Kilka lat po rozwodzie..

25.02.07, 09:44
cześć Wszystkim Wam smile

Rozwód ..i co dalej? Pamiętam jak kilka lat temu tak myślałam. Oczywiście z
przerażeniem bardziej niż optymistycznym "no ..teraz to dopiero będzie życie".
W zasadzie przeżyłam pierwsze 2 lata bo miałam dziecko i to była jedyna
mobilizacja i motywacja. Owszem funcjonowałam, ale prawdziwego życia to w
sobie nie miało za bardzo. Pamiętam jak sobie myślałam "jak będzie wyglądać
moje życie za 5 lat?" No i teraz już wiem...przeżyłam tamten okres,
przetrwałam, chociaż jak to zrobiłam to wie najlepiej moja poduszka smile
Dzisiaj..? Daję sobie radę. Mam satysfakcję, że sobie radzę z życiem. Jestem
samodzielna, poradziłam sobie z chorobą, przeprowadzką, brakiem pracy. Ale
też nauczyłam się żyć sama ze sobą. Umiem się śmiać tak po prostu...a kiedyś
wydawało mi się to niemożliwe. Że niby świat już przestał bez Niego istnieć.
A to nieprawda...wszystko kręci się dalej, tylko wszystko jest nowe, mniej
jest naiwności i spontaniczności, więcej ostrożności, rozwagi. Tylko nadzieja
pozostaje ta sama .... Czego sobie i Wam życzę ! smile
    • 13monique_n Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 13:08
      Witaj! Dziękuję Ci za ten wpis z "odległości" kilku lat po. Dobrze jest
      wiedzieć, że jest dobre "i co dalej", i że w dużej mierze zależy to od nas i
      czasu smile
    • julka1800 Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 13:35
      optymistycznie...smile)

      Jeszcze jeden dowód na to ze sie da zyc POsmile

      buzia mi sie usmiechnęłasmile)
    • sbelatka Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 13:40
      a dla mnie to średnio optymistyczny list...

      bo ja WIEM, zesobie poradzę...
      ale chcę byc szczęśliwa..

      i nie wiem - czy Ty czujesz sie szcześliwa....

      albo inni "po rozwodzie i co dalej..."
      • julka1800 Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 13:53
        no to jestes szczesciarą, ja nie wiedzialam czy sobie poradzę, a nawet teraz
        nie odwazylabym sie powiedziec "wiem ze sobie poradze za 5, 10, 15 lat" bo tego
        rzeczywiscie nie wiem

        Pytanie co oznacza dla Ciebie bycie szczęśliwym, czy szczesliwym po prostu czy
        szczesliwym majacym u swego boku osobe ktora sie kocha i czuje sie kochanym?
        • sbelatka Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 14:22
          oj, osobe, osobę....
          • a.niech.to Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 14:32
            Ja zwyczajowo pod prąd: wystarczy pozbawić mnie osoby...
            • a.niech.to Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 14:39
              A mówią, że nie ma tego złego ...
              • lucka15 Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 21:27
                Sama się zastanawiam czy to co napisałam brzmi optymistycznie..smile Chyba w sumie
                tak. Bo już nie funkcjonuję, ale czuję że wróciłam do życia. Fakt, że trwało to
                długo...ale też dałam sobie ten czas. Musiałam sobie wszystko na nowo w sobie
                poukładać. Zrozumieć, że coś się skończyło, ale to nie koniec świata tylko nowe
                doświadczenie. Jestem inna niż kilka lat temu. Czy gdyby nie rozwód też bym
                taka była? Prawdopodobnie nie.Nagromadziło się mnóstwo różnych emocji. Z
                niektórymi powalczyłam, ale są takie które nadal w człowieku siedzą. To jest
                nieufność, nadodpowiedzialność, wrażliwość, zachwiane poczucie bezpieczeństwa.
                Czy to naturalne, też tak macie?
                W każdym bądż razie na pewno otymistyczne jest to, że potrafię (nauczyłam się )
                sama ze sobą być i sprawia mi to przyjemność smile Nie myślę kurczowo, że
                potrzebny mi jest ktoś żebym naprawdę poczuła się szczęśliwa. Bo przecież
                rodzimy się samotni, żyjemy samotni i umieramy w samotności. Jedynie dzięki
                miłości i przyjażni możemy stworzyć złudzenie, że nie jesteśmy
                sami ...Oczywiście, że chciałabym mieć to złudzenie, ale czas nas uczy pokory i
                cierpliwości, więc ..uczę się też czekać..smile
                • a.niech.to Re: Kilka lat po rozwodzie.. 26.02.07, 21:44
                  lucka15 napisała:

                  >[ emocje] nadal w człowieku siedzą. To jest
                  > nieufność, nadodpowiedzialność, wrażliwość, zachwiane poczucie
                  bezpieczeństwa.
                  Ciągle się wdrażam do utrzymywania przeciętnego poziomu nieufności i - jak mi
                  się wydaje - jestem pod kreską.
                  W matkojcowanie weszłam z wielkim zadęciem, zorientowałam się, że nie wyrobię,
                  więc wypuściłam sporo powietrza. Tak jest lepiej dla wszystkich. Daaawno ktoś
                  pisał, że porzucone dzieci potrafią takie zajście jak odejście ojca przełożyć
                  na jego brak/śmierć. Moje poszły w tę stronę. Złapały grunt pod nogami. Ba,
                  zaczynają dostrzegać i cenić sobie taki stan rzeczy.
                  Ręce precz od wrażliwości. Lepiej być kopniętym niż kopać innych, toteż jestem
                  walnięta...
                  Poczucie bezpieczeństwa wróciło mi jakoś tak ... z grubszą kroplą gotówki i
                  przekonaniem, że radzę sobie nie gorzej niż inne samotnice obarczone rodziną.
Pełna wersja