mój kolejny facet!!!!!

03.01.07, 16:21
wiecie co....dopiero przed chwila uswiadomiłam sobie ( dzięki markowi)
że kiedyś moge mieć kolejnego faceta!!!!
ee tam faceta.....moge mieć - spotkać swoja prawdziwa połówkę ,miłość
..kogoś na całe życie...może juz teraz on gdzieś chodzi i szuka
...kurde jak go znaleść ...aby nie marnować czasu.....?
muszę szybko pozakańczać swoje sprawy ...aby byc gotowa na jego
przyjecie...przeciez nie znasz dnia ani godziny!!!!

czy z wielkiej rozpaczy ..utraconej miłości...rozbitej rodziny..żalu
...mozna sie podniesc i być gotowa na rozpoczęcie nowego?...a jeśli
cos we mnie nie pasowało mojemu ex ...co to było...jak nie
powielac błedów..czekac spokojnie na nowe...czy uparcie szukac

czy ktos juz poznał nowa / nowego...skąd wiedzieliscie że to on/ona...
po jakim czasie biliście gotowi na wejscie w nowy zwiazek!!?
    • akacjax Re: mój kolejny facet!!!!! 03.01.07, 16:51
      Ja należę do grupy nieszukających.
      Za to powiem, że na pewno najpierw trzeba nauczyć się być samemu(co nie znaczy samotnictwa), odnaleźć siebie, zwłaszcza po trudnym związku, trudnym rozwodzie.
      Zbyt szybkie wskoczenie w kolejny związek, odreagowanie "klinem", może być porażką.
    • bursztynowe Re: mój kolejny facet!!!!! 03.01.07, 17:30
      Jeśli mogę cos dodać (choc nie ma co), szybkiego szukanie pocieszenia w kolejnym
      związku jest napraszeniem się o powtórkę.

      Ktoś ładnie kiedyś powiedził, że trzeba związek "odżałować", to znaczy odbyć
      żałobę. Nie w sensie użalania się, izolowania od ludzi i świata, czy czegoś w
      ten deseń.
      Tylko nie pakować się w kolejny związek bez okresu układania sobie w głowie
      różnych kwestii. Tylko by zapchac jakies swoje deficyty. Z tym trzeba poradzic
      sobie samemu, ew.z pomocą przyjaciól tudziez specjalistów.

      Czasami, w przypadku tzw. toksycznej miłości, ten okres karencji jest niezbędy
      do leczenia takiej osoby. To jest możliwe.
    • tricolour Dwa lata. 03.01.07, 19:34
      Tyle czasu potrzeba, by móc zająć sie rzeczywistością, a nie rozpamiętywać
      nieudanego małżeństwa. Te dwa lata to też czas na osiągnięciue stabilizacji
      finansowej, rodzinnej, towarzyskiej i emocjonalnej. To ostatnie jest najważniejsze.
      • maza15 Re: Dwa lata. 03.01.07, 20:13
        Dwa lata...Tri to ważne co napisałeś.Szukałam takiej odpowiedzi-jak długo będę
        budziła się z myślą,że nie mam już męża...Jestem niespełna miesiąc po
        rozwodzie,spokojnym,zakończonym na pierwszej rozprawie choć z orzeczeniem winy
        męża/winę wziął całą na siebie/.Zostawił mi wszystko;nowy dom z
        wyposażeniem,dobry samochód,alimenty...wszystko przed notariuszem,ugodowo.Nie
        wyobrażałam sobie życia po jego zdradzie .Nie podjęłam walki o związek.Nie
        żałuję.Jest coraz lepiej,ale przychodzą dni,że bardzo boli.Teraz wiem,że to
        jeszcze potrwa.
        • crazysoma Re: Dwa lata. 03.01.07, 20:16
          Zgadzam sie, ze dwa lata. To podobno jakos tam sprawdzone naukowo. To dziwne,
          bo to poprostu przechodzi niejako samo, choc podejrzewam, ze jesli sie temu
          przechodzeniu nie pomaga choc troche, to moze trwac dluzej. Poczucie przegranej
          (mimo wszystko) i porazki (mimo wszystko) jednak zostaje.
        • tricolour Dwa lata to nie jest magiczna granica. 03.01.07, 20:17
          Za facetami zaczniesz tęsnić pewnie znacznie szybciej, ale z tych związków
          pewnie wyjdą nici, a Ty troszke pokaleczona.
          Masz też dom, dobre auto... to pewnie przeszkodzi w znalezieniu odpowiedniego
          faceta, bo łasych na majątek i Twoje wdzięki będą całe kopy.

          W sumie dobrze, że masz urządzone materialnie życie. Umiesz strzec tego?
          • maza15 Re: Dwa lata to nie jest magiczna granica. 03.01.07, 20:24
            Nie to przecież miałam na myśli chyba wiesz.Nie myślałam do tej pory o
            następnym facecie,bo naprawdę nie w głowie mi jeszcze to.Wiem za to,że jeszcze
            dużo czasu musi upłynąć nim dojdę do siebie.zanim będzie mi lżej,zanim nie
            będzie tak mocno bolało.Nie będęliczyła na cód,że od wiosny będzie spoko...
          • maza15 Re: Dwa lata to nie jest magiczna granica. 03.01.07, 20:27
            Mam nadzieję,że tak-umiem.Radzę sobie i narazie nie szukam pomocy.Bardzo dużo
            daje mi czytanie forum,Staram się wyciągać wnioski z doświadczeń innych...
      • misbaskerwill Dwa lata??? 03.01.07, 22:17
        Nie chcę być drobiazgowy, ale mi w pamięci utkwił wariant rok i 3 miesiące - 4
        pory roku na żałobę i wspominki jak to było oraz 3 miechy by dojść do siebiewink.

        Poza tym - czy liczycie okres od rozwodu, czy od hmmm, właściwego rozpaduwink?

        A tak naprawdę, ludzie są różni. Tradycyjna żałoba trwa rok. A te dodatki "by
        się pozbierać" zależą tylko od cech osobniczych. Założę się, że znajdą się
        okazy, którym wystarczył znacznie krótszy okres...wink
        • bursztynowe Re: Dwa lata??? 03.01.07, 22:26
          Kilku eksiów obecnych tutaj dam, osiągnęło ujemny okres żałoby.
        • z_mazur Re: Dwa lata??? 04.01.07, 00:01
          Ja bym też się jednak skłaniał do roku z okładem.

          A okład to kwestia osobnicza.
          Sporo zależy też od okoliczności rozstania i czasu trwania związku.
    • weekenda Dwa lata?!?!? 03.01.07, 20:25
      huraaaa! to jestem wolna jeszcze przez rok!!! lalala!

      jesoo jak się cieszę
      z tych dwuletnich przeerw
      kiedy wolną wolę ciągle mam.
      Znowu mogę myśleć trochę jakby ściślej
      i wymyślać dla tylko dla mnie plan!
      i pięknie jest! i bardzo pięknie jest!

      dwa lata wolności... no skrzydła mi rosną!!!! big_grinDD
      • libra22 Re: Dwa lata?!?!? 03.01.07, 20:41
        Weekendosmile
        Lubię tę piosenkę Janerkismile
        • bursztynowe Re: Dwa lata?!?!? 03.01.07, 20:47
          I pięknie jest, nieskromnie bardzo jest...
          • weekenda Re: Dwa lata?!?!? 03.01.07, 20:51
            jesoo jak ja lubię
            jak ja bardzo lubię

            i tę piosenkę i wolność i Góry... jak chodzę po Górach to sobie ją śpiewam ale
            mam wtedy inne słowa. Sama wymyśliłam he! wink
            • bursztynowe Re: Dwa lata?!?!? 03.01.07, 21:06
              a inne songi Lecha Jana Nerki, też?

              Sentyment mam do LN i Klausa Środy. To była... moja pierwsza płyta cd, PIERWSZA.
              nawet nie powiem kiedy.. kurde tyle nie żyją...
              łza się kręci w uchu
              • bursztynowe Re: Dwa lata?!?!? 03.01.07, 21:07
                Się mi "ludzie" zgubiło...
            • crazysoma Re: Dwa lata?!?!? 03.01.07, 21:56
              Sluchaj. Zaczynam zauwazac u Ciebie pewne symptomy (nie, zeby niepokojace)
              szalenstwa. Ty nie myj podlogi mlekiem, nie wklepuj w ponetne cialo pomaranczy,
              bitej smietany uzywaj tylko w celech kulinarnych, miodu tez, po Gorach nie
              lataj ze spiewem na ustach bo Cie zamknaaaaaa!
              Ech, za to cie kochamy Wariatko.
    • akacjax ja słyszałam :1,5 roku 03.01.07, 23:55
      Tylko nie zapamiętałam od kiedy czas się liczy.
      Tyle ponoć średnio trwa wychodzenie z w miare trwałego związku.
      U mnie trochę inaczej, wychodzenie trwało latami, potem byla decyzja (trochę na raty) o rozstaniu, pozwie itd.
      Ta decyzja, że to koniec zapadła jesienią 2004 roku, ale ja swój czas odliczam od wyprowadzki m. wiosną ubiegłego roku.
      I właściwie jakby to wszystko jakoś zsumować i zmiksować, to może i te 1,5 roku by było...smile

      I nie wiem jakie bielmo musiałby mi spaść na oczy bym zrezygnowała z tej sytuacji jaką mam wink
      Bo właściwie każdego dnia jestem coraz bardziej przekonana, że to byla najlepsza(z ważnych) decyzja w moich ostatnich kilku latach!
      • chochlinka U mnie dłużej ale skutecznie 04.01.07, 08:50
        Dawno mnie nie było u was bo jakoś życie nabiera tempa i brakuje czasu.
        U mnie wszystko trwało dłużej i chyba było w wersji dość bolesnej.8 Lat temu
        zdecydowałam,że nie będę mieszkać razem z facetem,który dom zaczął traktować
        jak hotel i wracać ewentualnie na noc,żeby sobie z bliska pooglądać dzieci a
        mnie doprowadzać do szału.Rozwodziłam się długo i dramatycznie.Cały ten czas
        nie byłam w stanie spojrzeć na życie z nadzieją.Wreszcie ale po 3 latach
        zacząłam próbować żyć normalnie.Większość czasu spędzałam wśród znajomych i
        czas był dać im ode mnie odpocząć.Pposzukalam innego sposobu na niemyślenie o
        przeszłości.Przyznam szczerze,że był to net i przez niego poznałam dużą grupę
        ludzi z których większośc jakoś była skaleczona przez życie.Bywało rozmaicie
        ale nie żałuję niczego.Mój aktualny facet,omałocomąż,był też częściowo dzięki
        netowi poznany.Któregoś dnia gadałam z nim,bo miałam problemy z kompem i on bez
        oporów powiedział,że nie będzie gadał przez net tylko przyjedzie
        zobaczyć,.Wtedy jeszcze był (dorywczo) z kimś innym.Przyjaźniliśmy się na
        tyle,że kiedy mu się zaczęło tam sypać to byłam pierwszą której o tym
        powiedział.Długo jeszcze tylko się przyjaxniliśmy aż po przeszło roku okazało
        się,że na tyle świetnie się rozumiemy,że chcemy być ze sobą częściej,potem na
        stałe.
        2 lata już ze sobą mieszkamy.Dzieciaki też(choć nie od razu) to
        zaakceptowały.teraz jest w miarę między nimi dobrze.Po swojemu sprawuje nad
        nimi opiekę(wcześniej nie miał kontaktu na stałe z dziećmi więc się uczy).
        Doświadczenie z poprzednim menem wiele mnie nauczyło.Inaczej podchodzę do
        problemów.Wiem jak łatwo jest stracić coś na czym zależy i jak trudno walczyć o
        stracone uczucie.Oby nigdy więcej nie było tak jak kiedyś.Stanę na rzęsach,żeby
        tego uniknąć.Kocham to swoje życie i myslę,że warto było poczekać i nie
        brać "byle czego" co sie samo pchało w lapy.
        Można znowu żyć i to nawet lepiej niż kiedyś. Życzę wam wszystkim tego smile)
        • marek_gazeta Re: U mnie dłużej ale skutecznie 04.01.07, 09:00
          No i jeszcze jedno. "Skutecznie" wyszłaś za mąż, prawda? Ja też przez wiele lat byłem szczęśliwy, a potem się wszystko rozpadło. Co to znaczy "skutecznie"? Czy to można ocenić po dwóch latach? Czy związek, który trwał krócej i dostarczył sporej dawki pozytywnych uczuć, ale się rozpadł, należy zaliczyć na plus czy minus? Czy umawiając się z kobietami od razu należy myśleć w kategoriach łóżko/związek/małżeństwo?

          Ot, takie wątpliwości.
          • chochlinka Re: U mnie dłużej ale skutecznie 04.01.07, 09:39

            Skutecznie to znaczy,że się odcięłam od przeszłości.Nie wyszłam za mąż drugi
            raz. Chyba nie da się powiedzieć czy poprzedni związek zaliczać na plus czy
            minus. Doświadczenia w taki sposob zdobyte.....do kitu.Ja tam osobiście
            wolałabym nie mieć tych doświadczeń i sobie szczęśliwie żyć z jednym mężem całe
            życie.Monogamistka ze mnie .
            Ale skoro już to się stało to nie cofnę czasu i muszę takie doświadczenia
            wykorzystać.
            Tu sie nawet nie ma czym chwalić.To,że teraz jest OK że już człowiekiem nie
            szarpie,to jedyna pociecha.Chcialabym się czasem obudzić i zobaczyć,że to był
            tylko sen.
            No ale nie był.
            Umawiając się z facetem zawsze gdzieś w podświadomości tkwiło,czy to tylko na
            chwilę czy coś z tego wyjdzie.Nie szukając jednak szukałam. Piszesz,że można
            się umówić,pobyć i nie koniecznie zaraz łóżko.Można też łóżko a nie koniecznie
            się zaangażować wink). Kurcze,nie ma mądrej odpowiedzi.

            ...umierała długo,teraz rodzi sie lekko....
            • chochlinka Re: U mnie dłużej ale skutecznie 04.01.07, 09:48
              Marku,czytałam większość twoich wypowiedzi i jeśli mogę to cię troszkę
              pokomplementuje wink) Myślę sobie,że nie jedna tu czytając twoje słowa myśli
              sobie"jak taki mądry facet mógł zostać odepchnięty przez ślubną? Czy ona w
              ogóle wie co straciła? " Nawet jeśli masz w tym wszystkim swój znaczący
              udział,w tym,że małżeństwo wasze padło,to nie znaczy,że jesteś felerny. Wydaje
              mi się,że masz ogromny potencjał uczuć,kupę życiowej mądrości i zwyczajnie nie
              trafiłeś na swoją drugą połówkę.To że kochałeś żonę i ona ciebie kiedyś też to
              nie znaczy że to właśnie TO. Zajrzę to za czas jakiś i z przyjemnością poczytam
              o tym jakie piękne znowu masz życie. WIERZĘ W TO!
    • marek_gazeta Re: U mnie dłużej ale skutecznie 04.01.07, 08:56
      A co to oznacza "spieszyc się lub nie"?

      Normalnie, spotykasz się z facetami, któryś zaczyna Cię interesować... Coś się zaczyna dziać. A że człowiek po rozwodzie lepiej wie, czego szuka, i jakie wady partnera/partnerki mu zdecydowanie nie leżą, no i jest ostrożniejszy (np. są dzieci, potrzeba więcej czasu na zaakceptowanie partnera), to i selekcja trwa dłużej.
    • marek_gazeta Re: U mnie dłużej ale skutecznie 04.01.07, 09:04
      Spotkać się chyba można...? Do łóżka iść nie trzeba, umawiać się drugi raz też nie.

      Na buźkę odpowiadam Dużą Buźką.
    • kruszynka301 Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 09:55
      > czy ktos juz poznał nowa / nowego...skąd wiedzieliscie że to on/ona...
      > po jakim czasie biliście gotowi na wejscie w nowy zwiazek!!?


      U mnie to stosunkowo krótko trwało - po pół roku żalu zaczęlam się rozglądać,
      przez kolejne pół roku przebierałam i wybrzydzałam, a kiedy wreszcie spotkałam
      tego jedynego, zamieszkaliśmy ze sobą tydzień po poznaniuwink. Teraz, po 6 latach
      szczęśliwego związku, będę mamąwink).

      A skąd wiedziałam, że to on? Intuicja..... Bo przecież nie zdrowy rozsądek ani
      miłość po tygodniu randekwink)).
      • chochlinka Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 10:07
        Gratulacje!!! Tego nieststy już nie będę miała,czyli wspólnych dzieci z obecnym
        mężczyzną.Ciutek jestem za stara na bejbiki... kurcze,będę ci zazdrościć(ale w
        dobrym znaczeniu tego słowa)
        Kruszynko-w razie czego wal do mnie śmiało bo zawodowo się zajmuję
        przyjmowaniem dzieci na świat.Powodzeniaaaaaaaaaa
      • alicjaaleksandra czy ma znaczenie w jakim jestesmy wieku? 04.01.07, 10:21
        ok - trzeba odzalowac i to pewnie trwa rok, dwa (moze więcej?)

        Ale czy nie ma znaczenia wiek, w ktorym jestesmy bedac sami - wydaje mi sie, ze
        jest na tym forum duzo osob b. mlodych (przed trzydziestką), a wtedy łatwiej
        chyba poznac kogos (większy krąg znajomych,w nim sporo wolnych osob, etc). Czy
        mając lat trzydziesci kilka nie jest trudniej?

        Co sądzicie?
        • chochlinka Re: czy ma znaczenie w jakim jestesmy wieku? 04.01.07, 10:33
          Alicjoaleksandro...........czuję się wywołana do tablicy. Pewnie wiek ma tam
          jakieś znaczenie,bo ma się więcej czasu przed sobą i tyle. Miałam tego nie
          robić ale przyznam się do tych wiosen swoich.Ex ślubny się wyprowadził gdy
          miałam lat 38.Nie będę mowić ile mam lat tylko dodam,że to było 8 lat temu.Z
          kawałkiem............
          • alicjaaleksandra przepraszam, nie chcialam nikogo do tablicy 04.01.07, 10:48
            wywolywac...

            ale to co napisalas podtrzymuje na duchu smile



    • fiducia_32 Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 13:39
      Jestem przykladem tego ze rozbite malzenstwo trzeba odzalowac.Musi byc czas
      zaloby.
      Kiedy rozstawalam sie z mezem bylam przerazona,zlamane serce tak bolalo, ze az
      tchu czasem brakowalo..Wpadlam w panike ze mam 30 lat, rozwod i nie mam
      dzieci..Poznalam mezczyzne, ktory pieknie mowil o milosci, pieknie ja okazywal,
      chcial rodziny,chcial dzieci i to ze mna. Zwiazalam sie z nim, zaufalam,tak
      jeszcze w trakcie trwajacych formalnosci. Moj "Nadziej" mial jedna, jedyna
      malutka wade. Byl zonaty, bezdzietny, ale zonaty. Uwierzylam w jego
      nieszczesliwy zwiazek, bo mieszkal u swojej mamy. Czekalam cierpliwie na
      formalnosci z jego strony,ufalam dlej bezgranicznie i o nic nie pytalam. Po
      kilku miesiacach znajomosci, dnia pewnego okazalo sie ze jestem w ciazy. Z
      mojej strony szok, on szczesliwy jest pretekst zeby juz nie czekac i sie
      rozwiesc. Przynajmniej tak mowil. Zostawil mnie w 38 tygodniu ciazy fundujac mi
      wczesniej przezycia,o ktorych nigdy nasza corcia sie nie dowie..Zostawil mnie i
      wrocil do zony...By powrocic do nas kiedy malutka miala 6 tygodni.Za slaba
      bylam zeby go nie przyjac, nie mialam odwagi zostac samotna mama, NIE CHCIALAM
      zycia bez taty dla mojej coreczki, tym bardziej ze bardzo nam pomagal przez
      caly czas i widzialam ze kocha corke nad zycie. Wrocil. Do dzis sie nie
      rozwiodl choc minal ponad rok. Jestesmy razem, jest dla corenki i dla mnie
      dobry. Stara sie zeby nas zwiazek byl przyjacielski. Ja tez sie staram. Czasami
      placze i mowie mu o tym, bo trudno mi zniesc taki "format" zwiazku. Boje sie o
      coreczke czy bedzie nadal szczesliwa kiedy zrozumie w jakim zwiazku zyja jej
      rodzice???Czy bedzie mnie szanowala, jaki daje jej przyklad???
      Pisze swoja historie w tym miejscu, bo zaluje, ze nie bylo zaloby po
      malzenstwie.
      Nie zaluje absolutnie urodzin mojej corki, bo dla niej chce sie zyc. Jest
      cudowna. Zaluje tylko, bo stracilam wiare w milosc gdzie jest sie jedynym na
      swiecie dla partnera, stracilam wiare w uczciwosc i odpowiedzialnosc.
      • bursztynowe Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 13:49
        Przykra historia... Te chłopy to rzeczywiście sa popaprane. Zmienię chyba płeć
        ze wstydu.

        Ale tak serio, to jak poznać, że partner/partnerka jest niedojrzały/ła okresie
        zaślepienia i głodu miłości????
        No jak????

        Fiducia_32: Nadzieja wraca (mam nadzieję, zresztą sam ja się tam nie znam na
        tych sprawach)

        Pozdrawiam cieplutko.

        PS nie przelewasz (nadmiernie) swoich uczuć na dziecko, ale tak szczerze?
        • fiducia_32 Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 13:57
          Dziekuje Bursztynowe za cieple slowa.
          Odpowiadam szczerze. Przelewam smile
      • marek_gazeta Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 14:25
        > Jestem przykladem tego ze rozbite malzenstwo trzeba odzalowac.Musi byc czas
        > zaloby.

        Otóż nie, nie i jeszcze raz nie.

        Jesteś przykładem, że nie należy z żonatym facetem iść do łóżka.

        A najlepiej nie kusić losu i Z ŻONATYMI SIĘ NIE UMAWIAĆ.

        Może po odpowiednio wczesnym postawieniu sprawy na ostrzu noża rozwiódłby się i bylibyście razem szczęśliwi?
        • alicjaaleksandra Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 15:20
          > Jesteś przykładem, że nie należy z żonatym facetem iść do łóżka.
          >
          > A najlepiej nie kusić losu i Z ŻONATYMI SIĘ NIE UMAWIAĆ.
          >

          Akurat tu nie ma zadnej reguly - kolezanka z pracy mojego meza sie z zonatym
          zwiazala (zreszta, nadal jest zonaty) i on odszedl i nie wrocil. Nie wiem czy
          dla/do niej, ale nic sie nie stalo - facet zostawil dziecko, dotychczasowe zycie
          i plany (bo wspominal tuz przed o kolejnym (naszym) dziecku). Sa razem, choc nie
          mieszkaja razem, panna jest szczesliwa, zadne z nich piorun nie trafil ani inny
          dopust bozy nie spotkal.

          No i co bys takiej pannie powiedzial - nie umawiaj sie z zonatym? It worked for
          her, czyz nie?

          • marek_gazeta Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 15:27
            Rozwaliła rodzinę, jest szczęśliwa? Jeśli tak, to cóż, ja wyznaję trochę inne wartości. Poza tym, Pan Mąż może pewnego dnia zatęsknić za żoną i dzieckiem.

            Tak nie do końca mogę się zorientować, czy piszesz o swoim mężu, czy nie, ale w sumie to nie ma znaczenia.
            • alicjaaleksandra a jednak 04.01.07, 16:17
              tak, pisze o swoim mezu (niestety).

              Nie wiem czy jest szczesliwa, ale napewno osiagnela zamierzony cel jest z nim
              chociaz to facet zonaty z w miare malym dzieckiem. Zreszta, sama ma dziecko,
              jest rozwiedziona i kiedys stwierdzila (w rozmowie ze znajomymi ze "to (rozwod)
              dziecku nie szkodzi".

              Co do tesknoty meza - szczerze watpie - on chyba raczej teskni za mieszkaniem,
              tzn. zaluje ze mieszkanie ktore kupowalismy na poczatku razem kupilam w koncu ja.

              Ale nie chodzilo mi tutaj o to zeby autorke watku od czci odsadzac - sytuacja
              byla inna, jej "mezczyzna" nie mieszkal z zona, zdecydowali sie na wspolne
              dziecko, roznic jest pewnie wiecej.

              Po prostu - a jednak, mozna rzowalic rodzine i miec sie z tym nieźle.
        • fiducia_32 Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 15:53
          Nie wiem tak naprawde czego jestem przykladem. Nie bylam nieuczciwa w tym
          zwiazku. Wiazalam sie z czlowiekiem, ktory czekal na pierwsza rozprawe.
          Kazdy kazdego wlasna miara mierzy. Jesli mowie ze cos zrobie, robie to.
          Ale juz wiem ze nie kazdy wyznaje taka zasade..
          Jezli ktos Ci obiecuje pierwszy taniec, ufasz ze bedziesz tanczyl pierwszy..
          Czego bardzo Ci zycze smile
    • magdalena7676 Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 16:25
      niestety obawiam się,że recepty na to nie ma. ja jestemw trakcie spraw,
      rozeszliśmy się jak dorosli ludzie, bez kłótni o majątek itd, pół na pół i
      każdy idzie w swoją stronę. trochę to boli bo nie taką wizję przyszłości
      miałam. Wiem jedno, że następny będzie o 180 stopni inny niż mój jeszcze
      aktualny mąż. szukamy przeciwnieństw i niestety nawet przeciwieństw teo, co
      podobało nam się w naszym partnerze. to mnie najbardzie przeraża, te
      poszukiwanie odmienności i inności od byłego partnera.
      myślę, że tzreba robić wszystko powoli, aby nie żałować, bo nikt nie da nam
      gwarancji na szczęście, a szkoda!
    • fiducia_32 Re: mój kolejny facet!!!!! 04.01.07, 21:55
      Pewne historie sa znane. Moja jest znana mnie i moim bliskim. Niestety.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja