mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujecie

11.01.07, 13:26
badz placicie???

pytam, dlatego ze m,alzonek postanowil wymierzyc mi karę w postaci kolejnej
obnizki alimentów i chcę skierowac sprawę do sądu.

Placil dotąd dobrowolnie - raz nie zaplacil, wyrównal pozniej, teraz zaplacil
z opoznieniem i mniej.

A od maja począwszy placil (dobrowolnie) po 1 tys zl, potem po 800 a teraz
zszedl do 600. Nie bez znaczenia jest fakt, ze dalej wiedzie zycie bon vivanta
więc ma malo kasy po prostu (puby, kluby, przezenty dla panny - np. na swieta
wiem ze kupil jej perfumy za 300, stac go tez bylo na Sylwestra w klubie,
przedtem na wyjazdy z panna, etc.).

Syn ma 5 lat - ogolem mysle ze wydaje na niego jakies 1400 zl m-c.
(przedszkole, psycholog, leki, koszty utrzymania, itp)

Malzonek twierdzi ze mam sie z nim rozliczac i udowadniac "faktycznie
poniesione wydatki", sugeruje ze moze wydaje kase na mieszkanie ("masz takie
duze mieszkanie"), poza tym uzywa argumentow ponizej wszystkiego ("martwie sie
o syna").

Powodem bezposrednim ataku furii jest to, ze wyrzucilam mu to, ze stac go na
perfumy i ekskluzywne prezenty dla panny a spoznia sie z alimentami.

Zarabia a raczej zarabial ok 4 tys netto co na warunki trojmiejskie jest ok.

Ja zarabiam podobnie ale na zasadzie (etat + dzialalnosc gosp.), co oznacza,
ze naprawde pracuje sporo i do tego jeszcze przeciez opiekuję się synem. Nie
widze powodu dla ktorego:
1. standard zycia dziecka mialby sie obnizyc z powodu fanaberii ojca
2. nie dzielimy sie rowno obowiązkami więc nie musimy lozyc na utrzymanie
dziecka 50:50
3. więcej pracowac juz po prostu nie mogę.


Z gory przepraszam wszystkie dziewczyny, ktore nie dostaja kasy wcale lub
200-300 zl.

    • 374.4w Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 13:31
      alicjoaleksandro czy szukasz potwierdzenia tezy, że Twój mąż to kawał drania???

      nie musisz mnie przepraszać
    • misbaskerwill Re: nie pytaj, tylko wnoś sprawę;) 11.01.07, 13:39
      Nie pytaj, bo widzę, że wiesz lepiej, ile potrzebuje Twoje dziecko.
      Po prostu wnieś sprawę o ustalenie wysokości alimentów, masz argumenty, więc
      ustal alimenty na właściwym poziomie.
      Niewątpliwie masz szansę na więcej niż 600 zł, a konkretnie ile - to zależy od
      Ciebie i sądu.
      • misbaskerwill Re: p.s. 11.01.07, 13:42

        Sądu nie obchodzi, co Twój mąż robi z pieniędzmi, bo to _jego_ pieniądze.
        Dla sądu ważne są potrzeby dziecka i utrzymanie standardu życiowego _zbliżonego_
        do tego, jaki miał, gdy byliście z mężem razem.
    • maheda Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 13:50
      Żebyś się nie zdziwiła... ja dostaję od Eksa alimenty w wysokości 25% kosztów
      utrzymania dziecka.
      A dziecko wymaga chodzenia po różnych zajęciach, a jest za małe na bieganie samo
      po mieście.
    • nieide Ze stylu Twojego postu i opisu... 11.01.07, 13:54
      ...zachowań ojca dziecka wychodzi mi, że chyba oboje trochę nie dorośliście
      jeszcze nawet do tego, żeby się rozsądnie rozstać. Ty dlatego, że bez
      jakiegokolwiek prawa czepiasz się jego życia prywatnego, on dlatego, że od
      stosunków z Tobą uzależnia kwotę wypłacaną dziecku.

      alicjaaleksandra napisała:

      > Syn ma 5 lat - ogolem mysle ze wydaje na niego jakies 1400 zl m-c.
      > (przedszkole, psycholog, leki, koszty utrzymania, itp)

      To nie "myśl" tylko policz dokładnie.

      > Powodem bezposrednim ataku furii jest to, ze wyrzucilam mu to, ze stac go na
      > perfumy i ekskluzywne prezenty dla panny a spoznia sie z alimentami.

      To że się spóźnia to jest "nie fair", ale Tobie nic do tego kiedy, gdzie, na
      kogo wydaje pieniądze oraz jak spędza swój czas. Jeżeli już nie jesteście razem
      to jego życie jest tylko i wyłącznie jego sprawą a Tobie nic do tego.

      Swoją drogą skąd wiesz jakie prezenty i komu robi albo gdzie i kiedy się bawi?
      Co Cię to obchodzi?

      Jeżeli Ty masz przez sąd przyznaną opiekę nad dzieckiem to Ciebie powinno
      obchodzić tylko i wyłącznie to, żeby płacił na dziecko. Ale jeżeli Ty
      przypominając mu o tym robisz jeszcze jakieś prywatne wycieczki to wybacz, ale
      każdego by mógł się zdenerwować...

      A może po prostu idź do sądu z wyliczonymi kosztami utrzymania dziecka i wytocz
      sprawę o alimenty?

      Jeżeli chodzi Ci o to, ile płacimy, to ja płącę ok. 65% kosztów utrzymania
      dziecka wyliczonych przez jego matkę. Moim zdaniem trochę te koszty zawyżyła,
      ale niech tam... nie kłóciłem się, pomimo, że sąd na to zawyżenie sam zwrócił uwagę.
      • alicjaaleksandra Re: Ze stylu Twojego postu i opisu... 11.01.07, 14:03
        1> To nie "myśl" tylko policz dokładnie.
        -POLICZYLAM
        2.Jeżeli Ty masz przez sąd przyznaną opiekę nad dzieckiem to Ciebie powinno
        > obchodzić tylko i wyłącznie to, żeby płacił na dziecko. Ale jeżeli Ty
        > przypominając mu o tym robisz jeszcze jakieś prywatne wycieczki to wybacz, ale
        > każdego by mógł się zdenerwować...JASNE, TYLKO ZE MY NIE JESTESMY ROZWIEDZENI
        - TEN TEAMT GO SPECJ. NIE INTERESOWAL DOTAD. WIEC SKORO NIE JESTESMY TO
        WLASCIWIE MOZE MNIE JESZCZE TROCHE OBCHODZIC. A WYJSCIOWA JAKAS KWOTE
        ZADEKLAROWAL DOBROWOLNIE.
        3. > Swoją drogą skąd wiesz jakie prezenty i komu robi albo gdzie i kiedy się bawi?
        > Co Cię to obchodzi? WIEM OD ZNAJOMYCH - OBCHODZI O TYLE, ZE ON NIE SZCZEDZI
        KASY NA ROZRYWKE ITP, A MNIE TRAKTUJE JAK DEBET W KONCIE. STAC GO NA
        PRZYJEMNOSCI A NIE STAC NA WYWIAZYWANIE SIE Z ZOBOWIAZAN FINANS. WZGLEDEM SYNA,
        KTOREGO RZEKOMO TAK KOCHA.

        • nieide Nie krzycz, bo to nieładnie. 11.01.07, 14:22
      • iskierkaola Re: Ze stylu Twojego postu i opisu... 12.01.07, 15:01
        Dziwię się Ci "nieide" z jaką łatwością przychodzi Ci krytykowanie innych osób,
        których nawet nie znasz. Może alicjaaleksandra przeżywa dramat, nie mają jeszcze
        rozwodu i została sama z utrzymaniem dziecka i opłatami, i zwróciła się tutaj po
        radę, a Ty tylko napisałaś własną ocenę, negatywną zresztą. Bo z twojego
        komentarza nie wynika żadna rada dla tej kobiety, więc po co piszesz? Może sama
        się czepiasz?
        • nieide Zmień końcówki... 15.01.07, 11:03
          w swojej wypowiedzi, bo ja płci nie zmienię.

          iskierkaola napisała:
          > Dziwię się Ci "nieide" z jaką łatwością przychodzi Ci krytykowanie innych osób,
          > których nawet nie znasz. Może alicjaaleksandra przeżywa dramat, nie mają jeszcz
          > e
          > rozwodu i została sama z utrzymaniem dziecka i opłatami, i zwróciła się tutaj p
          > o
          > radę, a Ty tylko napisałaś własną ocenę, negatywną zresztą. Bo z twojego
          > komentarza nie wynika żadna rada dla tej kobiety, więc po co piszesz? Może sama
          > się czepiasz?

          Po pierwsze, jak to ujęłaś "dla tej kobiety" z mojego komentarza wynikają dwie
          rady i to bardzo konkretne. I takie było zamierzenie napisania przeze mnie
          listu. A za to, że nie jest napisany w cukierkowym i pełnym zrozumienia tonie w
          tym wypadku nie mam zamiaru przepraszać.

          Po drugie: może i alicjaaleksandra prezeżywa dramat, ale to nie znaczy, że musi
          sama go pogłębiać. Z jej listu biła raczej zazdrość o obecne życie jej byłego, a
          nie jakakolwiek troska. Może to i motyw dobry, ale na wątek serialu a nie do
          normalnego życia.

          A może to jednak nie ja się czepiam?
          • farrukh2 Re: Zmień końcówki... 15.01.07, 12:48
            Dziwia i nie dziwia mnie wypowiedzi pan na tutejszym temacie. Ja Was Panie
            bardzo prosze, zwroccie uwage, ze maz odchodzac od Was ma obowiazek utrzymywac
            dziecko, ktore z Wami pozostaje, a nie Was! Jesli daje na dziecko np 800, Wy
            powinnyscie rownowartosc tej sumy ze swojej strony na to dziecko lozyc, albo w
            formie zabezpieczenia dziecku mieszkania, wiec te koszty sa liczone, no i
            wiadomo rzeczywiste wydatki na potrzeby dziecka.Daje to w przykladowej sytuacji
            kwote 1600 na dziecko!!! NIe jest to malo!Wiadomo, inaczej w malym miescie,
            inaczej w duzym. Niejednokrotnie widze to, ze ojciec placi, matka z dzieckiem
            jest na utrzymaniu rodzicow(Nie mowie o samotnych oczywiscie), ona nie pracuje,
            a alimenty, ktore naleza do DZiecka!!! wydaje mamusia na swoje potzreby.Pisze
            do do tych, ktore tak robia.
            Pieniadze sa dziecka, nie Wasze. Jesli jest mozliwosc, to trzeba je odlozyc, na
            szkole, na niezapowiedziane wydatki.Jesli nie wystarczy naprawde na potrzeby
            dziecka, trzeba podac ojca o zwiekszenie tej sumy, ale Yessu, nie karajcie
            facetowza to ze Was zostawili tym, ze maja Was utrzymywac, bo nie jest to
            wyjscie ani madra zemsta. Ale mysle, ze z czasem niektore to zrozumieja.
            • gastaira Re: Zmień końcówki... 15.01.07, 13:22
              zeby matka mogła iśc do pracy potrzebne jest 1000-1500 zł na opiekunkę na 9-10
              godzin dziennie. pozostałą część dnia na ogół matka się dzieckiem zajmuje czyli
              jakbyśmy chcieli przeliczyć to drugie tyle nalezy się matce "za opiekę" . plus
              wydatki na jedzenie, lekarzy, szkole, zajęcia dodatkowe, ubrania, itd itp...
              w ten sposob dochodzimy do kwoty nawet ok 3 tys ktore dopiero dzielimy na poł na
              każdego rodzica. Logiczne? i ile wyjdzie? jesli dziecko ma miec zachowany
              dotychczasowy status.

              A z tego co widze na forum i wokoło- prawie zaden pan takich alimentow nie
              płaci, niektórzy płaca mniejsze lub drastycznie mniejsze, a wiele matek dostaje
              200zł lub nie dostaje ani grosza. i jakos musza sobie radzic upychając dzieci
              w żłobkach i u starych babci zeby biec do pracy. wiec nie wiem do kogo kierujesz
              swoja wypowiedz.








              • tricolour Nielogiczne i nic nie wyjdzie. 15.01.07, 17:36
                Wiesz dlaczego? Bo skoro matka nie potrafi utrzymac dziecka bez opiekunki i
                stosownego wynagrodzenia dla siebie, to niech odda dziecko ojcu, a sama płaci
                1500zł alimentów, które łatwo obliczyłaś.

