Po drugiej stronie lustra...

06.03.07, 10:19
Ojciec uprowadził syna, policja jest bezradna:

wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3965531.html
Tragedia? W jakimś sensie pewnie tak.
Jednak tysiące matek postępuje podobnie w świetle prawa - ale to już nie
tragedia, tylko szara rzeczywistość i statystyki.
    • ladyhawke12 Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 10:45
      Misiaczku, reportaż o tym dzieciaku robiła moja koleżanka, myśle że można by było jej zasugerować druga strone lustra.
      • amflandia Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 10:57
        I trzecią stronę lustra, gdzie matka błaga ojca o częstsze kontakty z dziećmi i
        pomoc w wychowaniu, a ojciec o dzieciach zwyczajnie zapomina.Gdzie dzieci czują
        się odtrącone i niekochane.Gdzie zamykają sie w sobie i cicho cierpią, bo nie
        rozumieją czym zawiniły.Gdzie matki widząc cierpienie swych dzieci czują się
        bezradne, bo nie są w stanie zmusić ojców by byli ojcami.
        • julka1800 Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:01
          zachodze w glowę czemu ludzie robia sobie takie rzeczy i nie znajduje odpowiedzi
          • z_mazur Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:07
            julka1800 napisała:

            > zachodze w glowę czemu ludzie robia sobie takie rzeczy i nie znajduje
            odpowiedzi

            Odpowiedź jest banalna... i okrutna w swojej prostocie.
            Są tylko ludźmi...
            • menab Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:08
              No właśnie i to ich do czegoś zoobowiązuje....
            • amflandia Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:23
              z_mazur napisał:
              > Odpowiedź jest banalna... i okrutna w swojej prostocie.
              > Są tylko ludźmi...

              Ludźmi ???
              • julka1800 Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:25
                pytanie dalej jakimi sa ludzmi?
                Egoistami

                Bo smiem twierdzic nie kieruje nimi milosc do dziecka ale egoizm, wlasne ja,
                postawienie na swoim,
                "To ze mna bedzie dziecko! ja jej/jemu pokaze!"
                • z_mazur Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:46
                  julka1800 napisała:

                  > pytanie dalej jakimi sa ludzmi?
                  > Egoistami

                  Moja uwaga była bardziej refleksyjnej natury.
                  Po prostu ludźmi... z wszystkimi tego konsekwencjami, ludzkim egoizmem i czasem
                  zagubieniem.
                  Tak na dobrą sprawę to chyba prawdziwą naturą człowieka jest w jakimś stopniu
                  zdrowy egoizm.
                  • betuana Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:57
                    Tylko, że u niektórych jest to raczej chory egoizmsad
                    A ja i tak zawsze będę twierdzić, że są ludzie i wyroby człowiekopodobnesmile
        • 374.4w Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:13
          bedąc z matką dziecko pewnie chodziło do szkoły,krąg osób, z którymi miało
          kontakt był o wiele szerszy niż tata, babcia i jedna nauczycielka;
          u ojca dziecko jest więzione nie ma mozliwości nauczenia sie podstawowych
          rzeczy jak choćby kontakty interpersonalne, przedmiotów szkolnych niby się
          uczy;
          tak jesteśmy skonstruowani, że wiekszym złem jest gdy dziecko jest wychowywane
          tylko przez ojca niż tylko przez matkę; mam znajomego dziś pod 60. który
          opowiadał mi jak okropne było jego dzieciństwo bez matki, ale z samym ojcem.
          Wszystko było niby w porządku, ale nie była to matki, takie były realia, że
          prawo nie broniło wtedy matki( a może dziecka?)

          nie mówiąc o sposobie w jaki ojciec zdobył "prawo" do opieki nad synem
          • z_mazur Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:42
            374.4w napisała:

            > tak jesteśmy skonstruowani, że wiekszym złem jest gdy dziecko jest
            wychowywane
            > tylko przez ojca niż tylko przez matkę;

            Nie zgadzam się z tą tezą. Nie ma na to żadnych przekonujących dowodów.
            Mało tego badania prowadzone w krajach gdzie opieka nad dzieckiem jest
            powierzana także ojcom (a nie tak jak w Polsce praktycznie z założenia matkom)
            potwierdzają raczej przeciwną tezę, że samotni ojcowie są lepszymi
            samodzielnymi opiekunami niż samotne matki (mniejsza nadopiekuńczość i bardziej
            partnerskie relacje z dziećmi).
          • misbaskerwill Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 12:01
            > Wszystko było niby w porządku, ale nie była to matki, takie były realia, że
            > prawo nie broniło wtedy matki( a może dziecka?)

            To był taki okres? smile

            > opowiadał mi jak okropne było jego dzieciństwo bez matki, ale z samym ojcem.

            A czy z samą matką byłoby mu lepiej?

            > tak jesteśmy skonstruowani, że wiekszym złem jest gdy dziecko jest wychowywane
            > tylko przez ojca niż tylko przez matkę;

            Ojciec ojcowi nierówny, a matka matce. To uogólnienie jest po prostu
            nieprawdziwe, co było już wzmiankowane na tym forum z odnośnikami do badań
            naukowych.
            To, kto jest lepszym rodzicem zależy m.in. od płci i etapu rozwoju dziecka.
            Wiadomo np, że ojciec piersią dziecka nie nakarmiwink, ale nie mówcie, że w
            związku z tym 10-latka tylko matka wychowa lepiej.
            Najważniejszy jednak jest rozwój psychiczny, czyli dojrzałość i gotowość do
            bycia rodzicem. Płeć POWINNA BYĆ drugorzędna, a w tym ważnym przypadku nigdy nie
            jest.
            • 374.4w Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 13:00
              misbaskerwill napisał:

              >
              > A czy z samą matką byłoby mu lepiej?


              uważał, ża tak
              >
              >>
              > Ojciec ojcowi nierówny, a matka matce. To uogólnienie jest po prostu
              > nieprawdziwe, co było już wzmiankowane na tym forum z odnośnikami do badań
              > naukowych.


              uogólnienia nie są prawdziwe, ale mówię o środku(średniej), granice te in plus
              i in minus pomijając
              >

              Płeć POWINNA BYĆ drugorzędna, a w tym ważnym przypadku nigdy ni
              > e
              > jest.


              jest, jest
    • biedroneczka33 Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 11:46
      Jak to jest ...sad na sprawie rozwodowej orzeka o kontaktach np.ojca z dzieckiem ..no i albo ktos z tego korzysta albo i nie .jezeli osoba z ktora przebywa dziecko nie wywiazuje sie z tego , utrudnia widywanie sie to mozna napisac do sadu i jest duza mozliowsc ze sad taka "wyrodna" matke lub "wyrodnego " ojca ukarze grzywna .Ale co mozna zrobic gdy np.matka chce dziecko chce ale ojciec jakos nie poczuwa sie do winy ojca .Czy wtedy rowniez sad ukarze taka osobe grzywna..nie ...moze powiedziec tak jak u nas o kontaktach ojca z Sławusiem .Ze widocznie jest ojcem niedojrzalym i trzeba to zrozumiec .No coz prawo nie jest jednakowe do wszystkich , utrudnic zycie mozna kazdemu (szukajac sposobu na utrudnianie kontaktow lub z drugiej strony nie wywiazywanie sie z nich ) jednak nie ma takiego prawa ktore zmusi druga strone do wywiazywania sie nie tylko z praw jakie daje bycie rodzicem ale rowniez i obowiazkow jakie przysluguja.
      • amflandia Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 12:04
        Mi sędzina na rozprawie powiedziała, że pierwszy raz widzi matkę, która domaga
        się zwiększenia widzeń dziecka z ojcem, i że jej przykro, ale prawo nasze nie
        przewiduje takich przypadków i niestety nie potrafi zmusić mego exa, aby kochał
        swego syna.
      • misbaskerwill Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 12:11
        Kontakty z dzieckiem są prawem ojca, nie obowiązkiem, dlatego grzywna nie jest
        przewidziana.
        Są też prawem dziecka, dlatego rozumiem, co chcesz powiedziećwink.

