Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko rozwod?

16.04.07, 16:26
Moj zwiazek to totalny blad.Wyszlam za maz majac 17 lat,tylko dlatego bo
zaszlam w ciaze.Nie to ze nie kocham meza,ale pewnie gdyby nie dziecko nie
bylby ze mna.Widac ze ma mi za zle to ze zaszlam w ciaze i ze zabralam mu
wolnosc.W domu kroluje brak zrozumienia,jakiego kolwiek zaangazowania z jego
strony w zwiazek.Pochloniety tylko swoimi problemami.Jakby tego bylo malo
traktuje mnie jak smiecia.Jak twierdzi :nie liczy sie moje zdanie,bo nie ma
mojej strony. sad Poczatkowo staralam sie ustepowac i zagryzalam zeby aby nie
powiedziec niczego co mogloby rozpetac kolejna klotnie,a jest ich niezliczona
ilosc patrzac na to ze jestesmy ze soba juz 7 lat.Niewiem czy jest taki ,bo
ma kogos i niewiem czy chce wiedziec,ale czy normalny facet bezposrednio mowi
zonie ,iz zdradzi ja jesli w terminie do 3 lat nie dostanie do lozka jeszcze
jednej kobiety?(bo to jego marzenie)Jestem poprostu zalamana.Kaze mi siadac
ze soba i ogladac nastolatki ktore wysylaja do neta rozbierane filmiki,albo
komentowac pornograficzne zdjecia par na stronach w necie.Czy ktos moze mi
poradzic czy zastanawiac sie nad tym zeby jakos ratowac zwiazek czy mam go
zakonczyc.Mimo wszystko kocham meza,ale niewiem ile jeszcze wytrzymam,bo nie
wchodza w gre jakie kolwiek rozmowy z nim na ten temat sad Naprawde potrzebuje
teraz czyjes rady sad
    • phokara Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 16.04.07, 16:46
      Dam Ci radę. Zakladaj dobre trampki i w nogi. Z miejsca. Przestań zagryzać
      dalej zęby, póki jeszcze je masz i zwiewaj. Jeśli chociaz połowa z tego, co tu
      napisałaś jest prawdą, to zwiewaj teraz, a nie za kolejnych siedem lat, czy
      siedemdziesiąt, które spędzisz na naprawianiu związku, który jak sama piszesz
      był "totalnym błedem". Sfrustrujesz się tylko, i szybciej doczeksz sztucznej
      szczęki niz prawdziwego uczucia. Mężowie to nie są takie stworzonka do
      kochania "mimo wszystko". Bo kocha się rownież, a może przede wszystkim za coś.
      Jesteś młoda i kiedyś sama to załapiesz.
      Teraz wiej w podskokach. Uszczęśliwisz siebie i męża, który wreszcie weźmie
      sobie do wyra tyle kobiet, ile będzie chciał. Nie tylko trzy naraz, ale nawet i
      trzysta trzydzieści trzy. Humanitarnie ustąp im miejsca. I szukaj swojego
      miejsca w życiu, żebyś potem nie płakała, że "życie to totalny błąd".
      • marek_gazeta Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 16.04.07, 17:34
        Zgodzę się z Phi, facet może sobie śnić o dwóch kobietach w łóżku, ale jeśli coś czuje do żony, to na marzeniach się kończy. Reszta tego, co napisałaś, też nie najlepiej o nim świadczy. Zwiewaj jak najszybciej.
        • anja_pl Pho a nie Phi 16.04.07, 23:37
          to zupełnie dwie różne osoby...
      • maheda Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 16.04.07, 17:39
        Tak jest, popieram Phi.
        Wystaw gościowi walizki za próg i wnieś o rozwód.
        Szkoda Twojego bardzo młodego przecież jeszcze życia.
    • crazyrabbit Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 16.04.07, 23:33
      Uciekaj dziewczyno! I to jak najprędzej!
      Bo im dłużej z tym zwlekasz , tym będzie gorzej dla Ciebie. Jeżeli to co
      piszesz to prawda , to on wykończy Cię psychicznie predzej niż myslisz. I nie
      wierz w żadne "postanowienia poprawy" , błagania na kolanach i inne bzdety.
      I bedzie trudniej odejść.....
    • angoisse Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 16.04.07, 23:37
      jest takie powiedzenie "ludzką rzecza jest błądzić a głupców-trwac w błędzie".
      więc.. nie bądź głupia smile
    • aron95 Czy wyście wszyscy powariowali ??? 16.04.07, 23:55
      Tak od razu dziewczynie radzić rozwód . Przeciez sa inne metody na utemperowanie
      jego zapędów . Widac że gośc ma jakieś zapędy sexualne na które trzeba mu pozwolic .
      Smutasie zamiarkuj rozstanie . Jak możesz wyprowadz sie . Jestem pewny że mu sex
      z głowy wywietrzeje i przyjdzie do Ciebie z przeprosinami . A im dłużej będziesz
      z tym zwlekac tym wiecej nabierze szacunku do Ciebie .
      • angoisse Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 17.04.07, 00:03
        aron95 napisał:

        > Przeciez sa inne metody na utemperowani
        > e jego zapędów .

        wałkiem w łeb?
        i jeszcze raz?


        <Widac że gośc ma jakieś zapędy sexualne na które trzeba mu pozwolic .

        przepraszam? trojkacik no problemo bo facet chce?


        > Jak możesz wyprowadz sie

        wreszcie rozsądne zdanie.



        > Jestem pewny że mu se
        > x
        > z głowy wywietrzeje


        pobozne zyczenia


        >i przyjdzie do Ciebie z przeprosinami .

        a po miesiącu zacznie od nowa


        > A im dłużej będzies
        > z tym zwlekac tym wiecej nabierze szacunku do Ciebie .


        najpierw musiałby zacząć ją szanować, żeby następnie móc nabierać więcej tego
        szacunku.
      • crazyrabbit Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 17.04.07, 00:05
        Widac że gośc ma jakieś zapędy sexualne na które trzeba mu pozwo
        > lic .
        No chyba Cię pogięło! Uważasz , że dziewczyna ma się zgodzić na "trójkącik"
        albo jawną zdradę , bo jemu się tak marzy?

        Jestem pewny że mu se
        > x
        > z głowy wywietrzeje i przyjdzie do Ciebie z przeprosinami .

        Taaa... chyba kochankę przedstawić...
        • aron95 Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 17.04.07, 00:15
          Pozwolic- to nie znaczy się że ma akurat to robić .

          Smutas napisał - że do 3 lat chce laskę do wyrka .
          Czyli gość nie chce się rozstawać . Chce tylko do czegoś żonę przekonac .
          Za młodu się nie wyszalał i tyle .
          Przyprzec do muru i powinno mu to wywietrzeć
          • angoisse Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 17.04.07, 00:19
            o nsaiwności...
            a niby dlaczego mialby chciec się rozstawac? smile niby źle mu z potulna zoną
            którą sobie poniewiera jak ma ochotę bo lubi, bez względu na zdanie zony?
            • crazyrabbit Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 17.04.07, 00:25
              Racja Angoisse...
              Potem sobie przyprowadzi jakąś laskę do domu i każe żonie patrzeć , a ona
              ciągle będzie siedzieć cicho. I jeszcze piwo jej każe do łóżka podać.
              Dla niego niezły układ.
              • aron95 Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 17.04.07, 08:06
                To są jeszcze młodzi ludzie .
                Doradzacie im rozstanie i co im to przyniesie ?????Sznur facetów stoi aby tylko
                "smutasa " przygarnać i kazdy i piękny i dobry i na bialym koniu . Bajki
                Z deszczu pod rynne może się dostać . Facet jest w wieku w którym często ma sie
                tego typu marzenia .
                • maheda Aron, przyczepiłeś się najmniej istotnej rzeczy, 17.04.07, 08:46
                  A sedno tkwi chyba w zdaniu "Jak twierdzi :nie liczy sie moje zdanie,bo nie ma
                  mojej strony."
                  Psychiczny szantaż zmuszania do seksu na zasadzie "do 3 lat masz się zgodzić"
                  oraz przymuszanie do oglądania filmików porno to jedynie efekt postawy z
                  powyższego zdania i to ta postawa stanowi główny problem - kompletnie
                  nieliczenie się z żoną.

