Dodaj do ulubionych

Nie potrafię podjąć decyzji...wrr

10.03.07, 23:42
witam
wiem, że nikt nie da mi przepisu na "antyzakalec"smile ale przyznam, że muszę
się chociaż zasugerować, bo zwariuję. A decyzja co do rozwodu trudna,bo mamy
małe dzieci - 4 i 5 lat.
Ja już sesnu nie widzę, od jakiś 4 lat się wszystko piepszy, i skutecznie
pogarsza. Mamy juz za soba rękoczyny, skakanie do gardeł itp.
Główny powód, dla którego jeszcze nie wniosłam pozwu - żadne z nas nie
wyprowadzi się z mieszkania, a o podziale nie ma mowy bo nie jest
własnościowe. Więc pozostaje mi perspektywa podzielenia półek w lodówcesmileNie
wynajmę mieszkania,bo oczywiście z dwójką dzieci nie wyrobię na opłaty (jedno
poważnie chore), a jego siłą stąd nie wyrzucą przecież. Męczę się ogromnie,
on pewnie też, tylko on wychodzi z założenia "po co rozmawiać, ważne by obiad
był i jakoś sie kręci" a to, że czasem zwyzywa, lub poniży -pal licho,
zapomnęsmile Kurcze, jak się zorganizowac "po"..gdzie pójść,by się odciąć...,
albo siedzieć i zżerać się nawzajem, bo mieszkanie wyremontowane...smile
ale to skomplokowane.
Obserwuj wątek
    • nirvanas Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 11.03.07, 10:09
      Fakt, skomplikowane. Cokolwiek zrobisz poniesiesz konsekwencje. Rozważ te
      konsekwencje - w obu wersjach będą przykre, ale będą też i dobre. Poszukaj
      dobrych za i przeciw. To dość lakoniczne co piszę, ale odpowiedzialność za
      swoje życie leży w Twojej mocy.
      • a.niech.to Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 11.03.07, 12:37
        Wszystkich zmiennych nie da się wziąć pod uwagę. Przyszłość po rozwodzie będzie
        także kreowana przez exa.
        • wojtekp67 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 12.03.07, 01:47
          A moze spróbowac mediacji , terapii. jak jesteście wierzący to ratowaniem
          rodzin zajmują sie miedzy innymi dominikanie. jesli nie to poradnie rodzinne,
          itp. Może warto sprobowac?
          • a.niech.to Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 12.03.07, 07:43
            Masz rację, dopóki mają się o co kłócić i wyzwalają w sobie emocje na miarę
            rękoczynów istnieje szansa na porozumienie.
    • a.niech.to Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 12.03.07, 06:42
      Zdecydwanie lepszym rozwiązaniem jest to, które zawiera w sobie nadzieję.
    • marek_gazeta Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 12.03.07, 08:45
      Spróbujcie terapii, może nie jeszcze za późno. On Ciebie "czasami poniży, czsami zwyzywa", a Ty...?
      • anka262 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 15.03.07, 22:24
        a ja...pracuję, wychowuję dzieci, prowadzę dom i oczywiście, kłócę się, bo to
        kobiety wszystkiemu sa winne...wykłócam się z nim twardo o...potrzebie
        rozmawiania, wyjaśniania problemów i nieudawania, że wszystko da się zapomnieć.
        Taka wiesz audycja pt"przypominamy radzimy"...lepiej bym poszła, zaszyła się w
        świat seriali,prawda? po co męczyć chłopa biednego, i wmawiać ze rozwalił coś,
        co przez lata się budowało. Kiedyś usłyszałam - dziś Ci nie odpowiem, bo jest
        21. Jak bede gotowy rozmawiać to dam Ci znacsmilesmilesmile

        poza tym, mój mąż na terapię nie pójdzie, bo twierdzi ze nie ma takiej potrzeby
        • maza15 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 15.03.07, 22:33
          Czy małżeństwo, w którym dochodzi do rękoczynów ma sens?
          Moim zdaniem NIE.
          Poniżenie,bicie,brak dialogu.
          Każdy ma swoje,jedno życie.Nie powinnaś się na to godzić.
          Dlaczego myślisz o tym by z nim zostać,jeżeli Cię bije?!
          • anka262 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 15.03.07, 22:55
            tzn ja nie nazwałam tego tak dosłownie tylko dlatego, ze rzeczywiście w tej
            kwestii prowokowaliśmy sie oboje. Nie lubię "zwalać" winy na jedną stronę, bo
            zawsze sa dwie racje, jak sugerował Marek. Dlatego ujęłam to jako wina nas
            obojga. On nie skąpił epitetów pod moim adresem, ja nie wytrzymałam, on oddał.
            Tak mniej więcej...
            Poza tym, gdybym nigdy nie chciała niczego wyjaśniać - wtedy było by ok. Nie
            rozmawiać o dzieciach, kłopotach, pomysłach na...milczeć.
            a dlaczego jeszcze w tym tkwię...jak pisałam w poście...głupi powód -
            mieszkanie, ale jednak duzo. Nie utrzymam swej pracy, bo poświęciłam się dla
            dzieci, jedno mi choruje, ciągła tylko moja odpowiedzialność za dom(on wychodzi
            z domu o 6 wraca o 20)zwolnienia, szpitale spowodowały, że nie dostanę kolejnej
            umowy, więc mieszkania sobie nie kupię.Włożyliśmy w to mieszkanie oboje duzo
            pracy i poświęcenia i teraz nie potrafię się z tym uporać. Czasami sama siebie
            za to nienawidzę, kiedyś nie miałam litości dla takich związków, ale życie
            weryfikuje wszystko po pewnym czasie. Teraz patrzę również praktycznie, nie
            tylko teoretycznie.
            • maza15 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 15.03.07, 23:11
              Oczywiście.W takim razie jak Ci pomóc?
              Przecież nie możesz tak żyć.
              Może jednak terapia?
              Trzymaj się,jesteś silna,pozdrawiam Cię serdecznie.
        • turzyca Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 20.03.07, 01:38
          "dziś Ci nie odpowiem, bo jest 21. Jak bede gotowy rozmawiać to dam Ci znacsmilesmilesmile"

          a dla mnie to objaw dojrzalosci. Choc moze nie z 21, u nas to raczej 2... (ale
          my pozno chodzimy spac, 21 to poczatek wieczoru.) Jak jest pozno, temat
          niepilny, a dyskusja dluga to przekladamy na nastepny dzien. Jak On nie ma
          zdania, tzn. uwzglednia mozliwosc ze pod wplywem moich argumentow zmieni zdanie,
          to tez zostawia sobie czesto czas na przemyslenie.

          I czasem mnie to do bialej goraczki doprowadza. Ale zazwyczaj dochodze do
          wniosku ze ma racje. Bo faktycznie nie musimy o 2 w nocy omawiac tematu ktory
          moze 8 godzin zaczekac. Rano mozemy go omowic na spokojnie, bez pospiechu, to
          wyraz szacunku dla sprawy, a nie olewactwa. I przemysliwanie roznych spraw
          spokojnie rowniez jest objawem szacunku - sama sie tego tez nauczylam.
          Zastanowie sie, rozwaze, popatrze od kilku stron, postaram sie uwzglednic
          wszystkie racje.




          no chyba ze jestes pewna, ze bylo to powiedziane z intencja dopieczenia...
          • agash4 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 20.03.07, 04:16
            ja widze Anke, ze pada juz. I moglaby bidulka tak ciagnac wszystko sama i bron
            Boze nie wspominac o tym, ze jej ciezko mezowi, ale ona cos probuje. Probuje
            rozmawic, zobaczyc choc odrobine zrozumienia w jego oczach, pomocy ze strony
            meza. A tu nic, tylko 21 godzina .... Aniu, ja sie umeczylam straszliwie i
            niepotrzebnie, tez wmawiano mi ze to ja potrzebuje sie leczyc itd. Ale dzis
            jednego zaluje, ze 2 i pol roku za pozno odeszlam od meza. Wiem tez , ze silne
            emocje i stresy zabijaja, wiem ze przynosza choroby.Jesli raz cos postanowisz,
            to badz konsekwentna. Moze z ta praca cos sie uda? Moze rodzina Ci pomoze z
            mieszkaniem? Powiedz mezowi, ze czujesz sie sama z obowiazkami, ze juz nie
            mozesz tak zyc obok i chcesz zeby pomagal Ci, szanowal Cie. Jesli emocjonalnie
            zareaguje negatywnie - to ja bym pomyslala o rozstaniu z nim. Wiem, ze nie
            trzeba zebrac o tak oczywiste rzeczy w malzenstwie - teraz juz to wiem.
            • anka262 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 22.03.07, 22:50
              ooooo dokładnie, napisałaś to tak, jakbyś napawde mnie widziała. Padam,
              dokładnie! Po prostu napisałas to za mnie, a co do dojrzałości - to w jego
              przypadku nie tak. Taka odpowiedź (nie bedę gadał bo 21) jest zawsze, i robi to
              po to, bym wyszła i nie poruszała tematów z serii trudne. Po co...przecież to
              zrzędzenie. Można zamiast tego np się ze sobą przespać i rano już bedzie miał
              lepszy humor. Boję się, że zwariuję, poważnie. Od paru dni chce być ok,
              przeprosił, takie ble ble ble. Trwalo 3 dni i dziś, jadąc do pracy usłyszałam
              najpierw, że znów musiał załatwiać MI sprawy (rejestracja dziecka do lekarza,
              podwiezienie do marketu po jedzenie, jak wróciłam z marketu on spał a ja
              gotowałam obiad na drugi dzień, była 1 w nocy a o piątej oboje wstajemy do
              pracy),następnie wysiadając z samochodu na moje pretensje do niego
              odpowiedział - "w życiu najbardziej zona mi nie wyszła". Świetny początek
              dnia!!Pracuję w Urzędzie muszę obsługiwać interesantów i jeszcze sie
              uśmiechać!smilesmileNatomiast gdy mówię, by sobie zmienił żonę, ja go nie trzymam, to
              milknie..

              uuu, (a kto upierze.)
              To żenujące, debilne. Jasne, że próbuję, walczę, więc dlatego zostałam zrzędą
              i mam dać spokój "ile będziesz o tym ględzić". Więc przestaję ględzić, zamykam
              się i już. On przemawia jak chciałby ..wiadomo co..tania dziwka pod ręką i
              jeszcze ugotuje. A ona się kurcze nie zgadza, co jest, przeciez to obowiązek!!
              Agash ja mu 100 razy mówiłam, że nie udźwignę aż tyle,(on jest 6 lat starszy
              ode mnie!!) zrzucił na mnie obowiązek za cały dom, choroby dzieci, finanse -
              wszystko było ok, dawałam radę dopóki nie zostałam za to szmatą, idiotką i kur..
              (nigdy go nie puściłam bokiemsmile
              Ale rano słyszę, poniosło mnie, wyzwałem Cię bo miałem nerwy.
              Jesteś wielka, więc załatw dzisiaj to i tamto.
              Zgasłam...wypaliłam się chyba, zawsze byłam uśmiechniętą wariatką,
              organizowałam kapitalne imprezy u nas, uwielbiam gotować i piec, a teraz to dla
              mnie jak roboty publiczne, jak przymusowa praca w 3 Rzeszy. Nawet się już nie
              śmieję, ale się staram- to straszne.
              • wiona11 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 23.03.07, 00:13
                No to spójrzmy na to z jego punktu widzenia. "Ględzisz", "zrzędzisz", ale
                robisz, co do Ciebie należy. Wszystko na Ciebie zrzucił a zarejestrowanie
                dziecka do lekarza to nie jego obowiązek tylko pomoc Tobie. I powinnaś być
                wdzięczna. Po nocach gotujesz obiady i to tylko Twoja sprawa. On przecież musi
                się wyspać do pracy. No, może trochę niezadowolony, że tak gotujesz, bo akurat
                tego wieczoru w łóżku nie ma z Ciebie pożytku. Ale jutro to sobie odbije... I
                właściwie O CO CI CHODZI? Przecież wszystko działa! A większość facetów to
                jednostki emocjonalnie proste, jak konstrukcja cepa. Przecież on nie będzie
                naprawiał niczego, co działa! Po co ten wysiłek?
                To może spraw, żeby PRZESTAŁO DZIAŁAĆ!
                • 0lana Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 23.03.07, 00:36
                  Wiona11...jestes wielka!
                  Mysle,że to właśnie jest jedyny sposób,aby mężuś wreszcie zrozumiał,że żona też człowiek...,i to kobieta.
              • marek_gazeta Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 23.03.07, 08:58
                Mój punkt widzenia jest nieco inny - czy on zrzucił obowiązki na Ciebie, czy też Ty je sama przejęłaś, a jemu było tak wygodnie? To wbrew pozorom nie to samo. Jeśli teraz chcesz, aby on wziął coś na siebie, przestań to po prostu robić, niezależnie od konsekwencji.

