Oddam w dobre ręce...

14.02.07, 08:05
Wczoraj mój synek obchodził 3 urodzinki.
Szanowna nie-żona nie pozwoliła by dostał prezenty od dziadków (tzn.
najwyraźniej wciąż nienawidzonych przez nią teściów).

Oddam więc w dobre ręce:
- fajną, ciepłą bluzę chłopięcą z kapturem rozmiar 110/116 (raczej na 4-latka,
mój synek to duży chłopakwink )
-zabawki edukacyjne - drewniane literki i cyferki
-zabawki edukacyjne - skojarzenia (również w temacie literek i cyferek)

Miś
    • ak70 Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:16
      Miś... nie wiem co powiedzieć, bo oburzyło mnie zachowanie Twojej ex bardzo!!
      ONA może mieć "coś" do teściów... ale nie pozwolić DZIECKU na kontakt z
      dziadkami, na frajde z otwierania urodzinowych prezentów???!!! Po prostu brak
      mi słów... czysty egoizm, nienawiść, despotyzm i po prostu podłość.
      No nie... w głowie mi sie nie mieści!! Nie oddawaj w dobre ręce, tylko zanieś
      dziecku od siebie na Walentynki smile)) Tego Ci chyba nie zabroni???
      (a tak nawiasem mówiąc nie przypuszczałam, że TAKIE kobiety istnieją... jestem
      w szoku!!)
      • jagoda4444 Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:32
        Po takich postach nie czuję solidarności jajników! tylko wstyd.
      • ania331 Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:35
        nic nie oddawaj w dobre ręce. Gdy maluch przyjdzie do Ciebie będzie miał czym
        sie bawic.
        podobno będzie lepiej
        • amflandia Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:46
          MIś zwariowałeś? Odczekaj i stopniowo zanoś od siebie, przcieź nie podpisane,
          że to od dziadków.I nie przejmuj się, nie ty jeden tak masz, ja z bratem przez
          dwa tygodnie chodziliśmy do jego dziecka, żeby dać mu prezent gwiazdkowy, nawet
          policję trzeba było wzywać sad.A prezent, wysłany przez moich rodziców pocztą -
          wrócił.NIestety suczyska się zdarzają i nic nie poradzisz.Pocieszające jest to,
          że dzieci rosną i zaczynają mieć swój rozum.
    • z_mazur Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:44
      Dziewczyny, najgorsze jest to, że Mis niewiadomo kiedy będzie miał okazję pobyć
      trochę sam z synem.

      Sytuacja z prezentami to wierzchołek góry lodowej.

      Współczuję, trzymaj się facet, może to po prostu wymaga jeszcze czasu.
      • amflandia Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:49
        Najgorsze jest to Mazurku, że takie kobiety dość długo się nie poddają ( znam
        to z własnego podwórka ) zaczynają żyć nienawiścią do ex męża i to jest ich
        siłą napędową.
        • z_mazur Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 08:54
          No własnie i to jest chyba taki przypadek.
          Brrr...
          Dlatego życzę Miskowi dużo siły.
          To kiedyś zaowocuje, syn podrośnie, sam oceni sytuację i wystawi rachunki.
          • amflandia Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 09:03
            ALe poddawać się, w sensie darować sobie uporczywe naciskanie na kontakt z
            dzieckiem, moim zdaniem nie można.BO zerwie się tę więź.Dzieckiem łatwiej
            będzie manipulować.Boszszsz okres do pięciu lat, to taki ważny czas w życiu
            dziecka, czemu takie matki jak żona Miśka czy moja bratowa, nie pomyślą, że
            robią potworną krzywdę swoim najukochańszym dzieciom.

            Posrany ten świat.Ja walczę, żeby mój ex poświęcił choc ochłap swego czasu
            naszemu synowi, inne walczą aby odebrac dzieciom ojców echch.
            • z_mazur Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 09:08

              > Posrany ten świat.Ja walczę, żeby mój ex poświęcił choc ochłap swego czasu
              > naszemu synowi, inne walczą aby odebrac dzieciom ojców echch.