                Znajdzie sie tu taka?
                • alicjaaleksandra Re: Nielogiczne i nic nie wyjdzie. 15.01.07, 20:49
                  akurat tekst "skoro matka nie potrafi utrzymac dziecka bez opiekunki i
                  stosownego wynagrodzenia dla siebie, to niech odda dziecko ojcu, a sam placi
                  1500 zl alimentow, ktore latwo obliczylas" uwazam za bezczelny.

                  1. Po "pierwsze primo": dziecko to nie puchar przechodni.
                  Jakiemu Ojcu oddac? Takiemu, ktory (cytując Jerofiejewa) "poszedl przygod dla
                  swojej d... szukac?" Który w chwili zamroczenia obietnica nowej, wspanialej
                  przyszlosci chcial mnie zostawic bez mieszkania (bo sprzedal stare -
                  kupowalismy dla nas "gniazdo rodowe" - zainwestowawszy juz polowe wartosci
                  sprzedanego mieszkania) i z 50 tys gotówki - tylko swojemu uporowi zawdzieczam,
                  to ze jednak kupilam planowane mieszkanie i mam teraz z synem gdzie mieszkac.
                  Sorry - dla mnie dal dowod na to, ze nie jest odpowiedzialnym ojcem.

                  2. po drugie: w zestawieniu, kt. obliczylam do sądu koszt opiekunki to zaledwie
                  100 zl na m-c kiedy musze wyjsc i naprawde nie mam z kim syna zostawic.

                  3. opiekuje sie synem 24/7, splacam kredyt mieszk. sama (a jest spory) - wlasnie
                  po to, zeby kiedys syn mial dobry start.

                  4. Nie wydaje kasy lekko - znowu w przeciwienstwie do malzonka - i przeiwduje
                  takie ewentualnosci jak kolejne obnizki lub nieregularnosci wplat. Czy sadzisz,
                  ze jak zaplacil mniej to powiedzialam dziecku - "wiesz synku, ten miesiac bedzie
                  skromny, moze bedziemy opgrzewanie wylaczac, serki topione jesc, dzieci na
                  urodziny tez nie zaprosisz, bo wiesz nie ma pieniedzy"???

                  Nie sadze zeby maz zatroszczyl sie kiedys o, to czy syn bedzie mial mieszkanie
                  itp. skoro teraz zaczyna przycinac na alimentach (po 9 m-cach zaledwie). Zwroc
                  uwage, ze nie zalozyl nowej rodziny, nie mieszka ze swoja panna więc nie ma
                  nawet argumentu, ze utrzymuje rodzine. Po prostu chce miec wiecej kasy na lans.


                  I jeszcze jedno Tri - nie dlatego nie znajdzie sie przypuszczalnie na tym forum
                  "taka" co sama bedzie placic 1,500 zl ojcu i mu odda dziecko, ze wszystkie
                  kobiety sa niezbyt dobrze sytuowane, maja kiepsko platna prace, itp itd. Po
                  prostu zadna przypuszczalnie nie chcialby DOBROWOLNIE oddawac / rozstawac sie z
                  wlasnym dzieckiem. A juz napewno nie z takiego powodu ze Pan-maz postanowil
                  odejsc i zyczy sobie zeby sie dzieckiem - dla jego dobra, ofc. - "dzielic".
                  Dzielic to sie mozna oplatkiem.


                  PS co do panny - jasne, ze mnie bolalo, ze sobie panne znalazl - kogo by nie
                  bolalo (jesli kochal)? Ale teraz juz nie sentymenty mam w glowie tylko
                  sprawiedliwosc - dlaczego ja mam akceptowac to ze moj syn mam mniejsze zasoby
                  finansowe


                  • misbaskerwill Re: Niesprawiedliwość!!! 17.01.07, 11:36
                    > 1. Po "pierwsze primo": dziecko to nie puchar przechodni.
                    > Jakiemu Ojcu oddac? Takiemu, ktory (cytując Jerofiejewa) "poszedl przygod dla
                    > swojej d... szukac?"

                    A jeśli to samo zrobiła wspaniała matka, to wszystko jest w porządku?????
                    Bo dla sądu żadnym argumentem to nie jest, że matka kłamie, zdradza i nie
                    odczuwa przy tym dylematów moralnych.
                    Udowodnienie Jej ciągłego okłamywania sądu też nie świadczy, że źle wychowa dziecko.
                    Bo ważniejsze matczyne uczucia niż moralność.
                • gastaira Re: Nielogiczne i nic nie wyjdzie. 15.01.07, 23:34
                  tricolour napisał:

                  > Wiesz dlaczego? Bo skoro matka nie potrafi utrzymac dziecka bez opiekunki i
                  > stosownego wynagrodzenia dla siebie, to niech odda dziecko ojcu, a sama płaci
                  > 1500zł alimentów, które łatwo obliczyłaś.
                  > Znajdzie sie tu taka?

                  a znajdziesz tu jakiegos ojca ktory potrafi utrzymac dziecko bez opiekunki i
                  wziać za niego odpowiedzialnosc 24 godz na dobę w międzyczasie chodząc do pracy
                  i zarabiajac swoją część kasy, żeby nie zmuszac matki dziecka do placenia
                  mu "wynagrodzenia"?
                  • nieide Akurat takich ojców to się znajdzie.... 16.01.07, 08:46
                    ...nawet dość spora grupa. Problem w tym, że matki nawet zwykły kontakt z
                    dzieckiem tym ojcom utrudniają nie mówiąc o oddaniu opieki.
                    I proszę mi nie odpowiadać, że "ojcowie to myślą tylko o sobie i w d... mają
                    swoje dzieci i nawet płacić nie chcą" - bo to się tyczy nie wszystkich ojców,
                    ale również jedynie pewnej ich grupy.

                    Wśród kobiet też nie ma samych "biednych, wykorzystanych i zapracowanych mam".
                    Dość duża jest grupa takich, które tylko myślą jak najlepiej oskubać byłego i
                    nie dość, że facet odchodząc zostawił im cały majątek to one jeszcze dość mocno
                    skubią go na alimentach, utrudniają lub wręcz uniemożliwiają kontakty z
                    dzieckiem a dzieciaka wykorzystują w rozgrywkach niszcząc temu dziecku psychikę.

                    A tak naprawdę nikt nie jest kryształowy. Myślę, że zarówno wśród kobiet jak i
                    wśród mężczyn najpopularniejsze są różne "formy pośrednie". Nikt nie jest tak
                    zupełnie bez winy ale i nie ma samych "potworów". A to, jak postrzegamy danych
                    ludzi to tylko jest wynik tego, że widzimy ich przez pryzmat własnych krzywd i
                    uprazedeń.

                    Więc może nie ma sensu się kłócić o takie pierdoły. Każdy jest zbulwersowany, bo
                    swój pojedynczy przypadek uogólnia na całą populację.
                    • gastaira Re: Akurat takich ojców to się znajdzie.... 16.01.07, 09:35
                      ale o czym my mowimy?
                      o tym, ze mąż autorki płacił jej umówione 1000ał alimentów. po czym uznał, ze ze
                      "co z oczu to z serca" i ze te pieniądze może wydać na siebie i na swoje
                      przyjemnosci. Wiec aktualnie placi duzo mniej i do tego nieregularnie. To ma byc
                      odpowiedzialny ojciec? Wiec dlaczego przy tej okazji pojawiają się jakies
                      wypowiedzi- "matki, nie wykorzystujcie dziecka by się utrzymywać samej, z kasy
                      jego ojca"??
                      Uważasz, ze ten przykład to SKUBANIE exa?

                      Gdzie niby jest ta "dość duża grupa kobiet które tylko myslą jak najlepiej
                      oskubać byłego"? ?
                      no gdzie, bo wśród moich znajomych nie ma takiej żadnej.
                      Natomiast jest taka, która z ex się świetnie dogaduje, oraz taka która nie
                      dostaje ani grosza alimentów a ojcostwo ex męża ogranicza się do telefonu na
                      świeta raz do roku. I wcale nie chodzi w aureoli "biednej wykorzystanej" ktorą
                      automatycznie jej przyczepiałeś. Ale na pewno jest zapracowana a kariera
                      zawodowa, którą mogła zrobić odpada, bo musi mieć czas dla dziecka. Nie wiem czy
                      panowie zdają sobie sprawę, że gdyby dostali dzieci pod wyłączną opiekę to ich
                      kariery a z tym przyszle stanowisko i finanse tez by zostały poważnie
                      ograniczone i dzis prawdopodobnie nie byloby ich stac na to czego sie dorobili
                      bez obowiążków wobec dzieci. A wtedy ex żony podniosłyby larum: "idz do lepszej
                      pracy, co mnie obchodzi, ze dziecko w żłobku choruje, na opiekunkę ci nie dam,
                      nie będziesz mnie ciągle skubał i utrzymywał się z moich zarobków" itd. ? Bo
                      tak w odwroconej relacji jest...

                      Punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia.
                      a sam napisałeś uncertainjedynie pewna grupa ojców olewa swoje dzieci/ w zestawieniu z:
                      "Dość duża jest grupa kobiet takich, które tylko myślą jak najlepiej oskubać
                      byłego".

                      Wiec autorka miala racje, ze matka zostawiona z dzieckiem, w spolecznym odczuciu
                      nie ma prawa upominac sie o alimenty nawet te na które byłego stać, bo kazde jej
                      upomnienie się to SKUBANIE bylego..
                      • nieide Nie bulwersuj się tak.... 16.01.07, 10:13
                        ... bo aż dyskutować się nie chce.
                        Chcesz potwierdzenia, że bycie podłym to tylko i wyłącznie domena facetów, czy
                        też czepiasz się tylko "dla sportu"?
                        • gastaira Re: Nie bulwersuj się tak.... 16.01.07, 10:16
                          To nie jest miejsce na hipotetyczne dyskusję, bo to wątek konkretnej kobiety z
                          konkretnym problemem. Nie zauważyłeś?
                          Ja sie nie bulwersuje, ale jeśli stwierdzasz, że bycie podłą wykorzystywaczką to
                          wyłącznie domena ex żon to cos ci sie chyba oczy zamydliły.
                          • tricolour I w tej konkretnej sprawie... 17.01.07, 00:28
                            ... naszej koleżanki jest mało konkretów. Nie pisze ona o obliczeniu wydatków na
                            dziecko i przedstawieniu ich mężowi. Pisze o jego dobrowolnych alimentach, które
                            sa malejące i nieregularne.

                            Oczywistym jest, że facet ma płacić bez gadania. Jednak rzeczywistość uczy, że
                            jeśli małżonkowie nie potrafią dogadać się w najważniejszych rzeczach, to nie
                            dogadają się i w sprawie alimentów - trzeba z tym do sądu. I wtedy będą
                            konkrety, bo na razie jest amatorszczyzna. Po obu stronach.
                            • gastaira Re: I w tej konkretnej sprawie... 17.01.07, 11:02
                              > Oczywistym jest, że facet ma płacić bez gadania. Jednak rzeczywistość uczy, że
                              > jeśli małżonkowie nie potrafią dogadać się w najważniejszych rzeczach, to nie
                              > dogadają się i w sprawie alimentów - trzeba z tym do sądu. I wtedy będą
                              > konkrety, bo na razie jest amatorszczyzna. Po obu stronach.


                              Też tak myślę. Konkrety przede wszystkim, bo obiecanki obiecankami a....itd.
                              Ustalić sądownie co i jak, a najlepiej starac sie przy tym nie pójść na noże z
                              mężem, żeby dla odegrania się nie zniknął nagle w szarej strefie...
                    • chalsia Re: Akurat takich ojców to się znajdzie.... 16.01.07, 18:10
                      > które tylko myślą jak najlepiej oskubać byłego i
                      > nie dość, że facet odchodząc zostawił im cały majątek to one jeszcze dość
                      mocno
                      > skubią go na alimentach, utrudniają lub wręcz uniemożliwiają kontakty z
                      > dzieckiem a dzieciaka wykorzystują w rozgrywkach niszcząc temu dziecku
                      psychikę.


                      jestem przekonana, że mój eks - wypisz wymaluj - dokładnie tak mnie postrzega.
                      Co nie znaczy, że wszystko opisane powyżej miało miejsce bowiem:

                      > Nikt nie jest tak
                      > zupełnie bez winy ale i nie ma samych "potworów". A to, jak postrzegamy danych
                      > ludzi to tylko jest wynik tego, że widzimy ich przez pryzmat własnych krzywd i
                      > uprazedeń.

