Dzień dobry, rozwodzę się :(

24.02.07, 15:27
Dzień dobry wszystkim.
Jak to zwykle bywa, czytam Was od dawna - czyli od ponad roku.
Cóż, chyba się rozwodzę. A raczej na pewno się rozwodzę, tylko jeszcze trudno
mi to przyjąć do wiadomości.

No to może po kolei... Z mężem byłam ponad 10 lat, mamy cudowne dziecko. Życie
typowego polskiego małżeństwa, przynajmniej ja wśród takich żyję - stopniowe
zmiany statusu materialnego, jakieś większe mieszkanie, dodatkowy
samochód...żadnych zbytków, ot mozolne dorabianie się coraz to nowych gratów.
I gdzieś po drodze zgubiona miłość, namiętność, pogłębiające się różnice,
nawarstwiające pretensje... Zaczęłam to odczuwać już kilka lat temu ale
oczywiście zamiast posadzić męża w fotelu i powiedzieć co mi leży na sercu
wybrałam cierpienie w milczeniu. Choć prawdę mówiąc jak go znam, to
powiedziałby "przesadzasz" i tyle. Może byłoby lepiej przez miesiąc lub dwa.
Tak czy owak to był mój pierwszy błąd. Rok temu wydarzył się drugi. Poznałam
kogoś, zaprzyjaźniłam się, zakochałam, rozkwitłam. Wydawało się, że jakoś nad
tym panujemy choć szczerze mówiąc nie mam pojęcia co ja sobie myślałam...
mężczyzna żonaty, ma dziecko. Ciągnęliśmy ten romans prawie rok, na przemian
rozstając się i wracając. Naprawdę miałam jakąś głupią nadzieję, że wystarczy
znaleźć jakiś zablokowany trybik w głowie, że jeszcze mogę wszystko naprawić w
moim małżeństwie. W końcu powiedziałam mężowi. Zaliczyłam podręcznikowe
załamanie nerwowe, poszłam do psychiatry, brałam psychotropy, ubłagałam męża,
żeby pozwolił spróbować jeszcze raz...i jak tylko zaczęłam wychodzić na prostą
okazało się, że znów popełniłam błąd. Uciekłam do tego co znane i bezpieczne.
Przyszło dobrze znane poczucie beznadziei i przerażenie, że będę krzywdzić
kochającego mnie człowieka, który na dodatek okazał się tak wielkoduszny.
Zbyt wiele musiałabym napisać jak na jeden post, w każdym razie finał jest
taki, że mąż nie mieszka z nami od ponad miesiąca, chce rozwodu. Na początku
czułam się wyzwolona, wolna, wreszcie nikogo nie okłamywałam. A teraz coraz
częściej wpadam w dołki, jakoś przestaję pamiętać co było źle, za to wzbiera
we mnie poczucie winy. Nie za dobrze radzę sobie ze świadomością, że
rozwaliłam rodzinę, nie pomaga psycholog. Rodzice raczej nie pomagają, wciąż
wskazują mi nowe zagrożenia które teraz czyhają na mnie i dziecko, oczywiście
przypominając, że to wszystko moja wina...Przecież ja to wszystko WIEM sad Nikt
nie obwini mnie bardziej niż ja sama.
Aby obraz sytuacji był pełny - mój dotychczasowy kochanek mniej więcej w tym
samym czasie co ja powziął podobne decyzje. Bez jakichkolwiek konsultacji, nie
kontaktowaliśmy się wcale.
Teraz mieszka sam, spotykamy się, na każdym kroku zapewnia mnie o swojej
miłości... Powinna być sielanka a nie jest. Nie potrafię chyba pozbyć się
brzemienia tego co się wydarzyło. Nie daję sobie prawa do szczęścia jak mówi
psycholog sad
On mówi, że tak widocznie musiało być. Ja myślę, gdzie popełniłam
błąd...dlaczego pozwoliłam mojemu małżeństwu umrzeć... I skoro tego nie wiem,
to jaką mam szansę na jakiekolwiek powodzenie w przyszłości.
Mam straszny mętlik w głowie. Boję się - ja, która zawsze byłam postrzegana
jako twarde babsko.

Wybaczcie tę wylewność, to też zupełnie nie w moim stylu...ale akurat dziś
straciłam siły, udawanie, że panuję nad sytuacją jest męczące.
Nie wiem, po co mi ta publiczna ekspiacja. Chyba chciałabym tu bywać i wolę
zacząć uczciwie.

    • weekenda Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 16:07
      Cześć,
      czyli masz to czego chciałaś. Nie odczytuj tego jako zarzut. Skoro byłaś
      nieszczęśliwa w małżeństwie i nie znalezłaś innej drogi aby to zmienić to widać
      tak miało być.

      Musisz teraz poszukać własnej drogi. Takiej, która da Tobie spokój.

      Tak naprawdę to nie bardzo wiem co Tobie można napisać. Czego oczekujesz?
      • rozwodnica Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 16:28
        Od Was?
        Możliwości napisania "dziś mam doła i nie chce mi się żyć" ?
        Tyle tylko. Już wiem, że jeśli spokój nie wypływa z wnętrza mnie to nikt mi go
        nie da.

        Od życia...jeszcze nie wiem.

        Może chciałam też pokazać tym oszukanym i porzuconym, że nie wszyscy przechodzą
        w radosnych podskokach z małżeństwa w inny związek.

        No i paru osobom może zaoszczędzę trudu odpisywania na moje posty, z góry
        wiadomo kto zacz i jak ktoś brzydzi się tymi z drugiej strony barykady to może
        sobie od razu odpuścić wink

        P.S. Weekenda, naprawdę długo Was czytam, dlatego daleka byłabym od posądzania
        Cię o złośliwość czy moralizowanie. No i kochasz góry, co wyklucza możliwość
        posądzania Cię o złe zamiary - dla mnie to takie referencje smile
        • weekenda :) 24.02.07, 16:43
          Cieszę się, że nie odczytałaś moich słów jako złośliwość czy wymądrzanie gdyż
          rzeczywiście nie takie były moje intencje. Monitor niestety nie odda nastroju.
          A nie znam tych wszystkich śmiesznych znaczków (buziek) co by omalować jak coś
          tam odczytać.

          A pisz co chcesz i kiedy chcesz! smile najwyżej dostaniesz lanie ;DDD Sama wiem
          jak bardzo to pomaga. I pisanie i lanie wink

          Wiesz jakie ja dostałam lanie jak tu zaistniałam? ha ha! ;D
        • ta Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 25.02.07, 10:46
          rozwodnica napisała:

          > No i paru osobom może zaoszczędzę trudu odpisywania na moje posty, z góry
          > wiadomo kto zacz i jak ktoś brzydzi się tymi z drugiej strony barykady to może
          > sobie od razu odpuścić wink

          Gdy napiszę, że zdradzający i porzucający rodzinę to " z góry wiadomo kto zacz",
          będzie OK ?
          Ta_
    • z_mazur Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 16:30
      Hmmm
      Też nie wiem co napisać.
      Podziwiam Twoją otwartość i szczerość na tym forum.
      Skoro podczytujesz nas od jakiegoś czasu to wiesz, że raczej trafiają na to forum osoby, które są tymi zdradzonymi, porzuconymi i w jakiś sposób skrzywdzonymi przez współmałżonka.
      Tym bardziej cenię sobie Twoją wypowiedź.
      Wydaje mi się, że osoby o pewnej wrażliwości tak właśnie przeżywają rozpad małżeństwa będąc z drugiej strony. Wydaje mi się, że moja exżona musiała przeżywać coś podobnego do Ciebie zanim podjęliśmy decyzję o rozstaniu.

      Być może znajdą się tutaj osoby, które ocenią Twoją historię bardziej krytycznie. Ja chyba nie potrafię.
      Witaj na forum.
    • pomimo1 Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 17:12
      czesc!
      mam podobne dylematy, co ty. Moze nie stac mnie bylo na "odwage" znalezienia
      sobie faceta na boku i zdradzenia z nim męża,ale nie umialam bardzo dlugo odejsc
      ze zwiazku, ktory byl zly (przemoc).
      Znalazlam swoj alternatywny sposob, o ktorym nie potrafie NIKOMU obcemu ani na
      tym forum, ani w cztery oczy powiedziec. I chobcym bila sie w piers, ze zwiazek
      byl tragiczny (bo byl), to w mojej glowie pozostaje pewnien jeden
      niezaprzeczalny fakt,ktory burzy mi porzadek rozstania,jaki zawsze w glowie
      sobie ustalałam: on zły maz, bił, poniżal, wyzywal itp.
      Trampolina mojej ucieczki z tego zwiazku do dzis powoduje moje wyrzuty sumienia
      (sluszne).
      Nie potrafie pisac wprost. Rozumiem poczucie winy, ktore Ty odczuwasz.
      Moja psycholog na to mowi,ze jesli ktos jest zbyt slaby, by walczyc na nierowne
      sily z partnerem,ktory ma nad nami jakas przewage, to ta druga strona szuka
      WSZELKICH metod wyjscia z chorego zwiazku. Moja metoda, w mojej ocenie niczym
      sie od Twojej nie roznila.
      I każdego dnia obwiniam się, że gdybym szybciej uciela ten chory zwiazek,to by
      sie obylo bez mojego poczucia winy i mojego niezmiernego wstydu
      • anula36 Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 17:36
        a ty bylas dziewczyno choc raz w zyciu naprawde szczesliwa?
        Bo z tej historii wynika ze powinnas raczej zmienic nick na "cierpietnica"- z mezem cierpiaca w milczeniu, w podwojnym zyciu cierpiaca z klamstwa, wolna z innym facetem cierpiaca rowniez. Mam wrazenie ze twoje zycie sie zmienia a cierpienie wciaz to samo.
        • nanga.nanga Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 21:58
          Taaaak.... A kto powiedział, ze czlowiek jest stworzony do szczęścia? Nic na to
          specjalnie nie wskazuje. Raczej - do szukania go i wiklania się w moralne
          rozterki. To rozwija. Ale nie wszystkim jest dane.
    • panda_zielona Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 18:22
      Aby obraz sytuacji był pełny - mój dotychczasowy kochanek mniej więcej w tym
      > samym czasie co ja powziął podobne decyzje. Bez jakichkolwiek konsultacji, nie
      > kontaktowaliśmy się wcale.
      > Teraz mieszka sam, spotykamy się, na każdym kroku zapewnia mnie o swojej
      > miłości... Powinna być sielanka a nie jest. Nie potrafię chyba pozbyć się
      > brzemienia tego co się wydarzyło. Nie daję sobie prawa do szczęścia jak mówi
      > psycholog sad

      Mleko się rozlało.Powiedziałaś mężowi,postąpiłaś uczciwie.Teraz spróbuj
      odnaleźć swoje szczęście przy boku swojego kochanka,skoro jak mówisz zapewnia
      Cię,że kocha.A wyrzuty sumienia,no cóż nieprędko się ich pozbędziesz.
    • nanga.nanga Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 22:03
      Witaj.
      Bardzo Ci wspołczuję. Zawsze uważalam, ze niektorym latwiej być porzuconym niż
      porzucic. Łatwiej być oszukanym, niż oszukiwać.
      Trzymaj się i bądź tu z nami.
    • misizme Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 24.02.07, 22:38
      czesc, teraz w twoim życiu wszystko sie zmienilo, to dlatego czujesz sie tak zagubiona i nieszczesliwa.bylas ze swoim mężem 10lat a teraz stawiasz czolo duzej zmianie. przestan sie zamartwiac bo sie rozchorujesz jeszcze bardziej a przeciez musisz byc szczesliwa dla swojego dziecka. ZYCIE JEST TYLKO JEDNO DZIEWCZYNY PO CO TRACIC CZAS NA BYCIE Z CZLOWIEKIEM Z KTORYM NIE JESTESMY SZCZESLIWE???????!!!!!!!!DOBRZE ZROBILAS NAUCZ SIE BYC SZCZESLIWA pozdrawiam
      • aron95 Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 25.02.07, 09:20
        ZYCIE JEST TYLKO JEDNO DZIEWCZYN
        > Y PO CO TRACIC CZAS NA BYCIE Z CZLOWIEKIEM Z KTORYM NIE JESTESMY SZCZESLIWE????
        > ???!!!!!!!!DOBRZE ZROBILAS NAUCZ SIE BYC SZCZESLIWA pozdrawiam

        Cóż to za rada . Na siłę aby szczęśliwe . A gdzie dzieci czy je pyta ktoś czy
        one będą szczęśliwe ? Co z rodzicami , teściami
        • misizme Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 25.02.07, 10:47
          "Cóż to za rada . Na siłę aby szczęśliwe . A gdzie dzieci czy je pyta ktoś czy
          > one będą szczęśliwe ? Co z rodzicami , teściami"
          ok wiec najlepiej my badzmy nieszczesliwe i poświęcajmy sie dla szcześcia innych.aron95 nikogo nie uszczesliwisz tkwiac w toksycznym związku,
          haha tesciow uszczesliwiac co za swietny joke, a rodzice sa szczesliwi wlasnie wtedy gdy ich dziecko jest szczesliwe

          a jezeli chodzi o dzieci to moja koleżanka ma do dzis wielki zal do matki ze musza mieszkac uzerac sie i meczyc z ojcem alkoholikiem ktory potrafi np zostawic gaz otwarty i smacznie sobie spac

          autorko wątku dobra rada od aron five tkwij w niedobrym związku a caly swiat bedzie tryskal szczesciem
          sorry pojechalam pa

    • jacekplacek66 Eh ci faceci 25.02.07, 11:14
      potrafią "tylko" pracowac zapewniając jakieś tam bezpieczeństwo po drodze gubiąc
      miłośc, namietność.
      Dawniej kochający małzonek spalił by ze dwie sąsiednie wioski, nabił na pal
      konkurenta- pokazał , ze kocha a i nudy by niewiasta nie uswiadczyła skubiąc
      pierze i śpiewając z kolezankami "U prząśniczki siedzą....."
      Marne czasy nastały.....
    • akacjax Re: Dzień dobry 25.02.07, 11:23
      Czytam Twój post i reasumując widzę to tak:
      -kiedyś małżeństwo zaniedbane przez Was straciło prawie wszystko(czy tylko nuda, czy były inne powody?)
      -zamiast działać wespół-oddalałaś się szukając tego, czego brak-poza związkiem
      -gdy to Cię przerosło-obciążyłaś się swoim kłopotem także męża(on chwilowo wytrzymał)
      -a potem była powtórka z rozrywki
      -no i nadszedł czas picia nawarzonego piwa
      -a w sumie nie osiągnęłaś upragnionego spokoju.
      Wg mnie ani nie rozstałaś się z mężem-porzucałaś, a jako porzucona jeszcze nie przerobiłaś tego, ani nie masz dobrego drugiego związku.

      Gnębi Cię poczucie winy z rozwalonej rodziny. I co zostaje?
      Chyba powiedzieć sobie-jest jak jest, przyznać się do błędu, pora dojrzeć i kolejne decyzje podejmować po wiekszym zastanowieniu i zwróceniu uwagi, że nie dotyczą one nie tylko Ciebie. Grzebanie w przeszłości, szukanie przyczyn pogłebia tylko doły.
      Raczej trzeba patrzeć w siebie, czego szukam, co potrzebuję by mieć choć namiastkę poczucia szczęścia. Myślę, że psycholog pomoże Ci odnaleźć drogę do siebie, do zrozumienia swoich zachowań, poszukiwań.
      Życzę powodzenia.
      • rozwodnica Re: Dzień dobry 26.02.07, 10:46
        Hm...

        Cóż, może tak mi wygodniej Was odczytywać, ale nie czuję się zmieszana z blotem.
        Nie oczekiwałam oceny moralnej ani rad, po prostu założyłam, że gdybym napisała
        tylko "cześć, rowodzę się mam dziecko" itp a za jakiś czas "dziś mi źle, nie
        wiem jak sobie radzić" to wiele osób założyłoby, że jestem porzuconą przez męża
        - okrutnika biedulką. I głupio byłoby odkręcać smile

        Jedno co chcę dodać - chodzenie do pracy, zwykle domowe czynności i po prostu
        "bycie" to ciut za mało jak dla mnie. Wyobraźcie sobie, że nawet mój jeszcze_mąż
        przyjmuje do wiadomości, że nawalił. Choć sposób "rozwiązania" problemu
        niewątpliwie wybrałam najgorszy z możliwych. Ale nie zauważyłam, żebym gdzieś go
        obsmarowywała w swojej wypowiedzi więc darujcie sobie obronę.

        W każdym razie - będę pisać, a co! smile
        • phokara Re: Dzień dobry 26.02.07, 11:24
          > Jedno co chcę dodać - chodzenie do pracy, zwykle domowe czynności i po prostu
          > "bycie" to ciut za mało jak dla mnie.

          To akurat swietnie rozumiem. Oczywiscie, na to, zeby w zwiazku bylo 'ciut
          wiecej' pracuja obie strony, kobiety (jak zwykle) nawet bardziej przez wzglad
          na talenta naturalne.
          Sposobu "rozwiazania" problemu tak naprawde nie wybralas zadnego. Wybralas
          ucieczke. Ale to tez rozumiem. Madrosci zyciowe najprosciej sie realizuje w
          teorii, z praktyka bywa bardzo roznie. Wszyscy to niby wiemy ale musisz miec
          swiadomosc, ze na tego typu forum trudno o obiektywne komentarze, bo zbyt
          swieze sa blizny, jakie trzeba zaleczyc. Kamienie leca z dwoch roznych stron
          barykady. Po prostu.
          Ale cos Ci powiem - do tego, co bardzo pieknie i madrze napisala Akacja.
          Poczucie winy jest jednym z najbardziej destrukcyjnych uczuc, jakie wystepuja w
          przyrodzie. I nie jest to zadne, sensowne 'zadoscuczynienie', bo z tego nic nie
          wynika. Nic sie z tego konstruktywnego nie tworzy. Zebys sie nie wiem ile
          samobiczowala - most sie od tego nie wybuduje. I teraz jest chyba czas na to,
          zebys wykonala jakas solidna robote i wlozyla maksimum wysilku w to, co dalej.
          Bo przeszlosc juz sie wydarzyla, miala swoj scenariusz i nie zmienisz biegu
          wypadkow nalezacych do historii. Teraz musisz sie z nia rozliczyc i uporac,
          posprzatac ten balagan, ktory sama zrobilas, zas jedynym skutecznym lekarstwem
          na garb wyrzutow sumienia bedzie jakas nowa wartosc, ktora sie pojawi w pustym
          miejscu, odgruzowanym z tego, co bylo kiedys. I tu Cie czeka, kobieto, ciezka
          orka i 'praca u podstaw'. Ciebie - nikogo innego. Zycze Ci duzo sil i madrosci.
          I rob cos sensownego, zamiast sie dolowac i plakac nad rozlanym mlekiem, bez
          sensu. To jest wbrew pozorom najprostsze.
        • aron95 Re: Dzień dobry 26.02.07, 11:26
          Autorka postu opisuje normalną rodzinę a nie męża alkocholika czy też toksyczny
          związek . Widzę tu związek do uratowania . Bo cóż więcej może Ci dać ten drugi .
          Po pewnym czasie też Ci się z nudzi . Skoro rozmawiacie to nie jest tak źle .
          Uważam że wszystko można jeszcze naprawić .
          • phokara Re: Dzień dobry 26.02.07, 11:42
            > Uważam że wszystko można jeszcze naprawić .

            To swietnie. Autorka postu z pewnoscia sie z Toba skontaktuje i zasiegnie
            bezcennej porady 'jak'.
            Bo ze wszyscy umiemy naprawiac rodziny i zycia innych, to oczywiscie fakt
            bezsporny. Do tego kazdy ma talent.
          • 13monique_n Re: Dzień dobry 26.02.07, 12:41
            aron95 napisał:

            > Autorka postu opisuje normalną rodzinę a nie męża alkocholika czy też
            >toksyczny związek . Widzę tu związek do uratowania .
            Ty widzisz. OK. A jesteś pewien, że obie osoby zainteresowane także? I że
            potrafią cos z tym wszystkim zrobić? Ewentualnie zapomnieć? Mąż, że tak, a nie
            inaczej się stało? A rozwodnica upora się z poczuciem winy? Wbrew pozorom to
            bywa trudniejsze niz Ci się wydaje. I nikt (sic!) z zewnątrz nie może
            zdecydować za partnerów. Tylko oni. Bo to oni poniosą wszelkie konsekwencje
            swoich decyzji.

            PS rozumiem, że Ty swój związek uratowałeś/uratowałaś i podeślesz
            dziewczynie "manual" pt. Jak uratować związek? (hmmm, mam nadzieję, ze nie w
            jeden weekend - przepraszam za zgryźliwość)
    • mistrz_jajecznicy Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 12:28
      Najtrudniejszy krok wykonałaś. Podjęłaś decyzję i zakończyłaś dotychczasowy
      związek. Zakładam, że jesteś myślącą osobą więc decyzja nie była pochopna.

      Normalne, że masz teraz wątpliwości. Idealnych rozwiązań nie ma. Gdybyś została
      w związku, w którym przygniatała Cię rutyna też miałabyś wątpliwości w stylu, a
      może powinnam była odejść, przecież czas ucieka, szkoda mojego życia. Będziesz
      się mogła przekonać czy warto było taką decyzję podjąć. I tylko od Ciebie i od
      Twojego nastawienia zależy jak ułożysz sobie teraz życie i czy za kilka lat
      będziesz mogła powiedzieć nie żałuję. Postaw tłustą krechę i zacznij się
      cieszyć życiem, które teraz masz.

    • sbelatka Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 14:08
      No, jakby to powiedziec...

      jestem sobie z tej drugiej strony.. nie zeby zaraz "barykady" ale ulicy
      powiedzmy

      moj mąz własnie odchodzi ze swoja kochanką, ktora dla milości z nim, jego czy
      jak tam - porzuca swojego męża i dziecko. taka fajna...

      I domniemywam, że szćżęscia razem nie zaznają.
      co mnie zaledwie srednio "zasmuca"

      choc (niedługo juz) exa zwsze lubiłam i fajny z nigo gośc, i pewnie mu sie w
      naszym małżeństwie nie podobalo tylko zapomnial mi o tym powiedziec przed
      znalezieniem nowej swojej wielkiej milosci (bo on kochliwy nie jest, to cytata)

      Ale poniewaz wrażliwy z niego gośc to domniemywam własnie, ze poczucie winy
      zniszczy ta jego milośc i radośc z nowej milosci, ktora moze juz w końcu
      oficjalnie "uprawiac" ( on nie może życ w "dualnym" świecie)

      I cóz.
      nawet mi go specjalnie nie żal.
      Bo nie zrobil NICZEGO żeby BUDOWAC nasze młżeństwo.

      Gdzies kiedys wyczytałam "zdrada nie może byc początkiem niczego"
      i "na krzywdzie ludzkiej nie zbuduje sie niczego trwałego"

      I nie pisze po to żeby Ci dowalic.
      Bo i po co...
      szanuję Twoja odwage żeby opisać swoja sytuację.

      rozumiem potrzebe "czucia"

      ale cos mi sie wydaje, ze w związku z facetem z którym zdradziłas męża
      możesz "czuć" jedynie to co niemiłe, trudne...

      tak, czasem łatwiej być porzucona niz odchodzącym.

      czasem - powiadam.
      bo bycie porzuconym tez nie jest cudne ani łatwe.

      i czy łatwiej znosic trudy życia gdy ma sie poczucie, że to na własne żądanie?
      sama jestem bardzo ciekawa?

      nie wiem o czym pisalam.
      chyba w końcu o niczym.

      mojemu exowi nie życzę niczego złego.
      nawet tej jego nowej milości.
      ale nie życzę tez niczego dobrego.

      sorry...

      przynajmniej dopóki sie czuję tak źle jak teraz.



      • phokara Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:05
        > Gdzies kiedys wyczytałam "zdrada nie może byc początkiem niczego"
        > i "na krzywdzie ludzkiej nie zbuduje sie niczego trwałego"

        Tez to wyczytalam i spory czas zylam tym pieknym cytatem, ktory rekompensowal
        mi styl odejscia Exa. No bo to jednak byla jakas pociecha - i tak sie
        wredzilowi nie uda, bo ta 'moja krzywda' itd. Dzis mnie to w ogole nie
        obchodzi. Nic a nic - szczerze mowiac, smieszne to mi sie jakos wydaje.
        Rozgladam sie dookola i coraz mniej regul w tym wszystkim znajduje. Mam taka
        znajoma, co juz dlugie lata po rozwodzie, zyje mysla iz "nie mozna budowac nic
        na czyims nieszczesciu" - przy czym ma tu na mysli wlasne nieszczescie, ktore
        jej ex maz urzadzil, odchodzac do innej kobiety - klasyka do bolu. I tak latami
        czeka kryzysu tego ich zwiazku, ktory - patrzac z boku - ma sie swietnie, duzo
        lepiej niz owa znajoma pochlonieta czekaniem na 'wyzsza sprawiedliwosc', ktora
        im wreszcie dokopie solidnie. Mam uzasadnione obawy, ze sie nie doczeka w tym
        wcieleniu i umrze jako sfrustrowana, rozzalona baba, zupelnie bez sensu, bo
        moglaby w tym czasie, ktory poswieca na wypatrywanie 'karzacej reki losu' zajac
        sie czyms duzo bardziej pozytecznym i przynoszacym efekty. Ale nie ma na to juz
        energii, bo cala wklada w modly do opatrznosci, zeby wreszcie pokarala tego
        faceta, ktory spieprzyl jej zycie. W ogole nie trafia do niej, ze ostatnie lata
        spieprzyla sobie sama.
        • 13monique_n Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:10
          phokara napisała:

          > Ale nie ma na to juz energii, bo cala wklada w modly do opatrznosci, zeby
          >wreszcie pokarala tego faceta, ktory spieprzyl jej zycie. W ogole nie trafia
          >do niej, ze ostatnie lata spieprzyla sobie sama.
          big_grin Swiete slowa, Iw. Jak zwykle moge sobie Twoje podsumowania drukowac, zeby
          zajrzec do nich, gdybym zapasc umyslowa kiedys miala zaliczyc (na razie -
          spokojnie, lata swietlne jestem odlegla). big_grin
          • phokara Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:13
            haha...
            Trzepne Cie w ucho. Wiesz za co.
            paaaaa.
            • 13monique_n Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:21
              phokara napisała:

              > haha...
              > Trzepne Cie w ucho. Wiesz za co.
              eeeeeeeeeeeeeee???? A możesz nie liczyć na moją domyślność? Bo ogólnie to mi
              się w ucho należy i się nieco gubię smile
              > paaaaa.
              Może być offline smile
              • phokara Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:26
                Ja Ci to 'w domu' wytlumacze. Offline.
                • 13monique_n Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:27
                  phokara napisała:

                  > Ja Ci to 'w domu' wytlumacze. Offline.
                  Boszzzz!!!! Yk! Yk! Yk!

                  (czkawki ze strachu dostałam big_grinDDD)
                  • phokara Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:31
                    chyba raczej ze smiechu... albo pijackiej.
                    • 13monique_n Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 15:41
                      phokara napisała:

                      > chyba raczej ze smiechu...

                      Hmmmmmmm, no, nie smiałam się dzisiaj, bo spiąca jestem, ale może będę się
                      smiać smile Albo to wynik wczorajszego wypadu do teatru na komedię

                      >albo pijackiej.
                      Nieeeeee, nie piłam nic już ohohoho!
                      • aron95 Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 26.02.07, 18:09
                        13monigue - związku nie uratowałem jestem po rozwodzie . Mam syna i alimenty
                        jak na faceta to powód do radości . Ale zadowolony nie jestem `. Bo każdy rozwód
                        jest porażką . Jestem przekonany że pisząca ten post będzie żałowała swojego kroku .
                        Było to zjej strony zauroczeniem a każde zauroczenie mija .
                        Piszemy tu o kobiecie która zdradziła męża . A ten zapewne ją kochał i dalej kocha
                        Tylko jak można życ z kimś komu się nie ufa . Nie dziwne że się wyprowadził .
                        • phokara Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 27.02.07, 09:25
                          Ja tez sie nie dziwie.
                          I tez nie uratowalam zwiazku nie potrafiac zyc z kims do kodo stracilam
                          zaufanie i szacunek - u mnie to doprowadzilo do kompletnej ruiny milosci do
                          Exa.I tez 'nie jestem zadowolona'. Tez uwazam to za swoja wielka porazke. I
                          jest mi zal.
                          Tylko wiesz co... sa w zyciu zale w roznej skali. I czasami trzeba podjac jakas
                          decyzje, zaszarzowac, zeby zawalczyc o cos innego, o jakas sensowna jakosc na
                          dalsza droge. I taka postawa wcale nie stoi w sprzecznosci z przekonaniem, ze
                          "kazdy rozwod jest porazka". Owszem jest - jest porazka przeszlosci, wyboru,
                          ktory sie dokonalo kiedys i klaska naszych dzialan az do teraz. Nasza kleska.
                          Ale czasmi trzeba przyznac sie do jakiejs porazki zeby moc dalej walczyc i zeby
                          gigantyczna porazka nie stalo sie cale nasze zycie. Zapasowego nie ma nikt.
                          Dlatego bardzo sceptycznie podchodze do tak kategorycznych sadow, jak "jestem
                          przekonany, ze piszaca ten post bedzie zalowala swojego kroku".
                          Nie wiesz tego bo nie mozesz tego wiedziec. Po prostu.
                        • 13monique_n Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 27.02.07, 09:53
                          Aron, ja nie twierdzę, że rozwód to sukces życiowy. to jest porażka. Miłości,
                          zaufania, wiary, z która sie zaczynało cos na całe życie. "To nie tak miało
                          być". Ale kazdy we własnym imieniu decyduje, czy na przykład potrafi życ z
                          partnerem po zdradzie. Czy znajdzie w sobie oprócz miłości także siłę, by
                          najpierw wybaczyć, a potem życ z tą świadomością. podobnie, jak partner, który
                          zdradził, musi ocenic swoje siły, czy bedzie umiał życ z kimś, komu wyrządził
                          krzywdę. Niektórzy ludzie nie potrafią.
                          Dlatego ja wypowiadam się we własnym imieniu. A rozwodnica czytając te
                          wszystkie nasze posty złozy sobie te różne opinie i zobaczy, gdzie jest jej
                          najbliżej. Nikt z nas jej jednak nie doradzi - zrób tak, zrób siak.
                          • aron95 Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 27.02.07, 14:57
                            Masz rację rozwodnica musi sama dokonać wyboru . My mozemy jedynie podpowiadac .
                            A co tam pokusze się o jeszcze jedną radę . Ja tez taką dostałem od pewnej pani .
                            Skory Ty zdradziłaś zapropnuj mężowi niech zaliczy tyle panieniek aż będzie w
                            stanie wybaczyć . Kontrowersyjne ?? ale ma sens .
    • brzoza75 Re: Dzień dobry, rozwodzę się :( 27.02.07, 09:39
      chciałam Ci powiedzieć, że doceniam Twoją szczerość i rozumiem
      jak się czujesz w tej chwili.

      • sbelatka Pho, ujme to tak 27.02.07, 12:06
        o "wypatrywaniu" klęski w zyciu exa nie ma mowy...

        ale daje sobie troche czasu na to zebym mogła (jak subtelnie nazywa to moja
        kumpela) "lać goracym moczem " na zycie mojego przyszłego exa..

        do tego czasu pomysle sobie od czasu do czasu w duchu "krzepiącym" ciało i
        ducha własnie - jak to na "krzywdzie ludzkiej...." itd.


Inne wątki na temat:
Pełna wersja