kobieta bluszcz.....

15.03.07, 19:07
Jak w temacie....Trafiłem na taką....przez kilka lat było pięknie..ale być
przestało...
Nie wnikając w szczegóły....zna ktoś dobry sposób, aby się od takiej uwolnić??
    • misbaskerwill Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 19:10
      nierozumiem napisał:

      > Jak w temacie....Trafiłem na taką....przez kilka lat było pięknie..ale być
      > przestało...
      > Nie wnikając w szczegóły....zna ktoś dobry sposób, aby się od takiej uwolnić??

      Witaj, Kolego! Jest taki sposób. Jak będziesz miał farta, wyjdziesz po 15 latach
      za dobre sprawowanie.
      Jeszcze jakieś pytania?smile
      • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 19:15
        Heh, a może komuś się udało w mniej drastyczny sposób?? Pytanie wbrew pozorom
        jest poważne....
        • misbaskerwill Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 19:29
          Rozwiodłem się z czymś takim, bez orzekania o winie plus podział majątku na
          rozprawie (i Bogu dzięki).
          Ciężko jest.
          Ale każdy bluszcz ma inną wagę.
          Dlaczego o niej się tak wyrażasz? Ciąga Cię po policji i prokuraturze?
          Szantażuje Cię, grozi Ci?
          Czy tylko nie chce się odczepić i płacze, że ją opuszczasz?

          Wiesz. To zabrzmi paradoksalnie, ale jak mi powiedział kolega tuż po ślubie -
          jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz.
          I dlatego te koszmary do dziś mnie ścigają, choć dopiero teraz widzę, jakie
          madejowe łoże wybrałemwink.
          Innymi słowy - nawarzyłeś piwa, musisz przełknąć. Cudownych recept nie znajdziesz.
          • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 19:44
            Wyprowadziłem się 3 miesiące temu z własnego mieszkania (wspólnego) bo już nie
            dałem psychicznie rady.....zresztą po rocznej terapii... bo gdyby nie pomoc
            psychologa to może bym tu nie pisał....

            kiedyś mnie szantażowała...samobójstwem....zabójstwem dziecka....
            teraz wie, że mnie na to nie złapie....więc mówi, że odbierze mi dziecko itd itp

            nie widzi, że z mojej strony wszystko się skończyło....chciałbym się z nią
            rozwieść w pokoju....ale coraz bardziej wydaje mi się to nierealne....

            wydzwania do mnie...prowokuje seksualnie....ostatnio w środku nocy przyjechała
            pod moje mieszkanie, żeby "porozmawiać"...

            ehhh, szkoda gadać.....
            powiedz, jakich "argumentów" użyłeś, żeby rozwieść się i ile to wszystko trwało?


            • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 20:02
              Panowie, wy mi powiedzcie jak doszliscie do tego, zeby od tego bluszczu sie
              uwolnic i jak znajdujecie sile, zeby konsekwentnie te ciernista droge przejsc?
              Moj brat od kilku lat zatracony w takim bluszczu, odciety od znajomych,
              przyjaciol, rodziny tkwi w tym koszmarze. Nie widzi, co sie z nim dzieje. Co
              sie musi zdarzyc, zeby do niego dotarlo, ze ona go niszczy? Dlugo by opowiadac.
              • misbaskerwill Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 20:37
                agash4 napisała:
                > Panowie, wy mi powiedzcie jak doszliscie do tego, zeby od tego bluszczu sie
                > uwolnic i jak znajdujecie sile, zeby konsekwentnie te ciernista droge przejsc?

                To miłe, że rozumiesz, o co chodzi. Spodziewałem się, że kobieta spojrzy na
                takie stwierdzenie z przymrużeniem oka.
                To nie było takie proste.
                Ja wytrzymałem wiele - najpierw postępujący despotyzm małżonki (tłumaczyłem to
                najpierw ciążą, miłością do dzidziusia), potem prawie rok mieszkała z nami jej
                babcia - niby do pomocy przy dziecku. A tak naprawdę obie jeździły po mnie jak
                po burej suce.
                Nigdy nie zrozumiem, jak to wytrzymałem i nie spuściłem chociaż jednej z nich po
                schodach.smile
                Do mnie dotarło dopiero wtedy, kiedy dowiedziałem się, że żona mnie od wielu
                miesięcy mnie oszukuje i nie ma najmniejszych problemów by kłamać prosto w twarz.
                Stwierdziłem wtedy, że może być zdolna do wszystkiego - i niestety, nie myliłem się.

