to znowu ja, pomozecie?:)

23.02.07, 12:39
Witajcie, dawno mnie tu nie było, wyjechałem na bardzo długi urlop, ale
wróciłem, przemyslałem sobie wszystko....
DLa tych co nie czytali mojej historii a moze maja taka chec przypomne ja w
telegraficznym skrócie:

Po 2 latach małzeństwa moja zona w jednej chwili powiedziała mi ze koniec,
odkochałam sie, nie jestem szczesliwa, twoje zycie to tylko praca itd.
Nigdy sie nie kłócilismy, zawsze mnie chwaliła....naprawde nic nie wskazywało
by ckolwiek miało sie rozwalic.
Niestety pomimo wielu próśb, błagań, łez nie zmienila zdania.
Minął prawie rok....
Nie mamy ze soba zadnego kontaktu,nie wiem czy Ona poznała kogos czy
faktycznie znudziło sie jej zycie małżeńskie.
Staralem sie jak mogłem by miała wszystko czego chciała, by była uśmiechniea,
byłem pantoflarzem!
Dzis poponoc jest dzień walki z depresja, wstyd sie przyznac ale ja sobie
naprawde sam nie poradze ze swoja psychika.
Dzień w dzień ciągle o Nije myśle, ciagle zadaje sobie pytanie dlaczego osoba
której oddałem serce zadała mi taki ból.
To nie mija.
Trzydzistoparoletni facet wstaje codziennie i mysli tylko o Niej, marze,
modle sie bysmy znowu byli razem.
Wiem ze to niemozliwe poniewaz trafiłem na bardzo uparty egzemplarz ktoremu
sie szybko faceci nudzili.
Mimo wszystko wierze...nie wierze w odkochanie sie, moze Ona załuje teraz te
decyzji, nie wiem, mysl ze juz Jej nigdy nie zobacze paralizuje mnie.
Wiem ze niszcze swoje zycie, ze powinienem szukac innej kobiety, zajac sie
praca , wiem to ale nie potrafie.
To swojej żonie przysiegałem przed Bogiem miłość, to Ja nadal bardzo kocham,
nie potrafiesie zakochac na zawołanie.
Prosze Was podpowiedzcie mi gdzie moge zasięgnąc pomocy psychoterapeutów w
Warszawie( obecnie tu mieszkam i bede mieszkał najblizsze kilka lat).
Byłem juz u dwóch ale poza tym ze proponowali mi jakies obozy bardzo drogie
to nie pomogli nic.
Gdzie w Warszawie znajde kogos kto wysłucha calej mojej historii małzeństwa,
jakiegos specjalisty kto na chłodno oceni sytuacje i pomoze.
Pomóżcie mi proszesad
    • sbelatka Re: to znowu ja, pomozecie?:) 23.02.07, 12:48
      Alexdel...

      nie wiem co sobie przemyslałes jak Cie nie bylo.
      Bo piszesz dokładnie to samo co przed wyjazdem.

      A z depresja prawdziwa to chyba sobie faktycznie ludziska sami nie radzą.
      kierunek - terapeuta jest prawie na pewno słuszny.

      ale może sprobuj jednak jak juz sie tak obudzisz rano nie myslec o niej?
      moze pomysle o czyms, kims innym... tak dal odmainy....
      hmmm

      • nirvanas Pomożemy ;) 24.02.07, 16:03
        A może poszukaj swojej własnej drogi? Twojej, wypracowanej, szczęśliwej. A
        kiedy nie znałeś swojej żony to co, umierałeś?! Nie! Żyłeś i to całkiem nieźle.
        Więc co jest grane z tym "nadal ją kocham"? To przestań kochać, bo wszystko
        jest w Twojej głowie. Wszystko! Dobre i złe myśli. Jaką książkę ostatnio
        przeczytałeś? Tak dla przyjemności. No widzisz, zajmij się sobą. W teatrze
        Polonia grają ciekawą sztukę "Szczęśliwe dni" Może warto zobaczyć?
        Pozdrawiam
    • makaveli31 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 23.02.07, 12:51
      Witaj,
      Doradców znajdziesz wielu, ale powiem Tobie szczerą prawdę (bo miałam to samo a
      nawet bardziej bolało bo z małżeństwa pozostało dziecko) - trauma trwała 3
      lata, ale teraz dochodzę powoli do siebie z pomocą psychologa - uzależnienie
      psychiczne od męża) To jest OPTA w Warszawie - polecam smile
    • emde74 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 23.02.07, 15:13
      zapraszamy na nasze spotkania w Wawie. to będą te minuty/godziny, kiedy nie
      będziesz myśleć o prawie ex. studiuj posty i do zobaczenia! M.
      • marek_gazeta Re: to znowu ja, pomozecie?:) 23.02.07, 15:52
        Tak, rozmowa z Martą bardzo pomaga smile Serio. Bomba optymistyczna z zapalonym lontem.

