krwawa.mary
08.12.06, 21:45
Zawsze myślałam, że to kobiety są na przegranej pozycji, nieporównanie
częściej zostają z dziećmi same jak coś się sypnie, alimentów nie sposób
wydębić, z tatusiem widzenia jak w zakładzie karnym itd.
Ostatnio przyszło mi do głowy, że to jednak oni mają gorzej. W razie
niepowodzenia są małe szanse na rozstanie TYLKO z kobietą. Dzieci znikają
razem z nią. Bo chyba tych przepisanych przez sąd spotkań nie można porównać
do życia z dziećmi. A jak doliczymy jakieś wpadki z niechcianą kobietą, ot,
tak z głupoty, albo łapanie na dziecko (tak tak, to nie bajki z lat 60-tych)
to wyjdzie, że to mężczyźni mają bardzo mały wpływ na własne rozmnażanie i to,
co się dzieje z ich potomstwem.
Jak myślicie? Słusznie rozumuję?