Faceci mają gorzej

08.12.06, 21:45
Zawsze myślałam, że to kobiety są na przegranej pozycji, nieporównanie
częściej zostają z dziećmi same jak coś się sypnie, alimentów nie sposób
wydębić, z tatusiem widzenia jak w zakładzie karnym itd.
Ostatnio przyszło mi do głowy, że to jednak oni mają gorzej. W razie
niepowodzenia są małe szanse na rozstanie TYLKO z kobietą. Dzieci znikają
razem z nią. Bo chyba tych przepisanych przez sąd spotkań nie można porównać
do życia z dziećmi. A jak doliczymy jakieś wpadki z niechcianą kobietą, ot,
tak z głupoty, albo łapanie na dziecko (tak tak, to nie bajki z lat 60-tych)
to wyjdzie, że to mężczyźni mają bardzo mały wpływ na własne rozmnażanie i to,
co się dzieje z ich potomstwem.
Jak myślicie? Słusznie rozumuję?
    • tricolour To nie jest rozumowanie... 08.12.06, 22:23
      ... tylko uproszczenie.

      Jedni faceci mają gorzej, a inni lepiej. Dla równowagi z kobietami jest podobie.
      • krwawa.mary Re: To nie jest rozumowanie... 08.12.06, 22:39
        Zgoda. Rozumując-uprościłam. Chciałam poczytać, czy ta teoria (czy może
        pseudoteoria) ma jakieś odbicie w życiu.
        Jestem ciekawa, bo w moim środowisku to kobiety są te dobre. One wychowują
        dzieci i na nie spada odpowiedzialność. I gdybym była mężczyzną, toby mnie
        drażnił taki stan rzeczy.
        • tricolour Gdybyś była mężczyzną... 08.12.06, 22:41
          ... to rozumowałabyś i czuła jak mężczyzna. Mam podejrzenie, że nie drażniłoby
          Cię to tak strasznie...
          • krwawa.mary Re: Gdybyś była mężczyzną... 08.12.06, 22:45
            A nie macie czasem wrażenia, że ktoś zawłaszcza wasze dzieci? Bo z nimi mieszka,
            a wy jesteście tatusiami na przychodne? O to mi chodziło kiedy pisałam ten
            pierwszy mętny post.
            • tricolour Nie mam wrażenia, że matka mojej córki... 08.12.06, 22:50
              ... zawłaszcza dziecko. A nawet jak zawłaszczy malucha, to wieksze dziecko same
              sie wywłaszczy i po kłopocie - wystarczy poczekać.
              Życzę ex, by znalazła sobie faceta, bo wyraźnie dziczeje przez obcowanie tylko
              sama ze sobą.

              A jak jakis nowy "tatuś" bedzie miał wielką chrapke na moją córkę, to zawsze
              mozna próbować utemperować zapędy.
              • krwawa.mary Re: Nie mam wrażenia, że matka mojej córki... 08.12.06, 23:05
                Oj, nie o to mi chodziło. Raczej o to, że matka dzień w dzień może sączyć co
                tylko chce do mózgu twojemu dziecku. A tego nie da się odwrócić sesjami dwa razy
                w tygodniu po dwie godziny, czy tam ile władza uważa. A jak Ci się to nie
                spodoba, to co ona sączy, to masz gorzej.
                Swoją drogą, ciekawe ilu tu mamy ojców sprawujących stałą opiekę nad dzieckiem.
                • tricolour Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:09
                  ... to wychowa popieprzone dziecko i nikt nie pomoże. Mojemu to nie grozi.

                  Napisz, skąd u Ciebie takie chore pomysły? Sama sączysz coś dzieciom?
                  • krwawa.mary Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:17
                    Dlaczego chore? Piszecie tu o problemach z ojcami i matkami już kawał czasu. A
                    tu nagle: "chore". Sączenie może się odbywać nawet nie do końca świadomie, że
                    już nie wspomnę o wielu znanych mi przypadkach rozwodów z wielkim hukiem i
                    wypadającymi futrynami drzwi.
                    Nie mam dzieci. Pytam, bo mój brat ma córkę i twierdzi, że jest z jej matką
                    tylko dla dobra dziecka. Pewnie kłamie. To na jego przykładzie widzę, że jeśli
                    nie będzie z tą kobietą, to może pożegnać się z dzieckiem
                    • tricolour Bo sączenie jest chore. 08.12.06, 23:20
                      Już samo sączenie ma negatywne zabarwienie, bo oznacza mówienie nie wprost czyli
                      manipulację.