        Oczywiście zapraszamy na imprezę i chętnie pomożemy odginać. Jeśli jest Ci bardzo źle i koniecznie chciałbyś z kimś pogadać, daj znać na forum lub @.
        • emde74 Marek, ale mnie dzisiaj kosisz:) 23.02.07, 16:56
          ale mi miłosmile dzięki. M. A Alexa bierzemy w obrotysmile
    • milena78 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 24.02.07, 11:41
      z perpektywy kobiety, której bardzo szybko nudzą się faceci, mogę Ci tylko
      radzić żebyś się nie łudził, bo Ona nie wróci. Osobiście również starałam się
      odciąć od kontaktów z byłym mężem, mimo że on chciał je utrzymywać, ale
      wiedziałam że to będzie trudniejsze dla niego. Teraz po ponad roku rozmawiamy
      już normalnie, nie wiem jakie są jego uczucia (myślę, że ciągle mnie kocha...),
      ale jego sytuacja zmieniła się dramatycznie - za tydzień urodzi mu się dziecko.
      Nie twierdzę, że to jest najlepsze rozwiązanie, jednakże musiał się zająć
      czymś/kimś innym i jest mu lepiej. Przynajmniej pozbył się złudzeń ze mną
      związanych.
      Trzymaj się dziarskosmile
      • tricolour Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 11:45
        ... troszkę mi gębę rozdziawiło.

        W zasadzie nie powinnaś udzielać żadnych rad i raczej wstydzić się... albo
        zrobić coś ze sobą...
        • anula36 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 11:53
          jak wszyscy sie pozabijaja to forumowiczow zabraknie i nie bedziesz mial z kim polemizoweactongue_out

          a a propos glownego bohatera- po raz kolejny wychodzi na swiatlo dzienne ze bycie pantoflarzem nie poplaca.
          • wiewiorka29 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 11:55
            Ani bycie pantoflarzem ani bycie domową uległą kurką nie popłaca. smile
            Nie wystarczy sie podkładać, trzeba jeszcze wymagać.
        • wiewiorka29 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 11:54
          A może na kolanach do Czestochowy nie z Warszawy a ze Szczecina waląc głową o
          ziemię po drodze z tego wstydu?
          • aron95 Re: Niezłe wejście na forum... 25.02.07, 08:39
            Po prostu idź do agencji . Jedna panienka lepsza jak dziesięć psychologów z
            podobnymi problemami którzy nawet sobie nie potrafią pomóc.
        • milena78 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 12:21
          to, że nie potrafisz czegoś/kogoś zrozumieć nie oznacza, że należy go wykluczać.
          "ludzie są różne i mają do tego prawo" - tego uczyli mnie w szkole.. Nie zawsze
          głaskanie po głowie i pocieszanie daje dobry efekt, w ten sposób trzyma się z
          daleka od realnego świata. A realny świat jest skomplikowany...
          • wiewiorka29 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 12:27
            Jak to się stało, że Twój mąż zakłada nową rodzinę a kocha nadal Ciebie?
            • milena78 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 12:35
              wiesz co to wpadka? wierzysz, że ja mogę zupełnie nie mieć wpływu na jego
              uczucia? znasz ludzi, którzy żyją wspomnieniami? Nie potrafią zapomnieć o
              przeszłości? nie umieją uwierzyć w dobrą przyszłość?
              mam nadzieję, że tylko mi się wydaje, że mnie darzy jeszcze jakimś uczuciem.
              Chciałabym, żeby skupił się na nowym życiu.
              • wiewiorka29 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 12:40
                Wiem. Też nie mogę dac exowi sprzed...7 lat do zrozumienia, że juz nic między
                nami nie będzie i powinien się skupić na swojej przyszlosci beze mnie. A
                chcialabym, zeby zaczął myśleć o kim innym , jest tyle fajnych wolnych kobiet
                wokoło, on tez całkiem ok, tyle ze nie dla mnie i juz.
                Moze Twojemu exowi nowa rodzina i dziecko zmieni perspektywę myslenia.
                Pozdrawiam.
              • alexdelpierrro Re: Niezłe wejście na forum... 25.02.07, 00:52
                milena78 napisała:

                > wiesz co to wpadka? wierzysz, że ja mogę zupełnie nie mieć wpływu na jego
                > uczucia? znasz ludzi, którzy żyją wspomnieniami? Nie potrafią zapomnieć o
                > przeszłości? nie umieją uwierzyć w dobrą przyszłość?
                > mam nadzieję, że tylko mi się wydaje, że mnie darzy jeszcze jakimś uczuciem.
                > Chciałabym, żeby skupił się na nowym życiu.

                dokladnie tak moja żona opowiadałami o swoim poprzednim chłopaku ktorego rzciła
                po 2 latach, niech znajdzie sobie inna miłość do mnie nie ma juz powrotusmile
            • tricolour Jak to sie stało? 24.02.07, 13:11
              Przecież masz odpowiedź, że Milenie szybko nudzą się faceci i pewnie mąż też się
              znudził...
              No to facet znalazł sobie kogoś.
              • wiewiorka29 Re: Jak to sie stało? 24.02.07, 13:20
                Wiesz co? Ja też tak mam, że szybko się nudzę czymś co jest dla mnie nudne.smile
                Choć z tego powodu nie popełniam małżeństwa w związku, który rokował nudą, bo
                na jego horyzoncie widziałam juz ten rozwód a'la Milena.
                A to, że facet kocha inną, a innej robi dziecko, no to sorry.... Jakbym
                znajomego słyszała "od lat mi się w małżeństwie nie układało i właśnie chciałem
                odejść ale okazało się, że żona w ciąży"... Wiatropylny ten świat. Wymiękam.
                • milena78 Re: Jak to sie stało? 24.02.07, 13:27
                  i dobrze zrobiłaś nie popełniając tego czynusmile bo przede wszystkim trzeba
                  słuchać siebie i nie przekonywać się, że jest dobrze jak nie jest. Teraz już to
                  wiem. Cale szczeście w tym, że to nie moje dziecko, bo wtedy byłoby trudniej. W
                  tym wypadku bardzo słuchałam siebie, nie dalam się namówić i dobrze na tym
                  wyszłamwink Chociaż mnóstwo takich, którzy sądzą inaczej.
                • tricolour A skąd wiesz, że kocha MIlenę? 24.02.07, 13:27
                  Nic nie wiemy poza własnoręcznym stwierdzeniam autorki, że jej się bardzo szybko
                  nudzą faceci.

                  • wiewiorka29 Re: A skąd wiesz, że kocha MIlenę? 24.02.07, 13:36
                    Widze, ze jesteś bardzo uwrażliwiony na punkcie kobiet które porzucaja
                    facetów. smile

                    Nic nie wiemy o sytuacji więc nie nam oceniac. Jak trafi na właściwego faceta
                    to się nim nie znudzi, to wiem na pewno.

                    A mimo niechęci do rozwodów, jednak uważam, że jeśli się zrozumiało, iż
                    popełniło się pomylłkę w wyborze partnera, to lepiej się rozwieźć gdy jeszcze
                    nie ma dzieci, i dać sobie i drugiemu szanse na szczęśliwy zwiazek i spełnienie
                    z kim innym , niz kontynuować lokalne domowe obrzydzenie sobą i męczarnię w
                    imię świętości instytucji małżeństwa.
                    • tricolour Być może tak jest... 24.02.07, 13:39
                      ... choćby z tego powodu, że sam też byłem porzucony. Piszę "być może", bo jakoś
                      nie czuje szczególnej niechęci do Mileny za to, że porzuciła męża - może sobie
                      na to zapracował.

                      Czuję za to obrzydzenie do stwierdzenia, że "mnie bardzo szybko nudzą się
                      faceci", bo jakoś oczami wyobraźni widze tancerkę przy rurze lub pracownicę na
                      skraju lasu...
                      • wiewiorka29 Re: Być może tak jest... 24.02.07, 13:43
                        Bo Ty masz głupie skojarzenia i tyle smile.
                        • tricolour Dla mnie świat składa się ze szczegółów... 24.02.07, 13:47
                          ... i smaczków. Np. w kobiecie nie widzę głowy, dupy i reszty ciała łączącej
                          jedno z drugim tylko zauważam subtelności, w których smakuję.

                          I dlatego czasem dziwie sie niektórym konstrukcjom szczegónie wtedy gdy wydają
                          mi się one celowo prostackie. Taki zabieg nie dodaje uroku i dlatego czepiłem
                          się tego niefortunnego wyrażenia...
                          • wiewiorka29 Re: Dla mnie świat składa się ze szczegółów... 24.02.07, 13:51
                            Dla mnie świat też sklada się ze "smaczków i subtelności". Dlatego w kobiecie
                            która mówi, że "faceci szybko się jej nudzą" nie zauważam prostytutki,
                            tylko osobę która nie trafiła dotąd na tego właściwego faceta.
                            • tricolour Nikt nie mówil o prostytutce... 24.02.07, 13:53
                              ... przynajmniej nie ja, bo odróżniam charakter od zawodu - prostytutka, to zawód.
                              • wiewiorka29 Re: Nikt nie mówil o prostytutce... 24.02.07, 13:55
                                taaak.. te pod lasem to z zawodu czy z charakteru niby były?
                                oj Tri.. szowinisto.
                                • tricolour Zostałem rozgryziony... 24.02.07, 13:59
                                  ... a najgorsze jest to, że ja - szowinista - prawie nigdy nie mogę rozmawiać w
                                  taki sposób z facetami.

                                  Normalnie brakuje w nich czegoś, co mnie tak pociąga (a jednocześnie....) u Was.
                                  • wiewiorka29 Re: Zostałem rozgryziony... 24.02.07, 14:01
                                    Tak tak.. to swoiste rozszczepienie potrzeb... smile))
                              • milena78 Re: Nikt nie mówil o prostytutce... 24.02.07, 14:00
                                własnie chciałam to napisać.. zawód, często przymusowy.
                              • weekenda O nie 24.02.07, 15:47
                                prostytutka to charakter a nie zawód.
                                • tricolour Tu się róznimy. 25.02.07, 11:52
                                  Dla mnie prostytutka (i dziwka też) to zawód, a kurwa to chrakter.
                                  • wiewiorka29 Re: Tu się róznimy. 26.02.07, 10:30
                                    tricolour napisał:

                                    > Dla mnie prostytutka (i dziwka też) to zawód, a kurwa to chrakter.


                                    No dobrze, teraz porozpatruj kwestię dziwkarzy, kurwiarzy i tych panów których
                                    charakteru i zawodu nie da się określić jednym słowem. Ciekawe, że niektórzy
                                    tak się lubują w określeniach poniżających drugą płeć.
                          • milena78 Re: Dla mnie świat składa się ze szczegółów... 24.02.07, 13:51
                            niefortunnie się zaczeło nasze poznanie. żaluję, że się nie spotkamy, to chyba
                            mogloby być ciekawe doświadczenie. Od pierwszej odpowiedzi myslalam, że jesteś
                            kobietąsmile
                            • tricolour Niefortunnie? 24.02.07, 13:57
                              Ale bez przesady - ja uważam nasze poznanie za interesujące choćby z tego
                              powodu, że po pół godzinie możemy próbować ocenić pierwsze pół godziny. Wiemy,
                              że było niefortunnie, a to jest podstawą do zmiany...

                              smile)

                              PS. Wyobraź sobie, że ja też od pierwszej odpowiedzi myslałem, że jesteś kobietą. tongue_out

                      • milena78 Re: Być może tak jest... 24.02.07, 13:45
                        to źle widzisz... bo nie masz zielonego pojęcia jak bardzo to wszystko
                        przeżyłam. Ani kim jestem. Nie zmienia to jednak faktu, że życie w parze to
                        wielkie wyzwanie, i nie ma czasu na PAS ani na odpuszczenie. Trzeba ciągle
                        pracować, pracować ciężko, żeby trwało, żeby miało sens, żeby po 5-10 latach
                        jedna z osób nie powiedziała po spotkaniu kogos fascynującego, że już nie kocha
                        tej drugiej... A prawda jest taka, że bardzo często (jak ja nie cierpię
                        uogólnień) panowie osiągając pewną pewność (ładne połączeniesmile co do obecności
                        partnerki teraz i na wieki osiadają na laurach i nie robią juz nic dla
                        podniesienia temperatury. Być może są kobiety również osiadające na laurach, ale
                        ponieważ do nich nie należę, to się nie wypowiem.
                        • tricolour Mało widziałem... 24.02.07, 13:49
                          ... to resztę, tego co nie widziałem, wymysliłem.
                          smile
                    • alexdelpierrro Re: A skąd wiesz, że kocha MIlenę? 25.02.07, 00:55
                      wiewiorka29 napisała:

                      > Widze, ze jesteś bardzo uwrażliwiony na punkcie kobiet które porzucaja
                      > facetów. smile
                      >
                      > Nic nie wiemy o sytuacji więc nie nam oceniac. Jak trafi na właściwego faceta
                      > to się nim nie znudzi, to wiem na pewno.
                      >
                      > A mimo niechęci do rozwodów, jednak uważam, że jeśli się zrozumiało, iż
                      > popełniło się pomylłkę w wyborze partnera, to lepiej się rozwieźć gdy jeszcze
                      > nie ma dzieci, i dać sobie i drugiemu szanse na szczęśliwy zwiazek i
                      spełnienie
                      >
                      > z kim innym , niz kontynuować lokalne domowe obrzydzenie sobą i męczarnię w
                      > imię świętości instytucji małżeństwa.

                      nie skomentuje tego bo musiałbym napisac mocne słowasmile daruje sobie
                      • wiewiorka29 Re: A skąd wiesz, że kocha MIlenę? 26.02.07, 10:27
                        Napisz. Przecież po to tutaj jesteś, żeby brnąć w nienawiść do zony i wszystkich
                        którzy ją też starają się zrozumieć. smile
        • pomimo1 Re: Niezłe wejście na forum... 24.02.07, 14:57
          no szlag mnie trafia, jak coś takiego piszesz, Tri.
          Co w tym takiego strasznego,ze Milena napisala,ze jej się szybko faceci nudza? A
          napisala, z jakiego powodu to zmudzenie? czy napisala,ze zabawila sie uczuciem
          meza, wykorzystala go i sponiewierala, gdy on wciaz cos czul?

          Otoz NIE!!!! Napisala,ze sie jej nudza i , ze sie starala dla jego dobra odciac
          kontakty.
          I dlaczego nie ma radzic na forum. IMHO to Ty Tri czasem powinienes wypić
          szklanke wody , zamiast udzielac rad nacechowanych szowonizmem, ostracyzmem czy
          jeszcze inna postawa zawsze stajaca w kontrze kobietom silnym i szczerym nawet
          do bolu.

          I tu ugryze sie w jezyk albo wipije szklanke wody ZAMIAST pisac dalejsmile
          Bo mimo wszystko lubie czasem Ciebie czytac i nie chce osadzac kogos, KOGO NIE
          ZNAM!!!!!!!
          • tricolour To jest interesujące... 25.02.07, 11:51
            ... dlaczego szlag Cie trafia. Mnie trafia tylko wtwdy gdy ktoś napiszę
            nielubianą prawdę o mnie...

            A nasza Milenka, jeśli jej się bardzo szybko nudzą faceci, niech nie żeni się i
            nie rozwodzi hurtowo... tylko zmienia facetów bez żeniaczki. Tak jest taniej.
          • tricolour Poza tym szkoda, że ugryzłaś sie w język... 25.02.07, 12:20
            ... bo chciałem przeczytać dlaczego stawiam kontrę "zawsze kobietom silnym...".
            W przciwieństwie do "silnych kobiet" uważam krytykę za wielkie dobro, skoro ktoś
            podejmuje wysiłek opisania mnie, a ja w tym czasie bimbam sobie czekając na
            wyniki jego pracy. To miłe, że ktoś - nieproszony - poświęca mi czas, uwagę,
            pracę, nie chcąc niczego w zamian. Jeżeli napisze prawdę - dziekuję za nią.
            Jeśli napisze bzdury, to jego praca idzie na marne - trudno.

            smile)

            Niestety ta "siła" o której piszesz zwykle po jakims czasie kończy sie postem w
            stylu "już nie wytrzumuję, pomóżcie" i stąd wnoszę, że jest ona często udawana,
            iluzoryczna...
        • alexdelpierrro Re: Niezłe wejście na forum... 25.02.07, 00:49
          tricolour napisał:

          > ... troszkę mi gębę rozdziawiło.
          >
          > W zasadzie nie powinnaś udzielać żadnych rad i raczej wstydzić się... albo
          > zrobić coś ze sobą...

          napisała szczerze za co Jej dziękuję, no własnie przez takich ludzi inne osoby
          cierpią bo....szkoda pisacsmile
      • alexdelpierrro Re: to znowu ja, pomozecie?:) 25.02.07, 00:48
        milena78 napisała:

        > z perpektywy kobiety, której bardzo szybko nudzą się faceci, mogę Ci tylko
        > radzić żebyś się nie łudził, bo Ona nie wróci. Osobiście również starałam się
        > odciąć od kontaktów z byłym mężem, mimo że on chciał je utrzymywać, ale
        > wiedziałam że to będzie trudniejsze dla niego. Teraz po ponad roku rozmawiamy
        > już normalnie, nie wiem jakie są jego uczucia (myślę, że ciągle mnie
        kocha...),
        > ale jego sytuacja zmieniła się dramatycznie - za tydzień urodzi mu się
        dziecko.
        > Nie twierdzę, że to jest najlepsze rozwiązanie, jednakże musiał się zająć
        > czymś/kimś innym i jest mu lepiej. Przynajmniej pozbył się złudzeń ze mną
        > związanych.
        > Trzymaj się dziarskosmile

        widzisz Milenko ja mysle ze cały problem polega na jednej rzeczy...są ludzie
        którzy potrafią sie zakochac i 30 razy w zyciu a sa takie pokemony jak ja które
        zakochują sie raz a całym sobą, bez zadnych gierek, niestety wiem ze moja żona
        mysli podobnie jak napisałas, cóz kolejny zostawiony facet, ot normalka i
        powiem szczerzeze to ze Ona zafundowała mi teraz takie cierpienie wzmacnia moja
        nienawisc do Niej, mysle ze nadejdzie takie czas kiedy Ją znienawidze i bede
        traktował jak powietrze OBYM miał racje.
    • a.niech.to Re: to znowu ja, pomozecie?:) 24.02.07, 13:40
      alexdelpierrro napisał:

      > proponowali mi jakies obozy bardzo drogie
      O zalecanych obozach terapeutycznych słyszałam bardzo pochlebne opinie.
    • weekenda Re: to znowu ja, pomozecie?:) 24.02.07, 15:52
      Cześć Muszkieter!
      jak chcesz dobrego terapeutę to napisz do mnie na prv. Wyślę Tobie namiary.
      • alexdelpierrro Re: to znowu ja, pomozecie?:) 25.02.07, 01:25

        napisze tak:

        Ja wiem doskonale ze sa rózne osoby na swiecie, ze ludzie sie róznia itd ALE...
        zanim sie pobralismy z zona znalismy sie 2,5 roku, spędzalismy całe dnie razem,
        bardzo sie kochalismy i rozpieszczalismy na róznorakie sposoby.

        Pobralismy sie i smialismy sie z tego ze ludzie mówia ze po ślubie jest
        inaczej, było cały czas cudnie, kochalismy sie jak dwa wariaty.
        Uwielbiałem swoich tesciów, mysle ze mnie zaakceptowali, byli cudowni.
        Minęly 2 lata małzeństwa planowalismy juz dzisiaczka, wymyslalismy imiona,
        robilismy badania na zgodnosc grup krwi....
        Nagle pewnego dnia zaczeło sie cos psuc, zarzucala mi ze za duzo pracuje, ze
        jej nie slucham, oczywiscie słuchalem jej jak tylko umiałem najuwazniej, nadal
        rozpieszczałem, kwiaty, obiadki itd itp
        Nie bylem i nie jestem typem PILOT I KANAPA ABSOLUTNIE NIE!!!!!!!!!

        Zona zaczeła coraz czesciej czepiac sie jakis błachostek, NAPRAWDE BŁACHOSTEK,
        zaczeła znikac z domu na całe dni, niby raca, niby kolezanki,potem okazało sie
        ze kilka razy mnie oszukała.....
        Az pewnego dnia po jakims miesiacu takiego dziwnego zachowania stwierdziła ze
        nie ejst szczesliwa, ze mysli o rozwodzie.
        Nie uwierzycie ale dla mnie był to taki szok jakbym co najmniej 6 w totka
        trafił!!!
        totalny szok!!!!! jak to my szczesliwe małżeństwo rozwód? zaczela wymyslac
        jakies bzdury o pracy itd, nie uwierze w to bo prac chcialem natychmiast
        rzucic, powiedziała NIE.

        Ja poprostu nie wierze w cos takiego ze mozna sie nagle odkochac, znudzic kims,
        litosci to jest małzeństwo, nie wyszismy za siebie po 3 dniach znajomosci,
        znalismy sie doskonale,chyba nie podejmuje sie decyzji o slubie nie bedac
        pewnym na 100%.
        I nagle dziewczyna mi mówi ze nie jet szczesliwa.....po tym wszsytkim co
        przezylismy w te 4,5 roku, po tym jak ciagle slyszalem jakim cudnym mezem
        jestem nagle koniec?

        Sorry ja mam momenty kiedy mija mi tesknota i smutek i zaczynam myslec trzeźwo.
        W takich momentach wiem jedno: trafiłem na bardzo niedojrzałą gówniare któa
        krzywdzi ludzi, moze nie zdaje sobie z tego sprawy ale strasznie ich krzywdzi,
        slyszalem jak pozegnała faceta przede mna, stał cala noc i płakał a Ona? spała
        sobie, koniec i juz- TO JEST CHORE

        Ja nie pozwole sobie zniszczyc całkiem psychiki, zapisze sie na jakąś terapie,
        ale wierzcie mi ze jak teraz tak siedze i mysle ze Ona byc moze ma juz 30
        faceta!!!!!! to szlag mnie trafia, ze sobie nie robi nic z tego ze jej nadal
        maz tak bardzo cierpi, to jest podłe, wstretne i mam nadzieje ze zostanie z
        tego rozliczona.
        Znam kilka kobiet które podobnie jak moja cudowna zona szybko sie nudza
        facetami, nudza je stale zwiazki i wiem ze te kobiety beda do końca zycia
        niezczesliwe bo jakiegoby nie poznały faceta on wczeniej czy pózniej sie
        znudzie zeby nie wiem jak byl cudowny.
        Widze jak one rania kolejnych facetów NIC SOBIE Z TEGO NIE ROBIĄC.
        I wiecie kogo one szukaja? tego jedynego o wierza ze jak go znajda to beda
        szczeliwe- TOTALNA BZDURA

        tego typu egzemplarze nigdy nie poznaja takiego faceta o jakim marza bo go
        poprostu nie ma, to tylko ich chore wyobrazenie.

        Kobiety są cudowne, lecz są egzemlarze przez które faceci potem tak bardzo
        cierpią.

        Wierzcie mi ja nie jestem typem smutasa, płaczka czy jakiegos lalusia.
        Byłem wesołym usmiechnietym chłopakiem który miał mnóstwo znajomych, teraz
        przez jakass glupawe kobiete jestem strzępkiem nerwów od którego odwróciło sie
        wiekszosc znajomych bo przeciez nikt nie lubi ciagle wysłuchiwac jak to bardzo
        tesknie za swoja zona.
        A ona jak napisala Milena nie wroci, wiem to, łudze sie i mam nadzieje bo tak
        ludzka psychika jest skonstruowana, ale wiem ze nie wroci, bys moze wie ze
        popełniła błąd skreslajac w jednej chwili nasze zycie, ale nie przyzna sie do
        błedu bo jest uparta.
        Kończac juz te wypociny powiem Wam ze kiedys ktos powiedział mi ze to wszystko
        to jedna wielka gra i chyba to prawda.

        Poznam za jakis czas pewnie kogos i zacznie sie gierka, nauczony doswiadczeniem
        juz nigdy nie pokocham całym soba, juz nigdy nie bede na kazde zawołanie,
        dopasuje sie do tych gląbów co lezą przed telewizorem i zona im usluguje, wtedy
        bede kochanysmile))))))))))))

        kolorowych
        • aron95 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 25.02.07, 08:57
          Kolego idź sobie do agencji . Po którymś razie zaczniesz zauważać inne kobiety .
        • milena78 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 25.02.07, 11:14
          miałam się już nie odzywać...
          wiesz co w tym wszystkim najgorsze? że takie typy "krzywdzące" nie spotykają na
          swojej drodze innych typów "krzywdzących" - wtedy trafiłaby kosa na kamień.
          Niestety rozpoczynając jakąkolwiek znajomość nigdy nie wiesz na kogo trafiasz,
          bo początek to jest zawsze gra. Potem przestaje się grać i pokazują się
          prawdziwe intencje, często rozbieżne niestety. I tyle... I wtedy właśnie ktoś
          kogoś "krzywdzi". Nie wiem jak było z Twoją żoną, ale podejrzewam że nie zrobiła
          tego specjalnie i z premedytacją, nie sądzę, żeby Cię wykorzystała - bo z tego
          co piszesz przeżyłeś z nią piękne chwile, razem byliście szczęsliwi, dużo z
          siebie dawała, żebyś tak się właśnie czuł, i to jest cudowne. I to trzeba
          pamiętać, według mnie, a nie zatruwać organizm myśleniem o nienawiści, bo nigdy
          nie pozwoli Ci to otworzyć się na nic nowego.
          A jej życie z poczuciem, że Ciebie skrzywdziła, na pewno jest niełatwe, bo
          własnie budzenie się ciągle z taką myślą - to katastrofa. I najgorsze, że
          niestety nie mozesz nic z tym zrobić, bo masz do wyboru - albo się poświęcisz i
          ktoś będzie zadowolony (a Twoje życie schodzi na drugi plan; co konsekwencje
          moze miec dramatyczne - na krótką metę można uwierzyć, że tak jest
          prawidłowo,ale frustracja w dłuższym okresie czasu może zabić), albo wybierasz
          siebie - dajesz szansę sobie znalezienia kogos kogo szukasz, a drugiej osobie
          mimo początkowych trudności też pozwalasz na normalny związek.
          Być może można się skupić w życiu na czymś innym, wiem, być może spokój i jakiś
          względny szacunek i stabilność uczuciowa jest najważniejsza. Ale jak widać nie
          dla wszystkich, a każdemu trzeba pozwolić żyć po swojemu.
          Chciałabym nikogo już nie ranić. Nie robię nigdy tego celowo. Nigdy nie
          rozbudzam nadziei, nigdy nic nie obiecuję. Uczucia innych dzieją się poza mną,
          nie mam na nie wpływu. I uwierz, że gdybym tylko była w stanie żyć bez ludzi,
          zrobiłabym to. Tymbardziej, że sama z siebie rzadko inicjuję znajomości. A za to
          że ktoś znając moją historię i moje podejście do wielu spraw brnie dalej, nie
          można mnie chyba winić.
          W każdym razie współczuję Ci, że tak się stało w Twoim życiu, naprawdę jest mi
          przykro.
          • alexdelpierrro Re: to znowu ja, pomozecie?:) 26.02.07, 09:49
            mileno....

            napsalas że wiesz ze Ona(moja żona) kobieta której szybko nudzą sie faceci
            napewno juz nie wróci do mnie....

            A ja ci powiem jedno...myśle sobie że to wszytsko to psychologia, byc moze
            gdybym bardzo chciał....wróciłaby...byc moze...

            Ale jak sobie myślę jaki numer wywinęła mi osoba ktorej oddalem serce to ja nie
            wiem czy chcę.....tak jak pisałem sa takie dni kiedy caly czas mam łzy w oczach
            i strasznie za nią tęksnie, wspominam sobie jak bylismy razem i poprostu nie
            wierze w to co sie stalo.
            Ale są tez dni kiedy na chlodno oceniam to wszystko, pamietam jak ostatniej
            nocy patrzyłem jak śpi i wyłem z rozpaczy siedzac koło jej łózka, tak bardzo ja
            prosiłe by dała nam szanse, nie dała nawet jednej!!!!!!!!!

            Nigdy żadnych klótni, zadnych awantur, przykladne małżeństwo i nagle ona
            wszystko kończy.

            Byc moze faktycznie tak jest ze sa osoby które tak naprawde nie potrafia
            kochac, nie sa swiadome tego i dlatego nie zdaja sobie sprawy jak rania drugą
            osobę

            Moje życie od roku stanęło w miejscu, ciągle to samo-hustawka nastojów.

            Czasem mysle sobie...NIE TAK NIE BEDZIE! CHWILA MY SIE NIE POBRALISMY PO KILKU
            DNIACH ZNAJOMOSCI NIE!!!!!

            Przeciez znalismy sie bardzo dobrze, ja przenigdy w zyciu ciagle slyszac jakim
            jestem cudownym mezem nie pomyslalbym ze cos w jej glowie moze byc nie tak i ze
            szykuje mi taki numer.

            Przysiegalismy sobie ...na dobre i złe....i co? nagle panienka poczuła cwile
            słabosci i odrazu rozwód?

            Za to zaczynam ja naprawde nie nawidziec, jak mozna dac sie tak oszukac???

            Kiedys ktos powiedział mi ze zycie to wielka gra....nie wierzyłem, sądziłem ze
            mozna poznac kogos wartosciowego, chyba jednak miał racje to jedna wielka gra.

            WW przypadku mojej zony bardzo duzy wpływ na jej zachwanie mogla miec praca, to
            typ karierowiczki ktora niedawno została dyrektorem i od momentu kiedy
            zaczelaudzielac sie w ''wielkim świeci" cos jej stuknęlo do głowy-to fakt.

            Dziękuje Wam za porady by isc do agencji ale to nie w moim stylu i nigdy tam
            nie pójde, brzydza mnie te panie.

            Cały czas zastanawiam sie nad tym jaka jest prawda, dlaczego moja zona odeszła,
            bardzo chcialbym to wiedziec, czy naprawde trafiłem na egzemplarz której szybko
            nudza sie faceci i poprostu standardowo zostawiła kolejna osobę? czy moze
            faktycznie poznala kogos innego i dlatego mnie tak szybko zostawiła....to
            mozliwe bo juz kilka razy tak w zyciu zrobiła....a moze zmieniła ja praca...ze
            zwykłej prostej dziewczyny została panią dyrektor i w główce sie
            poprzewracało....moze partia zyciowa(czyli ja) stała sie nieodpowiednia...?

            bardzo chciałby wiedziec!!!

            Na koniec powiem Wam jedna rzecz....myslę ze jednak niektórym ludziom
            poprzewracało sie w dekielkach, zycie jest dosyc szybkie, nie kazdy ma czas by
            zwolnic i zastanowic sie nad nim, sami widzicie ze bardzo czesto ludzie sie
            rozwodza a przyczyny przynajmniej z mojego punktu widzenia sa coraz
            zabawniejsze, a to ktos stwierdza po 2 latach małzeństwa ze druga osoba za duzo
            pracuje i nie mozna na nia liczyc, co jest oczywiscie do rozwiazania w 5 minut
            ale NIE lepiej sie rozwiesc, sa ludzie, sam znam takowych którzy rozwalili
            swoje mazeńswa z tak banalnych pwodów ze poezja!!!
            Dla przykładu koles był z ozna 7 lat i nagle poznał młodsza o klka lat
            dziewczyne która MIAŁA POWERA i zostawił zone dla Niej, drugi zakochał sie w
            innej bo miała ladniejsze...jeszcze inna rozwiodła sie z mezem bo poznała
            PRZYSTOJNIEJSZEGO FACETA który woim poczuciem humoru powalił ją....

            To jest chore!!!

            Mileno...przeciez do końca życia co 2 lata mozesz poznawac TEGO FAJNIEJSZEGO
            faceta i zostawiac poprzedników, czy to tak ma byc?
            Mysle ze moja głupia zona w ten własnie sposób mysli, łapie jednego i
            podswiadomie szuka juz innego, a jak sie trafi cos innego to ŁYKA i tak cały
            czas....dla mnie żałosne.

            Miałm żone, uwazalem ja za mądrą osobę, była kims z kim chcialem sie zestarzec,
            czy gdybym po 5 latach małzeństwa poznał młodszą, ładniejsza, zabawniejsza
            osoba zostawilbym swoja zone i wymieniła na młodszy model?

            NIGDY PRZENIGDY W ZYCIU CO JEJ WIELOKROTNIE MÓWIŁEM, BYŁA DLA MNIE WSZYSTKIM,
            CAŁYM MOIM SWIATEM, MOIM NAJWIEKSZYM PRZYJACIELEM, KTÓRY NIESTETY WBIŁ MI NÓŻ W
            SERCE.....sad
            • wiewiorka29 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 26.02.07, 10:26
              Czy twoja żona to pierwsza kobieta która Cię porzuciła?
              • alexdelpierrro Re: to znowu ja, pomozecie?:) 27.02.07, 21:29
                wiewiorka29 napisała:

                > Czy twoja żona to pierwsza kobieta która Cię porzuciła?

                a skąd wiesz?smile

                to była pierwsza kobieta którą tak bardzo pokochałem, moze i wstyd sie przyznac
                ale w swoim zuciu mialem ledwo 3 kobiety, ale były to głupie miłostki w czasach
                licealnych niz wielkie milości.
                Myslisz ze dlatego tak cierpie ze wlasnie to pierwsza którą tak naprawde
                kochałem?
                byc moze tak wlasnie jestsad
    • z_mazur Re: to znowu ja, pomozecie?:) 26.02.07, 11:22
      Alex, masz mejl na prywatną skrzynkę. smile
      • alexdelpierrro Re: to znowu ja, pomozecie?:) 27.02.07, 21:45
        z_mazur napisał:

        > Alex, masz mejl na prywatną skrzynkę. smile
        >


        DZIĘKUJĘ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

        Przeczytałem dwa razy i ciesze sie jak dzieciak, bardzo Ci dziękujesmile
        • z_mazur Re: to znowu ja, pomozecie?:) 27.02.07, 23:23
          Odpowiedź poszła na priv.

          smile
    • maslo-09 Re: to znowu ja, pomozecie?:) 27.02.07, 22:41
      Poszukujesz pomocy. Ja w podobnej sytuacji też wyjechałam do Wa-wy. Mam tu
      koleżanke psychologa. Uważa , iż należy początkowo zgłosić sie do psychiatry
      aby móc otrzymać leki podnoszące nastrój ( lekarz wybierze odpowiedni dla
      Ciebie), w drugiej kolejności ewentualna psychoterapia. Przede wszystkim
      motywacja do nowego życia z Twojej strony jest bardzo istotna, troche więcej
      pracy aby bylo mniej czasu na wspominanie. Kino, teatr,... Ja staram sie
      trzymać, też się trzymaj.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja