jacekplacek66
12.04.07, 00:02
Dziś był mój dzień.... oczywiście spotkania z córką. Zaproponowałem jej
odwiedzenie mojej "przyjaciółki", znają się. Pojechała chętnie, na miejscu
ustaliliśmy, że pojedziemy do kina na film dla dzieci. Pojechaliśmy wszyscy
tzn: ja i moja córka Ania i jej syn, wszystko było ok, po powrocie do domu
powiedziałem córce, że gdyby mama pytała to żeby nie kłamała. buzi buzi
uściski i przytulenie i wyszedłem. Minęło 40 minut, dzwoni telefon, numer
zastrzeżony... córka z telefonu mamy, z płaczem "jak będziesz mnie zabierał do
Ani to ja nie będę do ciebie jeździła" zanim zdążyłem coś wyjaśnic rozłączyła
się. Dzwonię do Ani, opowiedzieć o zachowaniu córki i..... szok, moja jeszcze
"żona" była u niej z córką i oględnie mówiąc zwyzywała ją, słownictwo mocno
rynsztokowe, ale nie obyło sie bez tekstu o "rozbijaniu małżeństwa i zabraniu
meza". Nic mnie z tą kobietą nie laczy (żoną), nie mieszkamy razem od ponad
roku, sprawy rozwodowe trwaja od prawie 2 lat, nie rozmawiamy ze sobą, nic. A
tu takie teksty- cholera mnie bierze , bo uświadamiam sobie fakt, że nawet po
rozwodzie nie uwolnię się od tej ......,a moja przyjaciółkę narażam na stres.