Czy normalny facet spedza wigilie

25.12.06, 20:15
i swieta z kochanka i jej dzieckiem podczas gdy jego wlasny syn jest chory i
zostal z matka (czyli ze mna)w domu?

Synek sie rozlozyl w srode, mial b. wysoka temp., jeszcze-malzonek pojawil
sie, przywiozl (grzecznie poproszony) lekarstwo i obiecal ze przyjdzie w
pierwszy dzien swiat. Zastrzegal sie co prawda ze nie bedzie nic jadl itp. ale
wydawal sie byc zadowolony ze jednak dalam mu znac ze syn chory, prosil zeby
informowac o stanie zdrowia itp. W sob przyszedl do syna i oznajmil mi - juz
innym tonem- ze nie przyjdzie w pierwszy dzien swiat, ze wigilie spedza z
"Ania" (a ja nie pytalam z kim spedza). Synek byl b. rozczarowany, w dodatku
naprawde wycienczony od temperatury - rozmawial z ojcem przez tel., dopytywal
kiedy przyjdzie itp. takim lamiacym, sie glosikiem. Poskutkowalo na tyle ze
malzonek wpadl w poludnie w wigilie na - doslownie- 5 minut zobaczyc jak sie
synek czuje. Taki gest zeby uspokoic wlasne sumienie wg mnie. Zapytal czy
wychodzimy do rodziny (planowalismy) - powiedzialam ze raczej nie, poprosil
zewbym go poinformowala. Ok - poinformowalam - zostalismy sami, synek mial
nadal temp., nie chcialam ryzykowac. I nic - nie odezwal sie.

Mielismy wyjsc, wiec nie przygotowywalam wigilijnych potraw. Gdyby nie moja
siostra, ktora przyszla z prowiantem nie mielibysmy nawet z czego urzadzic
wigilii.

Nie zapytal nawet czy mamy jedzenie, czy czegos nie potrzebujemy, jak sie
czuje synek. Ale - laskawca - wyslal mi wieczorem zyczenia (esem)"spelnienia
wszystkich zyczen, marzen zasadnych i tych calkiem fantastycznych" (!).

I spedzil wigilie (pierwszy dzien swiat) z panna i jej dzieckiem. Pewnie
patrzyl jak chlopiec rozpakowuje przezenty i nic - niewazne bylo, co robi jego
syn.

A jutro przyjdzie - nie wiem kiedy dokladnie, zapowiedzial ze "rano" zeby dac
synkowi przezent.

I czy to jest normalne??? (Ja wiem, ze sa ludzie bez nog, i prawdziwe zyciowe
tragedie, ale to, ze wiedzial ze jego dziecko jest chore, ze pyta o niego i
mimo to "olal" nadal jeszcze mocno mnie ruszylo).

    • alicja611 Re: Czy normalny facet spedza wigilie 25.12.06, 20:53
      normalne, moj tez spedza czas z panna i jej malutkim dzieckiem, nie pyta nawet
      co u syna slychac, jak w szkole itp.....a syna ma super! bedzie zalowac...a
      wtedy juz za pozno bedzie....nie mysl o nim, mysl o sobie i dziecku-to moja
      rada-po prostu wylacz mysleniesmile
      • maza15 Re: Czy normalny facet spedza wigilie 25.12.06, 21:41
        Takich tatusiów jest więcej.Ja już przestałam prosić o odwiedziny dzieci,bo
        miałam wrażenie,że to odwrotny skutek przynosi.Zresztą takie przymuszone wizyty
        nie miały sensu.Od tego czasu jak się kontaktuje to przynajmniej wiem,ze z
        własnej woli.Dzieci za nim tęsknią a to bardzo boli...Mam nadzieję,że
        cierpienie moich dzieci wróci do niego i jego kochanki podwojone...Pozdrawiam
        • alicjaaleksandra Re: Czy normalny facet spedza wigilie 25.12.06, 22:14
          jest mi mimo wszystko przykro - smutno. Bo nie dziwi mnie juz fakt ze wybral
          wigilie ze swoja "dziewczyna" - nie moge zrozumiec jak mozna brac udzial w calej
          tej sytuacji - rozpakowywania przezentów, skladania zyczen, razem z dzieckiem
          tej kobiety, niewiele starszym od naszego i nic - nawet nie zadzwonic, nie
          zapytac jak sie syn czuje (przeciez wie, ze chory, ze mial b. wysoka
          temperature, bierze drugi antybiotyk, itp).
          A jednoczesnie potem sie pojawic (na koniec swiat zajdzie do syna przeciez) i
          udawac, ze jest super ojcem. NB chcial zabrac syna do swojego ojca jutro
          (niemozliwe bo chory) - chyba po to, zeby pokazac jaki to kochajacy ojciec z niego.
          Co do cierpienia - ktore wroci - nie wiem, wroci, nie wroci. Na razie kobieta
          triumfuje - spedzal swieta z nia i jej dzieckiem, a do syna wlasnego nawet nie
          zadzwonil.
          • alicja611 im szybciej zapomnicie dziewczyny tym lepiej 25.12.06, 22:25
            jestem w sytuacji jak wyzej, on z rozesmiana geba sklada mi zyczenia, juz sobie
            ulozyl zycie, tryumfuje ze swoja rodzina, zyczac mi samotnosci do konca zycia z
            dzieciakiem (nota bene jego wlasnymsmile), hmm i co mam zrobic? wlasnie rozstalam
            sie z e swoim przyjacielem i jestem teraz sama, mam szukac nowego na sile, zeby
            pokazac tryumf swojemu ex, do diabla czy to wyscig szczesliwcow?
            • alicjaaleksandra wyscig szczesliwców? Ladnie ujęte. 25.12.06, 22:32
              Zawsze latwiej byc obojetnym jak sie juz sobie zycie ulozylo.