                  W ogóle chyba najlepiej by było, gdyby tej parze mógł przyjrzeć się jakiś
                  terapeuta rodzinny. Ale nie wierzę, że ten chłop się na coś takiego zdecyduje.
                  Bo przypuszczalnie reprezentuje postawę, że przecież on jest zdrowy, to żona ma
                  problem - a jak ma problem, to niech się leczy.
                  • smutas17 Re: 17.04.07, 10:31
                    Jesli chodzi o terapeute to juz dawno probowalam go przekonac o tym,ze
                    powinnismy sie tam udac.Chcialam zeby ktos ,kto potrafi rozmawiac z ludzmi
                    nawiazal z nim kontakt.Zeby udowodnil mojemu mezowi,ze nie wszystko co jest zle
                    dzieje sie tylko z mojej winy.Jednak kazda proba wyciagniecia go na chocby
                    jedna sesje nie przyniosila rezultatu.Probowalam nawet wzbudzic w nim
                    zazdrosc.Wiele osob uwaza,ze jestem ladna,nawet za ladna dla meza i ze napewno
                    znalazlabym kogos mimo tego,ze mam dziecko.Tak wiec namowilam kolezanke na
                    pisanie mi milych sms-ow (ze niby od mezczyzny)i robienie gluchych telefonow
                    kiedy maz jest w domu.Mimo,ze plan zakladal zmiane meza pod wplywem zazdosci
                    nie przewidzialam jednego.Stal sie zaborczo zazdrosny i nie moglam nawet wyjsc
                    na spotkanie z kolezankami.Nie chce sie z nim rozstac,bo naprawde zalezy mi na
                    tym zwiazku,ale jakim sposobem przekonac go zeby sie zmienil? Moze jednak jest
                    jakis "cudowny srodek" ktory pomoze dokonac chociaz najmniejszej zmiany w moim
                    mezu.Jak wzbudzic w nim szacunek-czy naprawde jedynym sposobem jest wyprowadzka
                    z domu?(przypominam ze mamy 7 letnie dziecko,ktore zostaloby rozdzielone z
                    ktoryms z rodzicow)..
                    • aron95 Re: 17.04.07, 10:46
                      smutas - na kartce wypunktuj co Ci się w nim nie podoba co chcesz aby wsobie
                      zmienił . Spakuj walizę i na wczasy do mamy , babci itp
                      Efekt murowany .
                      Na odchodnym możesz zastosować numer z lalką ale to "angoisy" numer
                      • smutas17 Re: 17.04.07, 10:49
                        Czyli uwazasz ze najlepszym rozwiazaniem bedzie rozstanie sie na jakis czas?
                        Nie ma innego sposobu?
                        • aron95 Re: 17.04.07, 10:54
                          Dopóki jesteś w domu bagatelizuje problem .
                          Gdy znikniesz, zacznie myśleć .
                          • smutas17 Re: 17.04.07, 11:03
                            Czytalam przed chwilka list pewnej kobiety...Zrobila dokladnie to nad czym
                            teraz sie zastanawiam.Odeszla od meza na jakis czas,bo myslala ze on sie wkoncu
                            opamieta.Niestety tak sie nie stalo.Skad wiec Twoja pewnosc,ze zacznie myslec
                            kiedy mnie juz przy nim nie bedzie?A jesli to chwilowe rozstanie calkiem
                            pograzy moj zwiazek?
                            • aron95 Re: 17.04.07, 11:17
                              Jeśli się nie uda to trudno .
                              A teraz masz dobrze ? chyba nie bo tu piszesz .
                              100 % pewności nigdy nie będzie .
                              Możesz wcześniej postraszyć - Mężu chcę odejść bo ...............
                              • smutas17 Re: 17.04.07, 11:19
                                Juz wczesniej straszylam meza.Nawet mialam pare razy spakowane torby,ale za
                                kazdym razem rezygnowalam sad Pewnie dlatego nawet jesli powiedzialabym ze
                                odejde ,nie dotarloby to do niego..Jesli to jedyny sposob,to bede musiala
                                zaryzykowac.
                        • angoisse Re: 17.04.07, 10:59
                          A byłaś sama u psychologa? Może warto pomóc sobie,
                          męża pewno nie zaciągniesz tam bo te typy macho-przemocowe nie są chętne do
                          terapii. A sama musisz wiedzieć jak swoim życiem pokierować mądrze, tak na
                          przyszłość, żeby nie godzić się na wchodzenie w relacje w których Cię poniżają a
                          Ty mówisz że i tak kochasz.
                          • smutas17 Re: 17.04.07, 11:11
                            Przyznam ,ze chcialam isc na terapie,bo przez te wszystkie upokorzenia
                            stracilam wiare w siebie,ale liczylam na to iz moze on wkoncu zrozumie ,ze
                            powinnismy pojsc tam razem.Zamierzam zdobyc sie na odwage i dzisiaj porozmawiac
                            z nim szczerze.Powiedziec mu wprost to co czuje i zobaczyc co bedzie mial do
                            powiedzenia.Jesli jednak zbagatelizuje problem,to wtedy bede musiala udac sie
                            na wizyte do psychologa,bo chyba nie poradze sobie z dalszymi problemami...
                            • angoisse Re: 17.04.07, 11:55
                              Idz bo Ci się przyda, choćby po to, żeby nie pozwolić sobie na kontynuację
                              chorego związku przez nastepne 7 lat lub 70 lat. Doceń się. Wymagaj od innych by
                              cię szanowali. Przeczytałam jeszcze raz Twój pierwszy post i naprawdę... ja bym
                              w takim układzie z takim facetem nie chciała tkwić ani sekundy.
                    • szacichosza Re: 10.05.07, 09:39
                      Mam pomysłtongue_out kiedy będzie padał deszcz to podejdź do niego i powiedz że
                      przepraszasz bo to Twoja wina, kiedy będzie jakiekolwiek zdażenie nie z Twojej
                      winy tez go za to przepraszajtongue_out Jesli dojdzie do niego że to wszystko jest
                      absurdem i w końcu przejrzy na oczy , zmieniając swoje zachowanie względem
                      Ciebie to jest jakakolwiek szansa. Jeśli tego nie zrobi to uciekaj , nie chce
                      słuchać Twojego zdania to je wykrzycz!!!!!! Nie zamykaj się w sobie bo to tylko
                      zniszczy Twoje Ja które i tak teraz jest już znikome. Jesli chcesz być
                      szczęśliwa walcz o swoje szczęście chyba że chcesz być tą uciśnioną to zyczę
                      powodzenia i silnej psychiki . Powodzenia życzę i pamiętaj że tylko raz się żyje
                      więc nie marnuj tego darusmileLepiej być samemu niż tak się męczyć wink
                • angoisse czyli radzisz smutnej, zeby kogoś sobie znalazła 17.04.07, 08:53
                  a dopiero potem podziękowała obecnemu mężowi? smile Jest szansa, ze tak się stanie,
                  bo w koncu nie wytrzyma. I wtedy mąż się zrobi malutki.