                Twój brat też się tak łatwo nie uwolni - kocha swoją żonę i dziecko, zapewne ma
                jakieś zasady. Dopóki sama "pani bluszczowa" nie rozpieprzy małżeństwa, będzie w
                tym tkwił. I będzie zadowolony. Choćby z braku innej możliwości.
                I nie ma możliwości, by mu pomóc, bo jeszcze zacznie Ciebie obwiniać w
                przyczynieniu się do rozpadu jego rodziny. A ta pani i tak to zrobi, więc nie
                dawaj jej ku temu powodów.
                • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 21:22
                  Mis, a co to znaczy rozpieprzy? Ona (jest tylko dziewczyna mojego brata)
                  ostatnio w srodku nocy przyjechala do mojej mamy domu i urzadzila histerie, ze
                  moj brat ja chce zostawic. Zbluzgala w pracy jego przyjaciela i jego zone,
                  wyslala pare obelzywych smsow do przyjaciol mojego brata, bluznila na mojego
                  brata. A potem spedzila z nimkilka dni i moj brat - uwierzyl jej, ze nic nie
                  bylo. Ze smsy sa falszywe, znajomi chca ich sklocic, cala jego rodzina (czyli
                  tez ja), jestesmy zazdrosni, podli, nie da sie z nami rozmawiac, a ja podobno
                  nie mam poziomu jego dziewczyny i ona nie umie ze mna rozmawiac - tak tlumaczy
                  bratu izolowanie siebie i jego. I on ma od kilku lat o to wszytsko do nas
                  pretensje i wrogo sie zachowuje wobec nas. Czy do niego dotrze cokolwiek
                  kiedys? Ja staram sie nie myslec o tym ani o nim, nie chce miec nadziei ale i
                  nie chce jej przekreslic.
                  • maza15 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 21:34
                    Ona tak naprawdę niewiele wspólnego ma z kobietą bluszczem.
                    Z tego co piszesz,jest zaborcza,wojownicza i mało taktowna.
                    Tobie to przeszkadza,ale co Twój brat na to?
                    • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 21:49
                      Mnie bardziej niz przeszkadza, po prostu jest przykro, ze nie mam zadnego
                      kontaktu z bratem. Ale jakos z tym zyje od dlugiego czasu. A moj brat - nie
                      wiem - bo nie mam z nim kontaktu prawie. Ale chyba zakochany po uszy - czy
                      szczesliwy? - niekoniecznie gdyz co pare tygodni chodzi sie wyzalac do
                      znajomych co to ona wyprawia, oni mu "otwieraja oczy", po czym opuszczajac dom
                      znajomych juz za drzwiami o tym zapomina i pedzi do niej (jesli ona wyda takie
                      zezwolenie). Kiedys mu sie zdrzalo wpadac do mnie z tymi problemami. I to jest
                      chore, bo albo niech je trzyma dla siebie, albo niech bedzie konsekwentny.
                      Wiem, ze teraz splaca 4 kredyty - wydane na nia.
                      • maza15 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 21:58
                        Brat jest Ci bliski,dlatego drażni Cię postępowanie Jego dziewczyny.
                        Uważasz,że powinien mieć lepszą,że ona go wykorzystuje...
                        Jednak On chce z nią być,lepiej będzie gdy to zaakceptujesz.
                        Inaczej zepsujesz swoje stosunki z nim.
                        Gdy będzie mu żle z tą dziewczyną,zobaczysz rozstaną się.
                        A jeśli on ją kocha? Chcesz być jego wrogiem?
                        Zostaw ich. Na siłe go nie uszczęśliwisz.
                        • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 22:05
                          Dziekuje za porady. Juz dawno do tego doszlam i konsekwentnie mu nie
                          przeszkadzam. Pisalam tylko z zapytaniem, co czuli panowie i kiedy i jak
                          podjeli swoje decyzje. Wlasciwie to nie zajmuje mnie ten temat az tak, zeby
                          warto dalej sie rozwodzic na ten temat. Moze tyle, ze koledzy z forum sa na
                          innym etapie, a niektorzy w zwiazkach, w ktorych nie potrafia wyznaczyc pewnych
                          granic. I tyle.
                          • turzyca Re: kobieta bluszcz..... 23.03.07, 02:00
                            sposob zastosowany przy nieco odmiennej sprawie, ale moze jakos sie przyda?


                            Dziennik. Gdy przychodzi sie wyzalic, opisac mozliwie neutralnie to, co
                            opowiadal. Jesli ktos ma zaciecie to nawet nagrywac. Ale dziennik zazwyczaj
                            wystarcza. Bo pokazuje krok po kroku, ze problem trwa, ze sam mowil 3, 5, 8
                            miesiecy temu, ze ona jest taka czy inna.
                  • misbaskerwill .... 15.03.07, 21:55
                    > pretensje i wrogo sie zachowuje wobec nas. Czy do niego dotrze cokolwiek
                    > kiedys? Ja staram sie nie myslec o tym ani o nim, nie chce miec nadziei ale i
                    > nie chce jej przekreslic.

                    Przykro mi. Miałem bardzo podobnie. Ex widziała straszne zagrożenie w moich
                    rodzicach, więc praktycznie się od nich odciąłem...ale to nie starczyło, by
                    ugasić jej paranoję.
                    Twój brat jest zakochany, nie widzi życia bez niej.

                    Oczywiście, możesz go zawsze spić i zaprowadzić do burdelu a zdjęcia wysłać
                    dziewczyniewink

                    Możesz mu podsyłać takie artykuły:
                    wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3990212.html
                    Ale on sam musi z tego wyjść. Bądź też nie. To jego życie. Na siłę nikogo
                    jeszcze nie uratowano.
                    Może takie jego przeznaczenie? Skąd wiesz, czy jak ją rzuci spotka kogoś
                    lepszego? Może będzie do Was miał pretensje do końca życia...

                    Moi rodzice ani znajomi nic nie zrobili, by mi "pomóc". Bo wiedzieli, że jakby
                    powiedzieli cokolwiek złego o mojej dziewczynie, po prostu bym się od nich
                    odciął. Szanuję ich za to, pretensje mogę mieć tylko do siebie.
                    Każdy jest kowalem własnego losu na tym padole.
                  • anilah777 Re: kobieta bluszcz..... 23.03.07, 10:23
                    Mój syn zakochał się właśnie w takim bluszczu-pokazuje mu to, podaję przykłady, konkretne jej egozimu skrajnego (np zażądała,zeby zrezygnował z prestizowej uczelni, zeby był blizej niej, bo ona źle samotnosć znosi (dodał,ze uczelnię wywalczył sobie olimpiadą, jego kierunku nie ma w rodzinnym mieście),żąda codziennych telefonów, maile to za mało, nic jej nie obchodzi,ze źle finansowo stoimy,że w utrzymaniu pomaga mu stypendium, ciągle wsadza mu jakieś szpilki, a on jak ślepy i głuchy. Złamana jestem, bo jego koleżanki z uczelni nazywa prostytutkami, rozlicza z każdej godziny, minuty, robi wyrzuty o każdą imprezę. On nie ma czasu spotkać się w rodzinnym mieście z przyjaciółmi, rodziną, z nikim-ona njest wszechobecna. Jak przyjdzie do nas, to nie wychodzi aż ostatni autobus odjeżdża, na dworcu nie można z synem porozmawiac, bo ona dosłownie wisi na nim. Krytykuje jego przyszły zawód, zainteresowania, po prostu próbuje go "ulepić" na swoją modłę-chodzenie do kościółka, czytanie grzecznej literatury. Ogladanie horrorów jest według niej nienormalne. I nie potrafię mu do rozsądku przemówić. Po półtorej miesiąca znajomosci jej rodzice ścielili im razem łóżko, dla mnie to beznadziejne, takie łapanie chłopa na siłę.Macie jakiś sposób,żeby zrozumiał,w co się pakuje?
                    • misbaskerwill Re: kobieta bluszcz..... 26.03.07, 11:40
                      > po prostu próbuje go "ulepić" na swo
                      > ją modłę-chodzenie do kościółka, czytanie grzecznej literatury.
                      (...)
                      > Złamana jestem, bo jego koleżanki z uczelni nazywa prostytutkami

                      Acha. Czy nazywanie nieznajomych dziewczyn prostytutkami ta pani wyniosła z
                      "kościółka" czy z "grzecznej literatury"?
                      Znam taki przypadek - moja była - katokrytkasmile - z lubością niepochlebnie
                      wyrażała się o innych paniach, w tym nawet o niektórych bliskich przyjaciółkach.

                      Sposobu łatwego nie ma. Jesteś matką, nie powinnaś więc interweniować, bo to się
                      źle skończy - dla Ciebie.
                      "Oświecić" go może najprędzej rówieśnik, bliski kolega - ale wszystko zależy od
                      stopnia zakochania. Bo jak ona mu powie, żeby zerwał ze wszystkimi przyjaciółmi
                      - to on to zrobi - "w imię miłości".
                      Dopiero doświadczenie sprawia, że potrafimy powiedzieć, iż podobne żądania z
                      miłością nic wspólnego nie mają...
                    • panda_zielona Re: kobieta bluszcz..... 26.03.07, 13:16
                      Macie jakiś sposób,żeby zrozumiał,w co
                      > się pakuje?

                      Niestety nie ma sposobu,jest zakochany,zauroczony,podporządkowany i wszystkie
                      Twoje próby przemówienia mu do rozsądku spowodują,że odsunie się od Ciebie.
                      Pozwól mu żyć jak chce jest dorosły,obserwuj tylko i bądź gotowa na pomoc jeśli
                      o nią poprosi.
                      Ostatnio u Drzyzgi był taki temat.Matka za wszelką cenę próbowała "ocalić"
                      córkę przed jej zdaniem nieodpowiedzialnym związkiem.Efekt-córka znienawidziła
                      matkę do tego stopnia,ze nawet w studio miała opory aby usiąść obok.
                      • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 30.03.07, 05:56
                        Widzisz Mis,.. Ty to wszytsko widzisz, bo ... wlasnie ... juz jestes po innej
                        stronie. Widzisz to, co jest. Jedno z najtrudniejszych w nadzym zyciu to moim
                        zdaniem "spojrzenie prawdzie w oczy i przyznanie jej przed soba". Jesli
                        potrafimy zwerbalizowac i okreslic czy opisac nasza rzeczywistosc, jestesmy juz
                        wygrani .. Wygrywamy wlasne zycie, prawo do szacunku, milosci, szczescia...
                        Jesli cos jest nie tak i potrafimy to przyznac to juz swietnie!!! Moj szef
                        (byly) mawial "be brutally honest with yourself" - co w wolnym tlumaczeniu z
                        francuskiego na ang. a potem na polski ni mnie ni wiecej znaczy co: popatrz w
                        lutro pogadaj z soba, badz szczery/-a do bolu, przyznaj sie przed soba co jest/
                        bylo nie tak. I moje: niezagluszaj siebie, swoich wartosci, potrzeb, marzen ...
                        • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 30.03.07, 05:57
                          oczywiscie nie zagluszaj - partykula "nie" za czasownikami zawsze rozdzielna
                          pisownia. - przepraszam za pospiech.
            • misbaskerwill Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 20:16
              > Wyprowadziłem się 3 miesiące temu z własnego mieszkania (wspólnego) bo już nie
              > dałem psychicznie rady.....zresztą po rocznej terapii... bo gdyby nie pomoc
              > psychologa to może bym tu nie pisał....