              Dlatego zawsze się jeżę, na hasło "instynkt macierzyński" itp. Dobrym rodzicem
              się jest, bo się nim chce i stara być, i nie jest to przypisane do płci w jakiś
              nadnaturalny sposób.
              • brzoza75 Misiu 14.02.07, 09:23
                Rozumiem co czujesz serio ,
                odczekaj trochę , poza tym jak już będziesz miał syna u siebie
                to zawsze tymi zabawkami będzie mógł się pobawić z Tobą, a ciepła bluza w sam
                raz na spacery na wiosnę, trzymaj się.
              • jagoda4444 Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 09:25
                Ładnie to powiedziałeś z mazur - bo chce się być dobrym rodzicem, staranie się
                i w tym tkwi sedno. Chociaż dzisiaj wyszłam z mojej skorupy obojętności do ex i
                jestem na niego wściekła a tym samym na cały męski ród (no trudno). Syn w
                niedzielę wysłał do taty sms o treści: tato jestem chory (ma grypę), ale żadnej
                zwrotnej odpowiedzi nie dostał. Widzę jak mały się męczy z tym, że ojciec
                chociaż ma teraz ferie nie znalazł czasu aby do niego odpisać, a co dopiero
                odwiedzić. Przykre to jest jak dziecko dopomina się chociażby o małe
                zainteresowanie się ojca. Niezależnie w jakim wieku dziecko jest i co się
                dzieje między rodzicami, dziecko potrzebuje taty i tyle! Więc misiu nie
                odpuszczaj - niech twój mały czuje, że ma ojca - to takie ważne, a kiedyś
                rzeczywiście zrozumie co się wydarzyło
                • ladyhawke12 Misiaczku 14.02.07, 09:31
                  Zatkało mnie, nie wiem co powiedziec napisac, i jak to wszystko jest możliwe, choc po twoich opowieściach powinnam byc przygotowana, to i tak nie mieści sie w głowie. Misiaczku wytrwałosci moge tobie tylko życzyc, i masz przyjaciól pamietaj, zawsze możesz zadzwonic i sie wywsciekac lub wyzalic. Nie oddawaj zabawek i rzeczy, pomalutku może jednak da sie dziecku dac, co za durna baba, nie mam poprostu słow żeby to okreslic, jak ktos wyżej napisał, pieprzyc solidarność jajników, pieprzyc instynkt macierzynski, nie wiem jak można byc taką "kobietą"
                  • wojtekp67 Re: Misiaczku 14.02.07, 09:43
                    Trzymaj sie Misiu. bardzo Ci współczuje.
                    Ja zostawiłbym te zabawki i dałbym później lub trzymał , zeby kiedys pokazac
                    małemu, ze były dla niego prezenty tylko nie mogł ich dostać.
                  • sbelatka Re: Misiaczku 14.02.07, 09:53
                    Misiu,

                    jestem na tym formu z Wami od dośc niedawna.

                    Totez nie znam wszystkich historii, głownie tych z Was, którzyscie tu od wielu
                    miesiećy, czasem lat...

                    Z tego co przeczytlam wyżej wnoszę, że Twoja ex ma tu bardzo niskie notowania.
                    Faktycznie, po takich akcjach jak dzisiajesza nie bardzo sie temu dziwię...

                    Ale...
                    Ale byłes z ta kobietą, kochaliście sie może, daliście zycie Waszemu synowi.
                    I to wszystko tak niedawno bylo...

                    Ludzie sie rozstaja. Z jakichs powodów.
                    czasem oczywistych, czasem mniej.

                    Jestem pewna, ze wiekszość z nas - nawet tych, którzy ranią, odchodzą -
                    rozstanie dotyka.

                    Ja nie chce Cie nakręcac w kierunku - wredna ex...
                    co to da, ze będziesz na nia coraz bardziej i bardziej wściekły.

                    Wierzę, ze robisz co możesz żeby miec z nią dobre uklady. Ze względu na syna.

                    Ale skoro to zbyt mało - to rób więcej.

                    Jesteśmy tacy jacy jestesmy często dlatego, że nie potrafimy inaczej.
                    Bo niektórzy z nas, ludzi, wierza, że maja tylko taki wybór - ja zabije albo
                    mnie zabiją...

                    Rezygnacja z ataku wydaje im/nam sie zbyt niebezpieczna.

                    Mozliwe, ze ktos kiedys bardzo skrzywdził tę Twoja ex...

                    Może - spróbuj zrozumiec ją i jej powody dzialania..

                    jest takie ćwiczenie w czyms tam.
                    Załóż w wyobraźni na nos specjalne okulary, które pozwola Ci wczucć sie w inna
                    osobę. Co czuje, co może myśleć, czego sie boi itd...

                    Tam gdzie jest wojna - sa ofiary.
                    W wojnie Twojej i ex ofiara jest z góry wiadoma. Twoj synek.

                    Rozumiem, że dzisiaj jestes mało sklonny do pochylania sie nad ex.
                    Ale może za dzien lub tydzien. Kiedy troche opadną emocje...

                    Tak naprawde to mi jej żal.
                    Zal mi tez Ciebie i syna Waszego.

                    Cóz.
                    Pozdrawiam.
                    I zycze Ci powodzenia
                    A tak na marginesie - często pasuje mi to co piszesz do ludzi na tym forum

                    • betuana Re: Misiaczku 14.02.07, 10:25
                      > Ale skoro to zbyt mało - to rób więcej.
                      Niestety w którymś momencie osiąga sie granice mozliwości działania. Pewnych
                      uwarunkowań nie da sie przeskoczyć.

                      > jest takie ćwiczenie w czyms tam.
                      > Załóż w wyobraźni na nos specjalne okulary, które pozwola Ci wczucć sie w
                      inna
                      > osobę. Co czuje, co może myśleć, czego sie boi itd...

                      Czasami się nie da. Co z tego, że próbuję zrozumieć co kieruje moim ex i jego
                      next w ich próbach zrównania mnie z ziemią. Mimo moich, i nie tylko moich,
                      starań dalej tego nie rozumiem i nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie pojąć.
                      Co z tego, że Miś pochyli się ze zrozumieniem nad swoją ex i będzie próbował
                      zgłębić motywy jej działania. Jak do tej pory, o ile dobrze pamiętam, nic z
                      tego nie wynikało, a raczej wręcz przeciwnie.
                      • sbelatka Betuana 14.02.07, 10:34
                        często mówimy "nie da sie"... i odpuszczamy...

                        czasem - bo sie nie da..
                        a czasem - bo tak łatwiej...

                        cóż, każdy sam musi podjąc swoje decyzje.
                        i poniesc ich konsekwencje.

                        ja osobiście uważam, ze zrozumienie innych JEST droga do porozumienia sie.
                        A przynajmniej daje taką SZANSE.

                        Biore oczywiscie pod uwage i to, że nie wszystko jest w zyciu proste.
                        I nie wszyscy ludzie przewidywani, korygowalni itp.

                        I na dodatek - nad czym ubolewam - nie ma cudnej tabletki czy innego
                        specyfiku "na wszystko"...

                        Uważam jednak, ze zacietrzewianie sie, upierwanie w zlości czy żalu, czy
                        poczuicu kzrywdy... do nikąd tak naprawde nie prowadzi.

                        Jest problem - to tzreba sie zatanowic jak go rozwiązać.
                        czasem to proste jest a czasem trudne.
                        A czasem możliwe, ze niemozliwe...

                        • betuana Re: Betuana 14.02.07, 10:48
                          Ja niestety osiągnęłam granicę możliwości i obawiam się, że Mis w pewien sposób
                          też. Żadne z nas nie zacietrzewia się i nie upiera, wręcz przeciwnie, a problem
                          polega chyba też na tym, że każda próba działania polubownego jest odczytywana
                          jako słabość i kończy się eskalacją żądań. Nie mówię, że nie masz racji, bo w
                          bardzo dużej mierze ją masz, ale... są ludzie i wyroby człowiekopodobne.
              • verita75 Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 10:46
                Trzymaj się Misiu. W końcu chyba będzie "normalniej". No musi.
                Nie rozumiem ludzi. Nie rozumiem związków. Jak to się dzieje, że ktoś kiedyś
                przecież bliski, aż tak stara się zrąbać życie drugiej stronie.
                Jeszcze gdybyś ją lał, zdradzał po kątach to mogłabym choć troszkę zrozumieć
                chęć zemstysmile.
                Ale takie robienie zła, złośliwości, szykanów czy czego tam jescze komuś
                dobremu? Z kim się żyło fajnie parę lat, z kim ma się dziecko...
                Nie rozumiem.
            • jacekplacek66 Nie oddawaj, zanieś od siebie 14.02.07, 17:55
              Nie poddawaj się, mam to samo- a moja żona jest nauczycielem i do tego katechetką
              (ZGROZA)i też nie rozumie , ze zabranianie kontaktów z córka nie jest dla małej
              zdrowe, sama z synem się nie kontaktuje...... PEDAGOG niech to jasna cholera
    • fammoni Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 09:49
      Misiu...też jestem mamą trzylatka i z perspektywy takiego maluszka powiem, że
      kocha bezgranicznie swojego tatę..jaki by nie był
      dla niego tata nie jest pijakiem, damskim bokserem, narkomanem czy czym tam
      jeszcze
      jest ukochanym tatusiem ...po prostu,
      zabawki zostaw na lepsze czasy...na pewno jeszcze się przydadzą
      przytulam Cię, mogę się domyślać jak Ci przykro
    • erzsi Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 10:44
      Ja tak trochę w duchu sbelatki, tylko mnie nie zlinczujcie smile.

      W niedzielę przyjechał ex i przywiózł dla młodej /dla małego już nie sad/
      własnoręcznie przez teścia narysowane rysunki /teść jest plastykiem/, takie
      szkice do pokolorowania. Młoda bardzo lubi je kolorować.
      I wiecie co mi w pierwszej chwili przyszło do głowy? Żeby teściu spadał sobie z
      tymi prezentami na palmę. Oczywiście mam świadomość, że jest to uczucie niskie
      i w ogóle ble jestem, że tak sobie pomyślałam, ale to był prezent od człowieka,
      który walnie przyczynił się do rozpadu mojego małżeństwa, chronił i okłamywał
      mnie gdy jego syn wyjeźdzał do kochanki /otwierając ramiona na nowa synową,
      drobiazg, że jeszcze mężatkę ;p - na zasadzie każda lepsza od tej/, chciał mnie
      i dzieci wywalić z domu - a wszystko to za moimi plecami - no straszny
      hipokryta.
      Mówiąc szczerze wolałabym, żeby moje dzieci nie mialły z nim żadnego kontaktu,
      po prostu niczego dobrego się do tego czlowieka nie nauczą.

      Udało mi się nad tym zapanować, uśmiechnęłam się i powiedziałam młodej, że to
      śliczne rysunki i żeby poprosiła tatę, żeby dziadkowi podziękował.

      Nie piszę tego, żeby usprawiedliwić Misiu Twoją ex, tylko spróbować przedstawić
      sprawę z innej strony. Ja po prostu nienawidzę tego człowieka i to
      uczucie /wiem, że niskie, złe itd/ jest czasem silniejsze niż świadomość, że to
      dziadek moich dzieci i dobrze będzie jeśli będą miały z nim jakiś kontakt.

      To, czy moja, czy Twojej ex nienawiść ma swoje uzasadnienie to już inna
      sprawa smile.
      Oczywiście też uważam, że ex zachowała się paskudnie ale ona przecież tylko
      chciala, żeby Ciebie/Twoich rodziców zabolało.
      Prezenty daj bezpośrednio dziecku kiedy tylko będziesz się z nim widział. Jeśli
      ex będzie w stanie nie pozwolić mu ich przyjąć na jego oczach - poddaję się.
    • phimamdosc Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 13:14
      oczywiście, że oddasz i to w najlepsze ręce.. własnego Synka.
      nie wczoraj, to w najbliższym czasie.
      trzymaj się, Miś kiss

      • grzanka23 Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 13:20
        Bardzo Ci wspolczuje MIsiu,trzymaj te prezenty dla niego i przy najblizszej
        okazji mu je wreczysz.
    • fankaaa Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 15:41
      Twoja nie-żona jest beznadziejna.Pozdrowienia.
    • scriptus Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 16:25
      Misiu, szczerze współczuję.
      To Twój syn, wnuk Twoich Rodziców, ma prawo do Tatusia i Dziadków. Może nie znam
      Cię zbyt dobrze, ale sądzę, że nie możesz być złym ojcem. Podobnie, dziadkowie,
      którzy kupili wnuczkowi "fajną bluzę... itd" to nie żadne lumpy, kochają
      wnuczka, orientują się w potrzebach takiego dziecka. Dziecko zaś doskonale wie i
      pamięta, od kogo ma prezenty, jeśli coś mu sie podoba, to się chwali "to mam od
      dziadka Kazia", prawdopodobnie to jest powód, dla którego Twoja była odmawia
      przyjęcia prezentów. Walcz Misiu o miejsce w życiu i sercu dziecka. Ono też ma
      prawo do swojego prawdziwego Tatusia i Dziadków, niegodziwe jest mu to prawo
      odbierać.
    • bursztynowe Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 16:57
      Miś, nigdy nie mów eksi i dziecku od kogo są prezenty. W sumie nie ma to
      wielkiego znaczenia.
      Chyba, że twoje fanty też są 'non grata'.
      • misbaskerwill Re: racja... 14.02.07, 17:19
        bursztynowe napisał:
        > Miś, nigdy nie mów eksi i dziecku od kogo są prezenty. W sumie nie ma to
        > wielkiego znaczenia.
        > Chyba, że twoje fanty też są 'non grata'.

        Masz rację,
        gdybym przewidział taką reakcję, na pewno bym tego błędu nie popełnił...
        Ale myślałem, że skoro ostatnio ta pani wysłała moim rodzicom kartkę w imieniu
        dziecka z okazji dnia babci i dziadka, to prezent dla dziecka od nich
        (przynajmniej z takiej okazji) nie zepsuje synowi urodzin...

        Ale się bardzo myliłem, a nieżona nie miała żadnych skrupułów, bo dziecku już
        nawet zapowiedziałem, że dostanie jeszcze jedną niespodziankę, a tu figa.
        Niestety, tak mnie tym ścięła, że wymieniliśmy sporo "wzajemnych uwag" na swój
        temat i wieczór stał się wyjątkowo niemiły.

        Widać, o wiele bardziej jej zależy na tym, żeby mi dokopać, niż żeby dziecko
        miało miłe urodziny. Po prostu wspaniała matka.
        Myślałem, że nigdy już nie zdarzy się coś takiego przy dziecku, ale
        rzeczywistość znowu mnie przerosła.
        Mam nadzieję, że doczekam się samodzielnych kontaktów z dzieckiem i nie będzie
        więcej takich sytuacji. Nie myślałem, że będę żałować tego, że byłem na
        urodzinach własnego dziecka. Zresztą - tak naprawdę byliśmy w Hulakuli, bo
        matka-Polka dalej ukrywa adres pobytu.
        I wątpię, czy po uprawomocnieniu coś się zmieni. Nie myślałem, że matka może tak
        bardzo chcieć uprzykrzyć kontakt własnego dziecka z ojcem, że chce zniszczyć
        resztki naszych relacji. A jak syn dorośnie, z radością mu przekaże, że tatuś
        się nim nigdy nie interesował. Co już dla wprawy czasem powtarza...
        • brzoza75 Re: racja... 14.02.07, 17:22

          > bardzo chcieć uprzykrzyć kontakt własnego dziecka z ojcem, że chce zniszczyć
          > resztki naszych relacji. A jak syn dorośnie, z radością mu przekaże, że tatuś
          > się nim nigdy nie interesował. Co już dla wprawy czasem powtarza...


          Chyba w to nie wierzysz prawda?
          • misbaskerwill Re: racja... 14.02.07, 17:34
            brzoza75 napisała:
            >> A jak syn dorośnie, z radością mu przekaże, że tatuś
            >> się nim nigdy nie interesował. Co już dla wprawy czasem powtarza...
            >
            > Chyba w to nie wierzysz prawda?

            Może to przez dłuższą przerwę, pozorny spokój i wrażenie, że powoli "coś się
            uspokaja", ale po wczorajszym naprawdę mnie zniszczyła psychicznie...
            Przestaję wierzyć, we wszystko co obiecywała przed sądem. Skoro poszło o jakiś
            głupi prezent, to co dopiero będzie, gdy zechcę sam zabrać dziecko na te kilka
            godzin (zgodnie z postanowieniem sądu zresztą)... Co ona wtedy wymyśli?
          • phimamdosc Re: racja... 14.02.07, 17:36
            brzoza75 napisała:

            >
            > > bardzo chcieć uprzykrzyć kontakt własnego dziecka z ojcem, że chce zniszc
            > zyć
            > > resztki naszych relacji. A jak syn dorośnie, z radością mu przekaże, że t
            > atuś
            > > się nim nigdy nie interesował. Co już dla wprawy czasem powtarza...
            >
            >
            > Chyba w to nie wierzysz prawda?

            w to, że matka jego dziecka z przyjemnością powtarza synkowi, że tatuś go nie
            odwiedza, że ma tylko mamusię, która go kocha itd?
            niestety.
            wgłębiając się w historię Miśka jestem tego pewna.

            • brzoza75 Re: racja... 14.02.07, 17:50
              A jak syn dorośnie, z radością mu przekaże że tatuś się nim nigdy nie
              interesował.

              O to mi chodziło,

              spotykając się z synem temu zaprzeczysz tak? mały jest mądry i coraz większy.
              • jacekplacek66 ciekawe.... 14.02.07, 18:02
                ciekawe jak udowodnic dziecku, że się staraliśmy z nim widywać i że to tylko zła
                wola mamy nam to uniemozliwiła, wystarczyło kila miesięcy, żeby moja córka
                straciła wiele miłosci do mnie- codziennie słuchając "mamy" jaki to ojciec (w
                zasadzie nie ojciec tylko ON)drań i skur.......
                • phimamdosc Jacek ma rację 14.02.07, 18:09
                  dokładnie.
                  dzieci chłoną. mija wiele czasu, zanim zaczną zauważać różnice między tym, co
                  mówi mama, a co tata. niestety.

                  ja zawsze powtarzałam moim dzieciom, że to po prostu mama i tata nie mogą się
                  ze sobą zrozumieć, a one kochane są przez nas tak samo i ta sytuacja nie ma z
                  nimi nic wspólnego.

                  kiedy same widziały pewne niepokojące rzeczy - pytały.

                  teraz mają świetny kontakt z nami. i o to mi chodziło. żeby jak najmniej
                  ucierpiały na naszym przecież problemie.

                  dzieci to - do jasnej cholery - nie jest karta przetargowa!
                  to żywa istota, która czuje i boi się, bo za cholerę nie potrafi zrozumieć, jak
                  to się stało, że mamusia i tatuś tak się wobec siebie zmienili.
                  trzeba za wszelką cenę ułatwiać im te ciężkie dni...
                  • jacekplacek66 ...............................br ak słów 14.02.07, 18:24
                    czasem myślę sobie czy dobrze zrobiłem- zgadzając się na opinię RODK, ze córka
                    powinna zostać z mamą- wiem, ze ja i moja rodzina przestana dla niej istnieć i
                    muślę, że to niebawem nastąpi. bezsilnośc, złość- to wszystko co teraz czuję
                    nie rozumie takich mam- cholera nawet się starałem być miły i nie pamiętać tych
                    wszystkich oskarżeń.
                    • sonrisa3 Re: ...............................br ak słów 14.02.07, 21:32
                      Straszne to... Całkowicie dla mnie niezrozumiałe. Nawet, gdybym nienawidziła
                      exa (a tak nie jest) to ze względu na syna nie pozbawiałabym go kontaktów z
                      ojcem, którego on kocha i potrzebuje.
                      Nawet nie wiem, co wam powiedzieć. Chyba tylko to, żebyście broń Boże nie
                      odpuszczali sobie starań. Dzieci rosną i robią się coraz rozsądniejsze. Nawet
                      jeśli mamusia trzy razy dziennie po posiłu będzie im wkładała do głowy jaki to
                      tatuś jest zły, to one dostrzegą nieprawdę, bo będą miały dowód w postaci
                      Waszych z nimi kontaktów.
                      Może tym paniom chodzi o to, żeby Was zmęczyć i żebyście sami zniknęli z życia
                      Waszych dzieci, nie mam pojęcia. Po prostu nie jestem w stanie wczuć się w ich
                      tok myślenia. Może mają nadzieję, że się zniechęcicie i wtedy swobodnie będą
                      mogły przekonywać dzieci, że tata naprawdę jest taki zły...
                      A może dajcie swoim byłym link do forum "My, dzieci z rozbitych rodzin." Niech
                      poczytają jakie spustoszenie w dorosłym dziecku sieje brak kontaktu z jednym
                      rodzicem po rozwodzie.
                      Współczuję Wam bardzo.
                      • crazyrabbit Re: ...............................br ak słów 14.02.07, 21:44
                        Wiesz Sonriso , myślę że takie kobiety jak nieżona Misia po prostu żywią się
                        swoją nienawiścią , nakręcają się zemstą i są tak zapatrzone w siebie , że nie
                        widzą że cierpią na tym dzieci. Które jak twierdzą , kochają bardzo...
                        Jak się tak sobie i dziecku kilka- kilkanaście razy dziennie powtarza , że jest
                        się biednym , skrzywdzonym , a ten tam facet to zło wcielone , to szybko
                        zaczyna się w to wierzyć.
    • crazyrabbit Re: Oddam w dobre ręce... 14.02.07, 21:11
      Zastanawiam się , dlaczego Twoja nieżona jest tak wściekła na Ciebie za swój
      romans i rozwód , że z tej chorej nienawiści wciąga w to dziecko...
      Nie oddawaj rzeczy , kiedyś dasz je swojemu synkowi.. Ja w to wierzę.

      Wiesz co Misiu , Ciebie chyba też przydałoby się z czasem oddać w dobre
      ręce smile)) Marnujesz się chłopie , a wierz mi są jeszcze porządne kobiety na tym
      świecie!
      • jarkoni Re: Oddam w dobre ręce... 15.02.07, 00:01
        Mis, aż nie wierzę w tą całą sytuację...Jak to się nie zgodziła?
        Czy Ty się czasem chłopie nie umartwiasz całą sytuacją? Może trza troszkę
        bardziej zdecydowanym głosem pogadać z tą całą ekipą (czytaj: towarzystwem
        wzajemnej adoracji i wspierania wzajemnego)..W ramach prawa rzecz jasna, ale
        wypadek z prezentem jest nie do pomyślenia...
        Prezenty zafoliuj i zachowaj na lepsze czasy, tzn.kiedy kumatemu dzieciakowi
        wyjasnisz co to było...
        Ja czekam na 18 urodziny córki, żeby jej całą prawdę powiedzieć..Na razie zna
        prawdę Mamy...Welcome to hell..
    • crazyrabbit Tak sobie myślę.... 15.02.07, 01:08
      ... a może warto dziecku prowadzić coś w rodzaju pamiętnika? Nagrywać na kamerę
      przez dłuższy czas to , co właśnie chce się mu przekać? Opisywać na bieżąco
      sytuację , mówić o swoich uczuciach do niego i podarować mu ten dokument kiedy
      będzie wystarczająco dojrzałe , żeby zrozumieć?
      Może warto też zapisać na dyktafonie to , co mówi nieżona. I dołączyć materiał
      do materiału filmowego...
      A potem , jak to napisał Jarkoni , Welcome To Hell!

      Kiedyś chciałam nagrywać mojego jeszcze_męża , bo strasznie kręci , pierdoły
      opowiada i wycofuje się ze swoich obietnic. Cierpi na "wybiórczą amnezję" ,
      czyli pamięta to , co mu pasuje. Taką kurację wymyśliłam.
      • erzsi Re: Tak sobie myślę.... 15.02.07, 07:29
        Misiu, ja wiem, że to pomysł nie w Twoim guście wink, ale ją trzeba potraktować
        gorzej niż ona Ciebie, wtedy może nie nabierze szacunku, ale zacznie się bać.
        1. Wystąpić do sądu o ujawnienie miejsca pobytu dziecka. Ja nie bardzo
        rozumiem, sąd ustalił Twoje kontakty z dzieckiem, a Ty nie wspomniałeś o tym,
        że nie wiesz gdzie mieszka dziecko????
        2. Jak już ustalisz to w razie kłopotów z kontaktami na ustanowionych przez sąd
        zasadach normalnie wzywaj policję, albo przynajmniej ją nastrasz, że wezwiesz.
        Myślę, że to wystarczy, żeby jednak pozwalała Ci widywać się z synem wg
        postanowienia sądu a nie swojego widzimisię.

        Wiem, że nie podobają Ci się takie pomysły, ale dla kogoś takiego jak Twoja ex
        ta ciągła uległość to jedynie dowód słabości. Nie wskórasz nic w ten sposób,
        musisz pokonać ją jej własną bronią.

        Wiem, że to chodzi o Twojeo syna i tym bardziej nie wydaje Ci się, żeby to była
        właściwa metoda, ale inaczej stracisz go sad.

        Ja to jestem wredna i zła kobieta, jeśli chodzi o moje dzieci jestem zdolna
        naprawdę do wszystkiego, o czym zresztą ich ojciec dobrze wie. Nie pozwoliłabym
        tak ich krzywdzić.
      • amflandia Re: Tak sobie myślę.... 15.02.07, 07:47
        Króliczku, wiem z doświadczenia, że nagrywanie nieżony prowadzi tylko i
        wyłącznie do eskalacji konfliktu, a już nagrywanie jej na dyktafonie lub nie
        daj Boże kamerze w jej własnym mieszkaniu ( takżę ukrywane a wykryte), może
        kończyć się sprawą o naruszenie miru domowego oraz całkowitym uniemożliwieniem
        wejścia ojcu do domu dziecka.Co za tym idzie niemożnością widzenia dzecka
        podczas choroby, która to przy odpowiednich znajomościach może trwać
        miesiącami.Z tymi rzeczami trzeba naprawdę uważać.

        ps.Najbardziej wkurza mnie to, że prawo naginac można tylko w tą stronę, przy
        odrobinie pomysłowości, łatwo jest odebrać ojcu dziecko ... ale zmusić ojca by
        dzieckiem się zajmował, nie można w żaden sposób.
        • ak70 Re: Tak sobie myślę.... 15.02.07, 08:36
          Wiesz Misiu... życie jest jednak przewrotne...
          Kiedy ja i m. nie mieszkaliśmy razem to zawsze JA dzwoniłam kiedy przyjdzie do
          dzieci, zawsze JA wpychałam je w jego czas i ramiona... i walczyłam do upadłego
          kiedy postanowił odejść, bo wiedziałam, że nie odejdzie tylko ode mnie (jego
          kochanka była z drugiego końca Polski) wiedziałam, że zostawi też dzieci!!
          Choć (musze przyznać bezstronnie) nie miałam problemów z terminowym
          przelewaniem pieniędzy na dzieci kiedy nie mieszkaliśmy razem, ani z dodatkową
          kasą na jakieś ich ekstra potrzeby, to po prostu chciał je zostawić dla jakiejś
          wydry z dzieckiem (mężatki!!), a swoje sumienie uspokajał pieniędzmi.
          I naprawdę bardzo chciałam (do tej pory chcę!!) aby ON SAM pragnął i
          potrzebował kontaktu z dziećmi, żeby go szukał, czerpał przyjemność z
          przebywania z nimi, zabawy... Narazie robi to co musi (kąpie małego, zaprowadza
          go do przedszkola, sprawdza starszemu lekcje), ale bawi się z nimi TYLKO na
          moją wyraźną prośbę lub żądanie (no bo jak mam pomóc starszemu w lekcjach kiedy
          mały kręci się po pokoju i przeszkadza??) - NIGDY sam z siebie sad((
          I dlatego wczoraj na Walentynki oprócz serca w czekoladzie m. dostał ode mnie
          magnes na lodówkę. Na magnesie pisało: "KAŻDY MOŻE BYC OJCEM, ALE TRZEBA BYC
          KIMŚ WYJĄTKOWYM, ABY BYC TATĄ". Nic dodać... nic ująć...
    • marek_gazeta Re: Oddam w dobre ręce... 15.02.07, 08:27
      Misiek, zachowaj się jak facet i wyjedź gdzieś z dzieciakiem na urlop. W góry na przykład, na sanki. Pieprzyć babę.
      • ladyhawke12 Marek 15.02.07, 08:31
        A ona wezwie policje ze dziecko jej porwal.

        Mysle ze wystapienie do sadu o ustalenie miejsca pobytu dziecka, bo nie mozesz wyegzekwowac postanowien sadu co do widzen, jest sluszne, Misiaczku trzymam kciuki za Ciebie, starsznie jest przykre ze musisz walczyc o wlasne dziecko, nie zrozumie nigdy takich ludzi ktorzy nie widza nic poza wlasnym ego a Twoja ex taka jest niestety, i trzeba wreszcie jej pokazac ze nie moze tak postepowac, mozna jako miejsce dostarczenia wezwania podac jej prace, bo nie wiesz gdzie tak naprawde mieszka, niech sie powstydzi.
    • jacekplacek66 misbaskerwill 15.02.07, 17:59
      ja złożyłem pozew do sądu rodzinnego o egzekucję kontaktów dołączyłem numery
      policjantów których wzywałem kiedy "ona" nie pozwalała mi na kontakt z córką.
      odbyły się trzy sprawy, na żadną nie przyszła. Sąd ukarał ją grzywną w wysokości
      700 zł, i pomimo jej odwołania od wyroku (zawsze się odwołuje i od
      wszystkiego)jak narazie się poprawiło, pomijam lewe zwolnienia na dziecko- bo z
      tym nie ma mozliwosci walczyc, ale chyba też sama widzi, ze czasem z własnej
      wygody lepiej jak mała jest u mnie
      Ale jeśli twoja ex będzie chciała odseparować dziecko od ciebie to zrobi to i
      chyba nic nie poradzisz- jeśli działa przemyślanie (moja tak nie działała więc
      miałem łatwiej)
Pełna wersja