witam
wiem, że nikt nie da mi przepisu na "antyzakalec"

ale przyznam, że muszę
się chociaż zasugerować, bo zwariuję. A decyzja co do rozwodu trudna,bo mamy
małe dzieci - 4 i 5 lat.
Ja już sesnu nie widzę, od jakiś 4 lat się wszystko piepszy, i skutecznie
pogarsza. Mamy juz za soba rękoczyny, skakanie do gardeł itp.
Główny powód, dla którego jeszcze nie wniosłam pozwu - żadne z nas nie
wyprowadzi się z mieszkania, a o podziale nie ma mowy bo nie jest
własnościowe. Więc pozostaje mi perspektywa podzielenia półek w lodówce

Nie
wynajmę mieszkania,bo oczywiście z dwójką dzieci nie wyrobię na opłaty (jedno
poważnie chore), a jego siłą stąd nie wyrzucą przecież. Męczę się ogromnie,
on pewnie też, tylko on wychodzi z założenia "po co rozmawiać, ważne by obiad
był i jakoś sie kręci" a to, że czasem zwyzywa, lub poniży -pal licho,
zapomnę

Kurcze, jak się zorganizowac "po"..gdzie pójść,by się odciąć...,
albo siedzieć i zżerać się nawzajem, bo mieszkanie wyremontowane...

ale to skomplokowane.