                Dodatkowo te obiadki... Po cholerę je gotujesz? W nocy?! Odpuść. Moja żona mnie nigdy nie rozpieszczała pod tym względem i jakoś się nie krzywiłem. Po co to robisz? Sama robisz zakupy? A on Cię tylko podwozi? Czy rzeczywiście trafiłaś na lenia i cynika, czy kiedyś sama tak chciałaś?

                Ja kiedyś jeździłem na zakupy na zmianę z żoną. Z reguły była z czegoś niezadowolona. Pewnego dnia stwierdziła, że sama będzie jeździć po zakupy, "bo jak czegoś nie ma, to ty nigdy nie wiesz, co kupić". No i przestałem jeździć - niedobry byłem, co?

                To, że faceci nie lubią trudnych rozmów, to fakt. Ten gatunek tak ma. Ale to jeszcze zależy od stylu ich prowadzenia.

                Życie niestety nie jest proste i nie polega na dawaniu całej siebie zawsze i w każdej sytuacji.

                Jednego nie rozumiem - wyzwisk. To znak, że jest bardzo niedobrze. Nie wyobrażam sobie, żeby mąż mógł zwymyślać żonę od szmat, idiotek czy kur..w. To jest bardzo niepokojące, on Cię najwyraźniej nie szanuje. A to bardzo źle rokuje Waszemu małżeństwu.

                A Ty szanujesz samą siebie?
    • jawanda Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 23.03.07, 09:24
      Ja w podobnym związku tkwilam ponad 22 lata....teraz wiem,że po częsci
      przyczyniłam się swoim postępowaniem do sytuacji jaką mam.Tak jak Ty dla
      świętego spokoju prałam,gotowałam,sprzątalam itp,a Marek tylko był i
      korzystał.Przyzwycziłam go do nicnierobienia i ta moja postawa sprawiła,że nie
      szanował mnie.Też mi się wydawało,że nie mam wyjścia,bo dzieci,wspólne
      mieszkanie,nie mam pracy etc.W trakcie naszego rozstania założyłam własną
      firmę,wzięłam duży kredyt i całkiem dobrze sobie radzę od prawie roku....Mam
      piątkę dzieci,wszyscy się uczą,jest mi ciężko,ale da się żyć....Marek pracuje w
      Anglii i nie wykazuje chęci łożenia na dzieci.Jednak moja zmiana/jestem pewna
      siebie,wzmocniona psychicznie/spowodowała,że inaczej na mnie patrzy.Wjego
      oczach jestem inną kobietą.Teraz wiem,że gdybym taka była zawsze pewnie nie
      rozstalibyśmy się.
      Radzę Ci nie podporządkowywać się,niech on też ruszy kuper,zrobi coś dla
      domu,dzieci,Ciebie.Pracujesz,więc finansowo nie jesteś zależna od niego,masz
      dziewczyno atuty w ręku.Macie małe dzieci,jesteście mniemam młodym
      małżeństwem,myślę,że jest co ratować.Jednak jeżeli uważasz,że nie macie szns,to
      nie zastanawiaj się im dłużej to trwa tym trudniej Ci będzie rozstać się z
      nim.Nie powinnaś pozwolić na to,aby ubliżał Ci przy dzieciach one nie będą
      miały dla Ciebie potem szacunku...Moja córka powtarza mi,że to co się stało w
      naszej rodzinie,to w głównie moja wina,bo przyzwyczaiłam ich ojca do tego,że
      można się w ogóle ze mną nie liczyć.
      Nie wiem jak jest u Ciebie,musisz mieć szacunek dla samej siebie,a nie będziesz
      miała,gdy z pokorą będziesz dżwigała na swoich barkach utrzymanie domu,dzieci i
      męża.Daj sobie spokój z obiadami,zakupami,sprzątaniem zajmij się sobą.Może
      inaczej na Ciebie będzie patrzył Twój mąż?
    • dakota32 Re: Nie potrafię podjąć decyzji...wrr 24.03.07, 00:30
      witam
      tak sobie czytam co piszecie i się zastanawiam czy moje małżeństwo ma
      jakikolwiek sens. Z moim Mężem zupełnie się nie rozumiemy. nic nie robimy razem,
      mąż jest wiecznie zmęczony nie ma pomysłów na nic, nic mu sie nie chce.
      Właściwie tylko sie obwiniamy nawzajem a dziecko rośnie i nabiera złych
      nawyków... a za chwile przeczytam jak radzicie innym, żeby jeszcze
      spróbowali...że może jest jeszcze coś do ocalenia...tylko że tak trudno sie
      przed sobą przyznać, że nie ma już nic...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka