bursztynowe
30.12.06, 21:06
W jednym z wątków natknąłem się na następujący cytat:
"Ja również NIGDY nie związałabym się z żonatym facetem (ba, z miejsca
odrzucałam takich, którzy o swoich już eks źle
mówili), ale wynikało to z czystego wyrachowania - FACET, KTÓRY ZDRADZA ŻONĘ,
JEST ZEREM. A ja takimi pogardzam, zresztą
paru wyraźne to powiedziałam - oczywiście, byli w szoku, biedactwa

)"
Dalej, zarówno autorka i jej interlokutorki wieszały psy na swoich eks,
udowadniając, że oni bardzo "złymi facetami byli".
Czy to nie jest przykład mentalności Kalego, a przynajmniej daleko idącej
niekonsekwencji.
Żeby odnieść się to tej kwestii to podpisuje się wszystkimi czterema
kończynami pod poglądem, że to co mówimy o swoich byłych jest miara klasy i
mówi to wiele o danej osobie. I może nie skreślałbym od razu kogoś takiego,
ale też nie budziłby zaufania.
Czy sytuacja, gdy wasz (wiarołomny) facet skarży się swojej nowej oblubienicy
by w ten sposób zaskarbić sobie jej sympatię, różni się w istotny sposób od
tego co Wy teraz robicie, zarówno na łamach forum jaki poza?
Co sądzicie?
PS Kurde, ukamieniują mnie, jak nic. Ale co mi tam.