A dobro dziecka?

07.12.06, 13:15
Odeszła pięć lat temu, bez słowa, nagle, gdy mnie nie było. Zabrała syna
(wtedy 5 lat), nie pozwalała go zobaczyć. Wpadłem w depresję (nie, nie piłem),
straciłem pracę, bo nie byłem w stanie nic robić. Rozwód zaoczny, z
orzeczeniem mojej winy, a jakże. Mieszkanie na kredyt pod hipotekę, nie miałem
z czego płacić rat, więc bank wystawił na licytację. Otrząsnąłem się, dostałem
pracę, zacząłem negocjacje, wycofano się z egzekucji. Niestety - tylko
czasowo, bo ona nie wyraziła zgody na ugodę i na propozycję: zrezygnuje z
mieszkania, a ja biorę na siebie zadłużenie. Komornik sprzedał je za pół ceny,
więc wyjechałem, znalazłem jakąś pracę, wynająłem pokój. Nie zabrałem nic poza
ubraniem i radiem, bo nie miałem nawet jak, a przed wyjazdem powiedziałem, by
zabrała resztę mebli i rzeczy. Nie zrobiła tego i jeszcze oskarżyła, że
oddałem zabudowę kuchni nabywcy mieszkania za grosze. Zostałem skazany (za 600
zł!!!) na 8 mcy w zawieszeniu na trzy lata. Z tego względu i z powodu choroby
matki odszedłem honorowo z pracy. Mam ledwie 300 zł reszty z emerytury (po
potrąceniu alimentów), od czasu do czasu złapię jakąś fuchę - dzięki temu mogę
odwiedzać syna. Ale postanowiłem o niego walczyć. Najpierw poprosiłem o
tydzień wakacji - nie. O weekend - nie... To wystąpiłem do sądu. I ona mówi
tam, że jest przeciw rozszerzeniu kontaktów, a w rewanżu, mimo iż zna moją
sytuację, wystąpiła o 600 zł alimentów... Horror...
Dotychczas było tak: środa 15-16, sobota 11-13 (a ja mieszkam ponad 100 km od
niego). Chcę: jeden weekend w miesiącu, na zmianę święta i połowę ferii i
wakacji. Na co pani sędzia zleciła badanie syna przez psychologów, by
stwierdzili, czy będzie to służyć rozwojowi dziecka! Jak sędzia, do tego
matka, co podkreśliła, ma taką wiedzę o potrzebach dzieci, to co robi w sądzie
rodzinnym?!
Wtedy, gdy odeszła, odkryłem kartkę z zapiskami (Muszę wymyślić kłamstwo
doskonałe...), potem pamiętnik w stylu, który mnie dobił(Jak po ostatniej nocy
nie będę w ciąży, to chyba tylko z powodu alkoholu... Chyba jestem w ciąży,
tylko z kim???). Nie wykorzystałem jej do dziś. Ale teraz miarka się przebrała
- przy mojej bierności (chyba wyjaśniłem dlaczego) ona zmanipulowała sądy,
policję, opinię w jej mieście. Wszyscy jej współczują, choć to ja jestem
ofiarą z premedytacją zaplanowanego działania. Bo to, jak mówił Franz w
"Psach": zła kobieta jest...
Za radą mojej przyjaciółki dzwoniłem kilka razy, prosiłem o syna - nic z tego.
To nie jest kobieta, to nie matka - to potwór, bo syn tęskni i ona o tym wie.
Ale wie też, że ja go kocham, że mnie to boli. Dobro dziecka nie liczy się
zupełnie. Piszemy z synem maile, rozmawiamy przez telefon - ale to dla nas mało.
Wiem, że są źli ojcowie, mam taki przykład obok. Ale i odwrotnie też i wy o
tym wiecie, prawda? Proszę was - przy okazji tej akcji zaapelujcie do matek i
sądów - by nie były takie okrutne i głupie. A ja apeluję do ojców, by
interesowali się dziećmi. I
    • maga_luisa Re: A dobro dziecka? 08.12.06, 15:36
      Ja tylko mam jedno na początek pytanie: rozwód z Twojej winy, zaoczny: dlaczego???
    • marek_gazeta Re: A dobro dziecka? 08.12.06, 15:42
      Zakładając, że piszesz prawdę, niewątpliwie porwałbym dzieciaka i wyjechał z nim na parę dni, np. na weekend w góry (informując matkę, że jest bezpieczny ze mną).
    • yoma Re: A dobro dziecka? 08.12.06, 17:14
      Wybacz, ale niezbyt wiarygodny mi się wydajesz.
    • mirsz Re: A dobro dziecka? - odp 11.12.06, 14:54
      Dzięki za wpisy. Odpowiadam, choć nie oczekiwałem porad lub wsparcia - opisałem
      moją historię ku przestrodze - wszystkim - ale głównie dla apelu na końcu...
      1. Dlaczego z mojej winy? Odpowiedź jest w tekście - byłem załamany, przybity
      tą sytuacją, nie pojawiłem się na żadnej z rozpraw poza pojednawczą. Kartkę z
      tekstem "Muszę wymyślić kłamstwo doskonałe" oraz pamiętnik znalazłem później,
      ale tylko mnie "dobiły". Dopiero teraz postanowiłem je wykorzystać...
      2. Pamiętam tekst w GW, z pytaniem, czy ojciec musi porwać dziecko, by sąd
      zrozumiał... Tego nie zrobię, bo nie chcę stresować Wojtka. I tak jest mu
      trudno, a jego zdrowie psychiczne jest dla mnie bardzo ważne. On już widzi, jak
      walczę o niego - w miniony weekend, gdy matka powiedziała "nie" na prośbę o
      wcześniejszą godzinę spotkania, sam ją o to poprosił. Trudno dla mnie o lepszy
      dowód...
      3. Niewiarygodne? Wiem. Sam wątpiłbym w to, że doświadczony facet daje się tak
      wodzić za nos... Nie mam jednak najmniejszych powodów do zmyślania, wybielania
      siebie. To prawda, a właściwie zaledwie część. Gdybym opowiedział tu wszystko,
      to dopiero byłabyś zdziwiona...
      4. O zmianę kontaktów wystąpiłem w lipcu, minęło 5 m-cy, odbyła się dopiero
      jedna rozprawa, czekam na badania Wojtka (i nas) przez biegłych psychologów...
      Maja odpowiedzieć, czy "rozszerzenie kontaktów z ojcem będzie służyło jego
      rozwojowi". Już wiem, że ona stara się je odwlec. Czy to nie paranoja?! Czy
      doświadczona sędzina nie powinna wiedzieć tego sama?
      • marek_gazeta Re: A dobro dziecka? - odp 11.12.06, 15:36
        Ja bym porwał - taki już złośliwy typ jestem.
      • misbaskerwill Re: Twardy bądź jak Roman Bratny:) 11.12.06, 18:02
        Powiedzmy, że najgorsze już za Tobą.
        Długo dochodziłeś do Siebie...
        Dałeś ciała, że nie walczyłeś o kontakty w sądzie okręgowym (ponoć mądrzejszym),
        już w trakcie rozwodu. Ale to już się stało i dowodzi również Twojego
        człowieczeństwa (skrzętnie wykorzystanego przez małżonkę).
        Ale nie jest za późno by coś naprawić (jak pośpiesznie wywnioskowałem z
        pierwszego postu).
        Musisz jednak uzbroić się w ogromne pokłady cierpliwości.