                  A na razie ma mu pozwalać się poniżać? Bo "niechby pił niechby bił byle tylko był" ?
                  Bo jedynym życiowym celem kobiety ma być "być przygarniętą" przez jakiegoś
                  faceta? Inaczej życie nie ma sensu?
                  A idże facet...z twoimi poglądamismile) pewnie chciałbyś zeby tak było.

                  A i naprawa ich związku ma się odbywać przez zgodę na druga kobietę do łóżka?

                  Autorka ma zaniżone poczucie swojej wartości, nic dziwnego jesli od lat ktoś jej
                  mówi, ze jest niczym. Nad tym warto popracowac- nie dać się poniżać, nie godzić
                  się na coś co jest wbrew sobie, stawiać mężowi granice, nie dać sie zastraszać
                  jego wrzaskami, jeśli jest żle i niereformowalnie to się rozstać.

                  • aron95 Re: czyli radzisz smutnej, zeby kogoś sobie znala 17.04.07, 10:34
                    A jej uczucia sie nie liczą ???
                    Napisała tu w złości . Prawdopodobnie nie wyglada to tak źle jak pisze .
                    Dlaczego się tak uparłyście na rozstanie ??
                    Bo użyła słowa "poniżenie" "brak szacunku" do każdego związku idzie te słowa
                    doczepić .
                    • smutas17 Re: aron95 17.04.07, 10:44
                      Byc moze po przeczytaniu tego co napisalam wczoraj odnosisz takie
                      wrazenie,jednak nie pisalam tego w zlosci.Nie dodawalam nic co nie ma
                      potwierdzenia w praktyce-nie chodzilo mi o podniesienie dramatyzmu
                      sytuacji,tylko o porade.
                    • maheda Re: czyli radzisz smutnej, zeby kogoś sobie znala 17.04.07, 11:27
                      > słowa "poniżenie" "brak szacunku" do każdego związku idzie te słowa
                      > doczepić .

                      No, toś pojechał.
                      Jeśli do każdego Twojego związku te słowa da się doczepić, to współczuję serdecznie.
                      Do mojego tych słów doczepić się nie da w żaden sposób.
                      • aron95 Re: czyli radzisz smutnej, zeby kogoś sobie znala 17.04.07, 11:51
                        Akurat!! Wystarczy krzywo popatrzeć , zwrócić uwagę na byle głupstwo o cokolwiek
                        poprosić (za mało grzecznie )
                        • maheda Re: czyli radzisz smutnej, zeby kogoś sobie znala 17.04.07, 12:05
                          Jeśli ktoś ma życzenie na nas krzywo patrzeć, to jest jego wolna wola i nic nam
                          do tego. Tak czy owak, ta osoba to nie my, a ja mówiłam o braku "braku szacunku"
                          i braku poniżenia w moim związku.
                          U nas po prostu NIE MA patrzenia krzywo na siebie wzajemnie.
                          Owszem - zdarzają się nieporozumienia, ale od razu strona czująca się oceniana
                          czy krytykowana mówi "wiesz, czuję się źle, jak mówisz, że ..." - a osoba
                          wcześniej wydająca się "agresorem" mówi "no nie, ja zupełnie co innego miałem/am
                          na myśli - otóż...", albo mówi "owszem, nie podoba mi się to czy tamto, gdyż...".
                          Gdzie tutaj poniżenie i brak szacunku?! To jest wzajemna komunikacja, nie
                          uwłaczająca godności drugiej osoby i nie zmuszająca drugiego człowieka do niczego.
                          A w wypadku autorki wątku mamy do czynienia z szantażem i przemocą psychiczną.
                • brzoza75 Re: Czy wyście wszyscy powariowali ??? 30.04.07, 19:41
                  Sznur facetów stoi aby tylko
                  "smutasa " przygarnać i kazdy i piękny i dobry i na bialym koniu . Bajki

                  Jesu Aron zabiłes mnie chłopaku tym tekstemwink
          • jacekplacek66 aron!!!!!!!!!!!!!!!!!! 17.04.07, 00:40
            kochanica ci się marzy.....
            • crazyrabbit Re: aron!!!!!!!!!!!!!!!!!! 17.04.07, 01:16
              Buchachacha!!!!!!!!
            • aron95 jackuplacku !!!!!!!!!! 17.04.07, 08:08

              Po co mi kochanica 20 + w związku , w tym wieku to panienkę mogę mieć
    • anjar_84 Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 17.04.07, 11:57
      dziewczyno!uwierz w siebie..uciekaj gdzie pieprz rośnie..co za egoista..jaja
      takiemu ukrecic to malo!!nie patrz na dziecko..uloz sobie zycie na nowo..to na
      dluzsza mete nie ma sensu...tylko sie meczysz, placzesz itp..sadsad
      głowa do góry..wiara i do przodu
      • delika1 Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 17.04.07, 12:26
        to kompletny brak szacunku, poniżenie.Wyobrażam sobie jak się czujesz.Też tak
        miałam.Zwiałam, zostawiłam macho-mena samego.Jestem szczesliwa.Uciekaj, poki
        jeszcze w lata się nie wpędziłaś.
    • aron95 Żadna na to nie wpadła 17.04.07, 19:59
      smutasie - wszyscy radzimy Ci to samo , tylko ja w delikatnej formie (z natury
      jestem delikatny) . Lepiej, łatwiej odchodzi się z myślą że to na moment tym
      bardziej że u Ciebie uczucie nie wygasło . Najważniejsze abyś podjęła te decyzję .
      Jak przyjdzie i bedzie chcial wrócić nie spiesz sie z decyzją . Czas bedzie
      pracował na Twoją korzyść.
      Niech nabierze szacunku .
      Boisz się że nie przyjdzie ?? Trudno . Nie rozpaczaj, pisz tu .

      • akacjax Re: Żadna na to nie wpadła 17.04.07, 20:16
        Na pewno rozstanie jest konieczne do złapania dystansu.
        Jednak myślę, że tam jest gorzej niż dziewczyna napisała. Właściwie to, co tam jest to przemoc.
        Niestety nie słyszałam, by związek, w którym pojawiła się przemoc uległ cudownej pzemianie bez chęci zmian z obu stron+terapia.

        A na teraz jedno wyjście-zadbaj dziewczyno o swoje życie sama, idź na terapię, może do Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Skup się na pomocy sobie.
        • panda_zielona Re: Żadna na to nie wpadła 17.04.07, 21:19
          Dla mnie też wygląda to na przemoc psychiczną,a być może i fizyczną.
          Facet odkrył w sobie naturę dominatora,którego rajcuje uzależnienie psychiczne
          i fizyczne. Wiem,że są takie związki ku zadowoleniu obu stron.
          Lecz w tym cały jest ambaras,aby dwoje chciało naraz.
          Tobie to nie odpowiada,więc absolutnie nie musisz się na to godzić.I tak ja Ci
          tu radzą wszyscy rozstanie i pomoc samej sobie jest najlepszym wyjściem.
      • scriptus Re: Żadna na to nie wpadła 10.05.07, 12:24
        Aronie, to co wymyśliłeś, to wspaniałe rozwiązanie... odejście tylko na chwilę...
        Jakkolwiek takiego człowieka, jak w opisie Smutasa trudno mi nazwać, żeby nie
        obrazić nawet Smutasa, bo za kogoś takiego wyszła, to ta metoda w tym wypadku
        wydaje mi się dobra. Terapia wstrząsowa. Prymitywni ludzie niekoniecznie są źli,
        jeśli Smutas kocha tego swojego mężczyznę, ma prawo, tylko musi znaleźć sposób,
        jak go zdyscyplinować, wychować. W przeciwnym razie będzie cierpieć. Takie
        odrzucenie, odtrącenie, może go wyleczyć, ustawić na właściwym miejscu. Albo i
        nie, ale to już pozostawiam rozwadze Smutasa.
        • aron95 Re: Żadna na to nie wpadła 10.05.07, 13:46
          Ze zdumienia przecieram oczy . Ktoś zrozumiał o co mi chodziło i przyznaje rację .
          Nie dziwne, bo facet !!

          Komuś kto jeszcze kocha nie można proponować drastycznych rozwiązań bo do takich
          musi dojżeć . tylko połowiczne , stopniowe aby coś zacząć coś zmienić a cel
          jest jeden .
    • a.b1 Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 18.04.07, 11:10
      w Twoim związku brak szacunku, on nie szanuje Ciebie, juz nie mówie o tym, że
      nie szaqnuje Cię jako żony i matki jego dziecka, ale zwyczajnie nie szanuje Cie
      jako człowieka, tego nie da sie naprawić, nauczyć, to poprostu jest albo nie
      ma. Nie wiem co masz zrobić, wiem co ja zrobiłabym, dla dobra dziecka
      odeszłabym, pamiętaj, że dzieci powielaja to co widza w domu, jeśli kiedyś
      Twoje dziecko będzie miało problemy życiowe to niestety będzie też Wasza wina.
      Jesteś młoda, masz już duże dziecko, pomyśl troche o sobie
      • maheda Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 18.04.07, 12:14
        a.b1 napisała:

        > zwyczajnie nie szanuje Cie
        > jako człowieka, tego nie da sie naprawić, nauczyć, to poprostu jest albo nie
        (...)
        > dzieci powielaja to co widza w domu, jeśli kiedyś
        > Twoje dziecko będzie miało problemy życiowe to niestety będzie też Wasza wina.

        Krótko mówiąc - co się wybierze, i tak będzie dla dziecka źle?
        Bo ma wybór życia albo w rodzinie patologicznej, gdzie nie ma szacunku, albo
        życie z matką i mieć rozwiedzionych rodziców?

        Daleka jestem od obwiniania rodziców za swoje problemy życiowe. Jestem dorosła,
        podejmuję różne decyzje i ponoszę tego konsekwencje - i te dobre, i te złe.

