prosze o oniektywna ocenę...

29.03.07, 11:26
bo wiem, ze mi zainteresowanej jest trudno o obiektywizm. Tu watku na innym
forum pokusiłam się przedstawić w duzym skrócie swoje " szczęśliwe zycie":
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=58882079&a=58991504
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=58882079&a=58991893
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=571&w=58882079&a=58993223
Pisałam tam, że siedze na d.. i się nie odzywam, ale szczerze mam dośc
szczególnie, że mąz podejmuje swoje zawodowe decyzje te które wpływaja
bezpośrednio na nasze zycie sam, nawet nie pytając mnie o zdanie - oliwy do
ognia dolalo to, że mąz postanowił otworzyc swoje biura za granica w Czechach
aż pod austryjacka granice, co mi zwyczajnie oznajmił i skwitowal, że będzie
jeszcze więcej pracowac i byc może pojawi się 1-2 x w miesiącu w domu. Mówie
dziecko będzie tesknic- ja tez na to małzonek. Klamka zapadła, ma swoje wizje,
plany, ja mam sobie tu radzić i czekać kiedy się zjawi. Urlop kolejny w tym
roku spędze sama- męza nawet nie interesuje gdzie jade- ja tam będę moja
sprawa, on zapłaci, ew. zawiezie jak będzie mógł. Szczerze mam dość, czuje sie
jak pokojówka w hotelu- zrobie pranie, wyprasuje koszule, przygotje posiłek,
posprzatam, mąz zje, idzie spać i rano do pracy do nocy.
Rozmawialismy o rozwodzie. Mąz sie poskarzył rodzinie( mamie) i uslyszałam od
tesciowej jaka to ja jestem niewdzieczna, jak to sie nie znam na zyciu, bo
wyobrażam sobie Bóg wie co, a nie wszytsko poukładane jest jak w pudełku( ja
to wiem) i żeby nie brac małżeństwa przez pryzmat swoich tylko wizji. Pytam
się wiec czy ja naprawde jestem taka niewdzięczna, czy to po prostu mąz ma
problem z pracoholizmem, z odróznieniem tego co jest praca, a co należy się
rodzinie. Czy pieniadze sa najwazniejsze, czy jak wszyscy za nimy gonią to my
tez musimy, czy nie moge miec swoich racji? Jestem niewdzieczna?Belka
    • bella67 Re:korekta... 29.03.07, 11:27
      mialo być- prosze o OBIEKTYWNĄ opiniesmile
    • akacjax Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 12:00
      Nie wnikając w szczegóły Twojej osobistej sytuacji-pracocholizm jest chorobą. Z tego uzależnienia ludzie się leczą-bo udowodniono, że praca ponad siły w koncu wykończy.
      Do teściów raczej nie ze swoimi smutkami, ale z troską o ich syna uderzaj-może to lepiej zadziała?
      Do rozwodu potrzeba trwałego i zupełnego rozkłądu małżeństwa-u Was raczej ostry kryzys jest, wręcz zagrożenie zdrowia m.
      Rozmawiaj z mężem-ale nie o tym, ze Ciebie zaniedbuje-to nie trafi do niego-ale o problemach, które powodują, że starcił rozeznanie granic. W prace czasem ucieka się z powodu problemów emocjonalnych-a potem powstaje uzależnienie.
      • bella67 Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 12:33
        Do teściów mówiłam wiele razy, że nie ma dnia aby maż nie skarzył sie na ból
        glowy, że jeździ po nocach autem, umeczony i któregoś razu może to źle się
        skończyć, bo nie dojedzie wracając do domu i wiesz co usłyszała-cyt. z
        teściowej- mniech będzie co Bóg da, trudno.
        Mąz odbiera mówienie, ze się wykańcza( sam twierdzi, ze jeszcze pół roku i sie
        wykończy), prośby o częsciowe odpuszczenie pracy- np.klienta 1-2 w ciagu dnia i
        wczesniejszy powrót do domu, wspólny urlop w dogonym czasie dla niego, większośc
        ilośc czasu dla siebie i syna jako zamach na niego- bo podcinam mu skrzydła,
        zawiódł sie na mnie, nie pozwalam mu pracować. Najlepsza rada na ew. zagrożenie
        zycia i zdrowia to wykupienie kolejnej polisy ubezpieczeniowej- pytam wiec czy
        to polisa wychowa ze mna syna. Na terapie nie pójdzie- absolutnie. Rodzina męża
        zreszta w pełni go popiera i posdziwia- takie jest przecież zycie, takie
        czasy,pogoń za kasą, ma własna firmę to musi tyle pracować i koniec. Rady
        teściowej- wiesz ja tez całe zycie sama dbałam o siebie i dzieci, a mąz wiecznie
        poza domem. Czy mąz Cie bije? Czy mą pije?Nie, to o co Ci chodzi?
        Czy to znaczy , ze ja też mam tak zyć? Wygląda na to, ze to ja jestem ta
        niedobra, albo inaczej mąz to określa - jestesmy z dwóch róznych światów( swoją
        droga oboje pochodziny z przeciętnych robotniczych rodzin ze średniej wielkości
        miasteczka) i chyba ma rację, bo dla mnie najwazniejsza jest rodzina, a dla męża
        praca. Oczywiście mąż mnie kocha i dziecko tez - na swój sposóbsadW końcu robi
        to wszytsko dla nas, tylko że ja tego nie wymagam, co cały czas mu powtarzam i
        rodza sie konflikty i nakęcamy sie. On chce spokoju po pracy, odpoczynku, wyspać
        się najlepiej cały dzień, a ja chciałabym męza i ojca dla swojego dziecka.
        Naprawde nie mam siły i czuje sie tak jak samotna matka. Nie umiem do niego
        dotrzeć, nie moge liczyc na rodzinę, sypie się mi wszytsko dokumentnie. Nie
        umiem kochac kogos kogo nie ma z domu, bo nawet jak jest to już mysli co ma do
        zrobienia jutro- nigdy nie ma czsu na rozmowe np. w tyg. nie mam zawracac męzowi
        głowy jakimis błahymi sprawami tyczącyni domu, dziecka, nie chce tego słuchać,
        ma ważniejsze sprawy.Niekt nie widzi problemu, a może to ja mam problem.
        Naprawde nie chciałabym nikogo skrzywdzic złymi osądami, doceniam męża- mówie mu
        o tym, ale tez chce cos dal siebie, dziecka. b.
        • z_mazur Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 12:59
          IMHO nie powinnaś kierować się opiniami innych, a już szczególnie rodziny.
          Związek i bycie z nim ma być źródłem satysfakcji, a nie frustracji. Oczywiście
          nigdy nie jest idealnie, ale korzyści powinny przeważać nad minusami.
          Zrób sobie bilans, punkt po punkcie plusów i minusów bycia w takiej relacji.
          Jeśli uznasz, że dla Ciebie minusy przeważają nad plusami to przedstaw to
          mężowi, że jeśli sytuacja nie ulegnie zmianie to jesteś zdecydowana odejść od
          niego.
          Życie mamy tylko jedno. Szkoda je marnować na ciągnącą się latami frustrację.
      • aron95 Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 12:39
        Mam podobną parę znajomych . Ona poradziła sobie tak , że pomaga mężowi
        Stała się wręcz niezbędna dla niego . A była już na boku .
        Wekeendy spędzają razem choć często na biznesowych spotkaniach .
        • bella67 Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 13:02
          Myślałam o tym( jak byłam w ciązy to wiele rzeczy robiłam min. na kompiew domu,
          cenniki itp.), ale co z moją pracą?Pracuje zawodowo, na kierowniczym stanowisku,
          czasem tez zostaje po godzinach. Synem zajmuje sie moja mama kiedy pracuje,
          załatwiam cos na mieście itd. Mam sie zwolnic z pracy?Mąz niechetnie mówi o
          swojej pracy wręcz unika tematów, bo po całym tygodniu chce odpocząć od tego
          tematu. Czy Ci znajomi maja małe dziecko?Jak ten problem rozwiazać?Syn jest
          bardzo ze mna związany- taki cycus mamusi, za męzem tez jest bardzo jak to
          maluch potrzebuje nas. Codziennie zamęcza mnie pytaniami- nie idziesz dzisiaj do
          pracy, jak tylko męzxa zobaczy- tatus zostaje z nami, nie idzie do pracy.
          Tłumaczymy mu, że pracujey, zeby zarobić na domek, jedzonko , zabawki dla niego,
          ale jak każda matka pracująca mam kosmicznego kaca moralnego. Tak babcia jest z
          nim więcej niż ja w ciagu doby. Mam go pozbawic całkiem swojej obecności?Nie to,
          ze jestem niechetna, ale po prostu mam dylematy, mysle, że kobiety pracujące
          zawodowo, robiące kariere tęz się codziennie biją z takimi myślami.b.
    • emde74 Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 15:08
      bella, czy Ty jesteś z Wawy? Bo ja mam wrażenie jakbym czytała posta żywcem z
      naszego centralnego grajdołka i pogoni za forsą. poza tym to kalka z mojego
      poprzedniego (znaczy małżeńskiego) żywota.

      ja jestem z Wawy; mój jeszcze mąż gonił za kasą (manager wysokiego szczebla w
      potężnej, amerykańskiej korporacji, praca głównie za granicą); wsiadał do
      samolotu w poniedziałek, a wysiadał w piątek; weekendy - "kochanie, spędź sama,
      bo ja pracuję"; laptop się grzał każdej nocy do ok. 4 rano (bo pracował); a ja
      byłam niewdzięczna, bo tego nie uszanowałam i tych puchów, w które
      opływaliśmy....

      dziś pewnie inaczej bym spróbowała rozwiązać tę kwestię. ale niestety z drugiej
      strony, to mój prawie ex ma niski poziom inteligencji emocjonalnej i ciężko
      było się z nim po prostu pogadać...

      z drugiej strony wyszła potem naga prawda: bez kokosów też można żyć. ja żyję i
      świetnie sobie radzę bez Jego pieniędzy. Twój też to kiedyś zrozumie. niestety
      może być już za późno, bo wygląda na faceta, który albo zwariował albo "kręci"
      Go coś innego niż małżeńskie pożycie. jak mu wylejesz "kubeł zimnej wody" na
      głowę czyli twarde postawienie sprawy: praca albo ja i dziecko, to może się
      opamięta, bo tu chyba trzeba radykalnych cięć.

      "szczęśliwe życie" - trafnie ujęte w cudzysłów. "wilki" teraz śpiewają: "po co
      budować dom, w którym nie ma miłości"... czy coś w podobiesmile

      Musisz działać! Zacznij od rozmowy, poważnej. Powodzenia! M.





    • tricolour Zgadzam się - radykalna rozmowa. 29.03.07, 16:24
      I jasne postawienie sprawy: jeżeli nie zmienisz stylu pracy, to wnosze o rozwód
      z Twojej winy.
      Zmiana stylu pracy ma nastąpic natychmiast (nie po otwarciu szensnastego
      odziału w Czechach), bo małżenstwo rozlatuje się w tej chwili, a nie po
      otwartych oddziałach.

      Podejrzewam też, że argumentem bardziej przemawiającym do faceta bedzie utrata
      połowy majątku niż strata rodziny - jeśli jest rzeczywiscie pracoholikiem.
      Smutne to. Ale nie wahałbym sie uzyc takiego argumentu... że zapieprzał całymi
      dniami, a teraz to straci.
    • aron95 Re: prosze o oniektywna ocenę... 29.03.07, 17:14

      Aby się tylko nie okazało że jak faceta za dużo w domu to też nie dobrze .
    • nangaparbat3 nie ma obiektywnych ocen 29.03.07, 19:06
      I ja mam zupełnie inne wrazenie, niz przedmowcy.
      O byle czym sie teraz mowi, że to uzależnienie - ale co zrobić z sytuacją, gdy
      praca czlowieka jest jednoczesnie jego pasją?
      Ja bym się zastanowiła, jak to jest, bo moze to nie pracoholizm, nie pieniadze,
      tylko dzielo jego zycia. I wybaczcie, ale adanie, by rodzina - w znaczeniu
      spędzania czasu w domu - była dla mężczyzny ważniejsza niż tworcza praca, to
      chyba przesada. Zresztą nie tylko dla meżczyzny.
      Po drugie, jesli kogos stac na wypasione audi, to żona (pracujaca zawodowo) nie
      powinna prać, sprzatać i prasować koszul - naprawdę jest duzo pan, które
      chetnie to zrobia za Ciebie za nie taka znowu wielka opłatą. A Ty mozesz - jak
      to robiły zamozne panie w dawnych czasach - zajać się sztuką, rozrywką,
      działalnoscią charytatywną, czymkolwiek, co Ciebie zajmie i ucieszy.
      Po trzecie, nie mogę oprzeć sie podejrzeniom, ze - byc moze całkowicie
      bezwiednie - nakręcasz synka, i dlatego tak płacze i rozpacza.
      po czwarte, sama nie jestes lepsza. Praca 8 godzin dziennie plus dojazdy to nie
      jest dobre rozwiazanie dla matki trzylatka - pol etatu byloby idealem. ale nie
      zrezygnujesz, prawda? To dlaczego chcesz, zeby mąż zrezygnowal?
      po czwarte - zawsze mozna samej chodzic do kina, ja nawet wolę, chociaż ja
      niezupełnie normalna jestem, to inna kwestia.
      po piate - tez miałam meżowi jeszcze wtedy za złe, ze tak duzo pracuje - teraz
      sama często zasuwam od rana do nocy, w weekendy, nocami przy kompie. I
      uwielbiam przynajmniej część mojej pracy (zero kokosow, na odwrot). I zupełnie
      inaczej patrze na tamte czasy, wstyd mi swojego zachowania wobec exa. Nawet
      kiedys zalozyłam watek na ten temat, ale nikogo nie zainteresował. Ciekawe
      dlaczego.
      • jacekplacek66 Re: nie ma obiektywnych ocen 29.03.07, 19:34
        nanga- dzięki za tę wypowiedz. bardzo mi bliską. pracowałem jak osioł dla
        rodziny dla domu- i .... nie było mnie w domu. ale kiedy byłem też było źle a im
        bardziej było źle tym bardziej nie było mnie w domu wolałem pracę od awantur i
        głupich oskarżeń.
        moja praca była fffeeee ale wydawanie pieniedzy już nie, wydawanie na telefony
        do "przyjaciela" chociazby- no ale mnie nie było i sie pewnie nudziła.
        a praca i moja firma były moja pasja i w zasadzie drugim hobby po mysliwstwie.
        • panda_zielona Re: nie ma obiektywnych ocen 29.03.07, 21:09
          a praca i moja firma były moja pasja i w zasadzie drugim hobby po mysliwstwie.

          No to pięknie,miałeś dwie pasje pracę i myśliwstwo,ma pasję rodzinną miejsca
          już nie stało i nie dziw,ze żona wydawała kasę na tel.do przyjaciela.
          • jacekplacek66 rodzina... 29.03.07, 21:17
            to ni pasja ani hobby --to miłość a i czasu trochę jej poświęcałem (cóż było
            minęło) życie toczy się dalej
          • inc.ognito Re: nie ma obiektywnych ocen 29.03.07, 21:25
            o, Panda zła. Mój znajomy miał sobie spokojną pracę, którą lubił. I hobby tez
            miał. Poznał dziewczynę, było mu fajnie. Potem się ożenił. z hobby zrezygnował
            bo żonie się nie podobało. Tak długo ciosała mu kołki na głowie że za mało
            zarabia, że zrobił dodatkowe kierunkowe studia na które go namawiała. Studiował
            w weekedny i znowu źle, bo się uczy, zamiast jej urozmaicać czas. Zmienił pracę
            na lepszą, ale wymagającą zaangazowania, kasy mają teraz do woli. I dalej źle,
            bo się zajmuje pracą a nie nią.
            Problem chyba po prostu w tym, że ona by chciała obok siebie innego faceta
            (najlepiej ksiażę który majatek juz ma i nie musi na niego pracować, co rano
            romantycznie obsypuje kwiatami, a na wakacje porywa ją na jacht i rejs na
            Bahama) , bo z tym, cokolwiek by robił , to zawsze będzie źle. Bo to zwykły,
            przeciętny facet, któremu tez się marzy żeby ktoś go rozumiał.
            I teraz jemu sie nawet odzywać w domu nie chce. Jej też. Ale oni zbyt "dobrze
            wychowani" by sie rozwodzić. Smutne to.
      • tricolour To może jak pasja pochłania cały czas... 29.03.07, 19:38
        ... to nie powinno sie zakładać rodziny? Albo znaleźć żone wierną jak żona
        marynarza?

        Tłumaczenie, że zaniedbanie rodziny jest pasją zawodową jest zwolnieniem się z
        odpowiedzialności.
        • jacekplacek66 Re: To może jak pasja pochłania cały czas... 29.03.07, 19:45
          kiedy nie pracowałem- słyszałem " inni to potrafią , czemu nie znajdziesz
          dodatkowej pracy, nie ma pieniedzy" i takie tam a jak załozyłem firme i zaczełem
          zarabiac naprawdę konkretne pieniadze pojawił sie problem zaniedbywania rodziny.
          To kur.... trzeba sie zdecydowac czego sie chce od męza
          • tricolour A ile czasu poświęcałes rodzinie... 29.03.07, 19:50
            ... po założeniu firmy? Ile dziennie? Ile na weekend, wakacje, ferie zimowe i
            letnie?

            Bo może wpadłeś ze skrajności w skrajność?
            • jacekplacek66 Re: A ile czasu poświęcałes rodzinie... 29.03.07, 19:54
              wakacje- 2 tygodnie- góry, morze, zagranica
              ferie- nie pracowałem jesli była zima (charakter pracy)
              codzienne kompanie dzieci, opowiadanie bajek, dowożenie na zajecia pozalekcyjne
              25km w jedna stronę (zajęcia do 19 do 21) wracałem i siadałem do kompa i tak do
              2~3 w nocy potem troszke snu i do pracy- jeśli o to chodzi nie mam sobie
              specjalnie nic do zarzucenia.
              dowód- syn mieszka ze mną, z córka mam dobry kontakt
              • tricolour No to może rzeczywiście żona nie za bardzo... 29.03.07, 19:57
                sad
                • jacekplacek66 Re: No to może rzeczywiście żona nie za bardzo... 29.03.07, 20:07
                  no może nie tylko ona, pewnie i ja nie byłem we wszystkim ok. Zawinił brak
                  rozmowy- bardziej z jej strony (potrafiła milczec 2~3 miesiące)a potem
                  stwierdzenie ze "Ty nigdy nie wiesz o co mi chodzi" a ja naprawdę nie wiedziałem....
                  • tricolour Może było tak :)))) 29.03.07, 20:12
                    Niżej zamieszczony tekst został znaleziony gdzieś w internecie.