        Grzywna wyrodnym matkom nie jest straszna. Często po roku, jak jakimś cudem
        faktycznie udowodni się złą wolę matki (świadkowie, policja, etc.), matka w
        najgorszym razie dostanie grzywnę w wysokości...kilkuset złotych.
        Zapłaci ją bez trudu z części alimentów. A tatuś może się pocałować.
        Tak to wygląda po mojej stronie lustra...

        >No coz prawo nie jest jednakowe do wszystkich, utrudnic zycie mozna kazdemu

        Właśnie prawo jest jednakowe. Problem w tym, że ludzie bez skrupułów nie mają
        problemów z interpretacją odpowiednich zapisów na własną korzyść, a uczciwi
        ludzie są w gorszej sytuacji. Nie wiem - czy to tylko prawo jest złe, czy raczej
        ogólna znieczulica?
        • amflandia Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 12:21
          Myślę Miś, że i prawo jest niedoskonałe i ludzie mają w głowach
          poprzestawiane.I tak jak pisali poprzednicy, skrajny, bezmyslny i okrutny
          egoizm.
          • 13monique_n Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 12:42
            amflandia napisała:

            > Myślę Miś, że i prawo jest niedoskonałe i ludzie mają w głowach
            > poprzestawiane.I tak jak pisali poprzednicy, skrajny, bezmyslny i okrutny
            > egoizm.
            A ja bym czasem chciała zrozumieć z czego on szczególnie u kobiet wynika.
            Przepraszam z góry za wybranie do "drążenia" akurat części, kiedy kobieta/matka
            utrudnia swemu byłemu partnerowi i SWOIM DZIECIOM kontakty.
            Skąd się bierze do $#!!#@!@!!! w kobiecie to, że nawet ze szkodą dla dzieci
            dokopie Exowi? Po co???
            • crazysoma Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 13:01
              Moni, a skad sie bierze niechec do "starych" dzieci eksa, nowej pani eksowej i
              jatrzenie (bo jak to nazwac inaczej?) przeciwko nim? I glupota eksa, ze nie
              protestuje? A?
              • 13monique_n Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 13:08
                crazysoma napisała:

                > Moni, a skad sie bierze niechec do "starych" dzieci eksa, nowej pani eksowej
                i
                > jatrzenie (bo jak to nazwac inaczej?) przeciwko nim? I glupota eksa, ze nie
                > protestuje? A?
                Kochana, swiadomie poruszam tylko jeden aspekt. Bo glupote niektorych neksi to
                sobie omowilysmy na wiele sposobow i tu, i poza forum.
                Kwalifikuje to nieodmiennie ponizej wszelkiej krytyki. Bez komentarza.
                Ale mnie obchodzi sytuacja, kiedy kobieta i kochajaca przeciez (!!!) matka
                dziala przeciwko wlasnym dzieciom. Bo "tamta" dziala przeciwko jakiemus
                realnemu lub urojonemu przeciwnikowi - glupio kompletnie, ale dziala przeciwko
                obcym osobom (swoja droga, nie rozumie taka kobieta, ze to najlepiej podwaza
                prawdziwosc jej uczucia do mezczyzny - to, ze nie akceptuje jego dzieci, jego
                przeszlosci).
        • 374.4w Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 12:53
          misbaskerwill napisał:

          > Kontakty z dzieckiem są prawem ojca, nie obowiązkiem


          i może szkoda, że tylko prawem, a nie obowiązkiem.
          Mówimy "kontakty", a to nie o kontakt chodzi żeby ojciec mógł zobaczyć jak
          dziecko wyglada, a o udział w wychowaniu
    • marie.walewska Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 13:31
      misbaskerwill! A czy Ty przypadkiem nie przeczytales tego, co chciales przeczytac? Przeciez tragedia
      tego dzieciaka nie polega na tym, ze OJCIEC sie nim zajmuje, tylko na tym JAK rodzic sie nim zajmuje.
      Dzieci nie mam - mam mizerne doswiadczenie z cudzymi, ale wiem doskonale jakie koszmarne blizny
      na psychice psa zostawia brak/zla socjalizacja w okresie szczeniecym. A tragedia tego dziecka to
      odebrane dziecinstwo, kompletny brak socjalizacji i swiat klamstw oraz manipulacji w jakim zyje (bo ja
      sobie nie wyobrazam, ze rodzic przyszedl do niego i powiedzial "sluchaj, mama Cie kocha, ale ja tez i
      chce Cie miec tylko dla siebie, wiec zabieram Cie i zamkne Cie w obcym mieszkaniu z babcia i bede do
      Ciebie przychodzil, ale mamy nie zobaczysz przez kilka lat i nie bedziesz mial zadnych kolegow. Ok?")
      Wiem ze polskie sady sa "stronnicze", chetniej przyznaja opieke nad dzieckiem matkom niz ojcom,
      nawet w sytuacjach kiedy to tata jest bardziej rodzicem. Wsrod moich znajomych byla nawet sytuacja,
      ze sad przyznal opieke kobiecie mimo zgodnej deklaracji OBOJGA rodzicow, ze chca, by dzieci byly z
      ojcem. I inne absurdy typu dzieci oddawanych pod opieke bardzo starym dziadkom przez matke,
      mimo, ze ojciec w 100% sprawny i chce sie dziecmi zajac. Ale akurat ta historia w moim poczuciu jest o
      czyms innym.
      • misbaskerwill No właśnie... 06.03.07, 13:47
        > Ale akurat ta historia w moim poczuciu jest o czyms innym.

        Tak naprawdę nic nie wskazuje na to, że dziecku dzieje się wielka krzywda...
        To bardzo źle, że nie chodzi do szkoły, ale jak widać, na razie nie ma problemów
        z nauką. A to, czy dziecko naprawdę jest "aresztowane" czy nie, jaki ma kontakt
        z rówieśnikami, trudno stwierdzić po artykule pełnym niedopowiedzeń.
        Po prostu - coś tu strasznie śmierdzi.
        Mnie zastanawia jedno:
        matka, która od 2 lat nie widzi dziecka i czeka potulnie na postanowienie sądu???
        Bidulka wysłała kilka listów ws. dziecka... PRZEZ 2 LATA????!!!!
        Dziennikarze nie mieli najmniejszych problemów z dotarciem do dziecka, kurator
        też. I CO? I ona nawet nie próbuje być przy tym spotkaniu, porozmawiać z własnym
        dzieckiem, zobaczyć go chociaż przez szybę czy drzwi?
        Ten artykuł traktuje o "wstrętnym" ojcu. Który kocha dziecko z wzajemnością,
        zajmuje się nim i jakoś nikt mu tego dziecka nie chce odebrać.
        Ojciec ten niewątpliwie źle robi, ograniczając kontakty z matką i nie posyłając
        dziecka do szkoły państwowej.

        Ale z tego artykułu między wierszami można wyczytać o wiele więcej złego o
        matce. Może został "tylko" źle napisany, a może jest zbyt wiele do ukrycia...
    • chalsia Re: Po drugiej stronie lustra... 06.03.07, 13:47
      Po za sprawami, które już poruszyliście, dziwi mnie głupota i bezmyślność tego
      ojca. Bowiem wczesniej czy później dziecko zostanie od niego zabrane, a
      on "beknie" za porwanie oraz zaniedbanie obowiązku szkolnego (nauczyciel od
      matmy i polaka 2 x w tygodniu go od tego zarzutu nie wybroni).
      Może się skończyć (jak w artykule napisano), że przez jakiś czas będzie miał
      zakaz kontaktów dzieckiem (bowiem całe jego dotychyczasowe działania przynosiły
      dziecku szkodę).
      Czyli de facto będzie miał gorzej niż zanim porwał syna.
      Chalsia
      • chalsia a ta krzywda, której Misiu nie widzisz to 06.03.07, 13:51
        - opóźnienie edukacji
        - ograniczenie kontaktu z rówiesnikami
        - pozbawienie kontaktu z matka
        - samodzielne mieszkanie nieletniego

        Czy w Twoim mniemaniu krzywda jest dopiero wtedy jak biją, poniżają, nie dbają
        o zdrowie?
        Chalsia
        -
        Większość ludzi to ssaki.
        • marie.walewska Re: a ta krzywda, której Misiu nie widzisz to 06.03.07, 14:05
          A artykul jak widac napisany po mistrzowsku lub inaczej patrzac kompletnie do d..y. Kazde z nas jak
          widac przeczytalo co innego. Mnie sie wydawalo, ze maly tam mieszka z babcia, ale po poscie Chalsi
          sie zastanawiam czy ja to rzeczywiscie przeczytalam, czy tylko tak sobie dopowiedzialam. I pojawia sie
          100 pytan - czy matka wyslala kilka listow i juz, czy tez poza tym chodzila po sadch, policjach,
          kuratorach itd prosila o wsparcie, ale urzednicy zgodnie ze swoimi pogladami (nic sie dziecku nie
          dzieje zlego) jej nie pomogli? Czemu ojciec go porwal? Czy to on jest wariat, czy to matka chlopca
          doprowadzila go do szalenstwa?
        • misbaskerwill Re: widzę... 06.03.07, 14:06
          jak napisałem tuż przed Tobąwink

          Nie demonizowałbym:
          > - opóźnienie edukacji
          > - ograniczenie kontaktu z rówiesnikami

          to są zarzuty do udowodnienia. Jak wspomniałem, w artykule jest sporo
          niedopowiedzeń i mam dziwne wrażenie, że przy matce te sprawy nie byłyby
          uregulowane lepiej....

          > - samodzielne mieszkanie nieletniego

          Doprawdy? Napisano, że "Na co dzień zajmuje się nim babcia".

          Ojciec źle robi, ale nie zdziwiłbym się, gdyby to "całe zło" wynikało ze
          wcześniejszych działań matki.
          • chalsia Re: widzę... 06.03.07, 14:59
            > Doprawdy? Napisano, że "Na co dzień zajmuje się nim babcia".

            Doprawdy ??? Poniżej cytat z artykułu:

            "Michał siedzi w mieszkaniu, które ojciec wynajął specjalnie dla niego. Duży
            pokój z aneksem kuchennym. Eleganckie meble. Tuż przy łóżku dwa samochody
            wyścigowe na baterie. Na szafce pod telewizorem zeszyty z prywatnych lekcji
            matematyki i jęz. polskiego. To cały świat dziesięciolatka."

            "Na co dzień zajmuje się nim babcia"

            Nie wynika z powyższego, że babcia mieszka z wnukiem.
            Chalsia
            • julka1800 Re: widzę... 06.03.07, 15:24
              nie ma tu o czym dyskutowac, kochani

              Rozwodzacy sie rodzice powinni stanąc na wysokości zadania i "dogadać" sie co
              do dziecka. Ten rodzic, z ktorym dziecko bedzie mieszkalo powiniem nie
              utrudniac kontaktow, ten "dochodzacy" powinien dbac o dobre stosunki najlepiej
              jak umie.
              Niezaleznie od plci.

              Ci, ktorzy nie potrafią kierują sie egoizmem, zazdroscia lub/i zawiscia.

              To teoria, zycie jak wiadomo sobie..

              ps. Mis, nie jest prawda ze kontakty ojca (lub matki) to prawo, nie obowiazek.
              To OBOWIAZEK, ktory powstal w momencie poczecia dziecka. Obowiazek rodzica.
              • chalsia Re: widzę... 06.03.07, 15:45
                a także PRAWO dziecka.

                sąd wyjaśnił np. mojemu eksowi, że w wyznaczonym przez sąd czasie kontaktów
                ojciec-dziecko, ojciec ma obowiązek być dla dziecka dostępnym. Czyli jeśli ma
                np. przyjechać do dziecka w godz. 17-19, to w tym czasie 17-19 jego obowiązkiem
                jest być z dzieckiem.

                No ale mój eks ma w nosie takie obowiązki wobec dziecka. Woli działać jak jemu
                wygodniej.
                Chalsia
Pełna wersja