                      A jeżeli Twój brat ma taką dziwną kobietę, to niech czym prędzej ucieka od niej
                      - może sam się uratuje.
                      • krwawa.mary Re: Bo sączenie jest chore. 08.12.06, 23:30
                        Ale właśnie on nie chce wiać ze względu na dziecko. Nie chce go wydać na pastwę
                        rodziny żony. Bo oni na pewno będą sączyli, co do tego nie mam wątpliwości. I
                        jakoś nie ma pomysłu na to, jak przed tym bronić siebie i dziecko.
                        • gigaba Re: Bo sączenie jest chore. 08.12.06, 23:32
                          Nadal nie odpowiedziałaś co takiego strasznego mu będa sączyć.
                    • nangaparbat3 Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:20
                      krwawa.mary napisała:

                      >> Pytam, bo mój brat ma córkę i twierdzi, że jest z jej matką
                      > tylko dla dobra dziecka. Pewnie kłamie. To na jego przykładzie widzę, że jeśli
                      > nie będzie z tą kobietą, to może pożegnać się z dzieckiem

                      A to niby dlaczego? Rozmawial z zoną o rozwodzie? A moze to taki wykręt?
                      Córce to zresztą na pewno swietnie robi - życ w takiej atmosferze.
                      • krwawa.mary Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:37
                        Córka ma pół roku, brat długo nie miał pewności, że to jego dziecko, bo na jaw
                        wyszedł romans jego żony. Dopiero po badaniach genetycznych ustalono jego
                        ojcostwo i zdecydował,że będzie ojcem i mężem. Co prawda twierdzi, że to ze
                        względu na dziecko, ale jakoś nie do końca mu wierzę. Gdyby rozstał się z żoną,
                        ona i jej rodzina miałyby duży wpływ na to dziecię. W przeciwieństwie do mojego
                        brata.
                        • nangaparbat3 Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 00:39
                          czy Wy - rodzina - nie za bardzo sie wtracacie w ten zwiazek?
                          Jak Exowi urodzila sie coreczka, jego rodzina od razu zauwazyła, że "w naszej
                          rodzinie żaden noworodek nie mial ciemnych wlosow - to jakieś dziwne".
                          Wygrzebalam wtedy zdjecie naszej corki, na ktorym wyglada wypisz wymaluj jak
                          jej mlodsza siostra, dałam je Exowi dla Next.
                          To moze dlatego (miedzy innymi) mamy dobre stosunki?---------------------+------
                          ---------------------------------------------------+
                          • gigaba Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 00:41
                            o,o, o, własnie to.
                            • krwawa.mary Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 00:49
                              Nie wtrącamy się wcale, bo wiemy, że by to bratu dobrze dopiekło.
                              A żadnych normalnych stosunków z jego żoną nie będzie, choćbym nawet chciała.
                              Ona miała romans z moim mężem i przez całą ciążę nie było wiadomo czy czasem to
                              dziecko to nie jest mojego męża. Horror. Wątpię, żebym kiedyś jeszcze mogła z
                              nią normalnie rozmawiać.
                              • gigaba Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 00:55
                                A.. to mniej typowa sytuacja. Wspólczuje. Ale nie mozesz swojej niecheci do
                                niej przekładać na decyzje brata co do dalszego ciagu jego małżenstwa. Brat ma
                                prawo wybrac po swojemu i nie miej do niego pretensji jesli to nie bedzie po
                                Twojej myśli.
                                • krwawa.mary Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 01:02
                                  Toteż się staram, nic nie mówię, z dzieckiem kontakty mam w porządku. Ale nie
                                  wiem jak to wszystko wyjaśnić dziecku jak podrośnie. Co prawda to nie do mnie
                                  będzie należało, ale niewygodne pytania na pewno będą. No i właśnie to sączenie
                                  dziecku bóg wie czego o ciotce i jej rodzinie... Tego się boję, że dziecko
                                  będzie do nas źle nastawione od początku.
                                  • gigaba Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 01:10
                                    Złe nastawienie dziecka zniwelujecie tym, ze bedziecie po prostu dla dziecka
                                    fajni i nie uprzedzeni, prawdą. Nie martw się na zapas, może wcale tak nie
                                    będzie jak myslisz. Trudne zadanie w takiej sytuacji, ale weż pod uwage, ze jak
                                    dziecko podrośnie to Twoje, Wasze emocje z teraz tez juz opadną i jeśli
                                    zaistnieje potrzeba rozmowy z dzieckiem na ten temat to myśle, ze nie bedzie to
                                    az takie trudne.
                              • 0lana Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 00:56
                                Współczuję...,niektórzy dorosli to potrafią komplikować życie...
                              • nangaparbat3 Re: Jak matka jest popieprzona... 09.12.06, 01:34
                                krwawa.mary napisała:

                                > Nie wtrącamy się wcale, bo wiemy, że by to bratu dobrze dopiekło.
                                > A żadnych normalnych stosunków z jego żoną nie będzie, choćbym nawet chciała.
                                > Ona miała romans z moim mężem i przez całą ciążę nie było wiadomo czy czasem
                                to
                                > dziecko to nie jest mojego męża. Horror. Wątpię, żebym kiedyś jeszcze mogła z
                                > nią normalnie rozmawiać.
                                A z mezem rozmawiasz?
                                Zresztą - gdyby nawet, i tak wszystko by zostalo w rodzinie.
                                • nangaparbat3 Mary, przepraszam 09.12.06, 09:01
                                  Wyrwało mi się, czasem predzej piszę niz myslę.
                                  Ale - naprawdę wyglada na to, jakby całe odium rodziny skupiło sie na Twojej
                                  bratowej, a przecież do romansu trzeba dwojga.
                                  • krwawa.mary Re: Mary, przepraszam 09.12.06, 12:33
                                    Odium skupia sie na bratowej, bo ona przez swoją córeczkę będzie już zawsze
                                    obecna w rodzinie. A mój mąż już jest nieobecny, rozwód w toku, nie spotykamy
                                    się i w ogóle ucięłam wszystko jak najszybciej się dało.
                                    A że do romansu trzeba CZWORGA, to wiem. Zadne z nas nie jest bez winy. Każde
                                    zawiniło, choćby tylko głupotą i zapatrzeniem w siebie. A dziecko zbierze
                                    wszystko na klatę. I dlatego to takie przykre.
                                    • nangaparbat3 Re: Mary, przepraszam 09.12.06, 12:47
                                      krwawa.mary napisała:

                                      > Odium skupia sie na bratowej, bo ona przez swoją córeczkę będzie już zawsze
                                      > obecna w rodzinie. A mój mąż już jest nieobecny, rozwód w toku, nie spotykamy
                                      > się i w ogóle ucięłam wszystko jak najszybciej się dało.
                                      > A że do romansu trzeba CZWORGA, to wiem. Zadne z nas nie jest bez winy. Każde
                                      > zawiniło, choćby tylko głupotą i zapatrzeniem w siebie. A dziecko zbierze
                                      > wszystko na klatę. I dlatego to takie przykre.
                                      No dziecko nie powinno zbierać. Dziecko nic do tego nie ma, a cała reszta
                                      zainteresowanych to dorosli i powinni dziecko chronic.
                                      Tobie goraco zycze , zebys sie szczęsliwie zakochała.
                                      • krwawa.mary Re: Mary, przepraszam 09.12.06, 13:00
                                        Dziękismile Zrobię w tej sprawie wszystko, co się da. I mam nadzieję, że brat
                                        ochroni małą i będzie nas lubiła mimo wszystko. Bo my ją lubimy, fajna jest smile
                                        Dziękuję Wam za wszystkie wypowiedzi.
                    • gigaba Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:25
                      A to brat jakis ograniczony, ze dziecko jak go nie bedzie widzieć w domu to juz
                      nie potrafi sie z nim porozumiec i przekazac mu co jest dobre a co złe? Tylko
                      matka z dzieckiem sie umie porozumiewac? Co za bzdury. A jesli tak to dlaczego
                      tak? Jesli zona tak zla to chyba lepiej stworzyc dziecku "azyk normalnosci" u
                      ojca, przynajmniej od czasu do czasu ile sad wyznaczy?
                      Jakąs dziwna logika się kierujesz w swoim rozumowaniu, ale przypuszczam ze
                      dlatego ze jeszcze niewiele wiesz o rozwodach i realiach zycia po rozwodzie.
                      • nangaparbat3 Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:27
                        A ja przypuszczam, ze nie o brata biega.
                        • gigaba Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:28
                          Może. To wszystko dla dobra dzieci. Na pewno.
                        • krwawa.mary Re: Jak matka jest popieprzona... 08.12.06, 23:40
                          Owszem, o niego. Ja dzieci nie mam. A jego córka to pierwsze dziecko w rodzinie
                          od wielu lat i chciałabym mieć z nią normalny kontakt w przyszłości. Z matką
                          dziecka nie da rady, i stąd moje wątpliwości, czy to się da jakoś normalnie
                          poukładać.
                          • tricolour Ty sie o brata nie martw... 09.12.06, 16:35
                            ... i zbytnio nie wchodź mu w życie. No chyba, że sam jest ofermą i wyraźnie Cię
                            poprosił o wyręczenie.

                            Martw sie o siebie. Nie jest to żaden przytyk - to jest dewiza na resztę życia.
                            • krwawa.mary Re: Ty sie o brata nie martw... 09.12.06, 17:18
                              O siebie martwię się nieporównanie bardziej niż o niego. I dlatego usiłuję się
                              dowiedzieć, czy da się to wszystko poukładać po ludzku. Zbieram dane, słucham
                              czytam. A nuż się czegoś nauczę?
                              Staram się nie wtrącać. W życiu jeszcze nie wykazałam tyle opanowania co w tej
                              sprawie. Normalnie trafiłby mnie szlag i nie dałabym bratu żyć. A tu nie mówię nic.
                              Mam nadzieję, że to kiedyś doceni.
                              • tricolour Pewnie nie doceni. 09.12.06, 17:27
                                A jeśli doceni, to będzie Ci wyjątkowo przyjemnie.
                                • krwawa.mary Re: Pewnie nie doceni. 09.12.06, 17:52
                                  Albo i nie, bo będę to miała w nosie. Mam nadzieje, że mi się coś przestawi z
                                  czasem i będę na nich patrzeć jak na żone i dziecko sąsiada.
                                  • tricolour Bardzo zapatrzona jesteś w tamtym kierunku. 09.12.06, 17:59
                                    Tamtym, to znaczy w brata kierunku, a sama masz rozwód za pasem.

                                    Konsekwencją czego jest takie Twoje zainteresowanie?
                                    • krwawa.mary Re: Bardzo zapatrzona jesteś w tamtym kierunku. 09.12.06, 18:05
                                      A, bo u mnie już pozamiatane, a u nich ciągle się toczy smile
                                      To wciąga jak telenowela.
                                      I pewnie jak sie słusznie domyślasz, moje zainteresowanie wynika z braku
                                      własnego życia osobistego. Jak sobie coś zorganizuję, to pewnie przestanę się
                                      tak nimi przejmować.Oby.
                                      • tricolour Prawdę mówiąc... 09.12.06, 18:14
                                        ... nie zastanawiałem sie dlaczego tyle myslisz o bracie.
                                        Swoim postem chciałem Ciebie zachęcić do wymyslenia tego powodu i skoro wiesz,
                                        że to z nudów, to przynajmniej wiesz, że brak życia osobistego kieruje Cię ku
                                        innym, a nie ku organizowaniu sobie tego życia.

                                        To cenna wiedza, bo już można coś z tym próbować robić.

                                        smile

                                        Mówiąc inaczej: jeśli komus czegoś brakuje, to powinien zatroszczyć sie o swoje
                                        braki, a nie patrzeć, co poprawić u innych...
                                        • krwawa.mary Re: Prawdę mówiąc... 09.12.06, 18:31
                                          Wiem, z czym mam problem, wiem co robić, ale nic na siłę.
                                          To nam chyba kończy wątek. Optymistyczny akcent był smile
                                          Dzięki za rozmowę, nie spodziewałam się, że ktoś mi odpowie.
                                          • tricolour :))) 09.12.06, 18:37
                                            Ja też zmykam... zająć sie osobistym życiem. Miłego wieczoru/weekendu.

                                            smile
                • nangaparbat3 Re: Nie mam wrażenia, że matka mojej córki... 08.12.06, 23:11
                  Takie sączenie najpewniej obroci sie kiedys przeciwko niej, moze wprost
                  (dziecko zrozumie, ze to nie cala prawda i bylo oszukiwane), albo poprzez
                  dziecko (nie mozna normalnie zyc nie bedąc ani troche dumnym ze swego ojca - a
                  mysle ze taki mialby byc cel sączenia).
                  Widzisz, w tej "grze" mogą albo wszyscy przegrać, albo wszyscy wygrać.
                  Przynajmniej na dluższą metę.
                • gigaba Re: Nie mam wrażenia, że matka mojej córki... 08.12.06, 23:11
                  np co mailaby sączyć? jesli matka jest alkoholiczka narkomanka wyznawczyni
                  jakiejs sekty i dziwnej pedofilskiej religii to każdy sąd przyzna opiekę ojcu.
    • gigaba Re: Faceci mają gorzej 08.12.06, 22:33
      Ale o czym ta mowa wlasciwie? Jesli facet bezmyslnie sie seksi z kobietą której
      nie chce i ma znia potem dziecko to ma byc argument za czym? Ze ma gorzej bo
      jest głupi i bezmyslny skupiajac się na własnym orgazmie zamiest na tym z kim
      go przezywa?
      Na ogól dzieci zostaja z kobietą, a fect ma następne dzieci z następna kobietą
      i na te pierwsze czasu mu brakuje. Wpływ na to co dzieje sie z ich potomstwem
      maja Ci mezczyzni którzy chcą miec wpływ na to co dzieje sie z ich potomstwem.
      Bo co innego deklaracje miesiąc po rozwodzie a co innego praktyka 5 lat po
      rozwodzie.
      Tak rozumujac demonizujesz role kobiety jako tą pozbawiajaca ojca praw do
      dzieci. a tak nie jest, prawo ma każdy tylko nie każdemu chce sie z niego
      korzystać.
      • marek_gazeta Re: Faceci mają gorzej 08.12.06, 22:36
        > Wpływ na to co dzieje sie z ich potomstwem
        > maja Ci mezczyzni którzy chcą miec wpływ na to co dzieje sie z ich potomstwem.
        To jest niewątpliwie słuszna uwaga.
        • krwawa.mary Re: Faceci mają gorzej 08.12.06, 22:54
          Pewnie masz rację. Ale zastanawiam się jaki wpływ na swoje potomstwo ma ktoś,
          kto z dzieckiem nie mieszka,a z jego matką ma na pieńku. Jakoś marnie widzę ten
          wpływ.
          Matka chyba wygra, jeśli tylko będzie chciała.
          • tricolour Wygra? 08.12.06, 22:55
            A co wygra?
            • krwawa.mary Re: Wygra? 08.12.06, 23:10
              Co tylko będzie chciała od swojego dziecka. Na przykład, że się bedzie czuło
              bardziej jej, niż taty czy jego rodziny. A jak jeszcze, nie daj boże, matka coś
              tam przebąknie, że tata nam zrobił krzywdę, czy coś...
              • gigaba Re: Wygra? 08.12.06, 23:12
                to moze sączyć nawet mieszkajac ze slubnym pod jednym dachem.
              • tricolour I Ty to nazywasz wygraną? 08.12.06, 23:14
                Nieźle - wychować skrzywioną osobę i nazwać to wygraną.

                Widzę, że Twój nick jest znaczący, co często ma uzasadnienie psychologiczne.
                • krwawa.mary Re: I Ty to nazywasz wygraną? 08.12.06, 23:25
                  Ma uzasadnienie na pewno. Rozpracuj to jak chcesz, droga wolna.
                  Każdy z nas jest skrzywiony w takim razie. Bo każdemu coś sączyli w
                  dzieciństwie, niezależnie od tego czy miał oboje rodziców czy nie.
                  To sączenie to po prostu wpływ, jaki matka może mieć na dziecko. Nie kojarzyć z
                  trucizną. Ojciec na przychodne ma jednak mniejszą szansę sączenia, i matka może
                  dzieciaka wychować całkiem po swojemu. Choćby ojciec starał się jak może, ma
                  ograniczone możliwości.
                  • gigaba Re: I Ty to nazywasz wygraną? 08.12.06, 23:26
                    A kim trakim jest ta matka , ze az tak żle i nienormalnie ma wychowac to
                    dziecko??
                    • krwawa.mary Re: I Ty to nazywasz wygraną? 08.12.06, 23:54
                      Matką pewnie jest dobrą i wychowa dziecko jak tylko będzie umiała najlepiej. Ale
                      nie mam z nią kontaktu, brat przywiezie dziecko od czasu do czasu... To za mało.
                      Jak dzieciak podrośnie i zacznie się rozglądać po świecie, to pewnie będzie
                      chciał wiedzieć, dlaczego mama nie jedzie do babci albo dlaczego ciocia nie lubi
                      mamusi itd. I bądź tu mądry człowieku, tłumacz.
                      • gigaba Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:02
                        No cóż, pozostanie ci być mądra i tłumaczyć. Bo chyba równie złe byłoby
                        oddzielenie dziecka od matki i sączenie mu że jego mama i tamta rodzina jest
                        zła i nienormalna- bo tak uwazasz. Albo zyc z nimi w zgodzie dla dobra
                        kontaktów z dzieckiem. A Twój "brat" cos ściemnia
                        • krwawa.mary Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:07
                          Pewnie, że ściemnia. Powinien był ją zostawić już dawno temu, ale jest za
                          miękki. I nie wierzy w siebie.
                          Cóż, powalczymy. Pewnie jescze nie raz przyjdę tu o coś Was zapytać smile
                          • gigaba Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:10
                            Mam inna propozycję. Przyślij tu brata. To jego dziecko i jego rozwód.
                            • krwawa.mary Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:15
                              To ja się rozwodzę, nie on. Dzieci nie mam, ale myślę cały czas, co bym zrobiła
                              na jego miejscu. I myślę, czy się kiedyś odważę na dziecko, stąd te wszystkie
                              wywody.
                              • gigaba Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:22
                                to on jest mężem matki dziecka czy nie?
                                • krwawa.mary Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:26
                                  Jest mężem, jest. O rozwodzie myślał, kiedy nie był pewien, czy to jego dziecko.
                                  Jak się okazało, że jego, to wrócił do żony.
                                  • gigaba Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:31
                                    To jego decyzja. Jeśli wrócił tylko i wyłącznie dla dziecka pomimo, że jego
                                    matki nie kocha, nie szanuje, uwaza za nienormalną- to on jest co najmniej
                                    dziwny, bo dziecko w takiej rodzinie i chorym związku unieszczęśliwią.
                                    Ale jeśli wrócił bo chce z żoną odbudowywać rodzinę i małżeństwo, cos ciagle
                                    do niej czuje, to nie ma o czym mówić... A Ty jako "siostra" nie wiesz
                                    własciwie dlaczego on tam wrócił... To wie tylko On. I on może podjąć decyzję.
                                    • krwawa.mary Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:36
                                      Zgadzam się. Już podjął decyzję i nikt się w to nie wtrąca. Żal mi tylko jego i
                                      dziecka, bo będą całe życie rozdarci między dwiema rodzinami, i diabli wiedzą,
                                      czego się to biedne dziecko w życiu nasłucha.
                                      No, ale nie jesteśmy pierwsi ani ostatni.
                                      • gigaba Re: I Ty to nazywasz wygraną? 09.12.06, 00:39
                                        Nie czarnowidź bo się spełni. Z nastawieniem "tamci to wróg, tamci są żli"
                                        niczego nie ułatwisz, nie ułatwicie. Tę Spirale trzeba odkręcać a nie
                                        podkręcać. Życzliwość niejeden mur skruszyła, polecam. Powodzenia.
        • libra22 Re: Faceci mają gorzej 08.12.06, 22:57
          Nie wiem, jak czują to mężczyźni. Ja cieszę się, że syn jest ze mną. Czasem
          jestem zmęczona i mam dość, ale radości jest więcej. Nie wiem jednak, czy ktoś,
          kto nie wie co traci potrafi poczuć z tego powodu jakiś żal.
    • der1974 Re: Faceci mają gorzej 08.12.06, 23:20
      Kto zawłaszcza dzieci? Matka czy inny mężczyzna z którym się owa matka (ex)
      zwiąże? Jeśli chodzi o matkę dzieci to o jakim zawłaszczaniu mowa? Przecież to
      matka więc trudno mówić o zawłaszczaniu a raczej o wychowywaniu że tak powiem
      bieżącym. Facet powinien dziękować że kobicie się chce. A jeśli pojawia się
      inny mężczyzna? No to należy olać i wykonywać swoje obowiązki dalej. Jak w moim
      przypadku się takowy pojawi to zrobię tyle ile się da żeby być z nim wdobrej
      relacji. Zawsze można zacząć od wódy i rozmów o sporcie ewentualnie o polityce.
      Ja mam dziwne przekonanie, że bym się dogadał. Życie zweryfikuje.
      • nangaparbat3 Re: Faceci mają gorzej 08.12.06, 23:23
        der1974 napisał:

