Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochanki

21.12.06, 11:46
W wielu wątkach na tym forum zawarte są historie świadczące o tym, jak to okropni faceci:
- zdradzają swoje żony, często pozostając w nieformalnym związku przez miesiące i lata
- wyjeżdżają na imprezy integracyjne (skóra żonom cierpnie na samą myśl), gdzie wszelkie hamulce puszczają
- odchodzą nagle do kochanki, porzucając żonę i dzieci
- robią piekło podczas rozwodu, grożą, obrażają, próbują oskubać z kasy
- nie płacą alimentów albo walczą o ich jak najniższą wysokość
- porzucają własne dzieci i przestają się nimi interesować

Ale z drugiej strony, nachodzą mnie niepokojące myśli, że przecież:
- jakieś kobiety chcą być kochankami żonatych i dzieciatych facetów
- na imprezach integracyjnych panowie w zdecydowanej większości wolą integrować się z paniami - są zatem panie zainteresowane integracją, zarówno wolne (panny, rozwódki - tfu! smile ), jak i mężatki - które powinny zdawać sobie sprawę z faktu, że być może wykorzystują sytuację (np. kryzys) i rozbijają rodzinę (także własną)
- są kochanki, które z otwartymi rękami przyjmują wciąż jeszcze żonatych facetów i cierpliwie czekają na zakończenie targów okołorowodowych
- nie biorą pod uwagę, że to, co spotkało byłą żonę i dzieci, świadczy o klasie gościa i o tym, jak będzie wyglądać scenariusz ich ewentualnego rozstania. Jeśli nie miał skrupułów przy zdradzie żony, to i ją może zdradzić bez zmrużenia powieki. Jeśli porzucił dzieci tamtej, to prawdopodobnie porzuci i jej dzieci, nie płacąc w dodatku alimentów. Ją również będzie próbował oskubać itp. Być może chodzi tu o podobne zaślepienie, jak w przypadku dziewczyny biorącej sobie alkoholika za męża ("przy mnie, po ślubie, na pewno się zmieni").

To tyle. Ufff, ale ulżyło.
    • mezczyznapodziemny Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 11:48
      Ja tak troche nie do tematu, ale miałem ostatnio impreze integracyjną. I to co
      widziałem na niej przeszlo moje najśmielsze wyobrażenia na temat kobiet
      szukających przygodnego seksu. Chociaż zasada, aby nie bzykać w pracy jest
      całkiem ciekawa, to trudno było się oprzeć (mnie akurat się udało, ale niektórym
      kolegom z biura nie bardzo)

      Pozdrawiam
      • marek_gazeta Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 12:44
        Ciekawe, kim jest ów "natchniony moher"?

        Oj, coś mi się zdaje, że nasze forum ma żelaznego kandydata. smile
    • biedroneczka33 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 12:31
      "są kochanki, które z otwartymi rękami przyjmują wciąż jeszcze żonatych facetów i cierpliwie czekają na zakończenie targów okołorowodowych - nie biorą pod uwagę, że to, co spotkało byłą żonę i dzieci, świadczy o klasie gościa i o tym, jak będzie wyglądać scenariusz ich ewentualnego rozstania. Jeśli nie miał skrupułów przy zdradzie żony, to i ją może zdradzić bez zmrużenia powieki. Jeśli porzucił dzieci tamtej, to prawdopodobnie porzuci i jej dzieci, nie płacąc w dodatku alimentów. Ją również będzie próbował oskubać itp. Być może chodzi tu o podobne zaślepienie, jak w przypadku dziewczyny biorącej sobie alkoholika za męża ("przy mnie, po ślubie, na pewno się zmieni").

      Nie jestem kochank azonatego mezczyzny ale ...w tym co napisales jest wiele racji .Gdy sie rozwiodlam poznalam JEGO ...ups..taki zwykly szary człowieczek ktory swoim poczuciem humoru , troska zainteresowaniem mna dziecmi i naszymi problemami pomalutku , po cichutku wkradl sie do naszego zycia.Chociaz zwiazek nigdy nie zalegalizowalismy , polaczylo nas dziecko .Ja bylam rowodka z 2 dzieci a on rozwodnik z 1 synem .Nie powiem nie przeszkadzalo mi mi ze jego syn nas nie odwiedzal , ze ON nie interesowal sie nim .W koncu poswiecal moj czas dla mnie naszego syna i moich dzieci .Teraz z uplywem czasu nie moge zrozumiec jak moglam byc taka egoistka .Jednak nie mozna zyc na domku zbudowanym z marzen ..szybko okazalo sie ze to co kiedys bylo jego zaleta stalo sie wada.Do tego doszlo mnostwo innych czynnikow ktore przyczynily sie ze w koncu definitywnie sie rozstalismy .Owszem z poczatku interesowal sie naszym synem ,ale zawsze kiedy na horyzoncie pojawial sie nowy obiekt zainteresowania znikal na dluzszy czas.Kiedy tak przemyslalam caloksztal naszej znajomosci zauwazylam ...ze to nie On sie tak zmienil to ja nie zauwazalam tych spraw.Tak jak kiedys traktowal swojego 1 syna podobnie a nawet jeszcze gorzej traktuje naszego .To jak nawiazuje kontakty , jak traktuje najblizszych, swoja rodzine itd.. to caloksztal o nim ktory opadl jak zaslonka dmna kiedy uczucia sie ostudzily .Nie da sie czlowieka poznac na wylot ale teraz juz wiem ze ktos kto nie interesuje sie wlasnym dzieckiem lub dziecmi nie moze byc dobrym czlowiekiem , to samo odnosi sie do caloksztaltu tej osoby , podejscia do zycia ,faktu jak traktuje rodzicow itd. .Nie ma w nim pozytywnych uczuc , nie potrafi zapewnic poczucia bezpieczenstwa .Moze dla niektorych fakt ze mezczyzna ma dziecko , zobowiazania wobec niego czynia go kim gorszym ....dla mnie nie jest tak , jezeli widac ta milosc , nie tylko jako przelew w banku , to znak ze ma w sobie cos wyjatkowego ..wystarczy to tylko odkryc .
    • phokara Re: Ci koszmarni faceci i ich kryszta?owe kochank 21.12.06, 12:38
      > To tyle. Ufff, ale ulz˙y?o.

      No, to sie nawet czuje...

      A ja mysle, ze patologia sa wszelkie generalizacje. Znam wredne 'zony' i 'porzadne' kochanki i
      'dobrych' mezow i 'wrednych' kochankow. Nie zawsze pelniona funkcja zyciowa determinuje
      wlasciwa ocene etyczna wbrew pozorom. Przypinanie latek jest bez sensu, bo czesto w prostej
      linii prowadzi do myslenia "nienawidze zydow" bo nie.
      Rozumiem naturalna tendencje do uproszczen, ale one wcale nie czynia zycia prostszym, a
      przyjazniejszym to z cala pewnoscia nie.
    • bet66 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 13:34
      marku poruszyłeś bardzo wazny problem i dobrze go ująłeś.
      Wszystko zależy od człowieka....są ludzie i ludziska i są szmaty i qwiska.
      Od dłuzszego czasu zadaję nexiom , które były kochankami pytania:
      Czy mozna wierzyć, opierac swe zycie na facecie, który zdradzał?
      Czy z takim facetem mozna budować stabilny związek?
      To samo odnosi sie do kobiet.
    • erzsi Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 14:36
      Pho, może to faktycznie uproszczenie, bo ludzie rozstają się z różnych powodów,
      ale schemat, o którym pisał Marek jest bardzo popularny.
      W każdym razie ja już współczuję swojej następczyni, która zwiąże się z moim
      jeszcze meżem. Jak będzie mieć z nim dziecko to już faktycznie kanał. Facet ma
      dużo uroku i nie wątpię, że znajdzie się taka, której wmówi, że może i nie
      zachowywał się idealnie, nie płacił reguralnie alimentów i nie widywał zbyt
      często dzieci, ale... to wszystko będzie przecież moją winą, bo go
      denerwowałam, jestem pazerna na kasę i nie będę dość miłą gdy będzie
      przyjeżdżał do dzieci ... a z nią to przecież zupełnie co innego ;p.
      Miłość jest ślepa, a ludzie nie zmieniają się aż tak diametralnie.
      To nie jest zły człowiek, tylko strasznie nieopowiedzialny. W to, że dojrzeje
      już nie wierzę. No, ale to ja smile.
      W moim przypadku ta ślepota była zresztą obustronna wink, kochanka nie widziała
      nic złego w tym, że facet ma żonę i dwoje dzieci, mąż umiał wytłumaczyć sobie
      fakt, że kochanka zdradza swojego męża rok po ślubie. Oboje myśleli w ten sam
      sposób i używali tej samej wymówki: z nią/z nim tak robię, ale przy Tobie
      nigdy, bo mąż/żona jest ble, a Ty jesteś super wink.
      Z nich dwojga właściwie jakoś tam wybronił się mój mąż, który naprawdę się
      rozwodzi. W sumie to dla niej czy z jej powodu. Kochance nawet się nie śni,
      żeby zostawić męża, bo 'na swój sposób go kocha' ;p.
      Życzę im powodzenia, są siebie warci smile.
      • ak70 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 15:04
        A ja mysle, ze to wynika z lojalnosci kobiet wzgledem kobiet. NIGDY nie
        wiązałabym sie z żonatym facetem... nawet (a chyba zwłaszcza) takim, ktory
        twierdzi, że "jego z żoną nic juz nie łączy, to fikcja, chce rozwodu..." itp.
        Faceci są lojalni i w tym tkwi ich siła... kobiety nie... i dlatego faceci
        robią z nami co im się żywnie podoba, za naszym milczącym przyzwoleniem pełnym
        satysfakcji ("he he woli mnie niż ją!!").
        Oczywiście jak od każdej reguły, tutaj też - po obu stronach - występuja
        chlubne wyjątki smile)
        • kruszynka301 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 17:19
          Ak70, to na pewno nie wynika z lojalnośći kobiet wobec kobiet.
          Ja również NIGDY nie związałabym się z żonatym facetem (ba, z miejsca odrzucałam takich, którzy o swoich już eks źle mówili), ale wynikało to z czystego wyrachowania - FACET, KTÓRY ZDRADZA ŻONĘ, JEST ZEREM. A ja takimi pogardzam, zresztą paru wyraźne to powiedziałam - oczywiście, byli w szoku, biedactwawink).

          Dlaczego kobiety wiążą się z żonatymi? Z róznych powodów, nie mnie, zdradzanej żonie, to osądzać. Wydaje mi się, że przeważająca większość kochanek, a przynajmniej moja, wchodzi w takie związki z desperacji.
          Nie wierzę, że kobieta, która może przebierać w facetach, wybrałaby żonategowink.
          • tricolour Jedno małe sprostowanie. 21.12.06, 18:45
            Facet, który zdradza zonę da Ciebie jest zerem. Dla innych może być wartościowym
            człowiekiem.
            • kruszynka301 Re: Jedno małe sprostowanie. 21.12.06, 19:43
              Taaak, dla mojej kochanki był wartościowym człowiekiem - no cóż, dobrze na tym nie wyszła.
              Tri, spotkałam wielu żonatych facetów, dostawałam mnóstwo propozycji, i naprawdę ci wszyscy żonaci faceci (żonaci, czyli żyjący z żoną na co dzień, w większości mający maleńkie dzieci) byli identyczni.
              Identycznie też bredzili o domowym kieracie, obowiązkach, nierozumiejącej biedaków żonie, itp, idt..........
          • anikab czym jest "moja" kochanka 21.12.06, 23:33
            kobiety wiążą się z żonatymi z desperacji? perwersyjna opowieść:
            On (mąż 28) oczekuje narodzin upragnionego syna, w pracy w komputerze na
            tapecie zdjęcie z usg, współpracownikom opowiada, jaki jest z tego powodu
            szczęsliwy, żonie mówi, że ją kocha.
            Ona (kochanka 24), mieszka ze swoim chłopakiem - wie o dziecku kochanka,
            oczekuje go wraz z ukochanym, słucha opowiesci ze szkoły rodzenia, na imprezach
            szuka okazji, by go nieziemsko zadowolić (kolczyki gdzie sie da i nie tylko smile,
            wysłuchuje relacji z porodu!
            postanawiają byc razem
            wywinęła się z tego, szuka dalej, on cierpiał, ja popadłam w niebyt...
            pod salą sądową nazwała go frajerem.
            To na pewno nie desperatka. Co to za stworzenie?
            • kruszynka301 Re: czym jest "moja" kochanka 22.12.06, 09:59
              Każdy na forum pisze przez pryzmat własnych doświadczeń - kochanki mojego męża
              (nawiasem mówiąc, również byłam w ciąży) nie potrafię nazwać inaczej jak
              kobietę zdesperowaną, bo któraż inna zgodziłaby się być z hazardzistą
              zadłużonym po uszy, mającym określone oczekiwania co do modelu rodziny (trójka
              dzieci w ciągu kilku lat). To ja była tą złą, niedobrą żoną, która robi
              biedaczkowi awanturę, kiedy przegrywa kolejne kilkadziesiąt tysięcy, która
              biedaka nie rozumie, a on przecież jest taaaki inteligentny......
              To ona wreszcie teraz spłaca jego długi, ma trójkę maleńkich, wiecznie
              chorujących dzieci......

              Nie potrafię tego określić inaczej jako desperacja...
              • anikab Re: czym jest "moja" kochanka 22.12.06, 10:21
                faktycznie...desperatka
                a kochanka mojego męża poleciała chyba na jego ojcowskie uczucia, których teraz
                on absolutnie nie wykazuje, ale inaczej jej nie nazwę jak piiipiii, ale wiem,
                że moja ocena nie jest obiektywna.
                Gdybyśmy wykonywały plan naszych byłych panów i władców w 100%, to tylko byliby
                bardziej sfrustrowani chcąc nas porzucic, zresztą i tak znaleźliby jakieś "no
                bo Ty jesteś taka i siaka".
                • erzsi Re: czym jest "moja" kochanka 22.12.06, 10:31
                  Pewnie, że tak.
                  każdy uczciwy człowiek kończy jeden zwiazek zanim zacznie drugi. Dla mnie
                  tłumaczenie, że zdrada jest winą osoby, która jest zdradzana to straszne
                  świństwo i kopanie leżącego. A owszem, też mi to mąż wmawiał. Nie udało się, bo
                  ja jestem patologicznie upartym człowiekiem i uważam, że brak jakiejkowkiek
                  rozmowy z jego strony o tym jaka beznadziejna ze mnie żona, całkowicie mnie z
                  tej winy zwalnia.
                  Zastanawiam się tylko na ile naprawę tak uważa, a na ile zwyczajnie nie chce
                  się przede mną przyznać do tego, że zachował się koszmarnie.
                  • anikab Re: czym jest "moja" kochanka 22.12.06, 14:33
                    Zgadzam się. Też jestem winna. Myslałam, że kiedyś usłyszę
                    normalne "przepraszam, wiem, co Ci zrobiłem". Na razie usłyszałam, że wie, co
                    czuję, poniewaz kochanka go porzuciła!
                    A wracając do wątku Marka, wychodzi na to, że więcej jest nieuczciwych mężczyzn
                    niż kobiet (bo wchodzą w drugi związek nie kończąc pierwszego)? Czy po prostu o
                    zdradzajacych żonach wiemy mniej? Niechby sie jakies odezwały. To forum
                    przeglądają głównie porzuceni i uczciwi, któzy rozeszli się bez "boków". Brak
                    tutaj tej drugiej strony medalu smile
                    • bet66 Re: czym jest "moja" kochanka 22.12.06, 15:21
                      anikab, tyle samo jest nieuczciwych mężczyzn , co i kobiet....
                      pieciez wiąża się w pary kochanków.
                      A wolna kobieta, która zostaje kochanką jest uczciwa?
                      Nie !!!
                      Bo tak naprawdę nie chodzi tylko o zdradę swojego partnera, ale ogólnie o
                      robieniu innym krzywdy, czegos złego, niemoralnego i nieuczciwego.
              • nangaparbat3 a może, Kruszynko 22.12.06, 21:39
                kruszynka301 napisała:

                > To ona wreszcie teraz spłaca jego długi, ma trójkę maleńkich, wiecznie
                > chorujących dzieci......
                >
                > Nie potrafię tego określić inaczej jako desperacja...

                Moze go pokochała po prostu, to sie czasem zdarza.
                Chcę powiedzieć, ze mozna pokochać kogoś, kto jest zadluzony i uzalezniony,
                podobnie jak zdarza się, ze kochanymi są brzydcy, glupi, starzy, chorzy,
                biedni, niedouczeni, nieudani ze wszech miar.

                Przyszło mi do glowy, ze może przyczyną romansu cześciej niz nam się zdaje jest
                potrzeba bycia z kims, kto niewiele wymaga, a wiele daje - akceptację (to
                oczywiscie zludzenie, ze kochanka/kochanek cos takiego zapewni, ale chyba
                ludzie często takiemu złudzeniu ulegają).
                • kruszynka301 Re: a może, Kruszynko 23.12.06, 10:52
                  Nanga, oczywiście, że go pokochała - przecież z wyrachowania z nim nie zostaławink.
                  I wiem, również, że ja za dużo wymagałam, bo jestem rozpieszczoną i egoistyczną kobietą - tylko, że eks o tym doskonale wiedział (byliśmy razem 8 latwink.I kiedy znalazł dziewczynę niewymagającą, typową starą pannę, która zgodziła się na wszystko, co on jej powiedział, związała się z nim, nie patrząc na nic innego - "bo to ja złą kobietą byłam".
                  Poznałam bardzo dobrze tę kobietę - to typowa szara myszka, zapatrzona w eksa, nie ma z niej nic z "krwiożerczej i wyrachowanej" kochankiwink. Ale na takie życie, jakie ona obecnie prowadzi z eksem, ja bym się nigdy nie zgodziła - mam wyższe wymagania od życia.

                  Z drugiej strony, moje wymagania jednak nie są na tyle wygórowane, że ich spełnienie graniczy z cudem - niespełna rok po odejściu eksa spotkałam ideał mężczyzny, z którym jestem do dzisiaj....

                  No i swoistą puentą jest to, że żona eksa mi zazdrości mojego trybu życia........... A ja jej współczuję......
                  • tricolour To może podaruj jej odrobinę... 23.12.06, 10:58
                    ... swojego luksusu, bys nie musiała tak współczuć...

                    Odbieram fałszywie Twój post.
                  • nangaparbat3 Re: a może, Kruszynko 23.12.06, 11:58
                    Coraz częściej przychodzi mi do glowy, ze tym co niszczy więzi miedzy ludźmi
                    jest ambicja, chęć imponowania, niezdradzenia się z jakąkolwiek słabością.

                    Ja tam nie mam "wymagań od zycia" - mam od siebie samej. Moze to głupie.
        • nangaparbat3 oj Ak, co Ty gadasz 21.12.06, 19:13
          Bywają lojalni faceci i lojalne kobiety. I bywają na odwrot - nielojalni faceci
          i nielojalne baby.
          Czasem jest nawet jeszcze gorzej - ta sama osoba bywa raz lojalna, a raz
          nielojalna.
      • phokara Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 18:32
        > Pho, może to faktycznie uproszczenie, bo ludzie rozstają się z różnych >>>>>>
        >powodów, ale schemat, o którym pisał Marek jest bardzo popularny.

        Erzsi,
        ja to wiem. Mam naprawde wysoki zmysl obserwacji obyczajowej i nawet nie
        zamierzam polemizowac z faktem, ze tak sie dzieje. Zreszta sama tego
        doswiadczylam na wlasnej skorze. Tylko jest we mnie jakis bunt wewnetrzny wobec
        wszelkich schematow i generalizacji. Bo wole zyc wedle wyjatkow, a nie regul
        wyzej opisanych. Zyje sie zawsze w liczbie pojedynczej i kazdy sam dba o
        wizerunek wlasnej twarzy. Schematy - inaczej - myslenie schematami koszmarnie
        ogranicza nas samych. Ja nie oceniam tylko tej konkretnej sytuacji. Jestem tak
        samo przeciwna mowieniu, ze 'wszyscy faceci to swinie' - choc to byloby
        wygodne, po doswiadczeniach z Exem; i daleka jestem od wydawania sadow, ze
        wszystkie kochanki to wstretne zdziry. Naprawde, zycie jest zbyt pojemne, zeby
        stosowac takie uproszczenia. Zreszta - to chyba najgorsza opcja, jaka mozna
        przyjac po naszych doswiadczeniach. Jak sobie zaloze, ze wszyscy faceci to
        swinie, to zostane w koncu sfrustrowana, samotna baba - bo w koncu nie bede
        zyla ze swinia i robila chlewu z domu. Zaraz pojawia sie glosy, ze nie wszyscy
        - bo niektorych biedakow wyrolowala zla, okrutna zona. Wiec schematycznie
        pomysle - no to jak go zona wystawila, to znaczy ze cienias - nie bede zyla z
        cieniasem. I tak w nieskonczonosc... od szablonu do szablonu. Nawet jak jakims
        cudem zwiaze sie z jakims facetem (zapewne z desperacji - nastepny schemat) to
        sila rzeczy zrobie sie wydra - bo w koncu jak nia nie byc, skoro tyle 'wyjezdza
        w delegacje' i wiadomo, co tam robi...
        Takie myslenie jest bez sensu.
        Schematy sa wygodne ale bardzo duzo kosztuja. Placi sie za nie pewnego rodzaju
        waskotorowa percepcja swiata, ktora nas strasznie ogranicza. Bo strach, ze cos
        sie wydarzy bywa czasem gorszy, niz samo wydarzenie. W skrajnych przypadkach
        fanatyzmu, ludzie staja sie wlasnymi karykaturami, jak pani Bet. Calkiem
        szczerze bycie kims takim jest dla mnie duzo bardziej szkodliwe niz bycie
        czyjas kochanka czy wredna zona. Przypadki czlowieczenstwa spotyka sie w obu
        tych rolach.
        Swietnie rozumiem Twoje doswiadczenia z Exem. Sama mialam podobne. A czy mu
        bedzie lepiej z kochanka niz ze mna to juz mnie wcale nie obchodzi. Ta dama tak
        naprawde jest tylko jego trauma, a nie moja. I nigdy mi do lba nie przyszlo,
        zeby na niej psy wieszac - wystarczy, ze sie na niej uwiesil mij Ex. I jeszcze
        cos, do tego, co napisala AK. O lojalnosci wobec kobiet. To nastepne puste
        haslo, odnoszace sie do schematow. Lojalnosc nie jest przypisana do plci, tylko
        do osob nam bliskich, zgodnie z hierarchia waznosci. Ja akurat uwazam, ze
        kobiety sa swietne, zwlaszcza, jak potrafia wyjsc poza archetyp 'matki Teresy,
        zony czy kochanki'. I za takie baby moge dac sie pokroic. Ale lojalnosc plciowa
        zwana potocznie solidarnoscia jajnikow mam w dupie. Bo to nic nie znaczy.
      • tricolour Jeżeli piszesz, że są siebie warci... 21.12.06, 18:43
        ... to nie pisz, że życzysz im powodzenia, tylko napisz szczerze, że życzysz im
        jak najgorzej. Stwierdzenie "są siebie warci" okazuje Twój lekceważący stosunek
        i pogardę.
        Poza tym zazdrościsz kobiecie swojego exa, że najzwyczajniej go kocha, co
        wyrażasz, że "kocha go na swój sposób".

        W takiej sytuacji bardzo łatwo wpasować swoje negatywne przezycia do
        upraszczającego postu Marka. Że jest białe i czarne.
        • marek_gazeta Re: Jeżeli piszesz, że są siebie warci... 21.12.06, 19:42
          Nie wiem, co upraszczającego jest w moim poście, może poza nieco kontrowersyjnym tytułem. Chodzi o to, że wiekszość dyskutantek na forum to zdradzone, porzucone kobiety. Ale zostały zdradzone i porzucone dla innych kobiet. Poza tym, poczytałem sobie w Internecie, co się dzieje na tych tzw. spotkaniach integracyjnych - obie strony dają nieźle czadu.
          • tricolour Ja w to nie za bardzo wierzę... 21.12.06, 22:23
            ... że na forum mamy tylko ofiary czyichś wywijasów. Najzwyczaniej w to nie
            wierzę, a na poparcie wątpliwości mamy posty, w których jest tyle trudności w
            jasnym przedstawianiu spraw.

            Nie chcę teraz odnosic się do konkretnych wypowiedzi i osób, ale im bardziej
            ktoś mąci tym bardziej chce cos ukryc przed sobą.
          • crazysoma Re: Jeżeli piszesz, że są siebie warci... 22.12.06, 09:42
            > Nie wiem, co upraszczającego jest w moim poście, może poza nieco
            kontrowersyjnym tytułem. Chodzi o to, że wiekszość dyskutantek na forum to
            zdradzone, porzucone kobiety. Ale zostały zdradzone i porzucone dla innych
            kobiet. Poza tym, poczytałem sobie w Internecie, co się dzieje na tych tzw.
            spotkaniach integracyjnych - obie strony dają nieźle czadu.

            Tytul to chyba mocno ironiczny prawda? Marku. Tak sobie mysle, ze w 99% zdradza
            sie i porzuca z powodu, dla, pod wplywem (wpisac wlasciwe) innej osoby. To tak
            jakos jest. Ale zauwaz, ze ci zdradzajacy maja pewne, prawie identyczne, cechy
            osobowosci, bardzo podobny sposob myslenia i na ogol wcale nie czuja sie winni,
            ze to zrobili, bo maja na to wytlumaczenie. Przyslowie mowi, ze "okazja czyni
            zlodzieja", ale jednak nie kazdy, nawet jesli nikt go nie widzi wyciagnie reke
            po cudza wlasnosc, zeby nie wiem jak komfortowa mial okazje. I od czego to
            zalezy? Od dojrzalosci, sily charakteru, braku kompleksow, odpowiedzialanosci
            za druga osobe, czlowieka, szacunku? No od czego? Przelecialam w myslach
            (skojarzenie nieprawidlowe smile po wszystkich mezczyznach, ktorych znam blizej.
            Jeden swego czasu sie "zakochal" bedac mezem i ojcem, no tak po prostu sie
            zakochal. Mial pecha. Troche temu pechowi pomogl pewnie. Ale wiesz co, jak sie
            na niego patrzylo w tamtym czasie to byl cieniem wlasnej osoby. Bo widac, ze
            toczy ze soba walke. Postapil paskudnie, zone cizarna traktowal niefajnie,
            zglupial. Ale walczyl z tym uczuciem i nie przekroczyl nigdy (i ja w to wierze)
            granicy, po ktorej juz nie jest mozliwe odbudowanie zaufania do drugiego
            czlowieka. Faktem jest tez, ze "kochanka" nie byla z tych napierajacych.
            Rodzina zostala uratowna, choc trwalo to ok 5 lat i bylo juz bardzo w tej
            rodzinie beznadziejnie. Drugi facet - zona wlasnie mu powiedziala, ze ten
            przyjaciel, ktory teraz jest (5) to na serio i ona nie ma zamiaru ani z niego
            zrezygnowac, ani tego ukrywac. Trzeci facet, taaaa, no, o tym to nie bede
            pisac, szkoda eksploatowac palce, jutro pierogi lepie.
            I tak sobie mozna jeszcze paru wymieniac, ale na koniec napisze o mezu mojej
            kumpelki z liceum. Duzy, przystojny, cieply facet. Z gatunku tych "krecacych"
            Znamy sie z jego zona jak lyse klacze, z nim jak lysy kon z klacza (lysa). 3
            dni temu zadzwonil wieczorem, ze niespodziewanie musi przyjechac do stolicy i
            czy moze sie u mnie zatrzymac (co jest normalne, bo u mnie ciagle ktos sie chce
            zatrzymywac (w samym grudniu goscilam 5 roznych osob) Powiedzialam, ze jasne,
            nie ma problemu. Ale w nocy zadzwonila moja kumpelka, ze jednak pojedzie do
            hotelu. On zadzownil rano, ze mi dziekuje za gotowosc przygarniecia,
            pogadalismy i powiedzial na koniec tak: wiesz, nastepnym razem, jak sobie
            zalatawie pas cnoty to u ciebie zanocuje. To byl zart. (Tak powiedzial, mimo,
            ze nie jest z tych, ktorzy opowiadaja specyficzne dowcipy). A ja sie tak potem
            zastanowilam. Znam go X lat, wiem, ze mial rozne propozycje od roznych "pan",
            wszystkie jednym, krotkim zolnierski zdaniem spuszczal na drzewo. Podobaja mu
            sie kobiety. I je lubi (w sensie, lubi przebywac w ich towarzystwie). Wiec moze
            to tak jest, ze w kazdym z nas jest po 5 procent gotowosci do "zdrady", w
            kazdym z nas jest 10% tego zlego. Bo taka mamy konstrukcje my, ludzie. Ale mamy
            rowniez mozliwosc wyboru (juz to gdzies tu pisalam) czy pojdziemy tam,
            gdzie "okazja czyni zlodzieja" czy nie.
            • marek_gazeta Re: Jeżeli piszesz, że są siebie warci... 22.12.06, 19:02
              > nie ma problemu. Ale w nocy zadzwonila moja kumpelka, ze jednak pojedzie do
              > hotelu.
              Bardzo mądrze. Bardzo. Ta kumpelka wie, o co chodzi w życiu i małżeństwie. Ja nie wątpię, że do niczego by nie doszło, ale po co prowokować i ryzykować zawalenie życia?
        • erzsi Re: Jeżeli piszesz, że są siebie warci... 21.12.06, 20:38
          Tri, albo ja piszę niejasno, albo Ty nie czytasz ze zrozumieniem wink.
          To o powodzeniu było ironicznie, zamiast średnika dwukropek się wtawił smile. Nie
          życzę źle nikomu, a już na pewno nie ojcu swoich dzieci. Życzę źle ich związkowi
          /jeśli zostanie 'odnowiony'/, bo wiem, że to się dla nich źle skończy. Ona mnie
          nie obchodzi, on tak.
          'Kocha na swój sposób' swojego męża, nie mojego smile. I to jest cytat. Jej. To ma
          wyjaśnić czemu rok po ślubie nie chce od niego odejść i ukrywa romans.
          Niczego jej nie zazrdoszczę, bo go nie kocha.
          Ja wiem, czworokąty to zawiłe realcje i trzeba precyzwoać o czyjego męża czy
          żonę chodzi wink.
          • tricolour No to źle zrozumiałem... 21.12.06, 22:24
            ... smile)
            • erzsi Ufff ;).... 22.12.06, 07:17
    • julka1800 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 15:05
      mi tez ulzylo smile

      bo to WSZYSTKO PRAWDAsmile

      czy oceniamy ludzi na podstawie tego czy sa dobrymi mezami/zonami, kochankami
      czy "innej orientacji" seksualnej?