                    Powiedzmy, że facetowi imieniem Stefan podoba się kobieta...
                    ...nazwijmy ją Jolka. Zaprasza ją do kina. Ona się zgadza, spędzają razem miły
                    wieczór. Kilka
                    dni później proponuje jej obiad w restauracji i znów oboje są zadowoleni.
                    Zaczynają się spotykać regularnie i żadne z nich niewiduje się z nikim innym.
                    Aż któregoś wieczoru w samochodzie, Jolka zauważa:

                    - A wiesz, że dziś mija dokładnie sześć miesięcy odkąd się spotykamy?

                    W samochodzie zapada cisza. Dla Jolki wydaje się ona strasznie głośna.

                    Dziewczyna myśli: "Kurcze, może nie powinnam była tego mówić. Może on nie
                    czuje się dobrze w naszym związku. Może sądzi, że próbuję na nim wymusić
                    jakieś zobowiązania, których on nie chce, albo na które nie jest jeszcze
                    gotowy".

                    A Stefan myśli: "O rany. Sześć miesięcy".

                    Jolka myśli: "A tak w sumie to i ja sama nie jestem pewna, czy chcę takiego
                    związku. Czasami chciałabym mieć więcej przestrzeni, więcej czasu, żebym
                    mogła przemyśleć, co chcę dalej zrobić z tym związkiem.
                    Czy ja naprawdę chcę, żebyśmy posuwali się dalej...? W zasadzie... doczego my
                    dążymy? Czy tylko będziemy się nadal spotykać na tym poziomie intymności?
                    Czy może zmierzamy ku małżeństwu? Ku dzieciom ? Ku spędzeniu
                    ze sobą całego życia ? Czy ja jestem już na to gotowa ? Czy ja go właściwie w
                    ogóle znam ?"

                    A Stefan myśli: "... czyli... to był... zobaczmy... czerwiec, kiedy zaczęliśmy
                    się umawiać, zaraz po tym, jak odebrałem ten
                    samochód, a to znaczy... spójrzmy na licznik... Cholera, już dawno powinienem
                    zmienić olej!"

                    A Jolka myśli: "Jest zmartwiony. Widzę to po jego minie. Może to jest zupełnie
                    inaczej ? Może on oczekuje czegoś więcej - większej intymności,
                    większego zaangażowania... Może on wyczuł - jeszcze zanim sama to sobie
                    uświadomiłam - moją rezerwę. Tak, to musi być to. To dlatego on tak niechętnie
                    mówi o swoich uczuciach. Boi się odrzucenia."

                    A Stefan myśli: "I muszą jeszcze raz sprawdzić pasek klinowy. Cokolwiek te
                    barany z warsztatu mówią, on nadal nie działa dobrze. Zwalają winę na mrozy.
                    Jakie mrozy? Jest 8 stopni, a ten silnik pracuje jak stara śmieciara! A ja
                    głupi jeszcze zapłaciłem tym niekompetentnym złodziejom 6 stówek."

                    A Jolka myśli: "Jest zły. Nie winię go. Też bym była na jego miejscu zła. No -
                    to moja wina, kazać mu przez to przechodzić, ale nic nie poradzę na to,
                    co czuję. Po prostu nie jestem pewna..."

                    A Stefan myśli: "Pewnie powiedzą, że gwarancja tego nie obejmuje. To właśnie
                    powiedzą.... Chamy."

                    A Jolka myśli: "Może jestem po prostu idealistką, czekającą na rycerza na
                    białym koniu, kiedy siedzę obok wspaniałego mężczyzny, z którym lubię być, na
                    którym naprawdę mi zależy, któremu chyba także zależy na mnie.
                    Mężczyzny, który cierpi z powodu mojej egoistycznej, dziecinnej, romantycznej
                    fantazji."

                    A Stefan myśli: "Gwarancja! Ja im dam gwarancję! Powiem, żeby ją sobie
                    wsadzili w d...... Ja chcę mieć sprawny wóz"

                    - Stefan - odzywa się Jolka.

                    - Co? - pyta Stefan, wyrwany niespodziewanie z zamyślenia.

                    - Nie dręcz się już tak - kontynuuje Jolka, a jej oczy zaczynają napełniać się
                    łzami. Może nigdy nie powinnam... Czuję się tak...
                    (załamuje się i zaczyna szlochać)

                    - Ale co? - dopytuje się Stefan

                    - Jestem taka głupia... Wiem, że nie ma rycerza. Naprawdę wiem. To głupie. Nie
                    ma rycerza i nie ma konia....

                    - Nie ma konia? - pyta zdziwiony Stefan

                    - Myślisz, ze jestem głupia, prawda ? - pyta Jolka.

                    - Nie! - odpowiada Stefan, szczęśliwy, że wreszcie zna prawidłową (chyba)
                    odpowiedź na jej pytanie.

                    - Ja tylko... Ja tylko po prostu... Potrzebuję trochę czasu...

                    (następuje 15-sekundowa cisza, podczas której Stefan, myśląc najszybciej jak
                    potrafi, próbuje znaleźć bezpieczną odpowiedź. W końcu trafia na jedną,
                    która wydaje mu się niezła)
                    - Tak. - mówi.

                    Jolka, głęboko wzruszona, dotyka jego dłoni.

                    - Och, Stefan, naprawdę tak czujesz? - pyta.

                    - Jak? - odpowiada pytaniem Stefan.

                    - No, o tym czasie... - wyjaśnia Jolka.

                    - Nnnoo... Tak.

                    (Jolka odwraca się ku niemu i patrzy mu głęboko w oczy, sprawiając, że Stefan
                    zaczyna się czuć bardzo nieswojo I obawiać, co też ona może teraz
                    powiedzieć, zwłaszcza, jeśli dotyczy to konia.... W końcu Jolka przemawia)

                    - Dziękuje ci, Stefan.

                    - To ja dziękuję - odpowiada z ulgą mężczyzna. Potem odwozi ją do domu, gdzie
                    rozdarta, umęczona dusza chlipie w poduszkę aż do świtu, podczas gdy
                    Stefan wraca do siebie, otwiera paczkę chipsów, włącza telewizor i natychmiast
                    pochłania go powtórka meczu tenisowego między dwoma Szwedami, o których
                    nigdy wcześniej nie słyszał. Cichy głos w jego głowie podpowiada mu, że w
                    samochodzie wydarzyło się dziś coś ważnego, ale Stefan jest pewny, że nigdy
                    nie zrozumie co, więc stwierdza, że lepiej wcale o tym nie myśleć (tę samą
                    taktykę stosuje w stosunku do wielu tematów - np. głodu na świecie).

                    Następnego dnia Jolka zadzwoni do swej najbliższej przyjaciółki, może do dwóch
                    i przez sześć godzin będą omawiać tę sytuację. Drobiazgowo analizują
                    wszystko, co ona powiedziała i wszystko, co on powiedział, po raz pierwszy,
                    drugi i n-ty, interpretując każde słowo, każdą minę i każdy gest, szukając
                    niuansów znaczeń, rozważając każdą możliwość...
                    Będą o tym dyskutować, przez tygodnie, może przez miesiące, nie osiągając
                    żadnej konkluzji, ale także wcale się tym nie nudząc. W tym samym czasie,
                    Stefan, pijąc piwo ze wspólnym przyjacielem jego i Jolki, zastanowi sie i
                    zapyta:

                    - Janusz, nie wiesz, czy Jolka miała kiedyś konia?
                    • jacekplacek66 Re: Może było tak :)))) 29.03.07, 20:22
                      Z całą pewnością- DZIĘKI smile)))))))))
                      Jest tylko jeden mały problem..... to ja kiedys miałem konia.. smile
                      • aron95 Re: Może było tak :)))) 29.03.07, 22:01
                        Piękny tekst . Aż sobie go skopiowałem .
                        Wszystkie wasze przemyślenia prowadzą do jednego wniosku ;
                        Babie nigdy nie dogodzisz .
                        • emde74 Re: Może było tak :)))) 29.03.07, 22:41
                          tekst o Jolce i Stefanie, ale pod innymi imionami, zapodał tu kiedyś z_mazur. a
                          kobiecie-mądrej (nie babie) dogodzisz. to kwestia rozmowy i wzajemnej otwartości
                          oraz szczerości. obie strony muszą być mądre. i chcieć się porozumieć.
                          • panda_zielona Re: Może było tak :)))) 29.03.07, 22:50
                            emde74 napisała:

                            > tekst o Jolce i Stefanie, ale pod innymi imionami, zapodał tu kiedyś z_mazur.
                            a
                            > kobiecie-mądrej (nie babie) dogodzisz. to kwestia rozmowy i wzajemnej
                            otwartośc
                            > i
                            > oraz szczerości. obie strony muszą być mądre. i chcieć się porozumieć

                            O to,to własnie chodzi
                        • z_mazur Re: Może było tak :)))) 29.03.07, 23:03
                          aron95 napisał:

                          > Babie nigdy nie dogodzisz .

                          Eeee tam aron, nie poddawaj się. Prawdziwy facet poradzi. wink
                  • nangaparbat3 to piekne 29.03.07, 23:10
                    (potrafiła milczec 2~3 miesiące)a potem
                    stwierdzenie ze "Ty nigdy nie wiesz o co mi chodzi" a ja naprawdę nie
                    wiedziałem....
                    • jacekplacek66 Re: to piekne 30.03.07, 19:14
                      Co w tym pięknego? Wychodziła do pracy uśmiechnięta i było wszystko ok, wracała
                      zła i się nie odzywała. na moje pytania co się stało - milczała. i potrafiła tak
                      sobie milczeć 2 miesiące. Czy ty nawet jeśli by to było z twojego powodu
                      pamietała byś po takim czasie o co chodziło? A ja po1. nie czułem sie winny.
                      2.nie wiedziałem z jakiego powodu tak sie zachowuje. 3. nie otrzymałem
                      wajaśnienia tego stanu.
                      • tricolour Nie dziw się... 30.03.07, 19:19
                        ... kobiety nie rozumieją prostych komunikatów w stylu "nie wiem o co chodzi
                        więc powiedz mi". Dla nich prosta sprawa ma setki kontekstów i dygresji i stąd
                        problem w wyjaśnieniu najprostszej sprawy. Nawet gdy wyjaśnią, to i tak nie
                        zrozumiesz, bo nie poznasz tej setki wątków, które bywają ważniejsze od sedna
                        rzeczy...

                        smile)
                        • jacekplacek66 zgadzam się. 30.03.07, 19:48
                          miałem ochotę ja zrozumieć- tylko nie otrzymałem jakiejkolwiek odpowiedzi-
                          milczenie.
                          i po pewnym czasie sie przyzwyczaiłem, już nie pytałem, przestało mnie
                          obchodzic.a potem w ciągu dnia zamienialiśmy kilka słów typu : co słychać? ok,
                          zjesz obiad? nie. cały dialog.....
                        • turzyca Re: Nie dziw się... 04.04.07, 00:23
                          "jesli mezczyzna powiedzial cos, co mozna zrozumiec na dwa sposoby, to prawie na
                          pewno mial na mysli to, co nie jest obrazliwe"
                          "mezczyzna to proste stworzenie, jesli chcesz cos uzyskac, powiedz to wprost"

                          2 zasady ktore znakomicie ulatwiaja zycie. Gdyby kobiety je przyswoily to obydwu
                          stronom byloby latwiej.
                      • nangaparbat3 Co w tym pieknego? 31.03.07, 00:44
                        Bo to Doskonała instrukcja co robić, by calkowicie uniemozliwic porozumienie
                        sie z drugą osoba.
                        To "piekne" bylo ironiczne z lekka.
                        • jacekplacek66 instrukcja... 31.03.07, 01:00
                          jak skutecznie rozp....lić małżeństwo? czy o to chodzi, zeby tak było?
                          widzisz ja jakoś nie bardzo moge to zrozumieć- ale jestem tylko facetem
                          • marie.walewska Re: instrukcja... 03.04.07, 16:34
                            Wiesz to chyba nie jest problem "plciowy" tylko jednnostkowy. Rekordem mojego M bylo 5 miesiecy
                            milczenia przerywanego komunikatami typu "smierdzi na klatce", "w nowym budownictwie na Kabatach
                            nie psuja sie wodociagi" itd oraz odpowiedziami tak, nie, wzruszenie ramion na pytania. Po tym okresie
                            nie pozwolilam mu juz na doskonalenie sie w konkurencji i nie czekalam na pobicie rekordu.
                            Rzeczywiscie w naszym przypadku byla to gotowa recepta "jak rozpieprzyc malzenstwo w 2 lata":
                            przestac sie do zony odzywac i zwracac na nia uwage w 2 tygodnie po slubie na 3 dni, a pozniej takie
                            okresy zageszczac i przedluzac. Proste.
      • bella67 Re: rozumiem Cię 30.03.07, 09:44
        i wierz mi też mysle o różnych aspektach naszego życia.
        Chciałam zwolnic się z pracy aby pomóc męzowi i pracować razem z nim, miał
        otworzyc fabryke( może zbyt szumna nazwa) niewazne czego dość powazna
        inwestycja, ale tylko na planach sie skończyło i dobrze, ze sie nie zwolniłam.
        Poza tym mąż całkiem słuszniezauwazył jak kiedys podczas urlopu macierzyńskiego
        medytowalismy pod tym kontem, ze na jednej gałezi siedziec nie można , bo w
        razie niepowodzenia można zostac z niczym. Mąz prowadzi interesy niekoniecznie
        zawsze z uczciwymi kontrahentami jak sie okazuje w trakcie i czasem musi sie
        naszarpać, żeby wyrwac kasę. Pare numerów pt. że nie ma zapłacone i płynnośc
        firmy lezy. Ja wiem, że mąz sie realizuje w pracy, wiem, ze "my jestesmy z Wenus
        a męzczyxni z Masa"wink)) i ja mysle po kobiecemu, bo wazna jest dla mnie
        rodzina, dziecko, ale tez praca, bo dzieciaka nie nakarmie siedząc w domu, wiem
        również, że mąz jak wiekszośc mężczyzn realizuje sie zawodowo( ja też), ma swoje
        plany, mozna rzec, ze to jego pasja- słuszna uwaga, lubi pracować, ja tez
        nieroba bym nie zniosła, i wiem, ze mamy cos za coś, manna z nieba nie leci,
        ale...Czy to oznacza, że tylko to sie liczy a my mamy być poza nawiasem.
        Prosiłam wiele razy- wtajemnicz mnie we wszystko pomoge Ci jak trzeba, może
        razem cos wymyslimy, zaplanujemy, łatwiej mi będzie to wszytsko rozumieć,
        wspierac Cie, może będziesz miał więcej czasu, ale nie mogę tez zupełnie
        zostawić dzieciaka na pastwe mojej mamy i opiekunki , bo przeciez rodzice mają
        wychowac dziecko,jak mi powie syn za kilka lat- p.. sie mamuska to do koga bedę
        miała pretensje? Ja wiem, ze zycie to balansowanie pomiedzy pracą, rodziną i nie
        można wybierac albo albo, zawsze czlowieka cos tam zrzera w środku, ale Bogu co
        boskie, cesarzowi co cesarskie, a co rodzinie?
        Mieszkamy w mieście średniej wielkości w zach.-poł. części Polski, do pracy
        dojazd zajmuje mi 10 min. spod domu do zakł. pracy. Nie wyobrażam sobie nie
        pracować i byc przy męzu to w kwestii finansów i ew. zabezpieczenia na
        przyszłość mam w rodzinie ciotke, która zostawiła dobrze płatna prace aby
        wychowywac dziecko, a mąz też ma dobzre prosperująca firme, oj nie wyglada z
        pespektywy czasu to za ciekawie jak skomli o każdy grosz, nie wszyscy sa tacy i
        nie można generalizowac, ale..jestem przezornasmileCzy to źle?Pracuje w
        sfeminizowanym środkowisku, słysze czasem jak to siedzenie przy mezu odbija sie
        nieraz czkawka kobiecie. Konczy się miłośc zaczyna walka o pieniądze.
        Nie jestem damą i nie trezba mi gosposi w domu, bo swoje 150 m2 posprzatam w 1
        dzień z przyjemnościa zresztą, gary myje zmywarkasmile, choć jej nie cierpie(
        uważam , ze to dla snobów- przepraszam jesli ktos poczułby sie urazony), ogrodu
        nie mam - trawa, krzewy, drzewkasmile
        Nie mam za złe, że dom prowadze, absolutnie, to nie kopanie rowów, a ja
        niepracuje w fabryce na 3 zmiany. Korona z głowy nie spadnie jak wyprasuje
        koszule nie w tym rzecz, zrewszta lubie jak mąz dobrze wyglada, a on niestety
        nie specjalnie dba w tym zakresie o siebie, więc ja to robie z przyjemnością.
        Mąz uważa, ze jest mu cos potrzebne jak juz spada z karku, czy przypomina
        ścierkę do podlogi. Nie w tym rzecz. Chodzi o to, że mamy dwa różne światy,
        każdy swój, oddalilismy sie od siebie z perspektywy czasu, jak jeszcze wogóle ja
        przestane zabiegac o zainteresowanie męza i przestane sie starac to juz nas nie
        będzie tylko ja i on, a to juz nie jest rodzina w moim mniemaniu- zaznaczam , ze
        to moja subiektywna i tylko moja ocena. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co tak
        do końca sobie mąz o tym wszytskim myśli, jak nie romawiamy o tym to skąd mam to
        wiedzieć. Mysle, że jest tak jak wielu przypadkach - męzczyxni nie widza
        problemu w związku, koniecznośc poprawiania czegoś, jest jak jest i jest dobrze,
        ale czy wszytskim?
        Od pół roku prosze o rzeczową rozmowę, tylko trzeba miec partnera do rozmowy,
        tzn. przede wszytskim chęci, aby usiąśc i przedstawic swoje argumenty i sie
        dogadać. Nigdy nie ma na to czasu- rano wyjeżdza do pracy, czasem jeszcze w
        łózku jestem, a wieczorem po całym dniu chce spokoju a nie dyskusji. Ale kiedy
        widze, ze mamy czas , maz ma dobry humor to jak zwykle wygłaszam swój monolog
        (bo tak wyglada rozmowa), jak zdarta płyta w koło to samo, czuje się za każdym
        razem jak stara, wredna, gderająca baba i jaki efekt- maz milczy, wysłucha i
        robi swoje lub odbiera to wszytsko na opak. Stosuje rózne sztuczni- nigdy
        rzadnych oskarżeń bo Ty taki, czy siaki( z reką na piersi zgzreszyłam i czasem
        jak to baba zapedziłam się w galopie, oj nieraz, nie jestem świeta),
        przemyślałam sprawę, po dobroci, powoli, kropla drąży skałe i tak w kolo, mam
        dość, mąz napewno tez. Koronnym argumentem jest( jak juz otowrzy usta)- wiesz
        jaki jestem, ja sie nie zmienie- nie chce go zmieniać!!Po prostu mur, ściana,
        nie o to biega. Dlaczego odbiera to , ze chce aby man poświęcił więcej czasu jak
        chęc zmiany jego, czy to jest taki zamach na męska dumę? Czy popelniam tu bład
        chcąc coś innego niż mam?jest to niewdzięczność? Mysle, że mamy kryzys od końca
        roku, wszytsko to jeszcze bardziej przybladło, czuć chłód niestety. Wczoraj
        usłyszałam ide vabank, wszytsko inwestuje w nowe przedśięwzięcie i albo sie uda,
        albo nie, zainwestowałem w to wszytsko co mam. Zapytałam sie tylko jedno czy
        bierze pod uwage, że może zostać i bez pracy i bez rodziny- tak. I co?-nic. PO
        swiętach mąz wyjeżdza i bedzie wracał w niedziele rano lub w sobte w nocy-
        zrezsta na jutro nawet ma w planach Czechy, przyjezdza ekipa z fabryki, beda
        robic ekspozycje, pewnie wieczorem maz ich gdzieś zabierze, w niedziele skończa
        i ten po poluniu wróci do domu. Za 2 miesiące w planach Praga itd, itd.
        Wiecie jak mi radza znajomi- o co Ci chodzi, masz kase, rób co chcesz i ciesz
        się, ze nie ma męza w domu, przynajmniej masz świety spokój!!!???Ja tak nie
        umiem. Inna rada- ja się zajmowałam dziecmi i miałam swoje zycie, moj mąz swoje
        zycie itp- kobieta 38 lat po rowodzie rok temu- przez to takie życie każdy
        sobie. Przeraża mnie to, bo to juz jest i pogrąże się w tym jeszcze bardziej, a
        moze histeryzuje tylko i trzeba mnie otrzeżwić?
        Dziecka nie nakręcam, sama byłam zaskoczona takimi reakcjami, teraz widze, ze
        coraz mniej pyta sie w ciagu tygodnia o tate, jak go nie widzi jest wsytsko ok.
        Czasem rano szuka męża w naszym łózku jak dzisiaj- gdzie tatuś, mąz jest na
        wyjeździe. Spakował wczoraj torbe, chwile pobawił się z dzieckiem i wyszedł,
        bedzie wieczorem jak zwykle koło 22.
        Ktos tu pisał o podziale majatku- mamy z mężem rozdzielnośc majatkową, tylko
        wspólny dom i dziecko, ja na mam tylko swojego wv lupo i fundusz inwestycyjny na
        tzw. czarną godzinęsmile
        Męza nie wystraszy podział majatku - juz jeden dom musial sprzedac za czasów
        poprzedniego małżeństwa i w rok wybudował 2, wybuduje jak twierdzi i 3 i 4 jak
        będzie trzeba, zna się na tym.
        Co do rezygnacji z pracy odbierasz mnie nangaparbat3 zupełnie jak mój małzonek-
        zabraniam mu pracowac, ma zrezygnoweac z pracy tzn co ma iśc do zakl. jakiegos
        na 8 godz.?Nie, nie i jeszcze raz nie. Chce tylko aby jeśc łyżka nie chochelką,
        bo mamy co trzeba, ale juz mąz mysli o zmianie auta na kolejne jeszcze droższe-
        w ubiegłym roku kupił audi- nie za gotówke, kredyty, ale spłacac je trezba teraz
        rata nie będzie wynosić 1500zł, a 2500zł czy to nie jest brak umiaru?Chore?
        Przyznam , ze tez mnie czasem ponosi. Chce porozmawiać rzeczowo, usiąśc robie
        rózne podchody, a to wszytsko jak groch o ściane, do tego to poczucie
        osamotnienia ( myslisz, ze ktoś chce jechac ze mną na urlop- nie , bo argument -
        ty jedzesz do dobrego osodka mnie na to nie stać- rozumiem, wiec jade sama z
        dzieckiem)to złoszcze się, dostanie sie tez i męzowi i dziecku i komuś w pracy,
        miotam sie jak dziki zwierz w klatce i mam dośc zwyczajnie. Po wczorajszym to
        wogole chyba odddam nasze zycie walkowerem, bo albo jestem sama zdana tylko na
        siebie, albo z kimś. Bez pieniędzy męza dam sobie tez rade, mieszkac mogę w
        bloku, pewnie
        • bella67 Re: to miało być.. 30.03.07, 09:48
          do pierwszego postu nangaparabat3, ale tez do wszytskich zanteresowanych tematem.
        • bella67 Re: cos uciekło z końca 30.03.07, 10:25
          rozpisałam się chyba za bardzo, straciłam watek, nie dopisze co tam było.
          Jest jeszcze jede aspekt tego wszytskiego- mąz jak to w wiekszości nie bda o
          sibie pod kontem zdrowia, ma spora nadwage, w sytuacjach nerwowych ( wscieka sie
          na pracowników) boli go serce, czasem w domu w chwlach zupełnego spokoju-
          myślicie, ze dał się zawieźć na EKG?Zbliża się do 40 szybkimi krokami. Jeździ po
          nocach autem, czego nie lubi, bo tez oczy nienajlepsze- kurza slepota?
          Zabije siebie, kogos przy okazji- tragizuje?Czarnowidztwo uprawiam?Nie jest to
          problem?Polisa na życie nie wychowa mi syna.
          Czytałam wszytskie posty min. jackaplacka. Wiem, ze są rózne kobiety, nie
          jestesmy bez winy, ale nie wszytskie. Ja wiem czego chce, jak umowa to umowa,
          decydujemy wspólnie, ze jak czasem odpuści sobie klienta i wróci wczesniej do
          domu, to nie będę miała za złe, ze kupie sobie jakaś szmate, pare butów
          mniejsmileI zamiast urlpu pojedziemy do rodziny, bo rzadka ją widujemy, tylko na
          świeta, a wypadałoby, zeby syn miał jqakies ciotki i wójków.
          Mąz w okresie niemowlęcym wogole synem sie nie zajmował - było mi cięzko, nie ma
          podejścia do dzieci, a niemowlak go przerażał, czasem w niedziele poszedł na
          spacer do parku,ja mogłam spokojnie zrobić obiad, czasem zrobił on obiad w
          niedziele, czasem zrobił zakupy przed wyjazdem do pracy w sobote rano, czy umyl
          pare naczyc stojących w zlewie w ciagu tygodnia- lubi mycie garów!!!. Teraz
          czasem z synem wykapia sie razem w niedziele wieczorem - syn to bardzo lubi i
          się domaga, przeczyta bajkę, w tygodniu go nie ma, wiec ja wszytko robie.
          Wolny jedyny dzien tj. niedziela wyglada tak- spanie do 9, ja ubieram małego
          ( uczy sie syn sam ubierac ja siedze obok), szykuje mąz sniadanie, lub ja jemy,
          potem on myje garki lub ja, mąz zasiada przed TV - zasypia, ide z synem do parku
          w tym czasie, przychodzimy mąz dalej TV,lub czyta lub dalej spi, ja robie obiad,
          po obiedzie kłade syna na drzemke-godzinka, po spanniu zaganiam męza do zabawy z
          synem do jego pokoju. Mąz bawi sie chwile, przyjmuje pozycje horyzontalną i
          zasypia mimo hałasu jaki syn robi!!! Czasem jedziemy z synem do centrum zabaw
          dla dzieci mąz w tym czasie znów cały czas spi, czasem nas zawozi a w
          miedzyczasie zajeżdża do biura przejrzec po papiery i wraca po nas, robie
          kolacje jemy, zaganiam do kapania towarzystwo, czyta maz synowi bajke i wieczór
          21 mąz już spi. Ja wiem, ze to zmeczenie, ale co za zycie?
          Miesiąc temu poszlismy pierwszy raz od 2 lat do kina i na wyżerkę do knajpy-
          miałam imieniny, wiec zorganizowałam je sobiesmile
          • nangaparbat3 Bella 30.03.07, 18:59
            bardzo Ci dziekuję, ze tak sie otworzyłaś, tak szczerze piszesz.
            Sama pamietam, jak wściekla bywalam na exa, ze do nocy nie ma go w domu, a ja
            sama z dzieckiem.
            Jak zdarzyło mu sie kiedys zasnąć z głową na kuchennym stole, kiedy opowiadałam
            mu o czymś, co było dla mnie bardzo ważne.
            Wtedy uznalam to za lekcewaznie moich potrzeb, i to tych najwazniejszych -
            teraz wiem, ze mozna byc tak zmeczonym, ze nie daje się słuchać najwazniejszej
            na swiecie osoby.
            Wiem juz, jak bardzo moze absorbować praca, zwłaszcza taka , w ktorej sami
            wyznaczamy sobie cele, realizujemy swoje wizje. Jak trudno wtedy z czegos
            zrezygnować. Jak niewiele przypomina to "pracę".
            Moze sie całkowiecie mylę, ale wydaje mi się, ze dla Twego męża pieniadze są
            tak naprawdę produktem ubocznym, znakiem, ze odniósl sukces, że jego wizje sie
            realizuja. I dlatego żadne umowy, ze jedn klient mniej, a Ty zgodzisz sie na
            tanszy ciuch, nic nie dadzą.
            Taki, jakim go opisujesz, wydaje sie zupełnie szalony. Nie sądzę, zeby udalo
            sie go zmienić. Chyba ze uda mu sie przeżyc ten zawał, na który rzeczywiscie
            cięzko pracuje i bardzo konsekwentnie. Ale z zawałami jest tak, ze im
            wcześniejszy, tym częściej skuteczny. Ja bym sie nie obruszała na pomysl
            kolejnej polisy.
            Ale dalej bede sie upierać, ze Ty nie jestes lepsza. Masz trzyletniego synka -
            niedawno opiekowalam się przez parę godzin trzylenia dziewczynka, bardzo miłą i
            grzeczną, i bliska bylam wyskoczenia przez okno. Osmiogodzinny etat, Do tego
            wszystkie domowe obowiazki i trzyletnie dziecko, i twierdzisz, ze nie-
            potrzebna Ci gosposia. Ale przecież troche wczesniej pisalaś tak:
            >>>Szczerze mam dość, czuje sie
            jak pokojówka w hotelu- zrobie pranie, wyprasuje koszule, przygotje posiłek,
            posprzatam, mąz zje, idzie spać i rano do pracy do nocy.

            Bo to jest tak: praca w domu jest pracą uslugową na rzecz rodziny, monotonną,
            niekończącą się. Przez wieki kobiety sie tym zajmowaly, i bylo OK, i znajdowaly
            sens zycia w praniu, sprzataniu i gotowaniu. W dbaniu o męża, który rano
            wychodzil do pracy, wracał wieczorem, do tego miał swoje meskie zycie
            rozrywkowe, w ktorym kobieta wcale nie uczestniczyła, tak zresztą jest do
            dzisiaj tu i ówdzie, ptzyjrzyj sie czeskiej piwiarni, planeta bez kobiet. Mąż i
            zona mieli swoje swiaty, swoje zycia.
            W Tobie juz nie ma zgody na taki układ - ale Twój mąż ma swoją pasję, ktora go
            pochłania calkowicie, zadnym gadaniem tego nie zmienisz. A Tobie nie odpowiada
            rola pokojowki. Nie odpowiada siedzenie w domu i czekanie, aż on wroci.
            To masz dwa wyjscia - przestac zrzedzić i nauczyć się zyć akceptując go takim,
            jaki jest, albo sie rozstać.
            A najpierw proponowalabym przypomnieć sobie, co Cie w nim zachwycilo, co
            sprawiło, ze zechcialaś zostać jego zoną, urodzic mu dziecko. Przypomnij sobie
            i napisz nam o tym, bo to naprawdę ciekawe.
            Serdecznie Cie pozdrawiam - n.
          • nangaparbat3 Bella 30.03.07, 18:59
            bardzo Ci dziekuję, ze tak sie otworzyłaś, tak szczerze piszesz.
            Sama pamietam, jak wściekla bywalam na exa, ze do nocy nie ma go w domu, a ja
            sama z dzieckiem.
            Jak zdarzyło mu sie kiedys zasnąć z głową na kuchennym stole, kiedy opowiadałam
            mu o czymś, co było dla mnie bardzo ważne.
            Wtedy uznalam to za lekcewaznie moich potrzeb, i to tych najwazniejszych -
            teraz wiem, ze mozna byc tak zmeczonym, ze nie daje się słuchać najwazniejszej
            na swiecie osoby.
            Wiem juz, jak bardzo moze absorbować praca, zwłaszcza taka , w ktorej sami
            wyznaczamy sobie cele, realizujemy swoje wizje. Jak trudno wtedy z czegos
            zrezygnować. Jak niewiele przypomina to "pracę".
            Moze sie całkowiecie mylę, ale wydaje mi się, ze dla Twego męża pieniadze są
            tak naprawdę produktem ubocznym, znakiem, ze odniósl sukces, że jego wizje sie
            realizuja. I dlatego żadne umowy, ze jedn klient mniej, a Ty zgodzisz sie na
            tanszy ciuch, nic nie dadzą.
            Taki, jakim go opisujesz, wydaje sie zupełnie szalony. Nie sądzę, zeby udalo
            sie go zmienić. Chyba ze uda mu sie przeżyc ten zawał, na który rzeczywiscie
            cięzko pracuje i bardzo konsekwentnie. Ale z zawałami jest tak, ze im
            wcześniejszy, tym częściej skuteczny. Ja bym sie nie obruszała na pomysl
            kolejnej polisy.
            Ale dalej bede sie upierać, ze Ty nie jestes lepsza. Masz trzyletniego synka -
            niedawno opiekowalam się przez parę godzin trzylenia dziewczynka, bardzo miłą i
            grzeczną, i bliska bylam wyskoczenia przez okno. Osmiogodzinny etat, Do tego
            wszystkie domowe obowiazki i trzyletnie dziecko, i twierdzisz, ze nie-
            potrzebna Ci gosposia. Ale przecież troche wczesniej pisalaś tak:
            >>>Szczerze mam dość, czuje sie
            jak pokojówka w hotelu- zrobie pranie, wyprasuje koszule, przygotje posiłek,
            posprzatam, mąz zje, idzie spać i rano do pracy do nocy.

            Bo to jest tak: praca w domu jest pracą uslugową na rzecz rodziny, monotonną,
            niekończącą się. Przez wieki kobiety sie tym zajmowaly, i bylo OK, i znajdowaly
            sens zycia w praniu, sprzataniu i gotowaniu. W dbaniu o męża, który rano
            wychodzil do pracy, wracał wieczorem, do tego miał swoje meskie zycie
            rozrywkowe, w ktorym kobieta wcale nie uczestniczyła, tak zresztą jest do
            dzisiaj tu i ówdzie, ptzyjrzyj sie czeskiej piwiarni, planeta bez kobiet. Mąż i
            zona mieli swoje swiaty, swoje zycia.
            W Tobie juz nie ma zgody na taki układ - ale Twój mąż ma swoją pasję, ktora go
            pochłania calkowicie, zadnym gadaniem tego nie zmienisz. A Tobie nie odpowiada
            rola pokojowki. Nie odpowiada siedzenie w domu i czekanie, aż on wroci.
            To masz dwa wyjscia - przestac zrzedzić i nauczyć się zyć akceptując go takim,
            jaki jest, albo sie rozstać.
            A najpierw proponowalabym przypomnieć sobie, co Cie w nim zachwycilo, co
            sprawiło, ze zechcialaś zostać jego zoną, urodzic mu dziecko. Przypomnij sobie
            i napisz nam o tym, bo to naprawdę ciekawe.
            Serdecznie Cie pozdrawiam - n.
          • panda_zielona Re: cos uciekło z końca 30.03.07, 22:00
            tak czytam i czytam co piszesz i moim skromnym zdaniem Twój mąż wielkimi
            krokami zbliża się do zawału,na który skutecznie pracuje,obym się myliła.
            Jego pasją są pieniądze.Na cholerę trzeci,czwarty dom.Niech Ci faktycznie
            wykupi parę polis.Zostaniesz młodą,piękną wdową i jeszcze do tego bogatą.
            Przepraszam,że to mówię,ale z tego co piszesz żadne argumenty do Twojego męża
            nie trafiają.Albo żyj pełnią życia i nie zmieniaj go na siłę.
            • anka262 Re: cos uciekło z końca 30.03.07, 22:22
              Ja sądzę podobnie - żyj pełnią zycia - chociaż nie - postaraj się, bo widzę,że
              jestes strasznie wytrwała w swoich dążeniach do nikąd. Jestes bardzo dzielna,
              dlatego chociaz postaraj się zacząc żyć własnym życiem. Mój mąż też od paru lat
              żyje z pracą a nie z nami, i niestety - smutny wniosek - tak im wygodnie i
              prawdopodobnie tak zostanie. Z tym że u nas z tej pracy nie ma wcale takiej
              kasy, nawet takiej bym mogła się wyprowadzic. Tylko ze ja już nie mam siły na
              ględzenie, bo wówczas zostałabym tą bla bla bla, co nie ma nic do roboty tylko
              gdera. I wiesz jaki jest tego efekt?? dobrnęliśmy do poziomu moich teściów (z
              tym ze oni są 33 lata po slubie): ogromnie się cieszę, gdy wiem że wychodzi. To
              taki pewex ze świętym spokojem.moge sie wtedy nałykać i może na jakis czas
              starczy. właśnie dlatego zaczęłam żyć własnym życiem (nigdy go nie zdradziłam i
              nie zdradzam!!!!) i z dwojga złego można się z tego pocieszyć.Żyjesz z kimś ale
              obok, bo masz swój odrębny kawałek podłogi. No bo cóż innego Ci powiedziec...?
              • jarkoni Re: cos uciekło z końca 01.04.07, 00:31
                Powiem raz jak Tri, a może nawet jak św.pamięci Plathless: skoro już raz coś
                rozważaliście "pod jednym kontem"(jak napisałaś), to być może sprawa się rozbija
                własnie o to "konto"..Oby tak nie było..
                Ale wygląda na to, że oboje macie ambicje spełnienia się zawodowego i o nie i o
                to "konto" walczycie.Nic złego, w końcu mamy krwiożerczy kapitalizm, a że
                dziecko jest w tle babcino-dziadziusiowym no to cóz.Płaci się cenę sukcesu,
                otwieranych filii i kierowniczych stanowisk.
                Chyba już czas poukładać i "Super Niania" się kłania, plus kolejna pani do
                sprzątania, kamerdyner i ogrodnik do małej pomocy, myśleliście nad tym?
                Zawsze ktoś w domu, ruch wokół dziecka, o rozwój zadbają może prywatne
                nauczycielki(ogólne wykształcenie, języki,filozofia, savoir vivre) plus
                zawodowcy trenerzy tenis,pływanie,narty,golf,polo, może nawet curling albo skoki
                narciarskie, whatever..
                Ważne, żeby ktoś się zajął dzieckiem na tych 150 m2, skoro za obopólną zgodą nie
                macie na to czasu.
                Howgh
                • bella67 Re: niestety drogi jarkoni 03.04.07, 11:46
                  jesteś daleki od prawdy, bo to nie o konto chodzi. Ambicje ambicjami, ale syn
                  jest dla mnie najwazniejszy, a szkoda, ze i dla męża nie.
                  To że pelnie funkcje kirownicza wymagaja odemnie tego czy owego, a jak mi sie
                  nie podoba, to zawsze moge usłyszec, ze na moje miejsce jest 10 innych osób-
                  takie panują u nas jeszcze zasady i wierz nie dostaje na rękę kokosów, bo 1900zł
                  , to chyba nie suma zwalająca z nóg, w tak super instytucji państwowej pracuje.
                  Nie kariera zawodowa, ambicje mna kieruja, ale trudno skończyc studia i siedzieć
                  w koncie udając, ze mnie nie ma...!?Ty bys tak zrobił?Trudno tez z powodu
                  dziecka zwalniać się z pracy, a szkoda, ze w Polsce nie doroslismy do tego, zeby
                  wszytskim matkom ułatwiac zycie i mozna było pracowac na częśc etatu- w moim
                  zakładzie o tym nie ma mowy, a uprzedzając pytania, mam wykształcenie
                  jednoprofilowe i trudno tak hop, siup zmienic sobie pracę- chyba, ze wyjade za
                  granicę, ale dziecka nie zostawie, a miałabym tam pole do popisu.
                  Dziecku poswięcam cały swój czas- nie mam swoich starych znajomych, bo uciekli
                  z racji dziecka, bo albo nie posiadają sami dzieci, albo dzieci sa w wieku
                  niedopowiednim dla mojego syna czytaj- nastolatki, wiec się gdzieś rozpierzchli,
                  zas zostały nowo poznane/poznawane mamy z rówieśnikami, zeby syn jedynak( nie z
                  mojej winy) nie siedział sam ze mną w 4 ścianach. W zasadzie wszytsko po pracy
                  kręci się pod jego kontem. Super Niani mi nie trezba syn nie sprawia klopotówsmile
                  Na temat porwadzenia domu juz sie wypowaidałam- chyba tego nie czytaleś, nie
                  jestem jakąs pos... damulka, której fiu-bzdziu w glowie, malowanie paznokietków,
                  czy tipsy, doczepiane włosy itp. JESTEM NORMALNA! Nie jestem snobem, a syn
                  będzie interesował sie czym będzie chciał, ale jak przyjdzie czas na to- to w
                  kwestii golfa, nart, pływania itp. Ale rozumiem co masz na mysli.
                  Jestes niesprawiedliwy i źle mnie odebrałeś, ciekawe dlaczego?
                  Ja tu nie pisze tak sobie dla faneberii. Mam dylemat- wiem, ze jak mąż za duzo
                  pracuje i jest zmeczony to nie jeswt to powód do rozwodzenia sie- byłabym
                  śmieszna, ale jak z powodu tej pracy i swojego zupełnie świadomego wyboru
                  "praca najwazniejsza rodzina na 2 miejscu", nie moge niczego odpuścić, bo się
                  firma zawali itp. zanika intymnośc,czułość, wsparcie, a nawet zwykłe
                  zainteresowanie i życzliwość - to czy to w dalszym ciagu nie jest powód do
                  rozwodu. Troszczysz sie o tego kogoś, bo to pzrecież najbliższa osoba, a ten
                  ktos tylko bierze, bo nic poza kasa nie daje i jeszcze musze znosić humory,
                  zchodzić z drogi, bo draznia go prostę domowe rzeczy, bo nie ma do nich
                  zwyczajnie cierpliwości, bo jest tylko gościem w domu i przeszkadza mu np.
                  płaczące dziecko!?
                  Szukam zwyczajnie zdania innych , postronnych osób. Może nie sposób napisac
                  wszytskiego dosłownie,stad cos tam żel odebrałeś, ale staram się być obiektywna.
                  Chciałam zastanowić się nad uzyskanymi opiniami i sama podjąc jakąs decyzje, bo
                  zaczyna się wtrącac w nasze sprawy rodzina i jak to zwykle bywa, każdy ma coś do
                  powiedzenia i każdy ma swoje racje, a teściowie broniąc męza robią ze mnie
                  wiedźme, niewdzięcznice, bo przeciez mąz taki zdolny, ze nawet z "g... zrobi
                  pieniadze" i pracuje tylko dla nas- pytanie jakich nas, bo jnas juz nie ma.
                  Pytanie czy my -chcemy tego?Czy to tylko chęc udowodnienia sobie i innym na co
                  mnie stac?Mi nie trzeba niczego udowadniać, kocham męza, ale mam dośc
                  samotności, bo czy tyczy nas ten problem w małżeństwie czy poza to boli tak
                  samo, cholernie boli to ciagłe lekceważenie i udawanie, ze się nas nie widzi,
                  czuje się jakbym była przexroczysta.
                  Zresztą zbiera się do powaznej rozmowy ze mną i mam nadzieje, ze usłysze coś
                  rozsadnego, bo jak nie to drogi jarkoni, bez zalu wyprowadze się z tych 150m i
                  zamieszkam w skromnym mieszkanku w zwykłym bloku i dam sobie rade utrzymując
                  syna ze swojej pensji.
                  Właśnie psząc o tym krwiożerczym kapitaliźmie napisałes to co czasem maż uzywa
                  jako argument- jestesmy chyba z róznych światów- dla niego liczy się mieć, a dla
                  mnie być- bo za męza kase zaangażowałabym niańkę niech bawi dzieciaka, a co tam,
                  do pracy po co, maż mnie utrzyma, a sama wypindrzyła się przed lustrem i poszła
                  w miasto - to kawka, to jakas imprezka, ploteczki, a tak po pracy ciagam się z
                  dzieckiem to placach zabaw, czytam bajki, jeżdze do zoo, figgolandów, na basen,
                  zapraszam znajome z placów zabaw, zeby dziekcu było raźniej i staram się ze
                  wszytskich sił zrekompensowac, to że syn wychowuje się bez ojca, bo tak jest. Ja
                  tu nie czuje się winna, a że wróciłam po macierzyńskim do pracy, to wiadomo jak
                  jest w Polsce- jesli nie wróce, to po wychowawczym mi podziekują w ramach
                  przepisów prawa i tyle. Mogłam pójśc na wychowawczy, ale po nim nie miałabym
                  prawa powrotu do zakładu i to w świetle przepisów prawasmileZaś moge nie pracować
                  i być na utrztymaniu męza tylko dlaczogo jak mam swój zawód?To jest jakas
                  pewnego rodzaju hipokryzja, bo tak to matka ma nie pracowac zdaniem wielu i
                  wychowywac dziecko( jak pisałam nie chciałabym byc przy męzu, ale chetnie
                  skorzystałasbym z dłuższego urlopu macierzyńskiego i 1/2 etatu po powrocie do
                  pracy), ale jak sytuacja sie odrobine zmienia i kobieta nie pracuje i rozwodzi
                  się z męzem, to potem jest żal o alimenty i o to, ze dlaczego nie pracuje i nie
                  zarobi na siebie i dziecko tylko żeruje na biedym męzu- nierób jeden, to
                  babbsko. Samo to dokładnie dopinguje mnie do tego aby byc samodzielna, bo nikt
                  mi nie nadaje, a często dziwnym trafem jest tak , ze jak kończy sie miłośc do
                  matki dziecka to i do dziecka i nagle dostaje sie węża w kieszeni, a i wielkie
                  milości koncza się z wielkim hukiem i niezłym smrodem- wystarczy argumentów-
                  jestem przezorna, odpowiadam na swój los, ale tez i dziecka. Maz robi co uważa,
                  zresztą zabezpieczyl sie rozdzielnościa majatkowa i chwała mu za to przynajmniej
                  jeden kłopot mniej w sądzie. Pozdrawiam, Belka.
                  • notting_hill Re: niestety drogi jarkoni 03.04.07, 12:40
                    Skoro "mąż zabezpieczył się rozdzielnością majątkową" to, sorry bella, ale
                    harując jak wół na dwa etaty sama sobie robisz kuku, bo nie dość
                    że "obrabiasz" cały ten inwentarz dobrowolnie, to w razie rozwodu raczej nikt
                    nie doceni tej Twojej harówki i zostaniesz z niczym za lata ciężkiej pracy i
                    wyrzeczeń. Chyba jednak nie doceniasz siebie i nie dbasz o siebie. Masz rację,
                    absolutnie i całkowicie w tym, że domagasz się uwagi i czasu od swojego męża,
                    ale może ten typ tak ma że nie da Ci go, bo nie umie i nie chce.
                    Swoją drogą jakoś chyba umknęło dyskutantom, że jesteś drugą żoną tego pana
                    (tak przynajmniej wyczytałam z Twoich wypowiedzi). Czy wiesz co było powodem
                    rozpadu jego pierwszego związku?
                    Masz rację że chcesz być samodzielna i samowystarczalna, ale aktualnie jesteś
                    tylko wykorzystywana.
                  • nangaparbat3 nic nie rozumiem 03.04.07, 15:59
                    Skoro przeszkadza Ci TYLKO nieobecność męża rozwod niczego nie zmieni. Dalej
                    tak samo bedziesz sama z dzieckiem. To o co własciwie chodzi?
                    • turzyca Re: nic nie rozumiem 04.04.07, 01:02
                      a ja chyba wiem o co chodzi.
                      Teraz dom=maz+zona+dziecko. I tego meza nie ma. Po rozwodzie dom=mama+dziecko.
                      Nie wiem do czego to porownac, ale czyms innym jest, jesli czegos nie ma z
                      zalozenia, a czyms innym, jesli czegos nie ma, mimo ze powinno byc. "Cos" w tym
                      przypadku - aktywna obecnosc meza.

                      Ze wszystkich rad powyzej na pewno wybralabym pania do pomocy w prowadzeniu
                      domu. To o tyle rozsadne, ze odciazy autorke watku i ulatwi ew. spedzanie czasu
                      z dzieckiem. Ale nie zmieni faktu, ze czlowieka ktorego kocha wciaz nie ma w
                      domu. Mysle zreszta, ze jemu nie chodzi o kase ale o poczucie wygranej (z takiej
                      totalnie durnej literatury "(nie)boszczyk maz" pokazuje schemat) - przyjemnosc
                      ze jest sie lepszym, ze sie kogos przechytrzylo. A kasa sluzy jako argument do
                      ucinania protestow.

                      Bardzo bym chciala Ci pomoc, bo mysle, ze dosc dobrze rozumiem Twoja sytuacje -
                      nie chcesz siedziec w domu, ale nie chcesz dac sie zwariowac z praca - marzy Ci
                      sie normalna rodzina, w ktorej rodzice pracuja, ale poswiecaja tez odpowiednio
                      duzo czasu dziecku i sobie nazwajem.

                      A moze sprobuje do niego pisac? Wiem, ze brzmi glupio, ale korzystalam czesto,
                      bo dyskusje prowadzone na pismie sa zazwyczaj bardziej wywazone. Masz czas na
                      przemyslenie argumentow. Poza tym paskudne slowa trudniej napisac niz
                      wykrzyczec. Warto tez skupiac sie na mozliwie malej ilosci spraw (najlepiej
                      tylko na jednej) i uzywac mozliwie prostego jezyka (cwiczenie: sprobuj wyrazic
                      to co myslisz w jezyku obcym, a potem powiedz to po polsku rownie prostymi
                      slowami.)
                      Przy czym jesli zdecydujesz sie na pisanie to nie powinnas na te tematy
                      rozmawiac. Empirycznie sprawdzone.
                      I pamietaj o "kanapce" - zaczyna sie od pozytywnej informacji, komplementu,
                      przechodzi do konstruktywnej krytyki (jednej tylko sprawy) i konczy sie pozytywnie.
                      • bella67 Re: no własnie 04.04.07, 08:31
                        nareszcie mnie ktoś zrozumiał w tym potoku moich wypocin. MOże to moje urojenie,
                        ale tak mysle- dla mnie dom-rodzina to maż + zona + dziecko/ci, a nie zona+
                        dziecko i maż z doskoku , który niczym obok zabezpieczenia finansowego sie nie
                        interesuje. Ja nie moge porozmawiac w tygodniu o niczym z męzem, bo wszytsko co
                        nie tyczy jego pracy jest zawracaniem glowy, ja mam sama o wszytsko się martwić
                        i zabiegac, wiec skoro sama mam to robic i liczyc na siebie to czy nie będzie
                        tak samo jak zostane sama z dzieckiem i w zasadzie z wyjątkiem obniżenia stopy
                        zyciowej nic się nam nie zmieni, bo co?Sama będę spać? Wyrosłam z bania sie w
                        nocy. Jestem sama i licze tylko sama na siebie a będąc w związku cały czas
                        głupio licze, że na mezu można polegac a nie można, bo on nie ma pojęcia o nas -
                        rodzinie, bo nie ma do tego glowy, nie ma czasu, nawet teraz kiedy jestem chora
                        i goraczkuje po 39,5 i mnie zmogło to syna na dwa dni aby go nie zarazic wzięła
                        mama. Maz pracuje wiec w poniedziałek nie miał czasu, w nocy spał a ja telepiąca
                        się z goraczka wstawałam do syna, wczoraj mnial wrócić wczesniej - "wrócę ok. 18
                        to Ci pomoge"- przyjechał przed 19 posiedział 15 min i pojechał do klienta, bo
                        sie umówił i wrócił o 20, ja zrobiłam kolacje i odebrał wracając do domu syna od
                        mamy, w nocy wstał raz po czym do rana ja z 3 razy( niestety syn nie daje nam
                        spać po nocach) i tak wyglądała pomoc. jestem chora musze sobie zapewnic opiekę
                        do dziecka. Bardziej nurtuje mnie dylemat czy nie zabieram przez rozwód dziekcu
                        ojca, ale tez co się synowi zmienia- tak widzi tate w niedzielę i bedzie widział
                        nadal jesli tato będzie chcial byc ojcem jak nalezy. Nawet jest skłonna
                        twierdzić, ze bezdie barzdiej zaangazowany w zabawe z dziekciem w ciagu paru
                        godzin w niedziele niz teraz w czasie całego dnia jak snuje sie umeczony i
                        spiący i zasypia gdzie popadnie, albo siedzi nieruchomo wpatrzony w TV.
                        Nie ukrywam boje sie tez potepienia przez rodzine, wyrzutów, bo pzreciez nie
                        pije, nie bije, a ja chce się rozwieśc, a to anioł wcielony i taki zdolny
                        czlowiek, który zapewnia nam wszytsko-bo każdy mysli o pieniadzu, a nie o
                        wartościach pozamaterialnych( Boze może ja powinnam 2 fakultet sobie wybrac i
                        filozofe studiować). W schmacie mama+ dziecko chodzi o to, że będąc sama wiem,
                        ze jestemm sama , sama musze sobie radzić, na sobie tylko polegac, samotnośc juz
                        znam, czasem żałuje, ze mąz nie pracuje po 8 godz. i nie zarabia 1500 zł i tez
                        bysmy wyzyli, a skorzystałaby rodzina na tym. Nie chce małżeństwa na papierze,
                        źle mi z tym, czy to grzech?
                        Napisałam do męża, ma przeczytac, ale nie wiem czy bedzie mial czas. Będa świeta
                        może będzie czas na rozmowe, o ile mąz ich nie spędzi jak Bożego Narodzenia
                        kiedy bylismy u rodziny w drugim pokoju śpiąc lub oglądając TV, kiedy wszyscy
                        siedzieli razem przy wspolnym stole. B
                        • jarkoni Re: no własnie 07.04.07, 00:48
                          Bella, może za bardzo wziąłem do siebie, jakoś przewrażliwiony jestem po
                          rozwodzie..Wyobraź sobie, że też dużo jeździłem, może nie tak często jak Twój
                          mąż, ale np.taki wyjazd do Moskwy to około tygodnia.. Jeśli jakieś większe targi
                          poza krajem to też kilka dni..
                          Ale zawsze w kontakcie z domem,prezenty z wyjazdu itp.
                          I wiesz co: w pozwie rozwodowym od żony wyczytałem, że "mąż nie interesował się
                          domem i znikał z domu na całe dnie, czasem nawet na tydzień albo dłużej"
                          Śmiać się czy płakać?
                          Ja śmiałem się do czasu, rozwód był z mojej winy, a to był jeden z ważnych
                          argumentów...
                          • to.ja.kas Re: no własnie 08.04.07, 22:56
                            Jest taka reklama jakegos samochodu.
                            Spotyka sie dwoch kolegów na stacji paliw i jeden pyta
                            -Co u Ciebie?
                            -Rodzina.Praca. A u ciebie?
                            -Praca.Rodzina.

                            Macie dwa rózne poglady na ta sprawe i jesli kochasz męża a mąż swoją pracę to
                            posłuchaj Nangi. Bo madrze prawi.
                            Jesli potrzebny Ci w domu facet....rozwiedz sie...zycze Ci tylko by kolejny nie
                            okazal sie leniem nie potrafiacym zarobic na rodzine, ale wylegujacym sie na
                            kanapie w duzym pokoju...bo za te 1900 trudno bedzie utrzymać Ci rodzine. A
                            kurcze trafienie złotego srodka zazwyczaj jest najtrudniejsze....aczkolwiek nie
                            niemozliwe smile
Pełna wersja