        Dziecko staram się wychowywać tak samo - żeby wiedziało, że jeśli coś się w
        życiu nie uda i są problemy - to po to, żeby sobie z nimi radzić, wyciągać z
        nich wnioski i iść dalej. Mam nadzieję, że uda mi się dziecku przekazać, że
        ostatnią rzeczą, którą powinno robić po jakiejś klapie, to szukanie winnych.
        Owszem - trzeba znaleźć źródła (leżące przeważnie w nas samych) z których
        wypłynęła w pewnym momencie błędna decyzja.
        Szukanie winnych to polowanie na czarownice i wg mnie nic nie wnosi poza bólem.
    • joy44 Re: Czy zaryzykowac i zostac czy zostal tylko roz 18.04.07, 12:56
      1. Jesli Twoja rola w małżeństwie polega na ustępowaniu to czas to zmienić.
      2. Marzenia seksualne. Kto ich nie ma? Także duże dzieci. Daj mu szansę i
      sobie też.
      Wystaw Go za drzwi.
      j.
      • smutas17 Re: dziekuje 18.04.07, 13:22
        Dziekuje wszystkim za pomoc.Poczekam jednak z rozstaniem.Wczoraj zabralam meza
        na powazna rozmowe.Na poczatku jak zwykle zareagowal klotnia i chcial wyjsc z
        domu zeby nie sluchac jak to nazwal bzdur..Ale udalo sie...Zastawilam mu droge
        przy drzwiach i powiedzialam, ze skoro on nie zamierza mnie wysluchac to wniose
        o rozwod.Napewno zauwazyl ,ze powiedzialam to ze lzami w oczach ale chyba
        widzial tez,ze mowie to stanowczo(chyba pierwszy raz w zyciu bylam pewna ze
        jesli mnie nie wyslucha to go zostawie)az cofnal sie do pokoju smile Chwile sie
        nie odzywal,wiec wykorzystalam sytuacje i powiedzialm co czuje.Niewiem czy
        sluchal wszystko co powiedzialam,czy nie,ale wkoncu mi ulzylo.Potem troche mi
        nawtykal,ale wkoncu doszlismy do porozumienia.Mamy miesiac na wyprostowanie
        wszystkiego,albo trzeba bedzie sie pozegnac.Dzieki Waszym radom,wkoncu nabralam
        pewnosci siebie smile Normalnie Was KOCHAM smile Bede jeszcze pisac w razie jakby cos
        sie dzialo. kiss
        • anja_pl zatem będziesz 18.04.07, 15:02
          dużo pisać,bo musi sie wiele zdarzyć w ciągu tego miesiąca, jeśli chcecie w tak
          krótkim terminie wszystko wyprostować,
          będę zatem czekać z niecierpliwością...wink)

          a to nie jest pierwszy przypadek, że facet zaczyna się bać, jak przychodzi do
          niego wezwanie z sądu na rozprawę,
          mam tak u znajomych: facet - macho, co to nie on, wielki,
          a ona to taka malutka, nic nie ma, kto by ja tam chciał,
          co ona mu może,
          a przecież zbił ją tylko 4 czy 5 razy w ciągu 15 lat, to prawie nic,
          a ona dojrzała i wystąpiła o rozwód, na razie bez orzekania, ma nadzieję, że na
          jednej rozprawie się zakończy,
          jeśli on tak, jak mówi, nie zgodzi się, zmieni na orzekanie o winie,
          ma świadków oststniego pobicia,
          i im bliżej terminu rozprawy, tym facet cieniej śpiewa, nawet garnki po
          obiedzie zmył, co mu przez chyba całe życie nie zdarzyło...

          a wiecie co jest najgorsze:
          ja ich oboje tak normalnie lubię...
          bo on czasami jest człowiek (takiego go poznałam, że "do rany przyłóż"),
          a ona przemiła i wrażliwa istota,
          • smutas17 Re: :( 30.04.07, 18:39
            Niestety...myslalam ze cos z tego bedzie.wydawalo sie ze idzie w dobrym
            kierunku.Jednak sie mylilam,zreszta nie pierwszy raz.Kolejna klotnia,w ciagu 2
            dni juz chyba 10-ty raz sad Chcialam zeby potrafil zauwazyc ze moge miec swoje
            zdanie i ze mam prawo powiedziec co mysle..no i kolejna afera.Przykro mi o tym
            mowic,ale nie skonczylo sie na slowach sad Mam troche siniakow ,ale nie bylam mu
            dluzna.Mimo ze waze nie cale 50kg oberwal tak ze facet nie powstydzilby sie
            takiego ciosu.Zrobilo mi sie go szkoda,ale musialam od razu wziac nogi za pas i
            schowac sie za drzwiami (oczywiscie z zamkiem) Wyszedl..wrocil po 1,5 godziny
            na powtorke z rozgrywki.Przeplakalam sporo i nawet chcialam sie pociac(mowie
            szczerze)ale stwierdzilam ze nie warto.Dzisiaj tez nie dal mi nic
            powiedziec.Bylabym dla niego dobra zona gdybym nie mowila kompletnie nic i
            robila co on chce.Teraz znow siedze sama z dzieckiem,bo on znow gdzies
            pojechal.Wydaje mi sie ze nic juz nie bedzie z tego zwiazku,tym bardziej ze po
            tym jak go uderzylam sam mowil o rozwodzie..Mimo wszystko wyplakalam tyle lez
            ze nawet juz nie chce mi sie plakac.Boje sie tylko,bo nie potrafie zyc juz
            sama sad Trzymajcie kciuki!
            • brzoza75 Re: :( 30.04.07, 19:43
              Smutas ,

              kobieto czy Ty wiesz jak duza krzywde sobie robisz?????
              • maza15 Re: :( 30.04.07, 19:58
                Smutas,nie widzę sensu w naprawie tego zwiazku.
                Szkoda energii.
                Zdaj sobie sprawę,że Twoje życie może być lepsze bez niego.
                Trzymaj się.
            • panda_zielona Re: :( 30.04.07, 21:22
              Dziewczyno,kobieto jeśli dochodzi do rękoczynów to już jest bardzo źle.
              Skorzystaj z okazji,ze go nie ma i wynieś się od niego jak najszybciej.
              Tu nie ma na co czekać.
            • krwawa.mary Re: :( 30.04.07, 21:22
              Dziewczyno, a gdzie jest w tym wszystkim Twoja rodzina? Albo rodzina męża? Może
              masz kogoś, komu mogłabyś pokazać te siniaki i powiedzieć, kto ci je zrobił? I z
              jakiego chorego, urojonego "powodu"? Bo nie wyobrażam sobie, że matka, teściowa,
              brat mogliby przejść do porządku dziennego nad tym, co ten Twój mąż wyprawia.
            • akacjax Re: :( 30.04.07, 21:44
              Najważniejsze jest Twoje bezpieczeństwo-musisz sama o nie zadbać. Na przemoc wzywa się policję.
              A czasem trzeba nawet uciec z własnego domu.
            • wiona11 Re: :( 30.04.07, 23:44
              Smutasie, nawet nie wyobrażasz sobie jak to, co Ty teraz przeżywasz - dobrze
              znam! Przez 13 lat byłam w takim właśnie związku. Kochałam, cierpiałam,
              prosiłam, czekałam na cud! I jestem tu, gdzie jestem. Cuda się nie zdarzają.
              No, może tylko w romansach dla kucharek. W życiu, o jakim piszesz - NIE!!! Nie
              pora analizować, czy i kiedy popełniłaś błąd. To nie Twoja wina. Ten typ tak
              ma.
              Kochasz go i masz dwa wyjścia:
              1. Zostajesz, Twoje życie przypomina piekło, z miesiąca na miesiąc coraz
              gorsze, stajesz się coraz mniejsza, spada Twoja samoocena, zaczynasz bać się
              nie tylko jego, ale i innych ludzi. Płaczesz codziennie.
              Ale jednocześnie kochasz go coraz mniej. Uczucie wypala się i z czasem
              obojętniejesz na wszystko. Wtedy
              a) podejmujesz decyzję o rozstaniu, bo już go nie kochasz
              b) taka "zobojętniona" zostajesz w tym małżeństwie, dziękujesz Bogu za każdą
              spokojną godzinę i czekasz na samotną starość, bo może Bóg da i on umrze
              pierwszy.
              albo
              2. Ratujesz się już, tu i teraz! Pocierpisz rok, popłaczesz, potęsknisz,
              zawahasz się nie raz, kiedy będzie przysięgał, że się zmieni. Ale to potrwa
              tylko rok, może półtora. I będziesz WOLNA!!! Odbudujesz wiarę w siebie,
              podniesiesz głowę. Będziesz WOLNA!

              Cokolwiek postanowisz - jedno jest pewne: ON SIĘ NIE ZMIENI! Może być tylko
              gorzej.
              Cokolwiek postanowisz - to będzie tylko Twoja decyzja. Ja swoją podjęłam przed
              rokiem. Jestem tu, gdzie jestem i żałuję, że tak późno a jednocześnie cieszę
              się, że w ogóle!
              pozdrawiam, w.
        • marek_gazeta Re: dziekuje 02.05.07, 21:05
          Jedna rozmowa nie nauczy go szacunku do Ciebie. Możesz go oduczyć rzucania brudnych skarpetek na dywan, ale nie nauczyć szacunku. To, co robił do tej pory - zakładając, że Twoja relacja jest obiektywna - jest absolutnie dyskwalifikujące. Uciekaj jak najszybciej.
Pełna wersja