              OK, to kwestię mieszkania masz w zasadzie z głowy.
              Z tego, co piszesz, to terapia przyda się jej.
              Rozumiem, że chodziłeś sam.
              Radzę Ci - namów ją na terapię wspólną, skoro ma takie problemy, to będzie
              pierwszy krok, by ją naprowadzić na normalność. Będziesz jej musiał dać cień
              nadziei, że taka terapia ma sens, ale to chyba jedyny sposób, by posłuchała
              jakiegoś psychologa.

              Jeśli groziła, że zabije dziecko - to dobry powód, by zostało przy Tobie, chyba
              nawet w polskim sądzie. Oczywiście - musiałbyś to udowodnić i przejść gehennę,
              pokazując instytucjom sądowym i RODK, że potrafisz wychować syna, pomimo że
              jesteś tylko... facetem.

              W każdym razie, takie groźby są karalne i świadczą o nierównowadze psychicznej,
              a to mocny argument. Nie wiem, czy lepiej jej to uświadomić, może przestanie
              szaleć, czy też lepiej nie.

              > powiedz, jakich "argumentów" użyłeś, żeby rozwieść się i ile to wszystko
              > trwało ?

              Ciężko mówić o argumentach - zabrakło jej chyba gotówki, poza tym złożyłem w
              sądzie dowody jej zdrady. Wiedziała od początku, że je mam, ale jakoś dziwnie
              myślała, że się nie odważę, a ona będzie w sądzie mówiła, co jej się żywnie
              podoba...

              Rozwiodłem się 1,5 miesiąca temu, teraz mija prawie rok od podjęcia przeze mnie
              decyzji (od złożenia wniosku do rozwodu = 9 miesięcy).

              Na 3 rozprawie podpisaliśmy ugodę, byłoby to nawet korzystne, gdyby ex-małżonka
              chciała ją do końca wypełnićwink.
              Ale i tak jestem zadowolony, że mam rozwód za sobą. Ze względu na utrudnienia
              stwarzane przez Ex w kontaktach z dzieckiem, trudno jednak mówić o sielance
              porozwodowej.
              Do tego, Exia nawet swoich rzeczy nie chce zabrać za jednym zamachem, więc
              jeszcze się z nią muszę spotykać. Na szczęście - już niedużo zostałowink.
    • agash4 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 20:07
      Jak bylam nastolatka, to uslyszalam ... chyba madre slowa:
      Zadaj sobie zawsze pytanie zanim sie ozenisz, "czy wyobrazasz sobie jak
      wygladalby rozwod z ta osoba?" Mysle, ze dla Was oraz dla mnie za pozno na to
      pytanie. Ale moim zdaniem czas jest waszym sprzymierzencem na pewno o ile
      bedziecie konsekwentni w swoim postepowaniu. Wytrzymaj te telefony, najazdy
      itd, ale nigdy sie nie uginaj, badz konsekwentny .. po pewnym czasie zacznie
      cos "docierac" do zony, potem powoli sie oswoi i osiagniesz to, o co walczysz.
      Ale Mis ma racje, to nawet moga byc lata.
      • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 20:13
        Wiesz...tak dociera do mnie coraz bardziej...że chyba jedynym sposobem jest
        konsekwencja....jak z dzieckiem....każda chwila "słabości" wobec tej drugiej
        osoby to kilka kroków w tył...
        ...ale nie mam zamiaru być Syzyfem....i wtoczę ten cholerny kamień na tę górę...!!!
      • misbaskerwill Piękne pytanie 15.03.07, 20:42
        > Zadaj sobie zawsze pytanie zanim sie ozenisz, "czy wyobrazasz sobie jak
        > wygladalby rozwod z ta osoba?"

        Mi nikt nie zadał takiego pytania. Dopiero teraz widzę, że całkiem mądrego.
        Ale i tak - wtedy bym nie zrozumiał. Podobnie, jak nie rozumiałem wielu znaków
        na niebie i ziemi.
        Obyśmy chociaż byli "mądrzejsi po szkodzie".
        • wiona11 Re: Piękne pytanie 15.03.07, 22:14
          Ja od początku wiedziałam, jak wyglądałby rozwód z tą osobą. I zamiast
          rozumieć, starałam się do rozwodu nie dopuścić. Wymiatałam pyłki spod stóp,
          żeby mu to nie przyszło do głowy. W końcu zrównałam się z podłogą.
        • libra22 Re: Piękne pytanie 15.03.07, 22:15
          Może pytanie i mądre, ale mnie wydaje się, że piekne jest to, iż wchodząc w
          nasze związki małżeńskie nie przewidywaliśmy, że tak się skonczą. Bo tak należy
          brać slub - myślac, że jest on na zawsze.
          • sonrisa3 Re: Piękne pytanie 15.03.07, 22:36
            >Bo tak należy brać slub - myślac, że jest on na zawsze.

            Kiedyś też tak myślałam a teraz zmieniłam zdanie. Ta pewność, że to "na zawsze"
            rozleniwia i człowiek przestaje się starać, albo stara się mniej.
            Może właśnie, gdyby człowiek był bardziej świadom, że to, czy będziemy razem na
            zawsze zależy nie tyle od ślubu co od tego, jacy będziemy w związku, to nie
            byłoby tylu rozwodów i nieudanych małżeństw. Może tu właśnie tkwi wyjaśnienie
            tego stwierdzenia, że drugie małżeństwa mają większe szanse powodzenia. Bo
            ludzie po przejściach już znają tę prawdę.
            • hamiran Re: Piękne pytanie 15.03.07, 23:12
              sonrisa3 napisała:

              > >Bo tak należy brać slub - myślac, że jest on na zawsze.
              >
              > Kiedyś też tak myślałam a teraz zmieniłam zdanie. Ta pewność, że to "na zawsze"
              >
              > rozleniwia i człowiek przestaje się starać, albo stara się mniej.
              > Może właśnie, gdyby człowiek był bardziej świadom, że to, czy będziemy razem na
              >
              > zawsze zależy nie tyle od ślubu co od tego, jacy będziemy w związku, to nie
              > byłoby tylu rozwodów i nieudanych małżeństw. Może tu właśnie tkwi wyjaśnienie
              > tego stwierdzenia, że drugie małżeństwa mają większe szanse powodzenia. Bo
              > ludzie po przejściach już znają tę prawdę.

              O, to jest madre i pocieszajace.
            • anilah777 Re: Piękne pytanie 23.03.07, 10:27
              jestem drugą żoną mojego męża-on znał tę prawdę i wniósł do naszego związku cwaniactwo od poczatku-kłamstwa, ukrywanie pieniędzy, egozim, podporządkował sobie mnie do granic wytrzymałości-jak to ktos wczesniej napisał-zrównał mnie z podłogą. Teraz będzie go czekał drugi rozwód-a ja? nigdy nie zwiażę się z rozwodnikiem.Jesłi już to tylko wdowiec lub wolny wchodzi w grę.
        • bazyliada Re: Piękne pytanie 15.03.07, 22:23
          Ale i tak - wtedy bym nie zrozumiał. Podobnie, jak nie rozumiałem wielu znaków
          > na niebie i ziemi.
          > Obyśmy chociaż byli "mądrzejsi po szkodzie".


          Też tak mam smile
          Myslę o tym , że od poczatku wszystko...zmierzało ku rozwodowi. Już w
          pierwszych dniach po ślubie o tym myślałam, mimo że mieszkalismy ze sobą
          wcześniej przez rok. Tyle najróżniejszych "znaków na niebie i ziemi" było, a ja
          dalej w to brnełam. Ciekawe jest, że to nie tylko teraz to widzę, ja już wtedy
          miałam tysiące obaw.
          No cóż, mam cudownego synka i to jest moja radość smile
        • hamiran Re: Piękne pytanie 15.03.07, 23:11
          misbaskerwill napisał:

          > > Zadaj sobie zawsze pytanie zanim sie ozenisz, "czy wyobrazasz sobie jak
          > > wygladalby rozwod z ta osoba?"
          >
          > Mi nikt nie zadał takiego pytania. Dopiero teraz widzę, że całkiem mądrego.
          > Ale i tak - wtedy bym nie zrozumiał. Podobnie, jak nie rozumiałem wielu znaków
          > na niebie i ziemi.
          > Obyśmy chociaż byli "mądrzejsi po szkodzie".

          A mysmy pobierajac sie stwierdzili, ze przeciez istnieja rozwody, wiec spoko...
          No to teraz mam.
      • maza15 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 22:24
        Jakoś nie mogę sobie wyobrazić,bym przed ślubem myślała o rozwodzie.
        Zresztą jak można przewidzieć rozwód za 20 lat?
        Ale chyba nieżle trafiłam,bo i lat spędzonych z exem nie żałuję,no i rozszedł
        się ze mną też na poziomie...
        Tylko po co to zrobił jak teraz żałuje...
    • emde74 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 22:40
      to nie wyczułeś na początku, że może Ci to przeszkadzać? Ale tak naprawdę to co
      z Nią nie tak? może po prostu Cię kocha... Kobiety są uczuciowe i naprawdę chcą
      mieć silne, męskie ramię obok siebie. Nie musi to oznaczać zaraz bluszcza, tylko
      kobietę pragnącą prawdziwego faceta, który się Nią zaopiekuje.

      Ja kobietą bluszczem nie jestem, ale dużo bym oddała za prawdziwego faceta,
      który otoczy mnie ramieniem (a nie tych tchórzliwych, powierzchownych uczuciowo
      srajtków, których spotykam). Takiego to i ja bym chyba owinęła całą sobą...
      M
      • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 22:54
        Tak. Ona mnie kocha. Problem w tym, że to taka zaborcza i zazdrosna miłość. Ta
        kobieta chciała mnie mieć w złotej klatce i tyle. Za bardzo chciała MIEĆ a za
        mało BYĆ....
        ...a teraz kiedy ja już nie kocham...ona nie może się z tym pogodzić i mam
        wrażenie, że jest w stanie zrobić wszystko, żeby "posiadać" mnie choćby w
        najmniejszym stopniu....

        Mam wrażenie, że jestem dla niej jak cześć jej własnego ciała, bez której nie
        jest w stanie funkcjonować.....STRASZNE!!!
        • maza15 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 23:03
          Gdy kochaliście się wzajemnie było OK,teraz już jej nie kochasz i uważasz,że
          jest zaborcza.
          Została sama ze swoją miłością do Ciebie.Sam piszesz,że Cię kocha.
          Jest jej ciężko i chwyta się różnych sposobów byś został przy niej.
          Nie zostawiaj jej samej z tym,była Twoją żoną.Pomóż jej.
          Porozmawiaj,wytłumacz.Znieś żal,który ma do Ciebie.
          Czy to jej wina,że się odkochałeś i ją zostawiasz?
          Ty jesteś w porządku?
          • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 23:31
            Nie nie nie wink
            Zaborcza była od zawsze...to znaczy odkąd zacząłem to zauważać....np. kiedy
            dowiedziałem się od niej że mam kochanki w pracy itd itp....było sprawdzanie
            telefonów i skrzynki mailowej....ale tam nic nie było, bo byc nie mogło...

            Przez rok próbowałem ją namówić na psychologa, ale ona twierdziła, że z nią
            wszystko w porządku, więc chodziłem sam, żeby nie zwariować....

            No...i po 2 latach płomyk zgasł....nie czuję do niej zupełnie nic....nawet mnie
            nie wkurza smile...jest mi zupełnie obojętna.....

            ....tylko niech się ode mnie odczepi wreszcie....bo jej zachowanie jest po
            prostu męczące....

            Swego czasu rozmawiałem....tłumaczyłem...próbowałem pomóc....ale wiecie jak to
            jest, jak ktoś nie chce pomocy, to przecież zmusić się nie da....

            Czy jestem w porządku?.....tak, mogę spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć, że
            zrobiłem wszystko co było w mojej mocy, żeby ten związek uratować....a teraz,
            chcę się po LUDZKU rozstać....bez wojen...bez wyrzucania sobie itd....bo na tym
            wszystkim ucierpi tylko dziecko, które bardzo kocham...o!
        • emde74 Re: kobieta bluszcz..... 15.03.07, 23:16
          to ta zaborcza miłość spowodowała, że ty ochłonąłeś? ok, to mogę zrozumieć. jak
          się ma coś na talerzu, to się nudzi. jeśli zatem wiesz na pewno, że to nie to,
          to nie masz wyjścia jak twardo postawić na swoim, przecież litować się nie
          będziesz. powiedz wprost, że to koniec, zmień nr tel. komórkowego. będą płacze i
          groźby, ale spokojnie - dziewczyny tak szybko nie skaczą z okna z powodu
          miłości. nie masz innego wyjścia: jeśli chcesz to skończyć, musisz to zrobić.
          tylko musisz być konsekwentnym potem przy tych wszystkich płaczach i wystawaniem
          pod oknem.

          a może Ty taki super gość jesteś, że kobieta zapatrzona w Ciebie jak w
          obrazek?smile M.
          • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 10:22
            Haha....zapatrzona to jest, bo przez kilka lat żyła jak księżniczka....

            Nie...raczej nie jestem fajny...właściwie to jestem draniem wink
            • emde74 a może słodkim draniem:)? 16.03.07, 16:31
        • panda_zielona Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 01:34
          Mieszkacie jeszcze razem? Może powinieneś się wyprowadzić,jak zobaczy,że jesteś
          konsekwentny w tym co mówisz o skończonym uczuciu to może zrozumie,że Cię nie
          może zatrzymać na siłę i zmusić do miłości.
          • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 10:19
            Od 3-mcy nie mieszkamy razem.
            Ona wierzy, że to kryzys i lada moment mi przejdzie sad
            A ja jej mówię, że kryzys to był 2 lata temu, a teraz to już musztarda po
            obiedzie....
            • phokara Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 10:48
              Ty nic nie jestes w stanie zrobic. Zapomnij. Twoje zachowanie zostanie
              zinterpretowane w dogodny dla niej sposob, a kazda proba dyskusji, jak wyraz
              uczuc i zainteresowania. Jak sie kobieta zafiksuje to nie ma sily - i tak
              bedzie przekonana, ze "jest kobieta twojego zycia" tylko Ty sieroto o tym nie
              wiesz, bo w koncu ona wie lepiej czego chcesz.
              Duzo wieksza skutecznosc maja czasem opinie innych - w sensie jakichs jej
              przyjaciol (jezeli posiada) czy rodziny - bywa, ze trafia. Komunikat od Ciebie
              nie trafi za cholere, bo w zyciu nie ma tak, zeby narkotyk, od ktorego jest sie
              uzaleznionym byl rownoczesnie na to uzaleznienie lekarstwem.
              Kobieta sie powinna udac na terapie ale sie pewnie nie uda. Jedyne co teraz
              mozesz zrobic, to maksymalnie zminimalizowac ilosc kontaktow i poczekac, az
              troche ochlonie, z tym ze to tez srednio dziala, bo mozesz na to czekac i
              czekac i nie widziec konca. U mnie na przyklad niedlugo mina 2 lata, a moj Ex
              jeszcze nie ochlonal. Wiec nie wiem.
              • z_mazur Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 10:56
                Pho
                Fajnie, że znowu jesteś. smile
                • phokara Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:09
                  Czesc chlopaku z-mazur, zmazurku wielkanocny.
              • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 10:57
                ehh, westchnąłem głęboko.....

                a czy "pokazanie" jej, że ma się kogoś nowego coś da??
                Co prawda w tej chwili nikogo nie mam i mówiąc szczerze nie chcę wchodzić w
                żaden związek, bo mam uraz....ale może coś zaaranżować? Kurde...no szukam tych
                sposobów!
                • phokara Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:06
                  > a czy "pokazanie" jej, że ma się kogoś nowego coś da??

                  Jest spora szansa. Twoja zona moze na przyklad zamordowac wtedy ta kobiete
                  (wiec nie moze byc do konca 'wyimaginowana', jak sam rozumiesz) i wtedy ja
                  zamkna we Wronkach. Bedziesz mial z glowy.
                  Serio - jesli nie przeginasz i Twoja zona jest faktycznie takim bluszczem to
                  kiepsko to wyglada. Czy Wy w ogole pogadaliscie kiedys sensownie na ten temat -
                  sensownie to znaczy, czy ona sluchala co do niej mowisz?

                  Wiem. Duzo lepszym rozwiazaniem jest znalezienie JEJ nowego mezczyzny, ktory
                  sie nia zajmie i na ktorym sie bedzie mogla satysfakcjonujaco bluszczyc.
                  Najlepiej zeby byl to ktos bogaty, niekoniecznie duchowo i ktos, kogo bardzo
                  nie lubisz. Kombinuj, chlopaku, z pewnoscia znasz takie osoby.
                  • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:12
                    Haha, gadaliśmy...wiele razy...chyba za wiele!!
                    I mam takie wrażenie, że nie słuchała i nie słucha.....ma w swojej głowie jakieś
                    wyobrażenie mnie....i nie widzi tego co się dzieje w rzeczywistości....
                    Ona zawsze miała bujną wyobraźnię sad

                    A nowy mężczyzna...haha...Panowie jest ktoś chętny??
                    Dziewczyna jest ładna, zgrabna, zadbana....ma pracę i umie jeździć samochodem wink
                    W łóżku ogień smile
                    Problem jest tylko taki, że wybraniec musi do końca życie zapomnieć o reszcie
                    świata wink no wink!!!
                    • phokara Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:16
                      > Dziewczyna jest ładna, zgrabna, zadbana....ma pracę i umie jeździć
                      samochodem ;
                      > )
                      > W łóżku ogień smile

                      Wiem.
                      Wystaw ja na Allegro.
                    • z_mazur Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:18
                      nierozumiem napisał:

                      > A nowy mężczyzna...haha...Panowie jest ktoś chętny??
                      > Dziewczyna jest ładna, zgrabna, zadbana....ma pracę i umie jeździć
                      samochodem ;
                      > )
                      > W łóżku ogień smile
                      > Problem jest tylko taki, że wybraniec musi do końca życie zapomnieć o reszcie
                      > świata wink no wink!!!

                      Taki mały feler Ci przeszkadza??? wink
                      Ja myślę, że tu zaraz las chętnych rąk wyrośnie. smile)))
                      Szczególnie ten "ogień w łóżku"... smile)))
                      • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:27
                        Haha...też tak myślę smile

                        Ale ona musi najpierw gościa zatrzasnąć....dopiero potem spali go tym ogniem smile)

                        Niom...taki mały feler wink
                        • phokara Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:33
                          O felerach nie warto pisac. Kiepska reklama.

                          A tak szczerze, cos sobie jeszcze pomyslalam. To wcale nie musi byc tak, ze ona
                          spali i zatrzasnie tego nexa, tak jak Ciebie. To Twoj punkt widzenia, bo sie
                          dales tak zrobic. Tu nie ma jednostronnej winy i nie wierze, ze trafiles na
                          hetere, co kazdego faceta zadusi zywcem. Jak to mowia "dobra kobieta i zla
                          kobieta - to ta sama kobieta, tylko z kims innym".
                          • nierozumiem Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:40
                            Masz rację!!! Ja sie po prostu dałem zamknąć w tej złotej klatce smile....no ale
                            jak już chciałem trochę popatrzeć na świat spoza krat....to otworzyć nie chciała
                            wink....trzeba było samemu druty spiłować ...smile

                            A czy nexa zamknie? To zależy od tego, czy się czegoś nauczyła?
                            Ja się nauczyłem smile)
                            • phokara Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:44
                              > A czy nexa zamknie? To zależy od tego, czy się czegoś nauczyła?

                              Nie. To zalezy od Nexa.
                              Przy Tobie to sie exia nauczyla, ze korzystnie jest byc bluszczem - dlatego Cie
                              nie chce puscic wolno.
                              Natomiast dobrze, ze Ty sie czegos nauczyles. Albo chociaz tak Ci sie wydaje.
                              Ja akurat w przeciwienstwie do wiekszosci ludzi uwazam, ze czlowiek wcale sie
                              NIE uczy na wlasnych bledach.
                              • menab Re: kobieta bluszcz..... 16.03.07, 11:54
                                To, że uczy się na własnych błędach to tylko takie powiedzenie, bo najczęściej
                                popełniamy je ze zdwojoną naiwnością, po prostu zapominamy o tym co nas
                                pokarało.
                                • libra22 Sonriso 16.03.07, 12:12
                                  Jedno nie wyklucza drugiego. Mnie chodziło o postawę "zostawiania sobie
                                  otwartej furtki" w postaci myślenia "a jak cos nam nie wyjdzie to w końcu są
                                  rozwody" już w momencie składania sobie przysięgi małżeńskiej. Bo to czasem
                                  generuje postawę lenistwa i braku zabiegów o związek, chęc ucieczki przy
                                  najblizszym konflikcie (trochę przesadzam dla podkreslenia obrazuwink
                                  Najpiekniej jest mysleć, że "na zawsze", ale przy tym mieć wiedzę i umiejętność
                                  dbania cały zcas o to co jest między dwójką ludzi.
                                  smile
        • anilah777 Re: kobieta bluszcz..... 23.03.07, 10:30
          A może po prostu trzeba było jej powiedzieć, co czujesz,że to ograniczanie zaborczość to gwóźdź do trumny dla waszego związku? Rozmowa może zdiałać cuda-osoby zaborcze, to osoby zakompleksione, moze ona nie czuła Twojej miłości wystarczająco, trzeba było spytać, czego się obawia
    • tricolour Żona - bluszcz... 16.03.07, 12:09
      ... ciekawe zestawienie znaczeniowe.

      Tak się zastanawiam, czy piszący długopis to dobrze, czy źle. Jeżdżący
      samochód, to dobrze, czy źle?

      Albo inaczej - czy córka, kóte mnie całuje na powitanie, to dobrze, czy źle? A
      kochająca narzeczona może powinna dostać w ryj, by sie odpimpała i daleko
      stała, a tak to lezie mi do łóżka i tulić sie chce.

      Może też bluszcz?
      • panda_zielona Re: Żona - bluszcz... 17.03.07, 00:45
        Udajesz głupa smile
        Jeśli prawdą jest co pisze autor wątku,to ciekawe jak długo wytrzymałbyś w
        takim zwiazku,chyba niedługo
        • tricolour Ja udaęe głupa? 17.03.07, 12:55
          To autor udaje głupa, skoro twierdzi, że sprawdzanie telefonów i poczty, to
          dowód na to, że ktos jest bluszczem. Albo, że grozi samobójstwem i zabójstwem
          dziecka
          Zupełnie nie trafiają do mnie te argumenty, bo naciągane, że hej.

          Bardziej w tym widzę poszukiwania sposobów, by z kogos zrobic bluszcza i miec
          wygodne wytłumaczenie swojego planu rozwodu.
          • emde74 Re: Ja udaęe głupa? 17.03.07, 20:03
            tri, spoko. pewnie coś w tym jest, że widzi kobietę jako bluszcz. są takie. a my
            nie znamy całej sytuacji. ale że samobójstwo i zabójstwo nie wchodzi w grę to
            akurat się z Tobą zgadzam. kobiety tego nie robią, chyba że są chore jak w
            filmie Tato. M.
            • nierozumiem Re: Ja udaęe głupa? 18.03.07, 08:23
              emde, tricolour

              mówicie naciągane......no cóż...najgorszemu wrogowi nie życzyłbym przejść takich
              shizów....
              nie wierzycie? .... nie musicie.....ja w szczegółach wszystkiego opisywal nie będę

              dzięki
    • nangaparbat3 ja tez nie rozumiem 17.03.07, 20:41
      Przez parę lat bylo pieknie... - piszesz. Z teże sama kobieta-bluszczem. Taka
      Ci pasowala, takąś sobie wybrał. I nie czaryuj, żeś nie wiedzial, że bluszcz -
      przez kilka lat nie ukryje sie, kim sie jest.
      To nie narzekaj teraz na bluszczowatość.
      Sama wiem najlepiej, ze cechy, dla ktorych wybralam exa na meża byly dokładnie
      tymi samymi, przez ktore sie rozstalismy. Paradoks. ale mam w nuim swoj udział,
      podobnie jak Ty w waszy paradoksie. I tyle.
      • majeczka2310 Re: ja tez nie rozumiem 17.03.07, 22:22
        Może wyglądało to tak, że kobieta przez x lat starała się zwrócić na siebie
        uwagę, ale bezskutecznie, a w momencie gdy sięgnęła po chwyty poniżej pasa,
        okrzyknąłeś ją "bluszczem". Może dopiero taki szantaż emocjonalny sprawił, że
        zwróciłeś swoją uwage na jej osobę, potrzeby, oczekiwania. Może inaczej już nie
        umiała i chwyciła się jak tonący brzytwy? Czego wcale oczywiście nie pochwalam,
        ale... może z różnych względów nie potrafiła od Ciebie sama odejść? Może to ona
        jest w złotej klatce? Może zasługiwałeś na to by sprawdzać każdy krok? Nic nie
        dzieje się bez przyczyny, a prawda zawsze leży pośrodku, spójrz na siebie, czy
        Ty jesteś całkowicie bez winy....
        W sumie określenie "bluszcz" to takie troszkę inne ma znaczenie- niekoniecznie
        takie, że pozwala się tak po prostu odejść drugiej stronie, po tylu latach.

      • panda_zielona Re: ja tez nie rozumiem 18.03.07, 01:16
        a ja rozumiem,można kotka zagłaskać na śmierć
    • fankaaa Re: kobieta bluszcz..... 17.03.07, 23:36
      Jesli twoja żona ma, jak mówisz, zbyt bujną wyobraźnię, to Tobie jej
      zdecydowanie brakuje. Nie sądziłeś chyba,że kobieta,która ciągle Cię kocha, i z
      którą masz dziecko z zachwytem przyjmie Twoją decyzję o rozstaniu. Wiem,
      wiem,nie chodzi o zachwyt, tylko o spokojną zgodę na rozwód. Problem jednak
      polega na tym,że ona nie jest spokojna i pewnie jeszcze jakiś czas nie będzie.
      W takiej sytuacji miotają człowiekiem niesamowite emocje i ma do tego prawo.
      A trzy miesiące to nie tak dużo. Tobie jest łatwo, bo Ty już nie kochasz.
      Może zamiast robić jej reklamę w necie, spróbuj ją zrozumieć. Nie mam na myśli
      jej " bluszczowatości" ( też nie do końca mi to wygląda na bluszcza), tylko
      sytuację, w jakiej się znalazła w konsekwencji Twojej decyzji.
      • olejowy.bogacz Re: kobieta bluszcz..... 21.03.07, 08:30
        (niekoniecznie)...mezczyzna skunks (tak mi sie z rana rymnelo).
Inne wątki na temat:
Pełna wersja