. Ale jeśli nie powiesz w sądzie, że lepiej wychowasz dziecko,
        nie przedstawisz dowodów i nawet nie wspomnisz, że chciałbyś mieszkać z
        dzieckem, jeśli nie wniesiesz o orzekanie o winie... to TYLKO TWÓJ WYBÓR.

        I nie zwalaj na "zły Sąd i kiepskie prawo". Jeśli chcesz walczyć, to nikt Ci
        tego nie zabroni. A przy tak "wspaniałej" matce Sąd na pewno się zastanowi...
        • scriptus Re: teraz ja 15.11.06, 11:42
          Popieram, walcz o dziecko, ale uważaj, żeby nic się nie odbyło kosztem dziecka.
          Słowem - walcz o dziecko, ale nie dzieckiem.
    • scriptus Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 09:46
      Mnie zaciekawiło, jak Ty kiedyś wpadłeś na pomysł, że kobiecie można wierzyć?

      A poważnie, przychylam się do tego, co już tu napisała Pho i Mazur. Przegrałeś
      wtedy, gdy Cię wzięła pod pantofel. Jestem wrogiem domowych awantur, jednak
      facet to musi być facet. Niekoniecznie to musi być zaraz styl autorytarny typu
      "czy moja squaw wypowiedziała już swoje zdanie? To ja teraz podejmę ostateczną
      nieodwołalną decyzję...", może być nawet po partnersku, ale w momencie, jak się
      dasz sprowadzić do poziomu "idź, wyrzuć śmieci, tylko do tego się nadajesz", to
      przestajesz być facetem. Nie mam oczywiście na myśli, że mężczyzna nie może
      wykonywać prac domowych, jak wyrzucanie śmieci, ale nie może dawać sobą
      pomiatać. Wręcz powinien brać czynny udział w domowych zajęciach, jednak nie
      wtedy, gdy mu to "poleciła" żona, to błąd.
    • z_mazur Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 09:55
      Tak mi się jeszcze jedno nasunęło.

      Piszesz pierw"
      "Kiedys bylo super, chyba nigdy mi nie bedzie dobrze z
      inna kobieta."

      A potem:
      "Dlaczego
      nigdy tego nie okazywala milosci, dlaczego nie nazywala mnie jakos
      piesczotliwie, tak jak ja do niej mowilem, dlaczego... dlaczego..."

      To co było takiego dobrego w tym związku???
      Co ona dawała Ci takiego, że zakładasz, że w innym związku tego nie dostaniesz?
    • julka1800 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 10:31
      nie rozumiem, pełno sprzeczności w Twoim poście.
      Piszesz "nie kochala mnie" pisze ze było Ci żle, to w takim razie czego Ci
      szkoda?
      Piszesz "...zrobila ze mnie", a dlaczego dales sie tak "zrobić" co"?
      • to.ja.kas Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 10:49
        Miałam nie pisać bo mi zawsze wychodzi tak troche odwrotnie niż wiekszosci (no
        może pokrecona jestem), ale w wypowiedziach forumowiczów widzę sprzecznosci....
        Jak żona dba, gotuje, stara sie, prasuje i okazuje uczucia to super kobieta
        jest i facet łajza bo docenić Skarbu nie potrafi....
        Facet który aż tak sie stara w moich oczach zasługuje na to by
        powiedzieć "dobrze chłopie czyniłes" kobieta okazala sie niegodną...
        Nie tylko kobiety nie lubią kogutów domowych, faceci kur domowych rowniez nie
        szanują....Nijak ma sie do tego umiejetnosc sprzatania i dbania o dom....chodzi
        raczej o posiadanie psyche kury czy koguta domowego, o to, ze POZA PARTNEREM
        NIC NAS NIE INTERESUJE A PARTNER JEST CAŁYM i JEDYNYM SWIATEM....To szkodzi nam
        samym.....życie w przeświadczeniu, że w związku małżenskim nie ma miejsca na
        JA, jest tylko na MY...
        Wbrew pozorom status materialny partnera wcale nierzadko jest brany pod uwage
        gdy ludzie zastanawiają sie nad małzenstwem......i wiem to zarówno od żon jak i
        mężów....kasa imponuje, kasa nęci, kasa przyciąga osoby dla których w ten
        sposób najprościej znaleźć się w obszarze jej działania....Pamietam jak
        interesowało co niektorych panów czy mam mieszkanie i czy w razie "związku" oni
        będą mogli ze mną zamieszkac....No bo to zwalnia od martwienia sie o podstawową
        rzecz jaką jest dach nad głową...
        Inna sprawa, ze pozwoliłes autorze wątku na takie przejęcie życia i wszystkiego
        przez zonę....pozwoliłes na to....może w dobrej wierze....ale głupota zawsze
        się mści , nawet jak chcemy dobrze.
        SZACUNEK to podstawowa rzecz w związku....Ty nie potrafiłes zasłuzyc sobie na
        niego w oczach żony ....
        A czy wszystkie kobiety sa takie same jak Twoja żona?....Nie, niektore sa
        całkiem samowystarczalne to po pierwsze, po drugie nie wszystkie kobiety chca
        być żonami, po trzecie...ja wierzę w prawdziwą miłość...

