aaniaczek
20.04.07, 09:19
Witajcie,
Jestem juz dwa lata sama z synkiem.... od pewnego czasu nurtuje mnie pewna
sprawa otoz:
Gdy sie rozstawalismy z eksiem nas syn mial 2,5 roczku, wiec byl jeszcze za
maly na jakies powane rozmowy i tlumaczenie co sie dzieje.... oczywiscie w
jakis tam sposob przygotowywalam go na to, ale ....sama bylam w takim szoku i
takim stanie psychicznym, ze dzisiaj juz nawet nie pamietam jak to byl...
Teraz moj syn ma 4,5 lat.... jest juz madrym chlopcem, moge z nim o wszystkim
porozmawiac, no i wlasnie.... zastanawia mnie czy nie powinnam z nim
porozmawiac jakos o naszej sytuacji.... o tym ze rodzice nie mieszkaja razem,
ze ma nowa siostrzyczke, jest nowa - niedlugo - zona tatusia..... niby to
wszystko wie, ale to przychodzilo tak "naturalnie" - bez jakis glebszych
filozoficznych rozmów

... a moze tak jest lepiej? przyjmuje to wszystko
jako cos normalnego.... ale to przeciez nie jest normalne. Nie chce zeby
wyrosl z przeswiadczeniem, ze tak powinno sie zyc, ze mozna mies nowe zony i
mezow, nowe mamusie i tatusiow. Synek o nic nie pyta, nie zadaje w tym
temacie trudnych pytan..... no i nie wiem, czy ja sama powinnam zaaranzowac
jakos taka rozmowe, czy poczekac na pytania z jego strony. Jak to bylo u was?
Jak postepowac z tak malymi dziecmi?
Pozdrawiam
A