        (Pozorne?) rzucanie kłód pod nogi ojcu, starającemu się o kontakty z dzieckiem
        to STANDARDOWE działanie polskich sądów.
        Są procedury i tyle. Prawo jest równe wobec wszystkich ludzi, ale ojciec jest
        wyraźnie traktowany jak podrasa - to, co jest podstawowym prawem matki, ojciec
        musi sobie długo i mozolnie wywalczyć.

        Przykład od Marka - "porwiesz" dziecko (no bo własnego dziecka w zasadzie nie
        można porwać) - skażą Cię na karę więzienia (dobrze, że zapewne w zawieszeniu).
        Jak porwie matka - policja i sąd Cię wyśmieje, jako rodzica drugiej kategorii. I
        te przykłady można mnożyć...

        Ale to się bardzo powoli zmienia. Jeśli się nie załamiesz, to masz spore szansę
        wywalczyć w sądzie takie kontakty, jakie będą korzystne dla dziecka (i nie
        wątpię,że również dla Ciebie).
        Niestety, wpierw musisz udowodnić, że jesteś kryształowym ojcem, a nie
        wielbłądem. Jak się nie uda - możesz apelować.
        I tak, prawie w nieskończoność, aż trafisz na doświadczony skład sędziowski...
        Nie dziwię się, że tylu ojców się zniechęca.

        Ale nie wolno odpuścić. Bo łatwo Sędziemu jest powiedzieć - że "ojciec
        najzwyczajniej zrezygnował w trakcie rozprawy, a żadnej dyskryminacji nie ma"...
        Im więcej ojców nie będzie ustępować, tym prędzej ktoś w końcu zauważy, że ten
        problem jednak istnieje.
        • marek_gazeta Re: Twardy bądź jak Roman Bratny:) 11.12.06, 21:23
          > Przykład od Marka - "porwiesz" dziecko (no bo własnego dziecka w zasadzie nie
          > można porwać) - skażą Cię na karę więzienia (dobrze, że zapewne w zawieszeniu).
          Już to widzę, jak za wyjazd na weekend z synem w góry wsadzają go do więzienia. Po prostu wsadzają i nie chcą wypuścić.
          • z_mazur Re: Twardy bądź jak Roman Bratny:) 11.12.06, 21:47
            > Już to widzę, jak za wyjazd na weekend z synem w góry wsadzają go do
            więzienia.
            > Po prostu wsadzają i nie chcą wypuścić.

            Jeśli byłoby to nieuzgodnione z matką i niezgodne z zapisami wyroku
            uzgadaniającego zasady spotkań z dzieckiem to gwarantuję Ci, że miałbyś poważne
            problemy, w tym aresztowanie.

            Jak chcesz poczytać ciekawe historie o praktyce relacji z byłą żoną i dziećmi w
            polskich realiach wejdź sobie na stronkę www.wstroneojca.pl to zobaczysz o czym
            pisze miś.
            • misbaskerwill Re: dokładnie:((( 12.12.06, 08:53
              > Jak chcesz poczytać ciekawe historie o praktyce relacji z byłą żoną i dziećmi
              > w polskich realiach wejdź sobie na stronkę www.wstroneojca.pl to zobaczysz o
              > czym pisze miś.

              To co napisałem o "porwaniu" przez ojca dziecka jest faktem autentycznym. To
              akurat mało drastyczny przykład - ojciec dostał "tylko" rok w zawieszeniu.
              Nie miał ograniczonych praw rodzicielskich.

              Na tej stronie są o wiele ciekawsze "perełki sądowe" - m.in. odbieranie dziecka
              samotnie wychowującemu ojcowi i przekazywanie do domu dziecka (gdzie od ciągłego
              płaczu dostało przepukliny i musiało być operowane, ale to ponoć lepsze, niż
              zostawić je same z normalnym, inteligentnym ojcem), itp.

              Podobno wrażliwość polskich sądów _powoli_ rośnie (zwłaszcza w dużych miastach),
              więc jest nadzieja, że takich przypadków będzie coraz mniej.
              Szkoda jednak, że ta "demokratyzacja" trwa tak długo...
    • crazyrabbit Re: A dobro dziecka? 11.12.06, 22:21
      Walcz , walcz , walcz... Szkoda , że nie zrobiłeś tego podczas rozwodu.
      Jestem matką , w sumie wredną trochę kobietą , ale dla mnie kontakty mojego
      dziecka z jego ojcem są bardzo ważne. Dlatego absolutnie ich nie ograniczam ,
      nie bawię się w jakiś ustalanie dni , godzin itp.
      Życzę Ci (i innym tatusiom obecnym na tym forum) wielu dni i godzin spędzonych
      z dziećmi.
      • mirsz Re: A dobro dziecka? - odp 13.12.06, 08:05
        Dziękuję ponownie. Wiem, że jest nas - ojców - wielu. I że są normalne, rozsądne
        matki, takie jak Ty, Króliczku. Dzięki za życzenia...
        Dziś też mogę przyznać: szkoda, że nie walczyłem wtedy. Naprawdę nie mogłem, nie
        byłem w stanie. Paradoksem jest, że "podniosłem się" w chwili, gdy znów
        niewesoła jest moja sytuacja finansowa, bo obawiam się, że w którymś momencie
        zostanie podniesiona przez matkę. Ale mam nadzieję na zmianę. No i teraz już nic
        mnie nie złamie. Pomaga mi bardzo to, że Wojtek już się jej nie boi, że mówi
        otwarcie o swoich potrzebach.
        Co do sądów - jako niedoszły prawnik naprawdę nie mogę zrozumieć. Przecież togi
        noszą ponoć dobrze wykształceni ludzie, którzy powinni rozumieć rzeczywistość,
        umieć zastosować literę prawa właśnie "dla dobra". Tymczasem ich decyzje dowodzą
        czegoś zupełnie przeciwnego. Nie tracę jednak wiary. Może świat jeszcze nie do
        końca zwariował?
        Wszystkim Wam - dzięki. Serdeczności,
Pełna wersja