        > Kto zawłaszcza dzieci? Matka czy inny mężczyzna z którym się owa matka (ex)
        > zwiąże? Jeśli chodzi o matkę dzieci to o jakim zawłaszczaniu mowa? Przecież
        to
        > matka więc trudno mówić o zawłaszczaniu a raczej o wychowywaniu że tak powiem
        > bieżącym. Facet powinien dziękować że kobicie się chce. A jeśli pojawia się
        > inny mężczyzna? No to należy olać i wykonywać swoje obowiązki dalej. Jak w
        moim
        >
        > przypadku się takowy pojawi to zrobię tyle ile się da żeby być z nim wdobrej
        > relacji. Zawsze można zacząć od wódy i rozmów o sporcie ewentualnie o
        polityce.
        >
        > Ja mam dziwne przekonanie, że bym się dogadał. Życie zweryfikuje.

        Der, kłaniam sie w pas.
        Chyba sie umowie z Next na pogaduchy. Zwłaszcza o tesciach wink
      • z_mazur Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 10:31
        Kurde Der w zasadzie też bym tak chciał.
        I przypuszczam, że w normalnej sytuacji potrafiłbym.
        Gdybyśmy z żoną się po prostu rozstał i potem ktoś by się pojawił chyba bym tak
        zrobił jak piszesz.
        Niestety w mojej sytuacji nie potrafię tego przeskoczyć.
        Moja żona mnie zdradziła z moim kumplem i są teraz razem.
        Ponieważ jestem wyznawcą prostej zasady "brat przed laską" i żona kumpla czy
        znajomego to kobieta nietykalna, to jakoś kompletnie nie czuję szacunku do tego
        człowieka. To dla mnie zwykły palant, a ja jakoś nie mam ochoty na zadawanie
        się z palantami. Dokucza mi świadomość, że ten palant ma teraz więcej kontaktu
        z moją córką niż ja, ale ponieważ nie mogę nic w tej sprawie zrobić to
        pocieszam się myślą, że mimo, że palant to jednak sympatyczny.
        Wódki kiedyś trochę wypiliśmy, teraz jednak jakoś nie mam ochoty z nim gadać.
        • marek_gazeta Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 12:17
          > Ponieważ jestem wyznawcą prostej zasady "brat przed laską" i żona kumpla czy
          > znajomego to kobieta nietykalna, to jakoś kompletnie nie czuję szacunku do tego
          >
          > człowieka. To dla mnie zwykły palant
          I dlatego, jeśli nie da się uratować związku, trzeba się rozwieść zanim dojdzie do tego typu sytuacji - która na pewno nie jest komfortowa nie tylko dla Ciebie, ale może i dla pozostałych zainteresowanych (w tym córki).
          • marek_gazeta Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 12:18
            Miałem na myśli to, że dobrze by było tak zrobić, bo oczywiście w tej sytuacji nie miałeś wpływu na to, co się stało. Nie zawsze się da, potrzebna jest klasa z obu stron.
    • 0lana Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 00:40
      Ojcowie,tak samo jak matki maja prawo (pomijajac obowiazek) do wychowywania swoich dzieci.Zależy tylko,czy tego chca...Nawet w tzw.normalnej rodzinie zdaza sie ,ze ojciec mało bierze udzial w ksztalceniu maluczkich,bo po prostu duzo pracuje,albo woli zaslaniac sie brakiem czasu z powodu pracy.Wszystko zalezy od czlowieka,czy chce wprowadzic swoja pocieche w dorosle zycie,czy tylko na poczeciu konczy swoja rolę.

      Gorzej maja tylko Ci mężczyzni,którzy po rozstaniu z ex chca brac czynny udzial w wychowywaniu swoich dzieci,a owa ex im to utrudnia.

      Dla chcącego ,nic trudnego.Wiem,ze sytuacje sa rozne,ale ja bym nigdy nie odpuscila,nawet gdyby bylo pod górkę...Przecież nie mozna zerwac kontaktów z wlasnymi dziećmi,bo rodzicom sie nie układa...
    • marek_gazeta Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 12:21
      Ci faceci, którzy kochają dzieci i chcą dalej angażować się w ich (codzienne) wychowanie, mają gorzej. Utrata części kontaktu jest nieunikniona, choć można się starać.

      A ci, którzy odchodzą w dal z nową "niunią", przy której odnajdują sens życia (jak to sformułował pewien znany aktor po wymianie żony na młodszą), zaczynają wszystko od nowa i ci mają niewątpliwie lepiej.
      • nangaparbat3 Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 12:49
        marek_gazeta napisał:

        > Ci faceci, którzy kochają dzieci i chcą dalej angażować się w ich (codzienne)
        w
        > ychowanie, mają gorzej. Utrata części kontaktu jest nieunikniona, choć można
        si
        > ę starać.
        >
        > A ci, którzy odchodzą w dal z nową "niunią", przy której odnajdują sens życia
        (
        > jak to sformułował pewien znany aktor po wymianie żony na młodszą), zaczynają
        w
        > szystko od nowa i ci mają niewątpliwie lepiej.
        Wszystko zalezy od perspektywy. Podobno przez całe zycie pracujemy na nasze
        samopoczucie (moralne) w chwili, kiedy bedziemy umierać.
        Z tej perspektywy jest dokladnie odwrotnie niz piszesz.
    • misbaskerwill Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 14:20
      Jako facet szybko i chętnie zgodzę się z tytułemwink - faktycznie, faceci, którzy
      nie chcą tracić kontaktu z dzieckiem przy/po rozwodzie mają gorzej. Nie mówiąc o
      facetach pragnących dalej mieszkać z własnym dzieckiem (i bez ex-małżonkiwink).

      Miałem dość podobną sytuację do Twojego brata - tyle, że dziecko ciut większe,
      no i romans niezupełnie "rodzinny"...

      Na podstawie swoich doświadczeń mogę stwierdzić, że obawy Twojego brata są
      bardziej niż uzasadnione.
      Nie rozumiem natomiast, dlaczego on dalej chce być z kobietą, skoro uważa, że
      jest ona w stanie wyrządzić tyle zła. Jeśli naprawdę tak jest, to tylko kwestia
      czasu, a brat i tak straci żonę i dziecko...
      A może jest całkiem inaczej? Może żona podjęła szczere postanowienie poprawy,
      realizuje je, a Twój brat po prostu ją dalej kocha...
      To jednak wie tylko Twój brat.
      I tylko on ma prawo decydować. Spojrzenie z boku czasem pomaga.
      Ale Ty spoglądasz na własnego oprawcę, z którym (z niezrozumiałych dla Ciebie
      powodów) dalej jest Twój brat...
      Jeśli nie chcesz stracić kontaktu z bratem i jego dzieckiem, będziesz musiała
      przejść przez trudną drogę wybaczenia, zapomnienia i supertolerancji...

      A jeśli ona naprawdę okaże się taką złą kobietą, to i tak nie pomożesad
      • krwawa.mary Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 14:32
        Tego właśnie się boję, że to tylko kwestia czasu, a i tak sie wszystko
        rozpadnie. A mój brat wyjdzie z tego jeszcze bardziej poturbowany.
        Ostatnio miałam telefon od ojca bratowej, zupełnie niespodziewany, bo nie
        utrzymujemy kontaktów. Powiedział mi, że żal mu mojego brata, że dalej w to
        brnie. Czyli nawet jej rodzina nie wierzy w to, że ona się zreformuje.
    • scriptus Re: Faceci mają gorzej 09.12.06, 14:32
      Nie wiem już, jak to jest z małym dzieckiem, na moje szczęście moje dzieci są
      za duże na to, by się je dało ogłupić, czy przekabacić.
      Inna sprawa, nastolatki, choć już mają ustabilizowany pogląd na pozycję ojca i
      matki w ich życiu, wymagają stałego, acz dyskretnego nadzoru po to tylko, by
      nie narobiły życiowych głupstw. Wiadomo, że chociaż są mądre, zdolne i
      wspaniałe, to w niektórych momentach postępują głupiutko, głupiej, niż
      dwulatki, ale to już całkiem inna bajka. Tata z mamą są od tego, by je chronić
      przed ich własną głupotą, lub czasem, niwelować jej skutki.
      W końcu ktoś musi nie wypuścić czasem dziecka na randkę, by się zechciało np.
      pouczyć, nieprawdaż?? Ktoś musi ponegocjować z nauczycielem, gdy dziecko coś
      sobie nagrabi w szkole. Z całym szacunkiem dla ogółu nauczycieli, niektóre
      jednostki z tego gatunku są mniej mądre od swoich wychowanków. Wtedy to właśnie
      rodzic, najlepiej tata, bo kobiety są zbyt emocjonalne, musi podjąć działania,
      by uzdrowić sytuację.
      Do czego dążę, otóż, tata, który nie ma codziennego kontaktu ze swoim
      dzieckiem, traci wpływ na jego wychowanie, przez co obniżają się życiowe szanse
      jego dziecka. To jest tak, jak byśmy umyślnie pewnego dnia zaczęli podlewać
      naszą roślinkę raz czy dwa razy w tygodniu, zamiast codziennie, może to
      przeżyje, ale napewno zacznie rosnąć dużo gorzej. A tak właśnie postępują
      ojcowie, którzy dają sobie odebrać możliwości kontaktów ze swoimi dziećmi.
      Być może czasem mają takie podejście, olać tamtą roślinkę, rośnie w złym
      miejscu, wyhoduję sobie nową, ale sądzę, że w większości przypadków to zwykła
      bezmyślność...
    • ata661 Re: Faceci mają gorzej 10.12.06, 13:24
      Zgadzam się , że faceci mają trudniej po rozwodzie jesli chodzi o wychowanie
      dzieci i wiem co mówię .Sama jestem po rozwodzie i wychodzę z zalożenia , że
      mój były rozstał się ze mna nie z dzieckiem , więc praktycznie spotyka się z
      nim kiedy chce , zostałam w naszym domu , więc były mąż oprócz tego , ze
      zabiera dziecko do siebie przyjeżdzą też do domu . Staramy się zachowywać na
      tyle normalnie na ile to jest możliwe, zdarzają sie wpsólne posiłki czy nawet
      wyjścia gdzieś z dzieckiem. Zdarza się też , że były mąż u nas nocuje . Takie
      rozwiążanie jest jednak mozliwe jeśli, my dorośli będizemy się kierowac dobrem
      i potrzebami naszych dzieci . Rozwiodłam się niedawno, były miał kogoś ( nie
      wiem czy ma teraz) , ale przyjęliśmy zasadę końca wojny. Skoro nie jest moim
      męże to juz mnie rani, po co mam pielnować złość, nienawiść . Teraz z drugiej
      strony na co dzień w parcy spotykam się z probleme kontaktu z dzieckiem po
      rozwodzie . To starszne ale kobiety ciągle traktują dziecko jako narzędzie
      kary, zemsty na byłym mężu . Nie wiem skąd po krótkim małżeństwie taka zmiana w
      ocenie partnera. skoro za niego wyszłaś to chyba był dobry , a teraz jest
      niedopowiedzialny, agresywny , ma zły wpływ na dziecko itd .Kobiety zastanówcie
      się co robice dziecku . Za wyjątkiem oczywistych sytuacji jak znęcanie się ,
      alkoholizm , dziecko powinno mieć konatkt z ojcem i z jego rodzina ( z tą
      okropna teściową też). Żeby nie było tylko przeciwko kobietom , faceci
      zasatnówcie się co chcecie robic z dzieckiem w czasie spotkań,korzystajcie z
      nich wy i wasze dzieci ile się da. często jest bowiem tak , że przywozicie
      dziecko a potem zajmuje się nim wasza mama . Musiecie nauczyc się opieki nad
      dzieckiem , czynności pielęgnacyjnych itd , bo jak wam powierzyć malucha skoro
      często nie umiecie się nim zająć . W końcu najważniejsze nie włączajcie dziecka
      w wasze spory. Bardzo często słyszę bo syn/ córka żali się na matkę/ojca, jest
      mu z nim źle , a dziecko ma dwa lata i to na pewno nie są jego odczucia,
      słowa. Jeszcze jedno OJCOWIE walczcie o siebie i o swoje dzieci w sądach,
      warto, można wygrać .
Pełna wersja