                      Chalsia
              • jarkoni Re: Ale paranoja... 17.01.07, 00:30
                Widzę tu zderzenie dwóch światów...
                Gadamy o Los Angeles i Madonnie albo panu pt Brad Pitt czy inny David B. co
                kopie piłkę i ma mieć 250 mln USD???
                CYTAT:
                zeby matka mogła iśc do pracy potrzebne jest 1000-1500 zł na opiekunkę na 9-10
                > godzin dziennie. pozostałą część dnia na ogół matka się dzieckiem zajmuje
                czyli
                > jakbyśmy chcieli przeliczyć to drugie tyle nalezy się matce "za opiekę" . plus
                > wydatki na jedzenie, lekarzy, szkole, zajęcia dodatkowe, ubrania, itd itp...
                > w ten sposob dochodzimy do kwoty nawet ok 3 tys ktore dopiero dzielimy na poł
                KONIEC CYTATU...
                A dlaczego nie 8-12 tysięcy, tylko ledwo 3 dzielone na pół?
                Taką kwotę też łatwo usprawiedliwić...
                Nie czepiam się alimentów, ale chciałbym się poczuć w skórze matek, które nawet
                tych 200 PLN nie widzą...
                Z postów powyżej wyziera mi (bez obrazy) wizerunek matki, która choćby miała i
                10 tys miesięcznie to nie wyda za wiele na dziecko, ale za to sądownie zabije
                exa...
                Bo miał płacić 2 tysiące i nie dał grosza...Dlatego dziecko bez ubrania, leków
                i wakacji...
                Przesadziłem? Poczytajcie dobrze cały wątek...
                Ja tak go odebrałem...
                • tricolour Ja takich radykalnych wniosków nie wyciągam... 17.01.07, 00:38
                  ... że kobiety żerują na facetach.

                  Jeśli dziecko ma wielkie potrzeby (nieważne z czego wynikające), to niech ojciec
                  płaci. A jeśli matka nagle wymyśliła te potrzeby (których nie byłoby w
                  małżeństwie), to można to próbować obalić... albo niech sama finansuje.
                  • jarkoni Re: Ja takich radykalnych wniosków nie wyciągam.. 17.01.07, 00:49
                    Tri, był taki jeden chyba z 1,5 roku temu, co tylko o żerowaniu
                    mówił..Pamiętesz chyba..
                    Daleki jestem od tego..Ale to co napisałem powinno mieć się nijak..
                    • tricolour Był...był... 17.01.07, 00:58
                      Wiesz, wiadomo, że kobiety po rozwodzie chcą mieć lepiej (kto nie chce?). Chcą
                      byc samodzielne, zadbane, atrakcyjne i do tego potrzebują też pieniędzy -
                      normalna rzecz.

                      Potrafią zarobić tyle ile mogą i często jest to za mało na pokrycie wszystkich
                      wydatków, bo utrzymanie siebie i dzieci z jednej pensji nie jest takie proste.
                      Najbliżej im do portfela byłego męża, bo mogą kasę załatwić sądownie i za pomocą
                      komornika i jest to jedyna taka szansa. Więc sięgają i często nadymają wydatki
                      na dziecko - podejrzewam, że im więcek dostają (bo facet ma możliwości), to tym
                      bardziej nadymają.

                      Prawdą jest, że dziecko po rozwodzie rodziców powinno mieć takie warunki, jak w
                      pełnej rodzinie. Nieprawdą jest, że matka ma mieć podobnie. Często ma gorzej i
                      jest normalna kolej rzeczy wynikająca z faktu, że jedna osoba ma mniejszy
                      potencjał od dwójki. I tu jest chyba pies pogrzebany...
                  • weekenda Potrzeby dziecka 17.01.07, 01:00
                    tricolour napisał:

                    >
                    > Jeśli dziecko ma wielkie potrzeby (nieważne z czego wynikające), to niech
                    ojcie
                    > c
                    > płaci. A jeśli matka nagle wymyśliła te potrzeby (których nie byłoby w
                    > małżeństwie), to można to próbować obalić... albo niech sama finansuje.


                    Nie wiesz jakie potrzeby miałoby dziecko gdyby małżeństwo trwało.

                    Większość (jeśli nie wszystkie) tzw. potrzeb dziecka wynika z oczekiwań
                    rodzica. Nikt mi nie powie, że dzieci same chcą uczyć się od przedszkola
                    języków, baletów czy innych rysunków. To rodzic zauważa talent czy
                    zainteresowania dziecka i stara się to pielęgnować. A że wszystko kosztuje...

                    Tak to już jest, rodzicem się jest do końca życia. I to już samo przez się
                    powinno równać się sprawowaniu opieki nad potomkiem. Cokolwiek by to nie miało
                    znaczyć.

                    Już kiedyś o tym pisałam: alimenty są przyznawane raz i już, a dziecko rośnie i
                    życie idzie do przodu. Nie da się wyliczyć wszystkiego na zapas. I nie da się
                    przewidzieć wszystkiego a już na pewno nie tego co nie przewidywalne.
                    • tricolour Wolę używać rozumu, a nie wyobraźni. 17.01.07, 01:12
                      I rozumuję tak:

                      1. Jeśli rodzic zauważa talent dziecka, to stara sie ten talent rozwijać i
                      finansować. Wydaje mi się, że jest bardzo niewielka liczba dzieci, które
                      jednocześnie interesują jezyki, balet i rysunki w takim stopniu, by uczęszczać
                      na prywatne zajęcia.
                      Uważam Twój przykład za typowe "co by tu jeszcze wymyślić, co może sfinansować
                      były mąż" - stąd nagle balet i rysunek, i języki.

                      2. Oczywiście WSZYTKIEGO nie da się wyliczyć na zapas, ale można przewidzieć, że
                      wszystkiego nie da sie wyliczyc na zapas i zwiększyć kwote alimentów o 100 zł
                      miesięcznie, by nagłe i niespodziewane wydatki były mniej obciążające.
                      • weekenda To źle rozumujesz. 17.01.07, 01:54
                        Napisałam o językach, balecie i rysunkach jako o teoretycznym przykładzie.

                        Nie ma teraz nic tzw. "nie prywatnego". Piszesz o prywatnych zajęciach -
                        rozumiem, że to uogólnienie. Nie ma żadnych zajęć poza lekcjami wg planu w
                        szkole państwowej, które byłyby za tzw. darmo. Wszystkie zajęcia wykraczające
                        poza plan lekcji są odpłatne.

                        A każdy rodzic chciałby aby jego dziecko się rozwijało, pielęgnowało talent i
                        zainteresowania.

                        Więc postaram się posłużyć własnym przykładem, z mojego zycia. Mój syn bardzo
                        szybko i w krótkich odstępach czasu okazał zainteresowanie (i talent)
                        rysunkiem, narciarstwem, żeglarstwem i na koniec wspinaczką. Ja sama pilnowałam
                        od przedszkola tylko języka i basenu. Reszta to jego oczekiwania i potrzeby. I
                        te zainteresowania ma do dziś. Oczywiście ich poziom jest już duzo wyżej.
                        Rysunek już jest fachowy, żegluje z papierami po oceanach, zjeżdża w Alpach, ma
                        już wsie kursy wspinaczkowe za sobą, ma papiery na ratownika wodnego i FC z
                        angielskiego za sobą. Myślisz, że to przewidziałam jak on miał 4-5 lat?

                        Nie dasz rady przewidzieć wszystkiego. A "górka" 100 zł to wybacz - śmiech na
                        sali. Jak sobie przypomnę zgubione z zawartością plecaki, klucze i wymiany
                        zamków, podarte spodnie, bluzy czy chociażby okres kiedy syn rósł: jedne
                        adidasy na początku wakacji, drugie na koniec... przez jakieś cztery lata
                        kupowałam buty, spodnie, bluzy i koszulki pięć/sześć razy w roku bo jeszcze od
                        czasu się "zużywały". Kurtka była na sezon a czasami nawet dwie (bo wyrósł,
                        bo "się" porwała).
                        A rower i "palone" na hamowaniu gumy czy powyginane szprychy w kołach bo z
                        kumplami testowali kolejny nowy tor przeszkód.
                        O lekarzach już nie wspomnę: tu sobie głowę rozbił, to rozcharatał nogę, tu mu
                        się coś dziwnego zrobiło i lekarz "na już, na teraz, na natychmiast" więc wsio
                        prywatnie.
                        A wakacje? jedne dwutygodniowe kolonie czy obóz to najmarniej 1.000 PLN a gdzie
                        często potrzebne wyposażenie? A zimowisko? za każdym razem nowy sprzęt bo syn
                        rośnie.
                        O wycieczkach klasowych, składkach na cokolwiek do szkoły, różnych zielonych
                        szkołach czy prezentach urodzinowych dla koleżanek i kolegów już nie wspomnę.

                        A samo jedzenie? syn rósł, uprawiał sporty więc rano śniadanie, do szkoły 3-4
                        kanapki, jak obiad był bez kotleta, 4-5 ziemniaków i miski surówki to Młody był
                        głodny. Jak nie zjadł porządnej kolacji to o 22 znów jadł...

                        I mnóstwo innych rzeczy, jakieś sprzęty, discmeny, płyty, komputery, których tu
                        i teraz nie pamiętam i zresztą to nie ważne. To jest życie. Po prostu życie.

                        Jesteś w stanie to wszystko podliczyć? Bzdura. Od razu Ci mówię, że nie ma
                        takiego kto by był w stanie to wyliczyć na zapas. Czy przewidzieć.

                        Ale z Twoich postów nie wynika abyś mieszkał z dzieckiem pod jednym dachem więc
                        rozumiem, że z Twojej strony to teoretyzowanie. Więc nie masz pojęcia ile tak
                        naprawdę kosztuje dziecko. Więc, proszę, nie pisz o tym, o czym nie wiesz.
                        • tricolour Ja dalej nie rozumiem, o co chodzi... 17.01.07, 08:19
                          Skoro masz takie uzdolnione dziecko, to pracuj na nie. Wraz z byłym mężem. Co w
                          tym dziwnego, że to kosztuje?

                          Jak nie chcesz zrozumieć, że podstawą dogadania się rodziców jest wyliczenie
                          kosztów utrzymania dziecka, to nie zrozumiesz. Widzę, że dziecko to potwór jakis
                          i jego utrzymanie, to heroiczna walka kobiety z kotletami i discmanami, które
                          wyskakują spod żaglówki. Bez przesady...

                          A co do przewidywań, to podałaś śmieszny przedział czasowy, z którego wynika, że
                          nie mogłaś przewidzieć w wieku 4-5 lat dziecka, że "papiery na ratownika wodnego
                          i FC z angielskiego" były drogie. No - nie mogłaś i co z tego? Mnie chodziło, że
                          można przewidzieć coś na pół roku do przodu... ale i to zaraz obalisz
                          wyjątkowymi zdolnościami swojego syna.

                          Reasumując: na dziecko pracuja mama i tata. Tata ma się nie migać i utrzymywać
                          dziecko. Mama ma znać swoje granice i nie sięgać za głęboko do kieszeni faceta,
                          bo dostanie po łapach. Od faceta i jego nowej kobiety.

                          • weekenda Widzę, że nie rozumiesz 17.01.07, 13:31
                            i nie zrozumiesz bo nie chcesz zrozumieć. Nie mieszkasz z dzieckiem więc nie
                            możesz tego zrozumieć. NIe przewidzisz wydatków na dziecko nawet na miesiąc
                            wcześniej. Tyle.


                            Widzę, że dziecko to potwór jaki
                            > s
                            > i jego utrzymanie, to heroiczna walka kobiety z kotletami i discmanami, które
                            > wyskakują spod żaglówki. Bez przesady...

                            Jesteś zabawny... nie przesadzam. Nigdzie nie napisałam, że discmeny wyskakują
                            spod żaglówki. Nie kpij. Nie masz o tym żadnego pojęcia. Ja się nie odzywam
                            jeśli nie znam tematu. Pisze tylko o tym, na czym się znam i o czym wiem.
                            Jakbys pomieszkał z dzieckiem chociaż przez miesiąc to wiedziałbyś o czym piszę.
                            Dziecko to nie potwór, to żywa istota, która ma swoje potrzeby. Często te
                            potrzeby kompletnie zaskakują rodziców. No ale o tym trzeba miec pojęcie.
                            • tricolour I bardzo się z tego cieszę... 17.01.07, 17:59
                              ... że nie musze samemu wychowywać dzieci. Nie ja porzuciłem żonę, tylko ona mnie...

                              Co do mieszkania z dzieckiem, to nie dano mi szans poznać ten smak więc też
                              dobrze, że nie wiem, jaki to "problem". Celowo piszę "problem", bo z Twoich
                              postów nie usmiecha sie sielanka, a jest raczej jakas niepokojąca niewiadoma i
                              zagrożenie.

                              Na zakończenie dodam, że siedem lat mieszkałem z żoną i dzieckiem więc jakie
                              takie pojęcie mam. No chyba, że samotne wychowywanie dziecka, to zupełnie inna
                              para kaloszy - i jeśli tak jest - patrz pierwszy akapit.
                              • weekenda ??? 17.01.07, 18:45
                                Cieszysz się, że nie jesteś z własnym dzieckiem? Nawet, jeśli miałbyś
                                wychowywać je sam? Ok. Nie mam prawa oceniać. Nie znam Twojej sytuacji ale
                                trochę zaskakująco to brzmi.


