pocketgirl
26.02.07, 23:57
Nie mogę spać, nie chce mi się, przewracam się z boku na bok. Jutro będzie
ciężko wstać. Kot w nogach się rozpycha, a ja rozmawiam w myślach sama ze
sobą. Małżonek w drugim pokoju. Tak trwamy. Jaki absurd, że trzeba w myślach
rozmawiać ze sobą, bo nie ma z kim. Takie wielkie pytanie, co będzie dalej.
Tak tragedia, którą przeżywamy wszyscy, lecz każdy z osobna i samotnie. Jakoś
już wierzę, ale może nie do końca, że to się staje i mam komu nawet
wykrzyczeć, ale czy szeptem, czy głośno nadal pozostaje już bez znaczenia.
Czy to mój koniec świata? Nie kochamy, kiedy nie jesteśmy zdolni do miłości
(Fromm). A co się dzieje, kiedy nas przestaje się kochać, czy my nadal
kochamy? A jeśli kochamy, tylko się nie godzimy, żeby życie nas równało aż
tak bardzo... Pozdrawiam niemogących spać