ol_ka2
06.03.07, 17:44
Z niepokojem patrzę na bezskuteczność zabiegania 'akcji' ojcostwa.
Małżonek, pozostaje w pierwszej fazie kompletnego zaczadzenia nowym uczuciem,
tym samym pozostawiając wszystkie obowiązki.
Pojawia się wyłącznie na chwilę! Demonstruje dzieciom coraz silniejsze bodźce,
zwracając uwagę na swoją odrębność, atakuje agresją,
zachowując się jak worek pcheł.
Hołubi wyłącznie synka, córkę pozstawia w skrajnej rozpaczy - wyjaśniając,
iż bycie ojcem daje mu prawo do krzyków.
.. pozostawia rozżalone dzieci, łzy w oczach, smutek, żal!
Coś zgoła innego pozostawia mnie ..
Opiekę nad dziećmi sprawuję wyłącznie sama.
Codzienność, troska, wychowywanie.
Nasłuchałam się w życiu uwag, przeżyję i tym razem, bo wtykam mężowi
palce w oczy za niechlujstwo ojcowskie, za bylejakość, za bezmyślność
do bólu, i za różne numery.
Prawda, drażni mnie! .. nachodzi mnie nawet pogardliwość.
[chyba niedowcipne to słowo

]
Ale co tam. Powiedzcie proszę szczerze, jak czekista czekiście

.. cóż ja uczynić mogę ?
Wielkim nie będzie, to i nie zasługuje na narodowy panteon!
Dokąd Go "przeflancować"
Chcę być w zgodzie z prawem, przeżyję wszystkie obrażone uczucia!
.. ale bezapelacyjnie dzieci muszą czuć się komfortowo i bezpiecznie!
Radźcie, gdzie pisać, jak pisać i co mówić .. bo ja się pogubiłam!