                                tricolour napisał:

                                > > Co do mieszkania z dzieckiem, to nie dano mi szans poznać ten smak więc też
                                > dobrze, że nie wiem, jaki to "problem". Celowo piszę "problem", bo z Twoich
                                > postów nie usmiecha sie sielanka, a jest raczej jakas niepokojąca niewiadoma i
                                > zagrożenie.
                                >

                                Częściowo źle mnie odczytałeś. Zgadzam się z tym, że dziecko jest to
                                niepokojąca niewiadoma. Nie bałeś się jak się dziecko pojawiło na świecie? Bo
                                ja się bałam. Byłam straszliwie szczęśliwa ale się bałam: czy dam sobie radę,
                                czy dobrze odczytam i zrozumiem co będzie chciało, jak się z nim dogadam, czy
                                dobrze wychowam, jaki będzie itd. Dziecko to obawa, niepokój, troska ale nie
                                strach w negatywnym jego znaczeniu. Nigdy.

                                A zagrożenie? Nigdy nie czułam, że mój syn jest dla mnie zagrożeniem. Nigdy.


                                > Na zakończenie dodam, że siedem lat mieszkałem z żoną i dzieckiem więc jakie
                                > takie pojęcie mam. No chyba, że samotne wychowywanie dziecka, to zupełnie inna
                                > para kaloszy - i jeśli tak jest - patrz pierwszy akapit.

                                To zapewniam Cię, że samotne wychowywanie dziecka to zupełnie inna para
                                kaloszy. To kompletnie inna bajka. I kimś innym jest dziecko w wieku lat 7 i
                                kimś zupełnie innym w wieku 14 lat itd. To inny człowiek, inne problemy, inne
                                potrzeby. Kompletnie inne.
                                • tricolour Nie podoba mi sie uproszczenie... 17.01.07, 19:03
                                  ... bo gdy piszę, że cieszę się, że nie muszę samotnie wychowywać dziecka, to
                                  nie oznacza to, że cieszę się, że nie jestem z dzieckiem - co starasz sie
                                  uprościć do wizji ojca, który radośnie porzuca dziecko.

                                  I proponuję powoli kończyć dyskusję, która nigdzie nie zaprowadzi...
                                  • weekenda To nie uproszczenie. Cytuję: 17.01.07, 19:17
                                    "I bardzo się z tego cieszę, że nie muszę samotnie wychowywać dziecka".

                                    To Twoje słowa.

                                    Nigdzie nie napisałam, że coś "upraszczam do wizji ojca, który radośnie porzuca
                                    dziecko". To znów są Twoje słowa. Masz bardzo zły zwyczaj nadinterpretować to
                                    co ktoś napisał. Wkładać ludziom słowa, których nigdy nikt nie wypowiedział,
                                    poza Tobą. To się nazywa projekcja, wiesz?

                                    I mylisz się, że ta dyskusja do niczego nie prowadzi. Bardzo się mylisz.
                                    • tricolour Nie dogadamy się. Chyba nigdy. 17.01.07, 19:28
                                      Piszę sobie: "I bardzo sie cieszę, że nie musze samemu wychowywać dzieci".

                                      Ty piszesz do mnie w odpowiedzi w poście z trzema wykrzyknikami: " Cieszysz się,
                                      że nie jesteś z własnym dzieckiem?".

                                      Ja na to odpowiadam w poście niżej: "Nie podoba mi sie uproszczenie bo gdy
                                      piszę, że cieszę się, że nie muszę samotnie wychowywać dziecka, to nie oznacza
                                      to, że cieszę się, że nie jestem z dzieckiem".

                                      Ty uważasz, że mówię co innego w pierwszym i drugim cytacie i cytujesz mnie "I
                                      bardzo się z tego cieszę, że nie muszę samotnie wychowywać dziecka" - co uważasz
                                      za sprzeczne z moimi wypowiedziami, co akurat nie jest sprzeczne, a jest zgodne.

                                      Wyadaje mi się, że osiągneliśmy granice absurdu i nasza rozmowa dowodzi, że nie
                                      mamy o czym ze sobą rozmawiać... Właśnie dokonaliśmy internetowej selekcji,
                                      która wykazała, że nie jesteśmy dla siebie partnerami nawet do internetowych
                                      pogaduszek.

                                      Niezły wynik.
                                      • weekenda Nie "chyba". Nigdy. 17.01.07, 19:46
                                        I nawet nie mam takiego zamiaru.

                                        Wiesz co? mam taki zwyczaj, że jeśli jakaś dyskusja jest hmmmmmm powiedzmy
                                        trudna lub spodziewam się, może być trudna to drukuję sobie poszczególne
                                        wypowiedzi jeśli wiem, że mi znikną z ekranu (powód techniczny) a jeśli chcę
                                        się do nich odnieść. Tobie też to radzę. Nie będziesz przeinaczał niczyich
                                        wpowiedzi. Najprostszy przykład?: to nie były wykrzykniki tylko znaki
                                        zapytania. Ale to już szczegół prawda? To siętyczy również innych cytowanych
                                        przez Ciebie zdań. Przejrzyj i zrozumiesz o czym piszę.


                                        >> Właśnie dokonaliśmy internetowej selekcji,
                                        > która wykazała, że nie jesteśmy dla siebie partnerami nawet do internetowych
                                        > pogaduszek.

                                        To Ty dokonujesz selekcji. Ja niczego takiego nie robię. Znów projekcja z
                                        Twojej strony.

                                        Nawet do internetowych pogaduszek? Nawet? A są jakieś inne nasze kontakty?

                                        A partnerem jest się zawsze. Zawsze. Ten po drugiej stronie jest partnerem. Nie
                                        raz nie łatwym ale partnerem zawsze.
                                        • tricolour Aaaa... to teraz wyszło partnerstwo... 17.01.07, 19:50
                                          ... bo napisałem "wykrzykniki" zamiast znaki zapytania. Oczywiście była to
                                          zwyczajna pomyłka, a te znaki zapytania nie odnosiły się do sensu wypowiedzi,
                                          ale wskazywały post. WSKAZYWAŁY POST.

                                          Dziękuję Ci za tą "projekcję". Kupię sobie projektor coby sie nie marnowały...
                • gastaira ale o czym ty mowisz?? 17.01.07, 10:29
                  jarkoni napisał:

                  > Widzę tu zderzenie dwóch światów...
                  > Gadamy o Los Angeles i Madonnie albo panu pt Brad Pitt czy inny David B. co
                  > kopie piłkę i ma mieć 250 mln USD???
                  > CYTAT:
                  > zeby matka mogła iśc do pracy potrzebne jest 1000-1500 zł na opiekunkę na 9-10
                  > > godzin dziennie. pozostałą część dnia na ogół matka się dzieckiem zajmuj
                  > czyli
                  > > jakbyśmy chcieli przeliczyć to drugie tyle nalezy się matce "za opiekę" .
                  > plus
                  > > wydatki na jedzenie, lekarzy, szkole, zajęcia dodatkowe, ubrania, itd itp
                  > ...
                  > > w ten sposob dochodzimy do kwoty nawet ok 3 tys ktore dopiero dzielimy na
                  > poł
                  > KONIEC CYTATU...
                  > A dlaczego nie 8-12 tysięcy, tylko ledwo 3 dzielone na pół?
                  > Taką kwotę też łatwo usprawiedliwić...
                  > Nie czepiam się alimentów, ale chciałbym się poczuć w skórze matek, które nawet
                  > tych 200 PLN nie widzą...
                  > Z postów powyżej wyziera mi (bez obrazy) wizerunek matki, która choćby miała i
                  > 10 tys miesięcznie to nie wyda za wiele na dziecko, ale za to sądownie zabije
                  > exa...
                  > Bo miał płacić 2 tysiące i nie dał grosza...Dlatego dziecko bez ubrania, leków
                  > i wakacji...
                  > Przesadziłem? Poczytajcie dobrze cały wątek...
                  > Ja tak go odebrałem...



                  ??
                  3tys wynika z prostej a wręcz bardzo uproszczonej kalkulacji- w moim miescie
                  opiekunka na 9 godzin od 5 dni w tygodniu kosztuje 1200zł i to nie jest duzo. a
                  reszta?
                  To na zywym przykładzie a nie wyssanym z palca, osob średniosytuowanych w moim
                  miescie, gdzie ojciec wyjechal za granice do pracy, w zwiazku z tym matka z
                  malym dzieckiem zyje prawie jak samotna. Ale oboje rodzice przyzwoicie zarabiają
                  i oboje mają zawodowe ambicje. A dziecko jest zdrowe.
                  Matka pracuje zawodowo na pełnym etacie, wiec opiekunka musi być. Matka wraca z
                  pracy zmęczona i wpada w wir zajmowania sie dzieckiem, nawet chcąc wyjsc na
                  zakupy musi kogoś do dziecka załatwić. Ty po pracy mozesz sie wylozyc na
                  tapczanie z pilotem albo isc do nastepnej pracy dorobic sobie kasy. Matka nie
                  moze bo ma male dziecko i oczy musi miec naokolo glowy. Wyceniając prace matki
                  na tej samej zasadzie co opiekunki dochodzisz spokojnie do kwoty 3 tysiecy. W
                  ktorych ojciec powinien partycypowac, jesli go oczywiscie stac. I jesli matka w
                  swojej pracy zarabia więcej niż 1200 wydawane na opiekunke. Jesli matka idzie
                  do pracy to w przyszlosci awansuje zawodowo bedzie miala pozycje, kase,
                  emeryture. Taka u nas polityka jest, choc spoleczne koszty tego ogromne.
                  Zostajac z dziekiem musi zrezygnowac z przyszlych korzysci ktore dalaby jej
                  praca zawodowa. Ale dzieckiem ktos sie musi zając. Jesli uważasz, ze matka chce
                  od ciebie za wiele alimentow, to zostań ty pelnoetatowa opiekunką dla dziecka
                  w czasie gdy matka idzie do pracy zarobic na siebie i swoj udzial w dolozeniu
                  sie do dziecka.
                  Oczywiscie wiecej jest przypadkow gdzie zarobki i matki i ojca są dużo niższe i
                  matce zostaje kombinowanie gdzie i komu podrzucić dziecko zeby mogła iśc do
                  pracy. Jesli nie ma pomocy rodziny w zajmowaniu sie dzieckiem a sama idac do
                  pracy nie zarobi wiecej niz wydałaby na opiekunkę to lepiej dla dziecka by
                  zostala z nim w domu i wychowywała, bo dziecku szczegolnie malemu bardziej
                  potrzebny jest kochajacy rodzic niz 100zł wiecej miesiecznie i przemęczona
                  sfrustrowana matka. Jesli status materialny obojga rodzicow jest podobny to
                  dziecko moze byc wychowywane na akceptowalnym dla obu stron poziomie. Ale
                  jesli ojciec zarabia 10 000 zł a matka mogłaby zarobic maqx 1500 w swoim
                  zawodzie nie mogąc brac nadgodzin bo dziecko..to niech ojciec nie płacze że jest
                  skubany przez leniwą matkę , tylko niech opłaci odpowiednio opiekunkę albo żonę
                  jako opiekunke dziecka. Bo o ile matka sobie może odmowic loda i atrakcji na
                  spacerze czy wakacjach, to jak zamierzasz wytłumaczyc dziecku, ze wszystkie
                  dzieci jedzą lody a on nie, i na gokarty tez nie pójdzie, mimo, że ma ojca
                  biznesmena, ale ojciec chętniej równa wypłacane alimenty do zarobkow matki
                  zamiast do swoich.
                  Bo nie tylko dotówka to pieniądz, czas jest pieniądzem.

                  Zreszta akurat jest w WObcasach artykul o pracy gospodyn domowych
                  kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53581,3845658.html?as=1&ias=2&startsz=x
                  • z_mazur Re: ale o czym ty mowisz?? 17.01.07, 10:39
                    Powiem szczerze, że na tym forum unikamy takich wątków i dyskusji.
                    Niepotrzebnie zaostrzają atmosferę. Masz ochotę podyskutować w tym temacie,
                    wskocz na forum "macochy" i życzę powodzenia.

                    W sprawie alimentów nic nie jest jednoznaczne poza tym, że oboje rodzice
                    powinni partycypować w utrzymaniu dziecka.
                    • gastaira Re: ale o czym ty mowisz?? 17.01.07, 10:55
                      Nie mam ochoty dyskutowac na ten temat, tłumaczę-odpowiadam adwersarzowi.
                      dziwie sie tylko popularności dążenia do minimalizacji alimentów na własne
                      dziecko bez względu na zarobki, i utwierdzonemu społecznie przekonaniu, że matka
                      powinna dziecko wychowywać najlepiej własnym sumptem z symbolicznymi jedynie
                      alimentami , a każde jej wyższe żądanie to i automatycznie epitet "żerowania na
                      ex".


                      > W sprawie alimentów nic nie jest jednoznaczne poza tym, że oboje rodzice
                      > powinni partycypować w utrzymaniu dziecka.

                      No i zgoda. Ale partycypuje sie nie tylko gotówką ale i czasem przeznaczonym na
                      opiekę. I ta osoba przy której dziecko nie zostało powinna o tym pamiętać.

                      • z_mazur Re: ale o czym ty mowisz?? 17.01.07, 11:03
                        A jeśli ojciec deklaruje się, zabrać dziecko i opiekować się nim w pełnym
                        zakresie nie oczekując od matki niczego poza niewielką kwotą alimentów, a matka
                        na to się nie zgadza????
                        Dlaczego ojciec ma ponosić odpowiedzialność za życiową decyzję matki, która na
                        własne życzenie chce być samodzielnym rodzicem????
                        • misbaskerwill Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 11:29
                          z_mazur:
                          > A jeśli ojciec deklaruje się, zabrać dziecko i opiekować się nim w pełnym
                          > zakresie nie oczekując od matki niczego poza niewielką kwotą alimentów,a matka
                          > na to się nie zgadza????

                          No właśnie. Niewątpliwa prowokacja, ale...
                          Są ojcowie samotnie wychowujący dziecko. Nie jest ich dużo...ale w życiu nie
                          słyszałem, by walczyli z matkami o alimentywink
                          Jak wiadomo, by ojciec mógł w Polsce wychowywać dziecko, matka musi być wyrodna,
                          więc wątpię, czy te panie cokolwiek płacą...
                          Może chodzi o to, że facet musi być twardy jak Roman B., i zamiast czuć się
                          skrzywdzonym, bierze ten "trzeci etat" i tyle?wink.

                          P.S. Chyba zbiera się na burzęwink
                          • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 11:34
                            Dokładnie Misiu.
                            Zauważ, że problem zbyt niskich alimentów pojawia się najczęściej w momencie
                            gdy kobieta z dzieckiem została "opuszczona" przez męża. Domaga się
                            wtedy "rekompensaty" za czas poświęcony dziecku.

                            Gdy to kobieta opuszcza mężczyznę, najczęściej jest po prostu szczęśliwa gdy
                            ojciec cokolwiek płaci i kontaktuje się z dzieckiem.
                            • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 11:42
                              Zauważ, że matka porzucona nie jest przygotowana do zostania samej z dziećmi i
                              do tego, że nagle pogarsza jej się drastycznie status materialny. Taka która
                              opuszcza mężczyznę ma już przemyślaną strategię na dalsze życie. Bo nikt nie
                              zmienia sobie na gorsze z własnego wyboru.
                              • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 11:47
                                gastaira napisała:

                                > Zauważ, że matka porzucona nie jest przygotowana do zostania samej z dziećmi i
                                > do tego, że nagle pogarsza jej się drastycznie status materialny. Taka która
                                > opuszcza mężczyznę ma już przemyślaną strategię na dalsze życie. Bo nikt nie
                                > zmienia sobie na gorsze z własnego wyboru.

                                Nie odpowiedziałaś na postawiony przeze mnie problem.
                                Mąż odchodzi i chce zabrać ze sobą dziecko, kobieta na to się nie godzi, czy w
                                związku z tym ma prawo wymagać od męża czegoś więcej niż tylko "normalnych"
                                alimentów???
                                A ta dyskusja w tym kierunku zmierzała, że kobiecie należy się rekompensata za
                                bycie matką.
                                Bycie z dzieckiem to jednak mimo wszystko kwestia wyboru, a za ponoszone wybory
                                dorosły człowiek bierze odpowiedzialność, a nie przerzuca ją na kogoś innego, w
                                tym przypadku byłego małżonka.
                                • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 11:55
                                  Nie mowie o żadnej rekompensacie za bycie matką!! Mówie o tym, że ojciec i matka
                                  mają równe obowiązki wobec dziecka, obowiązek jego utrzymania na poziomie
                                  odpowiednim do standartu zycia (zarobków)i ojca i matki (co trudno wprost
                                  pogodzic w przypadku dużej rozbieżności ich zarobków), i obowiązek codziennego
                                  opiekowania się dzieckiem (co w przypadku rozstania spada tylko na jedną osobę)!
                                  a czas poświęcony opiece nad dzieckiem również powinien być Wyceniony jak
                                  alimenty gotówkowe. Czytaj uważnie proszę i nie wyciągaj absurdalnych wniosków.

                                  • misbaskerwill Re: mądre bardzo. Dopisać do KRiO! ;) 17.01.07, 11:58
                                    gastaira napisała:
                                    > a czas poświęcony opiece nad dzieckiem również powinien być Wyceniony jak
                                    > alimenty gotówkowe.

                                    No właśnie. To genialny pomysł, ale nasi genialni inaczej ustawodawcy na to
                                    nigdy nie wpadną.
                                    • gastaira Re: mądre bardzo. Dopisać do KRiO! ;) 17.01.07, 12:01
                                      Dlatego się czasem gotuję jak czytam jakieś.... pi...pi...
                                      Przykro mi, jeśli tamta sytuacja to Twoja.
                                  • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:07
                                    No i widzisz kompletnie się nie rozumiemy.

                                    Problem:
                                    Oboje rodzice chcą się opiekować dzieckiem.

                                    Opieka zostaje powierzona jednemu z nich. Dlaczego to drugie ma ponosić za to
                                    odpowiedzialność. Przecież ta strona która domaga sie opieki wie jaka to
                                    OPOWIEDZIALNOSC i co się z nią wiąże. Bierze tą odpowiedzialność na siebie
                                    świadomie, robi to na własne życzenie i nie przymouszona. Zawsze może z tego
                                    zrezygnować.
                                    Dlaczego drugą stronę karać za to, że pierwsza bierze na siebie
                                    odpowiedzialność?????

                                    > a czas poświęcony opiece nad dzieckiem również powinien być Wyceniony jak
                                    > alimenty gotówkowe. Czytaj uważnie proszę i nie wyciągaj absurdalnych wniosków

                                    Dla mnie to co tutaj napisałaś jest absurdem.
                                    Podejmowanie się opieki nad dzieckiem jest świadomą decyzją podejmowaną
                                    dobrowolnie, która wiąże się z pewnymi obowiązkami. Więc dlaczego ktoś ma komuś
                                    płacić za obowiązki, których ten ktoś się świadomie i dobrowolnie podjął?????
                                    • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:10
                                      czy do pracy chodzisz nieświadomie i nieodpowiedzialnie? bo ci płacą za czas
                                      pracy którą dobrowolnie podjąłeś.....?
                                      • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:18
                                        > czy do pracy chodzisz nieświadomie i nieodpowiedzialnie? bo ci płacą za czas
                                        > pracy którą dobrowolnie podjąłeś.....?

                                        Płaci mi pracowadca na którego rzecz wykonuję tą pracę.

                                        Twoim "pracodawcą" w tym przypadku są dzieci na "rzecz których" wykonujesz
                                        tą "pracę". W związku z tym w przyszłości Tobie będzie przysługiwał obowiązek
                                        alimentacyjny Twoich dzieci wobec Ciebie jako "zapłata" za Twoją "pracę".

                                        Widzisz tu gdzieś pracę wykonywaną na rzecz byłego męża????
                                        • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:30
                                          Jesli o to ci chodzi to obowiązek alimentacyjny obowiązuje wobec obydwojga
                                          rodziców. Nie tylko temu, który się opiekuje dzieckiem a tez wobec tego ktory
                                          płaci alimenty(a nawet takiego ktory cale zycie mial dziecko w nosie a na
                                          starosc sie zglosi). Wiec koszty nakladu opieki z jednej strony i alimentow z
                                          drugiej (w uproszczeniu) powinny byc rownowazne.
                                          o jakiej pracy na rzecz męża mówisz? Bo ja cały czas mówię o pracy
                                          (uproszczonych kosztach) wychowania wspólnego dziecka przez rodzicow po rozstaniu.
                                          • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:41
                                            Jeszcze raz i powoli dużymi literami.

                                            Nieuzasadnione dla mnie jest żadanie od kogoś zapłaty za obowiązki, których się
                                            podjęło nie będąc do tego zmuszonym.

                                            Jaśniej już nie potrafię.

                                            Nikt kobiety nie zmusza do tego żeby opiekowała się dzieckiem. Robi to na
                                            własne życzenie i podejmuje tą decyzję swiadomie. Dlaczego miałaby się domagać
                                            z tego tytułu rekompensaty????????

                                            Jeśli opieka nad dzieckiem jest dla rodzica aż takim "ciężarem" może oddać
                                            dziecko pod opiekę drugiemu rodzicowi lub państwu płacąc też za to alimetny.
                                            Jeśli nie chce tego zrobić to robi to na własną odpowiedzialność i z tą
                                            odpowiedzialnością wiążą się pewne obowiązki, takie jak np. poświęcony czas.
                                            I absurdem jest domaganie się od kogoś za to pieniędzy.

                                            Matczyne, czy ojcowskie uczucia nic nie mają z tym nic wspólnego.

                                            Starałem się unikać takich brutalnych sformułowań, ale chyba inaczej nie dotrze
                                            do Ciebie moja argumentacja.
                                            • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:52
                                              Pozostaje mi odesłac cie do linku ktory wkleiłam przedtem. To nie zadna
                                              rekompensata. nie ta terminologia, nie to spojrzenie.
                                              Jeśli tak ujmujesz kwestie opieki nad dzieckiem to ogłoś przetarg w którym
                                              przedstawisz sądowi, że zrobisz to lepiej, taniej, i mniej problematycznie i
                                              bardziej przyszłościowo dla panstwa niż ex żona. Nie wiem czego ona się od
                                              ciebie domaga i na jakiej podstawie, ale zapewne obalisz jej argumenty, i
                                              kwestia porzucenia ciebie a nie odwrotnie, nie będzie na to rzutowała.
                                              • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:56
                                                To nie ja tylko kobiety, które z przywileju jakim jest opieka nad dzieckiem
                                                robią obowiązek, wtedy gdy im jest to wygodne i gdy jest to argument w walce o
                                                pieniądze byłego męża.

                                                W swojej argumentacji własnie to chciałem wykazać, że mówienie w tym przypadku
                                                o "obowiązku" i wycenianie go jest po prostu absurdem.
                                                • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 13:12
                                                  Ja Cie rozumiem, ale są też kobiety które opiekują się z własnej woli (jak
                                                  najbardziej!) dziecmi, np chorymi, co uniemozliwia im pojscie do pracy i
                                                  drastycznie obniza mozliwosci zarobkowe, a exmąż unika płacenia alimentów. Wcale
                                                  nie uwazam, ze wycenienie pracy w domu to straszny absurd, choc na pewno byloby
                                                  to b.trudno zrobić. Chodzi o podział ról w wychowaniu wspólnego dziecka. I
                                                  pieniądze i osobista opieka są równie ważne.
                                                  Mam przyjaciolkę która nie dostaje ani grosza alimentów na dziecko, stwierdziła
                                                  że "nie będzie się prosić exa" i radzi sobie sama, ex sam się zwolnił z
                                                  płacenia. Ale założę się, że gdyby dziecko było chore albo ona nie miała środków
                                                  na utrzymanie go, to odnalazłaby ex męża i ściągnęła alimenty . Sytuacje są
                                                  różne ..
                                                  Życze Ci żebyś się dogadał z ex jak najbardziej satysfakcjonująco dla wszystkich.
                                                  • z_mazur Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 13:22
                                                    Ok, ja w pewnym stopniu rozumiem, że kobieta, szczególnie jak mąż zarabia
                                                    znacznie powyżej przeciętnej, chce żeby on w większym stopniu partycypował w
                                                    kosztach związancy z dzieckiem. Ale dla mnie uzasadnieniem tego jest po prostu
                                                    to że standard życia dziecka powinien być powiązany ze standardem życia
                                                    rodziców. Wysoki standard życia rodzica, wysoki standard życia dziecka.
                                                    Ale wycenianie opieki nad dzieckiem to dla mnie kwestia nie do przyjęcia.

                                                    Akurat ja w kwestii alimentów jestem "dogadany" z moją jeszcze żoną.

                                                    W tej dyskusji starałem się być obiektywny.

                                                    Co do różnych sytaucji to przecież własnie od tego zacząłem dyskusję. W kwestii
                                                    alimentów tylko jedno jest jednoznaczne, oboje rodzice powinni partycypować w
                                                    kosztach związanych z utrzymaniem dziecka.
                              • misbaskerwill Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 11:55
                                gastaira napisała:
                                > Zauważ, że matka porzucona nie jest przygotowana do zostania samej z dziećmi i
                                > do tego, że nagle pogarsza jej się drastycznie status materialny. Taka która
                                > opuszcza mężczyznę ma już przemyślaną strategię na dalsze życie. Bo nikt nie
                                > zmienia sobie na gorsze z własnego wyboru.

                                No właśnie. A my tu rozważamy przykład "porzuconego" ojca (a nie Twój konkretny
                                przykład!wink ) - on tak samo nie jest przygotowany. I tak samo "nie zmienia sobie
                                na gorsze z własnego wyboru. "
                                • gastaira Re: pytanie za 100pkt;) 17.01.07, 12:00
                                  Czy w związku z tym on zostaje nagle sam z trójką dzieci bez pracy, bo się
                                  wcześniej umówił z żoną, że żona zarabia i robi karierę a on się zajmuje domem i
                                  dziecmi?
                        • gastaira Re: ale o czym ty mowisz?? 17.01.07, 11:38
                          Jeśli nie potrafią się dogadać sami to tylko sądownie. Mając nadzieję, że nie
                          skończy się to tak jak w przypadku Biedroneczki poniżej. A przy uczestniczeniu w
                          opiekowaniu się dzieckiem drugiego rodzica, alimenty wyglądają inaczej niż bez
                          tego.
          • iskierkaola Re: Zmień końcówki... 17.01.07, 12:17
            Masz takiego nicka, ze trudno wywnioskować jaka to płeć, nie wiedziałam czy
            jesteś kobietą czy mężczyzną. Jeśli chodzi o zazdrość o obecne życie byłego, czy
            to coś złego? Może właśnie ona tak czuje, i chyba nawet Ty jej uczuć nie
            zmienisz. To dobrze, że ma odwagę pisać wprost, a nie udawać troskę. A jeśli
            chodzi o troskę, to dlaczego miałaby się troszczyć o byłego? On się nią zbytnio
            nie przejmuje. A i tak na koniec, jestem osobą, która bardzo rzadko się
            faktycznie "czepia", i to nie mój post był agresywny.
            A twój nadal jest, niestety.
            Pozdrawiam,
            • nieide Z całym szacunkiem, ale... 18.01.07, 10:02
              ... może powinnaś była przeczytać temat na który się wypowiadasz?

              > Masz takiego nicka, ze trudno wywnioskować jaka to płeć, nie wiedziałam czy
              > jesteś kobietą czy mężczyzną.
              Z mojej wypowiedzi jasno wynikała moja płeć. Uważam, że powinnaś była ją
              przeczytać uważnie do końca przed odpowiedzią i ustosunkowaniem się do niej.

              > Jeśli chodzi o zazdrość o obecne życie byłego, czy
              > to coś złego?

              Tak. To coś bardzo złego. Zazdrość to złe uczucie niszczące obie strony, ale
              głównie tę, która to uczucie nosi w sobie. Jeżeli występuje ono pomiędzy
              rodzicami to zazwyczaj cierpią na tym jeszcze dzieci.

              > Może właśnie ona tak czuje, i chyba nawet Ty jej uczuć nie
              > zmienisz.

              Nie mam takich ambicji. Ona sama musi sobie z tym poradzić.

              > To dobrze, że ma odwagę pisać wprost, a nie udawać troskę. A jeśli
              > chodzi o troskę, to dlaczego miałaby się troszczyć o byłego? On się nią
              > zbytnio nie przejmuje.

              Myślę, że były jest już dużym chłopcem i powinien się sam o siebie zatroszczyć.
              Ona musi myśleć o dzieciach i pisząc "troska" miałem na myśli "troskę o dzieci".

              > A i tak na koniec, jestem osobą, która bardzo rzadko się
              > faktycznie "czepia", i to nie mój post był agresywny.

              Nie. Nie był agresywny. Ale wnioskując po tym, że odpowiadałaś na moją wypowiedź
              bez wcześniejszego przeczytania jej to pokuszę się o stwierdzenie, że był on po
              prostu nieprzemyślany.

              > A twój nadal jest, niestety.

              Wybacz, ale raczej mylisz pojęcia. To że mój post nie wyraża zrozumienia dla
              pewnych postaw i że się nie roztkliwia i nie rozczula to nie znaczy, że jest
              agresywny. Możesz go nazwać "oschłym", "szorskim", "przejawiającym brak
              wyrozumiałości" oraz poszukać jeszcze paru innych określeń na niego. Ale na
              pewno nie jest on "agresywny".
              Poza tym zawiera w sobie konkretne informacje.


              > Pozdrawiam,
              Również pozdrawiam.
    • majkel01 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 14:21
      w takim stanie rzeczy maz raczej nic nie wskora. Ma z czego placic alimenty,
      jego mozliwosci finansowe sie nie zmienily (za to potrzeby dziecka przeciez
      rosna). Dziecko ma prawo do zycia na tej samej stopie co rodzice wiec na obnizke
      alimentow w tym stanie rzeczy raczej nie ma co liczyc. Jego widzimis nie ma
      tutaj zadnego znaczenia.
      Natomiast jesli nadal bedzie placil sobie dowolna kwote mniejsza niz ta ktora ma
      zasadzona to powinnas oddac sprawe do komornika i wtedy dojda mu koszta komornicze.
      • mja-1 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 14:26
        Cześć,
        zajrzyj do skrzynkiwink))
    • nika19741 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 14:27
      Dowiedziałam sie ostatnio, ze alimenty moga byc max. do 60% wysokosci dochodu
      meza. Nie wiem jaka jest dolna granica. Uwazam, ze nie ma co brac sie za łby i
      kłócic-tym bardziej wuypominac jemu ze cos kupuje swojej dziewczynie bo to go
      tylko rozzłosci. Nie tedy droga. Pamietaj o tym jak bedziesz pertraktowała.
      • majkel01 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 15:06
        > Dowiedziałam sie ostatnio, ze alimenty moga byc max. do 60% wysokosci dochodu

        do 3/5 wynagrodzenia to moze sciagac komornik. Nie ma natomiast gornej granicy
        alimentow (sa nia mozliwosci finansowe zobowiazanego), jesli tatus by mial taka
        potrzebe moze i dziecku oddac cale wynagrodzenie.
        • alexolo pytanie 11.01.07, 23:03
          a jesli tatus nie pracuje albo swiadomie nie podejmuje pracy " bo mu
          sie nie opłaca za 1000 zł" ...czy sad z tego względu może dać mu
          najniższe możliwe alimenty..czy np wlepi 300-400 zł aby "zmusić tatuska
          do pracy??????
        • alexolo Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 15.01.07, 13:00
          popatrz na poczte prosze
          • alicjaaleksandra Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 15.01.07, 20:51
            Spojrzalam i - ....nic. ?
    • marek_gazeta Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 14:35
      Wydaje mi się, że realne koszty utrzymania dziecka w wieku szkolnym w dużym mieście powinny sięgać podanej przez Ciebie kwoty, tzn. do 1500-2000 złotych/miesiąc, co oznacza, że połowę powinien płacić ojciec w formie alimentów. Oczywiście to zależy od standardu życia - dziecko biznesmena może kosztować dowolnie dużo.

      Z drugiej strony, jeśli ojciec przejmie część obowiązków i związanych z nimi zakupów (np. hobby dziecka, wyjazdy, organizacja urodzin itp.), to to też kosztuje i uczciwie jest jakoś to uwzględnić.

      A z trzeciej strony proponuję jednak nie wnikać, ile eks- wydał na perfumy dla panny - wiadomo, kocha tę pannę i ma gest, nie jest pewne, czy właśnie dlatego nie płaci.
    • tricolour Wszystko na wiariackich papierach. 11.01.07, 17:23
      Rzowodu nie ma. Ustalonych alimentów nie ma. Mąż płaci dobrowolnie, ale za mało
      choć nie wiadomo ile żądasz, ale pytasz ile my płacimy - jakby to było istotne z
      punktu widzenia potrzeb Twojego dziecka.

      Bałagan.
      • alicjaaleksandra Re: Wszystko na wiariackich papierach. 11.01.07, 17:44
        pytam dlatego ze zewszad dochodza mnie glosy ze jak "Pan raczy odejsc" to matka
        wręcz powinna zostac sama i szamotać się z ciężkim losem, wiążąc koniec z koncem
        - patrz model narodowy: Matka-Polka, tudzież Matka Królów.

        Slowem w taki model wpisuje się jak najbardziej to, ze od 20 grudnia do konca
        roku bylam praktycznie uwiązana w domu (syn był chory), wiadomo gorączka
        przedświąteczna, wszyscy zabiegani, więc nie lada wysilkiem bylo znalezienie
        kogos zebym mogla zrobic zwykle zakupy (tzw. spozywka + apteka).
        W model ten rózwniez wpisuje się to ze pracuje w trzech miejscach - wiadomo jak
        to mądrzy Amerykanie nauczeni doswiadczeniem ze swoich gett mówią "mother-baby,
        father-maybe..." Slowem "matka musi"

        Matka pozniej bedzie musiala ponosic odpowiedzialnosc za to ze syn wyrosnie na
        huligana (trzeba bylo tyle nie pracowac tylko dzieckiem sie zajmowac!).

        A ojciec wiadomo - tez musi. Tyle, że co innego - bawic się musi, balowac,
        podarunki robic (wybacz Marku(marek_gazeta), jakos nie moge z takim zrozumieniem
        przyjać jak Ty, ze pannie musi prezenty robic bo przeciez kocha. A co mnie to
        obchodzi, ze kocha? Przeciez dorosly czlowiek jak juz dziecko ma, zwlaszcza taki
        kulturalny "biały czlowiek" jak moj maz (jego slowa) powinien najpierw
        wywiazuwac sie z obowiazków! Ja tez bym wolala pojechac sobie, dajmy na to, an
        Kubę - ale co z tego? W zwiazku z tym przestanę placic rachunki???

        PS Tri - napisalam ile placi i placil - zszedl z 1000 do 600.




        • gastaira Re: Wszystko na wiariackich papierach. 11.01.07, 20:27
          Wnieś do sądu o alimenty. Czy te ok 4tys to on oficjalnie zarabia czy na
          czarno? zrob zestawienie potrzeb dziecka i tyle zażądaj. Zasądzone alimenty
          będą jego obowiązkiem od ktorego nie uwolni się tak prosto, jak od słowa które
          ci dał bez podpisywania papierka co do wysokości alimentów. Po co ci łaska
          pana o która się musisz prosić i wkurzać że nie daje na dziecko? Ustal alimenty
          prawnie.
    • aleja3 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 11.01.07, 23:43
      przeczytałam i nie wiem co napisać,bo były płaci " w kratkę 300 zł" na
      studentkę UJ, poza miejscem zamieszkania-chciałabym chociaż te "głupie" 500 zł
      na stancję i dojazdy.Wyżywienie może zapewniłabym sama,może również
      książki,kserówki,opiekę lekarską,fryzjera,zmianę okularów i "takietam
      głupstewka" czyli ubrania,jakieś wypady do kina czy coś tam....Chyba za dużo
      bym pragnęła dla młodej.....
      • pati_76 DO AUTORKI 12.01.07, 18:13
        witam Cię serdecznie
        bardzo dobrze rozumiem Twoje odczucia
        byłam w takiej samej sytuacji
        pamiętaj, że nawet jeśli nie jesteś rozwiedziona to możesz założyc sprawę o alimenty
        i nie bój się tego, ja myślałam ,że jak to zrobię to już wcale nic nie dostanę
        na dzieci bo ex się wścieknie
        dobrze by było gdybyś miała jakies dowody, że Ci płacił jakis dłuższy czas dużą
        kwotę, wtedy sąd bierze pod uwagę to ,że stac go było na taką kwotę (w sprawie o
        alimenty)
        oczywiście dodatkowo musisz wyliczyc koszty utrzymania dziecka -zazwyczaj
        rodzice muszą ponieśc po połowie wydatki na dziecko, ale nie zawsze
        przecież Ty wnosisz wkład poprzez wychowanie dziecka , więc nie możesz tak jak
        Twój mąż rozwinąc się zawodowo bo poświęcasz czas dziecku
        to wszystko zależy od sędziego
        ja dostałam 1800 zł na dwoje dzieci(na starsze 1tys i na młodsze 800zł)
        ale mąż płacił 2000 zł przez rok dobrowolnie, wiec wszystkie dowody wpłat
        trzymałam i sąd stwierdził , że skoro stac go było na 2tys to stac go na 1800zł
        na papierze miał 3800 zł (w rzeczywistości zarabia 10tys)
        kiedy przestał mi płacic kwote 2 tys to założyłąm sprawe o alimenty
        i wtedy miał już na papierze mniej (cwaniak przestał płacic i w międzyczasie
        sobie zmniejszył kwotę na papierze)
        ale sędzia powiedział że jak taki biedny to niech sobie poszuka drugiego etatu i
        dorobi, bo matka dzieci(ja) wychowuje je i nie takich możliwości jak ojciec
        a za dzieci trzeba byc odpowiedzialnym
        pamiętaj żeby wyjsc z większej kwoty niz chcesz otrzymywac bo zasądzają zawsze
        mniejszą
        i niczego się nie bój
        jesli chcesz moje wyliczenie to daj znac
        trzymam kciuki
        jestes silna
        pozdrawiam
        • alicjaaleksandra do Pati_76 12.01.07, 21:25
          dziękuję bardzo za wsparcie.

          Myslę podobnie. Dowody wplat poprzednich rat mam - placil przelewem na konto.

          Czekac dluzej nie ma sensu - następnym razem moze zaplacic jeszcze mniej. Zdaję
          sobie sprawę, ze wiele zalezy od sędziego - wiec trzymaj kciuki.

          Ja nie chcę od niego zasilku, tylko rzetelnie wyliczonej czesci pieniedzy na
          utrzymanie syna. Faktycznie nie stac mnie na to, zeby pracowac jeszcze więcej -
          czy rozwijac się zawodowo. Pracuję teraz duzo zeby utrzymac poprzedni poziom
          zycia, ktory na Boga, nie przypominal zycia bohaterów "Dynastii", po prostu byl
          ok - nie musialam sie zastanawiac niczym Hamlet nad kwestiami typu np. "kupic
          Sprite'a", ktorego moje dziecko lubi (wszak to nie bialko i nie jest niezbędny
          do zycia), czy nie kupic. Przedtem nie musialam sie zastanawiac (co bylo
          wspolnym udzialem moim i meza)- dlaczego mam teraz to robic? Dlatego, ze maz
          zapalal nieoczekiwana, biurowa miloscią???

          Jesli chodzi o wyliczenia, czy moglabys je przeslac na gazetowego maila?

          Pozdrawiam cieplo. smile)

    • kobieta741 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 12.01.07, 21:51
      ...hmmm..... az mi głupio napisać ze ja na swoje 8 letnie dziecko otrzymuje 120
      zł polskich... śmieć się czy płakać????? smile Tatuś oczywiście bezrobotny -
      przynajmniej oficjalnie - nie pracuje od ponad 2 lat.
      • alicjaaleksandra Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 12.01.07, 21:57
        > ...hmmm..... az mi głupio napisać ze ja na swoje 8 letnie dziecko otrzymuje 120
        > zł polskich... śmieć się czy płakać????? smile Tatuś oczywiście bezrobotny -
        > przynajmniej oficjalnie - nie pracuje od ponad 2 lat.

        Dlatego, z góry przepraszalam dziewczyny, ktore są w takiej sytuacji. sad

        Moj maz pracuje, zarabia oficjalnie ok 4 tys netto więc stac Go na placenie,
        czyz nie?
        • kobieta741 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 12.01.07, 22:15
          Nie masz za co przepraszać. Ja sie nie czuje w żaden sposób dotknięta.

          Ciesze sie ze mam juz za sobą rozwód, i nieróbstwo ex to juz tylko jego problem.
          O dziecko zawsze musiałam sama zadbać i rozwód w mojej sytuacji nic nie zmienił.
          Śmieszy mnie tylko takie wymigiwanie się kochającego tatusia od łożenia na swoje
          własne dziecko, które teoretycznie tak starsznie kocha.

          Podpisuje się pod tym co napisała tu juz wcześniej spora grupa osób. Złóż
          papiery do sądu o alimenty - zwłaszcza, że nie jesteście rozwiedzeni, a
          pieniądze na utrzymanie dziecka musisz mnieć. I to stałą kwotę, którą będziesz
          mogła co miesąc swobodnie dysponować.

          Zresztą potem przy rowodzie to tez inaczej wygląda taka sytuacja: od X czasu nie
          jesteście razem i od X czasu masz zasądzone alimenty.
          Powodzenia !! smile
        • tricolour Żeby było jasno i przejrzyście... 12.01.07, 22:16
          ... to podkreślam, że ojciec ma płacić, a jak nie chce, to w mordę i do
          kryminału. Alimenty to obowiązek i basta.

          Zauważ jednak, AlicjoAleksandro, że bardzo mało piszesz o konkretnych potrzebach
          dziecka wyrażanych w złotych polskich, a bardzo dużo o nowej miłości męża, jego
          zarobkach itp.

          Wnoszę zatem, że alimenty służą Ci także do czegoś więcej niz utrzymania dziecka
          - moim zdaniem są też formą zemsty czy kary, o czym kilka osób pisało.
          • chalsia sposób wyrażania sie 13.01.07, 00:40
            > Zauważ jednak, AlicjoAleksandro, że bardzo mało piszesz o konkretnych
            potrzebac
            > h
            > dziecka wyrażanych w złotych polskich, a bardzo dużo o nowej miłości męża,
            jego
            > zarobkach itp.
            >
            > Wnoszę zatem, że alimenty służą Ci także do czegoś więcej niz utrzymania
            dzieck
            > a
            > - moim zdaniem są też formą zemsty czy kary, o czym kilka osób pisało.

            mozna to też odebrać inaczej - mianowicie pisząc o nowej miłości męża, jego
            zarobkach, etc pokazuje się KONTRAST między tym co facet robi, czym się
            zajmuje, jego możliwosciach a tym co de facto dostarcza (pieniężnie i
            niepienięznie) swojemu dziecku.
            Chalsia
            • tricolour Zgadzam się. Takim sposobem... 13.01.07, 07:31
              ... można wyrazić kontrast miedzy wydatkami na pannę i na dziecko. Jaka jest
              prawda wie tylko autorka wątku.

              I jeśli jest to ilustracja, to należy alimenty ustalić sądownie. Jeśli nie jest
              to tylko ilustracja, to należy alimenty ustalić sądownie i zajać się własnym
              życiem...

              smile)
        • biedroneczka33 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 13.01.07, 10:42
          "Moj maz pracuje, zarabia oficjalnie ok 4 tys netto więc stac Go na placenie,czyz nie "
          ....hm...oczywiscie ze go stac ...ale nie zapomnij moja droga ze alimenty to nie to ile maz zarazbia i 60% dla Ciebie i dziecka ale tyle ile rzeczywiscie wynosza uzasadnione potrzeby małoletniego .Jezeli jestes przed sadem wykazac ze rzeczywiscie na utrzymanie syna potrzebujesz nawet 1500 zł to sad moze sasadzic Ci alimenty duze ( bo jak dla mnie sa to bardzo duze ) .Ale tak jak mowie nie wystarczy powiedziec ze potrzebujesz ..musisz jeszcze wykazac ze rzeczywiscie taka kwote wydajesz na utrzymanie syna.Druga sprawa to fakt ze utrzymanie syna spoczywa nie tylko na mezu ale i rowniez na Tobie ..i jezeli nie ma innych przeciwskazan do tego ( choroba lub niepelnosprawnosc dziecka , Twoje problemy zdrowotne ) to Ty moja droga powinnas ponoscic 50% kosztow utrzymania syna .
          Mozesz powiedziec ze te kobiety ktore dostaja duzo mniej alimentow niz Ty chcesz sa zawistne...nie to nie o to chodzi.Najwazniejsze w tym wszystkim jest dobro dziecka ..jezeli te 1500 zl w calosci pojdzie na utrzymanie syna ( w tym zaspokojenie wszystkich jego potrzeb) ..ekstra poniewaz masz duze mozliowsci finansowe i napewno w razie potrzeby bedxie Cie stac na korypetycje , leczenie lub wyslanie dziecka na wakacje .

          Druga sprawa ...jezeli jestes w duzo gorszej sytuacji finansowej niz maz a On swoim postepowaniem przyczynił sie do pogorszenia Twojej syuacji materialnej , zawsze mozesz wystapic do sadu o alimenty na siebie .
          • chalsia Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 13.01.07, 13:50
            > kwote wydajesz na utrzymanie syna.Druga sprawa to fakt ze utrzymanie syna spoc
            > zywa nie tylko na mezu ale i rowniez na Tobie ..i jezeli nie ma innych
            przeciws
            > kazan do tego ( choroba lub niepelnosprawnosc dziecka , Twoje problemy
            zdrowotn
            > e ) to Ty moja droga powinnas ponoscic 50% kosztow utrzymania syna .

            Mylisz się, co do tego, że matka powinna ponosić 50% kosztów utrzymania
            dziecka. Nie chcę mi się tego po raz setny wyjaśniać w szczegółach - odsyłam do
            kodeksu rodzinnego.
            Chalsia
            • biedroneczka33 Re: mam do Was pytanie jakie alimenty otrzymujeci 17.01.07, 07:48
              Zgadzam sie , masz racje ale niestety nie w Polskich realiach ...tutaj prawo a rzeczywistosc to dwie rozne sprawy .Chalsia, nie mi oceniac intencje osob ktore maja kierowac sie prawem , ale jedno wiem napewno ze w sadzie nie zawsze mozna znalezc sprawiedliwosc.Ja sama wychowuje dzieci i wiem ile pracy to kosztuje , nie wliczajac wydatkow.
          • maheda Co do 50% 15.01.07, 13:25
            W to wliczany jest również czas przeznaczany na opiekę nad dzieckiem. Jeśli z
            eksem opiekujecie się dziećmi wspólnie i spędzacie z nimi tyle samo czasu i
            wkładacie w to jednakowo wiele, to dopiero wtedy alimenty można dzielić 50-50.
            Za Chalsią powtórzę - poczytaj kodeks rodzinny.
            • biedroneczka33 Re: Co do 50% 17.01.07, 08:07
              A tak swoja droga to ja bym bardzo chetnie dziewczyny zaprosiła Was na moja ostatnia sprawe o podwyzszenie wlimentow smile)) Mysle ze wasze argumenty byly by lepsze niz nie jeden adwokat .Ale widocznie ja zyje w tej gorszej Polsce gdzie to facet ma racje i sad staje po jego stronie .
              Sama wychowuje 3 dzieci gdzie 2 nich ma orzeczona niepelnosprawnosc : na synow w wieku 14 i 16 lat otrzymuje alimenty w wysokosci 280 zl na kazdego z nich , na najmniejszego 350 zł.Gdy po 7 latach wniosłam pozew o podwyzke alimentow szczerze powiedzialam ze przezylam koszmar : na kazdej z kolejnej spraw uslyszalam ze powinnam sobie znalezc prace , chocby dodatkowa .I niewazne jest ze juz i tak doba dla mnie jest za krotka , czesto nie umiem pogodzic leczenia , rehabilitacji chlopcow i nauki ..a tu jeszcze mam isc do pracy .Ciekawe tylko kiedy chyba ciemna noca i najlepiej po najblizsza latarnie zeby miec na widoku co sie dzieje z moimi dziecmi.Moj eks maz nie uslyszal ani jednego slowa ze porzucil prace tylko wylacznie dlatego ze komornik siadl mu na wyplate .Nie wazne ze jest pozbawiony praw rodzicielskich , ze calkowicie nie interesuje sie chlopcami...to wszystko jest nie wazne dla sadu w momencie KIEDY JA NIE PRACUJE.Pobieram swiadczenie pielegnacyjne w wysokosci 420 zł moja praca to 24 godziny na dobe pelnej dyspozycji ...no coz widocznie w moim sadzie jest inne prawo.W uzasadnieniu wyroku jakim dostalam pisało : " powód jest już w takim wieku ( chodzi o mojego najstarszego syna ) , iż w większym stopniu potrzebuje środków finansowych (choćby na edukacje )a w mniejszym zakresie wymaga osobistej opieki i wychowania „ „ W TYM STANIE RZECZY MA ONA MOŻLIWOŚC PARTYCYPOWAC ( w części ) USPRAWIEDLIWIONYCH POTRZEB „ ...ciekawe jaka czesc z moich 420 zł mam dac synowi 50 % ????
              Czasami rece opadaja ..ale coz widocznie nie kazdy zyje w sprawiedliwej Polsce i nie kazdy ma szanse na spotkanie w sadzie bezstronnej sedziny ...a nie kogos slepo wpatrzonym w obraz biednego tatusia ktory woli siedziec z dupa w domu niz isc i pracowac na alimenty dla dzieci .
    • bursztynowe . 15.01.07, 22:21
      a ja, kurcze, żadnych nie ani-mentów dostaje, a przynajmniej wynagrodzenie za
      szkody moralne by się należało.

      O kilkuletnim życiu w warunkach szkodliwych dla zdrowia nie wspomnę (renta by
      się zdała, niechybnie)
      • libra22 ulzyło mi 16.01.07, 10:59
        Mój ciągle-mąz zarabia 3,5krotność mojej pensji (kiedyś uznaliśmy, że on będzie
        ta podpora materialna, a ja domowa). Daje dobre alimenty (850), gdyby miał
        dawac połowę tego co ja mogę, byłoby 600. Już się wystraszyłam, że jestem
        naciągaczką, skoro uważam za słusznie, że daje więcej.
        (czas spędzany z synem: dwa weekendy w miesiącu)
        • agash4 Re: michael01_zabierzesz glos, please? 17.01.07, 03:22
          ja dostaje 350 zl na miesiac na jedno dziecko. Na razie komornik sciaga ponad
          roczne zadluzenie od tatusia. Idzie to opieszale, bo wlasnie byl stracil prace.
          Wyjechalam z kraju. Teraz sama wydaje na dziecko lekko liczac 3 tys zlotych
          miesiecznie (sa to tutaj bardzo skromne wydatki, gdyz jako nie-obywatelce nie
          przysluguja mi zadne dofinansowania). Sama nie moge pracowac jeszcze w
          zawodzie, bo musze uzupelnic wykszalcenie (co tutaj kosztuje bardzo wiele),
          zeby miec uprawnienia, wiec zarabiam duzo mniej (relatywnie liczac) niz w
          kraju. Czy gdyby tatusiowi dopisal fart i znalazlby prace, moge wniesc o
          podwyzszenie alimentow?
      • misbaskerwill Re: bursztynowe :)))))))))))))))) 17.01.07, 11:21
        bursztynowe napisał:
        > a ja, kurcze, żadnych nie ani-mentów dostaje, a przynajmniej wynagrodzenie za
        > szkody moralne by się należało.
        > O kilkuletnim życiu w warunkach szkodliwych dla zdrowia nie wspomnę (renta by
        > się zdała, niechybnie)

        Oj po czymś takim przydałaby się rentawink)))))))
        W ramach rehabilitacji ex powinna opłacać cotygodniowy masaż tajski (z miłą
        tajką), bądź tantryczny (chyba się zagalopowałemwink ).
        Do tego coweekendowa resocjalizacja (oczywiście tylko w akredytowanych
        lokalach), konsultacje u jakiejś przemiłej i wykształconej pani psychoanalityk
        oraz zniżki na "mondre" publikacje o charakterze motywacyjnym, oczywiście w tym
        również prenumerata czasopism dla prawdziwych mężczyzn.

        To co? Zakładamy Spółdzielnię Inwalidów Małżeńskich? wink)
        • bursztynowe Re: bursztynowe :)))))))))))))))) 17.01.07, 13:00
          eee tam, lepiej wstać i się otrzepać
    • libra22 Re: Misiu 17.01.07, 12:53
      Jaki ciekawy pomysłwink
    • misbaskerwill Re: Fundacja;) 17.01.07, 13:03
      brzoza75 napisała:
      > Lepiej Fundację i 1% podatku przelejemy na konto, będzie na spotkaniesmile

      "Pomóż porzuconym i skrzywdzonym misiom odkuć się od kaloryfera!
      Wpłać już dziś Swój 1%"
      • misbaskerwill P.S. Fundacja;) 17.01.07, 13:06
        Swoją drogą...
        Pomysł jest nęcący. Mamy tysiące fundacji w Polsce, czemuż by nie założy
        Fundacji im. Jarkoniego Łódzkiego "RiCD"smile
    • bursztynowe gwoli scislosci 17.01.07, 13:14
      z prawnego punktu widzenia to nie je st tak, ze rodzice ponosza koszty
      utrzymania po polowie. tak jest wtedy gdy maja dochody na zblizonym poziomie.

      w przypadku sporych rozbieznosci w zarobkach, sad proporcjonalnie obciaza
      bardziej tego z rodzicow, ktory ma wyzsze dochody. Punktem wyjscia jest
      okreslenie calkowitych kosztow utrzymania dziecka.
      Troche matmy, ale bez strachu:
      DZIECKO = koszty utrzymania dziecka
      Laczne dochody obojga rodzicow, czyli D = MAMA + TATA,
      Oczywiscie mowa o dochodach udokumentowanych, co nie zawsze jest takie proste.

      Zatem udzial w matki lacznych dochodach obojga rodzicow wynosi MAMA/D,
      natomiast ojca TATA/D.

      Teoretycznie, bo to nie jest zelazna regula, zgodnie z tymi proporcjami obie
      strony sa obciazana kosztami utrzymania potomstwa.
      Czyli jesli alimenty placi ojciec to ich wysokosc powinna wyniesc:
      Alimenty ojca = DZIECKO * (TATA/D)
      Analogicznie gdyby placila matka. Chodzi o to by wkład w koszty utrzymania
      dziecka byl proporcjonalny do dochodow stron.

      Od tej niepisanej zasady sa wyjatki, bo albo platnik alimentow zrobi teatr i
      inne machloje w celu obnizenia swoich obciazen finansowych. A albo odwrotnie,
      dobrowolnie zgodzi sie na wyzsze alimenty.

      I rzecz chyba najwazniejsza, ktora umyka autorce topic'u i nie tylko.
      Alimenty sluza finansowemu zabezpieczeniu potrzeb dziecka/dzieci, a nie karaniu
      eksa, tudziez finansowaniu - byc moze uzasadnioncyh - potrzeb samotnej matki.
      Jakos kobiety czesto o tym zapominaja.

      I nie zmienia tego fakt, ze spora czesc ojcow nie wywiazuje sie z obowiazku
      alimentacyjnego. To sa zupelnie rozdzielne kwestie.

      Amen
      • misbaskerwill Re: gwoli scislosci 17.01.07, 13:25
        > Alimenty ojca = DZIECKO * (TATA/D)

        Jesteś pewien, że ta matematyka ma cokolwiek wspólnego z obowiązującym prawem?

        Brzmi rozsądnie, ale jakoś nie bardzo w to wierzę, bo zwykle alimenty to jakaś
        wypadkowa żądań i ustępstw obu stron... Gdyby to była "żelazna" zasada, to by
        trochę uprościło życie.
        Choć nie zmieniło by trudności związanych z dokumentacją zarobków i wydatków.
        Ani faktu, że koszty utrzymania dziecka w czasie rozwodu czasem rosną do
        wartości równej łącznemu Dwink
        • bursztynowe Re: gwoli scislosci 17.01.07, 13:36
          tego nigdzie nie ma formalnie zapisanego, ale podobnie tak mniej wiecej
          dzialaja sady.

          Pomijam kwestie, gdy sedzina chce zrobic na zlosc ojcu, poniewaz lokuje swoje
          prywatne symptaie po drugiej stronie.

          Takze oszacowanie kosztow utrzymania, zakladam, jest rzetelne.
          • misbaskerwill Re: gwoli scislosci 17.01.07, 13:55
            > Takze oszacowanie kosztow utrzymania, zakladam, jest rzetelne.

            Zakładaszwink))
            Nie wszyscy mają tyle szczęścia. Wystarczy np. ukryć, że połowa kosztów
            zamieszkania jest zwracana przez pracodawcę. Zapisać dziecko na terapię za kilka
            tysięcy złotych. I koszty rosną, aż do n!*D.
            I nie mówię tu o sytuacji teoretycznej. Niestety.
            • bursztynowe Re: gwoli scislosci 17.01.07, 14:01
              łat ken aj sej..
              Jesli sie da cos formalnie wykazac.. np. zwrocic sie do sadu, by ten zwrocil
              sie do pracodawcy o wydanie zaswiadczenia o dochodach, w tym takze
              niepienieznych. poza tym od takich rzeczy trzeba placic podatek, wiec to jest
              (powinnno byc) w pit'cie

              a jesli chodzi o terapie, to chyba raczej eksia musi uzasadnic jej sensownosc.
              i brak mozliwosci innej/tanszej formy rehabilitacji. na co Ty przedstawiasz
              stosowne przyklady...

              Ostro masz.
              • z_mazur Re: gwoli scislosci 17.01.07, 14:07
                > Ostro masz.

                Bo Misiek to na tym forum specjalista od ostrej jazdy (niestety nie na własne
                życzenie).
                • julka1800 Re: gwoli scislosci 17.01.07, 14:15
                  a sa tacy pracodawcy ze placą 1/2 kosztow mieszkania?
                  • misbaskerwill Re: gwoli scislosci 17.01.07, 14:21
                    to nie takie proste, ale mogę na maila uściślićwink
                    • julka1800 Re: gwoli scislosci 17.01.07, 15:31
                      poproszę smile
    • z_mazur Re: P.S. Fundacja;) 17.01.07, 13:29
      > Misiek bez nazwisk bez nazwisk bo potem sobie przywłaszczysmile

      O to chyba się nie musimy martwić. Jakby co, to go SKS ścignie. smile))
      A tego największemu wrogowi nie życzę. smile)))
      • crazysoma Re: P.S. Fundacja;) 17.01.07, 14:14
        Jakby co, to go SKS ścignie. smile))
        > A tego największemu wrogowi nie życzę. smile)))

        No, No jaka rekomendacja smileDobrze, dobrze.

        "SKS" dzis w domu pracuje, zamkniety przez Mloda, ktora 2 komplety kluczy
        zabrala, ale podgladam, podgladam smile
    • marek_gazeta Re: P.S. Fundacja;) 17.01.07, 13:29
      Nie wchodzę.

      Zakładam konkurencyjną fundację - MMCHBK.

      Co oznacza - "Męscy Mężczyźni Chwilowo Bez Kobiety".
      • z_mazur Re: P.S. Fundacja;) 17.01.07, 13:31
        To "Chwilowo" brzmi bardzo optymistycznie. smile)
    • alicjaaleksandra nie chcialam az tak antaganizowac 17.01.07, 16:13
      • alicjaaleksandra nie chcialam az tak antaganizowac 17.01.07, 16:24
        ale wiadomo - emocje rosną gdy chcodzi o pieniadze.smile)

        Tak juz na moj osobisty temat - ja nikogo karac nie chce, chce za to dla mojego
        syna jak najlepiej, takze pod wzgledem finansowym. Skoro ojciec juz teraz skapi
        na syna bo ma "wydatki reprezentacyjne" i kiepsko zarzadza kasa, musze
        sformalizowac sprawe - boje sie ze beda kolejne obnizki i przerwy w placeniu.

        Nie jestem sierotka ktora zarabia mniej od meza - co nie znaczy ze w zwiazku z
        tym mam dobrowolnie przejac calkowite utrzymanie syna laczac je jednoczesnie z
        praca w domu i zawodowa. Bo niby dlaczego??? To takze jego syn, obowiazek
        alimentacyjny jest konsekwencja jego decyzji.

        Pytalam wlasnie dlatego o wysokosc alimentow bo obawialam sie czy sad nie uzna
        - skoro kosztem wyrzeczen, gdybym naprawde musiala moge sama utrzymac syna, - ze
        w takim razie on moze placic tylko symbolicznie. Nie bardzo wiedzialam jak sie
        to oblicza i tyle.

        Dowiedzialam sie, zlozylam pozew - malzonek z pozwem rozwodowym kolejny raz
        blefowal, nic nie wplynelo - i czekam.

        I szczerze - nie sadze ze akurat na tym forum panie to takie nie przymierzajac
        Ivany Trump - co to mezow skubia...

        I panowie moga sie takze znalezc w niekorzystnej dla siebie sytuacji - no
        niestety czasem sady rodzinne bardzo dziwnie dzialaja. I tyle. wink

        • marek_gazeta Re: nie chcialam az tak antaganizowac 18.01.07, 10:14
          Ciężko czasem wyczuć, co jest skubaniem, a co nie. Z reguły małżonkowie przez lata różnie zarabiają (mężowie - z reguły - więcej), różnie wydają na siebie (kobiety - z reguły więcej), a poza tym w czasie rozwodu uaktywniają się silne negatywne emocje.

          W dodatku wydaje się, że porzuconej kobiecie "się należy" jakaś forma rekompensaty (bo pewnie mąż zostawia starą żonę dla młodszej, jak zużytą ścierkę - choć rzeczywiste powody są różne), a zostawionemu facetowi nie - honor nie pozwala wyciągać kasy od kobiety.

          No i tak to jest, niełatwe sprawy.
          • alicjaaleksandra :)) moj maz raczej nie wydawal na siebie mniej :) 18.01.07, 11:47
Inne wątki na temat:
Pełna wersja