alicjaaleksandra
25.12.06, 20:15
i swieta z kochanka i jej dzieckiem podczas gdy jego wlasny syn jest chory i
zostal z matka (czyli ze mna)w domu?
Synek sie rozlozyl w srode, mial b. wysoka temp., jeszcze-malzonek pojawil
sie, przywiozl (grzecznie poproszony) lekarstwo i obiecal ze przyjdzie w
pierwszy dzien swiat. Zastrzegal sie co prawda ze nie bedzie nic jadl itp. ale
wydawal sie byc zadowolony ze jednak dalam mu znac ze syn chory, prosil zeby
informowac o stanie zdrowia itp. W sob przyszedl do syna i oznajmil mi - juz
innym tonem- ze nie przyjdzie w pierwszy dzien swiat, ze wigilie spedza z
"Ania" (a ja nie pytalam z kim spedza). Synek byl b. rozczarowany, w dodatku
naprawde wycienczony od temperatury - rozmawial z ojcem przez tel., dopytywal
kiedy przyjdzie itp. takim lamiacym, sie glosikiem. Poskutkowalo na tyle ze
malzonek wpadl w poludnie w wigilie na - doslownie- 5 minut zobaczyc jak sie
synek czuje. Taki gest zeby uspokoic wlasne sumienie wg mnie. Zapytal czy
wychodzimy do rodziny (planowalismy) - powiedzialam ze raczej nie, poprosil
zewbym go poinformowala. Ok - poinformowalam - zostalismy sami, synek mial
nadal temp., nie chcialam ryzykowac. I nic - nie odezwal sie.
Mielismy wyjsc, wiec nie przygotowywalam wigilijnych potraw. Gdyby nie moja
siostra, ktora przyszla z prowiantem nie mielibysmy nawet z czego urzadzic
wigilii.
Nie zapytal nawet czy mamy jedzenie, czy czegos nie potrzebujemy, jak sie
czuje synek. Ale - laskawca - wyslal mi wieczorem zyczenia (esem)"spelnienia
wszystkich zyczen, marzen zasadnych i tych calkiem fantastycznych" (!).
I spedzil wigilie (pierwszy dzien swiat) z panna i jej dzieckiem. Pewnie
patrzyl jak chlopiec rozpakowuje przezenty i nic - niewazne bylo, co robi jego
syn.
A jutro przyjdzie - nie wiem kiedy dokladnie, zapowiedzial ze "rano" zeby dac
synkowi przezent.
I czy to jest normalne??? (Ja wiem, ze sa ludzie bez nog, i prawdziwe zyciowe
tragedie, ale to, ze wiedzial ze jego dziecko jest chore, ze pyta o niego i
mimo to "olal" nadal jeszcze mocno mnie ruszylo).