    • phokara Re: Ci koszmarni faceci i ich kryszta?owe kochank 21.12.06, 15:12
      Bo sa kobiety i kobety i wszystkie maja swoje problemy.
    • bet66 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 15:14
      brzoza, komu odpuścić i kogo to jest TYLKO problem?
      Zdrajców ???
      Raczysz zartować ?
      A co z tymi połowkami, którym "ułozono" zycie bez ich woli?
      • phokara Re: Ci koszmarni faceci i ich kryszta?owe kochank 21.12.06, 15:15
        > A co z tymi po?owkami, którym "u?ozono" zycie bez ich woli?

        ubezwlasnowolnic
    • bet66 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 15:23
      brzoza, ty mnie nie rozsmieszaj, ja zycie mam ułozone i na nic nie cierpię,
      najwyzej na nudę.
      Piszę w imieniu milczacych pokrzywdzonych , taka mam misję....haha
    • bet66 P.S. 21.12.06, 15:28
      faceci są dlatego koszmarni, bo na ich zachowanie pozwalają niekryształowe
      kochanki.
      Gdyby nie było takich kobiet, to zaden miś nie byłby zdrajcą.
    • bet66 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 15:30
      jestem skromna, nie licze z tego tytułu na zadne profity, robię to z czystej
      altruistycznej potrzeby......
    • bet66 Re: P.S. 21.12.06, 15:32
      misie działaja i trafiaja na pozytywny oddźwięk,
      a gdyby tak nie było odzewu, to by nie było grzechu.
    • emde74 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 19:00
      dużo w tym racji. wiem coś na ten temat, bo znam z autopsji, ale też z "pożal
      się Boże doświadczenia" moich koleżanek.... teraz to jestem mądra smile
    • alicjaaleksandra Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 21.12.06, 22:03
      no i jeszcze jedno - "blizsza koszula cialu". Ja tak sobie mysle, ze panna z
      ktora jest aktualnie moj maz wcale nie chciala mi osobiscie (nie zna mnie
      przeciez)krzywdy wyrzadzic. Byla sama, rozwiedziona, z dzieckiem - trafil sie
      facet, ktory jej sie spodobal, niezadowolony ze swego malzenstwa (przeciez gdyby
      byl zadowolony by sie na jej wdzieki nie skusil). Myslala po prostu o sobie. A
      ze facet ma dziecko, no i ten problem mozna zapewne jakos rozwiazac (najlepiej
      zeby dziecko zostalo z matka, a kontakt z ojcem stopniowo oslabl). Wiec tak
      naprawde nie chodzilo o to, zeby krzywdzic kogos tylko zeby sobie poprawic. Nie
      ma w tym zadnego sarkazmu, ot spostrzezenie. smile

      A ze zonom / eks-zonom skora cierpnie - cierpnie, cierpnie temu, kto byl
      oszukany, bez wzgledu na plec.
      • akacjax Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 00:57
        Można nawet tak uogólnić-najpierw musi być niezadowolenie w związku...choć czasem mężczyżni zupełnie oddzielają seks od miłość i to się wydaje i bywa potem różnie...
        No i być może nam się wydaje, ze nie mozna budować związku z kimś, kto zdradził..ale nie znaczy to, że kochankom też tak się wydaje. Może liczą, że ta zdrada-dla nich, z nimi-to coś nietuzinkowego.

        Przeczytałam kiedyś, że kobiety są po prostu dyskretniejsze ze swoimi zdradami..i dlatego wydaje się, ze to głównie mężczyźni zdradzają..tylko z kim? z ufoludkami? czy może jedna kobieta zdradza z wieloma mężczyznami?

        • marek_gazeta Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 07:59
          > .i dlatego wydaje się, ze to głównie mężczyźni zdradzają.
          Nie ma tu sprzeczności - zdradza ten, kto pozostaje w stałym związku. Kobieta wolna nie zdradza, dziwka też nie - to jej praca.
          • mucha102 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:09
            marek_gazeta napisał:

            > > .i dlatego wydaje się, ze to głównie mężczyźni zdradzają.
            > Nie ma tu sprzeczności - zdradza ten, kto pozostaje w stałym związku. Kobieta
            w
            > olna nie zdradza, dziwka też nie - to jej praca.

            :] Mamy tu pozorny paradoks - więcej mężczyzn w stałym zwiazku. Pozory, bo
            zeczywiscie kobiet trochę więcej niż mężczyzn, statystycznie.

            Marku, nie wiem, co w Tobie takiego jest, ale Twoje wypowiedzi prowokują. Może
            to zbyt schematyczne spojżenie na życie? Brak szacunku dla kobiet wolnych?
            Wartościa kobiety ilośc ugotowanych zupek i wypranych gaci mężowi i dzieciom?

            Nie ma powodu bać sie kobiet ten, kto je szanuje.
            • marek_gazeta Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:30
              > :] Mamy tu pozorny paradoks - więcej mężczyzn w stałym zwiazku.
              Więcej mężczyzn, którzy szukają seksu, pozostając w stałym związku.

              > Marku, nie wiem, co w Tobie takiego jest, ale Twoje wypowiedzi prowokują.
              No i wyszedł ze mnie złośliwy, szowinistyczny cham. Trzymałem, zapierałem się, walczyłem, ale wylazł na wierzch smile

              > Brak szacunku dla kobiet wolnych?
              > Wartościa kobiety ilośc ugotowanych zupek i wypranych gaci mężowi i dzieciom?
              O, wypraszam sobie. Jaki brak szacunku? Skąd zupki i gacie? Kobieta powinna być kobietą, resztą można się podzielić lub zatrudnić sprzątaczkę.
              • mucha102 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:40
                Czyli uważasz, że w zdaniu
                "Kobieta wolna nie zdradza, dziwka też nie - to jej praca."
                Nie było nic niestosownego?

                No cóż... tak starałam sie grać twardą, a wylazło ze mnie przewrażliwienie smile

                Że pozwole sobie sparafrazować : kobieta powinna być człowiekiem.

                pozdrawiam przedświątecznie
                • z_mazur Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:46
                  Dla mnie jeszcze jest kwestia tej "wolności".
                  Czy kobieta będąca w nieformalnym związku jest wolna czy nie?
                  I jeszcze ciekawsza sytuacja (podobno takie też się zdarzają) dziwka będąca w
                  związku z facetem, który akceptuje jej "zawód"??

                  smile
                  • wiewiorka29 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:52
                    A jak się nazywa facet- dziwka? I czy taki który się rozbiera w knajpie i daje
                    wciskać napiwki za stringi i czasem zawodowo coś więcej , to zdradza czy nie
                    zdradza, jeśli jest w stałym związku?
                  • mucha102 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:56
                    Dla mnie związek, formalny czy nieformalny, to układ. Przedmiotem układy jest
                    to, na czym ludziom zależy - w tym najczęściej wierność.
                    zdrada to łamanie zasad układu.

                    Ja mam pytanie - czy gdy partner rozładowuje napięcie "niekonwencjonalnie" tj
                    bez udziału partnerki, to jest to zdrada czy nie?
                    ;>
                    • wiewiorka29 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 11:58
                      ?Ja mam pytanie - czy gdy partner rozładowuje napięcie "niekonwencjonalnie" tj
                      > bez udziału partnerki, to jest to zdrada czy nie?
                      > ;>

                      hihi, to zależy czy przy tym mysli o partnerce czy nie o niej wink
                      • z_mazur Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 12:05
                        No to żeby jeszcze bardziej namieszać.
                        Jesli kochając się ze swoją kobietą myśli o innej to jest to zdrada czy nie?
                        • wiewiorka29 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 12:06
                          a jesli kobieta wtedy mysli o tym, że sufit trzeba pomalować, to zdradza czy
                          nie|?wink)
                          • mucha102 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 12:15
                            smile) tja, ja o Anglii, ty o suficie smile

                            Bo jeśli zona mysli o tym, kiedy mąż skończy, to w końcu go zdradza, koniec z
                            końcem suspicious
                        • mucha102 Re: Ci koszmarni faceci i ich kryształowe kochank 22.12.06, 12:13
                          smile to chyba pytanie na inny wątek - może "zdrada, podstępne zimne oczy gada"

                          Ale ciekawe pytanie - szczególnie że wolalabym kochać się namiętnie z
                          partnerem który myślałby o Pameli (byle imion nie pomyliłwink niż modlić się o
                          to, by nie pomylił drogi do sypialni. ;P

                          I nowe pytanie: czy purytansko wychowane królowe zdradzały męża z Anglią?
                          big_grin
    • nangaparbat3 A mnie sie przypomnial film 22.12.06, 22:06
      mogę cos pokręcić, bo widziałam go tylko raz i lata temu, "Wiarolomni" Liv
      Ulman i wg scenariusza Bergmana.
      Tam mąż rozpacza - i w końcu chyba nawet popelnia samobojstwo - bo zona zdradza
      go i (dawno było, nie jestem tego pewna) chyba w końcu zostawia dla innego.
      Ale ten zrozpaczony mąż ma - wydaje mi się, ze od dawna - kochankę. I z tego
      co pamietam (chyba zaraz pozyczę i sprawdzę), kochanka nie ma w sobie nic
      demonicznego - jest cieplą, kochajacą kobietą, ktora probuje mu pomoc, ale nie
      robi niczego przeciwko zonie.
      Tak to zapamietalam, mogę sie mylić. Z całego filmu własnie ta kochanka zrobila
      na mnie najwieksze wrazenie i szczerze mowiac najbardziej wzbudzila moją
      sympatię. No nic, lepiej pozycze ten film i sprawdzę.
      Ale co chcialam powiedzieć: że bywa róznie. Że naprawdę moze się zdarzyć, że
      zoną jest zimną zdzirą, a kochanka dobrą, kochającą kobietą.
      Że kobieta moze wybrać własnie zonatego, bo nie chce się wiązać.
      Że mąż i zona nie tylko nie sypiają ze sobą, ale tez nie rozmawiają, maja osbne
      lodowki, i to wszystko pod jednym czterdziestometrowym dachem (plus dziecko,
      dla ktorego trwaja w tym koszmarze).
      Albo ze małzenstwo mieszka razem, bo zadnego z nich nie stać na samodzielne
      utrzymanie się.
      I zdarza się, że kobieta świadomie i z wyrachowaniem uwodzi męża i ojca,
      wiedząc, ze to mąż i ojciec - jeden przypadek obserwowałam w pracy, i bu=yło na
      co popatrzec (mam na mysli aktywność manipulacyjną delikwentki, cymes)
      No dobra, jadę po filmwink


      Po prostu bywa roznie, co człowiek, inna historia.
      • tricolour Nie Hitler i Mata Hari... 23.12.06, 10:23
        ... ale zwyczajni ludzie są stanowią większość. Prawie całość.

        I nie wierzę w dzirstwo kobiet i wyjątkową podłość mężczyzn. W skrajności, które
        doprowadzają do rozwodów, a są w istocie próbą usprawiedliwienia własnego
        zaniedbania, "nie chcenia mi się" itp.

        Psia kupa na chodniku, brudny samochód, niedbałość o styl wypowiedzi znacznie
        częściej są "powodem" do problemów w życiu niż zdirstwo czy podłość. Takie mam
        obserwacje.
Pełna wersja