        I nie daj sie wydoic i WALCZ O DZIECKO , moze nie o opieke, bo NIKT nie ma
        prawa naklaniac Cie do takich decyzji....ale o DOBRY Z NIM KONTAKT...to bedzie
        wymierny wskaznik Twej meskosci i odpowiedzialnosci....
        • libra22 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 11:14
          Przez kilka miesięcy od rozpadu miałam bardzo negatywne odczucia wobec
          wszystkich mężczyzn (" facet to świnia" itepe), aż mi się od tego lwia
          zmarszczka robiła. Minęłosmile

          ps po wpisie fido w innym wątku też odniosłam wrażenie "trollowania"
        • julka1800 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 22:25
          bo w zyciu i zwiazku moi drodzy trzeba zachowac rownowage. Nie mozna dac sie
          tłamsic, ani tez tak czynic wobec partnera.
          Trzeba dawać siebie innym /patrz rodzina/, ale tez umiec zadbać o siebie samemu.

    • wujek_fido Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 17:34
      Dziekuje za dyskusje, a najbardziej za glosy krytyczne. Coz, wiem, ze zrobilem
      zle i jest to kosztowna lekcja zycia. Dodam, ze to uslugiwanie mojej zonie
      zaczelo sie, kiedy pol ciazy przelezala w lozku a potem - wiadomo - trzeba
      uwazac, bo zaawansowana ciaza. No a juz pozniej okazalo sie, ze sie
      przyzwyczaila i za nic nie chciala sie zmienic. Zreszta, do dzis kompromis to
      dla niej jakies malo zrozumiale abstrakcyjne pojecie. Jesli myslicie, ze nie
      probowalem z nia rozmawiac, to jestescie w bledzie.
      Na przyszlosc tez sobie cos zaspiewam: Nie badz taki delikatny, twardy badz jak
      Roman Bratny... WF
    • nangaparbat3 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 15.11.06, 22:06
      Jak leżała pol roku plackiem, to moze wpadla w depresję? Unieruchomienie to
      straszna rzecz - potem juz nic jej sie nie chcialo, nie dziwota.
    • sinsi Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 16.11.06, 12:54
      "Eech, nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam..."

      tak się kończy opieranie swojego życia na ckliwych melodiach wink
    • nina9927 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 20.11.06, 08:48
      Doskonale wiem co teraz czujesz. Mnie życie też nie oszczędzało ale gdzieś tam
      w głębi serca cały czas tli się nadzieja, że kiedyś będę szczęśliwa. Jesteś
      dobrym człowiekiem i kiedyś spotkasz kobietę dla której będziesz całym światem.
      • libra22 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 20.11.06, 13:15
        Bałabym sie być dla kogokolwiek całym światem.
        • 13monique_n Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 20.11.06, 14:25
          A wiesz Libra, że St. Exupery pisał podobnie o miłości "Kochać to nie patrzeć na
          siebie nawzajem, ale patrzeć razem w tym samym kierunku".... hmmmm
          • libra22 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 20.11.06, 14:30
            Wiem, swego czasu zaczytywałam się w Exupery'msmile Jak się uzależnia swoje
            szczęście od drugiej osoby to jest straszna odpowiedzialność dla niej. I
            świadczy o niedojrzałości takiej osoby, która tak w drugiej wszystko widzi.
            Choć oczywiście w pierwszej fazie zakochania zapewne tak się czujewink
            • 13monique_n Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 20.11.06, 14:35
              libra22 napisała:

              > Wiem, swego czasu zaczytywałam się w Exupery'msmile
              Jak dałaś radę "twierdzy" ?
              > Jak się uzależnia swoje szczęście od drugiej osoby to jest straszna
              >odpowiedzialność dla niej.
              Można przygnieść, jak głazem te motyki smile, prawda?
              big_grinDDDD
    • zosia_samosia11 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 20.11.06, 23:48
      Mam pytanie, czy to Ona prosiła Cię o pożyczkę na wyremontowanie tego
      mieszkanka, czy to była Twoja inicjatywa?
      • ladyhawke12 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 21.11.06, 07:49
        Czytam i czytam, i dochodze do wniosku że wszystko jest do góry nogami Co to
        znaczy ze facet jak bedzie miły dla kobiety, wyrzuci smieci itd to nie jest juz
        facetem. Kobieta jak nie chce tylko stac przy garach sprzatac i dogadzac
        facetowi to juz nie kobieta. Zgubiliśmy tu gdzieś człowieka jako istotę samą w
        sobie, która ma swoje pragnienia swój charakter, czy to facet, czy kobieta
        przedewszystkim jest to człowiek, i jako człowiek ma swoje emocje, swoje ja, i
        to trzeba szanować, jeśli facet ma w sobie coś z "pantoflarza" to nadal jest to
        facet, ma tylko inne dla niego ważne preferencje, tak samo jak kobieta "silna"
        to tez kobieta tylko ma inny sposób na życie. Przede wszystkim szanujmy sie
        nawzajem, a potem mówmy że facet ma byc facetem, a kobieta, kobietą.
        • z_mazur Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 21.11.06, 08:34
          "Pantoflarz" to nie facet.
          Żadna kobieta na dłuższą metę nie będzie usatysfakcjonowana takim "facetem",
          wykorzysta i zostawi. I własnie chodzi tutaj o szacunek. Taki facet nie wzbudza
          w kobiecie szacunku i za co kogoś takiego szanować??? Przecież podobnie jest z
          kobietami.
          Jak reagujecie gdy pokaże sie tutaj dziewczyna której post zaczyna się "mąż
          mnie zostawił, poświęciłam dla niego wszystko, byłam na każde wezwanie i
          robiłam dla niego wszystko"?
          • ladyhawke12 z_mazur 21.11.06, 08:43
            Za co takiego sznować, a co ta za pytanie, za to że jest człowiekiem, każdy
            innaczej rozumie słowow pantoflarz to po piwerwsze a, po drugie czy nie należy
            sznowac kobiety która sie poświęca dla domu chce by jej facetowi było dobrze.
            Cholerne stereotypy, nieznosze ich, ograniczaja sposób myslenia. Znam faceta o
            którym wszyscy mówia że jest pantoflarz, i jest wspaniałym cudownym człowiekiem,
            ciepłym opiekuńczym, i inteligentnym, można spędzic godziny rozmawiając z nim
            słuchając tego co ma do powiedzenie, czy dlatego że wynosi smieci na zawołanie i
            opiekuje się rodziną, sprzata, czasem gotuje to jest gorszy. To dziwne bo mimo
            iz pantoflarz wszyscy go szanują, faceci też zeby było jasne.
            • z_mazur Re: z_mazur 21.11.06, 08:57
              Chyba mówimy o róznych rzeczach.

              Pantoflarz to człowiek, który nie ma własnego zdania, nie potrafi zainteresować
              otoczenia tym co ma do powiedzenia. Sorry, ale takiego człowieka nie można
              szanować, samo określenie "pantoflarz" jest pejoratywne. Głupców i Kłamców też
              nie szanuję mimo że są ludźmi. Szanuję w nich człowieczeństwo ale nie szanuję
              ich jako osób.

              A mężczyzna o którym piszesz to nie pantoflarz, tylko miły, sympatyczny i
              wrażliwy facet, bo żaden pantoflarz nie wzbudzi szacunku i zainteresownia tym
              co mówi, bo nie ma nic do powiedzenia. smile
              • ladyhawke12 Re: z_mazur 21.11.06, 09:07
                Wszyscy mówią na niego pantoflarz, dlatego pisałam że kazdy innaczej rozumie to
                słowo. ja też nie szanuję głupców i kłamców, choc tez trudno okreslić co dla
                kogo jest głupotą, a większość ludzi kłamie.
                • pudeleczko_75 Re: z_mazur 21.11.06, 09:25
                  Pantoflarz. Nie jest to wbrew pozorom osoba, która wyrabia pantofle... Jest to
                  facet - bo prawdziwym mężczyzną nazwać go nie można - który całe swe istnienie
                  poświęca na spełnianie zachcianek swej kobiety. Istotne jest także to, że
                  podlega jej bez względu na to, czy ona go szanuje, czy też nie.

                  Jak wygląda? Hmm... Tak, jak zażyczy sobie tego jego wybranka. Na pewno jest
                  zadbany, miły, uprzejmy, posługuje się poprawnie nożem i widelcem, jest
                  schludnie ubrany, a kolacja do łóżka to u niego standard.

                  Dodatkowo, ten egzemplarz posiada wbudowany system intuicyjnych umiejętności
                  nawiązywania kontaktów z najlepszymi przyjaciółkami swojej "Pani". Nie mógłby
                  jednak być tym, kim jest, gdyby nie jego kochanica. Jest ona bezwzględnie
                  dominująca częścią związku hetero, utożsamianą z siłą lwicy lub
                  bezkompromisowością "kobiety z biczem". Można ją przyrównać do bluszcza -
                  złapawszy swą ofiarę, nigdy nie wypuści jej z rąk i będzie męczyć do czasu, aż
                  osiągnie to, czego naprawdę pragnie.

                  Jej sposoby wabienia są różnorakie - poczynając od "słodkiej idiotki",
                  na "kobiecie-matce" kończąc.

                  Należy zwrócić uwagę również na etymologię słowa "pantoflarz". Jak powszechnie
                  wiadomo wyraz "pantofel" to rodzaj domowego obuwia, które jest zazwyczaj
                  miękkie i giętkie, podatne na wszelakie uciski. Wykazuje umiejętność
                  dostosowywania się do wszelakich sytuacji, po to by zaspokoić czyjeś wymagania.
                  Przeważnie mąż "siedzi pod pantoflem" żony, to znaczy ulega całkowicie jej
                  woli, wpływom. Określenie to ma zabarwienie żartobliwie i, co dziwne, gdy role
                  w domu odwracają się, mąż natychmiastowo zostaje określony mianem "tyrana".

                  zacytowałam za M.Smaga - znalezione w internecie po wyszukaniu
                  hasła "pantoflarz".
                  • ladyhawke12 Re: z_mazur 21.11.06, 09:32
                    Świetne, zwłaszcza ten tyran.
    • ewap07 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 24.11.06, 19:38
      Wujku~fido,nie sadzę,że Twoja ex wyszła za Ciebie z wyrachowania.Jestem
      przekonana,że przyczyna Twoich problemów tkwiła w tym,iż wobec niej występowałeś
      bardziej jako petent a nie małżonek!!!! Kontynuujesz tę postawę nadal.To nie
      przynosi Ci ani chwały ani korzyści.Jesteś kandydatem na permanentną ofiarę
      każdej prawie kobiety. Nie wiem tylko czy to Twój wybór? Jeżeli tak, to
      masochizm leczą inni specjaliści!!!MUSISZ WIEDZIEC KIM JESTEś W KAżDEJ RELACJI Z
      DRUGIM CZłOWIEKIEM.
      STARE PRZYSłOWIE MóWI: "JAK SIę SAM NIE SZANUJESZ NIE LICZ NA SZACUNEK INNYCH".
      Pozdrawiam. Życzę uleczenia kompleksów w trybie natychmiastowym!!!!
      • chochlinka Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 25.11.06, 09:20
        Ja niestety mam podobne odczucia.Ty-facet ideał ,ona-koebita z nizin
        społecznych.Powinna być ci dozgonnie wdzięczna,żeś ją z nich wydobył a ta ,się
        nieoczekiwanie stawia.Mój ex też mi zarzucał oziębłość w łóżku i to,że jak sam
        nie zainicjował to niczego nie było.Pomijając,że bzdura,to jesli były sytuacje
        (ból głowy wink) )to dlatego,że łożko nie jest miejscem przetargów.Można się
        pogodzić i uczcić to supersexem ale nie iść do wyrka zapłakaną i nastawiac
        tyłka.Sorry! Czemu jestem zmęczona i zasypiam zanim on dojdzie do wyra? Bo on
        po pracy zasiada w fotelu i każe się obsługiwać,dzieci wygania do spania bo mu
        przeszkadzają,a na hasło,że jeszcze jestem czymś zajęta czego nie zdążyłam
        wracając o 20 z pracy wykonać nie proponował pomocy tylko-"zrobisz to
        później,teraz chodź się pokochamy".
        Ja wstawałam o 5 rano i zaparzalam herbatę,żeby wystygla do czasu aż go obudzę
        bo on gorącej nie pija.I lepiej,żebym go nie budzila zanim odprowadzę dzieci do
        przedszkola bo jest za duży haos.I w końcu skoro wracam po nocce to jest mi
        łatwie też to wszystko wykonac bo i tak nie spię a on by sie musiał budzić.I
        czemu ja znowu zasnęlam przed pólnocą,skoro on bedzie miał ok 2 w nocy chęć na
        sex przed snem? Czy twoja żona bynajmniej nie miała ze mną coś wspólnego?
        Nie zwalam winy tylko na facetów. Ja też nie czuję się bez wpływu na to co było.
        Twoja żona ma chociaż szacunek do siebie dlatego wymaga od ciebie,żeby mogla
        nadal żyć godnie.
    • inkaspinka1 Re: Nie wierz nigdy kobiecie, dobra rade ci dam.. 01.12.06, 14:20
      Postaraj się dowiedzieć prawdy, dlaczego... To bardzo łatwo tak oskarżać. Jej
      widocznie czegoś w tym związku brakowało (może szacunku ?). To takie proste
      znaleźć wytłumaczenie wg wygodnych dla siebie schematów. Czasem mój mąż też
      takie różne bzedety gada, że chcę go jeszcze ubrać w obowiązki domowe. A ja
      chcę tylko, by traktował mnie jak człowieka, wysłuchał, przytulił, powiedział
      bym się nie martwiła...
Pełna wersja