moniamir
22.04.07, 17:33
Ponownie witam Was wszystkich. Jakiś dłuższy czas temu zawitała na Wasze
forum. Obolała psychicznie pytałam Was o radę. Monique i Phokara okazały mi
wtedy dużo ciepła i wsparcia. Już wszystko w moim życiu było na ostrzu noża,
już decyzje podjęte. Ale nagle "cud". Mój mąż zmienił się o 180 stopni na
lepsze. Obiecywał, że będzie się starał że wszystko się zmieni na lepsze, że
mnie kocha itd. Ja głupia po raz kolejny uwierzyłam. Zmieniłam zdanie, znów w
domu była idylla, wzajemne zrozumienie i ciepło...No właśnie było. Od
dłuższego czasu znów wszystko się psuje. Jest coraz gorzej. Znów są
niedomówienia i karczemne awantury

(( I tak się zastanawiam, czy znów muszę
wszystko postawić na ostrzu noża, trzasnąć drzwiami, powiedzieć że to koniec
żeby mój szanowny mąż po raz kolejny zmienił sie w kochającego faceta ( na
kolejne dwa miesiące

(() Nie wytrzymuję psychicznie tych powtarzających się
koszmarnych kryzysów

Próbowałam z nim rozmawiać. O nawet wczoraj. Trzy
godziny starałam się do niego dotrzeć, ale skończyło się to moim płaczem w
pokoju córeczki i kolejnymi niedomówieniami. Powiedzcie mi, czy to normalne
że dwoje ludzi mija się w drzwiach, nie spędza ze sobą w ogóle czasu, nie ma
między nimi zycia intymnego. Prosze powiedzcie, bo mój mąż twierdzi że to
normalne. Dla niego normalne jest to, że na spacery z córcią chodzę sama,
soboty i niedziele spędzam sama z córką, do kina nie chodzimy ( bo on nie
lubi, do pubu ze znajomymi nie chodzimy bo on nie lubi, ze znajomymi spotykam
sie sama bo on nie lubi, nie kochamy się bo on jest ciągle zmęczony...)
Właśnie to wszystko wczoraj usłyszałam

Że to jest normalne, że ludzie tak
żyją. Więc prosze powiedzcie mi, może to moja wina

Przepraszam za to, że
mój post jest taki rozstrzepany, ale tak własnie się czuję w środku

((