wojtekp67
30.03.07, 14:19
Moja ex (rozwód był w lutym, zaangazowała sie bardzo razem z tesciową w
organizację komunii. Obie są bardzo , o ironio, wierzący. Mimo , ze formalnie
dziecko jest ze mna ja sie w to nie angażuje. Kryzys wiary? Ex chce wyprawic
komuunie w jej nowym mieszkaniu. Spotkało mnie z jej strony mnóstwo zła,
upokrzeń. Wykorzystała mnie perfidnie. Zyła ze mna jak była na wychowawczym
i byłem jej pewnie potzrebny do zapewnienia bezpieczenstwa jej i dziecku jej
i kochanka. Ja myślałem ze chce uratowac małzenstwo. Próbowałem zrozumieć,
przebaczyć. Powoli było cora zgorzej, w maire sie jej usamodzielniania.
Pomagałem jej kupić mieszkanie. jak juz wszystko było załatwione kopneła mnie
elegancko w tyłek. Dużo sie o sobie nasłuchałem i jej potzrebach. Ale
mniejsza z tym.
Nie wyobrażam sobie pojscia do niej na komunie, nie po tym co ona , jej
matka , rodzina mi zgotowali. Nie wyobrażam sobie mojego brata (ojciec
chrzestny) u niej w domu z którego sie wyśmiewała. Nie wyobrażam sobie mojego
ojca, którego tak oszukała co do wnuczki. On tez to bardzo przeżył. Ex mowi
że nie ma dla niej problemu ze spojrzeniem im w oczy. Nabrała wiatru w żagle,
wolnosć, i jest szczesliwa.
I nie wiem co robić. Z jednej strony to uroczystosc mojego syna.I mu ją
zepsuje ale jak rozwiazać problem? Nie bedę sie przecież awanturował ze ja
chce urzadzic mu tą uroczystosc. Moze przyjecie w knajpie? ale to też przy
jednym stole a mi chyba by potrawy w gardle staneły jak sobie przypomne jej
słowa typu , ze żygac sie jej chcialo jak na mnie patrzyła w małzenstwie, ze
nie kochała od wielu lat, ze nie załuje ze mnie tak potraktowała itp.
I co zrobic zeby dziecko poczuło, ze to jego swieto. sam już nie wiem...
zgłupiałem....