historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na sprawę

12.12.06, 10:04
Witajcie
No to i ja się rozwodzę. Pierwszy raz w życiu big_grin więc nie bardzo wiem czego
się spodziewać...sprawę mam zaraz po świątecznym wypasie, 27 grudnia rano,
zastanawia mnie czy to dobrze czy zle jezeli chodzi o humor zapewne pani
sędziny... nie daj co świątecznie będzie usiłowała nas jednak trzymać razem?
Może macie jakieś doświadczenia, wskazówki co powinnam uwypuklić w swojej
historii, czego się trzymać, żeby szybko pozbyć się tego formalnego balastu?
Moja historia...cóź widzę że 11 lat to jakieś feralne jest big_grin Ale u nas psuć
zaczęło się już wiele lat temu tylko ja miałam zaślepki na oczach. Na terapii
w której zaliczyliśmy tylko trzy sesje (potem jemu się odwidziało bo nie
będzie z niego taka harpia jedna z drugą paść się na jego zwierzeniach)
dowiedziałam się na przykład że miał nieustający żal, że na początku
małżeństwa nie pojechał sam do Zakopanego...4 lata temu prawie były znalazł
sobie w sieci kobietę i zaczął się angażować... głupia byłam bo chciałam żeby
był szczęśliwy wychodząc z założenia że jeśli on będzie to my też...no i
jeszcze obydwoje zaklinali się że chodzi tylko o przyjaźń. Ta kobieta miała
dziecko, a ja wtedy byłam po poronieniu i okazało się dodatkowo że prawie-
były ma tragiczne wyniki jeżeli chodzi o dziecioróbstwo..
Wyłam, ale wierzyłam że On tego potrzebuje, że to mu tak dużo daje i że to
dla naszego dobra. Doszło do tego że weekend dzielił między nas dwie - do
niej jechał na całą sobotę żeby "przy niej odpocząć" a dla mnie miał trzy
godziny w niedzielę, bo popołudniem już jechał do pracy...
No i oczywiście - zakochał się, chciał z nią być a najbardziej "być tatusiem"
dla jej dziecka. A jednocześnie mnie czarował że moglibyśmy adoptować. Dupek,
tego mu nie wybaczę...dobrze że na samym końcu jednak odmówiono nam prawa do
adopcji, bo skrzywdzić w ten sposób już raz skrzywdzone dziecko, to by było
ponad moje siły.
Ona go rzuciła bo znalazła sobie innego a ja głupia jeszcze nadstawiałam
mankiet do wypłakania, bo biedaczek był taki uczuciowy...
A potem znalazł sobie kolejną...a że ponoć był bezpłodny to sobie poszaleli
bez zabezpieczeń. Mówił jej że ze mną tylko mieszka ze względu na kredyty.
Dziewczyny przeżyła szok kiedy dowiedziała się że jestem w ciąży, bo co jak
co ale akurat seks długo nam "wychodził"...i przez jakiś czas nie było
wiadomo czy mój prawie-były nie zostanie podwójnym tatusiem.
Przepłakałam dużo z ciąży, ciągle miałam nadzieję bo On jednak mówił że
zdecydował się zostać itepe itede...
Rok temu urodził się młody. Na szpitalnym korytarzu usłyszałam "kocham cię"
2 tygodnie później, w święta usłyszałam "i tak odejdę"
potem kolejna znajomość z sieci, znowu ponoć nic groźnego tylko "wymieniali
się erotykami". A ja jak zwykle jestem ubekiem i ograniczam jego wolność
osobistą. Coraz mniej bywał w domu - praca, zajmowanie się dzieckiem, a
wieczorem po kąpieli - do kolegi albo do garażu... już nawet nie mówiłam że
mam o to żal...
No i w końcu wyprowadził się w lipcu. Bo mu "było źle" (nie zliczę ile razy
to w tym małżeństwie słyszałam). Bo mnie nie kocha. Bo czuje się spętany
małżeństwem. Aha, obrączkę przestał nosić już trzy lata temu bo tak mu
ciążyła...
Kiedy już "otęchłam" zaliczyłam terapię krótkoterminową i nauczyłam się sama
dobrze żyć a nawet wystosowałam już pozew rozwodowy - bez orzekania o winie
ale z podanymi powodami tj jego zdradami - on oznajmił że chce wrócić. Ale na
warunkach które da się określić jako sublokatorskie. Tzn ja się nie wtrącam
do niego, osobne łóżka, osobny stół i osobne wyjścia. Nie zgodziłam się. W
życiu!
Ale teraz wracam do sprawy...boję się jej, boję się tego że On wyskoczy z tym
na rozprawie. Boję się pytań czy ja go kocham, bo nie chcę kłamać a miłość to
nie jest dla mnie coś co przechodzi jak angina. Tymniemniej ja już napewno
nie chcę z nim być! Nawet ze względu na dobro dziecka, które teoretycznie
miałoby w domu mamę i tatę. Tylko teoretycznie, bo nadal osobno. Ale jakimi
słowami ja mam przekonać sąd że nie ma sensu w utrzymywaniu tego małżeństwa?

I co sąd może zrobić? Oddalić powództwo? Czy tylko zawiesić sprawę? A kiedy
zawiesza to po jakim czasie można się starać o wznowienie?
    • misbaskerwill Re: powodzenia! 12.12.06, 10:26
      > I co sąd może zrobić? Oddalić powództwo? Czy tylko zawiesić sprawę? A kiedy
      > zawiesza to po jakim czasie można się starać o wznowienie?

      Wątpię, czy sąd może być tak bezduszny i kazać Ci jeszcze zostać z takim łajdakiem.
      Twoje ustępstwa wobec niego dawno przekroczyły granice rozsądku...

      W najgorszym razie - wznowienie po 3 miesiącachwink.
      Ale sąd nie będzie tak nieludzki. I mam nadzieję, że skieruje pod adresem pana
      wiele gorzkich słów. Gnój z niego i tyle.
      • so7b Re: powodzenia! 12.12.06, 10:41

        > W najgorszym razie - wznowienie po 3 miesiącachwink.
        > Ale sąd nie będzie tak nieludzki. I mam nadzieję, że skieruje pod adresem pana
        > wiele gorzkich słów. Gnój z niego i tyle.

        Trzy miesiące, to nie jest tak źle...
        Gnój nie gnój ale ma wygląd skrzywdzonego misiaczka i potrafi mówić jak
        skruszony chłopiec... na kobiety to działa...
        • crazysoma Re: powodzenia! 12.12.06, 10:49
          Witaj
          Wiesz, Sad, nawet jesli sklada sie glownie z kobiet, nie takich "skruszonych"
          widzial przed swoim "wysokim" obliczem...
    • marek_gazeta Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 10:27
      Sorry ale sama jesteś sobie winna - facet zdradził, to won za drzwi i koniec. A ty przeczekałaś jedną zdradę, drugą, zaszłaś w ciążę i doczekałaś się kolejnej, ręce opadają.

      Sąd powinien dać Ci rozwód po 30 minutach.

      > on oznajmił że chce wrócić. Ale na
      > warunkach które da się określić jako sublokatorskie. Tzn ja się nie wtrącam
      > do niego, osobne łóżka, osobny stół i osobne wyjścia. Nie zgodziłam się. W
      > życiu!
      Ja go w sumie rozumiem smile Sam nauczyłem się prasować koszule, ale kobietom to jakoś lepiej wychodzi.
      • z_mazur Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 10:30
        > Ja go w sumie rozumiem smile Sam nauczyłem się prasować koszule, ale kobietom to
        j
        > akoś lepiej wychodzi.


        Coś Ty? smile
        Nikt mi tak koszul nie wyprasuje jak ja sam sobie wyprasuję. smile
        Zawsze tak było i tego się będę trzymał.
      • so7b Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 10:39
        Wina to już tu nie ma nic do rzeczy, i nie wiem czemu czujesz się powołany mi
        ją wytknąć? Nie czuję się winna że kochałam czy że nawet byłam głupia smile Nie ma
        przepisu że mądry = niewinny smile

        A co do prasowania, to ja zawsze kupuję rzeczy które nie wymagają takiego
        zachodu tongue_out
        • so7b Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 10:43
          aaa... i Marku jeszcze jedno smile Uważam że dziecko - nie ciąża - to jest to co
          mi się najlepszego przydarzyło w tym małżeństwie smile
        • erzsi Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 10:47
          Dla bezpieczeństwa jednak skłamałabym i powiedziała, że nie kocham męża.
          Jeśli mąż nie będzie chciał rozowdu plus Ty powiesz, że jednak go kochasz ...
          no może być długo ...
          Powodzenia i sił życzę smile.
    • tictac11 Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 10:53
      bądź silna, na pewno dasz radę smile
      A do uczucia się nie przyznawaj...bo sąd moze uznać, że potrzebna Wam mediacja
      albo terapia i sprawa się przedłuzy.
      • so7b Re: historyjka z zycia wzięta i jej wpływ na spra 12.12.06, 14:39
        Z siłą to różnie bywa, ale serdecznie Wam wszystkim dziękuję smile
        Macie chyba rację, nie przyznam się że łapserdaka kocham ale już tylko z
        daleka. Fakt faktem że ile razy przychodzi pobyć z młodym - a nie utrudniam w
        żaden sposób i nawet mogę już znieść go w swoim mieszkaniu - to staję
        się "zimną dziwką", która nawet się nie uśmiechnie. A tak właściwie to po
        prostu staram się albo wyjść, albo odespać albo zamknąć się w pokoju i nadrobić
        zaległości z pracy.
        Ciekawe kiedy stanę się formalnie wolna...
Pełna wersja