              Nie jest niestety tak latwo zapomniec. I trudno uwierzyc ze mozna tak postepowac
              wobec wlasnego dziecka. A - jak widac - mozna.
              • maza15 Re: wyscig szczesliwców? Ladnie ujęte. 25.12.06, 22:47
                Na pewno łatwiej.Ale siłą do dzieci ich nie przywiążemy.Wiem jak z tym
                ciężko,bo mój ex postępuje tak samo.Nie mogę tego zrozumieć,ani się z tym
                pogodzić.Zostawił mnie z dziećmi dla innej i zachowuje sie jak wolny,bez
                zobowiązań.Bez serca
                • 0lana Re: ONI sa bez serca,.. 25.12.06, 23:17
                  ...bez sumienia,bez wstydu i honoru.Tez przezywam z moja trojka to,co Wy.Mówia,że nie mozna budować szczescia na cudzej krzywdzie i,że zło powraca podwójnie,ale ja w to nie wierzę.Życie nam ucieka w bólu,a CI,co krzywdzą są szczęsliwi.Nie ma sprawiedliwości na tym swiecie.
                  • alicja611 czy nie jestesmy naiwne? 25.12.06, 23:22
                    kochajac ich, czekajac na nich, rodzac im dzieci, rezygnujac z naszych karier,
                    starzejac sie z nimi ,a oni na koncu i tak maja to wszystko w dupie? odchodza do
                    mlodszej a ty sobie babo radz-jaki stad wniosek: zawsze trzeba byc niezalezna.
                    • marek_gazeta Re: czy nie jestesmy naiwne? 25.12.06, 23:54
                      Kiepscy goście byli, dobrze, że ich już nie ma.
                    • romka_p Re: czy nie jestesmy naiwne? 26.12.06, 19:56
                      alicja611 napisała:

                      > kochajac ich, czekajac na nich, rodzac im dzieci, rezygnujac z naszych karier,
                      > starzejac sie z nimi ,a oni na koncu i tak maja to wszystko w dupie? odchodza d
                      > o
                      > mlodszej a ty sobie babo radz-jaki stad wniosek: zawsze trzeba byc niezalezna.

                      czy to nie jest żałosne?
                      Jeżeli się tak widzi że rodzi się IM dzieci, rezygnuje się z karier dla NICH itp
                      itd to nie dziwne że w końcu znikną, kto normalny zniesie takie poświęcenia?

                      • 0lana Re: Do Romki...jestesmy naiwne, 26.12.06, 23:26
                        bo oddajemy nasze zycie i zycie naszych dzieci facetom,ktorzy okazuja sie nieodpowiedzialni.Marnuja nam zycie niszczac nam swiat jaki stworzylismy razem i ktory nie moze istniec bez nich.Po drodze rezygnujemy z roznych mozliwosci na rzecz malzenstwa,ktore nagle przestaje istniec,bo maz mysli tylko o sobie.Facet uklada sobie nowe zycie,a dla nas czesto jest juz za póżno,bo lata nie te i najpierw dzieci trzeba wychowac.

                        Myślę,że Alicja611 chciała powiedziec,że my czesto idziemy na kompromis,ktory potem okazuje sie "wykorzystaniem",gdy maz nagle wycofuje sie,bo zona mu sie znudziła albo zycie rodzinne go przytłacza.Wymagaja od nas czesto poswieceń,ale gdy sami maja dac cos od siebie,z czegos waznego zrezygnowac to okazuje sie,że ich egoizm zwycieza.A malzenstwo to przede wszystkim obustronne dawanie i liczenie sie z druga strona...nawzajem.

                        kto normalny zniesie takie poświęcenia?
                        >To przewaznie sytuacja rodzinna wymaga rezygnacji z realizacji swoich pragnien i jest to po prostu czesto nieuniknione.Dopoki wszystko idzie w kierunku uzgodnionym wspolnie to dobrze,a jesli nie to czujemy rozgoryczenie,bo okazuje sie ,ze bylysmy po prostu naiwne,zostalysmy oszukane.
            • nangaparbat3 Re: im szybciej zapomnicie dziewczyny tym lepiej 25.12.06, 23:28
              wlasnie rozstalam
              > sie z e swoim przyjacielem i jestem teraz sama, mam szukac nowego na sile,
              zeby
              > pokazac tryumf swojemu ex, do diabla czy to wyscig szczesliwcow?


              Wszystko tylko nie to - z szukania (i wiazania sie na siłę, zeby
              komuś "pokazać") raczej nic dobrego nie wyniknie.
    • der1974 Re: Czy normalny facet spedza wigilie 26.12.06, 11:26
      Wiele razy czytam takie teksty i abstrahując od postawy facetów, bo każdy zrobi
      co zechce w kwestii kontaktu dziećmi, zastanawiam się czy panie towarzą byłym
      mężom jakąś rozsądną atmosferę do takich spotkań? Bo jak ma gość przyjść i się
      nasłuchać o swoim zachowaniu, postawie i jakim to jest (tu wstawić dowolne
      określenie) - to się nie dziwię, że sceptycznie mogą podchodzić do takich
      wizyt.
      • maza15 ReDo der1974 26.12.06, 12:24
        A wiesz,że panie czasami robią wszystko żeby stworzyć Jaśniepanu miłą atmosferę
        w kontaktach z dziećmi! Mój były nie usłyszał nic więcej tylko "postaraj się
        zadzwonić,zajrzyj częściej",bo pytają o ciebie.Proponowałam-jak nie chcesz być
        z nimi przy mnie,to pójdę do koleżanki.Zabierz ich na spacer,do kina,na
        lody,weż na kilka godzin i co I NIC!POSTARAM SIĘ ALE TERAZ NIE MAM CZASU!!! Co
        jeszcze mogę wg Ciebie zrobić?
        • kasiar74 Re: ReDo der1974 26.12.06, 13:03
          a pomyślałaś o tym że i tak nie masz na to wpływu co on zrobi?? Daj mu spokój
          to może wpadnie na to żeby byc ojcem, a teraz może coś robić choćby na przekór
          i specjalnie nie będzie przychodzić do dzieci żeby zrobić tobie na złość. Jak
          sobie przypomnę swoje dopominanie się żeby mąż zadzownił do córki itd, to mi
          sie śmiać chce z samej siebie. Szkoda czasu, przymij realia takie jakie są,
          gościu będzie chciał być ojcem to będzie , a jak ma to w nosie to nic nie
          zorbisz, a jak będziesz się denerwować to będziesz sfrustrowana i
          nieszczesliwa i dzieciaki będą mieć taką własnie matke w domu.
    • kasiar74 Re: Czy normalny facet spedza wigilie 26.12.06, 11:37
      a ja się ciesze właściwie że nie ma męża w święta, wiem że atmosfera nie byłaby
      jaka jest, mase wzajemnych pretensji itd. a te święta powinny być spokojne i
      zwyczajnie miłe i takie są, ciesz się tym co masz (łatwo powiedziec wiem wiem)
      i nie marnuj czasu na zastanawianie się czemu ten człowiek jest jaki jest,
      przyjmij do wiadomości fakty i daj sobie spokój z próbami zrozumienia czy też
      zmiany delikwenta
    • anikab Re: Czy normalny facet spedza wigilie 26.12.06, 14:11
      Tri napisałby Ci, ze jesteś zależna od niego. Wiem, ze to boli - ojciec Twojego
      najukochanszego synka, chcesz dla małego jak najlepiej. Niestety "Ci" faceci
      tak mają - liczy sie tylko jego szczeście - obecnie tamta kobieta i jej
      przychówek, klapki na oczach. Teraz tam mu zależy, tam udowadnia męskość, jest
      czuły, opiekunczy. Boi się, żeby go tamta nie rzuciła. Ma nowe życie. Dziękuję
      Bogu, że mój syn ma tylko półtora roku, i za ojcem nie teskni - nie wie za czym
      miałby tesknić. Brak mu meżczyzny - zaczepia obcych, chce na ręce. Ale to jest
      dla mnie do przeżycia. Bardzo Ci współczuję. Trzymaj się.
      • tricolour :)) 26.12.06, 15:20
        Raczej bym napisał, że to smutne. Smutne i prawdziwe, że facet znajdując sobie
        nową kobietę zapomina o żonie i dziecku. Że zmienia terminy wizyt przez co w
        jeszcze większym stopniu podważa zaufanie i poczucie bezpieczeństwa dziecka.

        Więc na pytanie, czy takie zachowanie jest "normalne" odpowiadam, że ono jest
        reczywiście bardzo częste, a przez to wręcz "normalne".

        Jednocześnie dziwię się krótkowzroczności nowej damy...
        • jarkoni Re: :)) 26.12.06, 16:27
          Czy ktoś pomyślał, że to może być zwykły strach przed tym co było, tym
          wcześniejszym mało udanym? Jasne, wiem, że dzieci nie są niczemu winne..Zapewne
          prawie wszyscy uznają, że to nędzne tłumaczenie, więc powiem szczerze o
          sobie..Zbyt rzadko kontaktuję się i widuję z dziećmi, mimo, ze nie ma żadnych
          przeszkód ze strony żony...Wiem to i boli i chcę to zmienić..Dalej: mimo, że
          brzmi to irracjonalnie, bardzo przeżywam każdą wizytę, widok osiedla gdzie
          mieszkaliśmy, domu, nie wchodzę już nawet do środka, nie wiem jakie zmiany
          zaszły w domu w środku, nie chcę widzieć i wiedzieć jakie są zmiany.. wiem, że
          razem ustalaliśmy, planowaliśmy, kupowaliśmy, miło się kłócilismy o każde
          coś..Teraz to już nie moje..Nie do wiary, ale cała dzielnica pt Retkinia jest
          dla mnie ciemną stroną księżyca, ja nie chcę i boję się tam wjeżdżać, jakieś
          20% Łodzi dla mnie prawie przestało istnieć..Ktoś mi to wytłumaczy? Co nie
          zmienia faktu, że kocham dzieci, chcę dbać o nie, spotykać się, chcę, zeby
          wiedziały, że jestem i mogą na mnie liczyć..
          Piszę to nie po to, żeby wywołać falę krytyki, ale zrozumieć..
          Ci faceci co są zafascynowani nowymi młodymi partnerkami i nagle zapominają o
          własnych dzieciach to temat odrębny, wiadomo co o nich sądzić..Również żony
          zabraniające kontaktów z dzieckiem, lub nowa LOVE też mająca za złe..
          Mam nadzieję, że nie skomplikowałem nazbyt tematu, ale nie każdy "ex"
          wzdragający się przed wizytą w swoim byłym domu, szczególnie po niezbyt miłych
          przejściach, kłamstwach sądowych itp musi być natychmiast potępiany..
          Jasne, że zawsze można z dzieckiem się spotkać w parku, kinie, McDonaldzie..
          • tricolour Co to znaczy "chciałbym" 26.12.06, 17:02
            Ja bym chciał na Marsa polecieć, ale mam obiektywne trudności i musze na razie
            zrezygnować. Nie bym się bał, ale nie chcą mnie zabrać ze sobą. Ci, co latają
            nie chcą mnie wziąć na pasażera więc zostaję... Cholera.

            Więc jak piszesz, że za rzadko widujesz dzieci, a żona nie zabrania, to szoruj
            do dzieciaków, a nie tłumacz się z tego, z czego nie wytłumaczysz się nigdy.
            "Chcę to zmienić" - to zmień. Chcenie to za mało.
          • z_mazur Re: :)) 26.12.06, 17:24
            A ja rozumiem Jarkoniego.
            Gdy dziecko zostaje z matką, dla faceta zostaje częścią bardzo często nieprzyjemnej przeszłości i mimo chęci podtrzymania kontaktu z dzieckiem ojciec często chcąc odciąć się od jego matki częściowo odcina się od dziecka.

            Ja chciałbym częściej widywać się z moją córką, spędzać z nią normalnie czas, ale jest to niemożliwe. Nie wyobrażam sobie wizyty w kiedyś moim mieszkaniu w, którym przebywa w tej chwili moja żona z nextem. Natomiast wyciąganie córki z domu jest czasem trudne. To już spora pannica z mnóstwem zajęć i nie zawsze ma czas by poświęcić popołudnie na spotkanie z ojcem.
            Co innego jest wygospodarować godzinę z popołudnia gdy się mieszka razem co innego gdy się razem nie mieszka.
            Chciałbym częściej spotykać się z córką i wiem, że spotykam się z nią zbyt rzadko, ale w aktualnej sytuacji nie mam na to wpływu.

            Nie pochwalam facetów, którzy odsuwają się od swoich dzieci po rozstaniu z żoną, ale potrafię ich zrozumieć.
            Przypuszczam, że wielu tych facetów byłoby doskonałymi całodobowymi opiekunami jednak bycie weekendowym tatusiem jest dużo trudniejsze niż się to niektórym paniom wydaje.
            • tricolour Wygodnie napisał Jarkoni, prawda? 26.12.06, 17:36
              Wszystko można zrozumieć - nawet to, że z założenia "Natomiast wyciąganie córki
              z do mu jest czasem trudne" płynie automatyczny wniosek "Ja chciałbym częściej
              widywać się z moją córką, spędzać z nią normalnie czas, ale jest to niemożliwe"
              oraz "w aktualnej sytuacji nie mam na to wpływu".

              Niezłe.
              • jarkoni Re: No nie wiem.. 26.12.06, 18:09
                Tri, to nie kwestia wygodnego napisania (czytaj: piszący chce się wybielić
                jakby).. Widywanie się i ogólnie dobre relacje z dzieckiem to jedno i nikt i
                nic nie jest w stanie tego zmienić, nawet przeszkody ze strony żony i sądowe
                rózne takie, ani tym bardziej opory nowej next.. To jest poza dyskusją, jeśli
                Tata naprawdę chce i się poczuwa..
                To o czym mówiłem i ciekawy byłem, czy inni Panowie też coś podobnego czuli, to
                podświadoma niechęć do odwiedzania miejsc, które niekoniecznie się pozytywnie
                kojarzą..
                Zauważ, że da się jakoś z tym poradzić, jeśli się chce. Dlatego na końcu postu
                napisałem, że zawsze można się spotkać z dzieckiem na spacerze, w kinie, w
                McDonaldzie itp. Ja właśnie tak robię..
                PS. Tri, jakoś przez skórę czułem, że właśnie Ty odpowiesz i nawet wiedziałem
                jak smile
                • tricolour Mnie się czasem kibel niezbyt pozytywnie... 26.12.06, 18:22
                  ... kojarzy, a chodzę codziennie. Zależy co ważne jest...

                  smile)
                • tricolour Inaczej mówiąc... wiem o czym piszesz... 26.12.06, 18:25
                  ... ale ta niechęć jest przejściowa. Też miałem (celowo nie pisze "czułem") taką
                  niechęć, która minęła, gdy wróciłem do normalnego zycia - to nie znaczy do
                  kobiety, a znaczy tyle, że poradziłem sobie z sytuacją porozwodową.

                  W Nowym Roku życzę powodzenia...
                  • anikab smutne to wszystko 26.12.06, 19:43
                    Zamiast durnych nauk przedmałżenskich - załatwiania papierka - kazda para
                    chcąca wstąpić w związek małzenski powinna poczytać sobie wątki na
                    forum "rozwód i co dalej" - czyt. "jak można spieprzyć życie sobie i innym".
                  • jarkoni Re: Inaczej mówiąc... wiem o czym piszesz... 26.12.06, 19:45
                    Dzięki za zrozumienie, oby wróciło "normalne" życie, czego wszystkim życzę w
                    oddzielnym wątku (jako pierwszy)...
                • alicjaaleksandra Re: No nie wiem.. 28.12.06, 18:04
                  zdaje sie ze Jarkoni pisze o sytuacji gdy malzonek przychodzi do domu i natyka
                  sie na aktualnego faceta obecnej zony.

                  Wiec w mojej sytuacji jest tak:
                  1. Nie ma zadnego nastepnego faceta (maz odszedl i momentalnie zwiazal sie, nie ja)
                  2. Nigdy nie mieszkalismy razem w mieszk,. w ktorym obecnie z synem mieszkam,
                  nic mu sie z niczym nie moze kojarzyc
                  3. Mowa byla o wigili i 1szym dniu swiat, ktore spedzal w tow. panny i jej
                  dziecka - podczas gdy jego wlasny syn byl chory

                  No i nie utrudniam, to raczej on z uporem maniaka powtarza "daj mi znac czy
                  chcesz zebym byl ojcem dla E".

                  malo analogii.
              • z_mazur Re: Wygodnie napisał Jarkoni, prawda? 26.12.06, 19:59
                > Wszystko można zrozumieć - nawet to, że z założenia "Natomiast wyciąganie córki
                > z do mu jest czasem trudne" płynie automatyczny wniosek "Ja chciałbym częściej
                > widywać się z moją córką, spędzać z nią normalnie czas, ale jest to niemożliwe"
                > oraz "w aktualnej sytuacji nie mam na to wpływu".
                >
                > Niezłe.

                Hmmm, mógłbyś jaśniej bo nie załapałem Twojej myśli?

                Wyciągnięcie córki z domu jest o tyle trudne w tygodniu, że zdaję sobie sprawę z tego ile ma codziennych zajęć. Wraca ze szkoły ok 16 (dojeżdża do szkoły) w 2 dni w tygodniu ma po południu dodatkowe zajęcia. Do tego dochodzi odrabianie lekcji i nauka (a "niestety" moja córka jest dosyć ambitna i podchodzi do nauki i ocen bardzo serio stawiając sobie wysokie wymagania) i czasem spotkania z rówieśnikami. Siłą rzeczy jeśli odpadają odwiedziny u niej w domu (a odpadają) to w tygodniu trudno jej wykroić czas dla ojca (mimo, że chciałbym tego), proponowałem i proponuję to od czasu do czasu i przeważnie spotykam się z odmową tłumaczoną zabieganiem. W weekendy spotyka się ze mną i widzę, że nie zmusza się do tego i te spotkania sprawiają jej przyjemność, czyli to tłumaczenie o braku czasu w tygodniu jest najprawdopodobniej autentyczne.

                Nie mam wpływu w tej chwili na to żeby mogło to wyglądać inaczej bo wiązałoby się to z pójściem na wojnę z eks co mogłoby przynieść więcej szkody niż pożytku.

                Nie powiesz chyba, że spędzanie z dzieckiem od czasu do czasu popołudnia jest normalną relacją rodzicielską?
                Dlatego piszę, że chciałbym spędzać z nią "normlanie" czas, ale jest to niemożliwe od czasu gdy nie mieszkam z żoną i córką razem.
                • tricolour Owszem, powiem... 26.12.06, 23:13
                  ... że spędzanie tak rzadko jest normalną relacją rodzicielską po rozwodzie. I
                  powiem jeszcze, że spotkania będą rzadsze w miare jak będzie dorastała córka.
                  Nie oznacza to, że relacje będą słabsze, ale tylko, że rzadsze choćby z tego
                  powodu, że dziewczyna bedzie wolała koleżanki i kolegów niż rodziców.

                  Buntowałem sie przeciwko myśleniu "chcę, ale nie mogę". W moim rozumieniu czym
                  innym jest rozumieć i akceptować ograniczenia, a czym innym znajdować
                  wytłumaczenie bierności. Nie chcę tym powiedzieć, że jesteś bierny - prędzej, że
                  jeszcze nie akceptujesz bycia ojcem raz na miesiąc.

                  smile)
                  • noyer Re: Owszem, powiem... 26.12.06, 23:54
                    faceci zawsze przegrywają z kobiecym egoizmem po rozwodzie, więc nie będę się
                    siłował że pada deszcz...
                    • tricolour Nie zawsze. 27.12.06, 21:35
                      Ja, na ten przykład, nie przegrałem.
              • brzoza75 Re: Wygodnie napisał Jarkoni, prawda? 28.12.06, 09:40
                takie to troche tlumaczenie siebie...
          • noyer Re: :)) 26.12.06, 23:52
            jarkoni to kibic ŁKS więc nie zawsze wie co mówi... smile
            faceci w nawiasie większość tęskni do Świąt i ciepła kobiecej duszy rysowanej
            ciałem i ramionami...

            • mja-1 Re: :)) 27.12.06, 15:47
              Pewnie uznacie mnie za dziwaczkę, ale zauważyłam, że im mniej (w sensie uczuć,
              zainteresowania, poświęconego czasu, uznania moich zasług itp.) żądam od
              bliźnich, tym jestem szczęśliwsza.
              Kiedy od nich niczego nie oczekuję, cieszy mnie niesamowicie, gdy cokolwiek dostaję.
              Uważam też, że oczekiwanie czegokolwiek (poza środkami finansowymi na dzieci)od
              byłego męża nie ma sensu.
              • maza15 Re: :)) 27.12.06, 20:49
                mja-1 napisała:
                .
                > Uważam też, że oczekiwanie czegokolwiek (poza środkami finansowymi na dzieci)
                od
                > byłego męża nie ma sensu.
                Zupełnie się z Tobą nie zgadzam.Mąż może być były,ale ojcem pozostanie
                zawsze.Oczekiwanie tylko środków finansowych? Agdzie odpowiedzialność za
                wychowanie?Dzieci potrzebują ojca i uważam,że po rozwodzie należy zrobić
                wszystko,by mogły się z ojcem widywać,rozmawiać,przebywać.Należy oddzielić
                rozejście rodziców od zerwania kontaktów ojca z dziećmi.
                • tricolour Ciekawe, jak rozumiesz "robić wszystko". 27.12.06, 21:52
                  Mnie sie od razu skojarzyło, że jak wszystko, to ściągaj majtki... zgadzasz się?

                  Więc może nie wszystko. I tak drogą malutkich kroczków pewnie dojdziemy do
                  wniosku, że nie można oczekiwać niczego poza tym, co jest obowiązkiem ojca...
                  • 0lana Re: Ciekawe, jak rozumiesz "robić wszystko". 27.12.06, 22:08
                    Tri...,teraz to przesadziłes,a moze ty "wygłodzony" jestes?
                    • tricolour W Twoim rozumieniu przesadziłem... 27.12.06, 22:18
                      ... w moim nie przesadziłem. Nie miałas nigdy jednoznacznych propozycji od
                      facetów, którzy zwietrzyli w rozwódce "łatwy" nateriał łóżkowy? Nie czytałaś
                      starych wątków, gdzie nasze forumowiczki piszą o bezpośrednich męskich propozycjach?

                      Może ja jestem wygłodzony, a Ty zaspokojona i dlatego mnie nie rozumiesz.
                  • maza15 Re: Ciekawe, jak rozumiesz "robić wszystko". 27.12.06, 22:30
                    tricolour napisał:

                    > Mnie sie od razu skojarzyło, że jak wszystko, to ściągaj majtki... zgadzasz
                    się
                    > ?
                    >
                    > Więc może nie wszystko. I tak drogą malutkich kroczków pewnie dojdziemy do
                    > wniosku, że nie można oczekiwać niczego poza tym, co jest obowiązkiem ojca...
                    Nie zgadzam się.Właśnie o obowiązki ojca mi chodzi,a nie tylko o to by dawał
                    pieniążki.Rodzice rozstają się z różnych powodów,często w gniewie,ale to
                    rodzice.Ojcowie często odchodząc od żony,oddalają się od swoich dzieci.Kto
                    zwalnia tych ojców od odpowiedzialności za wychowanie?,za przebywanie z nimi?
                    za rozmowy i zabawy?Widać sami siebie rozgrzeszają...
                    • tricolour No to zastanówmy sie. 27.12.06, 22:37
                      Czy zgodzisz sie, by ex przychoidził do dzieci (i Ciebie) codziennie? raczaej
                      wątpie, bo to oznacza, że bedziesz na każdy jego gwizdek albo wrecz dasz klucze
                      do mieszkania. To może jeszcze rzeczy swoje ma mieć w szafie, jak zostanie zbyt
                      długo? Wątpię, bys tak chciała.

                      Trzeba zatem ustalić jakis kalendarz. Potem Tobie coś wypadnie albo jemu i
                      zaczną się dziury w kalendarzu... i zacznie bywac tatuś rzadko. Jak sobie
                      znajdzie kobietę (albo Ty faceta, który zastąpi ojca), to będzie jeszcze rzadziej.

                      Obawiam się, że obowiązki, o którcy piszesz, to rzecz bardzo idealistyczna...
                      Oczywiście do zrobienia, ale chyba rzadko.
                      • maza15 Re: No to zastanówmy sie. 27.12.06, 22:51
                        Odszedł do innej kobiety-dlatego jesteśmy świeżo po rozwodzie.Na żaden gwizdek
                        nie będę i to jest bezsporne.Jeśli zechce odwiedzać dzieci codziennie/nie mnie/
                        drzwi ma otwarte.Ja mogę w tym czasie wyjść do przyjaciółki,na spacer z psem
                        lub w innym pokoju czytać książkę!Jak przychodzi robię mu kawę i zostawiam z
                        dziećmi.Nienawidzę go za to co mi zrobił,ale to nie może mieć wpływu na
                        dzieci.To jest ich tata a nie maszynka do dawania pieniędzy.
                        • chalsia Re: No to zastanówmy sie. 28.12.06, 01:41
                          Widzisz Maza, Ty jesteś świeżo po rozwodzie, a ja już kilka lat po. I nie wiesz
                          jeszcze pewnie (i obyś się na swoje i swoich dzieci szczęście nie dowiedziała),
                          że do TYCH obowiązków rodzicielskich, o których piszesz, nikogo się nakłonić
                          nie da.
                          Alimenty da się wyegzekwować, ale chęci do kontaktów z dziecmi, do
                          zainteresowania nimi i ich sprawami - nie. Prośby również nie pomogą, jeśli w
                          ojcu chęci / prawdziwej miłości nie ma.
                          Chalsia
                          • maza15 Re: Do Chalsi 28.12.06, 18:22
                            Widzisz Chalsiu,własnie o to chodzi,że ja już wiem,że do obowiązków ojca zmusić
                            się nie da!Ale nie godzę się z tym by wymagać tylko alimenty i nic więcej.Kiedy
                            mówiłam - dzieci tęsknią-nic,prosiłam - odwiedzaj je częściej - niewiele
                            pomogło.No to przestałam.Zaczął przyjeżdżać,na krótko.Po kilku dniach pierwsze
                            smsy do syna...Przy następnej wizycie pytam:wypijesz kawe?Tak.Zauważyłam,że
                            kontakt z dziećmi coraz lepszy,nareszcie jakieś pytania,rozmowy.Przed świętami
                            rozmowy z nimi,pózniej telefoniczna ze mną o prezentach dla nich.To już
                            sukces,mam nadzieję,ze nie krótkotrwały.Córka w styczniu ma urodziny-zadzwonił
                            dziś do mnie co jej kupić.Dla mnie to dużo znaczy.Myśli o nich.A gdyby znowu
                            zapomniał postaram się mu przypomnieć w jakiś sposób-ale czy pomoże nie
                            wiem.NIC NA SIŁĘ to wiem już napewno.Dopiero jak zawiodą wszystkie możliwe dla
                            mnie sposoby na utrzymanie kontaktu ojca z dziećmi pogodzę się z tym,ze zostały
                            tylko alimenty.Teraz jest poprawnie,zobaczymy jak będzie dalej... Pozdrawiam
                            • 0lana Re: Do Mazy... 28.12.06, 18:40
                              Cieszę sie ,ze tatus zaczal myslec o dzieciach...,oby bylo jeszcze lepiej,dzieci przeciez potrzebuja kontaktow z ojcem.
                              Trzymam kciuki,zeby Ci sie udalo.
                              • maza15 Re: Do Mazy... 28.12.06, 19:18
                                Olana wiesz to od niedawna,ja mam nadzieję,że jak on teraz już po rozwodzie
                                poukłada sobie z dziećmi stosunki to może jakoś tak pozostanie.Za to ja znowu
                                coraz częściej się nad tym wszystkim zastanawiam...Ale chcę by dzieciaki
                                wiedziały,że mają ojca,że w razie potrzeby mogą się do niego zwrócić.Ja
                                myślę,że on nie wiedział jak ja się wobec niego zachowam po rozwodzie,co będę
                                mówiła dzieciom,jak przyjmę go w domu.Przekonał się,że jest spokój,nikt go do
                                niczego nie zmusza,nie każe się tłumaczyć...Myślę,że w jego przypadku to
                                poskutkowało.Ale wierz mi to co mi zrobił jak bolało tak boli!Nie chce
                                przestać.Sama już nie wiem jak od początku udało mi się oddzielić:MY,od ON i
                                DZIECI...To wszystko takie trudne
                                • 0lana Re: Do Mazy... 28.12.06, 21:01
                                  Boli,bo mimo wszystko ON nie jest Ci obojetny...,przeciez to facet z ktorym chcialas spedzic swoje zycie.Jestes bardzo dobra matka,bo stawiasz ich potrzeby nad swoje,a pewnie wolalabys juz sie z nim nie spotykac po tym co Ci zrobil.Wtedy by mniej bolalo,bo co z oczu to i z serca.No coz,ale teraz jestesmy przede wszystkim matkami...
                                  • maza15 Re: Do Olany 28.12.06, 21:22
                                    No właśnie mi jest lżej jak go nie widzę,ale żebyś widziała jaka zmiana u
                                    dzieciaków!Jak one się cieszą gdy przychodzi,lub wysyła te smsy.Mojego 16latka
                                    ciężko odciągnąć od komputera,ale jak jest tata zawsze zejdzie
                                    porozmawiać,posiedzieć.Olana ja tobie rzyczę żeby też wam się poukładało.Jeśli
                                    już nie między wami to chociaż z dziećmi.Nie poddawaj się.A może jakaś
                                    bezstronna osoba mogłaby skłonić Twojego męża do odwiedzin dzieci? Może on po
                                    takim czasie nie wie jak się zachować?Przecież różni są faceci,nieraz trudno
                                    zgadnąć co myślą.Ale trzeba próbować.Przecież masz malutkiego synka.Może jego
                                    ojciec się obudzi,byleby nie zapóżno
                                    • 0lana Re: Do Mazy... 28.12.06, 23:13
                                      Własnie dzwonil moj maz...,gadalismy godzine,az karta mu sie skonczyla,nr z Anglii...Nie wiem,co o tym wszystkim myslec...,mowil ze byl w Polsce 1 dzien,byl pod domem,ale bał sie wejsc...Tesknie za nim ,jak cholera...,wszystko mi go przypomina,garnitur w szafie,filizanka w kuchni,wszystkie jego rzeczy sa na swoim miejscu,jakby wyszedl tylko na chwile...Plakal,ja tez...rozmawialismy spokojnie...,Boże jak on wszystko spieprzyl...
                                      • chalsia Re: Do Mazy... 29.12.06, 00:50
                                        Olana, dla własnego zdrowia psychicznego weź Ty zapakuj te jego ciuchy, rzeczy
                                        choćby w worki foliowe i wstaw do piwnicy.
                                        Chalsia
                                        • 0lana Re: Do Chalsi... 29.12.06, 01:22
                                          Nie mam piwnicy,ani strychu,kiedys juz byly w workach...potem rozpakowalismy je razem...,teraz wolalabym wyslac mu te rzeczy pod wskazany przez niego adres(nawet do kochanki),ale on tego nie chce.
                                          Dzisiaj przez lzy powiedzial,ze moze "tak bedzie"...,a rozmawialismy jak mialo wygladac nasze zycie...,powiedzialam,ze nie wiem,bo jest miedzy nami "ta"kobieta,a ja stracilam zludzenia,ze przestanie sie z nia kontaktowac...,przeciez bedzie miala z nim dziecko...Zapytalam wczesniej ,czy ma zamiar wychowywac tamto dziecko to powiedzial,ze nie wie...,ze jest glupi,bo nadal nas krzywdzi i ze teskni za dziecmi...Mysli o powrocie do Polski...,ja powiedzialam ze wyjade,bo nie mam zamiaru spotykac tej s... na ulicy z wozkiem,w ktorym bedzie jego dziecko...i sprawdzac przedszkola,czy ono tam nie jest zapisane zanim oddam naszego synka...,wiem ze wtedy bedzie musial dokonac wyboru...,jesli bedzie chcial byc blisko nas bedzie musial zamieszkac tam gdzie my,choc nie mowie ze z nami...,a ja nie wiem co zrobie,jestem juz inna kobieta po tym wszystkim,chcialabym tylko zeby zaczal widywac sie ze swoimi dziecmi...,one go potrzebuja...Wiem,ze jest draniem,ale zapoznalam sie tyloma historiami,ze przestaje wierzyc,ze istnieja "zdrowe" malzenstwa,a tatusia nie da sie zastapic...
                                          • weekenda Olano... 29.12.06, 01:51
                                            ... nie śpisz.

                                            On juz zawsze będzie na huśtawce. Nigdy nie będzie tylko z Tobą. Nie wiadomo
                                            oczywiscie jak potoczy się dalsze życie ale już zawsze będzie pomiędzy Tobą i
                                            Twoimi dziećmi a tamta dziewczyną i jej dzieckiem. Zastanów się czy tego
                                            chcesz. Czy wytrzymasz. Gdzie Wigilie? wakacje? a urodziny dzieci? Waszych?
                                            tamtego? a jak na świat przyjdą inne dzieci z tamta dziewczyną? a jak z jeszcze
                                            inną kobietą? jak facet zaczął skakać i w sumie uszło mu to na sucho to jest
                                            spore prawdopodobieństwo, że skoczy w następny bok.

                                            Dasz sobie z tym radę? z takim tatusiem dla swoich dzieci? musisz znać
                                            odpowiedź na te pytania zanim podejmiesz jakąkolwiek decyzję.

                                            Idź spać. Ja tez już się kładę. Jeszcze tylko ciepłe mleczko i lulu. Dobrej
                                            nocy. Postaraj się wyspać smile
                                            • crazysoma Sio, 29.12.06, 01:57
                                              do lozek. I nie myslec za duzo. Jedna i Druga. Sio... wink
                                              p.s. Prawda jest taka, ze cos juz sie stalo. I nie da sie cofnac zegara. Nie
                                              mozna zyc jedna z noga na wydmach w Sopocie a druga na Kasprowym. Za duzy
                                              rozkrok. Rodzina powinna byc tylko jedna. Niech ten pan sie zdecyduje, ktora. A
                                              reszta niech sie zastanowi czy akceptuje ten wybor.
                                              Dobrej nocy Kobiety.
                                              • weekenda Re: Sio, 29.12.06, 02:00
                                                a Ty co? czemu nie spanko? ja już idę. Mleczko wypite, choinka zgaszona, koty
                                                czekają na sygnał że można już połozyć się w łóżeczku (moim ofkors). Dobrej
                                                nocy Crazy! i Olano! smile
                                          • chalsia Re: Do Chalsi... 29.12.06, 02:14
                                            > Nie mam piwnicy,ani strychu,kiedys juz byly w workach...potem rozpakowalismy
                                            je
                                            > razem...,teraz wolalabym wyslac mu te rzeczy pod wskazany przez niego adres(na
                                            > wet do kochanki),ale on tego nie chce.

                                            Kobieto, zajmij się SWOIMI uczuciami i dziećmi a nie tym, czego on chce !!!
                                            Wsadź te rzeczy do wora i zostaw na przechowanie u jego najlepszego kumpla. No
                                            cokolwiek na rany julek.
                                            Jestes dorosła kobieta a chcesz się dac wziąć na litość do biednego zagubionego
                                            żuczka (którym w tej chwili być może rzeczywiście jest)?
                                            Chalsia
                                            • 0lana Re: Dobranoc ... 29.12.06, 02:30
                                              Dzieki kobitki...,pewnie gdy usne to Dziubasek sie obudzi.Łep mi pęka od myśli,nawet we snie problem nie znika i budze sie cholernie zmeczona.
          • sbelatka Re: :)) 28.12.06, 10:45
            Wiesz, moj mąz sie zbiera w droge - buduje sobie nowe zycie z nowa kobieta.

            Jeszcze nie wiem jak sie porozumiemy w sparwach materialnych.
            Ale licze na to, ze szlachetnie pojedzie w swiat samochodem a zostawi mnie i
            dzieciom nasz stary dom.

            I slysze to co mowisz - masz opory pzred wchodzeniam do tego swoejgo starego
            swiata.
            Ale ja - choc chce tego bo nie moge sobie wyobrazic czegos nowego - bo narazie
            jestem glownie pzrerazona - ZOSTANE w tym starym swiecie.
            Ktory dzien po dniu, godzina po godzinie bedzie mi przypominal mile klotnie i
            wspolne remontowanie i takie tam.

            Ale jasne.
            Mozliwe tez, ze moj maz, o ktorym ZAWSZE myslalam, ze jest nabtardziej prawym
            ze znanych mi ludzi - wyrzuci nas z tego domu. Bo zarżnie mnie finansowo. albo
            nie bedzie mnie na jego utrzymanie stac.

            No to wytedy nie bede miala problemu ze wspomnieniami.
            dzieci tez nie...

            Beata
    • sbelatka Re: No to jestem przerazona 28.12.06, 10:38
      Wlasnie lada dzien, czy moze tydzien moj drogi maz odfrunie w ramiona swojej
      kochanki. Ktora porzuca DLA NIEGO swoje dziecko - bo nie ma instynktu
      macierzyńskiego ( to cytata z kochanki).
      I jestem przerazona.,

      MYSLALAM, ze moje dzieci beda miec tatusia.
      Ze tatusiowie PO PROSTU sa nadal tatusiami kochajacymi...

      a teraz czytam, ze nic pewnego...
      Cholera!
      nie podoba mi sie to!

      Ze oprocz martwienia sie o kase, o to zeby dawac dzieciom sile, nie psuc swoimi
      nastawieniami wizerunku tatusia w oczach mlodocianych to jeszcze bede musiala
      go USPRAWIEDLIWIAC!!!!

      Zeby je uchronic przed kolejnymi skutkami "prawa do bycia szczesliwym mojego
      meza"???
      No, dobra.

      Ale JUZ WIEM, ze moze tak byc.

      To sie na to przygotuje!
      A przynajmniej sprobuje!

      Beata


      • ivone7 Re: No to jestem przerazona 28.12.06, 11:23
        niestety, tego nie wolna Ci robic, bo dzieci dorosna i przekonaja sie jaka jest
        prawda...a ty bedziesz w ich oczach uchodzic za delikatnie rzecz ujmujac
        klamczuszke...lepiej pewne rzeczy przemilczec. lub odeslac do zrodla czyli dac
        tel, niech pogada z tata, czy we wspolnej rozmowie zapytac o sporne kwestie,
        tak by dzieci slyszaly tlumaczen taty, jedyne czego nie wolno robix..to zle
        mowic, obwiniac ex, to bardzo krzywdzi dzieci
      • chalsia Re: No to jestem przerazona 28.12.06, 13:40
        > nastawieniami wizerunku tatusia w oczach mlodocianych to jeszcze bede musiala
        > go USPRAWIEDLIWIAC!!!!

        to jedna z tych złych rzeczy, których nie należy robić.
        NIE USPRAWIEDLIWIAĆ !!!
        Tylko i wyłacznie odpowiadać na dzieci pytania i to zgodnie z prawdą. A na
        wiele pytań jedyną prawdziwą odpowiedzią jest "NIE WIEM".
        Chalsia
      • 0lana Re: No to jestem przerazona 28.12.06, 17:31
        sbelatka napisałasuspicious MYSLALAM, ze moje dzieci beda miec tatusia.
        > Ze tatusiowie PO PROSTU sa nadal tatusiami kochajacymi...

        Ja tez tak myslałam,a tymczasem okazało się,że ma dzieci swoje,ktore podobno kocha i za ktorymi teskni,gleboko w d...Od dwoch m-cy nawet do nich nie zadzwonil,święta BN nawet go nie zmobilizowaly,kasy nie daje odkad sie wyprowadzil(8 m-cy),nie odbiera moich telefonów...i co?I nic nie moge zrobic.Bede musiala pobawic sie teraz w detektywa,aby ustalic jego miejsce pobytu,bo w koncu musze zalatwic w sadzie sprawe alimentów.
        Tacy faceci nie powinni miec prawa do posiadania dzieci.
      • weekenda Re: No to jestem przerazona 28.12.06, 22:35
        sbelatka napisała:

        > Ze oprocz martwienia sie o kase, o to zeby dawac dzieciom sile, nie psuc
        swoimi
        >
        > nastawieniami wizerunku tatusia w oczach mlodocianych to jeszcze bede musiala
        > go USPRAWIEDLIWIAC!!!!
        >

        Żadne takie! To nie Twoja sprawa! To jest sprawa pomiędzy dziećmi a ich ojcem.
        Ty masz relacje Ty-Twoje dzieci i Ty-były mąż. Tyle. Niech ojciec Twoich dzieci
        sam załtwia sprawy pomiędzy nimi. To nie Twoja sprawa.

        A poza tym dlaczego masz ułatwiać mu życie...??? jak sobie pościeli tak się
        wyśpi. Ty masz co innego do budowania: Ty-Dzieci. A jak będziesz je buntować p-
        ciwko ich ojcu to się od Ciebie odwrócą. To ich ojciec i one go kochają. Nie
        zabieraj im tego. I jeszcze jedno: nie wiesz co przyniesie życie. Pamiętaj o
        tym zawsze: nie wiesz.
    • chalsia Re: Chalsia 29.12.06, 12:43
      dziękuję, miło mi.
      Wiesz - lata praktyki smile))
      Jak mi się w kieszeni taka wielka kosa zamiast noża otwiera to z premedytacją
      odkładam napisanie odpowiedzi na za 2-3 dni. Wtedy łatwiej.
      Chalsia
    • chalsia Re: Chalsia 29.12.06, 12:56
      no mnie się ta cierpliwość udaje w stosunku do słowa pisanego.
      "Na żywo" to ja dość impulsywna jestem (tętno mi podskakuje o 20 jak tylko
      zaczynam cokolwiek mówić - nawet własne dane adresowe smile)).
      No i trudno w goracej rozmowie/dyskusji na żywo odpowiedź "odłożyć" na za 2
      dni smile)
      Chalsia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja